Road Trophy 2018 Etap 2
Sobota, 11 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Szosa, w grupie, Wyścig
Km: | 71.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:25 | km/h: | 29.38 |
Pr. maks.: | 77.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 160( 82%) |
Kalorie: | 1564kcal | Podjazdy: | 1550m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po dotarciu
na kwaterę bardzo szybki serwis koła. Kolega
Adam poratował mnie oponą i pomógł mi w
wymianie dętki i opony. Zdążyłem na szybko zmienić ciuchy, zabrać potrzebne rzeczy
i trzeba było jechać na start drugiego etapu. Nie byłem wcale zregenerowany i
czułem, że będzie ciężko. Rozgrzewka była także w trybie ekspresowym, chcąc coś
nadrobić do rywali musiałem ustawić się z przodu.
Ustawiłem się w pierwszym rzędzie, sporo zawodników jak zwykle przyjechało na ostatnią chwile i ustawiło z przodu. Był taki ścisk, że nie mogłem się ruszyć ani o centymetr. Dopiero gdy wszyscy ruszyli to mogłem się wpiąć, sprawiło to tyle problemów, że byłem bliski upadku a za mną słyszałem niecenzuralne słowa. Ruszyłem dopiero po wjeździe na drogę już ze stratą. Tempo nie było zbyt spokojne a do tego przepychanki i traciłem kolejne pozycje. Gwoździem do trumny było zwężenie na około kilometr od startu. Tam zostałem przyblokowany i byłem praktycznie na końcu peletonu. Wystarczył kilometr by stracić bardzo dobrą pozycję startową, ciężko jest wyeliminować lęk po kilku kraksach. Nadrobić też nie miałem jak, przed pierwszą stromizną oczywiście spowolnienie i już zrobiła się dziura. Noga nie podawała najlepiej i męczyłem się strasznie by dojechać do ogona peletonu. Podjazd na przełęcz Koniakowską też poszedł mi słabo, na zjeździe nie poszalałem i na drugi podjazd wjechałem już z ogromnymi stratami. Na szczęście na tym podjeździe zaczęła noga podawać i zacząłem przesuwać się do przodu. Jechałem cały czas mocno i stopniowo doganialiśmy kolejnych zawodników. Uformowała się około 10 osobowa grupka w której jechaliśmy przez większą część etapu. Grupa może liczna ale chętnych do współpracy było może 6 osób. To wystarczyło aby jechać dobrym tempem ale trochę denerwowało. Z przodu nie było nikogo widać i pozostało mocno pracować aby nikt nas nie dogonił. Przed Jaworzynką już grupa stopniała o jedną osobę. Na podjeździe miałem delikatny kryzys ale szybko minął i wróciłem na czoło i do wjazdu na główną drogę dyktowałem mocne tempo. Po wjeździe do Czech grupa trochę się rozleniwiła i wyglądało to tak, że praktycznie sam dyktowałem tempo aż do Mostów. Tam mocniejsze tempo podyktowała dwójka zawodników i spłynąłem na tył grupy. Do bufetu było przeważnie w dół wiec tempo było szybkie. Na bufecie zwolnienie i po raz kolejny wyjechałem na przód grupy. Dosyć trudny podjazd w lesie poszedł całkiem dobrze, we dwóch podyktowaliśmy takie tempo, że grupa się rozciągła a po zjeździe już było nas mniej. Dojechał do nas zawodnik który z nami wcześniej nie jechał i tempo wzrosło. Na dojeździe do Hyrczawy grupa zaczęła się dzielić, udało się zespawać a mocna jazda spowodowała, że zaczęliśmy doganiać kolejną grupkę. Trzech zawodników przeskoczyło a po wjeździe do Polski połączyliśmy się w jedną grupę. Na zjeździe zacząłem tracić i podjazd do centrum Istebnej zacząłem z kilkusekundową startą. Szybko nadrobiłem i w połowie podjazdu zacząłem przesuwać się do przodu. Tempo szło mocne i się podzieliliśmy. Na szczycie podjazdu byłem jako 2, na wypłaszczeniu nie dałem rady jechać tak mocno jak na stromym podjeździe i znowu zostałem lekko z tyłu. Po skręcie na metę miałem około 10 sekund do kilku zawodników. Byłem pewny, że meta jest na samym szczycie i nie jechałem na maksimum możliwości. Jak się okazało meta jest niżej i praktycznie bez żadnych zysków i start do poprzedzających mnie w generalce zawodników przejechałem przez matę.
Awansowałem o jedno oczko w kategorii a w OPEN o prawie 50 miejsc. Pomijając fakt, że nie byłem dobrze przygotowany do tego etapu oraz słabą dyspozycje na początku to mogę być zadowolony. Dyspozycja na trasie pozwalała na jazdę z czołówką. Patrząc na dane z licznika to był to jeden z lepszych wyścigów jakie pojechałem w tym sezonie. Defekt z pierwszego etapu pośrednio wpłynął na drugi i pozostaje niewielki niedosyt po pierwszym dniu rywalizacji.
Ustawiłem się w pierwszym rzędzie, sporo zawodników jak zwykle przyjechało na ostatnią chwile i ustawiło z przodu. Był taki ścisk, że nie mogłem się ruszyć ani o centymetr. Dopiero gdy wszyscy ruszyli to mogłem się wpiąć, sprawiło to tyle problemów, że byłem bliski upadku a za mną słyszałem niecenzuralne słowa. Ruszyłem dopiero po wjeździe na drogę już ze stratą. Tempo nie było zbyt spokojne a do tego przepychanki i traciłem kolejne pozycje. Gwoździem do trumny było zwężenie na około kilometr od startu. Tam zostałem przyblokowany i byłem praktycznie na końcu peletonu. Wystarczył kilometr by stracić bardzo dobrą pozycję startową, ciężko jest wyeliminować lęk po kilku kraksach. Nadrobić też nie miałem jak, przed pierwszą stromizną oczywiście spowolnienie i już zrobiła się dziura. Noga nie podawała najlepiej i męczyłem się strasznie by dojechać do ogona peletonu. Podjazd na przełęcz Koniakowską też poszedł mi słabo, na zjeździe nie poszalałem i na drugi podjazd wjechałem już z ogromnymi stratami. Na szczęście na tym podjeździe zaczęła noga podawać i zacząłem przesuwać się do przodu. Jechałem cały czas mocno i stopniowo doganialiśmy kolejnych zawodników. Uformowała się około 10 osobowa grupka w której jechaliśmy przez większą część etapu. Grupa może liczna ale chętnych do współpracy było może 6 osób. To wystarczyło aby jechać dobrym tempem ale trochę denerwowało. Z przodu nie było nikogo widać i pozostało mocno pracować aby nikt nas nie dogonił. Przed Jaworzynką już grupa stopniała o jedną osobę. Na podjeździe miałem delikatny kryzys ale szybko minął i wróciłem na czoło i do wjazdu na główną drogę dyktowałem mocne tempo. Po wjeździe do Czech grupa trochę się rozleniwiła i wyglądało to tak, że praktycznie sam dyktowałem tempo aż do Mostów. Tam mocniejsze tempo podyktowała dwójka zawodników i spłynąłem na tył grupy. Do bufetu było przeważnie w dół wiec tempo było szybkie. Na bufecie zwolnienie i po raz kolejny wyjechałem na przód grupy. Dosyć trudny podjazd w lesie poszedł całkiem dobrze, we dwóch podyktowaliśmy takie tempo, że grupa się rozciągła a po zjeździe już było nas mniej. Dojechał do nas zawodnik który z nami wcześniej nie jechał i tempo wzrosło. Na dojeździe do Hyrczawy grupa zaczęła się dzielić, udało się zespawać a mocna jazda spowodowała, że zaczęliśmy doganiać kolejną grupkę. Trzech zawodników przeskoczyło a po wjeździe do Polski połączyliśmy się w jedną grupę. Na zjeździe zacząłem tracić i podjazd do centrum Istebnej zacząłem z kilkusekundową startą. Szybko nadrobiłem i w połowie podjazdu zacząłem przesuwać się do przodu. Tempo szło mocne i się podzieliliśmy. Na szczycie podjazdu byłem jako 2, na wypłaszczeniu nie dałem rady jechać tak mocno jak na stromym podjeździe i znowu zostałem lekko z tyłu. Po skręcie na metę miałem około 10 sekund do kilku zawodników. Byłem pewny, że meta jest na samym szczycie i nie jechałem na maksimum możliwości. Jak się okazało meta jest niżej i praktycznie bez żadnych zysków i start do poprzedzających mnie w generalce zawodników przejechałem przez matę.
Awansowałem o jedno oczko w kategorii a w OPEN o prawie 50 miejsc. Pomijając fakt, że nie byłem dobrze przygotowany do tego etapu oraz słabą dyspozycje na początku to mogę być zadowolony. Dyspozycja na trasie pozwalała na jazdę z czołówką. Patrząc na dane z licznika to był to jeden z lepszych wyścigów jakie pojechałem w tym sezonie. Defekt z pierwszego etapu pośrednio wpłynął na drugi i pozostaje niewielki niedosyt po pierwszym dniu rywalizacji.