Wpisy archiwalne w kategorii
Szosa
| Dystans całkowity: | 183822.50 km (w terenie 620.00 km; 0.34%) |
| Czas w ruchu: | 6780:57 |
| Średnia prędkość: | 26.88 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2044434 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3844166 kcal |
| Liczba aktywności: | 2695 |
| Średnio na aktywność: | 68.21 km i 2h 32m |
| Więcej statystyk | |
Rozgrzewka i Rozjazd
Niedziela, 1 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 12.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:28 | km/h: | 25.71 |
| Pr. maks.: | 55.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 230kcal | Podjazdy: | 160m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
ITT Czarna Wisełka 2018
Niedziela, 1 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:14 | km/h: | 25.71 |
| Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 321kcal | Podjazdy: | 240m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po sobotnim
wyścigu, w niedziele czekała na zawodników czasówka na zmienionej trasie, dłuższej
i ciekawszej niż Zameczek. Czułem się lepiej niż w sobotę, ale warunki do jazdy
były jeszcze mniej sprzyjające niż dzień wcześniej. Podczas rozgrzewki temperatura
spadła nawet do 6 stopni, było tak zimno, że nogi nie chciały kręcić. Kilka
mocniejszych akcentów rozgrzało mnie i mogłem rozebrać część ubrań i ustawić się
na starcie. Ruszyłem mocno, nie miałem problemów z wpięciem się i nie straciłem
na tym nic. Nie zabrałem opaski tętna i bazowałem tylko na mocy. Po mocnym
początku trochę popuściłem i trzymałem równe tempo przez pierwsze dwa
kilometry. Po skręcie w prawo na najtrudniejszy fragment dałem z siebie dużo więcej,
bardzo mocna jazda pozwoliła mi sporo zyskać i wyprzedziłem jedną osobę a drugi
zawodnik był blisko z przodu. Dobry czas przeczuwałem już przy schronisku na
Stecówce. Ostatni fragment czasówki to już typowo interwałowy odcinek.
Wrzuciłem na dużą tarcze z przodu i jechałem już ile mogłem, miałem dwa momenty
słabości ale jakoś je przezwyciężyłem i z dobrym czasem minąłem linię mety. Nie
wiedziałem jak pojadą rywale i czekałem z niecierpliwością na dojazd wszystkich
do mety. Nie wszyscy wystartowali i mój czas dał wysokie 6 miejsce OPEN i 3 w
mojej kategorii wiekowej, nie tak dużo
brakło by być wyżej, ale tego dnia nie byłem w stanie dać z siebie więcej i
jestem bardzo zadowolony. Wreszcie przełamałem passę czasówek z miejscami 4-6,
na kilkanaście czasówek jakie pojechałem w ostatnich latach, 2 razy udało się wygrać
a pozostałe to najczęściej były miejsca 4-6 stąd to 3 miejsce cieszy jeszcze
bardziej. Biorąc pod uwagę małe problemy zdrowotne to taki wynik przed startem
brałbym w ciemno. Był to kolejny bardzo dobry weekend startowy wieńczący
pierwszą, bardzo intensywną część sezonu. Początek sezonu był pechowy ale gdy
pech odpuścił to poniżej pewnego poziomu nie zszedłem i wiem co muszę poprawić
przed dalszą częścią sezonu. Planuje przerwę w startach ale być może treningowo
gdzieś wystartuje, najbliższe ważniejsze starty to Przełomy Wisłoka i czasówka
w Rymanowie.






Rozgrzewka i Rozjazd
Sobota, 30 czerwca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 23.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:50 | km/h: | 27.60 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 174174 ( 89%) | HRavg | 131( 67%) |
| Kalorie: | 450kcal | Podjazdy: | 120m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pętla Beskidzka 2018
Sobota, 30 czerwca 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 86.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:51 | km/h: | 30.18 |
| Pr. maks.: | 85.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 165( 84%) |
| Kalorie: | 2693kcal | Podjazdy: | 1650m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Już połowa roku
minęła, więc przyszedł czas na Pętlę Beskidzką. Ten maraton zawsze dla mnie był
sentymentalny, od tego maratonu w 2009 roku zacząłem amatorsko startować w
imprezach amatorskich i nie wiem czy bym w ogóle wrócił do startów gdyby nie
ten maraton.
