Wpisy archiwalne w kategorii
Samotnie
| Dystans całkowity: | 179051.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.84%) |
| Czas w ruchu: | 6676:44 |
| Średnia prędkość: | 26.44 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2071211 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3854739 kcal |
| Liczba aktywności: | 2775 |
| Średnio na aktywność: | 64.52 km i 2h 26m |
| Więcej statystyk | |
Trening 21
Niedziela, 27 marca 2022 Kategoria 50-100, Cube '22, Samotnie, Szosa, Trening 2022, Zawody 2022
| Km: | 72.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:04 | km/h: | 23.48 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 192192 ( 98%) | HRavg | 134( 68%) |
| Kalorie: | 1662kcal | Podjazdy: | 1070m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po zmianie czasu na letni, ciężko było się zebrać do jazdy. Miałem jeszcze inne obowiązki i z dłuższej jazdy nic nie wyszło. Wyjechałem z domu około 10:30, od samego początku sprzęt nie działał jak należy. Łańcuch przeskakiwał na niemal każdym przełożeniu, Di2 raz zmieniało przełożenie, raz nie chciało, do tego pokazujący głupoty miernik mocy i czujnik tętna. Noga jakoś kręciła ale żadnej przyjemności z jazdy nie miałem. Starałem się jechać jak najtrudniejszą trasą skoro czasu na dłuższą jazdę nie miałem. Wiatr w plecy pozwolił zaliczyć kilka podjazdów i będąc w Skoczowie zatrzymałem się aby sprawdzić czy da się coś zrobić z rowerem. Przednia przerzutka już umarła i zmuszony byłem jechać na małej tarczy, zmiana położenia wózka przerzutki tylnej nie wiele pomogło i łańcuch dalej przeskakiwał. Przyjemności nie było już żadnej, dojechałem jednak na klubowe Rozpoczęcie Sezonu by chociaż zaznaczyć swoją obecność. Nie miałem ochoty na rozgrzewkę więc tylko przez chwilę pokręciłem i stanąłem na starcie. Trasa czasówki bardzo mi pasowała więc gdzieś w głębi serca czułem żal, że mój sprzęt nie działa jak należy. Nie przywiązywałem do tego większej wagi, miałem zamiar dać z siebie wszystko, bez względu na okoliczności tak by być zadowolonym i zmęczonym na mecie. Już na starcie miałem kilka sekund w plecy bo nie umiałem szybko i pewnie ruszyć i wpiąć w pedały. Szybko łańcuch znalazł się na możliwe twardym przełożeniu, patrząc na wskazania mocy mogłem już pomstować bo pomiar wskazywał, że nie przekraczam nawet 3 strefy mocy, po kilkuset metrach trafiłem na wąskie gardło, jadący środkiem rowerzysta na elektryku a z przeciwka motocykl i musiałem jeszcze zwolnić. Później udało się znowu rozpędzić i przyjąć inną taktykę, jadąc w górę rozkręcałem rower do maksymalnie wysokiej kadencji a na zjazdach przyjmowałem pozycję aerodynamiczną i dzięki temu nie traciłem tyle, bardzo odpowiadało mi to, że cały czas jest pod wiatr bo moje straty nie były tak duże. Dużo czasu zajął mi dojazd do Dębowca ale w drugiej części trasy mogłem tylko zyskać ze względu na to, że czekało na mnie więcej podjazdów. Pierwszy z nich nie poszedł mi zbyt dobrze, przeskakujący łańcuch nie sprzyjał utrzymywaniu równej mocy i w ten sposób kilka kolejnych sekund straciłem. Na kolejnym podjeździe już widziałem, że nie jest tak źle jak być mogło bo zobaczyłem przed sobą kolarza. Nie dałem sobie rady z tym podjazdem, starałem się jechać mocno ale niewiele z tego wyszło. Na najtrudniejszym technicznie zjeździe najadłem się sporo strachu bo na niewidocznym łuku w prawo wyskoczył mi samochód a ja jechałem dosyć szybko ale zmieściłem się na drodze, na kolejnym łuku w lewo musiałem uważać na biegającego sobie pieska. Na ostatnim podjeździe już dałem z siebie wszytko, w nogach była jeszcze przerwa a płuca już nie dawały rady. Wyprzedziłem jedną osobę ale w końcówce podjazdu już na tyle mnie brakowało, że musiałem spuścić z tonu, ostatnie 500 metrów nie było już tak dobre, nawet nie wiem jaki osiągnąłem czas ale moc była dosyć słaba więc nie mam żadnego punktu zaczepienia. Mogę z siebie być zadowolony, noga podaje całkiem nieźle, po raz kolejny moją słabością był sprzęt który miał bezpośredni wpływ na to jak wyglądała moja jazda. Ta wyglądała bardzo słabo zarówno technicznie jak i pod względem wykorzystania możliwości mojego organizmu. Stać mnie było na dużo lepszy czas, do sezonu jestem przygotowany bardzo dobrze, ważne starty dopiero przede mną więc nie przykładam żadnej wagi do tych zawodów, potraktowałem je jako trening. Po czasówce pojechałem jeszcze na kawę do Dębowca gdzie był czas m.in. na rozmowy. Wracałem znowu zaliczając sporą ilość hopek. Za Skoczowem Di2 umarło już całkowicie, na moje nieszczęście stało się to na podjeździe i łańcuch został na przełożeniu 36x25 więc powrót był bardzo wolny ale z wysoką kadencją. Tego dnia podjąłem tez kolejną decyzję i większą uwagę muszę przywiązywać do sprzętu ale niekoniecznie brać pod uwagę uwagi innych osób bo nie zawsze przemawia przez nich troska a czasami także zwrócenie na siebie uwagi i potrzeba wpływu na osiągniecia innych osób skoro nasze są przewidywalne bo łatwiej wymagać czegoś od innych niż od siebie samego.
Trening 20
Piątek, 25 marca 2022 Kategoria 50-100, Cube '22, Samotnie, Szosa, Trening 2012, Trening 2022
| Km: | 59.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:04 | km/h: | 28.55 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 135135 ( 69%) | HRavg | |
| Kalorie: | 1545kcal | Podjazdy: | 730m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wyjazd w sumie spontaniczny. Uświadomiłem sobie, że jeszcze nie testowałem nowych kół i postanowiłem to nadrobić. Trochę czasu zajęło mi zamontowanie kasety, łańcucha i okładzin hamulcowych. Zdecydowałem się na kasetę 11-32 i łańcuch na którym jeździłem całą jesień a nie jest jeszcze wyciągnięty nawet do 0,75. Po wyjeździe z domu czułem, że jedzie się lekko i przyjemnie ale było tak tylko do momentu wjazdu na główną drogę gdzie pojawiły się nieprzyjemne podmuchy wiatru w twarz. Pierwsze wrażenia z jazdy na kołach FFWD F3R oraz szytkach Continental Competition były bardzo pozytywne, koła niosły bardzo dobrze i nieźle radziły sobie na wietrze. Po dojeździe do pagórków kolejny test, tym razem w warunkach interwałowych, pod górę dawały sobie nieźle radę a na zjeździe łatwiej było uzyskać prędkość i ją utrzymać. Przyjemnie się jechało do Skoczowa a nawet dalej. Później zaszła potrzeba aby się zatrzymać, zrobiłem przy okazji zdjęcie kół w rowerze które całkiem nieźle się komponują z ramą i resztą komponentów. Po postoju ciężko się było rozkręcić a dodatkowo musiałem uważać na sporą ilość dziur w drogach. Prawdziwym miodem był zjazd z Zamarsk do Hażlach, mimo bocznego a nawet przeciwnego wiatru nie musiałem mocno kręcić aby utrzymać wysoką prędkość. Dłużej cieszyć się przyjemnością z nowych kół nie mogłem bo zacząłem marznąć, mimo ciepłego ubioru przy spadku temperatury zaczynałem odczuwać duży termiczny dyskomfort. Według pierwotnych prognoz do Bielska miałem jechać przy pomocy zachodniego wiatru, o ile podmuchy nie były w ogóle odczuwalne w Dębowcu czy na podjazdach w Simoradzu tak po zjeździe do zakorkowanego Skoczowa przekonałem się, że łatwo wrócić do domu nie będzie. Zimny wiatr odbierał resztki przyjemności z jazdy a w połączeniu z niską temperaturą powodował, że nie miałem za bardzo czym jechać. W połowie drogi jeszcze zapadł zmrok więc włączyłem oświetlenie. Jakoś doczłapałem do domu. Koła zdały pierwszy test a mój organizm po raz kolejny przegrał z warunkami. Mocne nogi to nie wszystko, muszę walczyć o poprawę dyspozycji w niskich temperaturach bo nie zawsze na trasie będzie przynajmniej 15 stopni a męczarnia w trudnych warunkach odbiera mi całą radość z jazdy na rowerze.
