Wpisy archiwalne w kategorii
Trening 2026
| Dystans całkowity: | 697.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 25:35 |
| Średnia prędkość: | 27.24 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 71.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 10060 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 186 (95 %) |
| Maks. tętno średnie: | 143 (73 %) |
| Suma kalorii: | 17921 kcal |
| Liczba aktywności: | 8 |
| Średnio na aktywność: | 87.12 km i 3h 11m |
| Więcej statystyk |

Ostatni dzień jazdy podczas obozu treningowego w Calpe. Plan bardzo ambitny - ponad 200 kilometrów i sporo podjazdów z Confridesem i Tudonsem na czele. Wyjazd nieco się opóźnił przez mały incydent z rowerem prowadzącego Maćka. Udało się jednak o 9:20 ruszyć i w dobrym tempie dojechać do Altei gdzie pierwszy krótki postój. Starałem się jechać lekko więc trochę zostawałem z tyłu, na podjeździe pod Guadalest jednak wyjechałem na czoło i dobre tempo utrzymywałem przez cały podjazd pod Confrides i dopiero na przełęczy postój. Zjazd w kierunku Benesau asekuracyjny bo mocno wiało ze zmiennego kierunku. Podjazd na Tudons znowu na końcu z niewielką stratą do Maćka i Daniela. Tempo jednak było dobre bo o czasie byliśmy w Alcoi gdzie pierwsze tankowanie bidonów i jedzenie czegoś innego niż żele energetyczne. Po tym postoju złapał mnie dosyć poważny kryzys, nie kręciło się dobrze przez kolejne 20 - 30 kilometrów. Tereny zupełnie mi nie znane zrobiły jednak na mnie wrażenie. Nagrodą za wysiłek był długi odciek z wiatrem w plecy ze zjazdem aż do Muro da Alcoy gdzie już kiedyś dotarłem z innej strony. Za Murem jeszcze trochę podjazdu do Planes i później znanym już z poniedziału odcinkiem na płaskowyż przed Val de Ebo ale tym razem skręciliśmy na przełęczy w lewo by zaliczyć 25 kilometrów szybkiego zjazdu do Pego. W krótkim czasie odległość do Calpe znacznie się zmniejszyła, w Pego w Marcadonie wjechał pyszny burger i izotonic do bidonów. Szybki był także powrót przez Sagrę, Orbę, Seniję do Bennisy. Czułem się na tyle dobrze, że dołożyłem jeden podjazd po którym miałem prawie 10 minut do Calpe które było już bardzo spokojne. Brakło czasu na piwo gdzieś na mieście, po takiej jeździe jak najbardziej się należało, musiałem się zadowolić puszkowym z Marcadony. Po jeździe szybki posiłek, kąpiel i wyprawa na kebab po czym to czego nie lubię, rozkręcanie roweru i pakowanie. Przez cały dzień mało piłem i przy robocie z rowerem wypiłem całą 1,5 litrową butelkę wody.
https://www.strava.com/activities/17229414008

Kolejny dzień w Calpe zaczął się od dobrego śniadania. Plan na trasę był prosty - jezioro El Guadalest i punkty widokowe w Benidormie i Calpe. Szybka decyzja co do stroju - krótki komplet, rękawki i kurtka w kieszeń. Na dzień dobry odcinek którego nie lubię, przejazd przez całe Calpe i główną drogą do Altei. Pokonaliśmy go szybko i sprawnie w 4 osobowym składzie. Pierwszy postój to kawa w budce na rondzie w Callosie a następnie podjazd do Guadalest. Noga kręciła dobrze więc poprawiłem swój najlepszy czas o ponad minutę nie wychodząc że strefy komfortu. Zjazd nad jezioro spokojnym tempem i następnie okrążenie zbiornika i postój w Beniardzie na bardzo dobrych churrosach z czekoladą. Przy postoju decyzja o szybkiej ewakuacji do Calpe. Mimo tego, że był pomysł aby zaliczyć jeszcze pobliski Font de Pantagat i wjechać na 1000 m n.p.m. Odcinek do Altei szybki a następnie trochę problemów na drodze. Po wjeździe do Calpe zaliczyliśmy jeszcze Mont de Toix z widokiem na morze, Calpe i dalsze miejscowości czy Benidorm z drugiej strony. Po zjeździe pogoda trochę się poprawiła więc zaliczyłem jeszcze dwa podjazdy - szarpany odcinek z centrum pod Fusterę i po zjeździe nowo odkrytym odcinkiem do głównej drogi na Morairę klasyczny podjazd La Fustera. Po kilometrze zorientowałem się że są idealne warunki na bicie rekordów i ostatnie 3 kilometry pokonałem naprawdę mocno. Zjazd do Calpe już bez filozofii i fajerwerków. Kolejne 100 kilometrów i 2000 metrów w pionie wpadło. Po to właśnie przyjeżdża się do Calpe.
https://www.strava.com/activities/17194928294

Drugi dzień w Calpe to już
pierwsza konkretna trasa. Klasyk czyli na dzień dobry La Fustera potem Lliber i
Col De Rates. Warunki do jazdy idealne więc można myśleć o poprawie czasu na
Rates. Baza wypadowa w tym roku znajduje się już na wylocie z Calpe w kierunku
Morairy i już po 5 kilometrach zaczyna się podjazd na Fusterę. To idealny odcinek na to
by stwierdzić jak organizm reaguje na bodźce treningowe. W moim przypadku to od
rzu brutalna weryfikacja, nogi chcą kręcić ale płuca zostały chyba w Polsce.
Podjazd na Fusterę potraktowałem więc treningowo, dwa mocniejsze akcenty poza
2-3 strefą. Pierwsze zjazdy spokojne, asekuracyjne i dosyć szybki dojazd do
Parcentu gdzie zaczyna się kultowy podjazd na Rates. Początek zbyt zachowawczy
ale im dalej, tym lepiej, tętno wybiło w kosmos, ludzi jak mrówek ale wiatr w
większości w plecy, kilka razy musiałem zwalniać bo nie dało się minąć grupek
kolarzy ale w końcówce dołożyłem do pieca. Czas wyszedł rekordowy ale wiem, że
stać mnie na więcej. Po chwili odpoczynku próba wjazdu na 2.1 gdzie jeszcze mnie
nie było ale ostatecznie rezygnacja gdyż okazało się, że przez Rates pojedzie
wyścig i zamykać będą drogę, ostatecznie nie udało
się przejechać i czekaliśmy aż przejadą kolarze. Następnie przez Tarbenę
wjechaliśmy na Sa Creuta osiągając 780 m n. p. m. Zjazd spokojny do Castell i
następnie szyki odcinek do Parcentu na kawę i ciastko w Blance gdzie jeszcze nie
byłem. Na powrocie gratis w postaci Cumbre del Sol od strony Morairy, konkretny
podjazd pokonany bez taryfy ulgowej. Niebezpieczny zjazd zebrał żniwo w postaci
upadku Daniela który dosyć mocno się poszlifował i porysował nowy rower. Dalsza
część zjazdu już spokojna i powrót do Calpe w moim przypadku już ulgowy. Idealna
trasa i dystans na początek.

Dojazd do Calpe podzielony był na
3 etapy. Pierwszy z nich to dojazd na lotnisko Karków - Balice który mi zajął 75
minut, całkiem dobry czas jak na porę roku i warunki na drogach.
Następnie odprawy na lotnisku, byłem dosyć wcześnie ale i tak czasu nie było
zbyt wiele. Sam lot przespałem w większości ale było też sporo zamieszania w
samolocie ze względu na obecność dzieci
w pobliżu a także awarię telefonu z którą walczyłem już od połowy drogi z domu
do Karkowa. Na lotnisku ponad 20 minut czekania na bagaż i kolejne 10 na
dotarcie na miejsce zbiórki. Ostatni etap to już transfer z lotniska w Alicante
do Calpe. Niespełna godzina jazdy. Od wyjazdu z domu 8:45 czyli taka normalna
dniówka w pracy. Po przyjeździe, skręcanie roweru,
jedzenie, zakupy, przejażdżka po mieście i drzemka przed spotkaniem
organizacyjnym które trwało 90 minut. Poznałem kilku chłopaków z których część jest
pierwszy raz w Hiszpani na rowerze. Omówiliśmy plany na pierwszy dzień na
rowerze i po 22:30 poszliśmy spać. Inaczej
wyglądał ten dzień pierwszy niż zwykle jak to na zorganizowanym wyjeździe.
https://www.strava.com/activities/17163650351