Trening 82
Czwartek, 16 sierpnia 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 128.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:40 | km/h: | 27.43 |
Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 160160 ( 82%) | HRavg | 128( 65%) |
Kalorie: | 1917kcal | Podjazdy: | 1330m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Dłuższy spokojny trening. Przejechałem już dawno planowaną
pętlę wokół Beskidu Małego, wybrałem trochę łatwiejszy wariant bez sztywnych
podjazdów przy jeziorze Mucharskim i nie wiem czy to nie był błąd. Na ten dzień
miałem mnóstwo planów, Objazd Babiej, Trening w Beskidzie Morawsko-Śląskim czy
Małej Fatrze czy zaliczenie kliku podjazdów w Beskidzie Małym.
Wyjechałem chwilę po 8 i był to duży błąd. Na drogach spory ruch a dodatkowo miałem duże szczęście i zaliczyłem wszystkie czerwone światła w mieście. Na wyjeździe z miasta dodatkowo remont mostu i ruch wahadłowy na którym straciłem kolejne minuty.
Po wydostaniu się z aglomeracji na moment był spokój, ruch wahadłowy zatrzymał samochody i do Wilkowic dojechałem bezproblemowo. Na skrzyżowaniu znowu swoje musiałem odczekać i dopiero skręciłem w lewo w kierunku Hucisk. Na podjeździe już czułem, że będzie ciężko a to był dopiero początek. Interwałowa trasa tego dnia była jeszcze bardziej odczuwalna niż zwykle i dlatego jechałem spokojniej. Po przejechaniu Tresnej na niebie pojawiła się dziwna mgła która dalej stawała się coraz gęstsza. Myślałem nawet zawrócić ale wiedziałem, że nie zapowiadali deszczu i ta mgła jest tylko przejściowa. Już za Ślemieniem wypogodziło się, ale żeby było ciekawiej to zaczęło wiać i kolejne kilometry to była droga przez mękę. Nie umiałem jechać a w Suchej Beskidzkiej pojawiło się więcej samochodów i spore utrudnienia. Krótki odcinek główną szosą też nie należał do przyjemnych i dopiero po skręcie na nieznane mi drogi w Zembrzycach uspokoiło się na tyle, że mogłem sprawdzić jak mam jechać dalej. Praktycznie pustą drogą dojechałem do skrzyżowania którego nie miałem na mapie i omyłkowo skręciłem w lewo na Wadowice a miałem jechać prosto na Stryszów. Szybko się ocknąłem bo zbliżałem się znów do głównej drogi a miałem jechać wschodnią stroną jeziora. Kiedy trafiłem na właściwą szosę to jechałem praktycznie bez ruchu samochodowego patrząc na niedawno powstały zbiornik wodny. Po krótkim czasie zrobiłem postój i stwierdziłem, że jadę prosto na Wadowice omijając podjazdy po północnej stronie jeziora. Po głowi chodziła mi jeszcze Lanckorona ale na dodatkowe około 40 kilometrów jakoś nie miałem ochoty. Powoli zaczynało brakować wody i zacząłem rozglądać się za sklepem. Po przejechaniu pagórków, na jednym ze zjazdów1) mignął mi sklep ale nie zdążyłbym się zatrzymać i dopiero po wjeździe na drogę 52 zatrzymałem się w sklepie.
Po krótkiej wizycie w sklepie zorientowałem się, że zakorkowana jest droga w kierunku Wadowic. Myślałem, że po problemach w Bielsku i Suchej dalej już przejadę bez kłopotów. Wpakowałem się jak „ Z deszczu pod rynnę”. Mogłem ominąć utrudnienia bocznymi drogami, nie wiedziałem w jakim są one stanie i zostałem przy przepychaniu się między samochodami. Dosyć sprawnie przesuwałem się do przodu, raz jezdnią, raz poboczem, po chwili już kierowcy zrobili mi pas przy krawędzi jezdni i szybko znalazłem się w Wadowicach. Cały ten korek zaczynał się na rondzie i nawet nie myślałem o jeździe przez miasto i skręciłem w prawo a tam dalszy ciąg utrudnień. Dopiero kolejne skrzyżowania i ronda stopniowo rozładowywały zakorkowaną drogę. Za Wadowicami poczułem wiatr na plecach i mogłem trochę nadrobić. Dobre nie trwało zbyt długo i w Andrychowie znowu korki. Jakoś się przedostałem na drugi koniec miasta i za miastem znowu luźniej. Dogoniłem jakiegoś młodego kolarza na MTB. Młody dzielnie dawał radę ale na podjeździe już został z tyłu. Samochody które wyprzedzałem na wjeździe do Wadowic dopiero w Kętach zdołały do mnie dojechać. Ponad 20 kilometrów przejechałem w podobnym czasie rowerem co inni samochodem.