Trening 19
Czwartek, 24 marca 2022 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube '22, Ćwiczenia, Samotnie, Szosa, Trening 2022
| Km: | 45.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:48 | km/h: | 25.00 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 128( 65%) |
| Kalorie: | 1190kcal | Podjazdy: | 910m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trzeci wyjazd z rzędu. Tym razem szybciej się ogarnąłem po pracy i pojechałem na Przegibek aby w końcu zrobić jakiś konkretniejszy trening. Po ostatnich powtórzeniach w okolicy progu czy siłowych akcentach w 5 strefie mocy zafundowałem sobie coś czego nie lubię czyli sprinty w 6 strefie. Już przed jazdą zauważyłem, że miernik nie działa poprawnie i kalibracja nie wychodzi. Po kilku próbach to olałem i wyjechałem z zamiarem jazdy na wyczucie. Po drodze zrobiłem kilka akcentów na dobrym poziomie ale nogi jakoś specjalnie nie pracowały. Pierwsza seria powtórzeń też nie wyglądała dobrze, może to wina miernika a może jestem taki słaby, udało się zaliczyć aż 12 powtórzeń podczas 1 podjazdu na Przegibek, liczyłem na więcej ale podjazd się skończył, zwykle po 12 minutach jeszcze nie byłem na szczycie a moce wyraźnie lepsze. Nie przejmowałem się tym zbytnio i od razu ruszyłem w dół do Międzybrodzia. Drugi podjazd już był męczący, udało się ponownie zaliczyć 12 powtórzeń, mięsnie były już zmasakrowane więc na trzeci podjazd się nie zdecydowałem. Wracając do domu zaliczyłem jeszcze dodatkowy podjazd w Olszówce i już przy zapadających ciemnościach wróciłem do domu. Coraz gorzej działa mój miernik mocy, przestaję mu ufać i coraz więcej powtórzeń muszę opierać na odczuciach. O nowym na razie nie myślałem ale chyba trzeba będzie zacząć aby miało to jakieś ręce i nogi. Wbrew temu co pokazuje miernik czuję, że na tym etapie sezonu jestem w niezłej dyspozycji ale ze sporymi rezerwami które mam nadzieję wykorzystać.
Trening 18
Środa, 23 marca 2022 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2022, Cube '22
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:50 | km/h: | 30.00 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 1334kcal | Podjazdy: | 580m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny szybki wyjazd po pracy. Szybko robi się ciemno a za bardzo nie miałem opcji aby wyjść wcześniej do domu więc musiałem zadowolić się niespełna 2 godzinną jazdą. Nie chciało mi się znowu jechać na Przegibek, wówczas musiałbym aż dwukrotnie przejechać przez Bielsko więc pojechałem już dosyć oklepaną rundę przez Skoczów, Goleszów i Ustroń. Chciałem uniknąć skrzyżowania z Wiślanką w Skoczowie gdzie zwykle tworzą się korki więc przejechałem przez ścisłe centrum i zaoszczędziłem w ten sposób kilka minut. Wyjeżdżając było ciepło a im bliżej wieczora, tym chłodniej. Za Skoczowem dodatkowo upierdliwy stał się wiatr który wiał z południowego - zachodu. Walcząc z żywiołem dojechałem do Goleszowa gdzie przekonałem się jak mocno wieje. Po 55 minutach byłem w centrum Goleszowa a do domu miałem całe 3 kilometry więcej niż na dojeździe. Niemal nie pedałując poruszałem się z zawrotną prędkością w kierunku Ustronia. Tam zatrzymały mnie światła po których nie umiałem złapać rytmu, gdy tak się już stało na przemian walczyłem z bocznymi podmuchami wiatru jak i korzystałem z jego pomocy. Zaskoczył mnie trochę znak informujący o remoncie drogi w Lipowcu ale jakoś udało się przejechać, wiatr w dalszym ciągu robił dobrą robotę i dystansu ubywało w szybkim tempie. W Świętoszówce zorientowałem się, że lampki zostały w domu a widoczność już bardzo słaba, ratowało mnie to, że miałem jasny i widoczny z daleka strój więc bezpiecznie dojechałem do domu. Przejechanie tej trasy zajęło mi mniej czasu niż zwykle a nie czułem, że jadę jakoś mocniej a zmęczony już byłem przed jazdą więc taki trening nie zrobił na moim organizmie żadnego wrażenia. Dobrze, że wiosna nadchodzi a z nią zmiana czasu i dłuższe wieczory więc nawet 3 – 4 godzinne jazdy po pracy już wkrótce być może staną się możliwe.
