Po prawie tygodniu bez jeżdżenia zrobiłem krótką przejażdżkę. W sumie jechałem spokojnie z dwoma wyjątkami gdzie trochę przyśpieszyłem na podjazdach. Wnioski z Road Trophy już wyciągnięte, mam nadzieję, że w przyszłości tych samych błędów już nie popełnię. Po weekendzie zaczynam znowu trenować, kolejne cele to starty w GMJ, XI Rajdzie na Równicę i Rajczy Tour.
Ostatni etap, na początku miałem trochę pecha i niestety wynik był dużo gorszy niż się spodziewałem, ale na zjazdach i na płaskim samotnie to w moim przypadku jest 100% porażka w gonieniu i uciekaniu. Po kilku kraksach na początku etapu, pierwszy podjazd zaczynałem z ogona i niewiele udało się nadrobić, kolejny podjazd to niestety wleczenie się, wszyscy jechali tam kilka km/h i nie pozwalali się wyprzedzić i znowu starciłem, kolejny zjazd to dokręcanie na maksa a grupa i tak odjechała, ma podjazdach zyskiwałem na zjazdach traciłem, przed Jaworzynką prawie dogoniłem dużą grupę zawodników których mogłem ograć pod górę, na zjeździe mi odjechali i po gonitwie do granicy odpuściłem i spokojnie dojechałem samotnie do mety, wyprzedzając kilka osób. W tym roku etapówka dla mnnie bardzo nieudana, wszyscy robili ze mną co chciel, nawet czasowcy i sprinterzy, czyli biorąc pod uwagę cały sezon, moje wyniki na górskich maratonach wysnuwa się wniosek, że jestem tylko turystą a nie kolarzem amatorem, amatorzy to wygrywają wyścigi. Starta do lidera to aż 1h i 40 min na 260km, czyli sporo.
Trzeci etap, ustawiłem się z tyłu i na początku jeszcze traciłem, pierwszy podjazd bardzo nerwowo i niestety nogi odmówiły posłuszeństwa, na zjeździe ktoś mi wjeźdża do koła, już wiem kto, spadł mi łańcuch i wypadł bidon, bidon znalazłem a łańcuch nałożyłem i jechałem dalej, starty już spore a na zjazdach się powiększały, do granicy nikogo nie dogoniłem, dopiero jazda na kole jednego z faworytów Road Trophy Damiana Głowni który złapał kapcia i gonił czołówkę, pomogła mi dojechać do kogoś, okazuje się,że był to Rafał z RMT, na bufet wjechaliśmy razem a potem każdy już swoim tempem, większość trasy pokonałem samotnie, w Kamesznicy jak zaczęło padać to zatrzymałem się na dwie minuty na przystanku autobusowym, Koczy Zamek wszedł mocno w nogi, tam wyprzedziłem kilka osób, kolejna runda podobnie, dłuższy postój na bufecie i potem samotnie do mety, dopiero pod Koczy Zamek wyprzedzłem kilka osób i nie zmęczony wjechałem na metę.
Kolejna etapówka Road Trophy. W tym roku format jest nieco zmieniony, czasówka na start i trzy krótsze niż zwykle etapy. Fizycznie przygotowany byłem dobrze, niestety psychicznie było znacznie gorzej, dodatkowo nie byłem do końca wypoczęty na starcie. Po rozgrzewce ustawiłem się na starcie, byłem bojowo nastawiony. Początek pojechałem spokojnie i po 800m już zostałem wyprzedzony przez zawodnika startującego 30 sekund po mnie. Potem przyśpieszyłem i wyprzedziłem kilka osob, na metę wjechałem po 11min i 11 s co dało dobre 34 miejsce w OPEN i 5 w kategorii H. Wyprzedziłem wiele dobrych zawodników co trochę dodało mi otuchy przed kolejnymi etapami. Po wjechaniu wszystkich na metę zjechałem do miejsca startu w lekkim deszczu. To był jedyny etap z ktorego jestem zadowolony, potem było już znacznie gorzej.
Po udanej czasówce, miałem prawo startować z drugiego sektora, ustawiłem się zaraz za pierwszym sektorem z dobrą pozycją startową, początek był lekko pod górę i czołówka jechała mocno, starałem się utrzymać z przodu, udawało się to przez około 1km, potem juz ludzie się rozpychali i w końcu czołówka odjechała, początkowo próbowałem gonić, tracąc sporo sił, na zjeździe z Jaworzynki odstałem od reszty, potem małe zamieszanie, kilka osób leży, parę kapci i zrzuconych łańcuchów, pożyczam pompkę i dwie dętki i jadę dalej, w międzyczasie wyprzedziło mnie sporo osób w tym wszyscy rywale z kategorii, na podjeździe pod Zapasieki sporo podgoniłem, jak tylko zaczął się zjazd to kręcąc z dużą kadencją i tak zostałem z tyłu, niestety zjazdy to w dalszym ciągu moja pięta achillesowa, kolejne rundy przejechałem w dobrym tempie, stopniowo trochę nadrabiając, gdyby nie zjazdy to czas byłby o około 10-12min lepszy a to dałoby mi dobry wynik. Ostatecznie to był najlepszy etap ze startu wspólnego na tym wyścigu w moim wykonaniu.
Krótki, spokojny rozjazd po ostatnich treningach. Jechało się bardzo przyjemnie, nie musiałem się niczym przejmować, kadencją, prędkością, tętnem, powtórzeniami, czasem, itp. Forma jest dobra, może nie tak dobra jak w czerwcu ale jestem dobrej myśli. Jutro serwis rowerka, we wtorek jeszcze jedna przejażdżka i potem od czwartku w górach.
Standardowa pętelka przez Salmopol i Zameczek. Początkowo jechało sie ciężko, w Szczyrku się rozkręciłem i na Salmopol wjechałem w dobrym tempie co dało najlepszy czas od 2011roku, 13min i 55s. Zjazd bardzo wolny i postój przed podjazdem na Zameczek, ten podjazd wjechałem siłowo w 9min i 2s. Potem już zjazd, nieco szybszy niż z Salmopolu i ze zmiennym wiatrem do Bielska. Jutro jakiś spokojny rozjazd i potem odpoczynek przed nastepnym weekendem.