Wpisy archiwalne w kategorii
100-200
| Dystans całkowity: | 66341.00 km (w terenie 255.50 km; 0.39%) |
| Czas w ruchu: | 2415:31 |
| Średnia prędkość: | 27.27 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 90.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 765124 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 1437888 kcal |
| Liczba aktywności: | 536 |
| Średnio na aktywność: | 123.77 km i 4h 31m |
| Więcej statystyk |

Po dniu odpoczynku początkowy plan zakładał przejechanie dystansu 200 kilometrów. Prognoza pogody jednak się zmieniła i plany również, trasa miała mieć 100 kilometrów i 1900 metrów przewyższenia. Początek to szybki przejazd przez Calpe i główną do Altei. Podjazd w dobrym tempie do Callosy gdzie postój na kawę w budce. Następnie odbicie z trasy na widokowy wodospad o którego istnieniu nie miałem pojęcia. Po postoju który trochę się przedłużył nie umiałem się rozkręcić, zostałem z tyłu i swoim tempem wjechałem pod Tarbenę. Bardzo lubię ten podjazd i dlatego nie byłem zdziwiony, że noga zaczęła kręcić lepiej. Postój przed Rates znowu nie wpłynął na mnie dobrze, bardzo nie lubię dużej ilości przerw, dużo bardziej pasuje mi jedna dłuższa. Na col de Rates znowu postój przed dosyć szybkim zjazdem do Parcentu. Zbierało się niestety na deszcz wiec plany uległy zmianie ii podjęta została decyzja o ewakuacji do Calpe z opcją kawy w Morairze. Kręciło mi się bardzo dobrze więc postanowiłem zrobić trening podjazdów, trzy 12 minutowe powtórzenia w SS weszły idealnie w nogi, już na tym etapie sezonu powtarzalność jest zauważalna a może być tylko lepiej. Niestety od 2 podjazdu po mokrym i z dwoma krótkimi epizodami deszczowymi. Zjazd do Calpe już najszybszym wariantem. Po jeździe ciuchy do prania, buty do suszenia, rower do mycia. Był na to czas przed zaplanowanym na 18 masażem nóg. Po masażu czułem się niezbyt dobrze ale po kilku godzinach świeżość nóg była już zauważalna.
https://www.strava.com/activities/17216747073/over...

Kolejny dzień w Calpe zaczął się od dobrego śniadania. Plan na trasę był prosty - jezioro El Guadalest i punkty widokowe w Benidormie i Calpe. Szybka decyzja co do stroju - krótki komplet, rękawki i kurtka w kieszeń. Na dzień dobry odcinek którego nie lubię, przejazd przez całe Calpe i główną drogą do Altei. Pokonaliśmy go szybko i sprawnie w 4 osobowym składzie. Pierwszy postój to kawa w budce na rondzie w Callosie a następnie podjazd do Guadalest. Noga kręciła dobrze więc poprawiłem swój najlepszy czas o ponad minutę nie wychodząc że strefy komfortu. Zjazd nad jezioro spokojnym tempem i następnie okrążenie zbiornika i postój w Beniardzie na bardzo dobrych churrosach z czekoladą. Przy postoju decyzja o szybkiej ewakuacji do Calpe. Mimo tego, że był pomysł aby zaliczyć jeszcze pobliski Font de Pantagat i wjechać na 1000 m n.p.m. Odcinek do Altei szybki a następnie trochę problemów na drodze. Po wjeździe do Calpe zaliczyliśmy jeszcze Mont de Toix z widokiem na morze, Calpe i dalsze miejscowości czy Benidorm z drugiej strony. Po zjeździe pogoda trochę się poprawiła więc zaliczyłem jeszcze dwa podjazdy - szarpany odcinek z centrum pod Fusterę i po zjeździe nowo odkrytym odcinkiem do głównej drogi na Morairę klasyczny podjazd La Fustera. Po kilometrze zorientowałem się że są idealne warunki na bicie rekordów i ostatnie 3 kilometry pokonałem naprawdę mocno. Zjazd do Calpe już bez filozofii i fajerwerków. Kolejne 100 kilometrów i 2000 metrów w pionie wpadło. Po to właśnie przyjeżdża się do Calpe.
https://www.strava.com/activities/17194928294

