Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Siłownia 2

Sobota, 14 listopada 2020 Kategoria Zima
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:10 min/km:
Pr. maks.: Temperatura: 18.0°C HRmax: 123123 ( 63%) HRavg 90( 46%)
Kalorie: 251kcal Podjazdy: m Aktywność: Ciężary
Trening bliźniaczy do poprzedniego. Po solidnej rozgrzewce i podstawowych ćwiczeniach zająłem się trzema partiami mięśni, powtórzyłem dwa ćwiczenia na barki a także po dwa ćwiczenia na biceps i triceps. Nad tymi partiami pracowałem ubiegłej zimy. Dużo łatwiej wykonywało się te ćwiczenia na niższych obciążeniach niż na koniec ubiegłej zimy. Po treningu czułem mięśnie ale odpowiednie rozciągnięcie i wyrolowanie bólu pomogło przywrócić organizm do normy.

Siłownia 1

Czwartek, 12 listopada 2020 Kategoria Zima
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:00 min/km:
Pr. maks.: Temperatura: 16.0°C HRmax: 124124 ( 63%) HRavg 85( 43%)
Kalorie: 190kcal Podjazdy: m Aktywność: Ciężary
Druga aktywność jaką będę w najbliższym czasie wykonywał to ćwiczenia siłowe w domowym zaciszu. Ostatnio zrobiłem kilka ćwiczeń imitacyjnych i zaadoptowałem organizm to konkretnego wysiłku. Nie jestem typem człowieka który pracuje nad jedną partią mięśni która pracuje podczas jazdy rowerem czyli nogami i staram się wzmacniać każdą partię. Ostatni sezon pokazał, że jest to wskazane. Nie miałem żadnych problemów podczas długich tras, nawet jeśli zmuszałem do wysiłku inne partie mięśni niż te które wprawiają rower w ruch. Wykonanie solidnej bazy przy pomocy treningu ogólnorozwojowego znacznie ułatwia mi budowanie formy i utrzymanie jej przez dłuższy czas, to jak budowanie domu opartego na silnym gruncie i fundamencie a sama jazda rowerem to jak zaczynanie budowy domu od ścian. Taki dom z reguły jest słabszy, mniej trwały i szybciej się rozpada jak forma rowerowa. Pierwszy trening poszedł gładko. Zacząłem tradycyjnie od rozgrzewki urozmaiconej 10 minutami na orbitreku. Później kilka ćwiczeń bez ciężarów i 30 minut właściwego treningu siłowego. Pracowałem nad tymi partiami które nieco zaniedbałem poprzedniej zimy. Po treningu tradycyjne rozciąganie i rolowanie partii mięśni nad którymi pracowałem. Początek jest obiecujący i oby tak dalej.

Marszobieg 1

Środa, 11 listopada 2020 Kategoria Marszobieg, Zima
Km: 9.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:07 min/km: 7:26
Pr. maks.: Temperatura: 12.0°C HRmax: 161161 ( 82%) HRavg 131( 67%)
Kalorie: 467kcal Podjazdy: m Aktywność: Bieganie
Pierwszy trening w okresie przygotowawczym do sezonu 2021. Przez ostatnie dwa tygodnie odpocząłem, zregenerowałem się po ciężkim i wymagającym sezonie i z nowymi siłami mogę zacząć trenować. Na pierwszy rzut poszedł marszobieg. Pamiętam jak rok temu ciężko było wdrożyć się do tej aktywności po wielu latach przerwy. Liczyłem, że teraz z ubiegłorocznym doświadczeniem będzie łatwiej. Nie chcąc przedobrzyć wolałem zacząć ostrożnie i zachowawczo. Na biegi w stałym tempie na razie się nie decyduję bo pamiętam jak to było kiedyś gdy nabawiłem się poważnej kontuzji po której nie umiałem się pozbierać. Ta aktywność ma być tylko dodatkiem, odskocznią i nie wypada abym sobie radził lepiej w biegach niż kolarstwie. Zacząłem więc spokojnie od marszu z minutowymi wstawkami biegu. Nim ruszyłem porządnie się rozgrzałem i dzięki temu było łatwiej. Trasę również wybrałem łatwą ale starałem się trzymać raczej leśnych, terenowych dróg bo nie lubię biegać po twardej nawierzchni. Początek był trudny ale z każdą chwilą szło lepiej. Po kilkunastu minutach stwierdziłem, że popełniłem błąd wychodząc z domu około południa, powinienem wyjść rano bo wtedy zazwyczaj było znacznie mniej ludzi na szlakach. Nawet czerpałem przyjemność z aktywności ale nie chciałem przedobrzyć i po zaplanowanych 70 minutach wróciłem do domu. Jedyny czynnik który mógłby mnie martwić to wysokie tętno podczas biegu ale to nie jest powód do niepokoju już wiele razy miałem podwyższone tętno i nie przeszkodziło mi to w niczym.

Miasto 38

Poniedziałek, 9 listopada 2020 Kategoria Miasto
Km: 93.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:45 km/h: 24.80
Pr. maks.: 49.00 Temperatura: 8.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 1850kcal Podjazdy: 1870m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Podsumowanie 42 tygodnia 2020

Niedziela, 8 listopada 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Pierwszy tydzień po roztrenowaniu poświęciłem na odpoczynek. Każdego dnia przeznaczałem około 2 godziny na różnego rodzaju zabiegi. Codziennie kąpałem się w wodzie z zawartością magnezu i innych minerałów potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania, robiłem inhalacje płuc mające na celu oczyścić organizm z toksyn i niepotrzebnych substancji które nagromadziły się przez dłuższy czas. Po tych zabiegach czułem się źle, byłem osłabiony ale wreszcie mogę oddychać pełną piersią wiec było to tego warte. Wykonane trzy masaże wyeliminowały dyskomfort kręgosłupa który pojawiał się w ostatnim czasie i objawiał m.in. bólem pleców. Warto było poświecić ten czas na to i teraz mogę pracować i dawać z siebie 100 %. Mimo osłabienia zdecydowałem się na kilka aktywności które mają wprowadzić mnie w trening siłowy oraz marszobiegi. Zrobiłem dwie ciężkie trasy szybkim tempem oraz dwa treningi z wykorzystaniem orbitreka i zawierające ćwiczenia bez ciężarów m.in. serie pompek. Czuje się mocny fizycznie i gotowy do zimowych treningów które mam nadzieję przyniosą kolejny progres formy. W ostatnim roku zrobiłem duży krok naprzód i wiele zmian nie potrzeba aby utrzymać ten trend.
Waga w ostatnim tygodniu:

