Wpisy archiwalne w miesiącu
Październik, 2020
Dystans całkowity: | 1019.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 45:56 |
Średnia prędkość: | 24.70 km/h |
Maksymalna prędkość: | 71.00 km/h |
Suma podjazdów: | 15858 m |
Maks. tętno maksymalne: | 190 (97 %) |
Maks. tętno średnie: | 180 (92 %) |
Suma kalorii: | 25892 kcal |
Liczba aktywności: | 25 |
Średnio na aktywność: | 48.52 km i 1h 50m |
Więcej statystyk |
Trening 126
Sobota, 10 października 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: | 74.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:05 | km/h: | 24.00 |
Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 170170 ( 87%) | HRavg | 125( 64%) |
Kalorie: | 1723kcal | Podjazdy: | 1040m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po czasówce musiałem zjechać z Równicy do Ustronia. Zjazd wyglądał podobnie jak zwykle, momentami szybko a czasami bardzo wolno jechałem. W połowie przyblokowały mnie samochody i chwila minęła zanim je wyprzedziłem. To kolejny krok naprzód, zwykle bałem się wyprzedzać i odpuszczałem. Musze walczyć ze starymi, niekoniecznie dobrymi nawykami bo właśnie w takich elementach są największe rezerwy. Najważniejszy cel zjazdu został osiągnięty, zjechałem bezpiecznie i nie wychłodziłem się co było bardzo ważne. Po posiłku regeneracyjnym i dekoracji wróciłem w spokojnym tempie do domu. Jechało się całkiem nieźle i żałowałem, że czas nie pozwala mi na dłuższą jazdę.



height='405' width='590' frameborder='0' allowtransparency='true' scrolling='no' src='https://www.strava.com/activities/4175734339/embed/31e582d8baffc7d7836537fa0c9368043d271d1e'>
height='405' width='590' frameborder='0' allowtransparency='true' scrolling='no' src='https://www.strava.com/activities/4175735031/embed/2f9c730bbd91a77048460dc2b6a3aa9b0a123f2c'>



height='405' width='590' frameborder='0' allowtransparency='true' scrolling='no' src='https://www.strava.com/activities/4175734339/embed/31e582d8baffc7d7836537fa0c9368043d271d1e'>
height='405' width='590' frameborder='0' allowtransparency='true' scrolling='no' src='https://www.strava.com/activities/4175735031/embed/2f9c730bbd91a77048460dc2b6a3aa9b0a123f2c'>
Puchar Równicy 2020
Sobota, 10 października 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
Km: | 5.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:16 | km/h: | 18.75 |
Pr. maks.: | 39.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 188188 ( 96%) | HRavg | 179( 91%) |
Kalorie: | 273kcal | Podjazdy: | 380m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Ostatnia czasówka w tym roku. Byłem bardzo zmotywowany do startu
ponieważ Równica to jeden z moich ulubionych podjazdów i zwykle na tej górze
jestem w stanie dać z siebie więcej niż na innych podjazdach w okolicy.
Ostatnie treningi były obiecujące, wywnioskowałem, że nogi podają nieźle i
wciąż tkwi w nich dużo mocy. Zdecydowałem się na dojazd do Ustronia na rowerze,
kilka rzeczy już po kilku minutach jazdy mówiło, że jest to mój dzień. Zwykle
gdy mam wysokie tętno przed startem później jestem w stanie dać z siebie wiele,
tak tez było tym razem, nie miałem również problemu z doborem przełożenia i
trzymaniem równej kadencji. Takie drobiazgi u mnie robią dużą różnice. Jedyne
co działało na moją niekorzyść to pogoda a raczej temperatura, znacznie lepiej
czuje się gdy jest ponad 20 stopni. Przy niższych wskazaniach często się szybko
wychładzam i nie chciałem doprowadzić do takiej sytuacji. Do ustronia
dojechałem w spokojnym tempie i byłem tam szybciej niż zakładałem. Chwilę
przerwy wykorzystałem na odbiór pakietu startowego i rozmowy z kolegami
klubowymi. Czułem się nieźle i postanowiłem wydłużyć maksymalnie rozgrzewkę,
nie widziałem sensu pojawiania się na starcie szybciej niż kilka minut przed
startem. Nie miałem pojęcia, że wystąpią aż takie komplikacje i starty będą
przyśpieszone. Przez godzinę cały czas kręciłem, najpierw luźno a później
trzeba było nieco przygrzać nogę, schemat rozgrzewki znam już na pamięć i
dzisiaj szło wszystko z automatu.. Dobrane obciążenie nie było za duże bo nie
miałem najmniejszych problemów z utrzymaniem mocy. Około 10 minut przed startem
bylem już w zasadzie gotowy do jazdy i gdybym przyjechał już na start to po
chwili bym startował. Odczekałem jednak kolejne 5 minut i przyjechałem na start
w momencie gdy ruch był już otwarty. Pozwolono mi startować bo skąd miałem niby
wiedzieć, że zaszły jakieś zmiany, sytuacja jest jaka jest, lepiej ograniczyć
kontakty z innymi do minimum i dlatego rozgrzewałem się z dala od linii startu.
Chwila minęła zanim wystartowałem, cudem udało się dokonać tego przed kolejką samochodów. Nie ruszyłem zbyt mocno, przez chwilę zastanawiałem się czy wpiąłem blok czy nie. Nie zdążyłem się rozpędzić i już pojawiła się ścianka. Powoli redukowałem przełożenia i szybciej niż myślałem zrzuciłem z blatu. Jechałem dosyć mocno ale nie było komfortowo bo musiałem trzymać się prawej strony a samochody już zaczęły mnie wyprzedzać. Jechałem mocno, momentami powyżej 400 Wat, chciałem jak najszybciej pokonać ten nielubiany przeze mnie odcinek, zrobiło się nerwowo, słyszałem klaksony samochodów jakbym to ja był zawalidrogą. Informacja o zamkniętej drodze między 11 a 12 była podana już wcześniej, do 12 było jeszcze 20 minut, wystarczająco abym dostał się na Równicę. Byłem prawdopodobnie jedyną osobą na czasówce która jechała wśród samochodów i to bardzo przeszkadzało. Skupiłem się na równej i mocnej jeździe. Bardzo dobrze pokonałem odcinek brukowy. Za kostką miałem niezły czas a bardziej odpowiadająca mi część podjazdu dopiero się zaczęła. Jechałem bardzo równo, mocno i efektywnie, sekundy leciały ale dystansu też szybko ubywało. Przez moment miałem nieco więcej komfortu bo zjeżdżający z góry kolarze nie pozwolili kierowcom na wyprzedzanie. Na łuku w lewo nieco zwolniłem, złapałem oddech i znów przyłożyłem. Za łukiem zaczęły mnie wyprzedzać samochody, nieco wybiło mnie to z rytmu ale gdy nawierzchnia się poprawiła już to nie przeszkadzało. Ciężko było mi się zorientować jak wygląda moja jazda na tle innych, brakowało tego porównania na co bardzo liczyłem. Inne miejsce startu niż to z którego zwykle zaczynam podjazd też nie sprzyjało porównaniom. Miałem się na czym skupić i trzymałem dalej tempo, kadencję, moc. Po 3 kilometrach zrobiło się niebezpiecznie, kierowcy zaczęli mieć do mnie pretensje, że blokuję ruch. Informacja o zamknięciu drogi miedzy 11 a 12 była podana kilka dni wcześniej, dla dobra kierowców otworzono ją 20 minut szybciej i to ja byłem poszkodowany w tej sytuacji. Na szczęście nie musiałem zwalniać i mogłem jechać swoje aż do ostatniego łuku w lewo, tam już był korek i miałem dwa wyjścia, zatrzymać się lub próbować przepchać do przodu, pewnie przedostałem się do przodu, kawałek dalej strażacy kierowali ruchem. Trochę przyblokowało to samochody ale nie na długo, wystarczającą motywacją był dla mnie fakt, że jak najszybciej chciałem być na mecie aby poczuć się bezpiecznie bo nerwowość kierowców sięgała już zenitu. Zupełnie nie rozumiałem dlaczego tak się stało i nie byłem w stanie się z tym pogodzić. Gdy zbliżałem się do wypłaszczenia planowałem dołożyć nieco Watów i wrzucić blat. Niestety nie byłbym w stanie tego dokonać ale również nie jechałem wolniej i słabiej niż wcześniej. Po dojeździe do wypłaszczenia było jeszcze gorzej, do samochodów doszli piesi a także kolarze jadący w przeciwnym kierunku, jechałem możliwie mocno ale momentami dużym slalomem, raz musiałem przyhamować, najgorsi byli kolarze którzy po przejechaniu trasy nie uszanowali tego, że inni jeszcze jadą, na poprzednich kilometrach straciłem może kilka sekund, na wypłaszczeniu również ale wiem, że ze swojej strony zrobiłem wszystko na co mnie stać. Na finisz brakło mi motywacji ale na tym straciłem może sekundę ale inni mogli mieć podobnie bo pieszych zwykle na Równicy jest sporo. Po wjeździe na metę szybko doszedłem do siebie. Tydzień temu nie byłem zadowolony ze swojej jazdy, tym razem było inaczej. Moja jazda była równa, mocna i efektywna, trzymałem cały czas równą i wysoką kadencje. Nie miałem z tym problemu a to oznacza, że miałem dobry dzień i go wykorzystałem. Po tego typu drobiazgach jestem w stanie szybko ocenić swoją dyspozycje a ta tego dnia była kapitalna. Po sprawdzeniu wyników byłem bardzo zaskoczony, okazało się, że wykręciłem drugi czas dnia, słabszy jedynie od piekielnie mocnego Alexea Kmetsa zostawiając za plecami m.in. zawodnika z młodzieżowego składu Team Novo Nordisk Development Przemysława Kotulskiego czy obiecujących juniorów z KS Żory. Skupiłem się na sobie, na tym czego mam pilnować i trzymając się założeń zrobiłem swoje. Nie myślałem o wyniku przed startem ani nie przejmowałem się faktem, że jestem zaliczany do grona faworytów. Pod wieloma względami jest to moja najlepsza czasówka, nigdy nie byłem tak mocny jak w tym roku, potwierdziłem to m.in. na kilku ostatnich czasówkach gdzie za każdym razem byłem w najlepszej 6 klasyfikacji, dawno nie jechałem tak równo zarówno pod względem mocy i kadencji, nie brakowało mi sił ani nie miałem najmniejszego kryzysu. Sytuacja na starcie i trasie nie wpłynęła znacząco na przebieg mojej walki z czasem na podjeździe na Równicę. Już wiele razy mówiłem, że podjazd na Równicę należy do moich ulubionych i zwykle jestem w stanie wydobyć ze swojego organizmu wszystkie rezerwy i tym razem też tak było. Moc z podjazdu jest nieco lepsza niż tydzień temu na czasówce. Ponad 2 lata czekałem na kolejne podium Open w Road Maraton, wtedy byłem drugi w mało licznej stawce, teraz obsada była mocniejsza i wyrównałem osiągnięcie z 2018 roku gdy w interwałowej czasówce w Wilczycach byłem drugi. Na ostatniej czasówce w Wiśle brakła niecała sekund do Top3. Na takie zwieńczenie życiowego sezonu właśnie liczyłem. Jest duża motywacja przed kolejnym miejmy nadzieje obfitującym w większą ilość imprez rowerowych sezonem. Teraz pora na prawdziwe roztrenowanie i przerwę od roweru która w moim przypadku jest konieczna.


Chwila minęła zanim wystartowałem, cudem udało się dokonać tego przed kolejką samochodów. Nie ruszyłem zbyt mocno, przez chwilę zastanawiałem się czy wpiąłem blok czy nie. Nie zdążyłem się rozpędzić i już pojawiła się ścianka. Powoli redukowałem przełożenia i szybciej niż myślałem zrzuciłem z blatu. Jechałem dosyć mocno ale nie było komfortowo bo musiałem trzymać się prawej strony a samochody już zaczęły mnie wyprzedzać. Jechałem mocno, momentami powyżej 400 Wat, chciałem jak najszybciej pokonać ten nielubiany przeze mnie odcinek, zrobiło się nerwowo, słyszałem klaksony samochodów jakbym to ja był zawalidrogą. Informacja o zamkniętej drodze między 11 a 12 była podana już wcześniej, do 12 było jeszcze 20 minut, wystarczająco abym dostał się na Równicę. Byłem prawdopodobnie jedyną osobą na czasówce która jechała wśród samochodów i to bardzo przeszkadzało. Skupiłem się na równej i mocnej jeździe. Bardzo dobrze pokonałem odcinek brukowy. Za kostką miałem niezły czas a bardziej odpowiadająca mi część podjazdu dopiero się zaczęła. Jechałem bardzo równo, mocno i efektywnie, sekundy leciały ale dystansu też szybko ubywało. Przez moment miałem nieco więcej komfortu bo zjeżdżający z góry kolarze nie pozwolili kierowcom na wyprzedzanie. Na łuku w lewo nieco zwolniłem, złapałem oddech i znów przyłożyłem. Za łukiem zaczęły mnie wyprzedzać samochody, nieco wybiło mnie to z rytmu ale gdy nawierzchnia się poprawiła już to nie przeszkadzało. Ciężko było mi się zorientować jak wygląda moja jazda na tle innych, brakowało tego porównania na co bardzo liczyłem. Inne miejsce startu niż to z którego zwykle zaczynam podjazd też nie sprzyjało porównaniom. Miałem się na czym skupić i trzymałem dalej tempo, kadencję, moc. Po 3 kilometrach zrobiło się niebezpiecznie, kierowcy zaczęli mieć do mnie pretensje, że blokuję ruch. Informacja o zamknięciu drogi miedzy 11 a 12 była podana kilka dni wcześniej, dla dobra kierowców otworzono ją 20 minut szybciej i to ja byłem poszkodowany w tej sytuacji. Na szczęście nie musiałem zwalniać i mogłem jechać swoje aż do ostatniego łuku w lewo, tam już był korek i miałem dwa wyjścia, zatrzymać się lub próbować przepchać do przodu, pewnie przedostałem się do przodu, kawałek dalej strażacy kierowali ruchem. Trochę przyblokowało to samochody ale nie na długo, wystarczającą motywacją był dla mnie fakt, że jak najszybciej chciałem być na mecie aby poczuć się bezpiecznie bo nerwowość kierowców sięgała już zenitu. Zupełnie nie rozumiałem dlaczego tak się stało i nie byłem w stanie się z tym pogodzić. Gdy zbliżałem się do wypłaszczenia planowałem dołożyć nieco Watów i wrzucić blat. Niestety nie byłbym w stanie tego dokonać ale również nie jechałem wolniej i słabiej niż wcześniej. Po dojeździe do wypłaszczenia było jeszcze gorzej, do samochodów doszli piesi a także kolarze jadący w przeciwnym kierunku, jechałem możliwie mocno ale momentami dużym slalomem, raz musiałem przyhamować, najgorsi byli kolarze którzy po przejechaniu trasy nie uszanowali tego, że inni jeszcze jadą, na poprzednich kilometrach straciłem może kilka sekund, na wypłaszczeniu również ale wiem, że ze swojej strony zrobiłem wszystko na co mnie stać. Na finisz brakło mi motywacji ale na tym straciłem może sekundę ale inni mogli mieć podobnie bo pieszych zwykle na Równicy jest sporo. Po wjeździe na metę szybko doszedłem do siebie. Tydzień temu nie byłem zadowolony ze swojej jazdy, tym razem było inaczej. Moja jazda była równa, mocna i efektywna, trzymałem cały czas równą i wysoką kadencje. Nie miałem z tym problemu a to oznacza, że miałem dobry dzień i go wykorzystałem. Po tego typu drobiazgach jestem w stanie szybko ocenić swoją dyspozycje a ta tego dnia była kapitalna. Po sprawdzeniu wyników byłem bardzo zaskoczony, okazało się, że wykręciłem drugi czas dnia, słabszy jedynie od piekielnie mocnego Alexea Kmetsa zostawiając za plecami m.in. zawodnika z młodzieżowego składu Team Novo Nordisk Development Przemysława Kotulskiego czy obiecujących juniorów z KS Żory. Skupiłem się na sobie, na tym czego mam pilnować i trzymając się założeń zrobiłem swoje. Nie myślałem o wyniku przed startem ani nie przejmowałem się faktem, że jestem zaliczany do grona faworytów. Pod wieloma względami jest to moja najlepsza czasówka, nigdy nie byłem tak mocny jak w tym roku, potwierdziłem to m.in. na kilku ostatnich czasówkach gdzie za każdym razem byłem w najlepszej 6 klasyfikacji, dawno nie jechałem tak równo zarówno pod względem mocy i kadencji, nie brakowało mi sił ani nie miałem najmniejszego kryzysu. Sytuacja na starcie i trasie nie wpłynęła znacząco na przebieg mojej walki z czasem na podjeździe na Równicę. Już wiele razy mówiłem, że podjazd na Równicę należy do moich ulubionych i zwykle jestem w stanie wydobyć ze swojego organizmu wszystkie rezerwy i tym razem też tak było. Moc z podjazdu jest nieco lepsza niż tydzień temu na czasówce. Ponad 2 lata czekałem na kolejne podium Open w Road Maraton, wtedy byłem drugi w mało licznej stawce, teraz obsada była mocniejsza i wyrównałem osiągnięcie z 2018 roku gdy w interwałowej czasówce w Wilczycach byłem drugi. Na ostatniej czasówce w Wiśle brakła niecała sekund do Top3. Na takie zwieńczenie życiowego sezonu właśnie liczyłem. Jest duża motywacja przed kolejnym miejmy nadzieje obfitującym w większą ilość imprez rowerowych sezonem. Teraz pora na prawdziwe roztrenowanie i przerwę od roweru która w moim przypadku jest konieczna.


Test
Piątek, 9 października 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: | 16.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:38 | km/h: | 25.26 |
Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 171171 ( 87%) | HRavg | 126( 64%) |
Kalorie: | 356kcal | Podjazdy: | 250m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Krótki wyjazd po dokładnym czyszczeniu, smarowaniu i sprawdzeniu roweru. Znalazłem jeszcze mniej zużyte okładziny do obręczy karbonowych i zmieniłem koła. Z ciekawości zważyłem rower i wyszło dokładnie 7 kilogramów z torebką podsiodłową i uchwytem na licznik. Nie miałem zbytnio czasu i zdecydowałem się na około 40 minutową jazdę. Podczas przejażdżki planowałem trzy 2 minutowe akcenty w 5-6 strefie mocy. Noga całkiem nieźle podawała od samego startu. Pierwszy zryw zacząłem zbyt asekuracyjnie, po kilkunastu sekundach złapałem jednak odpowiedni rytm aby około sekund przed końcem zostać zablokowany przez samochody na wąskiej drodze. Pierwszy akcent zakończył się fiaskiem. Dwa kolejne jednak były już dobre, mocne równe. Wyszedł ż jeden fajny zjazd ale by równowaga była zachowana na ostatnim udem uniknąłem zderzenia z sarną. Musiałem gwałtownie hamować i jakoś się wybroniłem. Kolejna sytuacja z której wychodzę obronną ręką, kiedyś pewnie szczęścia braknie. Najważniejsze że noga i sprzęt sprawdzony. Samopoczucie lepsze niż tydzień temu. W powietrzu czuć już jesień i pora myśleć o końcu sezonu.






Trening 125
Czwartek, 8 października 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: | 60.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:18 | km/h: | 26.09 |
Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 156156 ( 80%) | HRavg | 137( 70%) |
Kalorie: | 1416kcal | Podjazdy: | 910m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po kolejnym dniu wolnym spowodowanym głownie brakiem czasu wyjechałem na około 2 godzinny trening po okolicznych hopkach. Zrobiło się chłodno wiec w ruch poszły cieplejsze ciuchy. Nie planowałem trasy którą miałem określać na bieżąco. Postanowiłem sprawdzić odcinki z nową nawierzchnią których pojawiło się kilka w okolicy Skoczowa. Na start jednak dobrze znana mi droga pod górami w Jaworzu i Bierach, po krótkim fragmencie prowadzącym główną drogą znów zjechałem w boczne, tym razem w Grodźcu. Jechało się ciężko ale powód był jeden, zachodni wiatr utrudniający mocno jazdę. Noga podawała całkiem nieźle i po pierwszych podjazdach na trasie czułem satysfakcje. Przed kolejnymi czekało mnie sporo zjazdu i płaskiego i wykorzystałem to do równej i szybkiej jazdy z wysoką kadencją, zwykle w takich momentach odpuszczałem. Szybko byłem w Skoczowie gdzie znowu korek do ronda, objechałem utrudnienia bocznymi drogami, sporo czasu zajęło mi przejechanie przez centrum Skoczowa. Wtedy zdecydowałem się na zaliczenie kilku zapomnianych podjazdów m.in. Wiślicy. Zanim tam dojechałem zaliczyłem dwa inne podjazdy. Jeden z nich dobrze znam a drugiego dawno nie jechałem. Pamiętałem tylko tyle, że w końcówce jest bardzo zły asfalt i nic się od tego czasu się nie zmieniło. Zaliczając te dwa podjazdy minąłem dookoła prawie cały Skoczów a przynajmniej jego najbardziej zatłoczoną cześć. Na zjeździe znów miałem pecha i trafiłem na moment z dużym ruchem i musiałem się zatrzymać przed skrętem na Wiślicę. Sam podjazd poszedł mi nieźle chociaż do najłatwiejszych nie należy. W końcówce podjazdu już pojawił się nowy asfalt który pokrył także bardzo złą nawierzchnie na zjeździe. Puściłem się odważnie w dół i przestrzeliłem jeden zakręt, cudem się wybroniłem przed upadkiem. Po zjeździe czekało mnie kilka płaskich kilometrów ale po złych nawierzchniach. Rzadko jeżdżę bocznymi drogami w okolicy Ochab i zwykle w przeciwną stronę, jadąc przez Kiczyce przegapiłem skręt w lewo i dołożyłem sobie kilka dodatkowych, nudnych, płaskich kilometrów. W Kowalach zaliczyłem kolejny podjazd po którym znowu musiałem swoje odstać na skrzyżowaniu. Doszło do niebezpiecznej sytuacji w której nie było wiadomo kto ma pierwszeństwo. Gdy się uspokoiło pojechałem alej w kierunku Łazów. Tego podjazdu nie zaliczyłem jeszcze w tym roku. Jechało się całkiem dobrze i postanowiłem dodać kilka podjazdów a chciałem już do domu wrócić najkrótszą drogą. Ostatecznie wróciłem dobrze znaną mi trasą dokładając kolejne 150 metrów przewyższenia i dwa dobre zjazdy. Noga na tym treningu podawała dużo lepiej niż przez ostatnie 2 tygodnie.

Trening 124
Wtorek, 6 października 2020 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: | 51.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:56 | km/h: | 26.38 |
Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 180180 ( 92%) | HRavg | 136( 69%) |
Kalorie: | 847kcal | Podjazdy: | 1000m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Ostatni mocny trening w tym roku oparty na powtórzeniach w 5 strefie mocy. Najlepiej wykonuje się takie akcenty na podjeździe pod Przegibek wiec po raz kolejny obrałem ten kierunek. Zmieniłem nieco rozgrzewkę i wziąłem dokładnie taki trening jaki zalecany jest przez autorów książek o treningu z pomiarem mocy. Bardzo mi się nie chciało wyjeżdżać z domu ale ostatni cel tego sezonu okazał się wystarczającą motywacją. Po dwóch dniach w których raczej odpoczywałem spodziewałem się tego, że nogi nie będą dobrze kręcić. Było jednak lepiej i już od startu złapałem dobry rytm. Pierwszy podjazd na trasie poszedł dobrze, później było szybko bo z wiatrem i dotarłem do momentu w którym miałem zaaplikować większe obciążenie. Wybrany odcinek idealnie nadawał się na 4 minuty równej, mocnej jazdy. Wiatr w twarz był umiarkowany, halny wydłużyłby podjazd i może była by szansa na 5 minut ciągłej, intensywnej jazdy. Ostatecznie po 4 minutach odpuściłem. Wygenerowana w tym czasie moc była wyznacznikiem tego co powinienem trzymać na 8 minutowych powtórzeniach, Zanim jednak dojechałem do Straconki minęło kilkanaście minut. Pierwszy Przegibek poszedł źle, nie umiałem złapać rytmu, generowałem o kilka Wat za mało, według planu często zmieniałem pozycje i rytm pedałowania. Początek zjazdu odpuściłem kompletnie, dopiero gdy przyjąłem dawkę węglowodanów skupiłem się na technice. Pod tym względem było dobrze ale szybkości brakowało, nie miałem zamiaru dokręcać i spokojnie zjechałem do pierwszej bocznej uliczki po prawej stronie. Tam krótki postój i nawrót na drugi podjazd. Tym razem było już lepiej, łatwiej było utrzymać moc przy zmiennej kadencji. Pierwotnie miałem zjeżdżać na Straconkę ale lepiej podjeżdżało się z Międzybrodzia więc po raz drugi zjechałem w tym kierunku. Zjazd wyglądał podobnie jak pierwszy, słabszy początek, lepsza końcówka. Po krótkim postoju ruszyłem po raz trzeci i dokładnie 99 w tym roku na Przegibek, jechało się lepiej niż wcześniej i wygenerowałem o 5 Wat więcej niż za drugim razem i o ponad 10 niż podczas pierwszego powtórzenia. Sam byłem zaskoczony, że moc nie spadła w odniesieniu do ostatniego takiego treningu który miał miejsce ponad miesiąc temu. Zjazdu do Bielska już nie odpuściłem, pokonałem go na luzie i z automatu wchodziłem w zakręty, bez hamowania ale i nadmiernej szybkości, jedynie przed tzw. Patelnią zwolniłem i słusznie bo z przeciwka jechał samochód ścinający łuk i zajmujący połowę mojego pasa. Dwa ostatnie łuki gdzie zwykle zwalniałem pokonałem bardzo pewnie i szybko, nie dokręcając na prostych nie miałem szans na szybki zjazd i mogę go zaliczyć do średnich. Powrót do domu już spokojniejszy, niewiele brakowało do 1000 metrów w pionie i wydłużyłem nieco trasę. Przy domu jeszcze brakowało i dopiero gdy dojechałem do kolejnego skrzyżowania licznik pokazał magiczne 1000 metrów przewyższenia. Po treningu nie byłem specjalnie ujechany co oznacza, że wciąż stać mnie na mocne akcenty i mogę być spokojny przed sobotnią czasówką, ostatnią w sezonie. Podczas jazdy korzystałem znów z rezerwowego licznika ponieważ Bryton był rozładowany do zera. Garmin wytrzymał cały trening ale bateria spadła z 100 do zaledwie 8 %.






Miasto 34
Poniedziałek, 5 października 2020 Kategoria Miasto
Km: | 71.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:00 | km/h: | 23.67 |
Pr. maks.: | 47.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 1410kcal | Podjazdy: | 1230m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Podsumowanie 37 tygodnia 2020
Niedziela, 4 października 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Bardzo trudny tydzień wreszcie
się skończył. Nie pamiętam tak słabego tygodnia, nie dość, że nie było za
bardzo czasu na trening czy odpoczynek to jeszcze pogoda nie pozwalała na zbyt
wiele. W sumie zaliczyłem tylko jeden konkretny trening przed sobotnią
czasówką. Nie miałem żadnych oczekiwań przed tym startem a raczej spodziewałem
się kompletnej klapy bo przez ostatnie dwa tygodnie nie towarzyszyły mi dobre
nogi a forma którą prezentowałem na początku września zaczęła ulatywać. Udało
się wyjechać na jeden krótki trening który chyba okazał się decydujący, oprócz
tego raczej odpoczywałem od roweru, raz skorzystałem z trenażera ale nie był to
wymagający i dużo wnoszący trening. Na czasówkę nie byłem specjalnie
przygotowany sprzętowo. Wybrałem zwykły rower na aluminiowych kołach, bez
lemondki. Ustawienie pozycji nie jest łatwą sprawą i nie miałem na to czasu, z
kół karbonowych zrezygnowałem głównie z powodu kończących się klocków
hamulcowych ale także wiatru, który odgrywał główną role. Przygotowanie do startu,
rozgrzewka były tym razem pozbawione błędów, na trasie dałem z siebie wszystko
ale moja jazda wyglądała gorzej niż zwykle, byłem jednak na tyle skuteczny, że wykręciłem
najlepszy czas. Było to moje pierwsze zwycięstwo, czy w pełni zasłużone to nie
wiem ale długo na nie czekałem. Od 2014 roku regularnie startowałem w
czasówkach typu uphill i stopniowo poprawiałem swoje rezultaty i zbliżałem się
do najlepszych, najpierw nie byłem w stanie wskoczyć do TOP 10 Open czy na
podium w kategorii, później stało się już to normą i w końcu znalazłem się w
najlepszej trójce i przy mojej formie byłem spokojny i wierzyłem, że w końcu wygram
z najlepszym czasem. Stało się to w tym, innym sezonie kiedy prezentuję życiową
formę ale w oficjalnych zawodach startowałem mało ale wyniki w poprzednich
czasówkach nie były przypadkowe. Poniżej wszystkie starty w czasówkach od 2014
roku:
Gołym okiem widać progres jaki notowałem w ostatnich latach. Raz zdarzył mi się start na rowerze MTB, bez dobrego sprzętu i przygotowania. Dwa razy na wynik wpłynął defekt sprzętu, gdyby nie to miałbym ciągłość wyników w TOP 10 Open od 2017 roku. Cały czas także tracę już mniej niż minutę na kilkunastominutowych czasówkach, to dobry, stabilny i wysoki poziom. Można powiedzieć, że wyspecjalizowałem się w górskich czasówkach i wyniki ostatnich sezonów to potwierdzają. Ostatni tegoroczny start to również czasówka, w dodatku na moją ulubioną Równicę. Na tym podjeździe zawsze jestem w stanie wydobyć z własnego organizmu wszystkie rezerwy. Niedawno poprawiłem rekord czasowy na niespełna 5 kilometrowym odcinku, do tego czasu należy dodać około minutę. Poprzednio odbyły się dwie czasówki na tym podjeździe, jednak dosyć dawno. Spisałem się na nich nieźle ale obecnie stać mnie na dużo więcej:


W tym roku rzadko jeździłem na Równice ale zaliczyłem kilka solidnych wjazdów:

Od pamiętnych czasówkę minęło kolejno 4-5 lat, osiągnięte w tym roku czasy są w większości lepsze niż na pierwszej czasówce i zbliżone do tego z drugiej czasówki. Jestem miłośnikiem statystyk i takie tabelki bardzo lubię. Mimo tego, że wiem na co mnie stać nie mam oczekiwań przed sobotą, jedyny cle to dać z siebie wszystko i w pięknym stylu zakończyć sezon. Wiele się jeszcze może wydarzyć przez tydzień ale jestem dobrej myśli.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Kolejny tydzień z bardzo małymi wahaniami wagi.
2.Obciążenie treningowe:

Ostanie dni przyniosły spadek obciążenie treningowego a zarazem wahania wartości ATL, CTL czy TSB. Czas potrzebny na regeneracje po kolejnych treningach również się zmieniał dynamicznie.
3.Najlepsze wartości mocy:

Moce w ostatnim tygodniu były słabe. Nie byłem w stanie się zbliżyć do życiowych nawet w czasie 10 czy 12 minut.
4.Dane liczbowe:

5.Podjazdy:


Dwa podjazdy i jeden rekord. Krótko, zwięźle, na temat.
6.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
W zasadzie rozpocząłem już roztrenowanie, chęć wystartowania na Równicy nijako wymusza zaaplikowanie jeszcze jednego treningu na Vo2Max. Ważne będzie także utrzymanie regularności treningów.

Gołym okiem widać progres jaki notowałem w ostatnich latach. Raz zdarzył mi się start na rowerze MTB, bez dobrego sprzętu i przygotowania. Dwa razy na wynik wpłynął defekt sprzętu, gdyby nie to miałbym ciągłość wyników w TOP 10 Open od 2017 roku. Cały czas także tracę już mniej niż minutę na kilkunastominutowych czasówkach, to dobry, stabilny i wysoki poziom. Można powiedzieć, że wyspecjalizowałem się w górskich czasówkach i wyniki ostatnich sezonów to potwierdzają. Ostatni tegoroczny start to również czasówka, w dodatku na moją ulubioną Równicę. Na tym podjeździe zawsze jestem w stanie wydobyć z własnego organizmu wszystkie rezerwy. Niedawno poprawiłem rekord czasowy na niespełna 5 kilometrowym odcinku, do tego czasu należy dodać około minutę. Poprzednio odbyły się dwie czasówki na tym podjeździe, jednak dosyć dawno. Spisałem się na nich nieźle ale obecnie stać mnie na dużo więcej:


W tym roku rzadko jeździłem na Równice ale zaliczyłem kilka solidnych wjazdów:

Od pamiętnych czasówkę minęło kolejno 4-5 lat, osiągnięte w tym roku czasy są w większości lepsze niż na pierwszej czasówce i zbliżone do tego z drugiej czasówki. Jestem miłośnikiem statystyk i takie tabelki bardzo lubię. Mimo tego, że wiem na co mnie stać nie mam oczekiwań przed sobotą, jedyny cle to dać z siebie wszystko i w pięknym stylu zakończyć sezon. Wiele się jeszcze może wydarzyć przez tydzień ale jestem dobrej myśli.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Kolejny tydzień z bardzo małymi wahaniami wagi.
2.Obciążenie treningowe:

Ostanie dni przyniosły spadek obciążenie treningowego a zarazem wahania wartości ATL, CTL czy TSB. Czas potrzebny na regeneracje po kolejnych treningach również się zmieniał dynamicznie.
3.Najlepsze wartości mocy:

Moce w ostatnim tygodniu były słabe. Nie byłem w stanie się zbliżyć do życiowych nawet w czasie 10 czy 12 minut.
4.Dane liczbowe:

5.Podjazdy:


Dwa podjazdy i jeden rekord. Krótko, zwięźle, na temat.
6.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
W zasadzie rozpocząłem już roztrenowanie, chęć wystartowania na Równicy nijako wymusza zaaplikowanie jeszcze jednego treningu na Vo2Max. Ważne będzie także utrzymanie regularności treningów.
Rozjazd 35
Niedziela, 4 października 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: | 40.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:47 | km/h: | 22.43 |
Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 659kcal | Podjazdy: | 620m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Plany
na ten dzień zmieniały się wielokrotnie Ostatnie z nich nie zakładały wyjazdu
na rower ale pojawiło się około godzinne okno czasowe które postanowiłem
wykorzystać. Wciąż mocno wiało z południa, nie miałem planu na trasę ani ochoty
na mocne podrygi wiec pojechałem w luźnym tempie w kierunku Ustronia. Wybrałem
jak zazwyczaj trasę z największą ilością podjazdów, możliwie blisko gór gdzie
wiatr jest mniej odczuwalny. Wyjeżdżając z domu było ciepło ale wiatr
skutecznie obniżał temperaturę odczuwalną. W ostatniej chwili wróciłem się po
rękawki. Jak mocno wiało przekonałem się już w momencie gdy ruszyłem z miejsca.
Generując około 200 Wat miałem problem aby jechać powyżej 10 km/h. Momentami
dało się szybciej jechać ale 20 km/h wskakiwało na licznik rzadko. Mogłem
próbować szybko zjeżdżać ale na drogach było sporo pieszych i przyśpieszanie
nie miało sensu bo po chwili musiałem hamować. Było mokro, drogi strasznie
zanieczyszczone i szkoda mi było klocków hamulcowych wiec i zjazdy sobie
odpuściłem. Wody było sporo i nawet mimo bardzo wolnej jazdy ubrudziłem rower.
Na następnym zjeździe złapałem nieco wiatru w plecy ale nie wykorzystałem go
mogąc jechać dużo szybciej. Na taki wiatr musiałem później długo czekać i po
chwili znów walczyłem z silnymi podmuchami. Ciężko się jechało mimo tego, że
starałem się nie szarżować tempa, na drogach poro liści, gałęzi a nawet konarów
drzew i wiele razy musiałem hamować. Najgorzej wygadała sytuacjaGrodźcu gdzie na około 100 metrowym odcinku
nie było czystegofragmentu jezdni.
Jadąc środkiem pod kołami był żwir a po bokach rzeki przykrywające w całości
opony. Jakoś przejechałem ten odcinek brudząc jeszcze bardziej rower, później
już było czyściej na drodze ale pod wiatr co bardzo przeszkadzało na zjeździe który
zwykle był szybki. Dużo czasu zajął mi dojazd do ronda w Górkach, zwykle byłem
tam 5-10 minut szybciej. Miałem jednak jeszcze czas aby dołożyć kilka
kilometrów, zrobiłem około 5 kilometrową pętelkę z jednym podjazdem i sporą ilością
złej jakości nawierzchni, nawet na głównej drodze asfalt był łatany i nierówny.
W końcu dojechałem do momentu w którym miałem jechać już z wiatrem w kierunku
Bielska. Podjazd w Górkach był najtrudniejszy na trasie, wrzuciłem co mam ale i
to okazało się za mało aby nie przepychać. Mimo przeszkód wróciłem tą samą
drogą do Grodźca. Nagrodą miał być szybki zjazd ulicą Solarską, z wiatrem w
plecy. Początek zjazdu wyglądał nieźle technicznie i nawet szybko a później
musiałem niestety hamować i odpuściłem, miałem jeszcze zapas czasowy i
dołożyłem jeden wymagający podjazd którego w tym roku jeszcze nie zaliczyłem. Nie
ukrywam, że podjazd dał mi w kość, może dlatego, że jechałem najwolniej jak się
da i brakowało przełożenia. Znowu zjazd nie był szybki z podobnych powodów jak
wcześniej czyli sporo zanieczyszczeń na drodze przez które nie dało się szybko
wchodzić w zakręty. Udało się za to szybko zjechać w kierunku Świętoszówki i wykorzystać
szybkość na podjeździe. Później skręciłem w bardziej boczne drogi i walcząc ze
zmiennym wiatrem kierowałem się już do domu. Na przedostatnim, bardzo
technicznym zjeździe dokonałem rzeczy niemal niemożliwej, jechałem dużo wolniej
niż pod górę, momentami poniżej 10 km/h. Powodem były tłumy pieszych i dwa
samochody które zaplątały się między nimi, odechciało mi się już jazdy ale nie
skróciłem trasy. Miałem jeszcze około 15 minut czasu ale nie wykorzystałem go
na wydłużenie jazdy. Dzięki tej jeździe mogłem sobie zrobić wolne od roweru w
poniedziałek.

Trening 123
Sobota, 3 października 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
Km: | 131.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:35 | km/h: | 28.58 |
Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 177177 ( 90%) | HRavg | |
Kalorie: | 2610kcal | Podjazdy: | 1350m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po czasówce pozostało mi wrócić
do domu. Miałem do przejechania około 50 kilometrów co powinno zająć około 2
godziny. Miałem do zabrania dodatkowy bagaż którego nie było wcześniej. Wyjechałem
o 16:50 i pierwsze kilometry do jazda z silnym wiatrem w plecy. Na wjeździe do
Wadowic na liczniku miałem ponad 40 km/h mimo bardzo umiarkowanej średniej
mocy. Przez miasto przejechałem szybko i bez najmniejszych problemów. Takie
pojawiły się za miastem gdzie jeden z kierowców wyprzedził mnie na centymetry,
zjechałem odruchowo na bok gdzie było sporo liści i tylne koło na moment
straciło przyczepność. Miałem nieco strachu ale na tym się skończyło, za
Wadowicami walczyłem z dużym ruchem ale jechałem z bocznym, lekko pomagającym
wiatrem, momentami wiatr pomagał bardziej i jechałem około 40 km/h. Ta trasa mi
odpowiada, gdyby nie duży ruch to byłoby idealnie. Po niecałej godzinie jazdy
byłem już w centrum Ket gdzie straciłem najwięcej czasu na jednym skrzyżowaniu.
Swoje musiałem odczekać aby objechać rynek, później już znowu spokojnie na
drogach. Ciężko zrobiło się w lesie miedzy Ketami a Kozami gdzie wiatr
przeszkadzał ale później znów zmienił kierunek. Wjeżdżając do Kóz miałem za
sobą godzinę jazdy i ponad 30 kilometrów na liczniku. Dużo mniej dzieliło mnie
od domu. Jechałem cały czas równym tempem z wysokim tętentem które towarzyszyło
mi w zasadzie od rana ale wciąż była to 2, momentami 3 strefa. Będąc już w
Bielsku zapadał zmrok, nie chciało mi się zatrzymywać i wyciągać lampki i
postanowiłem dojechać ciągiem do domu. Na ostatnim zjeździe puściłem się
odważnie, mogłem dokręcić bardziej i kilka sekund szybciej bym zjechał ale i
tak było nieźle, w łuki wszedłem szybko, pewnie, optymalnym totem. Ostatnie
kilometry już na luzie, częściowo po ścieżce rowerowej. Przejechanie 50
kilometrów zajęło mi mniej niż 100 minut, nie należę do szybkich kolarzy,
jeżdżę wyraźnie wolniej niż inni i taki czas na tym dystansie jest dla mnie
dobry.
Ponikiew Time Trial 2020
Sobota, 3 października 2020 Kategoria 0-50, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:12 | km/h: | 30.00 |
Pr. maks.: | 37.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 190190 ( 97%) | HRavg | 180( 92%) |
Kalorie: | 206kcal | Podjazdy: | 170m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Od ostatniego startu minęły trzy
tygodnie, w tym czasie starałem się utrzymać regularność treningów. Nie było to
łatwe i dopiero ostatni tydzień był gorszy. Mimo to postanowiłem wystartować w
czasówce organizowanej przez Klub Sportowy Aquila Peleton Wadowice. O tej
imprezie usłyszałem już w 2018 roku, wtedy nie pasował mi termin. Po raz
pierwszy pojawiłem się na starcie w 2019 roku, organizacyjnie wszystko było
dopięte na ostatni guzik i już wtedy mogłem powiedzieć, że ta czasówka znajdzie
stałe miejsce w moim kalendarzu. Tegoroczna edycja zapowiadała się obiecująco,
jedną z widocznych zmian jest elektroniczny pomiar czasu mówiący o tym, że
impreza się rozwija. Obstawa zawodów była bardzo podobna jak rok temu, zarówno
ilościowo jak i jakościowo, przed startem był jeden wyraźny faworyt ale to nie
on odgrywał najważniejszą role tylko utrudniający wszystkim jazdę południowy
wiatr który raz zawiewał bardziej ze wschodu, raz z zachodu.
Przed startem nie miałem żadnych oczekiwań. Po słabym tygodniu postanowiłem dojechać na start na rowerze nadrabiając braki treningowe, jechałem w miarę spokojnie ale nie odmówiłem sobie okazji do zaliczenia podjazdu na Przegibek. Początek był trudny, byłem bardzo niezadowolony ze swojej dyspozycji, jednak im bliżej Wadowic tym jechało się lepiej. Po drodze nie obyło się bez kilku niespodzianek, m.in. połamanych drzew tarasujących drogi czy remontu mostu w Andrychowie. Nie wpłynęło to jednak na wydłużenie czasu dojazdu i w biurze zawodów pojawiłem się planowo o 13:15. To wystarczyło aby znaleźć się w połowie listy startowej. Do startu miałem jeszcze 90 minut. Czas szybko zleciał, najpierw na jedzeniu, pogaduchach z dawno nie widzianymi znajomymi z innych zawodów czy wreszcie na rozgrzewce. Rozgrzewka była bardzo dokładna i efektywna. Na start przyjechałem dobrze przygotowany ale nie liczyłem na cuda.
Często miałem problem z efektywnym wystartowaniem ale tym razem ruszyłem szybko, pewnie i mocno. Po kilkudziesięciu sekundach jednak spuściłem z tonu i starałem się złapać rytm i trzymać równą kadencje, było to bardzo trudne i moja jazda była mniej lub bardziej szarpana. Wydawało mi się, że słabo jadę, na pierwszym trudniejszym fragmencie trasy prędkość spadła poniżej 30 km/h i później ciężko się było już rozkręcić i zamiast 35-37 km/h doszedłem do 34 km/h. Po trzech kilometrach już nawet tyle nie byłem w stanie utrzymać, pracowałem cały czas mocno i myślami byłem już na ostatnim kilometrze gdzie było bardziej odpowiadające mi nachylenie, przed wjazdem na trudniejszy odcinek byłem po około 9 minutach. Do tego momentu wyprzedziłem dwie osoby co niewiele mówiło o jakości mojej jazdy. Czułem już zmeczenie, jechało się ciężko ale dałem z siebie maksimum na ostatnich 1300 metrach podjazdu, doping przed metą wyzwolił ze mnie wszystkie moce i zafiniszowałem. Blisko minutę dochodziłem do siebie po czasówce, ujechałem się, rok temu miałem lepszą moc ale 15 sekund gorszy czas. Po 2 minutach i uzupełnieniu poziomu płynów dowiedziałem się, że mam najlepszy czas i ponad 10 sekund lepszy niż drugi. Na końcowe wyniki jeszcze musiałem poczekać bo jeszcze około 30 osób nie dotarło do mety. Nie czekałem jednak na dojazd wszystkich i spokojnie zjechałem na dół. Warunki wciąż były trudne i wszyscy walczyli ze zmiennym wiatrem. Kilkanaście minut oczekiwania na wyniki minęło szybko i byłem już pewny, że po 10 latach startów, wielu miejscach na podium w kategorii i kilku w OPEN po raz pierwszy wykręciłem najlepszy czas na czasówce. Kolejny dowód na to, że obecny sezon jest dla mnie życiowy. Ze swojej jazdy nie jestem w pełni zadowolony ale w tym wypadku nie ma co wyciągać z tego wniosków skoro wystarczyło to aby być najszybszym.
Organizacja imprezy stała na wysokim poziomie. Niskie wpisowe, bogaty pakiet startowy, optymalne zabezpieczenie trasy, dobra atmosfera i sponsorzy. Pod tym względem ląduje w czołówce tych w jakich miałem okazje brać udział.

Przed startem nie miałem żadnych oczekiwań. Po słabym tygodniu postanowiłem dojechać na start na rowerze nadrabiając braki treningowe, jechałem w miarę spokojnie ale nie odmówiłem sobie okazji do zaliczenia podjazdu na Przegibek. Początek był trudny, byłem bardzo niezadowolony ze swojej dyspozycji, jednak im bliżej Wadowic tym jechało się lepiej. Po drodze nie obyło się bez kilku niespodzianek, m.in. połamanych drzew tarasujących drogi czy remontu mostu w Andrychowie. Nie wpłynęło to jednak na wydłużenie czasu dojazdu i w biurze zawodów pojawiłem się planowo o 13:15. To wystarczyło aby znaleźć się w połowie listy startowej. Do startu miałem jeszcze 90 minut. Czas szybko zleciał, najpierw na jedzeniu, pogaduchach z dawno nie widzianymi znajomymi z innych zawodów czy wreszcie na rozgrzewce. Rozgrzewka była bardzo dokładna i efektywna. Na start przyjechałem dobrze przygotowany ale nie liczyłem na cuda.
Często miałem problem z efektywnym wystartowaniem ale tym razem ruszyłem szybko, pewnie i mocno. Po kilkudziesięciu sekundach jednak spuściłem z tonu i starałem się złapać rytm i trzymać równą kadencje, było to bardzo trudne i moja jazda była mniej lub bardziej szarpana. Wydawało mi się, że słabo jadę, na pierwszym trudniejszym fragmencie trasy prędkość spadła poniżej 30 km/h i później ciężko się było już rozkręcić i zamiast 35-37 km/h doszedłem do 34 km/h. Po trzech kilometrach już nawet tyle nie byłem w stanie utrzymać, pracowałem cały czas mocno i myślami byłem już na ostatnim kilometrze gdzie było bardziej odpowiadające mi nachylenie, przed wjazdem na trudniejszy odcinek byłem po około 9 minutach. Do tego momentu wyprzedziłem dwie osoby co niewiele mówiło o jakości mojej jazdy. Czułem już zmeczenie, jechało się ciężko ale dałem z siebie maksimum na ostatnich 1300 metrach podjazdu, doping przed metą wyzwolił ze mnie wszystkie moce i zafiniszowałem. Blisko minutę dochodziłem do siebie po czasówce, ujechałem się, rok temu miałem lepszą moc ale 15 sekund gorszy czas. Po 2 minutach i uzupełnieniu poziomu płynów dowiedziałem się, że mam najlepszy czas i ponad 10 sekund lepszy niż drugi. Na końcowe wyniki jeszcze musiałem poczekać bo jeszcze około 30 osób nie dotarło do mety. Nie czekałem jednak na dojazd wszystkich i spokojnie zjechałem na dół. Warunki wciąż były trudne i wszyscy walczyli ze zmiennym wiatrem. Kilkanaście minut oczekiwania na wyniki minęło szybko i byłem już pewny, że po 10 latach startów, wielu miejscach na podium w kategorii i kilku w OPEN po raz pierwszy wykręciłem najlepszy czas na czasówce. Kolejny dowód na to, że obecny sezon jest dla mnie życiowy. Ze swojej jazdy nie jestem w pełni zadowolony ale w tym wypadku nie ma co wyciągać z tego wniosków skoro wystarczyło to aby być najszybszym.
Organizacja imprezy stała na wysokim poziomie. Niskie wpisowe, bogaty pakiet startowy, optymalne zabezpieczenie trasy, dobra atmosfera i sponsorzy. Pod tym względem ląduje w czołówce tych w jakich miałem okazje brać udział.
