Wpisy archiwalne w kategorii
Trening 2018
Dystans całkowity: | 7916.00 km (w terenie 2.00 km; 0.03%) |
Czas w ruchu: | 293:06 |
Średnia prędkość: | 27.01 km/h |
Maksymalna prędkość: | 76.00 km/h |
Suma podjazdów: | 86310 m |
Maks. tętno maksymalne: | 196 (100 %) |
Maks. tętno średnie: | 159 (81 %) |
Suma kalorii: | 141262 kcal |
Liczba aktywności: | 109 |
Średnio na aktywność: | 72.62 km i 2h 41m |
Więcej statystyk |
Trening 85
Środa, 22 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 70.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:23 | km/h: | 29.37 |
Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 156156 ( 80%) | HRavg | 122( 62%) |
Kalorie: | 1290kcal | Podjazdy: | 400m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po wczorajszym mocniejszym treningu postanowiłem trochę
pokręcić na luzie. Pojawił się silniejszy wiatr i zaplanowałem praktycznie
płaską trasę. Wyjechałem nieco później niż dzień wcześniej ale nie było wcale
cieplej. Początkowo było mi zimno, ale po chwili już się rozgrzałem. Udało mi
się uzyskać dobre tempo i cały czas jechałem równo. W kilku momentach musiałem
zwolnić a powrót do tego tempa z wiatrem wiejącym w twarz nie należał do
łatwych. Najtrudniejsza była trasa do Brzeszcz, wiało tak, że jadąc w pozycji
aerodynamicznej, mocno trzymając kierownicę, kilka razy prawie zostałem
zdmuchnięty z drogi przez jadące z przeciwka ciężarówki. Druga część trasy była
dużo łatwiejsza, wiatr nie przeszkadzał a ruch tez był niewielki. Przez miasto
też przejechałem sprawnie, tylko jeden palant wymusił na mnie pierwszeństwo i
wlekł się około 30 km/h na zjeździe.
Trening 84
Wtorek, 21 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:15 | km/h: | 27.11 |
Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 130( 66%) |
Kalorie: | 1298kcal | Podjazdy: | 830m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pora wrócić do mocniejszych treningów, sezon jeszcze się nie
skończył i pomimo narastającego zmęczenia chciałbym jeszcze wycisnąć z siebie
ile mogę. Nie zregenerowałem się w pełni po GMJ a dodatkowo przed jazdą byłem
niewyspany.
Wczesny wyjazd nie zawsze dla mnie jest dobry, często dopiero pod koniec jazdy noga zaczynała podawać odpowiednio. Dawno nie byłem na Równicy i to był cel na ten dzień. Wybrałem się na starym rowerze, wymieniłem linki i chciałem sprawdzić czy wszystko działa jak należy. Po spokojnym dojeździe do Ustronia postanowiłem sprawdzić się na podjeździe na Równicę. Początek tradycyjnie odpuściłem, z każdym metrem się rozkręcałem i na kostkę wjechałem już w dobrym tempie. Od tego momentu już nie kalkulowałem i jechałem ile mogę, ostatnie kilkaset metrów jechałem już na oparach, mimo to udało się utrzymać dobre tempo. Nie był to najlepszy dzień na tego typu próbę i dlatego jestem zadowolony z czasu jaki uzyskałem. Na zjeździe odczułem chłód, widać, że zbliża się jesień i poranki w górach już są zimne. Po zjeździe przez dłuższy czas wracałem do siebie. Nogi wróciły do dobrego stanu dopiero po 40 minutach spokojniejszej jazdy.
Wczesny wyjazd nie zawsze dla mnie jest dobry, często dopiero pod koniec jazdy noga zaczynała podawać odpowiednio. Dawno nie byłem na Równicy i to był cel na ten dzień. Wybrałem się na starym rowerze, wymieniłem linki i chciałem sprawdzić czy wszystko działa jak należy. Po spokojnym dojeździe do Ustronia postanowiłem sprawdzić się na podjeździe na Równicę. Początek tradycyjnie odpuściłem, z każdym metrem się rozkręcałem i na kostkę wjechałem już w dobrym tempie. Od tego momentu już nie kalkulowałem i jechałem ile mogę, ostatnie kilkaset metrów jechałem już na oparach, mimo to udało się utrzymać dobre tempo. Nie był to najlepszy dzień na tego typu próbę i dlatego jestem zadowolony z czasu jaki uzyskałem. Na zjeździe odczułem chłód, widać, że zbliża się jesień i poranki w górach już są zimne. Po zjeździe przez dłuższy czas wracałem do siebie. Nogi wróciły do dobrego stanu dopiero po 40 minutach spokojniejszej jazdy.
Trening 83
Sobota, 18 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:58 | km/h: | 31.02 |
Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 123( 63%) |
Kalorie: | 1090kcal | Podjazdy: | 380m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Plan na ten dzień był inny. Miałem jechać na wyścig do Czech
ale perspektywa spędzenia kolejnej soboty poza domem nie bardzo do mnie
przemawiała, dodatkowo nie czułem się jeszcze dobrze wypoczęty, więc na tym
wyścigu tylko bym się męczył więc sobie odpuściłem. Zamiast wyścigu
zafundowałem sobie dwugodzinny trening. Nie planowałem żadnej trasy, chciałem
jechać tak, by wracać z wiatrem i jedynym słusznym kierunkiem był Skoczów. Noga
podawała lepiej niż w czwartek ale tętno dalej było niskie, za niskie.
Dojeżdżając do Skoczowa miałem dylemat, jechać na Strumień czy Ustroń. Jakoś nogi
same skierowały mnie na południe i najpierw jechałem z bocznym wiatrem a
później wiało w plecy. Jadąc główną drogą co chwilę wyprzedzały mnie samochody
z rowerami. Domyśliłem się, że w Wiśle jest maraton MTB. Po dojeździe do Wisły
zawróciłem i początkowo walczyłem z silnym wiatrem. Od Ustronia już jechałem z
bocznym a od Skoczowa z wiatrem w plecy. Pod koniec jechało się nawet lepiej
niż na początku.
Trening 82
Czwartek, 16 sierpnia 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 128.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:40 | km/h: | 27.43 |
Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 160160 ( 82%) | HRavg | 128( 65%) |
Kalorie: | 1917kcal | Podjazdy: | 1330m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Dłuższy spokojny trening. Przejechałem już dawno planowaną
pętlę wokół Beskidu Małego, wybrałem trochę łatwiejszy wariant bez sztywnych
podjazdów przy jeziorze Mucharskim i nie wiem czy to nie był błąd. Na ten dzień
miałem mnóstwo planów, Objazd Babiej, Trening w Beskidzie Morawsko-Śląskim czy
Małej Fatrze czy zaliczenie kliku podjazdów w Beskidzie Małym.
Wyjechałem chwilę po 8 i był to duży błąd. Na drogach spory ruch a dodatkowo miałem duże szczęście i zaliczyłem wszystkie czerwone światła w mieście. Na wyjeździe z miasta dodatkowo remont mostu i ruch wahadłowy na którym straciłem kolejne minuty.
Po wydostaniu się z aglomeracji na moment był spokój, ruch wahadłowy zatrzymał samochody i do Wilkowic dojechałem bezproblemowo. Na skrzyżowaniu znowu swoje musiałem odczekać i dopiero skręciłem w lewo w kierunku Hucisk. Na podjeździe już czułem, że będzie ciężko a to był dopiero początek. Interwałowa trasa tego dnia była jeszcze bardziej odczuwalna niż zwykle i dlatego jechałem spokojniej. Po przejechaniu Tresnej na niebie pojawiła się dziwna mgła która dalej stawała się coraz gęstsza. Myślałem nawet zawrócić ale wiedziałem, że nie zapowiadali deszczu i ta mgła jest tylko przejściowa. Już za Ślemieniem wypogodziło się, ale żeby było ciekawiej to zaczęło wiać i kolejne kilometry to była droga przez mękę. Nie umiałem jechać a w Suchej Beskidzkiej pojawiło się więcej samochodów i spore utrudnienia. Krótki odcinek główną szosą też nie należał do przyjemnych i dopiero po skręcie na nieznane mi drogi w Zembrzycach uspokoiło się na tyle, że mogłem sprawdzić jak mam jechać dalej. Praktycznie pustą drogą dojechałem do skrzyżowania którego nie miałem na mapie i omyłkowo skręciłem w lewo na Wadowice a miałem jechać prosto na Stryszów. Szybko się ocknąłem bo zbliżałem się znów do głównej drogi a miałem jechać wschodnią stroną jeziora. Kiedy trafiłem na właściwą szosę to jechałem praktycznie bez ruchu samochodowego patrząc na niedawno powstały zbiornik wodny. Po krótkim czasie zrobiłem postój i stwierdziłem, że jadę prosto na Wadowice omijając podjazdy po północnej stronie jeziora. Po głowi chodziła mi jeszcze Lanckorona ale na dodatkowe około 40 kilometrów jakoś nie miałem ochoty. Powoli zaczynało brakować wody i zacząłem rozglądać się za sklepem. Po przejechaniu pagórków, na jednym ze zjazdów1) mignął mi sklep ale nie zdążyłbym się zatrzymać i dopiero po wjeździe na drogę 52 zatrzymałem się w sklepie.
Po krótkiej wizycie w sklepie zorientowałem się, że zakorkowana jest droga w kierunku Wadowic. Myślałem, że po problemach w Bielsku i Suchej dalej już przejadę bez kłopotów. Wpakowałem się jak „ Z deszczu pod rynnę”. Mogłem ominąć utrudnienia bocznymi drogami, nie wiedziałem w jakim są one stanie i zostałem przy przepychaniu się między samochodami. Dosyć sprawnie przesuwałem się do przodu, raz jezdnią, raz poboczem, po chwili już kierowcy zrobili mi pas przy krawędzi jezdni i szybko znalazłem się w Wadowicach. Cały ten korek zaczynał się na rondzie i nawet nie myślałem o jeździe przez miasto i skręciłem w prawo a tam dalszy ciąg utrudnień. Dopiero kolejne skrzyżowania i ronda stopniowo rozładowywały zakorkowaną drogę. Za Wadowicami poczułem wiatr na plecach i mogłem trochę nadrobić. Dobre nie trwało zbyt długo i w Andrychowie znowu korki. Jakoś się przedostałem na drugi koniec miasta i za miastem znowu luźniej. Dogoniłem jakiegoś młodego kolarza na MTB. Młody dzielnie dawał radę ale na podjeździe już został z tyłu. Samochody które wyprzedzałem na wjeździe do Wadowic dopiero w Kętach zdołały do mnie dojechać. Ponad 20 kilometrów przejechałem w podobnym czasie rowerem co inni samochodem.
Ostatnie 10 kilometrów do Bielska prowadziło boczną drogą bez ruchu pojazdów. W Bielsku znowu więcej samochodów i kolejny remont drogi o którym nie miałem pojęcia. Jakoś przejechałem i zaliczyłem kolejną serię czerwonych świateł. Na koniec zafundowałem sobie dużą Kofolę za solidny trening.
Wyjechałem chwilę po 8 i był to duży błąd. Na drogach spory ruch a dodatkowo miałem duże szczęście i zaliczyłem wszystkie czerwone światła w mieście. Na wyjeździe z miasta dodatkowo remont mostu i ruch wahadłowy na którym straciłem kolejne minuty.
Po wydostaniu się z aglomeracji na moment był spokój, ruch wahadłowy zatrzymał samochody i do Wilkowic dojechałem bezproblemowo. Na skrzyżowaniu znowu swoje musiałem odczekać i dopiero skręciłem w lewo w kierunku Hucisk. Na podjeździe już czułem, że będzie ciężko a to był dopiero początek. Interwałowa trasa tego dnia była jeszcze bardziej odczuwalna niż zwykle i dlatego jechałem spokojniej. Po przejechaniu Tresnej na niebie pojawiła się dziwna mgła która dalej stawała się coraz gęstsza. Myślałem nawet zawrócić ale wiedziałem, że nie zapowiadali deszczu i ta mgła jest tylko przejściowa. Już za Ślemieniem wypogodziło się, ale żeby było ciekawiej to zaczęło wiać i kolejne kilometry to była droga przez mękę. Nie umiałem jechać a w Suchej Beskidzkiej pojawiło się więcej samochodów i spore utrudnienia. Krótki odcinek główną szosą też nie należał do przyjemnych i dopiero po skręcie na nieznane mi drogi w Zembrzycach uspokoiło się na tyle, że mogłem sprawdzić jak mam jechać dalej. Praktycznie pustą drogą dojechałem do skrzyżowania którego nie miałem na mapie i omyłkowo skręciłem w lewo na Wadowice a miałem jechać prosto na Stryszów. Szybko się ocknąłem bo zbliżałem się znów do głównej drogi a miałem jechać wschodnią stroną jeziora. Kiedy trafiłem na właściwą szosę to jechałem praktycznie bez ruchu samochodowego patrząc na niedawno powstały zbiornik wodny. Po krótkim czasie zrobiłem postój i stwierdziłem, że jadę prosto na Wadowice omijając podjazdy po północnej stronie jeziora. Po głowi chodziła mi jeszcze Lanckorona ale na dodatkowe około 40 kilometrów jakoś nie miałem ochoty. Powoli zaczynało brakować wody i zacząłem rozglądać się za sklepem. Po przejechaniu pagórków, na jednym ze zjazdów1) mignął mi sklep ale nie zdążyłbym się zatrzymać i dopiero po wjeździe na drogę 52 zatrzymałem się w sklepie.
Po krótkiej wizycie w sklepie zorientowałem się, że zakorkowana jest droga w kierunku Wadowic. Myślałem, że po problemach w Bielsku i Suchej dalej już przejadę bez kłopotów. Wpakowałem się jak „ Z deszczu pod rynnę”. Mogłem ominąć utrudnienia bocznymi drogami, nie wiedziałem w jakim są one stanie i zostałem przy przepychaniu się między samochodami. Dosyć sprawnie przesuwałem się do przodu, raz jezdnią, raz poboczem, po chwili już kierowcy zrobili mi pas przy krawędzi jezdni i szybko znalazłem się w Wadowicach. Cały ten korek zaczynał się na rondzie i nawet nie myślałem o jeździe przez miasto i skręciłem w prawo a tam dalszy ciąg utrudnień. Dopiero kolejne skrzyżowania i ronda stopniowo rozładowywały zakorkowaną drogę. Za Wadowicami poczułem wiatr na plecach i mogłem trochę nadrobić. Dobre nie trwało zbyt długo i w Andrychowie znowu korki. Jakoś się przedostałem na drugi koniec miasta i za miastem znowu luźniej. Dogoniłem jakiegoś młodego kolarza na MTB. Młody dzielnie dawał radę ale na podjeździe już został z tyłu. Samochody które wyprzedzałem na wjeździe do Wadowic dopiero w Kętach zdołały do mnie dojechać. Ponad 20 kilometrów przejechałem w podobnym czasie rowerem co inni samochodem.
Ostatnie 10 kilometrów do Bielska prowadziło boczną drogą bez ruchu pojazdów. W Bielsku znowu więcej samochodów i kolejny remont drogi o którym nie miałem pojęcia. Jakoś przejechałem i zaliczyłem kolejną serię czerwonych świateł. Na koniec zafundowałem sobie dużą Kofolę za solidny trening.
Trening 81
Wtorek, 7 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: | 87.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:07 | km/h: | 27.91 |
Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 28.0°C | HRmax: | 169169 ( 86%) | HRavg | 136( 69%) |
Kalorie: | 1639kcal | Podjazdy: | 770m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Ostatni trening przed Road Trophy połączony z kibicowaniem kolarzom
walczącym w Tour de Pologne. Wyjechałem z domu o 12.25 i w Skoczowie dołączyłem
do Jas-Kółek. Zebrało się nas 5 osób i tak bocznymi drogami dojechaliśmy do
Ustronia. W Skoczowie do jazdy przygotowywał się Grześ ale nie czekaliśmy na
niego. Po wjeździe na dwupasmówkę zaczęliśmy jechać po zmianach i dopóki Otfin
nie złapał gumy to dobrze to wyglądało. Później zaczęły się zrywy i zaczęło się
dzielić, ja trzymałem się swoich założeń, czyli równej jazdy bez szarpania i
momentami odstawałem od reszty. Na skrzyżowaniu niebezpieczna sytuacja,
zatrzymanie się było możliwe, ale po co hamować i zatrzymywać się na czerwonym
świetle, może się uda przejechać. Na szczęście bezpiecznie udało się przejechać
i dalej już bez przygód. Tempo momentami było mocne, niepotrzebnie bo czasu
było sporo a nie wszyscy są tak mocni i mogłoby się to skończyć źle. W Wiśle
już utrudnienia, na szczęście udało się przejechać i zatrzymać w sklepie. Po
uzupełnieniu bidonów pozostało dojechanie do Zameczka. Jechaliśmy już
spokojniej i przed podjazdem pod Zaporę się rozdzieliliśmy. Podjazd na Zameczek
wjechałem spokojnie, na szczycie czekali już Staszek i Robert i po
przekroczeniu premii górskiej stanęliśmy kawałek niżej. Ludzi powoli
przybywało, udało się pozyskać gadżety Tauron a czas szybko leciał. Tempo
nadjeżdżających kolarzy nie było przesadnie mocne i można było chwile dłużej
podziwiać rozciągnięty Peleton. Sytuacja zmieniała się dynamicznie i podczas
drugiego przejazdu przez Premie Górską peleton już był nieźle przerzedzony. Jak
tylko przejechała główna Grupa to od razu wszyscy ruszyli a z tyłu jeszcze
jechali zawodnicy. Dopiero radiowóz z zieloną flagą zamykał wyścig. Sporo
kolarzy musiało zwalniać by przejechać, my też za szybko ruszyliśmy, ale za
nami były tylko 3 pojedyncze osoby i miały dosyć dużo miejsca by nas minąć.
Nagrodą za oczekiwanie był zjazd do Wisły. Bardzo dobrze zjechałem, parę osób
mi przeszkodziło w jeszcze lepszym zjeździe. Za rondem zjechaliśmy się i przez
zatłoczoną Wisłę i Ustroń dojechaliśmy pod sklep. Po uzupełnieniu zapasów wody
i dojeździe do Skoczowa rozdzieliliśmy się. W dosyć spokojnym tempie dojechałem
do domu. Noga dużo lepsza niż w weekend.








Trening 80
Niedziela, 5 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 53.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:56 | km/h: | 27.41 |
Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | 153153 ( 78%) | HRavg | 123( 63%) |
Kalorie: | 820kcal | Podjazdy: | 480m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
O tym dniu szybko chciałbym zapomnieć. Mocy kompletnie
nie było i nawet jazda na lepszym rowerze nie należała do przyjemności.
Męczyłem się bardzo i nawet około 50 kilometrowa trasa bez większych podjazdów
dała mi ostro w kość. Po 35 kilometrach zatrzymałem się w wodopoju i dalej szło
już nieco lepiej ale dyspozycja była daleka od oczekiwanej.







Trening 79
Sobota, 4 sierpnia 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 129.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:08 | km/h: | 25.13 |
Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 24.0°C | HRmax: | 177177 ( 90%) | HRavg | 137( 70%) |
Kalorie: | 2383kcal | Podjazdy: | 2270m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Plan na sobotni trening urodził się w piątek wieczorem. Nie miałem wcześniej możliwości objechać tras tegorocznego Road Trophy i dopiero na tydzień przed etapówką się udało. Nie byłem zbyt przygotowany, nie zdążyłem przygotować startowego roweru oraz wgrać tracka z trasą do licznika i w paru momentach miałem problem z orientacją.
Nie bardzo miałem ochotę na trasę 170-180 km i dlatego skorzystałem z usług PKP i wystartowałem z Milówki. Nie byłem świadom zmiany trasy etapu 2 i na dzień dobry zafundowałem sobie trudny odcinek z płytami. Już pierwszy podjazd pod wiaduktem poszedł słabo i wiedziałem, że będę się strasznie męczył. Płyty ledwo przepchałem na przełożeniu 39x32. Dalej było trochę lżej i jakoś się wtoczyłem na górę. Nie miałem za bardzo czasu na odpoczynek bo już po około kilometrze czekał mnie kolejny stromy podjazd. Poszło już nieco łatwiej ale te początkowe 7 kilometrów z przewyższeniem 300 metrów dało mi trochę popalić. Na szczęście ruch samochodowy był zerowy i na odcinku wzdłuż drogi ekspresowej nie musiałem używać hamulców. Po skręcie w kierunku Jaworzynki droga nieco zanieczyszczona przez leśników, w oddali słychać było piły. Noga nie podawała jak powinna a zbliżałem się do pierwszego zupełnie nie znanego mi fragmentu etapu 3. Zatrzymałem się przed skrętem w właściwą drogę i się upewniłem, że dobrze jadę. Początkowo był zjazd a później zrobiło się stromo, krótki stromy podjazd dał mi się we znaki i znowu nie wiedziałem gdzie jechać. Gdybym się nie zatrzymał i upewnił, że pomyliłem drogi to dojechałbym do Koniakowa. Droga była dosyć wąska ale z dobrą nawierzchnią, jeszcze raz się pomyliłem by wreszcie dojechać do głównej drogi. Jestem trochę zaskoczony tym odcinkiem, jest sporo krótkich ścianek które za drugim razem już będą bardzo odczuwalne. Zrobiło się już cieplej i musiałem więcej pić. Kolejny trudny podjazd czekał na mnie w Kiczorze. Dobrze znany mi z zeszłorocznego Road Trophy krótki podjazd dał mi nieźle w kość. Jak nie ma siły to tak to musi wyglądać. Jakoś się wtoczyłem na szczyt i szybko zjechałem w stronę Soli. Po zjeździe zaczęło się trochę lepiej jechać ale do dobrej jazdy sporo brakowało. Długi, nudny odcinek do granicy ciągnął mi się niemiłosiernie. Na Słowacji miła niespodzianka, nowa nawierzchnia na odcinku kilku kilometrów i bardzo przyjemna jazda. Dobre skończyło się za rozwidleniem na Oszczadnice i musiałem uważać na dziury których nie było jakoś szczególnie dużo ale były zauważalne. Po wjeździe na główną drogę zacząłem wypatrywać skrętu w nową drogę do Jaworzynki. Trochę się zagalopowałem, nie mogłem trafić w właściwą drogę i ominąłem fragment nieznanej mi trasy. Po wjeździe do Polski od razu stanąłem w sklepie. Później miałem pewien problem przez który o mało nie skończyłem swojej jazdy. Na szczęście szybko się z tym uporałem i mogłem jechać dalej. Na kolejnym podjeździe narzuciłem sobie trochę mocniejsze tempo. W Jaworzynce trochę więcej ludzi i samochodów, im bliżej Czech tym lepiej. W Czechach też wyremontowana droga, nie musiałem uważać na dziury na zjeździe do Bukowca. Do Polski wjechałem boczną drogą i zacząłem jechać wzdłuż Olzy. Nie dojechałem do Istebnej tylko po drodze skręciłem w lewo na nieznany mi podjazd na Bystre. Początek dosyć wymagający a dalej niemal płasko, podjazd ciągnie się ponad 5 kilometrów, po drodze małe utrudnienia przez wycinkę drzew. Podjazd kończy się nagle, dalej już tylko MTB. Zjazd w dół pomijając tą wycinkę drzew całkiem przyjemny. W Istebnej stanąłem po wodę i jedzenie i ruszyłem na Olecki, planowałem Pietraszonke ale remont drogi na Zaolzie skutecznie mnie zniechęcił. Początek jechałem spokojniej a w końcówkę już prawie na maksa. Nie był to dobry wjazd ale mogło być gorzej. Dojeżdżając na Kubalonkę wpadłem na niezbyt dobry pomysł, powrót przez Salmopol. Na zjeździe przez Zameczek spotkałem Marcina a dalej zostałem skutecznie przyblokowany przez samochód. Udało mi się go wyprzedzić na końcu zjazdu i bez utrudnień dotrzeć do Malinki. Podjazd na Salmopol poszedł słabo, upał, zmęczenie i dystans zrobiły swoje. Jakoś się wtoczyłem na górę i zacząłem zjazd. Nawierzchnia dalej pozostawia wiele do życzenia i nie poszalałem. Zostałem wyprzedzony przez Adriana Brzózkę i nawet nie próbowałem jechać na jego kole. Zjazd przez Szczyrk powolny, nie wpadłem na pomysł by jechać jeszcze Orle Gniazdo. Do Bielska szybko dojechałem i od razu wjechałem na ścieżkę rowerową, jadący przede mną kolarz zwlekał do momentu aż pojawił się radiowóz. Skręciłem w drogę prowadząca do kąpieliska i to nie był dobry pomysł. Cała droga zastawiona przez samochody a kolejka do wejścia sięgała prawie 100 metrów. Przez miasto przejechałem bez problemów i na koniec zafundowałem sobie jeszcze postój w wodopoju.




Nie bardzo miałem ochotę na trasę 170-180 km i dlatego skorzystałem z usług PKP i wystartowałem z Milówki. Nie byłem świadom zmiany trasy etapu 2 i na dzień dobry zafundowałem sobie trudny odcinek z płytami. Już pierwszy podjazd pod wiaduktem poszedł słabo i wiedziałem, że będę się strasznie męczył. Płyty ledwo przepchałem na przełożeniu 39x32. Dalej było trochę lżej i jakoś się wtoczyłem na górę. Nie miałem za bardzo czasu na odpoczynek bo już po około kilometrze czekał mnie kolejny stromy podjazd. Poszło już nieco łatwiej ale te początkowe 7 kilometrów z przewyższeniem 300 metrów dało mi trochę popalić. Na szczęście ruch samochodowy był zerowy i na odcinku wzdłuż drogi ekspresowej nie musiałem używać hamulców. Po skręcie w kierunku Jaworzynki droga nieco zanieczyszczona przez leśników, w oddali słychać było piły. Noga nie podawała jak powinna a zbliżałem się do pierwszego zupełnie nie znanego mi fragmentu etapu 3. Zatrzymałem się przed skrętem w właściwą drogę i się upewniłem, że dobrze jadę. Początkowo był zjazd a później zrobiło się stromo, krótki stromy podjazd dał mi się we znaki i znowu nie wiedziałem gdzie jechać. Gdybym się nie zatrzymał i upewnił, że pomyliłem drogi to dojechałbym do Koniakowa. Droga była dosyć wąska ale z dobrą nawierzchnią, jeszcze raz się pomyliłem by wreszcie dojechać do głównej drogi. Jestem trochę zaskoczony tym odcinkiem, jest sporo krótkich ścianek które za drugim razem już będą bardzo odczuwalne. Zrobiło się już cieplej i musiałem więcej pić. Kolejny trudny podjazd czekał na mnie w Kiczorze. Dobrze znany mi z zeszłorocznego Road Trophy krótki podjazd dał mi nieźle w kość. Jak nie ma siły to tak to musi wyglądać. Jakoś się wtoczyłem na szczyt i szybko zjechałem w stronę Soli. Po zjeździe zaczęło się trochę lepiej jechać ale do dobrej jazdy sporo brakowało. Długi, nudny odcinek do granicy ciągnął mi się niemiłosiernie. Na Słowacji miła niespodzianka, nowa nawierzchnia na odcinku kilku kilometrów i bardzo przyjemna jazda. Dobre skończyło się za rozwidleniem na Oszczadnice i musiałem uważać na dziury których nie było jakoś szczególnie dużo ale były zauważalne. Po wjeździe na główną drogę zacząłem wypatrywać skrętu w nową drogę do Jaworzynki. Trochę się zagalopowałem, nie mogłem trafić w właściwą drogę i ominąłem fragment nieznanej mi trasy. Po wjeździe do Polski od razu stanąłem w sklepie. Później miałem pewien problem przez który o mało nie skończyłem swojej jazdy. Na szczęście szybko się z tym uporałem i mogłem jechać dalej. Na kolejnym podjeździe narzuciłem sobie trochę mocniejsze tempo. W Jaworzynce trochę więcej ludzi i samochodów, im bliżej Czech tym lepiej. W Czechach też wyremontowana droga, nie musiałem uważać na dziury na zjeździe do Bukowca. Do Polski wjechałem boczną drogą i zacząłem jechać wzdłuż Olzy. Nie dojechałem do Istebnej tylko po drodze skręciłem w lewo na nieznany mi podjazd na Bystre. Początek dosyć wymagający a dalej niemal płasko, podjazd ciągnie się ponad 5 kilometrów, po drodze małe utrudnienia przez wycinkę drzew. Podjazd kończy się nagle, dalej już tylko MTB. Zjazd w dół pomijając tą wycinkę drzew całkiem przyjemny. W Istebnej stanąłem po wodę i jedzenie i ruszyłem na Olecki, planowałem Pietraszonke ale remont drogi na Zaolzie skutecznie mnie zniechęcił. Początek jechałem spokojniej a w końcówkę już prawie na maksa. Nie był to dobry wjazd ale mogło być gorzej. Dojeżdżając na Kubalonkę wpadłem na niezbyt dobry pomysł, powrót przez Salmopol. Na zjeździe przez Zameczek spotkałem Marcina a dalej zostałem skutecznie przyblokowany przez samochód. Udało mi się go wyprzedzić na końcu zjazdu i bez utrudnień dotrzeć do Malinki. Podjazd na Salmopol poszedł słabo, upał, zmęczenie i dystans zrobiły swoje. Jakoś się wtoczyłem na górę i zacząłem zjazd. Nawierzchnia dalej pozostawia wiele do życzenia i nie poszalałem. Zostałem wyprzedzony przez Adriana Brzózkę i nawet nie próbowałem jechać na jego kole. Zjazd przez Szczyrk powolny, nie wpadłem na pomysł by jechać jeszcze Orle Gniazdo. Do Bielska szybko dojechałem i od razu wjechałem na ścieżkę rowerową, jadący przede mną kolarz zwlekał do momentu aż pojawił się radiowóz. Skręciłem w drogę prowadząca do kąpieliska i to nie był dobry pomysł. Cała droga zastawiona przez samochody a kolejka do wejścia sięgała prawie 100 metrów. Przez miasto przejechałem bez problemów i na koniec zafundowałem sobie jeszcze postój w wodopoju.




Trening 78
Czwartek, 2 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 87.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:24 | km/h: | 25.59 |
Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 27.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 140( 71%) |
Kalorie: | 1571kcal | Podjazdy: | 1310m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po spokojniejszej
środzie chciałem pojeździć trochę w tempie wyścigowym. Wyjechałem najwcześniej
jak mogłem i po 16 już jechałem przez Jaworze. Na początek spokojnym tempem,
później zacząłem od kilkusekundowych zrywów i 30 sekundowego sprintu.
Planowałem kilka mocnych akcentów. Na początek pętla z krętym zjazdem i stromym
podjazdem. Zacząłem nietypowo, od zjazdu i początkowo jechałem mocno, do
momentu dojechania do samochodu. Musiałem odpuścić i dopiero po zjeździe
ruszyłem mocno, do podjazdu jechałem dosyć równo, na podjeździe wrzuciłem dosyć
twarde przełożenie i jechałem ile mogłem. Moje tempo nie było zadowalające ale
po podjeździe byłem zajechany a czekał mnie jeszcze kilometr łatwiejszego
terenu i tam też starałem się utrzymać wysokie tempo. Na koniec pętli finisz, z
niego zadowolony być nie mogę. Po spokojniejszym odcinku zrobiłem kolejny
akcent wyścigowy. Tym razem dwa podjazdy i zjazdy, na początek zjazd,
rozpędziłem się strasznie i ledwo wyrobiłem zakręt w lewo. Mocny interwałowy
odcinek dał mi się we znaki, na przemian, podjazd, wypłaszczenie, krótki zjazd
i kolejna wspinaczka. Pod koniec jechałem już naprawdę mocno i na zjeździe
lekko odpuściłem. Czułem w nogach te dwie tempówki i nie planowałem już
trzeciego tak długiego fragmentu. Przez Bielowicko przejechałem nieznanym mi
fragmentem i czekał na mnie krótki ale stromy podjazd w Łazach. Nachylenie
dochodziło do 20% na odcinku kilkuset metrów, końcówka jest już dużo
łatwiejsza. Powoli brakowało już wody i jedzenia ale nie zatrzymałem się
jeszcze w sklepie. Na podjeździe w kierunku Łazów znów jechałem mocniej,
zacząłem zbyt wcześnie i przez skrzyżowanie musiałem odpuścić i dzięki temu
przez te 2 minuty nie jechałem tak mocno jak chciałem. Po kolejnym dłuższym
fragmencie spokojnej jazdy kolejne 2 minuty jechałem mocno, tym razem wyszło
lepiej i spokojnie mogłem zatrzymać się w sklepie. Po uzupełnieniu zapasów zaliczyłem
jeszcze jeden nowy dla mnie podjazd w Jaworzu i kilka mocnych akcentów na
innych podjazdach i po powrocie do domu czułem trochę nogi. Najważniejsze, że
nie złapałem bomby jak w ostatnich dniach.




Trening 77
Środa, 1 sierpnia 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 49.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:04 | km/h: | 23.71 |
Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | 154154 ( 78%) | HRavg | 123( 63%) |
Kalorie: | 777kcal | Podjazdy: | 460m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po wtorkowym
ciężkim treningu nie miałem sił na kolejny ciężki trening. Myślałem, że pojadę
kawałek z TwomarkSport i w tym celu wyjechałem wcześniej by trochę rozkręcić
nogę. Krążyłem po okolicy i podjąłem decyzje o odpuszczeniu jazdy z Twomark.
Jeździłem najpierw po Jaworzu a później zwiedzałem Biery i okolice
„Dziewiarza”. Sprawdziłem praktycznie każdą uliczkę asfaltową i przy okazji
poćwiczyłem jazdę na zmiennej kadencji
oraz poruszanie się po wąskich, krętych uliczkach co może się przydać na
którymś z wyścigów. Pomimo dosyć spokojnej jazdy znowu pod koniec łapałem już
bombę, nie wiem czym jest to spowodowane ale ostatnimi czasy zdarzają mi się
takie dni, że mam problemy na dłuższych dystansach.








Trening 76
Wtorek, 31 lipca 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 86.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:19 | km/h: | 25.93 |
Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 186186 ( 95%) | HRavg | 139( 71%) |
Kalorie: | 1556kcal | Podjazdy: | 1350m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po
niezbyt udanym weekendzie startowym przyszła kolej na ostatnie mocniejsze
treningi przed etapówką Road Trophy. Forma jest niezła, najważniejszy jest
odpoczynek i na tym skupie się w ostatnim tygodniu poprzedzającym trzydniowe
zmagania w okolicy Istebnej. Miałem zamiar zrobić dwie 20 minutowe tempówki w
okolicy progu FTP. W tym celu pojechałem w kierunku Równicy. Jadąc bocznymi
drogami trafiłem na wypadek samochodowy i małe utrudnienia. Było bardzo ciepło
a nawet upalnie i wody w bidonach ubywało. Przepchałem się przez Ustroń i
dotarłem do Jaszowca. Zacząłem mocno i trzymałem tempo cały czas, założoną moc
udało mi się utrzymać do samego końca właściwego podjazdu a dalej zaczęły się
schody, jeszcze 2 minuty wysiłku mnie czekały a sporo ludzi samochodów i
rowerzystów nie ułatwiały zadania. Dopiero ostatnie 40 sekund wysiłku było na
tyle mocne, że wynik wyszedł tylko nieco niższy niż założony. Po wolnym
zjeździe w dół drugi akcent zacząłem jeszcze przed skrzyżowaniem, nie byłem w
stanie jechać na tyle mocno jak powinienem i nawet dobra jazda na podjeździe i
mocna końcówka nie sprawiły, że wynik wyszedł dobry. Zbyt mała moc wyszła na
tym powtórzeniu i nie mogę być z tego zadowolonym. Na przyszłość przed takim
treningiem musze być bardziej wypoczęty i przede wszystkim zmienić podjazd.
Przy moim poziomie wytrenowania, ponad 6 kilometrowy odcinek o nachyleniu ponad
5% jest zbyt krótki by jechać przez 20 minut ze zbliżoną mocą. Po szybszym
zjeździe pojechałem sprawdzić dawno nie zaliczony podjazd na Poniwiec. Nie
jechałem tam na czas i moje tempo było słabe, podjazd fajny ze stromą końcówką.
Na szczycie miernik mocy przestał działać, może już wcześniej nie działał
właściwie i wyniki 20 minutowe nie wyszły dokładne. Po zjeździe musiałem
odwiedzić bufet i uzupełnić bidony. Pomimo ciągłego nawadniania i jedzenia
złapałem bombę i ostatnie około 10 kilometrów było walką o przetrwanie.







