Trening 1
Sobota, 16 lutego 2019 Kategoria Zima2019, Zima, Szosa, Samotnie, 50-100, b'Twin 2019, Trening 2019
Km: | 51.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:58 | km/h: | 25.93 |
Pr. maks.: | 54.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 160160 ( 82%) | HRavg | 136( 69%) |
Kalorie: | 957kcal | Podjazdy: | 310m | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pierwszy od prawie 4 miesięcy trening rowerowy. Sprzęt który
na stałe jest wpięty w trenażer był jedynym na którym mogłem dzisiaj jechać. Rower
który wykorzystywałem do jazdy zimą poszedł już na zasłużoną emeryturę a sprzęt
wyścigowy wczoraj pojechał do serwisu i za 10 dni ma być gotowy do jazdy. Przeprowadziłem
podstawowe zabiegi jak: wyczyszczenie i nasmarowanie napędu, przesmarowanie
linek, wypolerowanie ramy i kół, dopompowanie powietrza do opon i sprawdzenie ewentualnych
luzów na łożyskach i tak przygotowany rower musiał wystarczyć. Jednym z
dylematów jakie miałem przed wyjazdem to ubiór. Ostatecznie wybrałem jesienne
długie spodnie, potówkę, kurtkę zimową, cieplejsze rękawice, bandanę, chustę
buff, kask z nakładką, jedną parę skarpet i letnie ochraniacze na buty. Wyjeżdżając
w takim zestawie ubrań czułem się bardzo komfortowo. Jedynie spodnie okazały się
trochę ciasne, moja budowa ciała trochę się zmieniła od zeszłego roku a przez większą
cześć sezonu nie używałem tych spodni. Zabrałem odpowiednią ilość jedzenia i
jeden bidon o pojemności 700 ml z dobrym sokiem. Ustaliłem odpowiednią trasę i
w drogę. Warunki do jazdy były bardzo dobre, jeden z lepszych pogodowo dni w
tym roku. Ani mocno nie wiało, nie było zimno, nie padało a normy stężenia pyłów
były tylko nieznacznie przekroczone. Gdybym dzisiaj wybrał trenażer to mógłbym tego
później żałować. Wybrałem niezbyt dobrą godzinę bo na drogach był spory ruch
samochodowy, oczy musiałem mieć dookoła głowy i już w czasie pierwszych minut
jazdy spotkały mnie dwie bardzo niebezpieczne sytuacje, podczas jednej z nich
musiałem hamować gwałtownie a kierowca który to spowodował nawet nie spojrzał w
moją stronę, przeciął mój tor jazdy a w dodatku rozmawiał przez telefon. Miałem
ochotę skręcić za nim na stację i coś mu powiedzieć ale zrezygnowałem z tego. Gdy skręciłem w boczną drogę to pojawił się przede
mną zawalidroga i znowu musiałem uważać, nie byłem pewny czy nie wykona
jakiegoś gwałtownego i niebezpiecznego manewru. Takich sytuacji było później
jeszcze kilkanaście ale zdążyłem się to tego przyzwyczaić. Po kilku treningach
nie będę już na to zwracał uwagi a wyrobione w poprzednich latach nawyki wrócą.
Początek trasy był pagórkowaty, niby prowadził cały czas lekko w dół ale
pojawiały się hopki. Najpierw dwie krótkie pokonane prawie z marszu a dwa
trudniejsze podjazdy w Jasienicy już dały o sobie znać. Przy sporym wachlarzu przełożeń byłem w stanie
dobrać takie przełożenie aby nie przepychać i nie znajdować się w 6 strefie.