Kilka razy szykowałem najlepszą formę na ten dzień i nie inaczej było w tym roku. Jak się nastawiałem na wynik to zawsze coś stawało na przeszkodzie, w tym roku znowu nie wszystko zagrało jak powinno. Od dłuższego czasu miałem problemy ze zdrowiem. Przy dłuższym mocniejszym wysiłku brakowało mnie, nie był to problem z mocą a z oddechem, brakowało mi tlenu. Jest to skutek nieco zmienionych w ostatnim czasie warunków pracy a także zmiennych warunków atmosferycznych i słabej regeneracji. Wizyta u lekarza potwierdziła wszystko i zalecono mi oszczędzanie się i zmniejszenie wysiłku.
Nie miałem zamiaru rezygnować ze startu w Pętli ale w dzień startu miałem spory dylemat. Rano czułem się źle, nie byłem w stanie zjeść normalnego śniadania a temperatura powietrza nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz. Jedyną słuszną decyzją była zmiana dystansu na jedną rundę, bałem się, że nie podołam dłuższej trasie a 6 godzin w ciągu dnia w tym roku jeszcze nie jechałem. Była to chyba słuszna decyzja i wcale jej nie żałuję.
Na rozgrzewce nic nie wskazywało na dobrą jazdę i jedynym światełkiem w tunelu był fakt, że zjadłem normalny posiłek przed startem. Po kilku decyzjach o ubiorze zdecydowałem się na krótki strój i rękawki. Na start przyjechałem dosyć późno i nie miałem dobrej pozycji startowej. W moim przypadku to jest kluczowe, nie jestem w stanie przepychać się do przodu a jadąc na czele peletonu jestem w stanie utrzymać w miarę równe tempo. Udało mi się wystartować z nieco lepszej pozycji ale po starcie już zacząłem tracić i kilka razy było niebezpiecznie, im bliżej startu ostrego tym więcej było zrywów i kilka razy trzeba było hamować, te stary honorowe są bardzo niebezpiecznie i nie wiem czy lepi nie byłoby od razu puścić peletonu i zacząć ściganie dużo wcześniej. Pierwszy krótki podjazd przed zaporą poszedł mi fatalnie, w ogóle nie byłem w stanie kręcić swoim tempem i nic nie zyskiwałem. Przed Zameczkiem byłem już za peletonem i nie bardzo wierzyłem w to, że zaliczę dobry wyścig. Na początku Zameczka zacząłem nadrabiać, spory tłum trochę to utrudnił ale później stopniowo szło coraz lepiej, czas wyszedł bardzo przeciętny ale nadrobiłem sporo. Czołówka była daleko z przodu ale do drugiej grupy załapać się mogłem. Na zjeździe oczywiście straciłem, ale nie dużo i dogoniło mnie tylko kilka osób. Po zjeździe do Istebnej jechaliśmy we 4 a zmiany dawałem tylko ja i Marcin Wróbel. Przed Koniakowem pracowaliśmy we trzech ale to nic nie dało i dogoniło nas sporo osób. Nie wiem ile nas było dokładnie, trzymałem się z przodu i tak dojechaliśmy do Koczego Zamku. Niecałą minutę przed nami była spora grupa, ale dogonić nie było szans. Jechałem dosyć mocno i udało mi się zrobić niewielką przewagę na podjeździe. Na stromym zjeździe nie straciłem wiele i miałem zapas. Po około 2 kilometrach musiałem wyhamować z około 50 km/h do 20, nie wiem jakim cudem uniknąłem zderzenia z wjeżdżającym z pobocza dostawczakiem i wtedy dogoniła mnie grupa i jakimś cudem złapałem koło. Trzymałem się środka i jakoś jechałem. Im bliżej Milówki tym