Trenażer 55
Sobota, 11 kwietnia 2020 Kategoria Kwarantanna, Trenażer
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:32 | km/h: | 0.00 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 166166 ( 85%) | HRavg | 143( 73%) |
Kalorie: | 2006kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze |
Ostatni przedświąteczny trening, tradycyjnie wymagający i intensywny. Dopiero po zrobieniu wszystkich ważniejszych czynności i zjedzeniu solidnego obiadu mogłem bez wyrzutów sumienia przystąpić do treningu. Wybrałem bardzo wymagającą trasę na Rouvy i wiedziałem, że nie przejadę jej w wyznaczonym czasie wiec obrałem za cel dotarcie na szczyt drugiej przełęczy na trasie. Przy okazji zdecydowałem się wreszcie na test spodenek które nabyłem jakiś czas temu. Już po kilkunastu sekundach jazdy wiedziałem, że nogi nie są takie jak np. w czwartek i nie będzie zbyt łatwo. Rozgrzewka szybko przeleciała i nastąpiło pierwsze przepalenie nogi i szukanie optymalnego przełożenia co zwykle sprawia mi dużo problemów. Jakoś udało się w miarę równo jechać przez 5 minut ale dopiero po tym czasie zorientowałem się, że powtórzenia mają być na dużo niższej kadencji i na nowo będę musiał szukać przełożenia. Po 25 minutach grzania nogi zwiększyłem dosyć wyraźnie opór i wrzuciłem twarde przełożenie. Trzymanie równej mocy nie było problemem, gorzej z kadencją, nienawidzę twardej jazdy, zwłaszcza na dłuższych odcinkach, zupełnie się od tego odzwyczaiłem i zamiast czuć moc pod nogą męczyłem się przez 16 minut. Później próbowałem rozkręcić nogę na wysokiej kadencji ale nic to nie dało i drugie powtórzenie na niskiej kadencji to jeszcze większa męczarnia. Przy trzecim już nie wytrzymałem i po około 10 minutach zwiększyłem kadencje. Moc bez problemu utrzymałem ale na twardym obrocie nie byłem w stanie wytrzymać do końca powtórzenia. Później wróciłem do „swojej” kadencji rzędu 90-95. Wole bardziej obciążyć serce i mieć wyższy puls niż męczyć się z niską kadencją. Dla mnie jest to zamulanie a nie jazda. Po powtórzeniach byłem na początku podjazdu na drugą i ostatnią przełęcz na trasie. Miałem jeszcze siły i dlatego kontynuowałem trening. Po 30 minutach trzymania wysokiej drugiej strefy rozpocząłem wychładzać organizm. Mając za sobą 2,5 godziny jazdy byłem niedaleko szczytu i jeszcze prawie 2 minuty musiałem dołożyć. Na zjeździe zakończyłem trening. Do końca trasy zostało jeszcze 13 kilometrów. Trasa była wymagająca i liczby to potwierdzają, na niecałych 50 kilometrach było do pokonania ponad 2000 metrów w pionie. Osiągnięte TSS idealnie zamknęły 3 tygodniowy cykl treningowy. Teraz czas na chwile oddechu i testy mocy. Strefy na pewno są już nieaktualne i widzę to po danych z ostatnich 2 tygodni.




