Trening 102
Wtorek, 25 sierpnia 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: | 48.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:54 | km/h: | 25.26 |
Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 133( 68%) |
Kalorie: | 1181kcal | Podjazdy: | 1000m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pierwszy trening w nowym tygodniu. Po sobotniej wymagającej trasie byłem w stanie szybko się zregenerować. Na tapecie miałem jeden z moich ulubionych ale równocześnie bardzo wymagających treningów czyli powtórzenia w 5 strefie na podjeździe. Byłem bardzo zmotywowany i od strony fizycznej przygotowany. Liczyłem, że płuca pozwolą przyjąć więcej tlenu niż ostatnio, bałem się tylko o bezpieczeństwo na drogach i słusznie. Rozgrzewki nie udało się dokończyć. Pierwsza cześć wyglądała nieźle ale później gdy robiłem ostatnie przepalenie samochód wymusił na mnie pierwszeństwo i musiałem odpuścić 10 sekund szybciej. Wcześniej też było kilka podbramkowych sytuacji i cudem uniknąłem przynajmniej jednego bliskiego spotkania z asfaltem. Taki urok popołudniowej jazdy w pogodny dzień po mieście. W jednym kawałku dojechałem do Straconki, znowu mocno wiało a Przegibek to bardzo zależny od wiatru podjazd i gdy wieje to wydaje się, że z każdego kierunku. Ruszyłem mocno i dopiero po chwili złapałem rytm, chciałem jechać na zmiennej kadencji ale nie układało się to, odruchowo cały czas wrzucałem przełożenie pozwalające na miękką, efektywną jazdę. Cały podjazd wyprzedzałem rowerzystów i kolarzy na wszelakich rowerach, w połączeniu z samochodami było to bardzo uciążliwe ale nie wpłynęło na jakość. Pod koniec podjazdu zauważyłem coś bardzo dziwnego, zwykle po 8 minutach pierwszego podjazdu w tym tempie już czułem nogi a tym razem nic, zacząłem zachowawczo ale bałem się, że padnę po pierwszym podjeździe. Znowu zapomniałem o jedzeniu i całkowicie odpuściłem zjazd aby nadrobić zaległości. Po zjeździe tradycyjnie chwila przerwy i około 2 minuty luźnego kręcenia. Podczas drugiego podjazdu dołożyłem nieco mocy ale w końcówce na wypłaszczeniu nieco spadła wartość średnia. Podjazd pokonałem w czasie zbliżonym do rekordu. Ostatni podjazd tradycyjnie był najmocniejszy. Źle rozłożyłem siły, bardzo mocny początek, słabszy środek i mocna końcówka. Generowałem dokładnie 4 Waty więcej co przełożyło się na 4 sekundy lepszy czas. Założenia zrealizowałem, trzy dobre powtórzenia ze zmiennym rytmem. Ujechałem się nieźle ale taki był cel. Ostatni zjazd dnia również nieco odpuściłem, tym razem wszystkie łuki i zakręty pokonałem dobrze technicznie i bez zbędnego hamowania ale bez wyraźnej szybkości. Wracając do domu zmotywowałem się do mocnego sprintu. Przez 30 sekund wycisnąłem z siebie maksa. Potwierdziło to moje słabe a nawet beznadziejne możliwości sprinterskie. Później zjechałem jeszcze na lody i spokojnie wróciłem do domu.