Po sezonie gdy odstawiłem rower automatycznie waga zaczęła iść do góry, przynajmniej będzie co zrzucać podczas treningów nie martwiąc się o zbyt duży spadek wagi który nie jest wskazany.
Obciążenie treningowe: 

Brak treningu spowodował duży spadek wartości ATL i CTL oraz rekordowe wartości TSB. W listopadzie zwykle tak to wygląda a od grudnia już znowu nastąpi wzrost obciążeń i spadek TSB które już w grudniu może spaść poniżej zera. Te parametry to jedne z niewielu danych które można porównywać z poprzednimi sezonami.
Wstępny rozpis na najbliższe miesiące:

Po 2 tygodniowej przerwie pora wracać do treningów. Zwykle początki przygotowań do sezonu są dla mnie trudne i myślę, że teraz będzie podobnie. Na rowerze jeszcze się najeżdżę i na budowanie formy przyjdzie czas we właściwym momencie. Bardzo ważny dla mnie jest zawsze trening ogólnorozwojowy i na tym się skupię w najbliższych tygodniach. Udało się podreperować zdrowie, nie przybrać dużo na wadze i odpocząć, zarówno fizycznie jak i fizycznie. Ostatni bardzo dobry sezon zostawiam za sobą i to co będzie się działo w najbliższych miesiącach pozostaje niewiadomą, mam przed sobą czystą kartkę i co się na niej znajdzie zależy głównie ode mnie. Nie wprowadzam wielu zmian w odniesieniu do poprzedniej zimy, więcej czasu chciałbym poświęcić na trening siłowy nóg bo dzięki temu moje moce na krótkich odcinkach mogą ulec polepszeniu. W czasie zimowym rezygnuję z tradycyjnego testu FTP na rzecz progresywnego Ramp Testu który jest mniej obciążający psychicznie. Wiosną z kolei będę chciał wykonywać testy na Moc Krytyczną. Treningi zimowe w tym roku chciałbym bardziej urozmaicić i nieco inaczej zbilansować niż poprzedniej zimy. Metoda odwróconej periodyzacji sprawdziła się i zamierzam wykorzystać ją również w tym roku. Na razie skupiam się na najbliższych tygodniach, przyszły rok i przebieg sezonu to wielka niewiadoma z przyczyn ode mnie nie zależnych. Sytuacja na świecie jest dynamiczna i nawet te kilka podanych już terminów wyścigów należy traktować z przymrużeniem oka. Nie planuję żadnych obozów treningowych bo wątpię, że uda się pojechać. Nowym bodźcem treningowym ma być platforma Zwift z której zamierzam korzystać przez całą zimę. Ważnym aspektem będzie utrzymanie motywacji i regularności w treningach. Cały czas zamierzam dbać o zdrowie, jeść dobrze zbilansowane posiłki, dostarczać organizmowi niezbędną ilość minerałów i witamin i monitorować wagę. Oczywiście treningi i sport nie będą w dalszym ciągu ważniejsze niż np. Praca i takie zdrowe podejście będę chciał utrzymać jak najdłużej.
Wstępny plan na kolejne miesiące z podziałem na tygodnie i cykle treningowe:

Wstępny, bardziej szczegółowy rozpis na najbliższe tygodnie z podziałem na dni i dyscypliny sportu:

Podsumowanie 41 tygodnia 2020

Niedziela, 1 listopada 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Ostatni tydzień oznaczał dla mnie koniec roztrenowania a zarazem umownego sezonu 2020. Sezon udało się podobnie jak w ubiegłym roku zakończyć ciekawą i trudną trasą. Niestety moje zdrowie jest ostatnio nie najlepsze ale nie mam żadnych objaw świadczących o zakażeniu wirusem, potwierdził to wynik testu który miałem robiony przed planowanymi tradycyjnymi badaniami kontrolnymi. Wyszło za to kilka innych spraw które przez najbliższe dni będę starał się doprowadzić do normy. Narastające zmęczenie sezonem obniżyło nieco moją odporność i znacznie wydłużyło czas regeneracji, odnowa biologiczna, uzupełnienie niedoborów witamin i minerałów a także oczyszczenie organizmu a zwłaszcza płuc z toksyn i innych świństw które nagromadziły się w organizmie przez kilka miesięcy powinno przywrócić mój organizm do należytego stanu. Zwykle mniej lub bardziej olewałem ten temat i później różnie bywało. Dla mnie zdrowy, silny i odporny organizm to podstawa, bez tego nie ma mowy o wzmożonym wysiłku fizycznym i dawaniu z siebie 100 %, kilka % mniej wydajny organizm obniża już znacznie możliwości i daje gorsze rezultaty zwłaszcza na tym poziomie na którym znajdowałem się w ostatnim sezonie. Mój organizm wciąż posiada rezerwy i tylko wtedy gdy będę z siebie mógł dawać 100 % to być może uda się je w jakimś stopniu wykorzystać. W zasadzie teraz jest czas na inne rzeczy które zaniedbało się w sezonie oraz jedzenie i picie tego co nie jest zdrowe i nie wpływa dobrze na wydolność organizmu. W moim przypadku nic się nie zmieniło, po sezonie zostałem przy utrwalonych nawykach żywieniowych i nie widzę nawet chęci zmian. Sport, trening był u mnie na właściwym miejscu, dużo więcej czasu i uwagi poświęcałem na pracę czy dbanie o zdrowie, na inne rzeczy też był czas i zupełnie inaczej niż w poprzednich latach niczego nie zaniedbałem. Początkiem listopada w tym roku planowałem urlop wypoczynkowy i przez tydzień miałem ładować akumulatory w Krynicy. Sytuacja zmusiła mnie do zmian i najbliższe dni spędzę w domu, tydzień mi wystarczy aby odpocząć a później zacznę wreszcie remont który odkładam od wiosny. Jak będę czuł się na siłach to od 11 listopada również zacznę trenować przed kolejnym sezonem. Moje luźne podejście w ostatnich tygodniach przyniosło bardzo dobre rezultaty i dlatego nie będę poświęcał dużo czasu na planowanie, analizy, myślenie o treningu, zawodach, wynikach. Plan w zasadzie mam już gotowy tylko nie wiem do czego mam trenować. Pierwsze kilka tygodni poświęcam znów na trening ogólnorozwojowy który bez względu na przebieg sezonu będzie taki sam jak rok temu. Później już specjalistyczne treningi i testy mocy które w tym roku będą wyglądać inaczej. Zima jest najważniejsza i zwłaszcza dwa ostatnie lata pozwoliły mi się o tym przekonać. Na podsumowanie tego sezonu przyjdzie jeszcze czas. Udało mi się zrealizować swoje cele które wiele razy się zmieniały w ciągu roku. Zrobiłem oczekiwany postęp oraz czerpałem przyjemność z jazdy i treningu. Stałem się lepszym zawodnikiem co potwierdziło, że droga którą obrałem była właściwa. Zmiany w sprzęcie wpłynęły korzystanie na moje osiągnięcia ale wciąż są detale z rezerwami które przed sezonem chciałbym wykorzystać i przygotować się jeszcze lepiej sprzętowo. Dobry rok stał się motywacją do ciężkiej pracy nad utrzymaniem poziomu sportowego oraz przede wszystkim spokojnej głowy i podejścia które przyniosło niewyobrażalne efekty. Nie wyobrażam sobie życia bez roweru i treningu ale również życia w którym wszystko kreci się wokół roweru i zawodów.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Ostatni tydzień przyniósł niewielki wzrost wagi. W tym momencie nie ma to najmniejszego znaczenia.
2.Obciążenie treningowe:

Widać wyraźny spadek wartości ATL i CTL oraz wysokie TSB w ciągu ostatnich 7 dni. Na takich wartościach kończę roztrenowanie. Przez kolejne 3 tygodnie nie planuję jeździć na rowerze a pierwszy trening z miernikiem chyba dopiero w grudniu więc w kolejnych tygodniach ATL i CTL będą dalej lecieć w dół.
3.Najlepsze wartości mocy:

Poza średnimi mocami na 15 i 30 sekund reszta wyszła bardzo słaba ale nie było motywacji ani sensu zaginać się na dłuższych odcinkach.
4.Podjazdy:

Na koniec sezonu tylko trzy podjazdy, dużo słabsze niż rekordowe.
5.Dane liczbowe:

Wyrównanie kilometrów

Sobota, 31 października 2020 Kategoria Szosa, w grupie
Km: 75.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:00 km/h: 18.75
Pr. maks.: 45.00 Temperatura: 15.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 1490kcal Podjazdy: 300m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Podsumowanie października

Sobota, 31 października 2020 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Październik zwykle oznacza dla mnie koniec sezonu, nie inaczej było w tym roku. Ostatnie trzy sezony kończyłem około 20 października, tegoroczny przeciągnąłem prawie do końca miesiąca. Jednym z powodów wydłużenia sezonu były dwie ostatnie czasówki które zaliczyłem na początku miesiąca. Moja forma we wrześniu była jeszcze na zadowalającym poziomie wiec zrobiłem wszystko aby ją utrzymać do października. Pierwsza z czasówek, kameralna w okolicy Wadowic bardzo mi się podobała w poprzednim roku. Do końca nie było wiadomo czy się odbędzie i mój start był spontaniczny. Zmiana podejścia do startów przyniosła efekty w postaci zwycięstwa OPEN mimo nieco słabszej jazdy niż się spodziewałem i na jaką było mnie stać. Ostatnia czasówka była chyba moją najlepszą jaką udało się przejechać. Wszystko zagrało jak należy i mimo 2 miejsca OPEN byłem bardziej zadowolony niż tydzień wcześniej z wygranej. Po czasówkach przeznaczyłem trzy tygodnie na roztrenowanie z powolnym spadkiem obciążenia treningowego. Do książkowego roztrenowania w tym roku brakowało, już pierwszy tydzień z kapryśną pogodą zaburzył cały proces. Wykorzystałem ten czas na test Zwifta do którego wcześniej byłem uprzedzony ale po kilku dniach nieco się do niego przekonałem. Kolejne dwa tygodnie to luźne przejażdżki i dwie dłuższe trasy. Forma z każdym dniem ulatywała i sezon kończyłem już na oparach ale jestem zadowolony z końcówki sezonu bo wyglądała podobnie jak w ubiegłym roku, wówczas pozwoliło to płynnie przejść do treningu ogólnorozwojowego i zimowego i z wysokiego poziomu rozpocząć najlepszy jak dotąd sezon. Czas roztrenowania poświeciłem także na serwis roweru zimowego oraz studiowanie literatury aby dokształcić się z zakresu treningu i wprowadzić drobne zmiany urozmaicające trening. Zdrowie nieco szwankowało w ostatnich tygodniach ale w porównaniu z tym co było 2-3 lata temu to są to tylko drobne problemy z którymi szybko powinienem się uporać aby móc trenować na 100%.
1.Waga w październiku:

Wraz z przebiegiem miesiąca moja waga rosła ale nie ma to znaczenia na tym etapie sezonu a właściwie po sezonie.
2.Obciążenie treningowe:

Wartości ATL i CTL spadały od początku października, spadek był w miarę stały ale tygodniowe zmiany nie były tak równe.
3.Najlepsze wartości mocy:

W ostatnim miesiącu byłem w stanie wyrównać najlepszą moc w czasie 12 minut oraz zbliżyć się do najwyższej w czasie 15 minut. W pierwszym wypadku jednak waga była niższa niż w poprzedniej, życiowej próbie a gdy wygenerowałem najwyższą moc w czasie 15 minut ważyłem dokładnie tyle samo jak w momencie gdy osiągnąłem wynik o 1 Wat gorszy.
4.Dane liczbowe:

5.Podjazdy:

Umiarkowana liczba podjazdów z dwoma rekordami i jednym nowym segmentem. Dobry koniec sezonu i pożegnanie z górami na kilka miesięcy.

