Udało się w końcu zdobyć Lysą Horę. Wyjechałem z domu po 7 i spokojnym tempem jechalem w kierunku Cieszyna a następnie główną drogą w kierunku Frydka, cała droga jest pagórkowata. Pierwszy postój zrobiłem po 50km. Po postoju jechałem już bez przerw pod wiatr w kierunku Lysej Hory. Przed podjazdem zdjąłem tylko okulary i ruszyłem spokojnie do góry. Początek podjazdu jechałem bardzo spokojnie równym tempem 13km/h, po krótkim zjeździe dalszą część podjazdu dalej jechałem równym tempem 13km/h, tylko już trochę mocniej bo było nieco trudniej, po ok.7km wypadły mi okulary i musiałem się zatrzymać, to był jedyny postój w trakcie całego podjazdu, trwał ok.20s. Po 36min i 36s byłem na szczycie. Tam chwilę odpocząłem, wiało i było dosyć chłodno, dodatkowo prace remontowe i dużo turystów. Zjeżdżałem bardzo spokojnie, miejscami asfalt jest złej jakości i zanieczyszczony, dodatkowo dużo rowerzystów zdobywało dzisiaj tą górę i też było trzeba na nich uważać. Powrotna droga przebiegła szybko i sprawnie. W Cieszynie dotankowałem bidony i spokojnie wróciłem do domu.
Dzisiaj trening po płaskim, w planie miałem zrobienie dwóch mocnych tempówek po 10min. Po spokojnej rozgrzewce, w Drogomyślu zacząłem pierwszą tempówkę, początkowo ciężko było się wkręcić na odpowiednie obroty ale z czasem było lepiej i mocno jechałem , po 10 minutach, zwolniłem i przez Skoczów przejechałem spokojnie, za Skoczowem znowu ogień, tym razem od początku szło fajnie, do czasu gdy nie musiałem się zatrzymać, po powtórnym starcie dokręciłem do końca i spokojnie jechałem dalej, niestety po 55km odcięło mi prąd i wlekłem się do samego domu. Jutro dłuższy trening z Lysą Horą w środku.
Plan był bardziej ambitny, zdobyć Górę Żar, po wjechaniu na Przegibek stwierdziłem, że podjadę sobie ul. Nowy Świat zamiast Góry Żar. Fajna górka z kilkunastoprocentowym nachyleniem. Konkretnie dała mi w kość, jechałem tam pierwszy raz, na pewno nie ostatni. Zjazd też fajny, na koniec drugi raz Przegibek i powrót do domu. Jutro dzień przerwy a potem kolejne treningi.
Mocny trening po górkach, musiałem odbić sobie te wszystkie moje przygody z wyjazdem do Nowego Sącza. Kilak podjazdów, wszystkie przejechane w równym tempie. Na pierwszy rzut poszło Orle Gniazdo od głównej drogi, dawno tam nie jechałem i już wiem dlaczego, nawierzchnia pozostawia sporo do życzenia a dodatkowo jeszcze roboty drogowe na pierwszych 600metrach, musiałem tam dwa razy zatrzymywać się i ruszać przez co czas wyszedł 8:45, czyli aż 20s gorszy od rekordowego. Po zjeździe ruszyłem w kierunku Salmopolu, po drodze roboty drogowe, już widzę czołówkę na Road Trophy stającą na czerwonym świetle, zacząłem spokojnie a potem stopniowo zwiększałem tempo i w efekcie wykręciłem najlepszy czas w tym roku:14:20, do rekordu brakło 40s, rekord ustanowiony w 2011roku czyli trochę dawno. Po spokojnym zjeździe do Wisły zatankowałem bidony i wróciłem spowrotem na Salmopol, od zajezdni autobusowej 16:54 czyli aż 7s lepiej niż ostatnim razem i 4s wolniej od rekordu. Potem już bardzo wolny zjazd wśród tysiąca samochodów przez Szczyrk do Bielska i spokojnym tempem do domu. Jutro powtórka z Żarem w roli głównej. Forma jest dobra, jeszcze trzy tygodnie do Road Trophy. Myślę,że w tym roku znowu uda się dobrze przejechać tą etapówkę. Być może w terminie TDP zrobię sobie mały obóz treningowy w Zakopanem.
Krótka przejażdżka, niestety z wielu różnych powodów i własnych błędów nie pojechałem do Nowego Sącza, generalka górska niestety uciekła i ciężko będzie nadrobić stracone punkty. Szkoda, bardzo się nastawiałem na walkę ale znowu nie wyszło, jak nie deszcz, zgubienie trasy czy brak formy i defekty to znowu takie problemy, ja to jednak mam pecha, co z tego, że jestem bardzo słabym kolarzem co widać po wynikach, zwłaszcza w górach, jak opuszczam imprezy i tracę jeszcze więcej.
Trening miał być wczoraj rano, ale byłem dalej zmęczony po ostatnim ciężkim dla mnie tygodniu, nie tylko dużo jeździłem na rowerze ale też ciężko pracowałem i ogarnęło mnie ogólne zmęczenie szczegolnie nóg. Dzisiaj wyjechałem po 17:30, strasznie wiało, postanowiłem wjechać na Równicę. Po szybkim dojeździe z wiatrem do Ustronia, zacząłem podjazd, początkowo trochę za mocno i lekko mnie brakło w końcówce. Czas wyszedł bardzo dobry 17:50min czyli tylko 10s gorzej niż ostatnio i 30s gorzej niż zwykle. Po podjeździe lekko odpocząłem, chwila rozmowy ze spotkanym kolarzem i spokojny zjazd i walka z wiatrem aż do domu. Forma jest w sumie dobra, widać, że zwyżkuje, teraz odpoczynek i w sobotę powinienem być świeży i może powalczę o dobry wynik w Nowym Sączu, jak nie to tylko będę się starał poprawić czas z zeszłego roku chociaż o 1 minutę.
Po jednodniowym odpoczynku powrót do treningów, w palnie kolejne trzy dni jazdy pod rząd po górach. Niestety na około 30km kierowca wymusił mi pierwszeństwo, nie miałem gdzie uciec i niestety uderzyłem w jego tylna lampę kierownicą i poleciałem w bok, rower udzezył w betonowy murek a ja poleciałem na trawę, mi na szczęście się nic nie stało, ale w rowerze uszkodziło się tylne koło, łożyska w piaście się wysypały i koło latało na boki, lekko to skręciłem i pojechałem dalej. Miałem zdobyć dzisiaj Lysą Horę, ze względu na te okoliczności zdobyłem tylko Koziniec, nogi dzisiaj nie kręciły ja k należy a z uszkodzonym kołem ciężko się jechało i odpuściłem i spokojnie dojechałem do domu. Dobrze, że miałem założone te gorsze koła i mam zapas w domu, jutro w planie Pętla Beskidzka w odwrotnym kierunku niż ostatnim razem.