Lutowy raport
Sobota, 28 lutego 2026 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Luty okazał
się kolejnym brutalnym czasem. Po dobrym styczniu gdy wydawało się, że wszystko
wraca na właściwe tory i będzie tylko lepiej znowu dostałem cios w twarz od
życia. Wróciły problemy z nieregularnym snem, odżywianiem i regeneracją co
zaowocowało brakiem regularności w treningach i brakiem jakiegokolwiek progresu.
Parametry ciała co prawda nie wahały się ale to żaden wyznacznik stabilności:


Powodów ogólnej słabości i braku motywacji do treningów było sporo, bardziej skupiałem się na szukaniu sposobów wyjścia z marazmu niż szukaniu potencjalnych przyczyn. Po powrocie z Calpe zupełnie straciłem motywację do treningów na trenażerze a pogody do jazdy na zewnątrz nie było, solidny atak zimy ze śniegiem i mrozem skutecznie torpedował moje plany, do tego problemy ze sprzętem i ciągnące się awarie napędu w rowerze lub problemy z komunikacją z trenażerem. Do tego mikro urazy w pracy które wyeliminowały mnie z treningów siłowych i bardzo ograniczyły możliwości podczas treningów ogólnorozwojowych.
Przez 4 tygodnie od powrotu z Calpe nie było możliwości trenowania na zewnątrz i gdy tylko pojawiła się okazja, musiałem ją wykorzystać. Niestety popełniłem podczas jazdy mnóstwo błędów, po krótkim śnie wyjechałem bez konkretnego śniadania i regularne przyjmowanie niewielkich dawek węglowodanów nie pomogło i tradycyjnie po 150 minutach jazdy złapał mnie duży kryzys. Skutecznie z nim walczyłem, nie traciłem energii i tempa jazdy ale tętno już nie schodziło poniżej 3 strefy. Jak głowa jest gdzie indziej ciężko skupić się na tym co konkretnie mamy do wykonania. Powoli jednak układam sobie w głowie plan dzięki któremu kryzysy energetyczne i popełniane błędy powinno dać się ograniczyć do minimum. Na ten moment nie wiem czy będę przygotowywał się do zawodów czy już tylko jeździł dla przyjemności.


Powodów ogólnej słabości i braku motywacji do treningów było sporo, bardziej skupiałem się na szukaniu sposobów wyjścia z marazmu niż szukaniu potencjalnych przyczyn. Po powrocie z Calpe zupełnie straciłem motywację do treningów na trenażerze a pogody do jazdy na zewnątrz nie było, solidny atak zimy ze śniegiem i mrozem skutecznie torpedował moje plany, do tego problemy ze sprzętem i ciągnące się awarie napędu w rowerze lub problemy z komunikacją z trenażerem. Do tego mikro urazy w pracy które wyeliminowały mnie z treningów siłowych i bardzo ograniczyły możliwości podczas treningów ogólnorozwojowych.
Przez 4 tygodnie od powrotu z Calpe nie było możliwości trenowania na zewnątrz i gdy tylko pojawiła się okazja, musiałem ją wykorzystać. Niestety popełniłem podczas jazdy mnóstwo błędów, po krótkim śnie wyjechałem bez konkretnego śniadania i regularne przyjmowanie niewielkich dawek węglowodanów nie pomogło i tradycyjnie po 150 minutach jazdy złapał mnie duży kryzys. Skutecznie z nim walczyłem, nie traciłem energii i tempa jazdy ale tętno już nie schodziło poniżej 3 strefy. Jak głowa jest gdzie indziej ciężko skupić się na tym co konkretnie mamy do wykonania. Powoli jednak układam sobie w głowie plan dzięki któremu kryzysy energetyczne i popełniane błędy powinno dać się ograniczyć do minimum. Na ten moment nie wiem czy będę przygotowywał się do zawodów czy już tylko jeździł dla przyjemności.







