Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Szosa

Dystans całkowity:187286.50 km (w terenie 620.00 km; 0.33%)
Czas w ruchu:6907:58
Średnia prędkość:26.88 km/h
Maksymalna prędkość:750.00 km/h
Suma podjazdów:2094254 m
Maks. tętno maksymalne:205 (179 %)
Maks. tętno średnie:198 (101 %)
Suma kalorii:3940603 kcal
Liczba aktywności:2748
Średnio na aktywność:68.15 km i 2h 32m
Więcej statystyk

Trening 49

Wtorek, 22 maja 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 38.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:51 km/h: 20.54
Pr. maks.: 53.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: 178178 ( 91%) HRavg 133( 68%)
Kalorie: 1137kcal Podjazdy: 1000m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Trening 48

Poniedziałek, 21 maja 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 62.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:36 km/h: 23.85
Pr. maks.: 71.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 175175 ( 89%) HRavg 132( 67%)
Kalorie: 1607kcal Podjazdy: 1340m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Rozjazd

Niedziela, 20 maja 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 43.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:50 km/h: 23.45
Pr. maks.: 56.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 133133 ( 68%) HRavg 105( 53%)
Kalorie: 798kcal Podjazdy: 290m Aktywność: Jazda na rowerze

Rozgrzewka

Sobota, 19 maja 2018 Kategoria Samotnie, Szosa
Km: 5.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:15 km/h: 20.00
Pr. maks.: 42.00 Temperatura: 21.0°C HRmax: 167167 ( 85%) HRavg 134( 68%)
Kalorie: 90kcal Podjazdy: m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Gatta Prestige Race 2018 - Porażka na całej linii

Sobota, 19 maja 2018 Kategoria 100-200, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2018, Wyścig
Km: 119.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:21 km/h: 35.52
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 175175 ( 89%) HRavg 159( 81%)
Kalorie: 3082kcal Podjazdy: 520m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Bardzo pechowy dzień, myślałem, że na ostatnich wyścigach wyczerpałem limit pecha na cały sezon a nawet kilka do przodu. Po dobrej rozgrzewce i sprawdzeniu sprzętu ustawiłem się na starcie i byłem dobrej myśli. W sektorze nie było nas dużo, maksymalnie 50 osób i zapowiadało się solidne ściganie, na rozgrzewce czułem się dobrze i miałem spore szanse przejechać cały wyścig w peletonie. Ruszyliśmy z około minutowym opóźnieniem i przez pierwsze 500 metrów nic się nie działo. Przed rondem nagle poczułem, że blokuje mi łańcuch i dobrze, że zdążyłem się zatrzymać. Okazało się, że bębenek popuścił, nie wiem jak to się mogło stać, koła są po serwisie, bębenek jest nowy i poluzować się to nie mogło. Z takim kołem nie mogłem jechać dalej i w głowie miałem już jedną myśl, rezygnacja. Po chwili jednak wziąłem się w garść i zacząłem myśleć, co zrobić by jechać dalej. Szukałem jakiejś pomocy technicznej, nie znalazłem. Na innych wyścigach był wóz techniczny z zapasowymi kołami i zestawem narzędzi, tutaj go zabrakło. Błąkałem się po okolicy startu dosyć długo, gdy byłem już zupełnie bezradny zjawił się niezawodny Mirek i oddał mi swoje koło. Miał jakiś defekt i nie mógł jechać dalej, poświęcił się dla mnie i wtedy już nie miałem wyjścia, musiałem podjąć walkę z trasą.
Ruszyłem ponad 30 minut później niż powinienem, już po kilometrze kierujący ruchem skierował mnie w lewo a miałem jechać prosto. Kolejne dziesięć minut w plecy, później mnie przeprosił ale i to mi w niczym nie pomogło i dalej mnie znowu źle skierowano. Zorientowałem się, że źle pojechałem i pozwolono mi jechać dalej. Miałem przed sobą 3-4 osobową ucieczkę z grupy M40/M50. Samotnie nie byłem w stanie ich dogonić i po szybszym odcinku wjechałem na fragment z wiatrem w twarz. Już po chwili dogoniła mnie duża grupa, już na dzień dobry kilka obelg, że mam ustąpić miejsca, zjechać z trasy, itp. Nie było to sportowe zachowanie, co prawda złapałem się z tyłu tej grupy, ale nie pchałem się do przodu bo wiem, że nie byłbym tam mile widziany. Tempo było różne, przy przyśpieszeniach łańcuch przeskakiwał na kasecie i traciłem kilka metrów, kilka razy udało się utrzymać w grupie ale w pewnym momencie brakło i straciłem tyle, że już nie dogoniłem grupy. Te 20 kilometrów było jedynymi na których mogłem jechać osłoniętym od wiatru, pozostałe 100 byłem narażony na działanie wiatru. Musiałem lekko odpuścić, miałem jeszcze sporo do przejechania a nogi nie chciały kręcić tak jak powinny. Po przejechaniu prawie 2 rund zwolniłem przy punkcie kontrolnym i upewniłem się, że mogę przejechać jeszcze regulaminowe 2 rundy, zapewniono mnie, że będę klasyfikowany a to było dla mnie najważniejsze, liczyły się punkty dla Drużyny a tych mogłem zdobyć dużo, bo frekwencja w mojej kategorii wiekowej nie była duża. Jechałem cały czas z myślą o bezpiecznym dojechaniu do mety. Tempo było coraz słabsze, nogi już nie chciały kręcić, ale starałem się jak najszybciej dotrzeć do mety. Na trzeciej rundzie jeszcze doganiałem zawodników, czwartą już przejechałem samotnie, wielokrotnie się zatrzymując, jechałem w otwartym ruchu a kierowcy nie byli zbyt wyrozumiali i kilka razy musiałem hamować i ustępować pierwszeństwa pomimo jazdy główną drogą z pierwszeństwem. W końcu przejechałem ostatni punkt kontrolny i do mety zostało niecałe 5 kilometrów. Pojechałem już ile mogłem i minąłem linię mety. Od razu poszedłem do Obsługi Mety zorientować się czy będę klasyfikowany, zapewniono mnie, że tak i byłem zadowolony, że mój upór, wysiłek i siły włożone w jazdę nie poszły na marnę. Nie po to jechałem spory kawałek Polski by odpuścić po 2 minutach wyścigu.
Kiedy zobaczyłem wyniki to się załamałem dosłownie, wszystkie zapewnienia Sędziów okazały się tylko słowami, jakbym wiedział, że tak będzie to bym to olał i nie męczył się ponad trzy godziny. Jak dla mnie to nie był wyścig dla amatorów, wyścig zaliczany do cyklu Road Maraton powinien mieć zasady takie jak obowiązują na innych wyścigach Road Maraton a nie typowe dla wyścigów Masters.
Ja wiem, że większość osób uważa mnie za mięczaka, cieniasa, osobę która nie ma pojęcia o kolarstwie i jeździ na rowerze tylko przez przypadek. Ja mam to w nosie, ale jadąc na wyścig „amatorski” chcę być traktowany jak amator a wszystko idzie nie w tą stronę co powinno. Niedługo za odpadnięcie z peletonu zaczną wyrzucać zawodników z trasy i peletonu a w tych zawodach powinno bardziej chodzić o zabawę i promocję kolarstwa a tutaj liczy się tylko ściganie. Ja nie czułem żadnej przyjemności z jazdy podczas tego wyścigu i gdyby nie zależało mi na Klasyfikacji Drużynowej to nie chciałbym za wszelką cenę ukończyć wyścigu. Czuję się rozczarowany postawą sędziów i zostałem przez nich oszukany. Po co zapewniano mnie, że będę klasyfikowany jak w rzeczywistości w wynikach mam DNF. Numer startowy za który musiałem zapłacić mogę spokojnie wyrzucić do kosza, na nic mi się nie przyda i nie mam ochoty na niego patrzeć.
Mam nadzieję, że znalazłem się już na dnie i teraz będzie tylko lepiej i szybko wrócę na swój poziom i pokażę to na zawodach.

Rozjazd

Środa, 16 maja 2018 Kategoria Samotnie, Szosa
Km: 10.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:27 km/h: 22.22
Pr. maks.: 42.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 138138 ( 70%) HRavg 108( 55%)
Kalorie: 257kcal Podjazdy: 110m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze

Obóz Bukowina 6

Sobota, 12 maja 2018 Kategoria 100-200, Obóz Bukowina 2018, Samotnie, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: 109.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:56 km/h: 27.71
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 158158 ( 81%) HRavg 123( 63%)
Kalorie: 2370kcal Podjazdy: 1360m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Szósty dzień obozu był dla mnie najgorszy, pomimo dobrej pogody i niezbyt trudnej trasy moja dyspozycja była daleka od oczekiwanej i męczyłem się strasznie podczas jazdy.
Wyjazd przed 10 i dobrze znany zjazd na początek, nie szalałem zbytnio i mimo faktu, że miałem małą przewagę na początku, do głównej drogi dojechałem w grupie. Na rondzie małe komplikacje, za rondem prace porządkowe na moście, wreszcie sprzątnęli cały piasek który tam zalegał od dawna. Pierwszy podjazd nastąpił już po 4 kilometrach, krótka lecz stroma wspinaczka na Czarną Górę nie wyglądała jeszcze tak źle jak dalsza jazda. Po długim zjeździe do Trybszu i skręcie w prawo w kierunku Niedzicy utworzył się szyk i zaczęliśmy jechać po zmianach. Gdy było pod górę to wszystko wyglądało nieźle a gdy zaczął się zjazd w dół do Niedzicy to miałem problemy by utrzymać się na kole. Po drodze niebezpieczna sytuacja z samochodem, byłem wtedy na zmianie i wyprzedziłem pojazd lewą stroną, nie wszyscy zdążyli przejechać i na moment się podzieliliśmy. W Niedzicy wypadł mi baton i na moment się zatrzymaliśmy. Fajny podjazd doprowadził nas do głównej drogi prowadzącej na Nowy Sącz. Droga prowadziła niemal cały czas w dół i miałem sporo problemów by jechać tempem grupy. Szybki odcinek skończył się w Tylmanowej gdzie skręciliśmy w lewo na Ochotnicę. Tam krótka przerwa i nieco spokojniejsza jazda w górę. Podjazd był łagodny i nudny, jedyną atrakcją był popis kierowcy Opla. Końcówka podjazdu była trudniejsza i tam nastąpił podział a nawet ataki ze strony innych Jas-Kółek. Ja wjechałem swoim tempem i nagrodą był długi, techniczny zjazd, dobrze mi się zjeżdżało, w szybszej jeździe przeszkodziły samochody. Po tym zjeździe już nie było ciekawie, początkowo po nie najgorszej nawierzchni a później po bocznych dróżkach. Dojechaliśmy do bufetu w Białce. Droga do Bukowiny była wesoła, ostatni podjazd do ronda każdy pojechał swoim tempem, ja odpuściłem zupełnie i z treningu wróciłem jako ostatni. Po jeździe czułem się lepiej niż rano.



Obóz Bukowina 5

Piątek, 11 maja 2018 Kategoria 100-200, Obóz Bukowina 2018, Samotnie, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: 120.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:44 km/h: 25.35
Pr. maks.: 76.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 140( 71%)
Kalorie: 3251kcal Podjazdy: 2600m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Zdecydowanie najlepszym dniem obozu był piątek i wyjazd na Śląski Dom. Pogoda od rana bardzo dobra, pomimo prognoz mówiących o burzach i deszczach. Kieszonki były wypełnione po brzegi, prócz kurtki i rękawków, nie brakło sporej ilości jedzenia.
Wyjazd po 9:30 i od razu zjazd, dobrze już znany i chciałem sobie zjechać szybciej, w pewnym momencie przy ponad 60 km/h podbiło mi koło i ledwo się wybroniłem przed wjazdem na pobocze, do końca zjechałem już wolniej. Za rondem Andrzej łapie gumę i chwila przerwy. Gdy już ruszyliśmy to chwilę trwało zanim uformowała się współpraca i jazda po zmianach. Do pierwszego podjazdu na Słowacji dojechaliśmy wspólnie, tam się podzieliło i w 3 wjechaliśmy na szczyt, ja spokojnie ruszyłem w dół, by nie stracić za dużo na zjeździe i po kilku kilometrach mnie złapali. Gdy droga prowadziła w dół, trzymałem się z tyłu, na przód wyszedłem po skręcie w prawo w kierunku Starego Smokowca. Droga prowadziła głównie w górę i dłużyła się strasznie. Po ponad 30 minutach od skrętu w prawo dojechaliśmy do podnóża podjazdu pod Hrebienok. Krótki podjazd z dosyć dużym nachyleniem. Całkiem spokojna jazda nie wchodziła w grę, miała to być rozgrzewka przed Śląskim Domem. Od razu zjechałem w dół z postojem po drodze i tam poczekałem na wszystkich. Do podnóża podjazdu pod Śląski Dom było niedaleko, wystarczyło to jednak by rozdzielić grupę. Gdy wszyscy dojechali to zaczęliśmy podjazd. Nie wiedziałem czego się spodziewać wiec nie jechałem na 100 %. Nikt chyba nie jechał na maksymalnych obrotach i po chwili zostałem sam, z przodu był jakiś kolarz na MTB. Gdy się do niego zbliżałem to on wstawał z siodełka i odjeżdżał, tak się czarowaliśmy przez niemal połowę podjazdu. Później jadąc równym tempem zostałem sam i największą przeszkodą była nawierzchnia. Miejscami nie było asfaltu a jak był to nierówny i dziurawy. Podjazd skończył się szybko, dopiero ostatnie 300 merów pojechałem bardzo mocnym tempem. Czas wyszedł dobry. Gdybym go znał i jechał na czas to spokojnie 2-3 minuty dałoby się go poprawić. Na szczycie czas na zdjęcia, posilenie się i zaopatrzenie w wodę. Zjazd wolny i asekuracyjny, by nie złapać gumy. Kiedy wszyscy dojechali to ruszyliśmy dalej, przejeżdżając przez Stary Smokowiec korciło mnie by skręcić po raz drugi tego dnia na Hrebienok. Raczej nie byłoby więcej chętnych a samotna jazda nie bardzo mi się uśmiechała. Jazda główną drogą nie należała do przyjemnych, sporo samochodów, dziur które doprowadziły do podzielenia na dwie grupki. Po czasie na moment się to zjechało ale gdy pojawił się kolarz na elektrycznym rowerze który chciał się z nami ścigać znowu zaczęło się rozrywać. Ostatecznie podzieliliśmy się na dwie grupy, jedna pojechała najprostszą drogą do Bukowiny a osoby które czuły się jeszcze na siłach dłuższą drogą przez Łapszankę. Podjazd pod Zdiar wjechaliśmy wspólnie, na długim zjeździe do Ostruni się rozjechaliśmy a kolejny podjazd na Łapszankę zaczęliśmy wspólnie. Nachylenie było spore i każdy jechał swoim tempem. W połowie podjazdu zaczęło padać a nawet lać i gdy znalazłem kawałek suchszego miejsca to zatrzymałem się by ubrać kurtkę. Otfin mnie minął a na Tomka i Marcina nie czekałem bo wiedziałem, że się nie zgubią a nie chciałem zbyt długo stać bo później nie umiałbym jechać. Na zjeździe już przestało padać i na moment zjechaliśmy się z Grzesiem. Po dojeździe do Bukowiny gdzie Otfin mi gdzieś zniknął zatrzymałem się bz rozebrać kurtkę i ruszyłem na ostatni podjazd. Po raz pierwszy na obozie jechałem ten odcinek w górę, pierwszą ściankę pokonałem bardzo topornie a druga poszła już lepiej. Na koniec chwila rozjazdu i kolejne mycie roweru i suszenie ubrań.



Obóz Bukowina 3

Środa, 9 maja 2018 Kategoria 50-100, Obóz Bukowina 2018, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 73.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:55 km/h: 25.03
Pr. maks.: 71.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 187187 ( 95%) HRavg 141( 72%)
Kalorie: 1994kcal Podjazdy: 1570m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Trzeci dzień obozu przywitał nas pochmurnym niebem z którego po jakimś czasie zaczął padać deszcz. Wspólnie podjęliśmy decyzję o wyjeździe na termy a trening miał odbyć się po południu. Czas szybko leciał i pogoda się poprawiła na tyle, że przed 15 można było wyjechać na trasę. Chciałem zrobić ten test FTP i nie wiem czy to był dobry pomysł, wybrałem najdłuższy podjazd w okolicy Bukowiny, ponad 7 kilometrowy odcinek z Białki na Głodówkę. Zrobiłem krótką rozgrzewkę i po zjeździe z Bukowiny w dół nawróciłem i zacząłem test. Ruszyłem mocno a po chwili lekko popuściłem bo tempo było za mocne. Trzymałem w miarę równy poziom i gdy zrobiło się stromiej jechałem mocniej, zapomniałem, że ten podjazd ma zmienne nachylenie i są fragmenty z nachyleniem 1-2 % a także 8-10 %. Na tym łagodniejszym odcinku miałem problem z utrzymaniem założonej mocy a prędkość przekraczała 35 km/h. Na rondzie niestety musiałem zwolnić i straciłem na tym sporo, chcąc to szybko nadrobić, straciłem dużo sił i ostatnie 5 – 6 minut testu było ciężkie, miałem jechać już ile mogę a jechałem gorzej niż w początkowej fazie podjazdu. Siłą woli dokończyłem test i wynik pokazany przez licznik wyszedł słaby, gorszy niż się spodziewałem i gorszy niż być powinien po kilku tygodniach treningów. Ostatnie 300 metrów podjazdu pojechałem już na zupełnym luzie i odzyskałem nieco sił. Po nawrocie i zjeździe do ronda na moment zwolniłem zastanawiając się czy reszta Jas-Kółek już wyjechała. Popatrzyłem na zegar i byłem niemal pewny, że są jakieś 10 minut z przodu więc zjechałem do Poronina. Nie kombinowałem już z szukaniem drogi i pojechałem objazdem i trafiłem na drogę prowadzącą do Zębu. Cały podjazd jechałem spokojnie pilnując tylko kadencji. Wahałem się, czy jechać w prawo czy prosto. Nic nie zapowiadało opadów deszczu wiec pojechałem prosto. Szybki zjazd i długi, nudny odcinek do Ratułowa. Tam odbiłem w prawo na Czerwienne i fajną drogą dojechałem do Zębu. Widząc już czarne chmury na horyzoncie postanowiłem jechać przez Gliczarów. Znalazłem ciekawą drogę i skręciłem w prawo, początek był łagodny a po łuku w prawo pojawiła się ściana, puszczenie hamulców nie wchodziło w grę a i tak ledwo zmieściłem się w zakręcie, zaraz za zakrętem sporo żwiru i fajna droga. Dalszy zjazd szybki i zjechałem do Białego Dunajca. Tam kilka znaków mówiących o objazdach i musiałem skręcić w lewo i dojechałem do głównej drogi, około 100 metrów od zjazdu na Gliczarów. Wjechałem pod górę tą samą drogą co w poniedziałek i na szczycie zaczęło padać. Ostatnie 3 kilometry to już mocna jazda, by jak najmniej jechać w deszczu. Zjazd nie należał do przyjemnych a po jeździe to co lubię najbardziej czyli czyszczenie roweru i suszenie ciuchów.



