Karpacki Maraton Rowerowy 2013
Sobota, 27 lipca 2013 Kategoria 50-100, Maraton, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: | 77.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:37 | km/h: | 29.43 |
Pr. maks.: | 82.00 | Temperatura: | 33.0°C | HRmax: | 198198 ( 98%) | HRavg | 163( 81%) |
Kalorie: | 2447kcal | Podjazdy: | 1300m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Dopiero trzeci start w tym roku. Z wyniku jestem połowicznie zadowolony, mogło być lepiej lecz mogło być też gorzej.
Trasa była mi znana z zeszłego roku, zapamiętałem, że na trasie były dwa bufety, w tym roku niestety był tylko jeden.
Po dobrej rozgrzewce stanąłem na starcie blisko przodu. O 10:00 nastąpił start, tempo spokojne, przejazd przez miasto za radiowozem. Trzymałem się blisko przodu, niestety przy zjeździe z głównej drogi trochę zostałem z tyłu i musiałem gonić. Pierwszy podjazd przejechany mocno i udało się dojechać w czołówce. Na zjeździe wszystko się zjechało i było nas około 30 osób z przodu. Kolejne podjazdy to podzieliły, zostałem sam pomiędzy pierwszą a drugą grupa, nie goniłem a grupa dojechała do mnie dopiero po kilometrze. W tej 6-osobowej grupie dojechałem aż do bufetu, tam trochę zamieszania, zabrałem butelkę wody do kieszonki która wypadła kawałek dalej, gdy goniłem grupę. Niestety grupy już nie dogoniłem, przed podjazdem po płytach betonowych złapał mnie mały kryzys, wypiłem resztkę wody, zjadłem batona i po wjechaniu na górkę, siły wróciły. W międzyczasie wyprzedziło mnie kilka osób. Do mety dojechałem już samotnie. Przy wjeździe na główną drogę byłem 20m za grupa ale zostałem zablokowany i już mi odjechali. Do mety dotarłem z czasem o 2 min lepszym niż przed rokiem. Miejsce trochę gorsze, przy trochę mocniejszej obstawie.
5/21 H
31/120 OPEN
Trasa była mi znana z zeszłego roku, zapamiętałem, że na trasie były dwa bufety, w tym roku niestety był tylko jeden.
Po dobrej rozgrzewce stanąłem na starcie blisko przodu. O 10:00 nastąpił start, tempo spokojne, przejazd przez miasto za radiowozem. Trzymałem się blisko przodu, niestety przy zjeździe z głównej drogi trochę zostałem z tyłu i musiałem gonić. Pierwszy podjazd przejechany mocno i udało się dojechać w czołówce. Na zjeździe wszystko się zjechało i było nas około 30 osób z przodu. Kolejne podjazdy to podzieliły, zostałem sam pomiędzy pierwszą a drugą grupa, nie goniłem a grupa dojechała do mnie dopiero po kilometrze. W tej 6-osobowej grupie dojechałem aż do bufetu, tam trochę zamieszania, zabrałem butelkę wody do kieszonki która wypadła kawałek dalej, gdy goniłem grupę. Niestety grupy już nie dogoniłem, przed podjazdem po płytach betonowych złapał mnie mały kryzys, wypiłem resztkę wody, zjadłem batona i po wjechaniu na górkę, siły wróciły. W międzyczasie wyprzedziło mnie kilka osób. Do mety dojechałem już samotnie. Przy wjeździe na główną drogę byłem 20m za grupa ale zostałem zablokowany i już mi odjechali. Do mety dotarłem z czasem o 2 min lepszym niż przed rokiem. Miejsce trochę gorsze, przy trochę mocniejszej obstawie.
5/21 H
31/120 OPEN