Trening 17
Wtorek, 22 marca 2022 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, teren, Trening 2022
| Km: | 14.00 | Km teren: | 11.00 | Czas: | 01:11 | km/h: | 11.83 |
| Pr. maks.: | 43.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 164164 ( 84%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 628kcal | Podjazdy: | 510m | Sprzęt: Evo 2 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po kilku wymagających treningach na szosie dałem organizmowi nieco odpocząć i na kolejny trening wybrałem się w teren. Zakładałem zaliczenie dwóch podjazdów i zjazdów ale w trakcie oczywiście mi się odwidziało. Warunki do jazdy były zupełnie różne, na początek sporo suchego terenu, następnie kałuże i małe błotne ogniska a po wjeździe w las i rozpoczęciu podjazdu na Dębowiec także głębokie błoto, lód i śnieg. Dosyć dobrze sobie poradziłem z tym i postanowiłem jechać dalej aż na Cyberniok. Za Dębowcem już było znacznie trudniej, po suchym jakoś szło a w najbardziej trudnych momentach musiałem walczyć dodatkowo z pieszymi i innymi rowerzystami i z dobrego tempa jakim jechałem już dłuższy czas musiałem zrezygnować. Przed Cyberniokiem już nie było warunków do jazdy więc zszedłem z roweru. Na szczycie nie było widoków, poza zamglonym Bielskiem więc nie zatrzymywałem się i ruszyłem trudniejszą drogą w dół, tylko dwa razy zatrzymałem się nie mogąc złapać przyczepności w błocie, jest nieco lepiej niż jesienią ale wciąż muszę pracować nad jazdą w dół. Drugi podjazd pokonałem mocno ale momentami musiałem niemal się zatrzymywać przez błoto czy pieszych. Robiło się już ciemno więc technicznym zjazdem gdzie znowu miałem trochę problemów dostałem się do Jaworza i po kilku minutach byłem w domu. Na nic więcej nie mogłem sobie pozwolić, jednak godzina mocniej jazdy w terenie wystarczyła aby się zmęczyć. Trochę mi tego brakowało przez zimę.
Trening 16
Niedziela, 20 marca 2022 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2022
| Km: | 157.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:26 | km/h: | 28.90 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 168168 ( 86%) | HRavg | 142( 72%) |
| Kalorie: | 3931kcal | Podjazdy: | 1900m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Od kliku lat wiosną wybieram się na kawę do Lanckorony. Po raz pierwszy pojechałem tam w 2019 roku, w 2020 przez awarię roweru na trasie nie dojechałem do punktu docelowego co udało się w 2021 roku. Warunki wietrzne na trasie i czas sprzyjały temu aby znowu się tam wybrać. Naprzemiennie do Lanckorony jadę raz przez Wadowice a wracam przez Żywiec a w kolejnym roku odwrotnie. W tym roku wybrałem bardziej górzysty dojazd do Lanckorony, ale ze względu na wzmożone remonty w rejonie Międzybrodzia czy Tresnej zrezygnowałem z przejazdu przez Przegibek i jechałem tradycyjną drogą. Wyjeżdżając z domu były ledwie 3 stopnie na termometrze, zapowiadano 10 więcej wiec ubrałem się na około 10 stopni co wiązało się z tym, że na początku marzłem. Już w Bielsku czułem, że nie będzie to przyjemna przejażdżka, ze względu na ilość samochodów których w niedzielę o podobnej porze było zazwyczaj znacznie mniej. Jadąc spokojnie przez miasto musiałem zatrzymywać się na wszystkich skrzyżowaniach ze światłami co skutecznie wybijało mnie z rytmu którego i tak nie umiałem złapać. Dopiero za Bielskiem jechało mi się lepiej ale odczuwałem duży ból nóg a konkretnie stawów znacznie obciążonych powtórzeniami na niskiej kadencji zafundowanymi sobie dzień wcześniej. Do Żywca gdy wiatr nie przeszkadzał i nie było trudnych podjazdów dojechałem całkiem sprawnie, za miastem już było gorzej i strasznie męczyłem się na hopkach. Tętno było wysokie a ja nie umiałem dostarczyć wymaganej ilości tlenu do pracujących mięśni. Był to prawdziwy test dla głowy, gdyby była słaba nie jechałbym dalej tylko wrócił się do domu. Pracowałem wyłącznie głową i sercem i dlatego poruszałem się dalej. Aby problemów na trasie było mało cały czas byłem głodny, tak stan często się u mnie pojawia i w kolarskim słowniku nosi nazwę bomby głodowej. Na jednej z hopek miałem problem ze znalezieniem proteinowego batona który na pewno był w kieszeni i zatrzymałem się na moment. Udało się znaleźć zgubę ale przyjęcie tej dawki energii w niczym mi nie pomogło. Myślałem, że na płaskim i zjeździe pod wiatr coś uda się zyskać, może i tak było bo w Suchej Beskidzkiej byłem mniej więcej o tej godzinie co zakładałem. Na drugą stronę drogi krajowej też dostałem się szybko i sprawnie więc mogłem sobie pozwolić na krótki postój