Obóz Bukowina 2

Wtorek, 8 maja 2018 Kategoria 100-200, Obóz Bukowina 2018, Szosa, Trening 2018
Km: 113.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:11 km/h: 27.01
Pr. maks.: 67.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: 168168 ( 86%) HRavg 129( 66%)
Kalorie: 2744kcal Podjazdy: 1500m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Drugi dzień obozu nie zaczął się idealnie, pogoda nie była pewna i prawdopodobieństwo, że uda się przejechać całą zaplanowaną trasę i nie zmoknąć było bliskie zera. Temperatura też nie rozpieszczała i miałem dylemat, jak się ubrać, ostatecznie wybrałem bluzę i nogawki a kurtka wylądowała w kieszeni. W planie był Test FTP ale pogoda na to nie pozwoliła.
Po pierwszym zjeździe było zimno, na szczęście dalsza droga prowadziła głównie w górę więc można było się rozgrzać. Tempo było równe i szybko dojechaliśmy do skrzyżowania za granicą. Na pierwszym podjeździe tempo wzrosło i grupka się rozerwała, ostatecznie we 3 dojechaliśmy na szczyt pierwszego trudniejszego wzniesienia. Powoli zacząłem zjeżdżać, po chwili już zaczynało padać, poczekałem na resztę i gdy się zjechaliśmy to na chwile się zatrzymaliśmy i zdecydowaliśmy, że zmieniamy trasę, w międzyczasie deszcz rozpadał się na dobre. Grupa znowu się rozerwała i ostatecznie pojechaliśmy prosto a mogliśmy skręcić w lewo i skrócić trochę trasę. Dalsza droga w strugach deszczu przebiegała ścieżką rowerową poza szosą i tak aż do Spiskiej Beli. Powoli przestawało padać a moje nogi nie chciały kręcić. Na moment zostałem za grupą i dopiero gdy nachylenie wzrosło to dołączyłem do pozostałej 8. Kiedy zaczął się podjazd podkręciłem tempo, musiałem się rozgrzać i po kilku minutach mocniejszej jazdy, jechało się dużo lepiej. Fajny podjazd szybko się skończył i zacząłem zjeżdżać. Jechałem spokojnym tempem i po kilku kilometrach dojechał do mnie Tomek i wspólnie dojechaliśmy do granicy. Kiedy wszyscy dojechali to okazało się, że Grzesiowi pękła szprycha w tylnym kole. Szybkie rozebranie się, zrobiło się za ciepło i uzupełnienie kalorii. Kiedy ruszyliśmy to Otfin został trochę z tyłu i zaczekałem na niego. Szybko dogoniliśmy grupę i skręciliśmy w zupełnie nie znane mi tereny. Droga prowadziła raz w górę, raz w dół wzdłuż jeziora Czorsztyńskiego. Na znaną mi drogę wjechaliśmy w Trybsza i na koniec czekały nas jeszcze dwa podjazdy. Najpierw dosyć długi podjazd ze stromą końcówką w Czarnej Górze. Pojechałem już na luzie i dopiero na stromym odcinku podkręciłem trochę tempo. Po zjeździe rozdzieliliśmy się, część osób pojechała prosto do pensjonatu a reszta dłuższą drogą. Po drodze postój na uzupełnienie płynów i ostatni podjazd przez Brzegi. Po tym postoju starałem się już jechać spokojnie i nie zmęczony dojechałem do Bukowiny.



kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 15170 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 17496 km
Evo 2 10004 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum