Trening 66
Czwartek, 12 lipca 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 77.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:42 | km/h: | 28.52 |
Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 162162 ( 83%) | HRavg | 132( 67%) |
Kalorie: | 1275kcal | Podjazdy: | 860m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Zmotywowałem się
do wcześniejszego wstania z łóżka i wyjazdu z domu. Było zimno, wiec musiałem
ubrać dodatkową warstwę ubrań. Pogoda dużo lepsza, wiatr jakby słabszy i
bezchmurne niebo, nie obawiałem się o opady deszczu. Zaplanowałem prawie 3
godzinny trening i trasa sama narodziła się w głowie. Po wyjechaniu z domu od
razu wiatr w twarz i tak miało być aż do Cieszyna. Dodatkowo sporo krótkich
podjazdów czekało na mnie na trasie. Jechałem dokładnie tak jak planowałem i
nawet dziury w drogach których ostatnio przybyło sporo nie były dużym
problemem. Przed Cieszynem niebezpieczna sytuacja, na zjeździe przy prawie 50
km/h jadący tir z przeciwka zrobił taki wir, że wybiło mnie z toru jazdy,
dziury w drodze też nie pomogły w utrzymani toru jazdy, nie wiem jakim cudem
udało mi się uratować przed upadkiem i na strachu i wytraceniu prędkości się
skończyło. Podjazd do Cieszyna poszedł słabo, zwykle do połowy udawało się
wjechać z rozpędu. Cieszyn przejechałem lepiej niż się spodziewałem, bez
żadnych postojów i zbędnych spowolnień. Za miastem skręciłem w boczną nieznaną
drogę, po drodze dwa fajne podjazdy i znalazłem się na głównej, remontowanej
drodze. Miałem szczęście, że udało mi się przejechać, chociaż komfortowo nie
było. Po wyjechaniu z obszaru robót drogowych miało być lepiej, tylko
teoretycznie. Stan drogi do ronda „Na Wygodzie” to jest katastrofa, tam jest
konieczny remont. Za rondem już jest lepiej i jazda była przyjemniejsza. Po
skręcie na Dębowiec znowu gorsza jakość nawierzchni. W Dębowcu zrobiłem postój
w sklepie, krótki ale potrzebny. Chciałem sprawdzić jedną drogę i skręciłem o
jedną za wcześnie, nie miałem zbyt dużo czasu do namysłu i dopiero po wjechaniu
spowrotem na główną zorientowałem się że nie skręciłem tam gdzie trzeba. Nie
chciałem już kombinować i pojechałem inną trasą. Najpierw fajnym podjazdem do Iskrzyczyna
i dalej na Miedzyświeć. Przejazd przez Skoczów to tragedia, zapomniałem o
czwartkowym targu. Po przejechaniu tych utrudnień już było lepiej. Wiatr w
plecy sprzyjał szybkiej jeździe i na koniec dołożyłem sobie jeszcze jeden
podjazd. Niecałe 3 godziny jazdy zaliczone.







