Marszobieg 15
Niedziela, 29 grudnia 2019 Kategoria Zima, Zima 2020
Km: | 15.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:41 | min/km: | 6:44 |
Pr. maks.: | Temperatura: | -1.0°C | HRmax: | 181181 ( 92%) | HRavg | 143( 73%) | |
Kalorie: | 756kcal | Podjazdy: | 460m | Aktywność: Bieganie |
Zachowując odpowiedni czas
regeneracji po wczorajszym treningu wyruszyłem dopiero po południu. Zupełnie
nie wiedziałem jakich warunków się spodziewać. Czekałem aż spadnie śnieg aby podziwiać
ośnieżone szczyty a wiązało się to także z trudniejszymi warunkami na szlakach.
Wybrałem względnie łatwą trasę i po standardowej rozgrzewce ruszyłem.
Początkowo przyczepność była niezła ale jak tylko wbiegłem w teren to było
znacznie gorzej. Cienka warstwa śniegu była śliska i niebezpieczna co rusz
wystawał spod śniegu jakiś kamień. Tak było przez kilka kilometrów, dodatkowym
utrudnieniem była duża liczba pieszych i psów znacznie zniechęcających do
wysiłku. Wyżej pojawiło się więcej śniegu i przyjemność z jazdy i jakość drogi była
znacznie lepsza. Tempo może nie powalało ale i tak było lepiej niż się spodziewałem.
Zbliżając się do Jaworza wpadłem na pomysł aby utrudnić sobie trasę. Wiązało się
to z odcinkiem nieprzetartej drogi, początkowo było dobrze, na rozwidleniu dróg
wybrałem trudniejszy wariant i odbiłem w prawo, z czasem robiło się trudniej, w
kilku momentach wpadłem w zaspy sięgające pasa, buty szybko przemokły, brnąc w
śniegu jakoś dotarłem do szlaku na którym chciałem się znaleźć. Kolejny raz utrudniłem
sobie znacząco trasę, nie lubię iść na łatwiznę i dlatego co jakiś czas
podejmuje głupie decyzje na trasie. Jakość szlaku nie była zła, dopiero w
końcówce zbiegu pojawił się kopny śnieg i żeby się utrzymać na nogach musiałem
zwolnić. Dobrej jakości ścieżką dotarłem do oblodzonej drogi, bezpiecznie
dostałem się znów na górską drogę do Wapienicy. Podbieg był bezpieczny i
szybki, dopiero druga część zbiegu wiązała się z gorszą nawierzchnią. Rozchodzona
ścieżka z wystającymi kamieniami była jeszcze bardziej śliska niż wcześniej i
dlatego jak tylko mogłem dostałem się na chodnik i głównie takim traktem
wróciłem do domu. Zimowy marszobieg wygląda zupełnie inaczej niż jesienny i
daje dużo więcej frajdy. Po drodze zawiódł GPS i zorientowałem się, ze w
plecaku nie mam latarki ale na szczęście nie była potrzebna. Po powrocie gorąca
kąpiel i suszenie oraz pranie butów i ciuchów.