Bardzo pechowy dzień
Niedziela, 11 czerwca 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: | 80.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:06 | km/h: | 25.81 |
Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 164164 ( 84%) | HRavg | 123( 63%) |
Kalorie: | 2000kcal | Podjazdy: | 1250m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Miały być zawody w Czechach a wyszło wielkie ... nic. Jedyny pozytyw z dzisiejszego dnia jest taki, że nic poważnego mi się nie stało. Wyjechałem planowo o 7 i o 9 miałem być w biurze zawodów. Spokojnie jechałem tak by idealnie być na czas, do zjazdu z Kubalonki. Przed jednym z zakrętów wyskoczył z przeciwka samochód który wyprzedzał na zakręcie, jakiś po...any gościu powinien od razu stracić Prawo Jazdy. Byłem w takiej pozycji, że nie bardzo miałem co zrobić, hamować lub na czołówkę, zdecydowałem się na hamowanie i niestety przez pewien odcinek opona tarła o asfalt do momentu przetarcia. Zatrzymałem się, telefon mi wypadł z kieszeni i wylądował na poboczu. Kierowca wyskoczył z swojego samochodu i zaczął wyjaśniać i jako tłumaczenie mówił, że ja jechałem za szybko. Nie chciałem się z nim kłócić, ja byłem cały, dętkę się wymieni a telefon powinien działać. Gościu szybko odjechał ale mam numery rejestracyjne i już Policja wie o całym zajściu. Wziąłem się za wymianę dętki, oponę z tyłu rzuciłem na przód a na tył założyłem lepszą. Zabezpieczyłem największą dziurę w oponie i założyłem dętkę. Napompowałem szybko oba koła i wziąłem telefon. Straciłem prawie 15 minut. Ruszyłem dalej w dół i po jakiś 2 kilometrach już w Istebnej przy stacji znowu powietrze zeszło, tym razem w obu kołach jednocześnie. O zawodach już mogłem zapomnieć, wziąłem się za łatanie dętek. Miałem tylko 2 łatki i musiały wystarczyć. Okazało się, że w przedniej oponie jest jeszcze jedna dziura w innym miejscu. Nie miałem jej czym załatać więc wziąłem kamień, dziurawą dętkę i z niej zrobiłem łatę. Dętki szybko załatałem, przednią napompowałem na tyle by spokojnie jechać a tylną na tyle ile pozwoliła mi pompka, nie wziąłem pompki na naboje i męczyłem się ręczną. W pośpiechu urwałem wentyl w tylnym kole. Jak skończyłem to była 9:45, biuro zwodów już 15 minut zamknięte a start za 15 minut. Nie mając już chęci ruszyłem bardzo wolno na Kubalonkę i nie dojechałem do szczytu a tył znowu "pływał". Nie miałem już zapasowej dętki i łatek. Zdenerwowałem się, podczas tych wczystkich postojów i napraw wyprzedziły mnie dziesiątki kolarzy i rowerzystów, nikt się nie zatrzymał ani nawet zapytał czy coś potrzeba. Mignęła nawet koszulka Jas-Kółek i nic. Parę razy wołałem ale nikt nie reagował. Byłem już totalnie zniechęcony z różnymi dziwnymi myślami w głowie, telefon nie działał, nie mogłem nawet zadzwonić po pomoc. Postanowiłem dojść do Wisły piechotą i kupić dętkę. Dokładnie 6 kilometrów musiałem iść. Gdyby nie skrót z Kubalonki to byłoby dalej. W Centrum byłem około 12:30 i znalazłem sklep, w którym mnie skierowali do drugiego oddalonego o około 1 kilometr. Jeszcze sobie źle skręciłem i nadrobiłem kolejny kilometr. W końcu znalazłem sklep, kupiłem dętkę i wymieniłem. O 13:15 ruszyłem dalej i bez przygód już wróciłem do domu. Noga była dzisiaj mocna tylko nie mogłem tego pokazać, może wieczorem jeszcze wyskoczę na Magurkę lub Przegibek i pojadę na czas. Dawno nie miałem aż takiego pecha, powoli zastanawiam się czy mnie kiedykolwiek pech opuści, przez ostatnie lata mogę policzyć na jednej ręce zawody w których pecha nie miałem. Po dzisiejszym dniu stwierdzam, że przyjęte motto " Umiesz liczyć to licz na siebie" znowu się sprawdziło. Każdy oczekuje pomocy jak mu się coś stanie a sam takiej pomocy nie udzieli. Straciłem prawie cały weekend a prawie nic nie pojeździłem, bardzo chciałem dzisiaj zaliczyć kolejny start w tym sezonie, nie udało się. Tym samym w czerwcu będę miał chyba tylko 3 starty, jedne zawody przeniesiono na lipiec i za tydzień tylko Javorovy, nie mam tam zbyt dużych szans, niby jest pod górę ale dużo za mocnych zawodników tam startuje. Teraz czekają mnie 2 luźne treningi i czwartkowy ciężki trening w górach. Planuję około 150 km i ponad 3000 m przewyższenia.