Stromy odcinek spowodował, że fragment
jednego z podjazdów pokonałem w 5 strefie. Tętno też wyraźnie poszło do
góry, nie jest to niczym nowym, co roku przy pierwszych wyjazdach wygląda to
podobnie. Nie ma na to innej recepty jak trening, kilka tygodni regularnych
treningów i już powinno być lepiej. Po pokonaniu dwóch krótkich podjazdów
czekał mnie długi zjazd do Międzyrzecza gdzie na jednym z zakrętów było mokro. Nie
miałem błotników i wyhamowałem prawie do zera by nie zachlapać ciuchów i dalej
jechało się już przyjemniej, z wiatrem. Przez pewien czas szukałem optymalnego
przełożenia i nie jechałem równym tempem. Dopiero po skręcie na Bronów złapałem
dobry rytm i nawet walka z wiatrem nie była taka straszna. Zaskoczeniem był
wyremontowany odcinek drogi w Bronowie, w zeszłym roku była tam bardzo nierówna
nawierzchnia z kilkoma wyrwami a jazda była bardzo nieprzyjemna. Skorzystałem
nawet na moment z chodnika który miał nawierzchnię taką jak na większości ścieżek
rowerowych. Za Bronowem skończyło się dobre i przez kilkaset metrów musiałem zmagać
się z wyrwami i łatami w drodze. Na moment wjechałem na główną drogę w kierunku
Strumienia ale szybo z niej zjechałem w boczną drogę do Zabrzega. Dosyć dobra
nawierzchnia i mały ruch, bardzo przyjemnie się jechało. Przed Zabrzegiem
minąłem się z jedynym spotkanym na trasie kolarzem, pomimo mijanki w dosyć
newralgicznym momencie byłem w stanie odpowiedzieć na pozdrowienie. Wiatr w tej
okolicy wiał trochę mocniej z południowego zachodu i przez kilka kolejnych kilometrów
jechałem z wiatrem. Cały czas trzymałem satysfakcjonujące tempo i moc. Małym
utrudnieniem był zamknięty przejazd kolejowy, przepchałem się do przodu i dzięki
temu nie musiałem czekać aż wszyscy ruszą i zanim ruszyli i do mnie dojechali
to zdążyłem skręcić w prawo w boczną drogę. Dobrze znaną drogą dojechałem do
Ligoty. Od tego momentu jechałem pod wiatr. Nic nie zapowiadało utraty sił. Regularnie
uzupełniałem zapasy energii i nawadniałem się a sił wystarczyło zaledwie na 40
kilometrów i 90 minut jazdy. Nie była to typowa bomba ale jechało się zdecydowanie
gorzej, wpływ na to miało także ukształtowanie terenu, droga prawie cały czas
prowadziła do góry a na trasie były dwa wymagające podjazdy. Zrobiło się cieplej
i było mi trochę za ciepło, to też miało jakiś wpływ na słabszą końcówkę. Nie jest
jednak źle bo podobne problemy miałem przy pierwszych jazdach w poprzednich
latach. Różnica jest taka, że zwykle miało to miejsce w grudniu a w lutym byłem
już solidnie rozjeżdżony i trening 2 godzinny nie był żadnym problemem.
Jestem bardzo zadowolony z dzisiejszej jazdy. Nie było gorzej niż się spodziewałem a moja jazda po płaskim wygląda nieźle, podjazdy idą jak to na początku roku bardzo topornie. Potrzeba tylko czasu aby wszystko zaczęło wyglądać coraz lepiej. Teraz trzeba skupić się na regeneracji i jutro powtórka. Wprowadzę kilka zmian, m.in. skoryguję czas pomiędzy kolejnymi dawkami jedzenia i być może zmienię coś w ubiorze aby podczas powrotu było tak samo komfortowo jak przy wyjeździe. Najważniejsze, że mój organizm nie zaprotestował i kolejne jazdy mogą stać się faktem. To była ważniejsza sprawa niż sprawdzenie formy czy zrobienie treningu.




Jestem bardzo zadowolony z dzisiejszej jazdy. Nie było gorzej niż się spodziewałem a moja jazda po płaskim wygląda nieźle, podjazdy idą jak to na początku roku bardzo topornie. Potrzeba tylko czasu aby wszystko zaczęło wyglądać coraz lepiej. Teraz trzeba skupić się na regeneracji i jutro powtórka. Wprowadzę kilka zmian, m.in. skoryguję czas pomiędzy kolejnymi dawkami jedzenia i być może zmienię coś w ubiorze aby podczas powrotu było tak samo komfortowo jak przy wyjeździe. Najważniejsze, że mój organizm nie zaprotestował i kolejne jazdy mogą stać się faktem. To była ważniejsza sprawa niż sprawdzenie formy czy zrobienie treningu.




komentarze
Jakby nie patrzeć sporo minęło od ostatniej jazdy na zewnątrz. Prawie 1/3 roku. Teraz powinno być już tylko lepiej (i przyjemniej niż na trenażerze).
Patrycjusz - 12:21 poniedziałek, 18 lutego 2019 | linkuj
Komentuj