Na tą czasówkę pojechałem nie dlatego, że jestem dobrym czasowcem tylko w celu odzyskania podium w klasyfikacji generalnej czasówek. Zaopatrzyłem się w lemondkę, która miała mi pomóc w wywalczeniu trochę lepszego czasu. Trasa była ciekawa, ale kierunek wiatru był taki, że pierwszą część jechaliśmy z wiatrem a drugą pod wiatr. Przed startem zrobiłem rozgrzewką, około 40 minut, zauważyłem, że mam mało powietrza w przednim kole, przed samym startem jeszcze dopompowałem i ustawiłem się na rampie. Po starcie był krótki odcinek zjazdu, po którym nastąpił skręt w lewo i długa prosta z wiatrem, niestety powietrze znowu uciekło i w przednim kole miałem około 2 atmosfery, czyli prawie nic, mimo to ostro szarpałem a prędkość to ledwie 40km/h, po około 2,5km już zostałem wyprzedzony przez zawodnika startującego minutę po mnie, jak się później okazało zwycięzcę kategorii. Po nawrocie prędkość nieco spadła, jechałem 34-38km/h, nikt mnie już nie wyprzedził, n a mecie jestem z czasem 20min i 36s, co dało 10/13 miejsce w kategorii i 59/98 miejsce OPEN, zbyt dużo straciłem w pierwszej części trasy i potem już nie bardzo miałem gdzie nadrobić. Gdyby nie ten kapeć w przednim kole to urwałbym około 1-2min.
Kolejna edycja Pętli Beskidzkiej już przeszła do historii. W tym roku byłem kompletnie bez formy, zdziwiłem się,że aż tyle potrafiłem z siebie wykrzesać. Co do zajętego miejsca to zostawię to bez komentarza. Pogoda w tym roku była tradycyjna, czyli słońce i wysoka temperatura. Na starcie stanęło prawie 400 osób z czego 250 pojechało dystans PRO a około 130 wybrało dystans MARATON. Przed startem zrobiłem długą rozgrzewkę i dopiero ustawiłem się w sektorze. Po starcie nadrabiałem pozycje, pod Zameczek jechałem mocnym tempem i znalazłem się gdzieś w połowie stawki, złapałem grupę i razem jechaliśmy w kierunku Stecówki. Pierwszą rundę przejechałem asekuracyjnie tracąc kilka miejsc, na kolejnych już jechałem swoje, o dziwo nie traciłem zbyt wiele na zjazdach. Po każdej rundzie brałem kubek z wodą na bufecie i od razu wypijałem, w bidonach też wody ubywało. Na przedostatniej rundzie na zjeździe z Stecówki, o mały włos nie doszło do kraksy i tam odpadłem od grupki, złapałem ich na Połomiu i dalej znów jechaliśmy razem. Ostatnią rundę przejechałem już samotnie, niestety kilometr przed metą złapał mnie taki skurcz,że prawie spadłem z roweru, co chwilę musiałem stawać i straciłem na tym ponad minutę lub nawet więcej. W sumie to wyścig można zapisać na plus. Jeżeli byłbym w formie to może byłoby lepiej. Teraz czas na dwie czasówki, trzeba odzyskać podium w klasyfikacji a potem już góry do końca sezonu. Od dzisiaj zaczynam solidnie trenować by za miesiąc była forma.