Pierwsze ćwiczenia na nogi. Bardzo prymitywne ćwiczenie, wchodzenie po schodach z obciążeniem. Dwie serie po 15 minut. Z rozgrzewką i rozciąganiem wyszła cała godzina.
Pierwszy konkretny trening mam za sobą. W tym roku zmieniłem trochę długość i ilość interwałów siłowych. Są krótsze i jest ich 2 razy więcej. W cyklu też zamiast 3 sesji będą 2. Nie potrzebuję takich dużych ilości tego typu treningów co kiedyś i dzięki temu będę miał czas na inne częściowo nowe ćwiczenia. Przed jazdą i po jeździe ćwiczenia z obciążeniami. Nogi po treningu bolały jak diabli. Odpowiednia regeneracja i na drugi dzień praktycznie nie czułem żadnego zmęczenia.
Jazda na mrozie. Pogodnie ale wietrznie i zimno. Ubrałem się ciepło, może nawet za ciepło i przynajmniej nie czułem chłodu. Przed jazdą zapomniałem o kilku rzeczach. Zapomniałem, że w tym rowerze mam korbę do wymiany i na całe szczęście zawsze mam przy sobie komplet kluczy i dzisiaj często musiałem ich używać. Problem z tą korbą miałem już dłuższy czas a ostatnio się pogłębił. Początkowo musiałem się zatrzymywać co 10 kilometrów by dokręcić, później co 5 kilometrów i w końcu co 2 kilometry. Później już to nic nie dawało i luz był cały czas. Dotąd problem lekceważyłem, jak raz na jazdę pojawiał się luz to było wszystko. Muszę znaleźć trochę wolnego czasu i założę inną korbę i problem powinien zniknąć. Jazda nie była efektywna i z czasem zamiast skupiać się na drodze, tempie, itp. koncentrowałem się na bezpiecznym dotarciu do końca. Pilnowałem tętna i mocy i tak przeleciały 2 godziny. Z tych 2 dni jestem zadowolony, powoli moja dyspozycja idzie do góry i myślę, że ten trend będzie się utrzymywał. Po odpoczynku przyszła pora na konkretniejszy trening. Dwie ciężkie jednostki mnie czekają w najbliższym tygodniu a po nich duża dawka wytrzymałości w następny weekend. Jak pogoda pozwoli to na powietrzu, jak nie to trenażer, odkąd mam pomiar mocy to nie ma to dla mnie znaczenia.
Po kilku dniach odpoczynku i braku czasu przyszła pora na trening. Nie bardzo miałem czas jechać w ciągu dnia i dopiero wieczorem mogłem spokojnie przeznaczyć 2 godziny na trochę wysiłku. Był to pierwszy raz z Garminem Edge 800. Liczba funkcji jest spora i sporo z nich w przyszłości powinna pomóc mi w poprawie moich możliwości. Trochę zajęło ustawienie wszystkiego i jestem teraz pewny, że wszystko działa jak należy. Sam trening nie różnił się niczym od poprzednich, równe tempo w strefie 2. Szybko przeleciało i nawet nie byłem zbytnio zmęczony.
Kolejny trening. Pogoda od rana niezbyt zachęcająca do jazdy. Miałem nadzieję, że nie będzie padać i pojechałem. Mokro i mgliście, momentami ślisko ale dosyć ciepło. Trasa łatwa i dosyć dobre tempo jak na styczeń. Nie widzę sensu jeździć szybciej i mocniej. Prawie cały czas utrzymywałem się w strefie 2 i częściowo w 3, wczoraj za dużo było 4 strefy. Takich jazd czeka mnie jeszcze sporo. Na następny wyjazd będę musiał poczekać przynajmniej do piątku. Najważniejsze, że udało się przejechać bez deszczu. Do życzenia pozostawiała sporo jakość powietrza zwłaszcza w okolicach Wisły Wielkiej.
Pierwszy grupowy trening. Pojechałem bo miało być spokojne tempo, nie było tak do końca spokojne i momentami jechałem zdecydowanie zbyt mocno. Z całej masy pechowych sytuacji mnie dopadła tylko jedna przez którą spory odcinek przejechałem samotnie. Z samej jazdy i aktualnych możliwości jestem zadowolony, trening był zbyt szarpany i chyba w najbliższym czasie skupię się na samotnych jazdach.
Drugi test FTP. Po miesiącu spodziewałem się nieco lepszego wyniku, poprzednio wynik wydawał mi się zaniżony i chyba nie pomyliłem się bo taki wzrost w tak krótkim czasie nie jest możliwy. Do samego testu nie przygotowywałem się specjalnie i po 20 minutowej rozgrzewce zacząłem test. Test wyglądał podobnie jak inne czasówki w moim wykonaniu czyli średni początek i stopniowe podkręcanie tempa. Pod koniec miałem już dość. Po teście tętno spadało bardzo powoli pomimo całkowitej redukcji obciążenia. Wynik wyszedł zadowalający jak na styczeń.