Podsumowanie 14 tygodnia 2021
Niedziela, 4 kwietnia 2021 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Ostatni tydzień był kolejnym ze zmienną pogodą, taki stan zaczyna mnie już irytować, ileż można znosić takie huśtawki pogody, nie wpływa to dobrze zarówno na zdrowie, koncentrację czy motywację do czegokolwiek. Pod względem treningowym był to bardzo dobry tydzień, najlepszy jakościowo w tym roku. Tym razem nie musiałem zmieniać rowerów jak skarpetek i wszystkie aktywności rowerowe przeprowadziłem na swoim najlepszym sprzęcie. Trenowałem w zasadzie w każdych warunkach i każdy trening był inny, zacząłem od jazdy regeneracyjnej w przyjemnej temperaturze i słońcu, następny trening był czysto tlenowy po mokrych i zlanych olejem drogach, kolejny w bardzo przyjemnej temperaturze i na suchej drodze trening z trzema podjazdami na Równicę, później długi tlen w wietrznych warunkach i niskiej temperaturze a tydzień zakończyłem zaliczeniem Równicy w iście zimowej scenerii. Było wszystko zarówno pod względem pogody jak i różnorodności treningów. Udało się uzbierać kolejne 14 godzin treningu co uznaję za świetny wynik biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się znajduję. Jeżdżąc sobie po drogach województwa zaliczyłem sporo zapomnianych lub nowych dróg których większość była równa jak stół, czasami warto oddalić się od domu niż krążyć po tych samych drogach które w znacznej części są dziurawe i po jakimś czasie stają się nudne. Zauważyłem także, że większość osób jakie mijam jeździ na topowym sprzęcie, mimo, że mój też nie jest z najniższej półki wygląda czy nich biednie. Na szczęście sprzęt sam nie jeździ, gdyby tak było ja już dawno byłbym statystą w tym sporcie a tak nie jest. Właśnie miał zacząć się sezon startowy na który w zasadzie jestem przygotowany ale sytuacja jest jaka jest i wszystko przesunęło się co najmniej o miesiąc ale nie chce mi się wierzyć, że już w maju jakieś zawody dojdą do skutku. Ten fakt zdecydował, że nie nastawiam się na ściganie w tym roku, jak będę miał ochotę na wyścig i równocześnie będzie opcja wystartowania to zaliczę jakiś wyścig jednak zupełnie nie mam na to ciśnienia. Może skończyć się jak w ubiegłym roku czyli jeden wyścig – TRR oraz kilka czasówek na których radzę sobie całkiem nieźle. Już pierwsza ochota na przepalenie nogi mnie naszła i zaatakowałem mój ulubiony podjazd w okolicy. Nigdy nie jechałem tego podjazdu w tak niskiej temperaturze i płatkami śniegu w tle. Nie nastawiłem się na konkretny czas, nie myślałem o wyniku, koncentrowałem się na utrzymaniu stałej mocy i założonego pułapu kadencji i pod tym względem wszystko wyszło niemal idealnie. Zaliczyłem najszybszy wjazd treningowy od prawie 2 lat, lepsze wyniki osiągałem głównie na różnego rodzaju zawodach i nie spodziewałem się takiej nogi na starcie sezonu, mimo tego do formy wciąż daleko bo inne elementy mniej lub bardziej szwankują ale obawy jakie miałem jeszcze tydzień temu okazały się bezpodstawne i nawet nieco słabiej przepracowana zima daje efekty. Chciałbym dalej trenować tym schematem jaki założyłem jakiś czas temu ale wciąż miesza pogoda a trenażerem już rzygam i mam go serdecznie dość więc w grę wchodzą jedynie treningi plenerowe.
1.Waga w ostatnim tygodniu:
W dalszym ciągu waga utrzymywała się na zbliżonym poziomie. Powoli chyba trzeba myśleć o zwiększeniu mocy niż spadku wagi bo to nie wychodzi. Tętno spoczynkowe i niskie ciśnienie się utrzymało.1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

Utrzymując podobną ilość TSS nastąpił wzrost CTL a także stabilizacja TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Podczas dwóch treningów generowałem niezłe moce. Moc w zakresie 12-18 minut wyszła najlepsza w tym roku. Wcześniej uzyskałem powtarzalność mocy w czasie 14 minut na poziomie 301 Wat co w tym roku jeszcze mi się nie zdarzyło.
4.Dane liczbowe:
4.Dane liczbowe:

5.Dane o podjazdach:

Pod względem podjazdów był to dobry tydzień ale udało się zaliczyć tylko cztery podjazdy, wszystkie to Równica. Osiągnięty na koniec tygodnia czas klasyfikuje się w najlepszej 10 podjazdów treningowych oraz 20 wszystkich 79 sklasyfikowanych wyników. Jak dotąd aż 15 razy nie złamałem granicy 20 minut, po raz ostatni zdarzyło mi się to w 2016 roku, wycinając początek 2019 roku od blisko 5 lat nie zanotowałem czasu gorszego jak 19 minut a jedyne dwa wjazdy powyżej tej granicy zdarzyły mi się w 2019 roku. Nie bez powodu jest to mój ulubiony podjazd, zazwyczaj idzie mi na nim lepiej jak na innych. Poniżej tabela z najlepszymi 30 wynikami:

Jak widać 18 minut złamałem już w 2010 roku mając 18 lat i zajmując miejsca w ogonie stawki w zawodach. Na czas 17 minut czekałem kolejne 5 lat gdy zajmowałem już miejsca w górnej połowie stawki. Dwa lata później wjechałem poniżej 16 minut, udało się poprawiać swoje czasy w 2019 oraz 2020 roku ale do magicznej 15 minut wciąż brakuje. Czasy z tego podjazdu są moją wizytówką, potwierdzają tylko to, że jestem dobrym góralem i specjalizuję się w czasówkach pod górę, moje wyniki nie są przypadkowe, przez lata stawiałem kolejne kroki na sportowej drabinie i poprawiałem swoje czasy. Być może w tym roku takie próby na tym podjeździe będę wykonywał regularnie aby sprawdzać postępy. Królem Równicy nazwać siebie nie mogę bo są mocniejsi notujący lepsze czasy oraz tacy co Równicę jeżdżą kilka razy w tygodniu. Gdyby ten podjazd był bliżej to jeździłbym częściej ale w obecnej sytuacji wydaje mi się, że podjazd się oddala ode mnie bo nie mam czasu zaliczać go tak regularnie jak jeszcze kilka lat temu.
Trening 23
Niedziela, 4 kwietnia 2021 Kategoria Trening 2021, Szosa, Samotnie, Cube '21, 50-100
Km: | 60.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:15 | km/h: | 26.67 |
Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 3.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 134( 68%) |
Kalorie: | 1432kcal | Podjazdy: | 910m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po dobrym jednak nie tak obwitym w kalorie śniadaniu ruszyłem na trasę. Zazwyczaj po wielkanocnym śniadaniu zaliczam jakąś górę, kiedyś to był Żar, później Przegibek a ostatnimi czasy Równica, oczywiście nie zawsze się dało ale chciałem podtrzymać tą tradycję i postanowiłem zaliczyć Równicę. Pomimo tego, że wczoraj była zła pogoda i w górach pojawił się śnieg nie miałem obaw, że droga będzie nieprzejezdna. Ruszyłem nawet szybciej niż się spodziewałem przy całkiem dobrej pogodzie. Termometr wskazywał 2 stopnie ale wydawało się, że jest więcej. Początek bardzo spokojny bo nie chciałem za bardzo wybrudzić roweru, na głównej jednak było już sucho i można było jechać szybciej. Wtedy też moje nadzieje na słabsze podmuchy wiatru się skończyły bo znów wiatr dawał się we znaki. Do Ustronia miało być cały czas z wiatrem, w sumie lepiej bo mogłem jechać spokojnie ale całkiem szybko. Na drogach niestety było dużo samochodów i momentami niebezpiecznie. Musiałem być skupiony, nie mogłem bujać gdzieś w obłokach. Po około 50 minutach jazdy byłem u podnóża Równicy, zrobiłem krótką przerwę, rozebrałem co się dało i ruszyłem dosyć mocno ale nie na maksa, udało się rozpędzić do 35 km/h ale nic to nie dało bo po chwili zostałem strąbiony przez samochód i odruchowo zjechałem na lewą stronę szosy, nierówności w drodze w połączeniu z rosnącym nachyleniem spowodowały, że w momencie prędkość znacznie spadła, stromy fragment jechałem mocno ale nie na tyle aby się spalić na początku podjazdu. Nie miałem podglądu na czas co mnie motywowało do mocniej jazdy, po około 800 metrach złapałem rytm, ustabilizowałem moc i w dobrym tempie dojechałem do kostki brukowej. Na kostce nie radziłem sobie zbyt dobrze ale starałem się jechać równo i mocno. Za kostką znowu próba ustabilizowania mocy, tym razem krócej to trwało, wydawało mi się, że wolno jadę bo łuk w lewo wciąż był daleko. Do tego momentu droga była całkowicie sucha co mnie trochę zaskoczyło ale nie miałem nic przeciwko temu. Połowa podjazdu minęła bez podglądu na czas, później zaczęły się delikatne schody, przy każdej zmianie nachylenia mieszałem przełożeniami co na pewno wpłynęło na efektywność. Gdy miałem za sobą 2/3 podjazdu i wjechałem w całkowicie zalesioną część podjazdu droga już była mokra, jechało się wyraźnie ciężej, sprawy nie ułatwiali także piesi których na tym odcinku było sporo i kilkoro z nich przechodziło przez drogę tuż przed moim przednim kołem, miałem chwilę zawahania czy dla bezpieczeństwa nie zwolnić ale na szczęście do tego nie doszło. Na ostatnim łuku w lewo pierwszy raz podgląd na czas. Spodziewałem się czasu w okolicy 14 minut co byłoby dobrym wynikiem, było minutę mniej czyli znacznie lepiej niż się spodziewałem, średnia moc też była kosmiczna jak na kwiecień, czułem rezerwy pod nogą ale postanowiłem jedynie utrzymać moc jaką generowałem na przeważającej części podjazdu. Do końca walczyłem o czas poniżej 17 minut, na ostatnich 200 metrach dołożyłem blisko 100 Wat ale to nie wystarczyło, musiałem też zwolnić przed samą kreską bo na szosie pojawił się śnieg. Za kreską odpuściłem i luźno dojechałem do schroniska, ilość ludzi oraz całkowicie mokra droga i opad śniegu który w zasadzie towarzyszył mi już na ostatnich 2 kilometrach podjazdu zniechęciły mnie aby zaliczyć jeszcze Skibówkę. Nie miało to żadnego sensu treningowego a widoków i tak nie było. Postój był krótki i ruszyłem spokojnie w dół, ilość ludzi i samochodów spowodowała, że odpuściłem sobie szybki zjazd, zjechałem bezpiecznie do kostki gdzie utworzył się zator, nie chciało mi się dokładać drogi przez Jaszowiec wiec spokojnie zjechałem do mostu za samochodami. Mimo bardzo wolnej jazdy zmarzłem co było skutkiem tylko mojej głupoty, zapomniałem ubrać kurtkę na zjazd. Zrobiłem to po zjeździe bo temperatura spadła do 0 stopni a gdy ruszyłem to zaczął sypać śnieg, do tego cały czas miałem pod wiatr. Jechałem spokojnie tą samą drogą, po drodze minąłem dwóch kolarzy jadących w przeciwną stronę i dwóch w moim kierunku, jeden z nich na moment złapał koło a drugi nie był w stanie bo jechał cały czas na stojąco, taka jazda ma zastosowanie tylko na podjazdach, na płaskim pod wiatr oznacza to dużo większą powierzchnię oporową i łatwe wytracanie prędkości. Za Ustroniem już nie sypało, temperatura podskoczyła o kilka kresek ale wciąż wiało. W równym tempie dojechałem do domu, wybrałem najkrótszy wariant dojazdu i powrotu z Równicy, wiatr i wolny zjazd zabrał trochę czasu ale miałem jeszcze spory zapas którego jednak nie wykorzystałem. Pierwszy sprawdzian zaliczony, do trenażerowych testów podchodziłem z dużym dystansem ale ten test potwierdził, że jestem coraz bliżej formy. Nie spodziewałem się takiej mocy która przy normlanych warunkach i wadze spokojnie da czas poniżej 16 minut. Osiągnięty jednak czas jest bardzo dobry, lepsze osiągałem wyłącznie w miesiącach letnich lub jesiennych, wciąż jednak mam nad czym pracować by poziom z Równicy przełożyć na inne podjazdy co zazwyczaj było niemożliwe.





Siłownia 31
Sobota, 3 kwietnia 2021
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:00 | min/km: | |
Pr. maks.: | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 113113 ( 57%) | HRavg | 76( 38%) | |
Kalorie: | 136kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Ciężary |
Pogoda cały dzień była zmienna i w zasadzie wszystkie możliwe warunki się pojawiły. Wieczorem postanowiłem trochę poćwiczyć, odpuściłem sobie ćwiczenia na nogi i skupiłem się na czterech partiach nad którymi stale pracuję i wciąż są słabe. Na wstępie wydłużyłem rozgrzewkę aby być w 100 % przygotowany do ćwiczeń. To był mądry wybór i już pierwsze ćwiczenia wyglądały dobrze pod względem technicznym i wchodziły bardzo lekko. Lekkie schody zaczęły się w momencie gdy zacząłem ćwiczyć z ciężarami, jednak po chwili się rozkręciłem i dopiero ostatnie powtórzenia w kolejnych seriach były odczuwalne i coraz trudniejsze do wykonania. Podczas 2 ostatnich ćwiczeń miałem już problem z poprawnością wykonywania ćwiczeń. Sporo czasu poświeciłem na regenerację po treningu, mimo to wyraźnie czułem mięśnie.


Trening 22
Piątek, 2 kwietnia 2021 Kategoria 100-200, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
Km: | 147.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:01 | km/h: | 29.30 |
Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 130( 66%) |
Kalorie: | 3039kcal | Podjazdy: | 1050m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Wczoraj dałem organizmowi odpocząć co nie oznacza że nic nie robiłem. Zwykle gdy jest kilka dni dobrej pogody pod rząd jeden z nich wykorzystuję na prace w ogródku i tak też było tym razem. Dobre dwie godziny sprzątałem koło domu po zimie, znalazłem też chwilę na wyczyszczenie rowerów. Jak się okazało był to najcieplejszy dzień tego roku ale nie żałuję, że nie wykorzystałem go na rower. Co nie udało się w czwartek wyszło w piątek. Wykorzystałem pierwszy dzień urlopu w tym roku i zaliczyłem kolejną, ciekawą i długą trasę. Rano miałem kilka rzeczy do zrobienia a później próbowałem bezskutecznie wgrać trasę do licznika i wyjechałem w samo południe, jak się okazało przynajmniej 30 minut za wcześnie. Przez pierwszą godzinę było zimno, wietrznie a miejscami nawet mokro. Ubrałem się na 10 stopni a przez dłuższą chwilę na termometrze były ledwie 4 stopnie i zmarzłem. Można powiedzieć, że po przekroczeniu Wisły pogoda się zmieniła, zrobiło się cieplej, niebo było coraz bardziej pogodne aż wyszło słońce. Noga pracowała bardzo dobrze ale trzymałem się założeń i starałem się nie przekraczać 200 Wat, nie miałem problemów z jazdą na wysokiej kadencji, tętno było zadziwiająco niskie jak na mnie. Przez pierwszą godzinę nie robiłem zbędnych postojów, zatrzymywałem się tylko na skrzyżowaniach ze światłami. Pierwszy dylemat pojawił się po przekroczeniu drogi 933 gdy wjechałem na zapomniany nieco odcinek łączący dwie wojewódzkie drogi. Zatrzymałem się na moment ale po chwili byłem pewny, że muszę jechać na północny wschód i ruszyłem w dalszą drogę. Jak po sznurku dojechałem do drogi 931 na Bieruń, czekało mnie teraz kilkanaście kilometrów jazdy nudną, płaską drogą. Nawierzchnia była dobra, ruch niewielki, wiatr nieodczuwalny i drogi szybko ubywało. Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w Bieruniu na skrzyżowaniu z drogą 44. Miałem dwie opcje, skręcić w prawo i przejechać jakieś 300 metrów krajówką lub wybrać nieznany łącznik omijający tą drogę. Stanęło na tej drugiej opcji ale swoje musiałem na skrzyżowaniu odstać. Później miałem jednak zupełnie pustą drogę i nawet na główną na Lędziny wjechałem bezpiecznie i bez długiego stania. Teraz już byłem na drodze którą już jechałem ale ostatni raz blisko 12 lat temu, zaskoczyła mnie jakość tej drogi, bliska obecność kopalni zwykle wpływała na złą jakość nawierzchni a ta droga była dosyć równa i bez dziur. Wiedziałem, że mam jechać prosto aż do Mysłowic a najbardziej charakterystyczny punkt trasy to wzgórze Klimont znajdujące się po lewej stronie trasy. Wypatrywałem go z oddali ale gdzieś go przeoczyłem, trzymałem się jednak głównej drogi i dojechałem do skrzyżowania z drogą na Wesołą, zmylił mnie jednak jeden fakt, byłem pewny, że najpierw muszę przekroczyć S1 a później skręcić w lewo a okazało się, że to właśnie była ta droga którą najszybciej dostanę się na Katowice. Jechałem jednak prosto i coś mi nie pasowało, kierowałem się za bardzo na wschód wzdłuż drogi S1 i w końcu postanowiłem się zatrzymać. Moja pomyłka nie była tak kosztowana jak ostatnio i skręciłem w pierwszą dróżkę w prawo. Nawierzchnia była bardziej nierówna ale bez dziur i dojechałem do drogi która prowadziła na Kostuchnę. Na rondzie z charakterystycznym czerwonym diabelskim kołem zatrzymałem się by odebrać telefon, okazało się, że nawet 60 kilometrów od domu, na rowerze, w kasku i kolarskim stroju zostałem rozpoznany. Ten telefon trochę wybił mnie z rytmu, ale na szybkim odcinku przez las rozkręciłem się na nowo. Gdy minęły 2 i pół godziny jazdy pojawiło się to co zwykle działo się już kilkanaście minut szybciej czyli kryzys tętna, znowu przy podobnej mocy jak wcześniej wartości były o 10-20 uderzeń wyższe, już teraz wiem, że należy olewać ten temat bo na razie nie wymyśliłem na to sposobu. Katowice okazały się dla mnie pułapką nawigacyjną, chciałem jak najszybciej przejechać na Mikołów i dwa razy zjechałem z dobrej trasy na skróty. Druga pomyłka była o tyle kosztowna, że w Mikołowie wylądowałem na dwupasmówce i 300 metrów musiałem pokonać tą drogą. W mieście jakieś remonty, objazdy i ostatecznie lekka modyfikacja trasy, zamiast na Chudów pojechałem na Łaziska wspominając IC na które przyjeżdżałem 8-9 lat temu gdy w Bielsku nie było jeszcze regularnych ustawek. Hopki na trasie zmęczyły mnie bardzo, miałem chwilowy kryzys który minął jednak w Orzeszu, tam jednak popełniłem kolejną wpadkę. Zamiast na Zazdrość pojechałem na Zawiść, dawało to 2 kilometry więcej drogi do Królówki oraz bark otwartego sklepu. W efekcie przez kilka kilometrów jechałem z pustymi bidonami i bez jedzenia. Tam jednak uzupełniłem zapasy, odżyłem ale zmodyfikowałem trasę, zamiast jechać na Wisłę Wielką i Strumień pojechałem najkrótszą drogą na Pszczynę. Na tym odcinku przekonałem się jak zmienny może być wiatr, wiało raz z lewej, raz z prawej, chwilami nawet w plecy. Noga całkiem nieźle podawała, nie przejmowałem się wysokim tętnem i jechałem równym tempem trzymając założoną kadencję. Ostatni podjazd poszedł całkiem sprawnie a później już dobie odpuściłem i spokojnie dojechałem do domu. Zamknięcie Czech ma swoje plusy ponieważ można odwiedzić zapomniane tereny, nie trzeba wcale jeździć stale po tych samych drogach. Ta trasa była niby płaska ale wyszło ponad 1000 metrów w pionie głownie dzięki sekwencji hopek między Katowicami a Orzeszem. W tym roku chciałbym jeszcze odwiedzić Kraków i wtedy wszystkie stare trasy zostaną odświeżone, na drugą stronę GOP na razie nie będę się zapuszczał. Ta trasa mimo , że nie była zbyt atrakcyjna widokowo ale prowadziła w większości po bardzo dobrych asfaltach. Noga na całej trasie była co najmniej dobra ale wciąż czegoś brakuje do pełniej satysfakcji. Kolejne długie trasy już w trudniejszym terenie. Może w końcu waga nieco spadnie. Okres świąteczny będzie wyglądał jak zazwyczaj, sobota po takim dystansie będzie czasem na odpoczynek, w niedzielę jak pogoda pozwoli to atakuję Równicę z myślą o jak najlepszym czasie a w poniedziałek lekki rozjazd przed kolejnymi treningami.


Podsumowanie marca
Środa, 31 marca 2021 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Marzec jest zawsze dla mnie najważniejszym miesiącem pod kątem treningu rowerowego. W tym czasie staram się budować tzw. bazę tlenową na której później opieram formę. Perypetie zdrowotne z przeszłości oraz kilkukrotne poddanie organizmu wysiłkowi znacznie przekraczającemu wytrzymałość organizmu sprawiają że nie mogę bazować na tym co wypracowałem w poprzednim roku i muszę odpowiednią ilość godzin wyjeździć. Ten rok jest trudny dla mnie m.in. ze względu na bardzo małą ilość czasu. Wiedziałem że objętość treningowa z poprzednich lat jest nieosiągalna ale chciałem jak najbardziej się do niej zbliżyć. Nie pomagała w tym pogoda która była bardzo zmienna i ogólnie kiepska. Mimo to ledwie 3 razy skorzystałem z trenażera. Swój plan treningowy zrealizowałem w 98%. Zmienne warunki atmosferyczne sprawiły że trenowałem na trzech rowerach. Przetestowałem nowe komponenty w rowerze, ustawiłem optymalną pozycję i zaliczyłem kilka ciekawych tras. Cztery razy było mi dane trenować podjazdy co przy tych warunkach jest dobrym wynikiem. Dobrze przepracowałem ten miesiąc i jestem gotowy na sezon. Z każdym tygodniem zbliżałem się do optymalnej dyspozycji, noga coraz lepiej pracowała i z tego trzeba się cieszyć. Był to także owocny miesiąc na tle zawodowym, udało się doprowadzić do końca jeden z dwóch projektów nad którymi pracowałem od 2019 roku i cenię to sobie bardziej niż całą gablotę trofeów zdobytych na zawodach.
1.Waga w marcu:
Przez pierwsza połowę miesiąca waga szła powoli w dół ale w końcówce znowu skoczyła w górę, przybrałem głownie mięsnie lecz wielkiego znaczenia to nie ma. Pozostałe parametry w normie.
2.Obciążenie treningowe:
Każdy kolejny tydzień przyniósł wzrost CTL, liczba TSS w poszczególnych tygodniach była różna stąd odmienne wartości ATL czy wzrost TSB w połowie miesiąca. W kolejnych tygodniach nie przewiduję dużego wzrostu TSS oraz dużych skoków CTL.
3.Najlepsze wartości mocy:
Maksymalne moce wyszły dobre jak na marzec. Poprawiłem wszystkie wyniki z testu przeprowadzonego w styczniu. Największy progres osiągnąłem w maksymalnym minutowym wysiłku i poprawiłem swój życiowy wynik o 10 Wat. Tradycyjnie najlepiej radziłem sobie na 20-30 minutowym odcinku. Pozostałe wyniki również były lepsze niż w lutym. Przy obecnej wadze jednak nie wygląda to tak różowo jak na papierze.
4.Dane liczbowe:
4.1.Dane ogólne:

4.2.Rozkład tętna:
Najwięcej czasu spędziłem w zakresie tętna od 130 do 150 bpm.
4.3.Rozkład mocy:
Najwięcej minut nazbierało się w zakresie od 180 do 210 Wat.
4.4.Rozkład kadencji:
Moją ulubioną kadencją jest zakres od 90 do 110 rpm, to właśnie trzymając taki rytm nazbierało się najwięcej minut.
4.5.Rozkład prędkości:
Nigdy nie należałem do szybkich kolarzy, nic w tym aspekcie się nie zmieniło i nawet na płaskim nie byłem w stanie utrzymywać 30 km/h przez dłuższy czas.
4.6.Czas w strefach zmęczenia:
Mniej treningów na wysokiej intensywności wpłynęło na to, że tylko kilka razy na kilka minut spadłem poniżej krytycznej wartości W’ a zazwyczaj utrzymywałem się w najbardziej bezpiecznej strefie.
4.7.Dane o podjazdach:
W marcu udało się kilka razy wjechać w góry. Pogoda nie była zbyt łaskawa i na wiele liczyć nie mogłem. Moja dyspozycja na podjazdach wygląda nieźle ale do najlepszych czasów sporo brakuje i jest nad czym pracować. Może gdy warunki się ustabilizują na dobrym poziomie to już będzie lepiej ale chyba muszę dołożyć coś od siebie, dobra forma gdzieś jest blisko ale nie mogę jej na razie dosięgnąć.
4.8.Inne statystyki:
To zestawienie stworzyłem z czystej ciekawości. Jak na razie ten rok jest bardzo nijaki, jeżeli się wyróżnia to tylko na niekorzyść, jak w przypadku wagi. Już trzeci rok mam problem z czasem ale dopiero w tym roku było to widoczne w postaci mniejszej ilości treningów. Starałem się nawiązać do 2-3 ostatnich lat podczas których trenowałem już z pomiarem mocy i przez 2 ostatnie lata miałem całkiem przyzwoity sezon po dobrej zimie i solidnym marcu. Pogoda w tym roku nie była zbyt łaskawa ale wpłynęło to tylko w nieznacznym stopniu na ilość i jakość treningów. Na tą tabelę patrzę jednak z przymrużeniem oka bo np. w 2015 roku po kompletnie odpuszczonej zimie zaliczyłem przyzwoity jak na tamte czasy sezon a dane z marca w większości były najgorsze na przestrzeni 8 lat.
5.Plany na kwiecień:
W kwietniu planowałem rozpocząć starty w zawodach. Niewiele jednak wskazuje na to, że sezon rozpocznie się zaraz po Świętach, pierwsze wyścigi już zostały przełożone a w Czechach nawet zawody planowane na Maj są przenoszone na lato, to nie wróży dobrze w kontekście wyścigów. To daje mi jednak czas na wypracowanie lepszej formy i redukcję wagi która nie pozwala na tak efektywne pokonywanie podjazdów jak w ubiegłym roku. Postanowiłem również zmodyfikować plan treningowy głównie ze względu na brak czasu. W każdym tygodniu planuję jeden trening siłowy, dwa intensywniejsze treningi, jeden z krótkimi lub dłuższymi podjazdami, jeden w górach z dużą swobodą wyboru tempa na podjazdach oraz jeden trening typowo tlenowy i dłuższy trening w terenie pagórkowatym z mocą poniżej FTP. W kwietniu już się coś wyjaśni w sprawie startów, w sumie bym się nie obraził gdyby wszystko wyglądało podobnie jak w ubiegłym roku. Dawało to dużo swobody w kontekście treningów i regulacji obciążeń treningowych. Brak wyścigów ma także dobre strony i jestem w stanie je znaleźć i docenić.
1.Waga w marcu:
Przez pierwsza połowę miesiąca waga szła powoli w dół ale w końcówce znowu skoczyła w górę, przybrałem głownie mięsnie lecz wielkiego znaczenia to nie ma. Pozostałe parametry w normie.
2.Obciążenie treningowe:
Każdy kolejny tydzień przyniósł wzrost CTL, liczba TSS w poszczególnych tygodniach była różna stąd odmienne wartości ATL czy wzrost TSB w połowie miesiąca. W kolejnych tygodniach nie przewiduję dużego wzrostu TSS oraz dużych skoków CTL.
3.Najlepsze wartości mocy:
Maksymalne moce wyszły dobre jak na marzec. Poprawiłem wszystkie wyniki z testu przeprowadzonego w styczniu. Największy progres osiągnąłem w maksymalnym minutowym wysiłku i poprawiłem swój życiowy wynik o 10 Wat. Tradycyjnie najlepiej radziłem sobie na 20-30 minutowym odcinku. Pozostałe wyniki również były lepsze niż w lutym. Przy obecnej wadze jednak nie wygląda to tak różowo jak na papierze.
4.Dane liczbowe:
4.1.Dane ogólne:

4.2.Rozkład tętna:

Najwięcej czasu spędziłem w zakresie tętna od 130 do 150 bpm.
4.3.Rozkład mocy:

Najwięcej minut nazbierało się w zakresie od 180 do 210 Wat.
4.4.Rozkład kadencji:

Moją ulubioną kadencją jest zakres od 90 do 110 rpm, to właśnie trzymając taki rytm nazbierało się najwięcej minut.
4.5.Rozkład prędkości:

Nigdy nie należałem do szybkich kolarzy, nic w tym aspekcie się nie zmieniło i nawet na płaskim nie byłem w stanie utrzymywać 30 km/h przez dłuższy czas.
4.6.Czas w strefach zmęczenia:

Mniej treningów na wysokiej intensywności wpłynęło na to, że tylko kilka razy na kilka minut spadłem poniżej krytycznej wartości W’ a zazwyczaj utrzymywałem się w najbardziej bezpiecznej strefie.
4.7.Dane o podjazdach:

W marcu udało się kilka razy wjechać w góry. Pogoda nie była zbyt łaskawa i na wiele liczyć nie mogłem. Moja dyspozycja na podjazdach wygląda nieźle ale do najlepszych czasów sporo brakuje i jest nad czym pracować. Może gdy warunki się ustabilizują na dobrym poziomie to już będzie lepiej ale chyba muszę dołożyć coś od siebie, dobra forma gdzieś jest blisko ale nie mogę jej na razie dosięgnąć.
4.8.Inne statystyki:

To zestawienie stworzyłem z czystej ciekawości. Jak na razie ten rok jest bardzo nijaki, jeżeli się wyróżnia to tylko na niekorzyść, jak w przypadku wagi. Już trzeci rok mam problem z czasem ale dopiero w tym roku było to widoczne w postaci mniejszej ilości treningów. Starałem się nawiązać do 2-3 ostatnich lat podczas których trenowałem już z pomiarem mocy i przez 2 ostatnie lata miałem całkiem przyzwoity sezon po dobrej zimie i solidnym marcu. Pogoda w tym roku nie była zbyt łaskawa ale wpłynęło to tylko w nieznacznym stopniu na ilość i jakość treningów. Na tą tabelę patrzę jednak z przymrużeniem oka bo np. w 2015 roku po kompletnie odpuszczonej zimie zaliczyłem przyzwoity jak na tamte czasy sezon a dane z marca w większości były najgorsze na przestrzeni 8 lat.
5.Plany na kwiecień:
W kwietniu planowałem rozpocząć starty w zawodach. Niewiele jednak wskazuje na to, że sezon rozpocznie się zaraz po Świętach, pierwsze wyścigi już zostały przełożone a w Czechach nawet zawody planowane na Maj są przenoszone na lato, to nie wróży dobrze w kontekście wyścigów. To daje mi jednak czas na wypracowanie lepszej formy i redukcję wagi która nie pozwala na tak efektywne pokonywanie podjazdów jak w ubiegłym roku. Postanowiłem również zmodyfikować plan treningowy głównie ze względu na brak czasu. W każdym tygodniu planuję jeden trening siłowy, dwa intensywniejsze treningi, jeden z krótkimi lub dłuższymi podjazdami, jeden w górach z dużą swobodą wyboru tempa na podjazdach oraz jeden trening typowo tlenowy i dłuższy trening w terenie pagórkowatym z mocą poniżej FTP. W kwietniu już się coś wyjaśni w sprawie startów, w sumie bym się nie obraził gdyby wszystko wyglądało podobnie jak w ubiegłym roku. Dawało to dużo swobody w kontekście treningów i regulacji obciążeń treningowych. Brak wyścigów ma także dobre strony i jestem w stanie je znaleźć i docenić.
Trening 21
Środa, 31 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:07 | km/h: | 25.98 |
Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 170170 ( 87%) | HRavg | 139( 71%) |
Kalorie: | 1406kcal | Podjazdy: | 1210m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Nietypowy trening. Rano musiałem być służbowo w Skoczowie i postanowiłem wykorzystać ten fakt i połączyć wyjazd z treningiem. Sprawy załatwiłem szybko i już o 8 mogłem wyjechać na trening. Gdy przygotowałem rower do jazdy zauważyłem, że lewe ramię korby jest zupełnie luźne. Skręcając rower nie wpadłem na pomysł aby dokręcić śrubę mocującą kluczem dynamometrycznym tylko dokręciłem do oporu zwykłym imbusem. Pech chciał, że zestaw kluczy jaki miałem kończył się na 8 a potrzebowałem 10. Całe szczęście obok był sklep gdzie kupiłem zestaw kluczy z 10 i dokręciłem korbę, zestaw jest podręczny i zmieścił się w kieszonce. Niestety miałem za mało kieszonek aby wszystko pomieścić a na bluzę było za ciepło i zdecydowałem się jechać w 2 koszulkach, rękawkach, spodenkach ¾ z wiatrówką w kieszeni. Wyjechałem z 15 minutowym opóźnieniem i o tyle miałem mniej czasu więc musiałem zmodyfikować trasę i rozgrzewkę. Postanowiłem jechać do Ustronia cały czas dwupasmówką, to pozwoliło zrobić rozgrzewkę którą dodatkowo utrudnił wiatr. Tradycyjnie przed pierwszym podjazdem się zatrzymałem, nie umiałem się zorganizować i kolejne kilka minut bezsensownie straciłem. Ostatni raz Równicę jechałem jesienią i nie byłem pewny w którym miejscu ruszyć mocno aby nie dokręcać na ostatnim, płaskim fragmencie. Początek podjazdu od Jaszowca sobie odpuściłem, pojawienie się drogowców kończących prace przy chodnikach w niczym mi nie przeszkodziło, nawet zanieczyszczona mocno droga na odcinku kilometra nie miała żadnego wpływu na jakość. Zakładałem, że na rozwidleniu dróg powinienem być po 2 minutach mocnej jazdy i orientacyjnie wybrałem miejsce początku pierwszego powtórzenia na FTP. Zacząłem zbyt mocno i jakoś ciężko było zejść z mocą o 10 Wat i cały pierwszy podjazd poszedł zadecydowanie za mocno. Już wiedziałem, że skończę szybciej niż zakładałem ale postanowiłem dociągnąć w założonym tempie do kreski co dało dodatkowe 25 sekund. Przed zjazdem czekało mnie to co lubię najbardziej czyli ubieranie się na zjazd, przy okazji zjadłem banana, na zjeździe nie poszalałem, odpuściłem go zupełnie ale nie wyglądał tragicznie czego mogłem się spodziewać. Przed drugim podjazdem znowu postój na rozebranie kurtki i nawrót. Ruszyłem nieco później i spokojniej i cały podjazd był równiejszy, z mniejszą mocą ale wcale nie wolniejszy. Do kreski brakło tym razem około 10 sekund i znowu dociągnąłem w założonym tempie. Powtórka czynności sprzed 20 minut i równie spokojny zjazd. Trzeci podjazd zwykle mam najmocniejszy ale tym razem utrzymałem poziom z drugiego, ruszyłem jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej i kończyłem równo z kreską. Trzy wjazdy dały bardzo podobne czasy, niewielką rozbieżność tętna, mocy czy kadencji. Powoli wszystko idzie w dobrą stronę ale na powrót do tego co było rok temu jeszcze muszę cierpliwie poczekać. Czułem się nieźle ale nie zdecydowałem się na szybszy zjazd. Po zjeździe rozebrałem kurtkę bo bym się ugotował, cieszyłem się, że do Skoczowa będzie z wiatrem. Jeszcze bardziej się ucieszyłem gdy po skręcie w prawo na Skoczów dostałem lufę w twarz. Ostatnie 12 kilometrów to walka z wiatrem w twarz, pracowałem równo aby nie stracić więcej czasu bo byłem już spóźniony. Dopiero ostatnie 3 minuty zluzowałem. Był to chyba najlepszy trening w tym roku, zdecydowanie najlepsza noga i całkiem niezłe podjazdy. Chyba częściej będę powtarzał ten schemat, dojazd samochodem choćby do Pogórza jak tym razem pozwolił oszczędzić 30 minut a jakość treningu nie ucierpiała. Mimo dobrego samopoczucia przed następnym treningiem daję organizmowi 48 godzin na regenerację. Podczas treningu po raz kolejny przekonałem się jak minimalne znaczenie na podjeździe ma sprzęt, Równicę zdobywał również „kolarz” na rowerze wartym ponad 50000 złotych, obwieszony elektroniką i gadżetami i nim zaliczył jeden podjazd ja zdążyłem wjechać, zjechać i jeszcze go minąłem przed szczytem, jakbym ja tak wolno jechał i z taką kadencją to bym się przewrócił, w sumie kto bogatemu zabroni ale są jakieś granice. Tym bardziej cieszę się, ze mój sprzęt nie jest tyle warty i coraz częściej myślę, że jestem jakiś nie normalny bo zadowalają mnie drobiazgi do których doszedłem ciężką pracą i nie muszę wydawać na zabawki x tysięcy złotych.





Trening 20
Wtorek, 30 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:51 | km/h: | 29.19 |
Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 151151 ( 77%) | HRavg | 129( 66%) |
Kalorie: | 1117kcal | Podjazdy: | 660m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Wykorzystałem chwilę czasu i dobrej pogody na przejażdżkę regeneracyjną. Wybrałem trasę którą w ubiegłym roku przejechałem wiele razy. Przed wyjazdem zrobiłem restart oprogramowania miernika mocy oraz aktualizację Di2. Jazdy regeneracyjne zwykle wykorzystuję na testy. Po wyjeździe z domu zauważyłem że przerzutki wyraźnie lepiej działają i zmieniają się błyskawicznie, wcześniej zdarzało się że zmiana przełożenia trwała kilka sekund. Nie zauważyłem niczego dziwnego we wskazaniach mocy, rozkład na nogi był bardzo proporcjonalny ale gdy zacząłem jechać pod wiatr to wskazania wydały mi się za wysokie. Kilka minut myślałem nad przyczyną aż w końcu wpadłem na to że nowa korba ma dłuższe ramiona i stąd wskazania kilka % wyższe. Wybór tej trasy okazał się strzałem w dziesiątkę, pojawiło się kilka nowych asfaltów ale głównie na podjazdach, niektóre zjazdy są fatalne i aż strach puszczać hamulcowe. Ostatnie kilometry to walka z wiatrem i kierowcami wymuszającymi hamowanie nawet na zjazdach. Mimo dobrej i słonecznej pogody było dosyć chłodno i wybrany strój okazał się idealny a byłem pewny że będzie mi za ciepło.


Miasto 13
Poniedziałek, 29 marca 2021 Kategoria Miasto
Km: | 57.00 | Km teren: | 2.00 | Czas: | 02:30 | km/h: | 22.80 |
Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 6.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 1208kcal | Podjazdy: | 910m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Podsumowanie 12 tygodnia 2021
Niedziela, 28 marca 2021 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Ostatni tydzień przyniósł huśtawkę pogody, od niskich temperatur na początku, przez wiosenną aurę na starcie weekendu po następny spadek temperatury w niedzielę. To definiowało pośrednio układ i ilość treningów. Zacząłem od wymagającego treningu na 14 kilogramowym rowerze, następnie testowałem swój najlepszy sprzęt, zdążyłem po raz pierwszy przejechać trasę z 4 górskimi podjazdami i zakończyć tydzień ciekawą i długą trasą. Dyspozycja na przestrzeni tygodnia wahała się znacznie, najlepiej kręciło mi się o dziwo po 8 godzinach pracy niż będąc wypoczętym. Duży wpływ na to miały moje eksperymenty żywieniowe które mają wpłynąć na redukcję wagi która od listopada jest stabilna ale wyższa niż przez ostatnie 2 sezony. To chyba największy mój problem w tym momencie, gdybym miał odpowiednio więcej mocy i porównywalnie radził sobie na podjazdach a w tym elemencie radzę sobie zauważalnie gorzej niż w dobrych dla mnie czasach. Jest nad czym pracować, jak inne elementy nie grają to nawet najlepszy sprzęt nie pomaga. Może być tak, że nie uda się zbić wagi i będę musiał się z tym pogodzić, na razie ten rok nie zaczął się dla mnie dobrze, w listopadzie przymusowa przerwa i walka z bólem kolana, biodra czy barku, w lutym odnowienie się kontuzji stawu skokowego z powodu której przez 2 tygodnie miałem ograniczoną ruchomość i jeszcze te problemy z wagą. Może to zapłata za poprzedni, bardzo intensywny sezon. Przekonam się o tym za kilka miesięcy bo równie dobrze, za tydzień czy miesiąc mogę wrócić na właściwe tory czy nawet poprawić osiągnięcia sprzed roku. Posługiwanie się jakimiś schematami nie ma sensu bo nic dwa razy się nie zdarza i ciężko przewidzieć co wydarzy się za jakiś czas. Mimo tych problemów cały czas jestem zmotywowany, potrafię się skoncentrować i wiem co mam robić. Dzięki temu jestem w stanie utrzymywać regularność i przy ograniczonym czasie wolnym poświęcać naprawdę sporo czasu na trening. Jak się uda utrzymać ten stan to będę zadowolony, dobrą pracę wykonałem w zimie i efekty prędzej czy później powinny nadejść.
1.Waga w ostatnim tygodniu:
Po obiecującej końcówce poprzedniego tygodnia waga wróciła na swój wcześniejszy poziom. Tętno spoczynkowe utrzymywało się na zbliżonym poziomie a ciśnienie było stale niskie. Pod tym względem nie ma powodów do niepokoju.
2.Obciążenie treningowe:

Pod względem TSS był to rekordowy tydzień. Wpłynęło to na wzrost ATL i CTL oraz duże wahania TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Moce może nie rekordowe ale powtarzalne.
4.Dane liczbowe:

1.Waga w ostatnim tygodniu:

Po obiecującej końcówce poprzedniego tygodnia waga wróciła na swój wcześniejszy poziom. Tętno spoczynkowe utrzymywało się na zbliżonym poziomie a ciśnienie było stale niskie. Pod tym względem nie ma powodów do niepokoju.
2.Obciążenie treningowe:

Pod względem TSS był to rekordowy tydzień. Wpłynęło to na wzrost ATL i CTL oraz duże wahania TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Moce może nie rekordowe ale powtarzalne.
4.Dane liczbowe:

Trening 19
Niedziela, 28 marca 2021 Kategoria 100-200, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
Km: | 155.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:20 | km/h: | 29.06 |
Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | 153153 ( 78%) | HRavg | 133( 68%) |
Kalorie: | 3444kcal | Podjazdy: | 1140m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Kolejny dobry trening zrealizowany. Już na starcie trochę problemów przez które wyjechałem później niż zakładałem. Gdybym miał czas to jeszcze bym opóźnił wyjazd po drogi po nocnych i porannych opadach były jeszcze mokre. Po wczorajszej jeździe wprowadziłem kilka poprawek odnośnie roweru i miało już być dobrze. Zaplanowałem ciekawą trasę która jednak w tych warunkach była wymagająca. Muszę w końcu zgubić te kilogramy które przeszkadzają mi na podjazdach i zdecydowałem się zabrać mniej jedzenia ale napój izotoniczny zamiast wody. Wydawało mi się, że jest to dobre rozwiązanie ale w trakcie jazdy przekonałem się, że tak nie było. Po raz pierwszy od dawna miałem taką sytuację, że najpierw jechałem z wiatrem a później walczyłem z silnym wiatrem w twarz. Jak ruszyłem to już czułem, że nogi są lepsze niż dzień wcześniej, To jednak był tylko słabszy dzień a nie jakiś dołek dyspozycji. Początkowo jechałem bardzo zachowawczo ze względu na mokre drogi i niską temperaturę, połączenie tych dwóch elementów mogło oznaczać śliskie drogi. Podczas jazdy pilnowałem by regularnie pić i jeść. Tym razem odpuściłem sobie pilnowanie kadencji i starałem się tylko jechać równo, często wstawałem z siodełka na kilka do kilkunastu sekund. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony ilością samochodów na drogach, było ich jak na lekarstwo, to pierwszy taki dzień w tym roku a na kolejne ciężko liczyć. Dobrze znane drogi chciałem jak najszybciej przejechać ale z tyłu głowy miałem to, że muszę oszczędzać siły na powrót. Pierwszy postój planowałem po około 90 minutach ale przeciągnąłem ten moment o kolejne 20. Jak po sznurku dotarłem do drogi Andrychów-Zator, nie znałem większości dróg od Osieka, jakość asfaltów bardzo różna ale mimo to ta okolica jest bardzo ciekawa i dzisiaj także zupełnie pusta więc miałem przez kilka kilometrów szosę tylko dla siebie. Na trasie jednak popełniłem kilka wpadek nawigacyjnych, pierwsza z nich trafiła się w Zatorze gdzie wybrałem zły pas i musiałem objechać rynek. Mimo jedzenia i picia dającego blisko 50 g węglowodanów na godzinę znowu dopadł mnie kryzys tętna. Tym razem nastąpił 15 minut później niż zwykle ale był chyba spowodowany wiatrem który od Zatoru wiał już bardziej w twarz niż w plecy. Odcinek Zator-Babice pokonywałem zwykle w przeciwnym kierunku i ten wariant po raz ostatni wybrałem 12 lat temu, szmat czasu. W tym właśnie momencie na niebo naszły ciemniejsze chmury a temperatura spadła z 9 do 7 stopni, odczuwalne było jeszcze mniej. Od Wygiełzowa do Płazy prowadzi popularny wśród kolarzy podjazd który okazał się najtrudniejszy na całej trasie. Nie planowałem kolejnego postoju w tak krótkim odstępie od poprzedniego ale gdy tylko zjechałem z trasy na Chrzanów zadzwonił telefon. Sprawa była ważna i musiałem odebrać, mimo pustej drogi postanowiłem się zatrzymać niż dzielić uwagę podczas jazdy. Po postoju nie umiałem się rozkręcić i popełniłem kolejną wpadkę nawigacyjną, tym razem okazała się ona kosztowna i nadrobiłem kilka kilometrów wjeżdżając nieplanowanie do Chrzanowa. Wróciłem na właściwą trasę i w nagrodę miałem dosyć szybki odcinek z wiatrem do drogi Kraków-Bieruń. Tam już taryfy ulgowej nie było i czekała mnie długa walka z wiatrem oraz narastającym zmęczeniem. W bidonach już pustki więc przy najbliższej okazji miałem napełnić bidon izotonikiem który miałem w butelce w kieszeni. Okazja trafiła się szybciej niż myślałem, w Bieruniu musiałem się zatrzymać na przejeździe kolejowym. Postój był długi i przy okazji zjadłem kolejnego batona. Postój po raz kolejny wybił mnie z rytmu i dalsza jazda była strasznie szarpana. Szukałem także otwartego sklepu ale na jedyne trafiłem w centrum Woli gdzie ludzi było jak mrówek i nie chciałem się tam zatrzymywać bojąc się o rower który musiałbym pozostawić bez opieki. Każda kolejna minuta to coraz trudniejsza jazda, wiatr robił swoje, z opresji wyrwał mnie kolejny telefon. Jakoś zmobilizowałem się do dalszej jazdy, z bidonu szybko ubywało a jedzenia już nie było. Sklepu nie było także w Miedźnej i dopiero w Ćwiklicach trafiłem na Biedronkę. Spotkałem tam też dwójkę kolarzy, jeden z nich przypilnował mi rower a później gdy on robił zakupy odwdzięczyłem się tym samym. W tym czasie zdążyłem uzupełnić braki energii, napełnić bidony i chwilę odsapnąć. Ostatnia godzina jazdy wyglądała o niebo lepiej niż poprzednia. Wciąż walczyłem z wiatrem ale noga lepiej podawała, jazda nie była już tak szarpana. Momentami wiatr się uspokajał ale chwilę później sytuacja wracała do normy. Po prawie 5 godzinach w siodle czułem się całkiem nieźle, nie żałuję, że pojechałem dłuższą drogą przez Bieruń a nie krótszą przez Brzeszcze. Ostatni podjazd na trasie nie zmęczył mnie tak jak często się zdarza ale nie wjechałem bez większego wysiłku. Zjazd do Bielska był jeszcze szybki a później mozolna walka z wiatrem i nachyleniem ze spadającą mocą i powoli opadającym tętnem, W domu byłem dokładnie o takiej godzinie jak planowałem, sporo straciłem na postojach ale chyba udało się nieco zredukować wagę. Mimo, że czułem się lepiej niż w sobotę ten dzień nie należał do najlepszych. Kolejna trasa już będzie trudniejsza gdzie pojawią się dodatkowe podjazdy, przejechałem ją już w 2019 roku i będzie okazja do porównania.