jeszcze przed przełęczą Sanguszki, był jakiś podjazd ale bardzo krótki i łagodny i nawet nie wiedziałem, że to jest ta przełęcz. Po zjeździe do Harbutowic natrafiłem na pożar traw i musiałem się zatrzymać na moment aby umożliwić dojazd strażakom, mimo zjazdu na pobocze pojazd musiał zwolnić bo kierowcy jadący z przeciwka nie zrobili mu miejsca a mieli na to warunki. Po płaskim dojeździe do Sułkowic czekał mnie jeszcze kilkukilometrowy podjazd do Lanckorony, tą drogą jeszcze nie jechałem i podjazd dał mi nieźle w tyłek mimo tego, że po raz pierwszy tego dnia jechałem z wiatrem. Podjazd wycisnął ze mnie wszelkie poty ale mogłem powiedzieć, że zasłużyłem na odpoczynek bo mając już w nogach 90 kilometrów ciężkiej trasy które pokonałem w całkiem niezłym tempie i będąc w słabej dyspozycji było naprawdę wymagające. Trafiłem w idealnym momencie bo udało się kupić kawę i gofra zanim pojawiła się spora kolejka, w innych punktach gastronomicznych już wcześniej były duże kolejki. Po około 20 minutach odpoczynku ruszyłem w powrotną drogę. Miałem jeszcze zapas jedzenia jakby stan wiecznego głodu towarzyszył przez niemal całą drogę do Lanckorony. Po kilku minutach jazdy stwierdziłem, że nic się nie zmieniło. Mając już mocno ograniczone możliwości czasowe postanowiłem wracać główną drogą aż do Bielska. Mimo sporej ilości hopek na trasie wiatr w plecy pozwolił szybko przejechać cały odcinek, dopiero w Kozach złapał mnie kryzys, zabrakło wody i jedzenia więc zatrzymałem się w sklepie. To był błąd bo później nie mogłem włączyć się do ruchu a gdybym przetrwał jeszcze kilka minut to szybciej włączyłbym się później do ruchu. Jadąc przez Bielsko znowu udało się zyskać nieco czasu, mimo tego, że jechałem dosyć spokojnie. Mimo nieplanowanego postoju w sklepie byłem w domu kilka minut przed planowanym powrotem. Z tej jazdy nie mam prawa być zadowolony ale jestem, mimo wielu przeciwności i problemów czułem przyjemność z jazdy, zwłaszcza z tego, że mogłem sobie pojeździć kilka godzin co u mnie nie jest codziennością. Patrząc na to z innej perspektywy, mimo niedyspozycji sportowej pokonałem tą trasę szybciej niż zazwyczaj a warunki były bardzo trudne, takie w jakich zupełnie sobie nie radzę. Mimo ciągłych problemów w tym roku radzę sobie lepiej niż w poprzednich latach i być może coś z tego w tym roku będzie.
Trening 15
Sobota, 19 marca 2022 Kategoria 50-100, Cube '22, Ćwiczenia, Samotnie, Szosa, Trening 2022
| Km: | 51.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:00 | min/km: | 2:21 |
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | |||
Ciężki to był trening. Po raz kolejny wybrałem się na Przegibek gdzie najlepiej wchodzą różnego typu powtórzenia. Już na rozgrzewce czułem, że coś jest nie tak. Walczyłem głównie z przeciwnościami losu, takimi, jak zimny, schodzi wiatr czy niska temperatura a w takich warunkach stoję na przegranej pozycji. Nie wiem co podkusiło mnie aby zdecydować się na intensywny trening. Według planu dojechałem do Straconki gdzie zaczęły się schody. Po raz pierwszy od dawna wystąpił problem z Di2 i dopiero po kilku próbach łańcuch zszedł z blatu na małą tarczę w korbie. Zamiast trzymać się schematu jaki obrałem już zimą czyli jak najmniej niskiej kadencji zafundowałem organizmowi prawdziwy wycisk którego skutki okazały się nieprzewidywalne. Podjazd potraktowałem interwałowo zaczynając od 2 minut spokojnej jazdy na kadencji około 90, później przez minutę jechałem twardo z mocą na poziomie strefy 5 a momentami nawet 6. Pierwszy podjazd poszedł w miarę sprawnie ale czułem jak spora ilość pary idzie w gwizdek. Drugi podjazd był już oporniejszy a o trzecim chciałbym szybko zapomnieć, w końcówce miałem już serdecznie dosyć i powiedziałem sobie, że w najbliższym czasie nie zdecyduję się na trening siłowy. Powrót do domu nie był przyjemnym przeżyciem ale na koniec z silnym wiatrem na zjeździe dokręciłem na maksa i wyrwałem „KOMa” czyli po raz kolejny wyrwałem się ze schematu bo nigdy nie walczę o czasy na segmentach a szczególnie te prowadzące w dół. W domu niedługo po powrocie z treningu zaczęły mnie boleć stawy, przesadziłem trochę podczas treningu. W Hiszpanii nie było takich niespodzianek i po raz kolejny pochyliłem się nad własnym zdrowiem, prześledziłem wszystkie pozycje w rubryce, witaminy, suplementy i żywienie ale odpowiedzi nie znalazłem. Chyba teraz wychodzi obciążenie jakie zadałem sobie w Hiszpani i po prostu muszę przez to przejść aby w sezonie było już dobrze i bez problemów z układem kostno-stawowym.
Trening 14
Czwartek, 17 marca 2022 Kategoria 50-100, blisko domu, Cube '22, Samotnie, Szosa, Trening 2022
| Km: | 53.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:04 | km/h: | 25.65 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | HRavg | 130( 66%) | |
| Kalorie: | 1416kcal | Podjazdy: | 1140m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po trzech treningach z rzędu dałem organizmowi nieco czasu na odpoczynek ale po nim przystąpiłem już do bardziej wymagającego treningu z powtórzeniami na progu FTP. Taki trening najlepiej wychodzi mi na podjazdach więc na początek wybrałem Przegibek. Byłem bardzo ciekawy jak będzie wyglądał ten trening bo po raz ostatni w terenie podobne założenia realizowałem niemal pół roku temu a w podobnych warunkach pogodowych dobre 11 miesięcy temu, od tego czasu dużo się wydarzyło i mój organizm zupełnie inaczej reaguje na różnego rodzaju bodźce. Wyjechałem wiec ubrany nieco lżej ale z dodatkowymi warstwami w kieszeni. Zabrałem jeden bidon z napojem izotonicznym, banana i żela więc na 2 godziny powinno wystarczyć mi energii. Przed treningiem nie bardzo miałem czas zjeść konkretne śniadanie wzorem tych serwowanych w Hiszpanii więc mogłem spodziewać się wszystkiego. Dwa dni wcześniej przetarłem sobie szlak jadąc dokładnie tą samą trasą do Międzybrodzia więc wiedziałem czego się spodziewać. Pierwsze kilometry poświeciłem na rozgrzanie i rozkręcenie nogi i dopiero na ostatnim wzniesieniu przed Przegibkiem solidnie przepaliłem nogę. Już wtedy czułem, że coś jest nie tak, nogi chciały kręcić mocno, głowa również ale płuca nie dawały rady, oddech był bardzo płytki, liczyłem na to, że jest to chwilowa niedyspozycja i przy kolejnym mocnym zrywie wszystko wróci do normy. Nic takiego jednak miejsca niestety nie miało. Pierwszy podjazd poszedł jako tako, bo nogi były jeszcze świeże, bez odpowiedniej ilości tlenu jednak szybko się zakwasiły i już końcówka podjazdu wyglądała gorzej, mimo to do zaplanowanych 12 minut brakło mi podjazdu. Zjazd musiałem z wielu względów odpuścić i sporo czasu straciłem także na postoju. Drugi podjazd to znowu praca nóg i głowy i bardzo podobne odczucia po 12 minutach wysiłku. Już wtedy czułem, że trzeci podjazd będzie już na dobicie i tak też było. Od połowy pracowałem już wyłącznie głową, nogi odmawiały współpracy a płuca dalej były w swoim świecie. Odkąd pamiętam w niskich temperaturach miałem problemy z wydolnością ale takie problemy pojawiły się dopiero rok temu, myślałem, że diagnozy lekarzy o obniżonej sprawności mojego układu oddechowego to tylko bajki a jak widać nie do końca. Średnio co 3 miesiące przechodzę badania, robię RTG klatki piersiowej i od maja ubiegłego roku nie ma żadnych zmian, wtedy były spore ale wiem, że miałem wcześniej Covida i to są powikłania po tym cholerstwie. W najlepszym momencie poprzedniego sezonu gdy organizm pracował na właściwych obrotach, problemy z oddychaniem zeszły na dalszy tor a obecnie znów to wraca. Zastanawiam się czy kiedyś wrócę do wydolności która pozwalała wykorzystać 100 % możliwości mojego organizmu. Mimo tego, że jest lepiej jak w tamtym roku to wciąż mam problemy które zabierają mi sporo, w tym radość z uprawiania tego sportu, staram się z tym walczyć ale ciężko pogodzić się z faktem, że nie jestem w stanie dawać z siebie 100 % w każdej sytuacji. Na powrocie do domu próbowałem zaatakować jeden podjazd i poprawić swój czas na segmencie Stravy, segment jednak był dłuższy i zawierał niebezpieczne bardzo rondo na którym musiałem zwolnić, podjazd pokonałem możliwie mocno ale na końcówce straciłem. Czas poprawiłem ledwie o 2 sekundy a stać mnie było na więcej, nawet przy słabej wydajności płuc. Drugi atak przeprowadziłem na kolejnym podjeździe ale tutaj już mnie brakło, dusiłem się nie mogąc doprowadzić tlenu do mięśni i odpuściłem całkowicie. Powrót do domu to z kolei ciekawa historia i po raz kolejny pokaz głupoty kierowców, na wąskiej, remontowanej drodze nie potrafili rozsądzić między sobą kto ma właściwie pierwszeństwo i droga była zablokowana. Cały paradoks polega na tym, że niedawno otwarto nową, szeroką drogę którą nawet jak ma się dalej to jedzie się znacznie szybciej niż bocznymi drogami ale kierowcy tego nie rozumieją, nic nie zyskują w ten sposób a okazja do uszkodzenia samochodu jest idealna. Udało mi się poboczem minąć zator i spokojnie wrócić do domu. Trening dał mi wiele odpowiedzi na pytania. Mogę stwierdzić jednoznacznie, że od formy jestem bardzo daleki, brakuje współpracy miedzy poszczególnymi układami w organizmie i to jest w tym momencie największy problem. Chyba się już starzeję i nie stać mnie już na to na co mogłem sobie pozwolić kilka lat temu, jest silny mentalnie więc akceptuję sytuację jaka jest i zamierzam pracować nad tym aby mój organizm chciał współpracować w 100 % a wtedy stać mnie na wiele.
Trening 13
Wtorek, 15 marca 2022 Kategoria 50-100, Cube '22, Samotnie, Szosa, Trening 2022
| Km: | 52.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:04 | km/h: | 25.16 |
| Pr. maks.: | 74.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1453kcal | Podjazdy: | 1000m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trzeci trening tlenowy z rzędu. Tym razem nie odmówiłem sobie przyjemności i zaliczyłem po raz pierwszy w tym roku podjazd na Przegibek. Na starcie znowu dylemat, jak się ubrać ale szybko rozwiałem wszelkie wątpliwości i ubrałem się nieco lżej jak dzień wcześniej, na termometrze nieco więcej stopni a teren też na ogół cieplejszy niż rejon Istebnej więc z jednej warstwy mogłem zrezygnować ale kurtka w kieszeni się znalazła. Do Straconki dojechałem oczywiście bocznymi dróżkami z zaliczeniem kilku okolicznych hopek. Sam podjazd na Przegibek poszedł mi znowu zaskakująco dobrze, udało się jechać równym, nie za mocnym tempem z odpowiednią kadencją i dosyć szybko znaleźć się na szczycie, było na tyle ciepło, że nie ubierałem wiatrówki. Niestety na samej przełęczy wyprzedził mnie samochód i musiałem jechać jego tempem, skupiłem się wyłącznie na technicznym aspekcie i pod tym względem zjazd wyglądał nieźle, szybkość również była jak na warunki dobra. W drugiej części ćwiczyłem równą jazdę w dół bo na takich odcinkach dużo tracę a już za niecałe 4 tygodnie wyścig na którym znajdują się aż 2 takie odcinki na każdej z 4 pętli więc miałem motywację aby dokręcać na prostej w dół. Początkowo myślałem wracać przez Kozy lub Zarzecze ale postanowiłem zawrócić, zaliczyć jeszcze raz Przegibek i po raz drugi poćwiczyć zjazd. Podjazd poszedł znowu nieźle, mimo walki z wiatrem a zjazd już niestety gorzej. W pierwszej części brakowało szybkości, ze względu na ukształtowanie terenu i konieczność ciągłego dokręcania a w drugiej części stan drogi nie pozwalał na szaleństwa, technicznie też było gorzej ale nie tak tragicznie by nie wyciągać żadnych pozytywów z tego zjazdu. Patrząc na segmenty na Stravie to wyższe miejsca zajmuję w tegorocznym zestawieniu na zjazdach niż podjazdach. Nie chciało mi się wracać tą samą drogą wiec wróciłem przez Lipnik i centrum. Trochę czasu straciłem na skrzyżowaniach czy w ciasnych miejscach a także na walce z wiatrem na ostatnich kilometrach. Koło domu nieco dokręciłem aby uzbierało się 1000 metrów w pionie. Trening całkiem niezły i chyba optymalny dla czasu jaki mogę przeznaczać na jazdę w tygodniu i remontach drogi w okolicy Międzybrodzia. Może liczby nie oddają dobrze tego stanu ale w tym roku jeździ mi się naprawdę lekko i przyjemnie ale niewiadomą pozostaje wciąż dyspozycja podczas bardziej intensywnych ćwiczeń. Na jej podstawie będę mógł stwierdzić w jakiej jestem właściwie formie i ile mi brakuje do optymalnej dyspozycji pozwalającej na bardziej wymagające treningi w górach czy udział w zawodach.
Trening 12
Poniedziałek, 14 marca 2022 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2022
| Km: | 105.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:49 | km/h: | 27.51 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 2712kcal | Podjazdy: | 1290m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Mając nieco więcej czasu postanowiłem go wykorzystać na dłuższy trening tlenowy. Długo się nie zastanawiałem i postanowiłem jechać w kierunku Wisły z jednego ważnego powodu, na tym etapie sezonu nie nawiedzę wracać pod wiatr a mocny ciąg z południa wykluczał inne kierunki jazdy. Wyjechałem kilka minut przed 9 w bardzo przyjemnej temperaturze ale ubrany na warunki jakie panują w górach i z dodatkowymi elementami ubioru w kieszeni. Od początku jechało się bardzo lekko i przyjemnie, do momentu aż zjechałem z głównej drogi przed Skoczowem, tam zaczęły pojawiać się silne podmuchy bocznego wiatru a nawierzchnia wyglądała jak szwajcarski ser, jeden, chyba najbardziej dziurawy odcinek sobie odpuściłem i skorzystałem z równej, asfaltowej =ścieżki nad Wisłą, aby na nią wjechać musiałem pokonać trudniejszy technicznie odcinek i to się udało, na MTB gdzie kierownica jest szersza byłoby znacznie trudniej. Po powrocie na główną drogę w Ustroniu walczyłem już z czołowym wiatrem, wiał raczej ze stałą prędkością więc dobrałem przełożenie i pilnowałem kadencji, równym tempem dojechałem do Wisły. Po weekendzie ruch na drogach był mniejszy i sprawnie przejechałem przez Wisłę. Podjazd na Kubalonkę okazał się zmarszczką, zwykle męczyłem się podczas pierwszych podjazdów w sezonie a po hiszpańskich wojażach gdzie dobrze radziłem sobie z podjazdami nie mam żadnych problemów na własnym podwórku. Na przełęczy jeszcze sporo śniegu i bardziej odczuwalny wiatr więc założyłem co mam i spokojnie zjechałem do Istebnej. Tam popełniłem błąd nie zdejmując kurtki, rozpiąłem ją tylko ale to nic nie dało i trochę się spociłem w słońcu wspinając się na Ochodzitą. Po raz pierwszy odczułem brak 32 zębów z tyłu, na 28 momentami przepychałem ale w miarę równym tempem pokonałem najtrudniejsze fragmenty podjazdu. Były jednak miejsca na drodze, gdzie przez brak słońca znajdował się lód. Udało się ominąć wszystkie tego typu pułapki i podziwiać widoki spod karczmy na Ochodzitej. Widoczność była na tyle dobra, że w oddali dojrzałem Tatry. Chwilę rozkoszowałem się widokami ale czekał mnie zjazd więc ruszyłem zanim moje ciało się całkiem wychłodziło. Dziwnie zjeżdżało się główną drogą bez kostki, ten odcinek bruku miał symboliczne znaczenie dla tej drogi ale to już historia. Na zjeździe nie nastawiłem się na szybkość ale bezpieczeństwo, w drugiej części pojawiło się sporo dziur i miejmy nadzieję, że drogowcy coś z tym zrobią na wiosnę. W Milówce już nie miałem picia więc zatrzymałem się przy sklepie, uzupełniłem bidony i energię, wypiłem ciepłą herbatę i ruszyłem w kierunku Bielska. Czasu już nie miałem zbyt dużo więc zrezygnowałem z górek i jechałem przez Żywiec, po drodze kilka spowolnień ale też moment, że leciałem po 40 km/h na płaskim. Zakładałem, że przejadę tą trasę w 4 godziny netto a udało się urwać z tego ponad 10 minut. Po raz kolejny sam siebie zaskoczyłem, dobrze pamiętam czasy gdy ta trasa była najtrudniejszą w sezonie i po jej przejechaniu byłem zmęczony a przejechanie jej zajęło mi więcej czasu. Tym razem zarówno trasa jak i tempo nie zrobiły na mnie wrażenia, obrany jesienią kierunek przygotowań do sezonu okazał się prawidłowy i już teraz mam dobrą nogę, przynajmniej na dłuższe jazdy tlenowe a nieraz z tym był problem. Nie radzę sobie z niskimi temperaturami i w tym roku odczuwam to bardziej i stosuję jedną warstwę ciuchów więcej niż w poprzednich latach a komfortu termicznego i tak nie odczuwam. Oczywiście czeka mnie sporo pracy nad zjazdami czy innymi elementami kolarskiej układanki ale bazę do rozwoju przygotowałem naprawdę solidną więc z optymizmem patrzę na kolejne treningi i początek sezonu który już coraz bliżej.







