Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Trening 65

Środa, 30 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
Km: 56.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:07 km/h: 26.46
Pr. maks.: 62.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 176176 ( 90%) HRavg 132( 67%)
Kalorie: 1383kcal Podjazdy: 830m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Wieczorny trening na pagórkowatej trasie. Znowu nie chciało się wyjeżdżać po 10 godzinach pracy ale zmotywowałem się jakoś i pojechałem. W zasadzie nie miałem żadnego planu, ten tydzień miał być luźniejszy aby w kolejnym wykonać większą pracę przed zbliżającym się maratonem po górach. Jechałem głównie bocznymi drogami obserwując znów bardzo niskie Waty na liczniku. Jazda bocznymi drogami ma swoje plusy i minusy, do tych drugich należy fakt, że wiele skrzyżowań i miejsc jest kompletnie niewidocznych i trzeba uważać na zjazdach o czym raz się przekonałem cudem unikając zderzenia z samochodem którego wyniosło na zakręcie na drugi pas. W tym momencie mi się odechciało dalszej jazdy ale dopiero wyjechałem z domu i przerwanie treningu sensu nie miało. Kolejne podjazdy jechałem spokojnie, na zjazdach i płaskim nie dokręcałem a na bocznych dróżkach gminy Skoczów wlekłem się strasznie. Przed Skoczowem dałem z siebie więcej na podjazdach a później postanowiłem przepalić nogę w Iskrzyczynie. Mogłem na zjeździe rozpędzić się jeszcze bardziej i od razu ruszyć z grubej rury, na samym początku straciłem kilka sekund i później mocna jazda wydawała mi się wolna i byłem pewny, że kiedyś mocniej i szybciej byłem w stanie pokonać ten podjazd, dosyć szybko doszedłem do siebie i kolejne podjazdy pokonywałem już spokojniej. Znowu zabrakło mi wody i musiałem dotankować bidony. Po postoju drugi przepał nogi, tym razem za późno zebrałem się na segment ale i tak poprawiłem najlepszy na nim najlepszy czas. Moc jaką generowałem była słaba albo po prostu miernik znów zaniżył Waty. Na tym skończyłem mocne zaciągi i spokojnie dojechałem do domu. Powrót był znacznie szybszy niż pierwsza połowa trasy ale nic to nie dało. Stać mnie na pojedyncze zrywy ale to wciąż mało, mocy brakuje, ciężko się zmotywować ale to na co się zdecydowałem dało czołowe czasy na segmentach więc całkiem źle nie jest. Wyjazd zasadniczo miał być luźny ale w trakcie nieco zweryfikowałem założenia, nie żałuję jednak tego bo fajnie było przepalić nogę na pagórkach.

Rozjazd 17

Wtorek, 29 czerwca 2021 Kategoria 0-50, Cube '21, Samotnie, Szosa
Km: 31.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:12 km/h: 25.83
Pr. maks.: 62.00 Temperatura: 27.0°C HRmax: 142142 ( 72%) HRavg 119( 61%)
Kalorie: 656kcal Podjazdy: 330m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Dwa tygodnie temu postanowiłem, że popołudniami nie będę zapuszczał się w kierunku Przegibka więc ruszyłem w kierunku Skoczowa. Przed jazdą zamontowałem jeszcze nowy suport, Ultegrę zastąpił świeży egzemplarz Token Ninja, chyba nie ma lepszego w opiniach użytkowników suportu dedykowanego dla rowerów działających w standardzie Press-Fit. Na razie nie chce iść w ceramikę bo później już powrót do zwykłych byłby trudny a zawsze warto mieć jeszcze furtkę aby zyskać kolejne pojedyncze Waty na zmianie sprzętu. Po montażu suportu stwierdziłem, że korba nigdy nie obracała się tak lekko, zmieniłem też koła na karbonowe i łańcuch na czysty więc wyjazd miał charakter testowy. Przejechałem trasę którą kiedyś często jeździłem do momentu zamknięcia drogi w Skoczowie. Dzisiaj nie była to przyjemna jazda, zazwyczaj jeżdżę w takim kierunku aby wracać z wiatrem a teraz wiatr wiał ze wschodu wiec na powrocie miałem go przeciwko sobie. Coś mi w rowerze nie pasowało, co jakiś czas ocierało i w efekcie denerwowało. Nie zlokalizowałem tego problemu, ale nie miał on dużego wpływu na jazdę. Po wielu godzinach pracy nie chciało się bardzo jechać ale dwa dni przerwy wydawało mi się za dużo i taka przejażdżka dobrze mi zrobiła.

Miasto 22

Poniedziałek, 28 czerwca 2021 Kategoria Miasto
Km: 24.00 Km teren: 1.00 Czas: 01:09 km/h: 20.87
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 676kcal Podjazdy: 240m Sprzęt: Hercules Aktywność: Jazda na rowerze

Podsumowanie 26 tygodnia 2021

Niedziela, 27 czerwca 2021 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Powolny powrót do obciążeń treningowych okazał się najlepszym wyjściem z trudnej sytuacji. W tym tygodniu zaliczyłem już dwa treningi na większych intensywnościach. Ciężko stwierdzić jaki to był wysiłek bo szukam rozwiązania problemu z miernikiem mocy który podaje zbyt niskie wartości. Stosowanie współczynnika korygującego niewiele pomaga bo gdy na płaskim moce są niższe o jakieś 10-15 % to na podjazdach już o około 5 % od tego co było przez ostatnie 2-3 lata gdy miernik działał stabilnie. Chyba pójdę na kompromis i ustawię miernik tak aby na podjazdach wskazywał w przybliżeniu dobre wartości lub obniżę FTP o kolejne 5 %. Na ten moment jest to główna przeszkoda powodująca, że nie mogę skupić się na treningach w 100 %. Pogoda płatała figle w ostatnim czasie i zamiast tradycyjnego czyszczenia roweru raz w tygodniu, musiałem go myć dwa razy po jazdach w mokrych warunkach. Organizm powoli wraca na dobre tory, parametry się stabilizują, samopoczucie coraz lepsze. Po zmianie pracy na taką, że zamiast 8 godzin pracuję po 9,10 a czasem nawet 12 godzin dziennie i w całkiem innych warunkach, siedzenie na tyłku zamieniłem na bardziej fizyczną pracę dzięki której w ciągu dnia przechodzę na nogach ponad 10 kilometrów a samochodem ponad 100 kilometrów. Godziny pracy są bardzo zmienne i zależą od aktualnej sytuacji w terenie. Organizacja pracy, czasu jest bardzo trudnym zadaniem i ostatnio skupiam się głównie na tym a rower zszedł jeszcze na dalszy plan niż był przez ostatnie miesiące. Na razie nie widać tego i jestem w stanie tyle samo jeździć jak wcześniej ale prędzej czy później się to odbije, z pracy zrezygnować nie mogę, obowiązki w domu mam, w wiele spraw muszę robić według grafików. Dzięki temu czas mam na wszystko, mało kto to rozumie ale jak się ma za dużo czasu to trudno zrozumieć tych co go nie mają i muszą kombinować aby znaleźć chwilę dla siebie. Wolę żyć tak, niż mieć za dużo czasu wolnego a za kilkanaście lat obudzić się i stwierdzić, że życie przeleciało a kolejne lata zależą już od innych osób i ich wsparcia. Zawsze znajdujemy sobie jakiś idoli, podlizujemy się nim, robimy wszytko aby stać się takimi samymi osobami często zapominając o tym co jest ważne i popełniając błędy których sami nie widzimy, moje błędy każdy prędzej czy później wytyka, wiele z nich udało się całkowicie wyeliminować, w drugą stronę to jednak nie działa i stwierdziłem, że nie warto patrzeć na innych i robić swoje. Prędzej czy później i tak wszyscy zostaniemy w jakiś sposób z życia rozliczeni, zwłaszcza z tego co po nas pozostanie. Ja już swoje w wielu aspektach zrobiłem, przekazałem wiedzę jaką udało się zdobyć przez lata nauki i kilka lat pracy na papier i dzięki temu kolejne pokolenie będzie miało lepszy start zawodowy. Wszystko co mam i do czego doszedłem jest podarte faktami, doświadczeniami oraz odpowiednimi dokumentami, uważam, że jak na swój wiek zrobiłem już bardzo dużo i znaczna część osób nie jest w stanie zrobić tyle przez całe życie. Ocenia się mnie jednak przez jakieś kryteria których zasadność można rozbić o kant stołu i dla wielu jestem niepoważnym i niegodnym zaufania człowiekiem, niektórzy myślą, że jestem tylko „kolarzem” tak naprawdę nie wiedząc o mnie nic. Może tak ma być, uczono mnie, żeby unikać takich ludzi więc chyba będę musiał wcielić te rady w życie i pójść własną drogą dzięki której będę miał znowu czystą głowę i święty spokój. Już raz to zrobiłem i wówczas podziałało, nie jestem kimś komu przesadnie na czymś zależy i może jest to moja wada ale dzięki temu nie zaniedbuję żadnego z aspektów życiowych mając również czas na przyjemności których jest proporcjonalnie mniej niż obowiązków.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Przez cały tydzień notowałem spadek wagi, cały czas miałem ten proces pod kontrolą i w sumie jestem zadowolony. Jedna rzecz z którą walczyłem dłuższy czas odpadła i waga jest już taka jak w ubiegłym sezonie. Pozostałe parametry dobre a nawet lepsze niż wcześniej. Organizm już jest na tyle silny aby trenować na właściwych obciążeniach.
2.Obciążenie treningowe:

Jakiś błąd wkradł się po programu i od 14 czerwca liczy mi dane od zera, stąd niska wartość CTL oraz kosmiczne TSB.
3.Najlepsza moc:

Moce są już lepsze niż przez ostatnie tygodnie. Miernik nie działa ja należy więc te dane należy traktować z przymrużeniem oka, tak czy siak brakuje jeszcze 7-8 % do tego co było w ubiegłym roku.
4.Dane liczbowe:

5.Informacje o podjazdach:

Przy dużej ilości Przegibków inne podjazdy zaliczyłem pierwszy raz w tym roku, z dobrymi czasami ale odbiegającymi od rekordowych. Przy tak wyśrubowanym poziomie ciężko jest poprawiać minimum jeden czas w tygodniu a podjazdów gdzie da się to zrobić przy obecnych możliwościach jest coraz mniej, w tym tygodniu się nie udało ale w kolejnym znów jest na to szansa.

Trening 64

Niedziela, 27 czerwca 2021 Kategoria 100-200, Szosa, Trening 2021, w grupie, Samotnie, Cube '21
Km: 141.00 Km teren: 0.00 Czas: 05:22 km/h: 26.27
Pr. maks.: 68.00 Temperatura: 21.0°C HRmax: 181181 ( 92%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 3739kcal Podjazdy: 2460m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Mocny trening na koniec tygodnia. Zaplanowałem ciekawą trasę będącą jednocześnie treningiem Jas-Kółek. Liczyłem na większe zainteresowanie i w składzie jaki się pojawił byłem jednym ze słabszych o czym przekonałem się już na pierwszych wspólnych podjazdach. Na jednym z nich zostałem na szarym końcu ale zdołałem szybko dojechać, przejazd przez pogórze cieszyńskie wyglądał w zasadzie cały czas tak samo, każdy podjazd minimalnie dzielił grupę, później znowu się łączyło i tak w kółko. Dopiero po przekroczeniu granicy jechaliśmy zwartym peletonem i wjechaliśmy na niektórym nieznane drogi. Jednego odcinka też nie znałem i dlatego na rondzie w Wędryni zrobiło się nerwowo, ostatecznie wybrany trakt okazał się lepszy bo całkowicie omijał główną drogę na Jabłonków. W Bystrzycy byliśmy tak szybko, że z rozpędu zaczęliśmy podjazd pod Loukcę, z 5 osobowej grupki tylko 2 osoby znały ten podjazd wcześniej. Początkowo jechaliśmy spokojnie, nie czułem się na tyle pewnie i mocno aby mocne tempo dyktować od podnóża. Dopiero gdy ładna, szeroka droga się skończyła ruszyłem mocniej ale wymagało tego nachylenie które przez około 300 metrów nie spadało poniżej 20 % a momentami pokazywało nawet 27 %. Ujechałem się na tej ściance i później próbowałem złapać rytm i oddech, jechałem równo i mocno, na tyle ile było mnie stać. Brakło mnie dopiero w końcówce ale i tak byłem zaskoczony, nie zakładałem, że spróbuję nawiązać do poprzednich czasów na tym podjeździe. Do najlepszego brakło ponad 30 sekund ale do drugiego już tylko 12 więc biorąc pod uwagę wszystkie czynniki jest to dobry prognostyk na kolejne tygodnie. Po podjeździe, gdy wszyscy dotarli na górę ustaliliśmy, że jedziemy jeszcze na Koziniec. Znowu wybraliśmy drogę której większość osób nie znała. Do pokonania był kolejny, ciekawy podjazd po którym jednak nastąpiło wypłaszczenie. Podjazd na Koziniec wjechałem już spokojniejszym tempem, nie miałem motywacji do mocnej jazdy, jechałem równym tempem, lubię ten podjazd i zwykle dobrze mi się go podjeżdża. Tym razem nie byłem pierwszy na szczycie, w tym momencie widoczny był progres jaki zrobili inni, wystarczy, ze jaz jestem w słabszej dyspozycji, nie daję z siebie 100 % a inni jadą na maksa i potrafią być szybcy pod górę, w zeszłym roku tak nie było. Na Kozińcu nastąpiło to o czym marzyłem już od kilkunastu minut czyli postój w bufecie na uzupełnienie płynów, kofola na szczycie góry zawsze smakuje lepiej. Po postoju nastąpiło przypadkowe ale miłe spotkanie z Patrykiem i Amadeuszem a później już walka o przetrwanie na trasie. Nie było na tyle słabszych ogniw w grupie aby nastąpiła zmiana trasy i jechaliśmy to co było zaplanowane, na trasie hopka goniła hopkę, tempo na większości było mocne, raz mi się udało odjechać ale nie mogłem cisnąć do woli tylko musiałem czekać na resztę aby nikt nie pomylił drogi. Po drodze trafiła się też niemiła niespodzianka a był nią brak asfaltu na kilkuset metrowym odcinku. Dwa kolejne podjazdy pokazały, że tego dnia nie jestem w stanie rywalizować z lepiej dysponowanymi zawodnikami. Sporo straciłem ale ostatni wspólny podjazd poszedłem już na całość i mimo, że straciłem to już nie tak dużo. Nie czułem się dobrze a w Cieszynie odezwały się znowu plecy ale wszystkie przyczyny od razu zlokalizowałem, jedną z nich są ostatnie kombinacje z ustawieniem bloków i szukaniem rozwiązania związanego z dużymi wahaniami wskazań mocy. Przez to ostatnie 25 kilometrów było męczące, podjazdy pokonywałem mocnym tempem często wstając z siodełka, jakoś doturlałem się do Skoczowa skąd już było łatwiej dostać się do Bielska. Idealnie wystarczyło picia i jedzenia bo do domu wróciłem już z pustym bakiem ale odciąć prądu nie zdążyło. Po tym treningu znowu jestem krok bliżej poziomu na jaki mnie stać, na razie jestem w stanie zmobilizować się na jeden podjazd, na długich radzę sobie całkiem nieźle ale im krótszy, wymagający większej mocy tym idzie mi gorzej. Po tym treningu łożysko suportu już nie nadawało się do użytkowania, po ostatnich kombinacjach z korbami, nie sprawdziłem dokładnie uszczelnienia łożysk, po jazdach w deszczu czy wodzie za dużo brudu dostało się do środka i zniszczyło łożysko. Zabawa w serwis nie ma sensu i czas kupić nowy suport. Gdyby nie to jazda na pewno byłaby bardziej przyjemna a czasy pod górę również kilka sekund lepsze. Na razie musi mi wystarczyć taka jazda, raczej nic się nie zmieni i tylko w niedzielę będę mógł jeździć dłuższe trasy.

Trening 63

Sobota, 26 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Trening 2021, Szosa
Km: 55.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:54 km/h: 28.95
Pr. maks.: 61.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 154154 ( 78%) HRavg 126( 64%)
Kalorie: 1358kcal Podjazdy: 650m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Mimo wolnej od pracy soboty miałem dużo obowiązków i na rower czas znalazł się dopiero późnym popołudniem. Nie miałem jakoś ochoty na kolejny Przegibek i wybrałem się w kierunku Skoczowa gdzie ostatnio zaglądałem raczej rzadko. Rower po serwisie i czyszczeniu działał dobrze poza suportem który ostatnio zaczął stukać, wolałem tam nie zaglądać bo nie miałem jeszcze nowego na wymianę i bałem się, że jak go rozbiorę to nie uda się go złożyć spowrotem. Wahałem się czy nie założyć lżejszych kół ale mając w perspektywie zaliczenie podjazdów o sporym nachyleniu zostałem przy aluminiowych z kasetą 11-32. Warunki tym razem przypominały te z piątku gdy było pochmurno, chłodniej o kilka stopni, ostatnio jednak nie ma to dla mnie znaczenia i przy tym, że noga coraz lepiej kręci nawet przy 20 stopniach i braku słońca jechało mi się całkiem nieźle. Musiałem jednak zweryfikować swoje plany i zmienić trasę, w Skoczowie zamiast na Dębowiec gdzie wciąż remontowany jest kilkusetmetrowy odcinek drogi, ostatnio nadzoruję dużo większą inwestycję i wiem ile trwa remont krótkiego odcinka drogi. Ruszyłem więc na Goleszów mając przed sobą kilka mniejszych podjazdów niż na pierwotnej trasie, już odruchowo biorę dwa duże bidony i na 2 godziny to starcza więc na postoje nie liczyłem. Pojechałem trochę na pamięć i zaliczyłem dobrze mi znaną rundę zahaczając o Ustroń i Brenną, trzymałem się planu który zakładał spokojną jazdę. Miernik tym razem pokazywał nieco więcej Wat ale i tak mniej niż powinien na tej trasie. Różnice 20 Wat na podjazdach przy podobnej wadze były zauważalne ale jakoś mi to już nie przeszkadza. Nie spodziewałem się, że na trasie znów wezmę kąpiel. Jak tylko wjechałem do Jasienicy na drodze pojawiła się rzeka, w momencie byłem cały mokry i brudny, nie wspominając o rowerze. W Jaworzu dodatkowo zaczęło padać, szukając plusów tej sytuacji zaoszczędziłem trochę na wodzie, zamiast brać 2 pryszniców w domu wystarczył tylko jeden, schłodziłem się już na trasie i później tylko musiałem zmyć ten cały syf nagromadzony na drogach i oczywiście wyczyścić rower. Ta pogoda jednak w tym roku jest bardzo kapryśna, długo czekałem na lato które przyszło później niż zazwyczaj a i tak zdarzają się załamania pogody i deszcze, szkoda, że łapią mnie wtedy gdy jestem na trasie i wymuszają niemal codzienne czyszczenie roweru.

Rozjazd 16

Piątek, 25 czerwca 2021 Kategoria blisko domu, 0-50, Samotnie, Cube '21, Szosa
Km: 34.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:32 km/h: 22.17
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 796kcal Podjazdy: m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Huśtawki pogodowej ciąg dalszy. Pogoda znów gorsza jak dzień wcześniej i w zasadzie można tą jazdę nazwać czekaniem na deszcz. Po pracy i małej ilości snu byłem zmęczony wiec noga podawała nieco gorzej niż wcześniejszego dnia, znowu zapomniałem czujnika tętna więc jeden problem miałem z głowy i nie musiałem pilnować tętna. Zaliczyłem po raz 50 w tym roku Przegibek, mimo gorszego samopoczucia wjechałem w całkiem niezłym czasie i w 80 % w 1 strefie mocy, waga poszła w dół ale i miernik zaniża dane o jakieś 10 % co zaobserwowałem przez ostatni tydzień. Jadąc przez Bielsko zastanawiałem się czy faktycznie jestem taki słaby, na tej trasie nigdy nie miałem takich Watów a w podobnym tempie i czasie potrzebowałem średnio 10 Wat więcej co daje około 8 ?łości. Powoli te rozbieżności się stabilizują i już wiem o ile mogę skorygować FTP. Gdyby czas pozwolił to chętnie dodałbym pętelkę wokół lotniska i dłuższy wariant powrotu ale już na zjeździe z Przegibka dopadł mnie deszcz i towarzyszył do końca jazdy. Miałem darmową kąpiel a i zakurzony rower trochę się odświeżył przed właściwym myciem.

Trening 62

Czwartek, 24 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
Km: 57.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:15 km/h: 25.33
Pr. maks.: 62.00 Temperatura: 30.0°C HRmax: 160160 ( 82%) HRavg 130( 66%)
Kalorie: 1514kcal Podjazdy: 1070m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Po dniu gorszej pogody znowu wróciło słońce i wysoka temperatura. Nie miałem możliwości wyjechania wcześniej i kręciłem w największym upale. Postanowiłem w końcu zaliczyć podjazd pod Żarnówkę, większość dolinek w rejonie Soły już znam a ta była plamą na mojej mapie. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie zaliczył dodatkowo przynajmniej jednego podjazdu na Przegibek. Pojechałem tradycyjną drogą do Straconki i zaliczyłem jeden z lepszych podjazdów w ostatnim czasie. Noga szła całkiem dobrze i musiałem się nawet pilnować aby nie przesadzić z tempem. W tym cieple szybko ubywało picia w bidonach i dobrze, że zabrałem dwa duże. Zjazd do Międzybrodzia początkowo dobry technicznie ale dwa ostatnie zakręty spaliłem a później nie umiałem jechać na tyle szybko aby zaliczyć ten zjazd do udanych. Cały czas byłem jakoś zamyślony i jadąc w kierunku Porąbki przegapiłem skręt w lewo, mijając drogę na Hrobaczą nie kapnąłem się i pomyłkę stwierdziłem dopiero przy Zaporze, przejechałem dodatkowo jakieś 3 kilometry zanim wjechałem na właściwą drogę. Podjazd okazał się nudny i po nierównej nawierzchni, do tego jechałem pod wiatr który wykorzystałem natomiast na zjeździe. Powrót pod Przegibek był jak zwykle męczący ale mimo ciepła czułem się całkiem nieźle, w końcówce rozpiąłem koszulkę aby ograniczyć pot ale zapomniałem o tym przed zjazdem i już wiem czemu dobry zjazd był tak wolny, dobre kilka sekund straciłem na aerodynamice która miała kluczowe znaczenie na tym zjeździe. Powoli kończył mi się czas więc ruszyłem najkrótszą drogą do domu. Wygląda na to, że naprawdę wróciłem do lat kiedy najlepiej czułem się w wysokich temperaturach. Nawet moc za bardzo przypomina tamte czasy.

Trening 61

Środa, 23 czerwca 2021 Kategoria 50-100, blisko domu, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
Km: 51.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:58 km/h: 25.93
Pr. maks.: 57.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 1339kcal Podjazdy: 1040m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy zaplanowany trening po przerwie, nie ukrywam, że bałem się go bardzo biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio miernik mocy nie działa jak należy i podaje chyba niższe wartości co potwierdziło kilka wyjazdów z rzędu. Już na starcie skorygowałem swoje FTP obniżając je o 10 Wat co wydawało mi się słusznym i dosyć dokładnym zabiegiem. Ten trening właśnie oparty był na powtórzeniach FTP z krótką wstawką wyższej mocy i niższej kadencji. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie popełnił kilku głupich błędów, pierwszym z nich było zbyt luźne podejście do rozgrzewki która ostatecznie była zbyt lekka. Jednym z powodów był znowu szwankujący miernik mocy, przez to pierwszy podjazd na papierze był za mocny a w rzeczywistości poszedł słabiej niż dwa kolejne. Miałem wyraźny problem z przejściem z wyższej kadencji na niższą, nie wstawałem z siodełka, wówczas byłoby łatwej. Po raz kolejny przekonałem się, że jakaś rozbieżność mocy występuje bo przy podobnej jeździe czasy jakie miałem były gorsze i analogicznie teraz potrzebowałem prawie 20 Wat mniej aby uzyskać wynik. Jakoś to po mnie spłynęło, zrobiłem swoje podczas 3 podjazdów. Warunki były trudne więc obrałem kierunek dom. Zjazdy tego dnia sobie podarowałem, na ten moment nie jestem w stanie skupić się jednocześnie na zjazdach i podjazdach. Najważniejsze, że po tym treningu czułem się nieźle bo ostatnie intensywne treningi były bardziej odczuwalne dla organizmu i znacznie dłużej się regenerowałem.

Miasto 21

Poniedziałek, 21 czerwca 2021 Kategoria Miasto
Km: 47.00 Km teren: 4.00 Czas: 02:12 km/h: 21.36
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 401kcal Podjazdy: 400m Sprzęt: Hercules Aktywność: Jazda na rowerze

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 14036 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 16398 km
Evo 2 9995 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum