Kolejna edycja Pętli Beskidzkiej już przeszła do historii. W tym roku byłem kompletnie bez formy, zdziwiłem się,że aż tyle potrafiłem z siebie wykrzesać. Co do zajętego miejsca to zostawię to bez komentarza. Pogoda w tym roku była tradycyjna, czyli słońce i wysoka temperatura. Na starcie stanęło prawie 400 osób z czego 250 pojechało dystans PRO a około 130 wybrało dystans MARATON. Przed startem zrobiłem długą rozgrzewkę i dopiero ustawiłem się w sektorze. Po starcie nadrabiałem pozycje, pod Zameczek jechałem mocnym tempem i znalazłem się gdzieś w połowie stawki, złapałem grupę i razem jechaliśmy w kierunku Stecówki. Pierwszą rundę przejechałem asekuracyjnie tracąc kilka miejsc, na kolejnych już jechałem swoje, o dziwo nie traciłem zbyt wiele na zjazdach. Po każdej rundzie brałem kubek z wodą na bufecie i od razu wypijałem, w bidonach też wody ubywało. Na przedostatniej rundzie na zjeździe z Stecówki, o mały włos nie doszło do kraksy i tam odpadłem od grupki, złapałem ich na Połomiu i dalej znów jechaliśmy razem. Ostatnią rundę przejechałem już samotnie, niestety kilometr przed metą złapał mnie taki skurcz,że prawie spadłem z roweru, co chwilę musiałem stawać i straciłem na tym ponad minutę lub nawet więcej. W sumie to wyścig można zapisać na plus. Jeżeli byłbym w formie to może byłoby lepiej. Teraz czas na dwie czasówki, trzeba odzyskać podium w klasyfikacji a potem już góry do końca sezonu. Od dzisiaj zaczynam solidnie trenować by za miesiąc była forma.
Krótki trening w niepewnej pogodzie. Planowałem 2,5 godziny, niestety wyszło nieco mniej. Ostatnio dużo jazd przepadło, forma w miarę dobra, chociaż noga nie podawała najlepiej. W planie była trasa pagorkowata z interwałami i tempówkami na każdym podjeździe. Interwały zrobiłem jak należy, mogłem jechać mocniej ale dobrze,że nie jechałem na maksa, bo potem bym cierpiał. Niestety po interwałach złapałem kapcia na zjeździe, pełno niewidocznych z daleka kamieni było na drodze, wymieniłem dętkę, napompowałem koło do 6bar i niestety zerwałem wentyl, powietrze trzymało, postanowiłem prosto jechać do domu spokojnym tempem bez szarpania. Ostatnie 5 km w deszczu, mocniejszym tempem przez co nawet za bardzo nie zmokłem. W sobotę trasa 100-200km a niedziela przymusowe wolne. Mam nadzieję, że kolejne tygodnie będą lepsze jeśli chodzi o pogodę, bo trzeba się wziąść za treningi, ktore będą odbywać się w godzinach wczesno porannych lub późno wieczornych.
Kilka kryzysów na trasie, ale pobiłem własny rekord na podjeździe pod Kocierz od strony Targanic, więc noga jest dobra, trezba tylko trafić z pierwszym szczytem formy na połowę czerwca.
Pierwszy poważny wyścig w tym sezonie. Nie byłem pewny swojej dyspozycji i formy. Przed startem zrobiłem sługą rozgrzewkę, noga kręciła dobrze, niestety nie sprawdziłem sprzętu, rozgrzewką przeprowadziłem z małej tarczy i nie wrzuciłem na blat. Po starcie okazuje się, że nie mogę wrzucić na blat, niestety zostaję szybko z tyłu, po paru minutach udaje się wrzucić blat, doszedłem tył peletonu i jechałem dalej, niestety ktoś puścił koło i kiedy się zorientowałem to główna grupa była kilkaset metrów z przodu. Nawet podjazd nie pomógł i musiałem samotnie gonić czołówkę , niestety wiatr nie pomagał i tylko traciłem przez to siły. Żeby tego było mało nikt nie chciał współpracować, po kilkunastu kilometrach złapałem dwie dziewczyny i razem jechaliśmy praktycznie do mety. Grupa liczyła raz mniej raz więcej ludzi, niestety nikt nie chciał współpracować i praktycznie tylko ja pracowałem i dziewczyny które dzielnie walczyły o jak najlepszy wynik. Na drugą rundę wjechaliśmy w ulewie z gradem, przeczekaliśmy ją jadąc wolniej a gdy pogoda się poprawiła to zaczęliśmy walczyć dalej, pod koniec nie miałem już sił, pomimo tego starałem się dawać zmiany. Kilka kilometrów przed metą odjeżdża jedna dziewczyna, próbowałem ją gonić ale się nie udało. Przed podjazdem się urwałem by nie być ostatni na mecie, bo na kole jechał kolarz z mojej kategorii który dał tylko dwie krótkie zmiany. Na metę wpadam samotnie z kilkusekundową przewagą nad trójką z którą przejechałem ostatnie 10 kilometrów. Z wyniku jestem połowicznie zadowolony, jednak płaskie wyścigi to nie moja bajka. Za tydzień kolejny poważny sprawdzian - wyścig o Puchar Równicy w Ustroniu. Cel na ten wyścig to 10 w kategorii i czas około 2:20:00, będzie ciężko ale będę walczył. Wynik:7/9 H i 15/25 OPEN