spływałem do tyłu i na rondo wjechałem na ostatniej pozycji. Zaczął się znienawidzony przeze mnie odcinek do Węgierskiej Górki . Tutaj wyszła cała prawda o poszczególnych zawodnikach. Współpracy nie było a jazda po zmianach była szarpana i chaotyczna. Ja starałem się jechać na tyle mocno jak potrafię ale nie wychodziło to tak jak powinno. Za bufetem znowu towarzystwo się rozluźniło i prowadziliśmy praktycznie we dwóch, w okolicy Lipowej zaczynałem trochę tracić, na zjazdach zostawałem za grupą, na podjazdach dojeżdżałem i tak aż do Buczkowic. Tam siłą woli zjadłem żela i widząc, że tempo jest niemal wycieczkowe przesunąłem się na przód. Po wjeździe na główną drogę w Szczyrku podkręciłem nieco tempo, nie było one na tyle mocne, że mogliśmy nadrobić cokolwiek do czołówki. Jakoś nikt nie był chętny do współpracy i jechałem cały czas na przodzie grupy aż do Soliska. Jak zaczął się podjazd na Salmopol to nie podkręciłem tempa i jeszcze grupa była w całości. Po kilkuset metrach zrobiła się przerwa, dojechał do mnie jeden zawodnik i wspólnie wjechaliśmy na szczyt. Blisko było kilka osób a reszty grupy nie było widać. Początek zjazdu nie należał do najszybszych, sporo samochodów przez które nie można było jechać z dobrą prędkością, druga część zjazdu już dużo szybsza, o dziwo nikt mnie nie wyprzedził. Dopiero w Wiśle Malince dojechały do mnie 3 osoby i po zmianach jechaliśmy na tyle ile się dało. Przed Zameczkiem wyprzedziliśmy dwie osoby które odpadły z lepszej grupy. Ostatni podjazd wjechałem już na 90 %, wiedziałem, że nikogo już nie dogonię, a towarzysze jechali kilka metrów za mną. W równym tempie dojechałem do mety. Nie wiedziałem dokładanie jak mi poszło, po sprawdzeniu wyników okazało się, że bardzo dobrze pojechałem, nieduża starta do najlepszych i dobre miejsce. Biorąc pod uwagę, fakt, że nie byłem w pełni sił a warunki nie należały do moich ulubionych oraz słaby początek to lepiej być nie mogło. Poziom który prezentowałem przez ostatni miesiąc utrzymany i kolejny start bez pecha, oby tak dalej.




Kilka razy szykowałem najlepszą formę na ten dzień i nie inaczej było w tym roku. Jak się nastawiałem na wynik to zawsze coś stawało na przeszkodzie, w tym roku znowu nie wszystko zagrało jak powinno. Od dłuższego czasu miałem problemy ze zdrowiem. Przy dłuższym mocniejszym wysiłku brakowało mnie, nie był to problem z mocą a z oddechem, brakowało mi tlenu. Jest to skutek nieco zmienionych w ostatnim czasie warunków pracy a także zmiennych warunków atmosferycznych i słabej regeneracji. Wizyta u lekarza potwierdziła wszystko i zalecono mi oszczędzanie się i zmniejszenie wysiłku.
Nie miałem zamiaru rezygnować ze startu w Pętli ale w dzień startu miałem spory dylemat. Rano czułem się źle, nie byłem w stanie zjeść normalnego śniadania a temperatura powietrza nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz. Jedyną słuszną decyzją była zmiana dystansu na jedną rundę, bałem się, że nie podołam dłuższej trasie a 6 godzin w ciągu dnia w tym roku jeszcze nie jechałem. Była to chyba słuszna decyzja i wcale jej nie żałuję.
Na rozgrzewce nic nie wskazywało na dobrą jazdę i jedynym światełkiem w tunelu był fakt, że zjadłem normalny posiłek przed startem. Po kilku decyzjach o ubiorze zdecydowałem się na krótki strój i rękawki. Na start przyjechałem dosyć późno i nie miałem dobrej pozycji startowej. W moim przypadku to jest kluczowe, nie jestem w stanie przepychać się do przodu a jadąc na czele peletonu jestem w stanie utrzymać w miarę równe tempo. Udało mi się wystartować z nieco lepszej pozycji ale po starcie już zacząłem tracić i kilka razy było niebezpiecznie, im bliżej startu ostrego tym więcej było zrywów i kilka razy trzeba było hamować, te stary honorowe są bardzo niebezpiecznie i nie wiem czy lepi nie byłoby od razu puścić peletonu i zacząć ściganie dużo wcześniej. Pierwszy krótki podjazd przed zaporą poszedł mi fatalnie, w ogóle nie byłem w stanie kręcić swoim tempem i nic nie zyskiwałem. Przed Zameczkiem byłem już za peletonem i nie bardzo wierzyłem w to, że zaliczę dobry wyścig. Na początku Zameczka zacząłem nadrabiać, spory tłum trochę to utrudnił ale później stopniowo szło coraz lepiej, czas wyszedł bardzo przeciętny ale nadrobiłem sporo. Czołówka była daleko z przodu ale do drugiej grupy załapać się mogłem. Na zjeździe oczywiście straciłem, ale nie dużo i dogoniło mnie tylko kilka osób. Po zjeździe do Istebnej jechaliśmy we 4 a zmiany dawałem tylko ja i Marcin Wróbel. Przed Koniakowem pracowaliśmy we trzech ale to nic nie dało i dogoniło nas sporo osób. Nie wiem ile nas było dokładnie, trzymałem się z przodu i tak dojechaliśmy do Koczego Zamku. Niecałą minutę przed nami była spora grupa, ale dogonić nie było szans. Jechałem dosyć mocno i udało mi się zrobić niewielką przewagę na podjeździe. Na stromym zjeździe nie straciłem wiele i miałem zapas. Po około 2 kilometrach musiałem wyhamować z około 50 km/h do 20, nie wiem jakim cudem uniknąłem zderzenia z wjeżdżającym z pobocza dostawczakiem i wtedy dogoniła mnie grupa i jakimś cudem złapałem koło. Trzymałem się środka i jakoś jechałem. Im bliżej Milówki tym spływałem do tyłu i na rondo wjechałem na ostatniej pozycji. Zaczął się znienawidzony przeze mnie odcinek do Węgierskiej Górki . Tutaj wyszła cała prawda o poszczególnych zawodnikach. Współpracy nie było a jazda po zmianach była szarpana i chaotyczna. Ja starałem się jechać na tyle mocno jak potrafię ale nie wychodziło to tak jak powinno. Za bufetem znowu towarzystwo się rozluźniło i prowadziliśmy praktycznie we dwóch, w okolicy Lipowej zaczynałem trochę tracić, na zjazdach zostawałem za grupą, na podjazdach dojeżdżałem i tak aż do Buczkowic. Tam siłą woli zjadłem żela i widząc, że tempo jest niemal wycieczkowe przesunąłem się na przód. Po wjeździe na główną drogę w Szczyrku podkręciłem nieco tempo, nie było one na tyle mocne, że mogliśmy nadrobić cokolwiek do czołówki. Jakoś nikt nie był chętny do współpracy i jechałem cały czas na przodzie grupy aż do Soliska. Jak zaczął się podjazd na Salmopol to nie podkręciłem tempa i jeszcze grupa była w całości. Po kilkuset metrach zrobiła się przerwa, dojechał do mnie jeden zawodnik i wspólnie wjechaliśmy na szczyt. Blisko było kilka osób a reszty grupy nie było widać. Początek zjazdu nie należał do najszybszych, sporo samochodów przez które nie można było jechać z dobrą prędkością, druga część zjazdu już dużo szybsza, o dziwo nikt mnie nie wyprzedził. Dopiero w Wiśle Malince dojechały do mnie 3 osoby i po zmianach jechaliśmy na tyle ile się dało. Przed Zameczkiem wyprzedziliśmy dwie osoby które odpadły z lepszej grupy. Ostatni podjazd wjechałem już na 90 %, wiedziałem, że nikogo już nie dogonię, a towarzysze jechali kilka metrów za mną. W równym tempie dojechałem do mety. Nie wiedziałem dokładanie jak mi poszło, po sprawdzeniu wyników okazało się, że bardzo dobrze pojechałem, nieduża starta do najlepszych i dobre miejsce. Biorąc pod uwagę, fakt, że nie byłem w pełni sił a warunki nie należały do moich ulubionych oraz słaby początek to lepiej być nie mogło. Poziom który prezentowałem przez ostatni miesiąc utrzymany i kolejny start bez pecha, oby tak dalej.




Sprawdzenie roweru
Piątek, 29 czerwca 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:15 | km/h: | 24.00 |
| Pr. maks.: | 45.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 110kcal | Podjazdy: | 80m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miasto 14
Piątek, 29 czerwca 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 90.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1790kcal | Podjazdy: | 1200m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening 61
Środa, 27 czerwca 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 58.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:01 | km/h: | 28.76 |
| Pr. maks.: | 47.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 167167 ( 85%) | HRavg | 128( 65%) |
| Kalorie: | 1401kcal | Podjazdy: | 360m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ostatnia jazda
przed Pętlą Beskidzką. Pojechałem na lepszym sprzęcie w celu sprawdzenia czy
nic nie trzeba jeszcze zrobić. Trasa bardzo łatwa, bez trudniejszych podjazdów
ale za to z wiatrem wiejącym z każdej strony przez co prawie 80 % czasu jechałem
pod wiatr. Żeby było ciekawiej to po dojechaniu do Rudzicy musiałem kombinować,
jak przejechać nie trafiając na utrudnienia. Pierwszy skręt i od razu zamknięta
droga. Druga próba była udana ale kawałek dalej pojawiły się dwa zwężenia.
Jakbym wiedział to nadłożyłbym drogi przez Łazy i ominął wszystkie utrudnienia.
Ostatnie kilometry już na zupełnym luzie.








Trening 60
Wtorek, 26 czerwca 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:53 | km/h: | 29.20 |
| Pr. maks.: | 54.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 127( 65%) |
| Kalorie: | 1111kcal | Podjazdy: | 380m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ostatni tydzień
przed Pętlą Beskidzką przeznaczam na odpoczynek, luźne jazdy bez mocnych
akcentów. Nie chciało mi się przekładać pomiaru mocy z drugiego roweru i
jechałem bez danych. Wybrałem się na dawno nie jechaną trasę, kiedyś często ją
jeździłem. Czas szybko minął i po jeździe.






ITT Sieroszewice 2018
Niedziela, 24 czerwca 2018 Kategoria 0-50, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 18.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:26 | km/h: | 41.54 |
| Pr. maks.: | 54.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 184184 ( 94%) | HRavg | 175( 89%) |
| Kalorie: | 578kcal | Podjazdy: | 50m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny start z
cyklu Road Maraton, kolejna czasówka w tym sezonie. Nie byłem do niej
przygotowany tak jak powinienem i odbiło się to na jeździe i wyniku, na większość
rzeczy które nie zagrały miałem wpływ i wiem, że mógłbym zyskać sporo cennych
sekund których brakło do satysfakcji. Nie mogę być zadowolony z rezultatu i
taki kubeł zimnej wody przyda się przed Pętlą Beskidzką.
Pogoda nie rozpieszczała i już podczas rozgrzewki warunki były bardzo zmienne. Zaczynałem po w miarę suchych drogach, później na zmianę padało i wychodziło słońce. Po rozgrzewce szybko rozebrałem kurtkę i stanąłem na starcie dosłownie w ostatniej chwili. Ruszyłem bardzo słabo, co prawda nie miałem problemów z wpięciem się ale jechałem zbyt słabo, po skręcie w lewo przyśpieszyłem i patrząc na moc jechałem dobrym tempem a nawet trochę za mocno. Po kilku minutach zaczęło padać, nie padało długo ale przez chwile dosyć mocno i motywacja nieco spadła. Wydawało mi się, że jadę cały czas mocno i dobrze ale po chwili zobaczyłem na czas i dystans i okazało się, że wcale dobrze nie jest. Na zakrętach hamowałem jak baba i traciłem na tym sporo cennych sekund. Po wjechaniu na główną drogę nastąpił fajny odcinek z wiatrem. Można było jechać bardzo szybko pod warunkiem, że nie przeszkadzały samochody. Miałem w bliskiej odległości dwóch zawodników i na około 5 kilometrowym odcinku nie dogoniłem ich. Dla mnie ten odcinek nie był tak szybki jak być powinien, trzy niebezpieczne sytuacje mnie spotkały, pierwsze wyjechał samochód z podwórka, na szczęście nie jechałem jeszcze szybko i nie wytraciłem zbyt dużo prędkości. Gdy się rozpędziłem to znowu musiałem hamować, z 50 km/h do 30 km/h, po kolejnym rozpędzie do 50 km/h znowu musiałem hamować i to na tyle mocno, że zablokowałem tylne koło i zdarłem lekko oponę i już nie mogłem się rozpędzić bo za chwilę nastąpił zakręt w prawo. Po skręcie szybko wyprzedziłem dwóch zawodników i jechałem w miarę dobrym tempem. Na jednym z zakrętów poczułem dziwne zachowanie przedniej opony, w głowie miałem tylko jedno słowo – kapeć. Na szczęście nie czułem obręczy ale jazda do mety była już asekuracyjna. Na ostatniej prostej nie umiałem złapać właściwego rytmu a ostatnie 100 metrów już odpuściłem. Byłem zrezygnowany, niby wygenerowałem niezłą moc ale w żaden sposób nie przełożyło się to na wynik. Średnia moc prawie 5 W/kg powinna dać dużo lepszy czas. Byłem trochę rozczarowany a po zobaczeniu wyników i 3 sekundowej stracie do podium byłem bardzo rozczarowany. Gdybym stracił 30 sekund to mógłbym mówić, że słaby start, finisz i niezbyt efektywna jazda na trasie nie miała wpływu na wynik, strata 3 sekund do czołowej trójki to jest dla mnie porażka, zwłaszcza po ostatnich obiecujących czasówkach.
Wiem co zrobiłem źle i myślę, że kolejny raz tych samych błędów już nie popełnię. Po analizie mogę stwierdzić, że podobne błędy popełniłem w Orzeszu. Ostatni tydzień a szczególnie trzy poprzednie dni były dla mnie ciężkie, nie miałem na nic czasu, nie sprawdziłem dobrze sprzętu, co prawda zmienione przełożenia na pewno pomogły, ale zbyt małe ciśnienie w przednim kole, za nisko ustawione siodełko, nieregularne treningi w ostatnim czasie, małe problemy zdrowotne i co najważniejsze nieogolone nogi sprawiły, że straciłem sporo sekund i miejsce na podium. Traktuję to jako lekcję i myślę, że następna czasówka pójdzie już znacznie lepiej.

Pogoda nie rozpieszczała i już podczas rozgrzewki warunki były bardzo zmienne. Zaczynałem po w miarę suchych drogach, później na zmianę padało i wychodziło słońce. Po rozgrzewce szybko rozebrałem kurtkę i stanąłem na starcie dosłownie w ostatniej chwili. Ruszyłem bardzo słabo, co prawda nie miałem problemów z wpięciem się ale jechałem zbyt słabo, po skręcie w lewo przyśpieszyłem i patrząc na moc jechałem dobrym tempem a nawet trochę za mocno. Po kilku minutach zaczęło padać, nie padało długo ale przez chwile dosyć mocno i motywacja nieco spadła. Wydawało mi się, że jadę cały czas mocno i dobrze ale po chwili zobaczyłem na czas i dystans i okazało się, że wcale dobrze nie jest. Na zakrętach hamowałem jak baba i traciłem na tym sporo cennych sekund. Po wjechaniu na główną drogę nastąpił fajny odcinek z wiatrem. Można było jechać bardzo szybko pod warunkiem, że nie przeszkadzały samochody. Miałem w bliskiej odległości dwóch zawodników i na około 5 kilometrowym odcinku nie dogoniłem ich. Dla mnie ten odcinek nie był tak szybki jak być powinien, trzy niebezpieczne sytuacje mnie spotkały, pierwsze wyjechał samochód z podwórka, na szczęście nie jechałem jeszcze szybko i nie wytraciłem zbyt dużo prędkości. Gdy się rozpędziłem to znowu musiałem hamować, z 50 km/h do 30 km/h, po kolejnym rozpędzie do 50 km/h znowu musiałem hamować i to na tyle mocno, że zablokowałem tylne koło i zdarłem lekko oponę i już nie mogłem się rozpędzić bo za chwilę nastąpił zakręt w prawo. Po skręcie szybko wyprzedziłem dwóch zawodników i jechałem w miarę dobrym tempem. Na jednym z zakrętów poczułem dziwne zachowanie przedniej opony, w głowie miałem tylko jedno słowo – kapeć. Na szczęście nie czułem obręczy ale jazda do mety była już asekuracyjna. Na ostatniej prostej nie umiałem złapać właściwego rytmu a ostatnie 100 metrów już odpuściłem. Byłem zrezygnowany, niby wygenerowałem niezłą moc ale w żaden sposób nie przełożyło się to na wynik. Średnia moc prawie 5 W/kg powinna dać dużo lepszy czas. Byłem trochę rozczarowany a po zobaczeniu wyników i 3 sekundowej stracie do podium byłem bardzo rozczarowany. Gdybym stracił 30 sekund to mógłbym mówić, że słaby start, finisz i niezbyt efektywna jazda na trasie nie miała wpływu na wynik, strata 3 sekund do czołowej trójki to jest dla mnie porażka, zwłaszcza po ostatnich obiecujących czasówkach.
Wiem co zrobiłem źle i myślę, że kolejny raz tych samych błędów już nie popełnię. Po analizie mogę stwierdzić, że podobne błędy popełniłem w Orzeszu. Ostatni tydzień a szczególnie trzy poprzednie dni były dla mnie ciężkie, nie miałem na nic czasu, nie sprawdziłem dobrze sprzętu, co prawda zmienione przełożenia na pewno pomogły, ale zbyt małe ciśnienie w przednim kole, za nisko ustawione siodełko, nieregularne treningi w ostatnim czasie, małe problemy zdrowotne i co najważniejsze nieogolone nogi sprawiły, że straciłem sporo sekund i miejsce na podium. Traktuję to jako lekcję i myślę, że następna czasówka pójdzie już znacznie lepiej.

Rozjazd
Czwartek, 21 czerwca 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 20.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:03 | km/h: | 19.05 |
| Pr. maks.: | 46.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | 135135 ( 69%) | HRavg | 96( 49%) |
| Kalorie: | 363kcal | Podjazdy: | 240m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki rozjazd po okolicy. Pogoda niepewna, na szczęście udało się nie zmoknąć.











