Podsumowanie 34 tygodnia 2019
Niedziela, 18 sierpnia 2019
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Pierwszy tydzień po urlopie był
ciężki. Musiałem na nowo przyzwyczaić się do rzeczywistości i wygospodarować
czas jaki mógłbym poświecić na trening. Udało się to całkiem dobrze i na
rowerze siedziałem prawie codziennie. Po ostatnim ciężkim i mocnym okresie
zafundowałem sobie kilka luźniejszych dni. Jazdy były krótkie i spokojne, w 1 i
2 strefie. Po kilku tygodniach przerwy w startach chciałem sprawdzić nogę na
Road Trophy. Przyjęte w tym roku kryteria oraz niezaplanowanie wcześniej urlopu
spowodowały, że nie mogłem wystartować w trzech etapach co dyskwalifikowało
mnie już na samym początku. Miałem do wyboru drugi lub trzeci etap i
decydującym kryterium była trasa a konkretnie finałowy podjazd. Regularnie
serwisowany w tym roku sprzęt jeszcze na zawodach mnie nie zawiódł, zawodziły
co najwyżej dodatki takie jak licznik czy miernik mocy. Niestety od 2015 roku
na tym wyścigu towarzyszy mi pech, zawsze trafiał się przynajmniej jeden etap z
defektem i nie inaczej było w tym roku. Jak nie miało już co zawieść to
zawiodła spinka od łańcucha, chyba musze wrócić do pinów co może będzie
pewniejszym rozwiązaniem ale czyszczenie łańcucha już nie będzie takie łatwe.
Dobrze się rozgrzałem, jak zwykle za późno pojawiłem się na starcie i
startowałem z tyłu. Pierwszy błąd a raczej problem jaki mi towarzyszy od lat to
orientacja w peletonie. Nie jestem w stanie utrzymać swojej pozycji, na
szerokich odcinkach startowych walczę z tym i nie wygląda to tak tragicznie ale
na wąskich drogach moja jazda na odcinku startowym jest fatalna i dlatego przed
pierwszym podjazdem miałem dużą starte do czołówki, być może to był problem bo
po bardzo dobrym zjeździe musiałem gonić i gdy dołączyłem do peletonu to mój
wyścig się skończył. Tutaj pojawił się drugi problem, naprawa usterek na
treningach czy w domu zajmuje mi mało czasu a na wyścigach zawsze tracę na tym
sporo. Niby prosta awaria a na naprawę zeszło ponad 15 minut. Poczułem się jak
w zeszłym roku gdy połowę wyścigów przejechałem na SOLO, noga była dobra,
czułem się nieźle i szansa na dojechanie w czołówce a nawet życiowy wynik na
wyścigu była całkiem spora. Po raz kolejny wynik nie oddał mojej formy i wysiłku
włożonego w jazdę. Byłem trochę zawiedziony bo po ostatnich 4 bardzo dobrych i
obiecujących startach trafił się jeden pechowy. W sumie to był jeden z
droższych wyścigów na jakich startowałem, gdybym wiedział, że tak się wszystko
skończy to pojechałbym 30 minut wcześniej na trasę bez numeru i może defektu by
nie było. Był to także kolejny start który dał mi dużo do myślenia, dostałem
dużo argumentów za tym aby całkowicie zrezygnować ze ścigania już teraz.
Decyzje to odkładam już od dwóch lat licząc, że coś się zmieni, na razie widać,
że jest lepiej ale wciąż nie pokazuje na wyścigach pełni swoich możliwości.
Jednym z rozwiązań miał być powrót do podstaw. Poprawiłem już znacznie technikę
pedałowania, wchodzenia w zakręty, zjazdu, dynamikę, moc w nogach ale na
skuteczną walkę na wyścigach to ciągle mało. Musze nauczyć się jeździć pewnie w
peletonie, walczyć o pozycje i wykorzystywać wszystkie okazje, w tym roku
braknie na to czasu i dlatego w przyszłym sezonie zamierzam więcej startować
nawet na wyścigach klasycznych aby poprawić swoją orientacje w peletonie a
wtedy dopiero będę mógł liczyć na walkę z czołówką, w sensie sportowym nie
brakuje mi dużo do najlepszych i to jest jak najbardziej do odrobienia ale
możliwości organizmu, moc i siła to nie wszystko i właśnie m.in. słaba jazda w
peletonie powoduje, że słabsi zawodnicy w wyścigach radzą sobie lepiej ode
mnie.
Po sobotnich problemach sprzętowych chciałem się odstresować. Niestety z luźnej jazdy niedzielnej znowu zrobiła się walka o przetrwanie. Po raz kolejny stałem się ofiarą szczeniackiego zachowania kierowcy i poniosłem straty w sprzęcie a także zdrowiu. Dobrze, że ten tydzień się skończył, zaczął się od zderzenia ze ścianą i skończył tak samo. Były to kolejne przeszkody które mnie spowolniły ale nie zatrzymały całkowicie i nie wpłynęły na przebieg kolejnego tygodnia.
Od kilku tygodni utrzymuję wagę na bardzo zbliżonym poziomie. W ostatnim tygodniu nie
było żadnych niepokojących sygnałów ze strony organizmu co uważam za dobry
znak. W poprzednich trzech latach na tym etapie sezonu organizm już się
buntował i dawał znać, że coś jest nie tak.
W ostatnim czasie organizm był zajechany, świadczyły o tym
wartości TSB utrzymujące się znacznie po niżej zera. Dopiero kilka dni
odpoczynku i spokojnych jazd pozwoliły organizmowi na lepszą regenerację.
Wartości są trochę przekłamane.
Podczas najmocniejszej jazdy nie działał miernik mocy i maksymalne wartości
zarówno na 20, 30 jak i 60 minut są na pewno zaniżone.
Intensywność większości aktywności
nie była wysoka. Podczas najmocniejszej jazdy miernik mocy zawiódł i dane
wyszły zaniżone.
Podjazdów było mniej niż w poprzednich tygodniach, pojawił się jeden
nowy, na kilku udało się zbliżyć do rekordów chociaż żadnego nie poprawiłem.
Po sobotnich problemach sprzętowych chciałem się odstresować. Niestety z luźnej jazdy niedzielnej znowu zrobiła się walka o przetrwanie. Po raz kolejny stałem się ofiarą szczeniackiego zachowania kierowcy i poniosłem straty w sprzęcie a także zdrowiu. Dobrze, że ten tydzień się skończył, zaczął się od zderzenia ze ścianą i skończył tak samo. Były to kolejne przeszkody które mnie spowolniły ale nie zatrzymały całkowicie i nie wpłynęły na przebieg kolejnego tygodnia.
- 1.Waga w ostatnim czasie:
- 2.Obciążenie treningowe:
- 3.Najlepsze wartości mocy:
- 4.Intensywność treningów:
- 5.Podsumowanie liczbowe:
- 5.1. Podsumowanie z programu Golden Cheetach:
- 5.1.1. Dane ogólne:
- 5.1.2. Czas w strefach:
- 5.1.3.Dane szczegółowe:
- 5.2. Wstępny rozpis na 33 tydzień 2019:
- 5.3. Podsumowanie
podjazdów: