Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Pętla Beskidzka 2017

Sobota, 1 lipca 2017 Kategoria 100-200, Maraton, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: 161.00 Km teren: 0.00 Czas: 05:29 km/h: 29.36
Pr. maks.: 90.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 183183 ( 93%) HRavg 152( 77%)
Kalorie: kcal Podjazdy: 3000m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny nieszczęśliwy dzień, nieoczekiwany zbieg kilku zdarzeń spowodował, że znowu straciłem realną szansę na walkę o podium. Trudno, co się odwlecze to nie uciecze. Pogoda też dołożyła swoje trzy grosze. Spodziewałem się upału a było nieco chłodniej i przez większą część trasy nie padało. Ustawiłem się z przodu sektora i oczywiście kilka osób by być zauważonym musiało przed samym startem wejść od przodu. Początkowo tempo było mocno szarpane, ku mojemu zdziwieniu nie straciłem zbyt wiele na odcinku startowym i przed Zameczkiem byłem na dobrej pozycji. Marek był nawet nieco bardziej z przodu i myślałem, że dobrze pojedzie pierwszy podjazd. od początku dosyć mocne tempo, oczywiście swoją "moc" musiał pokazać Krzysztof Kubik, jednak szybko został doścignięty. Niepotrzebne przyśpieszenie z przodu, Piotrek Tomana postanowił rozerwać peleton już na pierwszym podjeździe. Ja byłem nieco przyblokowany i dopiero za bramą przesunąłem się na przód. Na czele były 4 osoby i później luka. Stopniowo wyprzedzałem kolejne osoby i nieco zbyt mocno wjechałem na szczyt. Na kole był tylko Przemek Szlagor a m.in. Janek Grzempa parę sekund z tyłu. Nie zorientowałem się czy przejechaliśmy przez matę, okazało się, że maty jeszcze nie było i można było się dołączyć w dowolnej chwili. Jakoś mnie przytkało i Przemek mi odjechał a na kole  znikąd pojawił się Zdzisław Prochoń. Nie interesowało mnie to, oszukuje głownie sam siebie stosując tego typu manewry. Na zjeździe trochę straciłem i dojechało kilka osób. Po drodze minęliśmy jakiegoś dziadka na trekingowym rowerze, nie zwróciłem uwagi czy jedzie za nami. Dalszą część zjazdu pokonałem w grupie i będąc już w Zaolziu przy niedużej prędkosci poczułem zgrzyt w tylnym kole, byłem pewny, że to szprycha. Ten dziadek wjechał mi w tylną przerzutkę i musiałem się zatrzymać, przerzutka przestała działać poprawnie i do dyspozycji miałem już tylko 21 z tyłu. Wiedziałem, że przy tej formie powinno to wystarczyć, grupa oczywiście odjechała na sporą odległość i podjąłem próbę gonitwy. Jechałem parwie na maksa, tętno cały czas 170-180 i nie mogłem dojechać do grupki. Udało się na końcu Koczego Zamku ale po szybkim zjeździe, rekord prędkości pobity, 90 km/h miałem stratę około 100-200 metrów. Odpuściłem i lżejszym tempem jadąc czekałem na kolejną grupę, dogonili mnie dopiero za Milówką i mogłem chwilę odpocząć w środku grupy. Ruch spory i dosyć szybkie tempo. Gdy zaczęły się hopki przesunąłem się na przód i zaczęłem wychodzić na zmainy. Współpraca nie była wzorowa ale jako tako to wyglądało. Przed Szczyrkiem starta wynosiła 8 minut. Pomimo sporego rozluźnienia w grupie nie traciliśmy do czołówki. Gdy tylko wychodziłem na zmainę to od razu robiła się przerwa więc odpuszczałem. Na Salmopol, wjechaliśmy równym tempem, ja miałem spore rezerwy, towarzysze niekoniecznie, kilka osób odpadło a jeden odjechał. Po drodze wypadł mi bidon i się zatrzymałem, szybko jednak dogoniłem resztę. Na Salmopolu starta 8 minut i bardzo szybki zjazd w dół. Był to chyba mój najszybszy zjazd w ostatnim czasie a i tak zostałem sporo za resztą. Dzięki Łukaszowi Kramarczykowi dojechałem przed Zameczkiem do grupki. Podjazd wjechałem swoim tempem i zyskałem nad grupą około 20 sekund. Złapałem też jednego z moich głównych rywali i walka toczyła się już o 3 miejsce. Na bufecie złapałem kubek i banana i w dalszą drogę. Złapała mnie dwójka z ActivJet w tym jeden bez numeru. Znowu kolejny cwaniak się znalazł, ja za takie coś już dostałem karę a teraz nawet nie ma upomnienia. Odjechali mi na 100 metrów ale w Zaolziu znowu jechałem w grupce i szybko ich dogoniliśmy. Początek Koczego Zamku pojechałem mocno, przełożenie mi nie pozwalało jechać wolniej i na końcu ścianki strzelił łańcuch, poleciałem na lewą stronę na trawę i wiedziłęm, że już po ptokach. Nikt nie miał skuwacza więc zacząłem się wspinać na Koczy Zamek piechotą. Po 10 minutach z ciekawości sprawdziłem czy nie mam chociaż spinki a w torebce był skuwacz. Znalazłem kawałek płaskiego i wziąłem się za robotę. Nie wiem ile osób mnie minęło ale sporo i gdy myślałem, że już mogę jechać okazało się, że łańcuch przeskakuje i muszę go skrócić. Skuwacz już się nie nadawał do użytku i musiałem od kogoś pożyczyć. Jechać sie nie dało i w końcu Zbyszek mnie poratował, skróciłem łańcuch trochę zbyt dużo i miałem ograniczone pole manewru. Nie udało się za pierwszym razem i po 100 metrach znowu musiałem się brać za skuwanie. Tym razem poszło szybko  po kolejnym skróceniu łańcucha na szczyt doszedłem już pieszo. Wyprzedziło mnie sporo osób i byłem pewny, że jestem jednym z ostatnich i gdy szykowałem się do zjazdu, zauważyłem, że nie mam okularów. Trudno, nie będę się wracał i zacząłem zjazd w dół. Chęci do jazdy nie było i wyprzedziły mnie jeszcze 2 osoby. Niemrawo dojechałem do Milówki i tam zobaczyłem jednego z rywali na poboczu. Zatrzymałem się ale mówił, że organizm odmówił mu posłuszeństwa i musiał się wycofać. Chęci do jazdy wróciły i dosyć dobrze mi się jechało, jak na samotną jazdę to jechałem dosyć szybko i nawet nie wiem kiedy znalazłem się na bufecie. Chwila przerwy i już bez nadzieji, że kogoś dogonię ruszyłem w dalszą drogę. Do Szczyrku jakoś dojechałem i tam zacząłem doganiać kolejno zawodników. Jechałem równym tempem i droga szybko zleciała. Na Salmopol wjechałem dosyć mocno i pozostał zjazd w dół. Żeby było ciekawie droga była mokra a w połowie zjazdu zaczęło padać a w Wiśle już lało. Zmotywowałem się do dalszej jazdy i dosyć sprawnie przejechałem ostatni odcinek notując kolejny czas poniżej 10 minut na Zameczek. Wynik nie wyszedł taki zły jak na te przygody, jeszcze 2,3 lata temu taki wynik był szczytem możliwości. Z taką jazdą to podium dzisiaj było w zasięgu. Patrząc na poziom jaki niektórzy prezentują to dosyć dużo pracy jeszcze mnie czeka lub trzeba będzie sięgnąć po inne metody poprawy wydolności. Jutro rewanż na czasówce, nic nie ruszam w rowerze, przejechałem tak 70 kilometrów i wytrzymało to jeden podjazd też wytrzyma. Po weekendzie wymiana łańcucha na nowy.

komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa torzy
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 8206 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 10680 km
Evo 2 8398 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum