Trening 72
Niedziela, 22 lipca 2018 Kategoria 100-200, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: | 149.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:27 | km/h: | 27.34 |
Pr. maks.: | 72.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 148( 75%) |
Kalorie: | 3103kcal | Podjazdy: | 2480m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Kolejny bardzo
ciężki dzień. Po raz pierwszy od Pętli Beskidzkiej pojechałem na lepszym
sprzęcie. Udało się trochę zregenerować i po wyjeździe jechało się całkiem
dobrze. Normalnej mocy nie było i o jakiś mocnych akcentach nie mogło być mowy.
Na początek dobra jazda pagórkowatym odcinkiem do Cieszyna i dalej w kierunku
Frydka. Po drodze małe utrudnienia w Cieszynie i ostatecznie spory zapas
czasowy w Dobrej. Było ciepło ale nad głowami ciemne chmury z których mógł
spaść deszcz. Po dojeździe Jas-Kółek ruszyliśmy dosyć dobrym tempem w kierunku
Łysej. Tempo nie było na tyle spokojne by dojechać razem i przed Krasną
wszystko się rozjechało. Na szczęście odcinek z brakiem nawierzchni skrócił się
do kilkuset metrów i jechało się przyjemniej niż miesiąc temu. Po dojechaniu do
podnóża podjazdu chwila rozluźnienia i nadeszła chwila prawdy. Wszyscy ruszyli
dosyć mocno, ja się ociągałem i za mną wystartował tylko Marcin. Zacząłem na
tyle oszczędnie, że nie zbliżałem się na początku do najlepszych. Po pierwszym
lekkim wypłaszczeniu dojechaliśmy z Marcinem do 7 osobowej grupki i kolejny
trudniejszy fragment zaczął rozciągać stawkę. Marcin ruszył do przodu i
zyskiwał przewagę, blisko za nim jechał Jarek a ja trzymałem się raczej z tyłu,
pierwszy swój rytm złapał Bastek i nie próbował za wszelką cenę jechać tempem
reszty. Do krótkiego zjazdu dojechaliśmy w zwartej grupce a później już zaczynało
się dzielić. Marcin zrobił już dużą przewagę, za nim był Jarek a później mała
luka. Gdy zrobiło się nieco trudniej to już się porozbijaliśmy i jechałem swoim
tempem z podążającym za mną jak cień Otfinem. Jechało się o dziwo dobrze, tempo
jak na ten dzień zadowalające i co najważniejsze równe. Jechałem na tyle
dobrze, że zacząłem zmniejszać dystans do Jarka i Marcina. Na około 1500 metrów
do szczytu dojechałem do Jarka i mając nieco wyższą prędkość wysunąłem się na 2
miejsce w tym małym wyścigu. Otfin też został minimalnie z tyłu a ja mając w
głowie jeszcze drugi podjazd nie podkręciłem tempa, Marcin wjechał na szczyt
około 30 sekund przede mną a ja też miałem minimalny zapas nad Jarkiem i
Otfinem. Przy takiej jeździe i dyspozycji czas ponad 35 minut nie jest zły i
ląduje pośrodku listy moich wyników. Co najważniejsze nie brakło mi sił jak
zwykle na końcówkę, a przy jeździe na maksimum możliwości mógłbym wjechać
szybciej na szczyt. Na szczycie chwila na złapanie oddechu i od razu zjazd w
dół. Zjechałem około 3500 metrów i zaczekałem na Otfina. Dosyć trudną cześć
tego podjazdu z nachyleniem 10 %
wjechałem 2 raz około minutę wolniej niż ten sam odcinek za pierwszym
razem. Mogłem nieco podkręcić tempo ale nie o to chodziło. Poza mną tylko Otfin
zdecydował się na drugi wjazd, szkoda by mi było tej jazdy ponad 70
kilometrowej tylko dla jednego 8 kilometrowego podjazdu. Na szczycie kofola i
dobry zjazd w dół, nie czułem się zbyt pewnie i miałem problem ze składaniem
się w zakręty ale dosyć szybko zjechałem. Droga do Prażma szybka, prawie cały
czas w dół i bez większych utrudnień. Postój w sklepie był konieczny i po
uzupełnieniu bidonów powrotna droga była już ciężka. Po drodze niespodzianka w
postaci podjazdu na Kohutkę. Początek poszedł nieźle a w końcówce, ściganci mi
odjechali. W dalszej kolejności kolejne ścigania i zrywy, takie rzeczy trzeba
pokazywać na wyścigach, na treningach to wygląda zupełnie inaczej. Przez te
akcje znowu wszystko się porozrywało i dobrych kilka kilometrów musieliśmy
czekać na wszystkich. Dopiero przez Trzanowicami udało się złączyć w jedną
grupę i tam się rozdzieliliśmy. Od tego momentu walczyłem o przetrwanie, nie
było już mocy a jazda wyglądała tragicznie. Dawno tak źle nie było. Do Cieszyna
szło jeszcze w miarę dobrze, po za tym , że zgubiłem batona na zjeździe to nic
ciekawego się nie wydarzyło. Przez Cieszyn też dobrze przejechałem ale później
już strzeliłem i na około 2 kilometrowym odcinku Jarek dołożył mi minutę.
Później już się pilnowałem i jakoś przetrwałem ostatnie 20 kilometrów. Trening
na pewno nie był dobry, sam nigdy bym tak nie jechał, jak nie ma sił to trzeba
zwolnić a nie jechać na siłę. Już nigdy więcej takiego tygodnia, przez 6 dób
spałem tyle co normalnie w 3, do tego lekkie przeziębienie i sporo innych spraw
na głowie przez co regeneracji praktycznie nie ma. Możliwości mam spore ale bez
odpoczynku nie jestem w stanie ich potwierdzić. Ten tydzień będzie lżejszy niż
miał być, może braknąć kilku treningów przed Road Trophy, ale trudno zawodowcem
nie jestem i musze skupić się na odpoczynku. Startów ostatnio było mało,
wypadają kolejne, dwie fajne czasówki zostały odwołane i w kalendarzu pojawiły
się kolejne luki.







