Podsumowanie sierpnia
Piątek, 31 sierpnia 2018
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Kolejny miesiąc minął, koniec sezonu zbliża się wielkimi
krokami co nie oznacza, że można spocząć na laurach. Po mało obfitym w treningi
lipcu, sierpień wyglądał już dużo lepiej. Był to miesiąc głównie treningowy,
kilka startów wypadło, czy to z przyczyn odwołania czy braku chęci ale najważniejszy
punkt drugiej części sezonu – Road Trophy pojechałem z dużą motywacją, miałem
sobie i innym coś do udowodnienia a także niewyrównane rachunki z tą etapówką.
Przygotowywałem się do tego wyścigu bardzo starannie, objechałem nieznane mi
fragmenty trasy, zadbałem o każdy szczegół mojego przygotowania. Solidnie się odżywiałem
i nawadniałem przez dwa tygodnie przed startem, przeprowadziłem masę treningów
nakierowanych na różne akcenty, ścianki, zjazdy, wąskie uliczki czy trzymanie
równej mocy przez dłuższy czas. Sprzęt po awariach na Przełomach Wisłoka też
był dokładnie sprawdzony, prze serwisowany i gotowy do jazdy. Wszystko było
dobrze zorganizowane, na etapówkę przyjechałem wypoczęty i zmotywowany do
walki. Nie miałem jakiś celów wynikowych, bardziej nastawiałem się na czasówki.
Niestety już pierwszy etap pogrzebał moje nadzieje i miał istotny wpływ na
samopoczucie, dyspozycję oraz motywację przed kolejnymi etapami. Byłem zły, że
na odcinku 5 kilometrowej jazdy na czas złapałem gumę, opona z niedużym
przebiegiem, jak dotąd bezawaryjnie spełniająca swoje zadanie nie miała szans z
ostrymi kamieniami w które musiałem wjechać. W sumie to nie musiałem ale było
to lepsze niż, zderzenie się z grupką zjeżdżających kolarzy czy wypadnięciem z
trasy przy próbie jej ominięcia. To już któryś rok z rzędu na tej czasówce jest
dozwolony zjazd w dół i zawsze przez to tracę, albo kilka sekund albo … 8
minut. Byłem bardzo zniechęcony do dalszej jazdy.

Problemy na 1 po etapie spowodowały, że na drugi etap pojechałem nieprzygotowany i nie byłem w stanie jechać z najlepszymi a moja forma była na to wystarczająca. Motywacja trochę spadła i nie przyłożyłem się całkowicie do regeneracji, do 3 etapu startowałem niezbyt wyspany i bez znacznych pokładów energii. Co prawda początkowo byłem wśród najlepszych ale niepotrzebnie dałem mocną zmianę przez którą szybko spłynąłem na tył i w momencie pierwszej selekcji byłem za daleko z tyłu. Dodatkowo miałem problem z miernikiem mocy i też nie jechałem na tyle ile bym mógł.

Później próbowałem jechać swoim tempem ale nie było to łatwe i na skutek różnych zdarzeń, na większość których miałem wpływ straciłem sporo sił i czasu. Nie był to mój dzień i już teraz wiem, że zaniedbanie nawet najmniejszego detalu sprawia, że cały mechanizm nie działa już poprawnie i pojawiają się problemy. Nie byłem przygotowany na takie warunki i dobrze, ze skończyło się tak a nie inaczej. Przed 4 etapem już się zregenerowałem jak należy, ale widocznie jeszcze miałem zbyt mało pecha i rozgrzewkę poświeciłem na kolejną wymianę dętki. Chciałem udowodnić, że moje miejsce jest gdzie indziej niż aktualnie znajduję się w klasyfikacji i pojechałem całkiem dobrą jazdę na czas. Brak rozgrzewki zaważył na słabszym początku, pomimo tego jechałem na tyle skutecznie, ze zanotowałem wynik który odzwierciedlał moje aktualne możliwości. Etapówka dla mnie nieudana ale jest to kolejna lekcja, popełniłem kilka błędów ale miał na nie wpływ głównie defekt na etapie 1.

Trochę luźniejszy okres po Road Trophy wykorzystałem na dłuższą wycieczkę. Zwiedziłem dla mnie nowy teren na wschód od Beskidu Małego, zastałem tam piękne widoki i prawie puste drogi, zahaczyłem tylko o fragment tego okręgu i wiem, ze w przyszłości tam wrócę i puszczę się bardziej na wschód. Jednym pozytywów tego miesiąca jest wywalczenie po roku przerwy tytułu Górskiego Mistrza Jas-Kółek. Wykorzystałem sprzyjający zbieg okoliczności i pomimo kilku kryzysowych momentów okazałem się najlepszy tego dnia. Miałem sporo szczęścia, dwóch mocnych rywali z którymi prawdopodobnie bym nie wygrał miało defekty i z 3 osobowej grupki byłem najbardziej skuteczny w końcówce.

