Podsumowanie Calpe Trening Camp
Niedziela, 9 marca 2025 Kategoria Calpe Trening Camp 2025
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |

Jak co roku zmagałem się wieloma problemami co jednak nie popsuło mi radości z wyjazdu. Tydzień przed wylotem do Calpe nabawiłem się urazu stopy, na początku nic mnie nie bolało i dopiero na dzień przed wyjazdem zaczęło mnie boleć. Na szczęście jazda na rowerze sprawiała, że ból znikał i wracał dopiero po 20 – 30 minutach marszu i nasilał się wieczorem. Nie byłem w stanie prawidłowo się rozciągać więc zrezygnowałem z tego i co drugi dzień robiłem tylko masaż przy pomocy rolki i smarowałem nogi maścią regeneracyjną. To wystarczyło aby normalnie funkcjonować.
Ostatni tydzień przed wyjazdem był dla mnie wyjątkowo wymagający, sporo godzin w pracy ale tez odpowiednia ilość snu i odpoczynku. Punkt kulminacyjny to piątek, zaczynając pracę o 14 skończyłem ją po 11 godzinach o 1 w nocy a o 9:45 odlatywał samolot do Alicante. Pojawił się stres którzy jednak zniknął w momencie gdy na czas wyjechałem z domu.
Na lotnisku tłumy jakich nigdy nie widziałem i znowu nerwówka, udało się jednak pojawić przed bramką przed jej otwarciem. Sam lot to już formalność, przespałem prawie całe 3 godziny i na koniec dojazd do Calpe w deszczu z przygodami i opóźnieniami,
Kolejny wątek o którym trzeba wspomnieć to pogoda, tak kapryśnej aury w Hiszpanii jeszcze nie spotkałem, trochę przypominała klimat wrześniowych Alp Julijskich gdzie tez prawie każdego dnia padał deszcz. Pogoda wyraźnie pokrzyżowała mi plany i z zaplanowanych tras w całości nie pokonałem żadnej. Dwa razy mocno mnie przelało i musiałem myć dokładnie cały rower i prać oraz suszyć mokre ciuchy i buty.
Do tego wyjazdu przygotowywałem się kondycyjnie od grudnia. Solidnie przepracowałem ten czas i do Calpe przyjechałem naprawdę z dobrą nogą. Moja dyspozycja była znacznie lepsza niż w ubiegłym roku ale warunki nie sprzyjały szybszym zjazdom czy nawet podjazdom na których mimo dobrej mocy nie zawsze kręciłem adekwatne do wysiłku czasy. Zmiany tras, kombinacje i dobra regeneracja sprawiły, że przez 7 dni treningowych trenowałem, nie miałem, żadnego pełnego dnia odpoczynku.
Liczbowo ten wyjazd wyszedł super. Ponad 900 kilometrów na rowerze,36 godzin w siodle i 15000 metrów przewyższenia, do tego ponad 40 kilometrów z buta i odpowiednia ilość snu. Jadłem o względnie stałych porach dobrze zbilansowane posiłki a na trasach regularnie przyjmowałem węglowodany i odpowiednią ilość płynów.

Przez tydzień mogłem poczuć się jak kolarz ale w moim przypadku to okres przejściowy. Gdy wszystko wróci do normy to zadowolić się będę musiał 10 – 12 godzinami treningowymi w tygodniu co przy moim trybie życia jest optimum dla zapewnienia odpowiednie regeneracji.
Przez tydzień zaliczyłem ponad 40 różnych podjazdów, sporo nowych, wpadło kilka rekordów czasowych i 2 naprawdę mocno pokonane podjazdy – Val d’ Ebo i Coll de Rates. Po tym co zaprezentowałem na tych podjazdach mogę być spokojny o sezon. Mając za sobą już kilka treningowych dni, przy narastającym zmęczeniu byłem w stanie kręcić ponad 5 W/kg przez około 20 minut. Przy odpowiedniej rozgrzewce na zawodach jestem w stanie dać z siebie jeszcze kilka % więcej więc już teraz z optymizmem patrzę w przyszłość. Ten wyjazd utwierdził mnie w przekonaniu, że przez ostatnie 3 miesiące wykonałem dobrą pracę.

Podczas tego wyjazdu sprzęt został mocno narażony na niesprzyjające warunki. Konieczna była wymiana linki i pancerza a także klocków hamulcowych w przednim kole. Po powrocie z Calpe rower przeszedł dokładny serwis by przywrócić sprzęt do dobrego stanu i użytku.
