Trening 27
Wtorek, 27 marca 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: | 57.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:59 | km/h: | 28.74 |
Pr. maks.: | 53.00 | Temperatura: | 2.0°C | HRmax: | 168168 ( 86%) | HRavg | 134( 68%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 300m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Planowałem trening z podjazdami w roli głównej, nie udało się z powodu złej pogody i pojechałem dobrą na wszystko rundę wkoło zbiornika Goczałkowickiego. Wczoraj wymieniłem suport, wyczyściłem cały rower, jechało się znacznie lepiej niż na starym suporcie, na tym też straciłem trochę sekund na Równicy. Na początku miałem problem z licznikiem, nie potrafił znaleźć miernika mocy, kilka razy się zatrzymałem by spróbować coś z tym zrobić. Od początku jechało się nieźle, podjazd w Rudzicy też w dobrym rytmie i na zjeździe zaskoczył pomiar mocy. Zatrzymałem się, szybka kalibracja i równa jazda dalej. W Chybiu tradycyjnie zamknięty szlaban i musiałem zwolnić, miałem szczęście, że już się otwierał i nie straciłem wiele czasu. Spojrzałem na termometr a tam zaledwie 2 stopnie, prognozy mówiły o 4 a zwykle o tej porze roku był już dwucyfrowy wynik na termometrze, coś ta wiosna nie może wkroczyć na dobre do pogody. Im dalej na północ tym mocniej wiało, im bardziej na wschód, tym więcej w twarz. Powietrze też coraz gorsze, w Bielsku jeszcze nie wyglądało to najgorzej ale za Wisłą to jest tragedia. Starałem się utrzymać kadencję powyżej 90, od czasu do czasu zerkając na moc i tętno, prędkość nie miała znaczenia. W Łące skręciłem w skrót do Goczałkowic a tam jak nigdy spory ruch i niełatwy przejazd. Ścieżka w Goczałkowicach też nie należała do najprzyjemniejszych odcinków, pełno piasku, żwiru i miejscami mokro. Na zaporze jak nigdy pustki i z wiatrem w plecy jechało się szybko. Za zaporą chwila przerwy i równa jazda z wiatrem do Międzyrzecza. Trzymałem cały czas założoną kadencję i moc też była w miarę stała. By ominąć zakorkowany odcinek w Wapienicy pojechałem boczną drogą przez Jasienicę. Po drodze zaliczyłem krótki aczkolwiek stromy podjazd, pojechałem go na tyle spokojnie ile się dało. Ostatnie kilometry w lekkim deszczu przechodzącym w śnieg, udało się wrócić suchym, gdybym wrócił 15 minut później to tak dobrze by już nie było. Może jutro uda się poćwiczyć podjazdy, na razie krótkie a może przed weekendem pojadę na dłuższe górskie wspinaczki.





