Trening 17
Sobota, 23 marca 2019 Kategoria Trening 2019, Szosa, Samotnie, Cube 2019, 100-200
Km: | 130.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:33 | km/h: | 28.57 |
Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 167167 ( 85%) | HRavg | 137( 70%) |
Kalorie: | 2130kcal | Podjazdy: | 720m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Plan na dzisiejszy dzień zakładał 4-5 godzinną jazdę. Wstępnie ułożony plan dnia uległ zmianie i chcąc pospać trochę dłużej i musząc zrobić kilka rzeczy przed wyjazdem mogłem jechać najwcześniej po 9. Przed ostatnimi jazdami jadłem na około 40 minut przed startem a dzisiaj ten czas wynosił 2 godziny. Gdybym w tym czasie nic nie robił to byłoby okej ale straciłem trochę sił za co zapłaciłem w drugiej części trasy. Ogólnie to jazdę mogę podzielić na dwie części, pierwsza z bardzo dobrze podającą nogą i zerowymi odznakami zmęczenia oraz drugą z dużymi problemami, moja jazda wyglądała jakbym kilka miesięcy nie jeździł i nie miał zupełnie formy. Po wczorajszym teście kół wróciłem do treningówek i około 9:15 wyjechałem. Początek wyglądał obiecująco, czułem moc i noga podawała bardzo dobrze. Po chwili zorientowałem się, że nie będzie łatwo, na drogach chaos, pełno kierowców, pieszych i psów wykonujących niespodziewane i często bardzo niebezpieczne manewry. Na zjeździe do Międzyrzeca musiałem ratować się ucieczką na pobocze by uniknąć czołówki z wyprzedzającym na trzeciego BMW jadącym z przeciwka z prędkością dużo wyższą niż dozwolona. Na szczęście w tym miejscu było dosyć szeroka i nie jechałem szybko wiec nic mi się nie stało. Następne kilka kilometrów było spokojne ale za to w coraz gorszych warunkach. Pojawiła się mgła która z każdym kilometrem gęstniała aż w Zabrzegu w najzimniejszym punkcie było 6 stopni. Większy ścisk na drodze pojawił się w Czechowicach gdzie aż 3 zmiany świateł musiały nastąpić abym mógł przejechać na drugą stronę DK1. Noga podawała cały czas dobrze i po raz kolejny zapomniałem o regularnym jedzeniu i piciu. W kierunku Jawiszowic przedostałem się przez Kaniów i moją ulubioną drogę. Robiło się coraz cieplej i termometr wskazywał już ponad 10 stopni. Szybko znalazłem się w Jawiszowicach gdzie skręciłem na Przeciszów. Nie jechałem tą drogą chyba 7 lat, w sumie nic ciekawego, spory ruch i dwa manewry wyprzedzania na trzeciego na podwójnej ciągłej zostawiły ślad w mojej głowie. W sporym ruchu jechałem aż do Oświęcimia. Miasto minąłem wschodnią stroną przy pomocy ścieżki rowerowej i niedawno wybudowanej obwodnicy. W samym mieście spotkałem tylko 4 radiowozy kontrolujące kierowców. Bardzo dobrze, bo to co się działo na drogach to był dramat. Jazda obwodnica była szybka i przyjemna. Zaczęło trochę mocniej dmuchać z równych kierunków i prędkość jazdy wahała się dosyć mocno a moc była zbliżona. Przed Libiążem zdecydowałem się na krótki postój i przygotowałem się na walkę z czołowym wiatrem. Odcinek przez las do Babic nie był przyjemny. Już zapomniałem jak jedzie się pod silny czołowy wiatr i od tego momentu szło coraz gorzej. Nogi niby cały czas pracowały tak samo ale organizm męczył się bardziej co zaowocowało podwyższonym tętnem. Niby nie jest to nowy problem ale z czasem powinien zniknąć a ciągnie się już któryś tydzień i pojawia się zwykle po 2,5 godziny jazdy. Nie wiem czy to skutek moich błędów czy reakcja organizmu na wysiłek fizyczny. Musze to cały czas monitorować i jak problem nie zniknie to jedyną słuszną opcją będzie rezygnacja z dłuższych dystansów. Mam jeszcze kilka pomysłów na wyeliminowanie tego problemu i może któryś będzie skuteczny.
Po dojeździe do Babic byłem zaskoczony zupełnie nową drogą w kierunku Zatora. Jadąc tam po raz ostatni w 2017 roku nie było nawet o niej śladu a droga okazała się udogodnieniem omijającym Babice i Wygiełzów ale także kierowała cały ruch tranzytowy w kierunku Krakowa. Po kilku kilometrach dojechałem do dobrze znanej drogi 781 i kontynuowałem jazdę tą trasą. Organizm męczył się coraz bardziej a ja trzymałem się stref mocy i starałem się trzymać w 2. W Zatorze i okolicy natrafiłem na kilka zamkniętych dróg i nieznaną drogą przez Piotrowice dotarłem do Polanki Wielkiej. Przejazd przez tą ciągnącą się przez kilka kilometrów miejscowość szła bardzo topornie. Zacząłem wypatrywać otwartego sklepu, wiedziałem, że taki będzie w Bielanach. Pojechałem tam najmniej ruchliwą drogą i natrafiłem znak o zamkniętym mości i miałem wybór, zawrócić w kierunku Osieka lub jechać dalej na Malec i Kęty. W bidonach coraz większa susza a sklep znalazłem dopiero w Nowej Wsi. Musiałem zjechać z głównej drogi i w końcu mogłem uzupełnić zapasy jedzenia oraz picia. Wiele to nie pomogło i kryzys tętna trwał, jechałem cały czas podobnym tempem i drogi powoli ubywało. Dojazd i przejazd przez Kęty pełny był niebezpiecznych sytuacji a później nie było wiele lepiej. Pomimo wszystko na wjeździe do Bielska miałem dobry czas. Myślami byłem już w domu a musiałem skupić się na bezpiecznym przejeździe przez miasto. Utrudnień i samochodów sporo i postanowiłem wrócić przez Kamienice i Lotnisko. Po wyjeździe z Centrum spotkałem Jarka z którym dojechałem do Wapienicy. Po drodze kilka podjazdów podjechanych nieco mocniejszym niż wcześniej tempem i krótki rozjazd. Ciężki trening zaliczony. Mimo wszystko jestem zadowolony bo nie zwątpiłem i przez cały trening utrzymałem dobre tempo. Po tylu dniach treningów mam prawo czuć zmęczenie i po jutrzejszym 3-4 godzinnym treningu przeznaczam kilka dni na zupełny odpoczynek. Może to będzie złoty środek na problemy z tętnem.




Po dojeździe do Babic byłem zaskoczony zupełnie nową drogą w kierunku Zatora. Jadąc tam po raz ostatni w 2017 roku nie było nawet o niej śladu a droga okazała się udogodnieniem omijającym Babice i Wygiełzów ale także kierowała cały ruch tranzytowy w kierunku Krakowa. Po kilku kilometrach dojechałem do dobrze znanej drogi 781 i kontynuowałem jazdę tą trasą. Organizm męczył się coraz bardziej a ja trzymałem się stref mocy i starałem się trzymać w 2. W Zatorze i okolicy natrafiłem na kilka zamkniętych dróg i nieznaną drogą przez Piotrowice dotarłem do Polanki Wielkiej. Przejazd przez tą ciągnącą się przez kilka kilometrów miejscowość szła bardzo topornie. Zacząłem wypatrywać otwartego sklepu, wiedziałem, że taki będzie w Bielanach. Pojechałem tam najmniej ruchliwą drogą i natrafiłem znak o zamkniętym mości i miałem wybór, zawrócić w kierunku Osieka lub jechać dalej na Malec i Kęty. W bidonach coraz większa susza a sklep znalazłem dopiero w Nowej Wsi. Musiałem zjechać z głównej drogi i w końcu mogłem uzupełnić zapasy jedzenia oraz picia. Wiele to nie pomogło i kryzys tętna trwał, jechałem cały czas podobnym tempem i drogi powoli ubywało. Dojazd i przejazd przez Kęty pełny był niebezpiecznych sytuacji a później nie było wiele lepiej. Pomimo wszystko na wjeździe do Bielska miałem dobry czas. Myślami byłem już w domu a musiałem skupić się na bezpiecznym przejeździe przez miasto. Utrudnień i samochodów sporo i postanowiłem wrócić przez Kamienice i Lotnisko. Po wyjeździe z Centrum spotkałem Jarka z którym dojechałem do Wapienicy. Po drodze kilka podjazdów podjechanych nieco mocniejszym niż wcześniej tempem i krótki rozjazd. Ciężki trening zaliczony. Mimo wszystko jestem zadowolony bo nie zwątpiłem i przez cały trening utrzymałem dobre tempo. Po tylu dniach treningów mam prawo czuć zmęczenie i po jutrzejszym 3-4 godzinnym treningu przeznaczam kilka dni na zupełny odpoczynek. Może to będzie złoty środek na problemy z tętnem.



