Obóz Bukowina 2
Wtorek, 8 maja 2018 Kategoria 100-200, Obóz Bukowina 2018, Szosa, Trening 2018
Km: | 113.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:11 | km/h: | 27.01 |
Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 168168 ( 86%) | HRavg | 129( 66%) |
Kalorie: | 2744kcal | Podjazdy: | 1500m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Drugi dzień obozu
nie zaczął się idealnie, pogoda nie była pewna i prawdopodobieństwo, że uda się
przejechać całą zaplanowaną trasę i nie zmoknąć było bliskie zera. Temperatura
też nie rozpieszczała i miałem dylemat, jak się ubrać, ostatecznie wybrałem
bluzę i nogawki a kurtka wylądowała w kieszeni. W planie był Test FTP ale
pogoda na to nie pozwoliła.
Po pierwszym zjeździe było zimno, na szczęście dalsza droga prowadziła głównie w górę więc można było się rozgrzać. Tempo było równe i szybko dojechaliśmy do skrzyżowania za granicą. Na pierwszym podjeździe tempo wzrosło i grupka się rozerwała, ostatecznie we 3 dojechaliśmy na szczyt pierwszego trudniejszego wzniesienia. Powoli zacząłem zjeżdżać, po chwili już zaczynało padać, poczekałem na resztę i gdy się zjechaliśmy to na chwile się zatrzymaliśmy i zdecydowaliśmy, że zmieniamy trasę, w międzyczasie deszcz rozpadał się na dobre. Grupa znowu się rozerwała i ostatecznie pojechaliśmy prosto a mogliśmy skręcić w lewo i skrócić trochę trasę. Dalsza droga w strugach deszczu przebiegała ścieżką rowerową poza szosą i tak aż do Spiskiej Beli. Powoli przestawało padać a moje nogi nie chciały kręcić. Na moment zostałem za grupą i dopiero gdy nachylenie wzrosło to dołączyłem do pozostałej 8. Kiedy zaczął się podjazd podkręciłem tempo, musiałem się rozgrzać i po kilku minutach mocniejszej jazdy, jechało się dużo lepiej. Fajny podjazd szybko się skończył i zacząłem zjeżdżać. Jechałem spokojnym tempem i po kilku kilometrach dojechał do mnie Tomek i wspólnie dojechaliśmy do granicy. Kiedy wszyscy dojechali to okazało się, że Grzesiowi pękła szprycha w tylnym kole. Szybkie rozebranie się, zrobiło się za ciepło i uzupełnienie kalorii. Kiedy ruszyliśmy to Otfin został trochę z tyłu i zaczekałem na niego. Szybko dogoniliśmy grupę i skręciliśmy w zupełnie nie znane mi tereny. Droga prowadziła raz w górę, raz w dół wzdłuż jeziora Czorsztyńskiego. Na znaną mi drogę wjechaliśmy w Trybsza i na koniec czekały nas jeszcze dwa podjazdy. Najpierw dosyć długi podjazd ze stromą końcówką w Czarnej Górze. Pojechałem już na luzie i dopiero na stromym odcinku podkręciłem trochę tempo. Po zjeździe rozdzieliliśmy się, część osób pojechała prosto do pensjonatu a reszta dłuższą drogą. Po drodze postój na uzupełnienie płynów i ostatni podjazd przez Brzegi. Po tym postoju starałem się już jechać spokojnie i nie zmęczony dojechałem do Bukowiny.


Po pierwszym zjeździe było zimno, na szczęście dalsza droga prowadziła głównie w górę więc można było się rozgrzać. Tempo było równe i szybko dojechaliśmy do skrzyżowania za granicą. Na pierwszym podjeździe tempo wzrosło i grupka się rozerwała, ostatecznie we 3 dojechaliśmy na szczyt pierwszego trudniejszego wzniesienia. Powoli zacząłem zjeżdżać, po chwili już zaczynało padać, poczekałem na resztę i gdy się zjechaliśmy to na chwile się zatrzymaliśmy i zdecydowaliśmy, że zmieniamy trasę, w międzyczasie deszcz rozpadał się na dobre. Grupa znowu się rozerwała i ostatecznie pojechaliśmy prosto a mogliśmy skręcić w lewo i skrócić trochę trasę. Dalsza droga w strugach deszczu przebiegała ścieżką rowerową poza szosą i tak aż do Spiskiej Beli. Powoli przestawało padać a moje nogi nie chciały kręcić. Na moment zostałem za grupą i dopiero gdy nachylenie wzrosło to dołączyłem do pozostałej 8. Kiedy zaczął się podjazd podkręciłem tempo, musiałem się rozgrzać i po kilku minutach mocniejszej jazdy, jechało się dużo lepiej. Fajny podjazd szybko się skończył i zacząłem zjeżdżać. Jechałem spokojnym tempem i po kilku kilometrach dojechał do mnie Tomek i wspólnie dojechaliśmy do granicy. Kiedy wszyscy dojechali to okazało się, że Grzesiowi pękła szprycha w tylnym kole. Szybkie rozebranie się, zrobiło się za ciepło i uzupełnienie kalorii. Kiedy ruszyliśmy to Otfin został trochę z tyłu i zaczekałem na niego. Szybko dogoniliśmy grupę i skręciliśmy w zupełnie nie znane mi tereny. Droga prowadziła raz w górę, raz w dół wzdłuż jeziora Czorsztyńskiego. Na znaną mi drogę wjechaliśmy w Trybsza i na koniec czekały nas jeszcze dwa podjazdy. Najpierw dosyć długi podjazd ze stromą końcówką w Czarnej Górze. Pojechałem już na luzie i dopiero na stromym odcinku podkręciłem trochę tempo. Po zjeździe rozdzieliliśmy się, część osób pojechała prosto do pensjonatu a reszta dłuższą drogą. Po drodze postój na uzupełnienie płynów i ostatni podjazd przez Brzegi. Po tym postoju starałem się już jechać spokojnie i nie zmęczony dojechałem do Bukowiny.