Trzeci dzień w Calpe to wyjazd w
mniej oblegany przez kolarzy rejon. Na dzień dobry ładowanie rowerów do busa i
jazda do Olivy skąd już start na trasę. Początek niezbyt atrakcyjny, dojazd
główną drogą do Vilallongi gdzie zaczynał się
pierwszy podjazd dnia. Pierwsza połowa trudniejsza, z nachyleniem dochodzącym
do 10 % a następnie płaskowyż i poprawka o długości około 2 kilometrów.
Ciekawie zrobiło się po skręcie w prawo gdyż zaczął się kręty i szybki zjazd w
kierunku Lorcha a następnie znany mi już odcinek do Beniarres główną drogą.
Odcinek wzdłuż jeziora do Planes również był ciekawy zwłaszcza, że w
większości prowadził pod górę. Płaskowyżem do Val de Ebo jazda mocno się
dłużyła, podobnie jak sam podjazd na przełęcz. Zjazd na raty, szarpany pozwolił
zaoszczędzić trochę ciepła. Po zjeździe decyzja - powrót do Calpe na rowerach.
Znanym mi odcinkiem przez Sagrę, Orbę, Alcalali do Bennisy i zjazd główną drogą
do Calpe. Dosyć mocno wiało w plecy więc było szybko. Jechało się całkiem
przyjemnie mimo, że nieprzekraczałem 3 strefy mocy i
tętna.


Drugi dzień w Calpe to już
pierwsza konkretna trasa. Klasyk czyli na dzień dobry La Fustera potem Lliber i
Col De Rates. Warunki do jazdy idealne więc można myśleć o poprawie czasu na
Rates. Baza wypadowa w tym roku znajduje się już na wylocie z Calpe w kierunku
Morairy i już po 5 kilometrach zaczyna się podjazd na Fusterę. To idealny odcinek na to
by stwierdzić jak organizm reaguje na bodźce treningowe. W moim przypadku to od
rzu brutalna weryfikacja, nogi chcą kręcić ale płuca zostały chyba w Polsce.
Podjazd na Fusterę potraktowałem więc treningowo, dwa mocniejsze akcenty poza
2-3 strefą. Pierwsze zjazdy spokojne, asekuracyjne i dosyć szybki dojazd do
Parcentu gdzie zaczyna się kultowy podjazd na Rates. Początek zbyt zachowawczy
ale im dalej, tym lepiej, tętno wybiło w kosmos, ludzi jak mrówek ale wiatr w
większości w plecy, kilka razy musiałem zwalniać bo nie dało się minąć grupek
kolarzy ale w końcówce dołożyłem do pieca. Czas wyszedł rekordowy ale wiem, że
stać mnie na więcej. Po chwili odpoczynku próba wjazdu na 2.1 gdzie jeszcze mnie
nie było ale ostatecznie rezygnacja gdyż okazało się, że przez Rates pojedzie
wyścig i zamykać będą drogę, ostatecznie nie udało
się przejechać i czekaliśmy aż przejadą kolarze. Następnie przez Tarbenę
wjechaliśmy na Sa Creuta osiągając 780 m n. p. m. Zjazd spokojny do Castell i
następnie szyki odcinek do Parcentu na kawę i ciastko w Blance gdzie jeszcze nie
byłem. Na powrocie gratis w postaci Cumbre del Sol od strony Morairy, konkretny
podjazd pokonany bez taryfy ulgowej. Niebezpieczny zjazd zebrał żniwo w postaci
upadku Daniela który dosyć mocno się poszlifował i porysował nowy rower. Dalsza
część zjazdu już spokojna i powrót do Calpe w moim przypadku już ulgowy. Idealna
trasa i dystans na początek.
Wymagający wyścig Tatra Road Race ukończyłem na 62 miejscu open I 24 w kategorii wiekowej. W tym roku nie byłem w stanie optymalnie się do tego wyścigu przygotować. Przerwa w trakcie sezonu i ciągnące się problemy ze zdrowiem spowodowały że zamiast walki o wynik na dystansie Hard czy As przejechałem w swoim tempie dystans Hell. Nie udało się utrzymać sektora numer 1 na kolejny rok co specjalnie mnie nie dziwi. Poziom co rok idzie do góry i na dystansie Hell jest on najwyższy. Oczywiście mogłem pojechać lepiej, zrobić rozgrzewkę i zaginać się od startu walcząc o pozycję. Na trasie też sprawy mogły potoczyć się inaczej. Po tragicznej pierwszej godzinie gdy traciłem pozycję nie tylko na zjazdach ale i podjazdach złapałem rytm który utrzymywałem do samej mety. Przy solowej jeździe cyferki z pomiaru mocy były prawie takie same jak rok temu, przy wyższej o 2 kilogramy wadze. Na jednym ze zjazdów ratowałem się przed upadkiem wchodząc za szybko w zakręt i na tym moje próby szybkich zjazdów się skończyły. Nie obraziłbym się gdyby trasa była dłuższa o 20 kilometrów. Na razie nie wiem czy była to moja ostatnia Tatra. Jak zdrowie pozwoli normalnie trenować to nic nie stanie na przeszkodzie aby pojawić się za rok na starcie. Jeździć dla przyjemności można bez konieczności wydawania pieniędzy na wpisowe a frajda taka sama. Swoje założenia zrealizowałem i mogę być zadowolony, w tym momencie nie stać mnie na więcej. Sezon się jednak nie kończy i po regeneracji podejmę decyzję o kolejnych startach.
https://www.strava.com/activities/15716594006