Ostatnie 10 kilometrów do Bielska prowadziło boczną drogą bez ruchu pojazdów. W Bielsku znowu więcej samochodów i kolejny remont drogi o którym nie miałem pojęcia. Jakoś przejechałem i zaliczyłem kolejną serię czerwonych świateł. Na koniec zafundowałem sobie dużą Kofolę za solidny trening.
Wyjechałem chwilę po 8 i był to duży błąd. Na drogach spory ruch a dodatkowo miałem duże szczęście i zaliczyłem wszystkie czerwone światła w mieście. Na wyjeździe z miasta dodatkowo remont mostu i ruch wahadłowy na którym straciłem kolejne minuty.
Po wydostaniu się z aglomeracji na moment był spokój, ruch wahadłowy zatrzymał samochody i do Wilkowic dojechałem bezproblemowo. Na skrzyżowaniu znowu swoje musiałem odczekać i dopiero skręciłem w lewo w kierunku Hucisk. Na podjeździe już czułem, że będzie ciężko a to był dopiero początek. Interwałowa trasa tego dnia była jeszcze bardziej odczuwalna niż zwykle i dlatego jechałem spokojniej. Po przejechaniu Tresnej na niebie pojawiła się dziwna mgła która dalej stawała się coraz gęstsza. Myślałem nawet zawrócić ale wiedziałem, że nie zapowiadali deszczu i ta mgła jest tylko przejściowa. Już za Ślemieniem wypogodziło się, ale żeby było ciekawiej to zaczęło wiać i kolejne kilometry to była droga przez mękę. Nie umiałem jechać a w Suchej Beskidzkiej pojawiło się więcej samochodów i spore utrudnienia. Krótki odcinek główną szosą też nie należał do przyjemnych i dopiero po skręcie na nieznane mi drogi w Zembrzycach uspokoiło się na tyle, że mogłem sprawdzić jak mam jechać dalej. Praktycznie pustą drogą dojechałem do skrzyżowania którego nie miałem na mapie i omyłkowo skręciłem w lewo na Wadowice a miałem jechać prosto na Stryszów. Szybko się ocknąłem bo zbliżałem się znów do głównej drogi a miałem jechać wschodnią stroną jeziora. Kiedy trafiłem na właściwą szosę to jechałem praktycznie bez ruchu samochodowego patrząc na niedawno powstały zbiornik wodny. Po krótkim czasie zrobiłem postój i stwierdziłem, że jadę prosto na Wadowice omijając podjazdy po północnej stronie jeziora. Po głowi chodziła mi jeszcze Lanckorona ale na dodatkowe około 40 kilometrów jakoś nie miałem ochoty. Powoli zaczynało brakować wody i zacząłem rozglądać się za sklepem. Po przejechaniu pagórków, na jednym ze zjazdów1) mignął mi sklep ale nie zdążyłbym się zatrzymać i dopiero po wjeździe na drogę 52 zatrzymałem się w sklepie.
Po krótkiej wizycie w sklepie zorientowałem się, że zakorkowana jest droga w kierunku Wadowic. Myślałem, że po problemach w Bielsku i Suchej dalej już przejadę bez kłopotów. Wpakowałem się jak „ Z deszczu pod rynnę”. Mogłem ominąć utrudnienia bocznymi drogami, nie wiedziałem w jakim są one stanie i zostałem przy przepychaniu się między samochodami. Dosyć sprawnie przesuwałem się do przodu, raz jezdnią, raz poboczem, po chwili już kierowcy zrobili mi pas przy krawędzi jezdni i szybko znalazłem się w Wadowicach. Cały ten korek zaczynał się na rondzie i nawet nie myślałem o jeździe przez miasto i skręciłem w prawo a tam dalszy ciąg utrudnień. Dopiero kolejne skrzyżowania i ronda stopniowo rozładowywały zakorkowaną drogę. Za Wadowicami poczułem wiatr na plecach i mogłem trochę nadrobić. Dobre nie trwało zbyt długo i w Andrychowie znowu korki. Jakoś się przedostałem na drugi koniec miasta i za miastem znowu luźniej. Dogoniłem jakiegoś młodego kolarza na MTB. Młody dzielnie dawał radę ale na podjeździe już został z tyłu. Samochody które wyprzedzałem na wjeździe do Wadowic dopiero w Kętach zdołały do mnie dojechać. Ponad 20 kilometrów przejechałem w podobnym czasie rowerem co inni samochodem.
Ostatnie 10 kilometrów do Bielska prowadziło boczną drogą bez ruchu pojazdów. W Bielsku znowu więcej samochodów i kolejny remont drogi o którym nie miałem pojęcia. Jakoś przejechałem i zaliczyłem kolejną serię czerwonych świateł. Na koniec zafundowałem sobie dużą Kofolę za solidny trening.