Trenażer 48
Czwartek, 2 kwietnia 2020 Kategoria Kwarantanna, Trenażer
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:30 | km/h: | 0.00 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 169169 ( 86%) | HRavg | 129( 66%) |
Kalorie: | 1153kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pierwszy trening trenażerowy w tym miesiącu. Patrząc za okno chciało się bardzo wyjechać zwłaszcza, że miałem zaplanowaną trasę z podjazdami w Beskidzie Małym. Znalazłem co prawda bardzo podobną trasę w Rouvy ale od rana miałem problem z synchronizacją. Komputer nie widział czujników a telefon w ogóle nie chciał włączyć aplikacji. Walczyłem z tym prawie 2 godziny i spasowałem. Udało się uruchomić aplikacje na telefonie i ostatecznie wybrałem trasę której nie zdążyłem przejechać w zimie a film znajdował się już na karcie i mogłem go włączyć. Zdecydowałem się na trening który miałem robić dopiero w sobotę i to też lekko zmodyfikowany. Ostatnio powtórzenia w 5 strefie wchodzą mi bardzo dobrze i dlatego mimo dużej ilości zmarnowanego czasu byłem pewny, że trening konkretnie wejdzie w nogi. Już od startu same problemy z rowerem, lewa klamkomanetka odmówiła współpracy i musiałem się zatrzymać, docisnąć bardziej oponę do rolki i dzięki temu miałem większy wachlarz obciążenia na małej tarczy z przodu. Rozgrzewka nie wyszła jakbym chciał, trzymałem moc oscylującą w dolnej granicy strefy 5 a powtórzenia chciałem robić na mocy odpowiadającej połowie tej strefy. Po rozgrzewce ruszyłem mocniej z zamiarem 3 powtórzeń po 8 minut. Dobrałem takie przełożenie aby kadencja wynosiła przynajmniej 85. Po kilku minutach jazdy stwierdziłem, że zrobię 5 powtórzeń po 5 minut na stałej mocy. Po pierwszych 5 minutach czułem się nieźle, szybko się zregenerowałem, przy drugim powtórzeniu już wybrałem przełożenie na którym była niższa kadencja. Znowu bez problemów przetrwałem całe 5 minut. Czas odpoczynku dłużył mi się strasznie. Trzecie powtórzenie to znowu twardsze przełożenie ale i mniej komfortowa jazda, lepiej się czułem generując trochę wyższą moc na wyższej kadencji. Przy czwartym powtórzeniu zastanawiałem się ile jeszcze zostało do końca, trochę mi się dłużyło. Cały czas łatwo się regenerowałem i myślałem, że jadę już 2 godziny a za sobą miałem nieco ponad godzinę jazdy. Na ostatnie powtórzenie wybrałem już bardzo twarde przełożenie i trzymałem kadencje około 70. W tej sytuacji utrzymanie właściwej mocy to była bułka z masłem i dlatego szybko czas przeleciał. Na deser dołożyłem sobie jeszcze dwa sprinty przedzielone kilkoma minutami jazdy w 1 strefie. Brakowało niewątpliwie przełożenia, nie lubię sprintów na trenażerze i dlatego wyniki ponad 600 Wat w czasie 10 sekund muszę uznać za dobre chociaż wiem, że stać mnie na więcej ale nie w takich warunkach. Dokręciłem spokojnie do 90 minut. Mocna jednostka treningowa weszła fajnie w nogi, jak uda się ogarnąć temat aplikacji w telefonie to jutro jadę 3 godzinną trasę z kilkoma podjazdami w tempie którym chciałem jechać dzisiaj pętle przez Beskid Mały. 