Był to bardzo dobry trening, jeden z wielu, tak potrzebnych treningów. Był to początek przygotowań do wrześniowych startów. Mam o co walczyć i to mnie zmotywowało do skupienia większej uwagi na elementach jazdy w grupie, szlifowaniu technicznych elementów zjazdów czy pokonywaniu zakrętów, na razie odpuszczam treningi w górach. Wysokie miejsce w Klasyfikacji OPEN w Road Maraton a także walka o zwycięstwo w Klasyfikacji Nizinnej poskutkowała taką zmianą w moich treningach. Ten sezon jest lekkim krokiem w tył, sprintera ani specjalisty od płaskich wyścigów ze mnie nie będzie, musiałbym całkiem zmienić budowę swojego ciała i przystosować się do innego rodzaju wysiłku. To spowodowałoby, że musiałbym od podstaw zacząć trenować a to wymaga wielu lat pracy. Dokończę ten sezon ale na drugi taki już raczej się nie skuszę. Bardzo wyczerpujący sezon odbija się na moim zdrowiu, o czasie poświęconym na wyjazdy, starty i przygotowania do wyjazdów na wyścigi zajmują zbyt dużo czasu, trenuję mniej, nie jestem w stanie w pełni się przygotować na wyścigi a moja dyspozycja jest w miarę równa ale nie piorunująca a wiem, że przy regularnym treningu nakierowanym pod kilka konkretnych wyścigów byłbym w stanie wyciągnąć mój organizm na wyższy poziom.
Liczbowo ten miesiąc nie wyglądał źle:

Najlepsze moce:

Czas w strefach ( moc, zmęczenie, tętno ):

Wszystkie jazdy:

Przymierzam się do spisu podjazdów na 2018 rok. Na razie zrobiłem projekt z jednym podjazdem:

Problemy na 1 po etapie spowodowały, że na drugi etap pojechałem nieprzygotowany i nie byłem w stanie jechać z najlepszymi a moja forma była na to wystarczająca. Motywacja trochę spadła i nie przyłożyłem się całkowicie do regeneracji, do 3 etapu startowałem niezbyt wyspany i bez znacznych pokładów energii. Co prawda początkowo byłem wśród najlepszych ale niepotrzebnie dałem mocną zmianę przez którą szybko spłynąłem na tył i w momencie pierwszej selekcji byłem za daleko z tyłu. Dodatkowo miałem problem z miernikiem mocy i też nie jechałem na tyle ile bym mógł.

Później próbowałem jechać swoim tempem ale nie było to łatwe i na skutek różnych zdarzeń, na większość których miałem wpływ straciłem sporo sił i czasu. Nie był to mój dzień i już teraz wiem, że zaniedbanie nawet najmniejszego detalu sprawia, że cały mechanizm nie działa już poprawnie i pojawiają się problemy. Nie byłem przygotowany na takie warunki i dobrze, ze skończyło się tak a nie inaczej. Przed 4 etapem już się zregenerowałem jak należy, ale widocznie jeszcze miałem zbyt mało pecha i rozgrzewkę poświeciłem na kolejną wymianę dętki. Chciałem udowodnić, że moje miejsce jest gdzie indziej niż aktualnie znajduję się w klasyfikacji i pojechałem całkiem dobrą jazdę na czas. Brak rozgrzewki zaważył na słabszym początku, pomimo tego jechałem na tyle skutecznie, ze zanotowałem wynik który odzwierciedlał moje aktualne możliwości. Etapówka dla mnie nieudana ale jest to kolejna lekcja, popełniłem kilka błędów ale miał na nie wpływ głównie defekt na etapie 1.

Trochę luźniejszy okres po Road Trophy wykorzystałem na dłuższą wycieczkę. Zwiedziłem dla mnie nowy teren na wschód od Beskidu Małego, zastałem tam piękne widoki i prawie puste drogi, zahaczyłem tylko o fragment tego okręgu i wiem, ze w przyszłości tam wrócę i puszczę się bardziej na wschód. Jednym pozytywów tego miesiąca jest wywalczenie po roku przerwy tytułu Górskiego Mistrza Jas-Kółek. Wykorzystałem sprzyjający zbieg okoliczności i pomimo kilku kryzysowych momentów okazałem się najlepszy tego dnia. Miałem sporo szczęścia, dwóch mocnych rywali z którymi prawdopodobnie bym nie wygrał miało defekty i z 3 osobowej grupki byłem najbardziej skuteczny w końcówce.

Był to bardzo dobry trening, jeden z wielu, tak potrzebnych treningów. Był to początek przygotowań do wrześniowych startów. Mam o co walczyć i to mnie zmotywowało do skupienia większej uwagi na elementach jazdy w grupie, szlifowaniu technicznych elementów zjazdów czy pokonywaniu zakrętów, na razie odpuszczam treningi w górach. Wysokie miejsce w Klasyfikacji OPEN w Road Maraton a także walka o zwycięstwo w Klasyfikacji Nizinnej poskutkowała taką zmianą w moich treningach. Ten sezon jest lekkim krokiem w tył, sprintera ani specjalisty od płaskich wyścigów ze mnie nie będzie, musiałbym całkiem zmienić budowę swojego ciała i przystosować się do innego rodzaju wysiłku. To spowodowałoby, że musiałbym od podstaw zacząć trenować a to wymaga wielu lat pracy. Dokończę ten sezon ale na drugi taki już raczej się nie skuszę. Bardzo wyczerpujący sezon odbija się na moim zdrowiu, o czasie poświęconym na wyjazdy, starty i przygotowania do wyjazdów na wyścigi zajmują zbyt dużo czasu, trenuję mniej, nie jestem w stanie w pełni się przygotować na wyścigi a moja dyspozycja jest w miarę równa ale nie piorunująca a wiem, że przy regularnym treningu nakierowanym pod kilka konkretnych wyścigów byłbym w stanie wyciągnąć mój organizm na wyższy poziom.
Liczbowo ten miesiąc nie wyglądał źle:

Najlepsze moce:

Czas w strefach ( moc, zmęczenie, tętno ):

Wszystkie jazdy:

Przymierzam się do spisu podjazdów na 2018 rok. Na razie zrobiłem projekt z jednym podjazdem:
