Lubelska Vuelta 2018 Etap 1 - Prolog
Piątek, 1 czerwca 2018 Kategoria 0-50, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: | 7.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:10 | km/h: | 42.00 |
Pr. maks.: | 47.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | 190190 ( 97%) | HRavg | 180( 92%) |
Kalorie: | 231kcal | Podjazdy: | 10m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Przyszedł czas na
pierwszy wyścig etapowy w tym sezonie. Nie nastawiałem się na nie wiadomo co
ale takiej beznadziei się nie spodziewałem. Mam pewne problemy przez które nie
jestem w stanie swobodnie jeździć w peletonie i ciężko jest je wyeliminować z
dnia na dzień. Na etapówkę też nie przyjechałem w pełni sił i to też miało
jakiś wpływ na całość rywalizacji w moim wykonaniu.
Udało się wypocząć przed pierwszym etapem i byłem bardzo zmotywowany. Na rozgrzewce wszystko wyglądało jak powinno, przez moment bałem się, że się spóźnię na start, przejazd kolejowy był zamknięty a musiałem przedostać się na drugą stronę. Zdążyłem na czas i stanąłem na starcie niespełna 7 kilometrowego prologu. Nie miałem żadnego doświadczenia w tak krótkich próbach czasowych, jazda pod górę to jednak co innego. Na starcie oczywiście miałem problem z wpięciem i na dzień dobry kilka sekund w plecy. Później się rozkręciłem i w miarę to szło. Nie umiałem jechać na wysokiej kadencji i też na tym trochę straciłem. Do nawrotu było z wiatrem wiec musiałem oszczędzać siły na powrót. Po około kilometrze jazdy poczułem, że coś pęka, nie czułem by była to guma i po chwili zorientowałem się, że to lemondka. Dalsza jazda już nie była tak komfortowa i pozycja też nie taka jak być powinna. Przy dojeździe do nawrotu zobaczyłem strażaka na środku jezdni z flagą i zacząłem hamować bo myślałem, że to już nawrót. Do nawrotu było jeszcze około 200 metrów i kolejne starty. Nawrót też nie wyszedł i na dalsze starty nie mogłem sobie pozwolić. Pod wiatr szło topornie, jechałem bardzo twardo a tempo spadało i nie byłem w stanie utrzymać stałej prędkości. Do mety dotarłem po niecałych 10 minutach, nie wiem ile straciłem na trasie, sprzęcie, itp. Wiem tyle, że na pewno stać było mnie na więcej co znalazło potwierdzenie w wynikach. Było co odrabiać na kolejnych etapach.
Udało się wypocząć przed pierwszym etapem i byłem bardzo zmotywowany. Na rozgrzewce wszystko wyglądało jak powinno, przez moment bałem się, że się spóźnię na start, przejazd kolejowy był zamknięty a musiałem przedostać się na drugą stronę. Zdążyłem na czas i stanąłem na starcie niespełna 7 kilometrowego prologu. Nie miałem żadnego doświadczenia w tak krótkich próbach czasowych, jazda pod górę to jednak co innego. Na starcie oczywiście miałem problem z wpięciem i na dzień dobry kilka sekund w plecy. Później się rozkręciłem i w miarę to szło. Nie umiałem jechać na wysokiej kadencji i też na tym trochę straciłem. Do nawrotu było z wiatrem wiec musiałem oszczędzać siły na powrót. Po około kilometrze jazdy poczułem, że coś pęka, nie czułem by była to guma i po chwili zorientowałem się, że to lemondka. Dalsza jazda już nie była tak komfortowa i pozycja też nie taka jak być powinna. Przy dojeździe do nawrotu zobaczyłem strażaka na środku jezdni z flagą i zacząłem hamować bo myślałem, że to już nawrót. Do nawrotu było jeszcze około 200 metrów i kolejne starty. Nawrót też nie wyszedł i na dalsze starty nie mogłem sobie pozwolić. Pod wiatr szło topornie, jechałem bardzo twardo a tempo spadało i nie byłem w stanie utrzymać stałej prędkości. Do mety dotarłem po niecałych 10 minutach, nie wiem ile straciłem na trasie, sprzęcie, itp. Wiem tyle, że na pewno stać było mnie na więcej co znalazło potwierdzenie w wynikach. Było co odrabiać na kolejnych etapach.