Ranking wyścigów

Piątek, 30 października 2020 Kategoria Inne
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Kolejne ciekawe zestawienie dotyczące w tym przypadku wyścigów i maratonów w jakich brałem udział. Zaliczyłem już około 100 startów w zawodach, większość z nich to wyścigi jednodniowe. Z zestawieniu znalazły się tylko maratony i wyścigi, czasówki rozpatrzę osobno. Wśród zaliczonych imprez znalazło się blisko 40 różnych wyścigów lub maratonów. Wiele z nich zaliczyłem tylko raz , do rankingu zakwalifikowałem 20 które mniej lub bardziej przypadły mi do gustu. Ocena i miejsce w rankingu są bardzo subiektywne, oceniałem na podstawie wielu kryteriów m.in. organizacja, atmosfera, trasa czy moje osiągniecia. W rankingu znalazły się głównie imprezy rozgrywane w terenie górskim gdzie czuję się jak ryba w wodzie. Ranking będzie uzupełniany na bieżąco od najniżej sklasyfikowanych do zajmujących wyższe miejsce w rankingu.
1. TATRA ROAD RACE:
Najtrudniejszy wyścig w rankingu. W zasadzie od pierwszej edycji chciałem startować w tym wyścigu ale zawsze coś nie pasowało i dopiero w 2019 roku pojawiłem się na starcie. Wyścig zaskoczył mnie pod każdym względem. Organizacja na najwyższym poziomie, bardzo obszerne biuro zawodów, duże zainteresowanie mediów i bardzo dużo uczestników na starcie. Trasy zabezpieczone wzorowo, bardzo trudne warunki i wysoki poziom sportowy szybko zweryfikował moje miejsce w szeregu. Już po zakończeniu edycji 2019 chciałem wystartować w kolejnej. Po problemach organizacyjnych i przeniesieniu wyścigu na wrzesień przygotowałem się najlepiej jak potrafiłem ale znów spisałem się co najwyżej średnio. Pewnie tak jak w przypadku innych zawodów dopiero po kilku startach uda się odczarować ten wyścig. Aby tak się stało musze podnieść swój poziom sportowy bo na razie jestem za słaby na wyższe miejsca. Wyścig chyba znajdzie stałe miejsce w moim kalendarzu ze względu na trudność, atmosferę i to, że nie wybacza nieprzygotowania o czym sam się przekonałem w tym roku.
Moje starty w Tatra Road Race:

2. PĘTLA BESKIDZKA:
Wyścig do którego mam bardzo duży sentyment. To tam w 2009 gdy po raz pierwszy pojawiłem się na starcie maratonu rozpoczęła się moja przygoda ze startami w amatorskich zawodach rowerowych. Pętla Beskidzka ma stałe miejsce w moim kalendarzu, zazwyczaj najlepszą formę w sezonie mam właśnie na tym wyścigu ale również kilka lat minęło zanim byłem w stanie pokazać się z dobrej strony na Pętli. Trasa wyścigu zmieniała się wielokrotnie i gdy tylko nie była to tradycyjna Pętla Beskidzka prowadząca przez Salmopol, Kubalonkę czy Ochodzitą to była trudna i wymagająca. W okolicy jest to najdłużej organizowany wyścig i co roku przyciąga wielu sympatyków jazdy rowerem. W 2020 roku z wiadomych względów wyścig nie doszedł do skutku. Szczególnie dobrze wspominam Pętlę z 2019 roku, był to najlepszy mój wyścig co w połączeniu z ciekawą trudną trasą i wspaniałą atmosferą powoduje, że zapamiętam ten dzień na długo.
Moje starty w Pętli Beskidzkiej:

3. RAJCZA TOUR:
Wśród trzech najwyżej punktowanych u mnie wyścigów znalazły się tylko wyścigi z którymi wiążę dobre wspomnienia. Ciężko było ustalić kolejność i ostatecznym kryterium jakie wziąłem pod uwagę jest trudność tras. W Rajczy startowałem już w pierwszej edycji, wyścig z reguły odbywał się we wrześniu, dwie edycje rozegrano wiosną a jedną latem. Trasy wyścigu były bardzo zróżnicowane, w latach 2011-2012 do wyboru były dwa wariant, pierwszy to tradycyjna pętla wokół Pilska a drugi, dłuższy okrążał dodatkowo Babią Górę. Zaliczyłem oba warianty ale bez satysfakcjonujących efektów. Dopiero w 2015 roku odczarowałem ten wyścig, po odpuszczeniu wyścigu w 2016 do kolejnych edycji przystępowałem przygotowany. Zwłaszcza w 2017 roku spisałem się bardzo dobrze. Dwie ostatnie to już słabsza dyspozycja, ostatnie trasy były trudne, takie jak lubię najbardziej. Ten wyścig ma stałe miejsce w moim kalendarzu startów. Atmosfera na tym wyścigu jest dobra, zazwyczaj klimatu dodaje góralska kapela dająca koncert w trakcie lub po wyścigu.
Moje starty w Rajcza Tour:

4. ROAD TROPHY:
Pierwszy szosowy wyścig etapowy w Polsce. Kolejne pojawiły się w momencie gdy odbyły się już 3 edycje RT. Pierwsze RT miało wyjątkowy charakter gdyż na starcie pojawiło się kilku czołowych polskich kolarzy znanych m.in. z najważniejszych wyścigów World Tour. Kolejne już miały mniejszą otoczkę i przyciągały stopniowo coraz mniej ludzi. Impreza charakteryzuje się przede wszystkim trudnością, trasy są zróżnicowane ale nigdy nie były łatwe. To właśnie odróżnia Road Trophy od innych etapówek w Polsce. Organizacyjnie wszystko wygląda dobrze, trasy są odpowiednio przygotowane i zabezpieczone, w przeszłości zdarzały się niedociągnięcia i wypadki na trasie ale bardziej z winy zawodników niż organizatorów. Wyścig nie przyciąga wielu chętnych, jedna z edycji odbywała się we wrześniu a pozostałe w połowie sierpnia. W zależności od edycji w skład wyścigu etapowego wchodziły 3-4 etapy, kilka edycji zaczynało się czasówką a w 2018 roku również ostatni etap był jazdą indywidualną na czas, oczywiście pod górę. Jak dotąd nie znalazł się wyścig etapowy mogący trudnością dorównać RT. Moje wspomnienia z tym wyścigiem nie są dobre. Jeszcze nie udało mi się ukończyć etapówki bez przygód, zazwyczaj jeden etap był nieudany, najczęściej przez defekt roweru. Wciąż czekam na odczarowanie tego wyścigu ale mimo to znajduje się wysoko w rankingu. Mam duży szacunek do gór i moje słabe wyniki są również pokłosiem mojego słabego przygotowania, ciężko mi trafić z formą na ten wyścig. W 2020 roku gdy w zastępstwie Road Trophy odbyły się dwie czasówki połączone klasyfikacją generalną spisałem się świetnie ale nie było to tradycyjne Road Trophy.
Moje starty i wyniki w Road Trophy:

5. VELO CARPATHICA:
Kolejny wyścig który zniknął kilka lat temu z kalendarza. W 2010 wyścig zastąpił Supermaraton „Green Cyklo Bies” który odbył się w 2009 roku w Polańczyku. Pierwsza edycja wyścigu miała bardzo kameralny charakter, przyciągnęła bardzo małą ilość osób i do dzisiaj jest to chyba impreza z najlepszą otoczką. Bardzo bogate pakiety startowe, m.in. noclegi w ekskluzywnym hotelu w cenie czy duża ilość nagród nie wpłynęła na frekwencję w kolejnych edycjach wyścigu. Od 2011 roku wyścig startował z Ustrzyk Górnych, na dwóch edycjach można było wybrać dwa warianty trasy, wtedy też miałem okazję przejechać Dużą Pętlę Bieszczadzką z dodatkowymi podjazdami w Górach Słonych. Na tym wyścigu bardzo odpowiadało mi tempo, które było umiarkowane i pozwalało długo utrzymywać się w peletonie. Moja forma nie była wtedy najlepsza, rok później byłem jeszcze słabszy ale w 2013 roku odczarowałem ten wyścig. Wtedy też nie było już możliwości wyboru dystansu i wszyscy jechali trasę długości 125 kilometrów. Udało się w ostatniej edycji tego wyścigu stanąć na podium, jedyny raz w tamtym sezonie.
Moje starty w Velo Carpathica:

6. GALICJA ROAD MARATON:
Wyścig którego trasa szczególnie mi pasowała. Nie zapisał się na stałe w kalendarzu i odbyły się tylko trzy edycje na różnych trasach w okolicy Brzeska, Limanowej. Start i meta znajdowały się w Nowym Wiśniczu. Pierwsza edycja szczególnie dobrze była zorganizowana, kolejne już słabiej ale i tak na wyższym poziomie niż w przypadku pozostałych wyścigów z cyklu Road Maraton. Zabezpieczenie trasy nie odbiegało od innych zawodów, w otwartym ruchu zabezpieczone były najważniejsze skrzyżowania. Mam różne wspomnienia z tego wyścigu, na tym wyścigu m.in. pomyliłem raz trasę zaliczając dodatkowy podjazd i straciłem na tym ponad 10 minut oraz miałem defekt który zabrał mi kolejne kilka minut. Dobrze wówczas czułem się w peletonie i do momentu defektu jechałem w dobrej grupie z której na podjazdach byłem w stanie odjeżdżać. Na tym wyścigu również po raz pierwszy stanąłem na podium w 2012 roku. Większość wspomnień jest dobrych i dzięki temu wyścig znajduje się w czołówce rankingu.
Moje starty w Galicja Road Maraton:

7. DOLINA OPATÓWKI:
Jedyny wyścig w rankingu rozgrywany bardzo daleko od gór. Bardzo odpowiada mi termin tego wyścigu oraz interwałowa trasa. Zawsze na tym wyścigu prezentowałem wysoką formę, nie zawsze dopisywało szczęście. Wyścig odbywa się już chyba dlatego, że na tej samej trasie walczą strażacy o tytuł Mistrza Polski. Poza tym nie ma wielu chętnych do startu. Trasa zabezpieczona jest dobrze, na trasie zazwyczaj doskwiera upał ale kurtyny wodne skutecznie studzą emocje i rozgrzane ciała zawodników. To na tym wyścigu po raz ostatni stanąłem na podium, później już tylko na czasówkach byłem w stanie plasować się wśród trzech najlepszych wśród rówieśników.
Moje starty w Dolinie Opatówki:

8. KLASYK RADKOWSKI:
Maraton z którym wiążę dobre wspomnienia mimo tego, że w 2018 roku został zorganizowany po raz ostatni. Jego cechą charakterystyczną była zła lub bardzo zła nawierzchnia na połowie trasy z jednym bardzo dziurawym zjazdem na którym złapałem jedyną podczas startów w tym cyklu gumę a także miałem problem z klamkomanetką. Mimo to trudna trasa z długimi ale niezbyt stromymi podjazdami bardzo mi odpowiadała. Jak kiedyś maraton znów będzie organizowany to chciałbym znów stanąć na starcie. Moje wyniki są adekwatne do moich możliwości mimo tego, że na długich dystansach zwykle miałem problemy.
Moje starty w Klasyku Radkowskim:

9. MARATON LICZYRZEPA:
Kolejny maraton w polskich górach. Zawody odbywały się regularnie od 2010 do 2016 roku. Próba reaktywacji była w 2020 roku ale z wiadomych powodów maraton nie doszedł do skutku. Maraton odbywał się na różnych trasach o zróżnicowanej trudności i zazwyczaj były do wyboru trzy dystanse. Termin zawodów również nie był stały, ostatnie edycje jednak odbywały się we wrześniu. Atmosfera podobnie jak na innych zawodach z cyklu Supermaratonów była wyjątkowa, nie do podrobienia na innych wyścigach. Niestety nawierzchnie również na tym maratonie były różnej jakości. Jakiś sentyment mam jednak do tego maratonu. Dobrze czułem się w Karkonoszach i żałuję, że dopiero w 2016 roku zdecydowałem się na start. Mój wynik nie wyszedł dobry ale znowu jechałem solo i więcej po sobie oczekiwać nie mogłem.
Moje starty w Maratonie Liczyrzepa:

10. KARPACKI MARATON ROWEROWY:
Wyścig słynący z niezbyt dobrej organizacji. Pierwsze trzy edycje nie były przystosowane do startu na rowerach szosowych a trasy poprowadzone totalnie orientacyjnie bez logicznego porządku. Dopiero w 2012 roku sytuacja wyglądała lepiej, trasa dalej nie była zbyt łatwa orientacyjnie ale nadawała się do wyścigu szosowego. Przez kolejne cztery lata wyścig przebiegał tymi samymi drogami, startował z Nowego Sącza a meta znajdowała się przed wjazdem do miasta. Mi osobiście ten wyścig bardzo odpowiadał, dobrze czułem się na tej trasie i przy niezbyt licznej i silnej obsadzie notowałem niezłe wyniki. Od 2017 roku wyścig nie jest organizowany a w jego zastępstwie pojawił się nowy wyścig w Beskidzie Niskim – Przełomy Wisłoka.
Moje starty w Karpackim Maratonie Rowerowym:

11. KLASYK KŁODZKI:
Tradycja organizacji tego maratonu sięga 2004 roku, w sumie odbyło się 16 edycji na różnych trasach i zazwyczaj 3 dystansach. Start odbywał się w kilkunastoosobowych grupach w Zieleńcu należącego administracyjnie do Dusznik Zdroju. Atmosfera wokół zawodów była inna niż w przypadku innych wyścigów w górach. Klasyk Kłodzki miał swoich fanów i oprócz stałych bywalców przyciągał też inne osoby chcące przeżyć przygody na górskich trasach oraz tych co walczą o wysokie miejsce w generalce Supermaratonów. W ostatnich latach przebiegała przez Polskę i Czechy gdzie do zaliczenia były trzy różne długości, jakości i trudności podjazdy. Początek był szybki, przez pierwsze kilkanaście kilometrów droga prowadziła w dół a do mety dojeżdżało się lekkim podjazdem z krótkim trudniejszym fragmentem. Do życzenia sporo pozostawiała nawierzchnia zwłaszcza po polskiej stronie. Bardzo podobał mi się ten maraton, szczególnie dwa podjazdy na trasie bardzo przypadły mi do gustu. Moja jedyna styczność z Klasykiem nie była zbyt fortunna, w zasadzie cały dystans pokonałem na solo zyskując na podjazdach tracąc z nawiązką na zjazdach i płaskich odcinkach których nie brakowało. Termin wyścigu zwykle pokrywał się z innymi zawodami, m.in. Karpackim Maratonem w Nowym Sączu i dlatego tylko raz pojawiłem się na stracie.
Moje starty w Klasyku Kłodzkim:


12. KRAKONOSUV CYKLOMARATON:
Ten maraton bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Nie mam nic do zarzucenia w kwestii organizacji zawodów. Biuro zawodów znajduje się w malowniczej czeskiej miejscowości Trutnov u podnóża Karkonoszy. Trasa była bardzo ciekawa, szczególnie odcinek po czeskiej stronie, zamknięty dla ruchu samochodowego zapierał dech w piersiach. W 2020 roku nie było mi dane wystartować, na zmienionej trasie znowu znalazł się ten ciekawy odcinek z bardzo trudnym podjazdem. Bardzo dobra atmosfera również świadczy za tym wyścigiem. Akurat moja jazda w tym dniu nie wyglądała najlepiej i dlatego ten wyścig nie znalazł się w TOP 10. Rywalizacja z elitą zawsze dodaje smaku rywalizacji i gdyby była osobna kategoria to mój wynik nie byłby tak zły. To jeden z tych wyścigów których chciałbym zaliczyć kolejny raz.
Moje starty w Krakonosuv Cyklomaraton:

13. UJSOŁY-NOVOT:
Stosunkowo nowy wyścig w kalendarzu przebiegający przez dwa kraje. Jak dotąd odbyły się dwie edycje na tej samej trasie. W rzeczywistości były to dwa różne wyścigi, pierwszy spokojny z finiszem z większej grupki a drugi to ostre ściganie od startu do mety. Trasa przebiegała głównymi drogami w otwartym ruchu wiec zabezpieczenie trasy nie było tak dobre jak na niektórych wyścigach. Trzecia edycja nie doszła do skutku, trasa miała być inna, z profilu trudniejsza i być może wówczas wyścig zyskałby kilka pozycji w rankingu. Startując w pierwszej edycji miałem mieszane uczucia. Inaczej jest przegrać wyścig o kilkanaście minut niż zostać pokonany na finiszu. Trasa w sumie nie była najgorsza ale przy dosyć umiarkowanym tempie nie podzieliła wystarczająco peletonu. Jeżeli ten wyścig się rozwinie to zapewne będzie jednym z ciekawszych w regionie.
Moje starty w Ujsoły-Novot Road Maraton:

14. PODHALE TOUR:
Wyścig cyklicznie odbywający się w latach 2011-19. Najpierw w formie jazdy indywidualnej na czas a następnie także ze startu wspólnego. W ciągu roku rozgrywano 4-5 edycji z klasyfikacją generalną na koniec roku. O końcowym miejscu decydował całkowity czas. Trasy wyścigu również były zróżnicowane i promowały różnych zawodników. Organizacja wyścigu na dobrym poziomie, zabezpieczone i bezpieczne trasy i zazwyczaj mocna obsada zawodów były punktem charakterystycznym Podhala. Potrzeba zmian była przyczyną zaprzestania organizacji zawodów w tej formie. Na starcie tego wyścigu pojawiłem się tylko raz i mój występ lepiej przemilczeć.
Moje starty w Podhale Tour:

15. PUCHAR RÓWNICY:
Pierwszy z wyścigów w rankingu z którym nie mogłem się zaprzyjaźnić. Pierwsza edycja odbywała się na dosyć łatwej orientacyjnie trasie biegnącej przez Śląsk Cieszyński. Później trasa zmieniała się wielokrotnie, od 2013 roku wyścig odbywał się na rundach w Ustroniu. Meta wyścigu za każdym razem znajdowała się na Równicy. Organizacja zawodów zwykle stała na dobrym poziomie, zmiana trasy na krótszą rundę pozwoliła lepiej zabezpieczyć trasę po tym jak w 2012 zdarzyły się poważne w skutkach wypadki kilku zawodników. Pierwsza runda była moim zdaniem najbardziej optymalna, z jednym wymagającym podjazdem, technicznym zjazdem i szybkim, płaskim odcinkiem wzdłuż Wisły. Kolejne zmieniały się już tylko na gorsze. Wyścig znalazł się tak nisko w rankingu z kilku powodów. Jak na to, że jest rozgrywany na terenie który znam jak własną kieszeń a na metę prowadzi jeden z moich ulubionych podjazdów to moje osiągnięcia są dosyć słabe. Dwa razy nie ukończyłem zawodów i dopiero w 2015 roku odczarowałem ten wyścig i od tego czasu stopniowo coraz wyżej byłem notowany. Trasa specjalnie mi nie odpowiada i to również jeden z powodów niskiej pozycji. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z czasówkami które odbywały się już trzykrotnie ale to nie ma wpływu na ocenę tego wyścigu.
Moje starty w Pucharze Równicy:

16. ŻĄDŁO SZERSZENIA:
Impreza z bardzo długą historią i wyjątkową atmosferą. Przez kilka lat maraton w Trzebnicy otwierał sezon Supermaratonów. Kilka razy do wyboru były aż 3 dystanse ze startem w kilkunastoosobowych grupach co jest wyznacznikiem tego cyklu. Organizacja zawodów nie pozostawiała zbyt dużo do życzenia. Kilka lat temu impreza znikła z kalendarza co szczególnie zmartwiło stałych jej bywalców. Trasa przebiegała m.in. przez Kocie Góry czy Dolinę Baryczy, na trasie znajdowały się odcinki brukowe, dziurawe jak ser asfalty czy podjazdy z kultową Prababką na czele. Mój jedyny start w tym maratonie był udany. Wówczas byłem jeszcze bardzo słabym, początkującym kolarzem, bez doświadczenia z jazdą w grupie i większość dystansu przejechałem samotnie. Był to mój pierwszy maraton na dystansie dłuższym niż 200 kilometrów. W kolejnych latach nie miałem okazji stanąć na starcie tego unikatowego maratonu.
Moje starty w Żądle Szerszenia:

17. MAMUT TOUR:
Pierwszy z wyścigów czeskich jakie znalazły się w tym rankingu. Organizacja wyścigu stała na bardzo wysokim poziomie, zabezpieczenie trasy również. Trasa jest bardzo zróżnicowana, sporo płaskiego i kilka podjazdów w drugiej części średniego i długiego dystansu. Dużym plusem jest możliwość wyboru aż trzech dystansów oraz start wspólny wraz z zawodnikami Elity. W wyścigu wystartowałem jeden raz ze średnim rezultatem. Gdybym miał więcej startów to ocena zapewne byłaby wyższa.
Moje starty w Mamut Tour:

18. SOWIOGÓRSKI ROAD MARATON:
Zawody w formie maratonu ze startu wspólnego. Rozgrywane w latach 2011-15 na nie najlepszych drogach ale w pięknych Górach Sowich. Start znajdował się w Srebrnej Górze a meta niektórych edycji przy Twierdzy znajdującej się na wzgórzu nad miastem. Organizacja i zabezpieczenie trasy pozostawiało sporo do życzenia. W latach 2012-13 zawody znajdowały się w kalendarzu Road Maraton. Niestety w 2013 roku wydarzyły się dwa poważne wypadki w tym jeden śmiertelny. Wyścig miał swój klimat i szkoda, że nie jest już rozgrywany. Na tym wyścigu pojawiłem się tylko raz i nie mam najlepszych wspomnień. Wówczas przeżywałem „najlepsze sportowe lata” i na tym wyścigu szybciej podjeżdżałem niż zjeżdżałem i zanim trafiłem na metę kilkanaście minut siedziałem na poboczu walcząc z mocnymi skurczami. Później już termin wyścigu mi nie odpowiadał i nie było szansy na wyrównanie rachunków.
Moje starty w Sowiogórskim Road Maratonie:

19. PRZEŁOMY WISŁOKA:
Wyścig który na stałe wpisał się już w kalendarz szosowych imprez w Polsce. Odbywa się od 2017 roku na stałej trasie, ze startem w Besku i metą w Puławach Górnych znajdujących się w Beskidzie Niskim. Ukształtowanie terenu w tym regionie jest takie a nie inne i mimo, że odbiega np., od Beskidu Śląskiego to wyścig klasyfikowany jest jako górski. Wyścig zwykle jest szybki i promuje raczej dobrze zbudowanych, mocnych kolarzy. Organizacja stoi na wysokim poziomie, wyścig odbywa się na mniej zaludnionym terenie co tworzy wyjątkową atmosferę. Jak dotąd wystartowałem w dwóch edycjach tego wyścigu, za każdym razem nie byłem w najwyższej formie i moje wyniki to potwierdzają. Wyścig a konkretnie jego trasa nie przypadły mi jak na razie do gustu i dlatego w rankingu nie znalazł się wyżej. Być może wrócę na trasę wyścigu o ile będzie dalej organizowany. Dużym plusem tego wyścigu jest jego termin. Środek lata sprzyja wypoczynkowi w tym regionie, dojazd nie jest najgorszy ale wyścig nie cieszy się zbyt dużą popularnością. Nawet w 2020 roku przy ograniczonej liczbie wyścigów i ogólnych warunkach panujących w kraju nie przyciągnął więcej fanów niż w trzech poprzednich edycjach.
Moje starty w Przełomach Wisłoka:

20. KLASYK ANNOGÓRSKI:
Jeden z niewielu wyścigów z którymi jak dotąd się nie zaprzyjaźniłem. Dotychczas rozegrano 6 edycji tego wyścigu, ja wystartowałem w pięciu i spisywałem się raczej słabo. Na trasie wyścigu za każdym razem znajdowała się Góra Świętej Anny jako punkt charakterystyczny. Pierwsze dwie edycje zaczynały się i kończyły w Leśnicy. Od 2016 roku meta znajduje się na Górze Świętej Anny lub w jej pobliżu. Wyścig nie kwalifikuje się do stricto górskich ale nie można go klasyfikować jako płaski. Od pierwszej edycji wyścig rozgrywany jest na różnych rundach z bardzo zróżnicowaną nawierzchnią. Od kilku lat wyścig przyciąga dużo zawodników i w latach 2015-18 był najpopularniejszym wyścigiem z cyklu Road Maraton. Położenie na mapie Polski jest bardzo korzystne, bardzo dobra lokalizacja w pobliżu Autostrady A4 przyciąga dużo uczestników. Wyścig promuje przede wszystkim specjalistów od wyścigów jednodniowych, dobrzy sprinterzy nie mający problemów na krótkich podjazdach czy górale potrafiący skutecznie finiszować mają tutaj o co walczyć. Organizacja tego wyścigu podobnie jak większość innych w cyklu Road Maraton stoi na dobrym poziomie ale odbiega od czołowych imprez w Polsce. Wielu zmian od początku organizacji imprezy nie było i dlatego np. w 2019 roku wyścig przyciągnął mniej osób. Ciekawostką jest fakt, że z każdym rokiem wyścig odbywał się wcześniej, pierwsza edycja odbyła się początkiem czerwca a ostatnia już końcem kwietnia. Moja dyspozycja na tym wyścigu pozostawiała do życzenia, trasa nie zupełnie mi odpowiadała. Na miejsce w rankingu wyraźny wpływ miały moje wyniki, jedynie w 2017 roku spisałem się średnio a poza tym był to zazwyczaj najsłabszy start w sezonie, dojeżdżałem ze sporymi startami do czołówki, nie potrafiąc się odnaleźć w peletonie. Traktowałem zazwyczaj ten wyścig jako trening i w tym aspekcie ten wyścig się sprawdzał. Duża ilość startów w tym wyścigu spowodowała, że znalazł się w rankingu.
Moje starty w Klasyku Annogórskim:

Roztrenowanie 7

Czwartek, 29 października 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 67.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:37 km/h: 25.61
Pr. maks.: 70.00 Temperatura: 9.0°C HRmax: 163163 ( 83%) HRavg 141( 72%)
Kalorie: 1832kcal Podjazdy: 1400m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Chciałbym napisać, że jaki sezon taki jego koniec ale tak niestety nie było. Na zakończenie bardzo dobrego sezonu trafił się słabszy dzień albo trasa jaką wybrałem okazała się za trudna. Chciałem ten sezon zakończyć z przytupem i zdecydowałem się na dosyć wymagającą trasę z podjazdami. Wyjechałem już o 8 rano, nie liczyłem na to, że później będzie wiele lepiej i cieplej wiec 10 stopni na termometrze i zmienny wiatr uznałem za optymalne warunki do których dostosowałem swój ubiór. Jakoś specjalnie nie chciało mi się jechać, mój organizm dzisiaj był wyjątkowo słaby i nieprzygotowany na wysiłek. Od wyjazdu z domu czułem zmęczenie ale nie chciałem zawracać ani zmieniać trasy bo to chyba ostatnia okazja aby pojechać w góry. Przejazd przez Bielsko tym razem zajął mi więcej czasu niż zwykle, na zjazdach nie było dobrej techniki i szybkości a najczęściej powtarzanym zachowaniem było hamowanie w najmniej spodziewanych momentach. Mimo wczesnej pory duży ruch na drogach utrudniał wyraźnie jazdę. Gdy wjechałem w boczne dróżki i ścieżki rowerowe przed Straconką musiałem uważać na służby porządkowe usuwające nadmiar liści z chodników i jezdni. Pieszych nie było i mogłem skupić się na jeździe a nie rozpraszać uwagi na rozglądanie się wokół. Schody pojawiły się gdy zacząłem podjazd na Przegibek. Długo szukałem optymalnego przełożenia i pozycji na rowerze. W końcu się udało ale podjazd nie dawał mi tyle przyjemności jak zwykle, mocy w nogach wyraźnie brakowało a dodatkowa warstwa ciuchów też robiła swoje. Jakoś przemęczyłem podjazd i skupiłem się na zjeździe, poza dwoma momentami zrobiłem wszystko jak trzeba i nie był to najgorszy zjazd w moim wykonaniu, w Międzybrodziu mimo starań jechałem wolno, południowy wiatr utrudniał jazdę. Mimo wszystko biorąc pod uwagę wszystkie składowe w dobrym tempie dojechałem do Międzybrodzia. Najtrudniejsze momenty jeszcze były przede mną, drugi podjazd na trasie to Góra Żar którą chciałem zaliczyć po raz 10 w tym roku. Przed podjazdem krótka przerwa, później drobne utrudnienia na drodze i zupełnie wolne od przeszkód ponad 7 kilometrów podjazdu. Zwykle ten podjazd mnie meczy, łapie mnie kryzys którego nie ma na innych podjazdach, tym razem czułem się nie gorzej niż na Przegibku. Jeszcze nigdy nie było takich pustek na Górze Żar, zupełnie odwrotna sytuacja niż ostatnio na Białym Krzyżu. Wykorzystałem to na krótki postój, był jednak za długi bo rozpoczynając zjazd czułem chłód. Mimo to puściłem się odważnie w dół, gdyby nie wiatr w twarz mógłbym powiedzieć, że był to mój najlepszy zjazd z tej góry, technicznie wszystko było w porządku ale brakowało szybkości i przełożenia aby dokręcać na prostych. Po zjeździe przez moment jechało się odrobine lepiej ale gdy tylko skierowałem się na Bielsko i Przegibek znów brakowało mocy a zmęczenie brylowało. Lepszy chyba brak mocy niż bolące mięsnie z którymi walczyłem w ostatnim czasie i szukałem przyczyny dolegliwości. Podjazd na Przegibek znów przemęczyłem licząc na szybki zjazd. Wycinając pierwsze 700 metrów gdzie bezskutecznie próbowałem wyprzedzić ciężarówkę która minęła mnie na początku zjazdu gdy nie zdążyłem nabrać jeszcze prędkości to zjazd wyglądał dobrze. Do domu wróciłem już najkrótszą drogą bo kończył mi się wolny czas. Fajna trasa na koniec sezonu ale z tak słabymi nogami nie była dzisiaj przyjemnością, słabość odczuwalna byłaby nawet na płaskim i chyba ostatecznie wygrałem z pokusą która często u mnie występowała czyli w słabszych momentach starałem jak najbardziej ułatwić sobie trasę, w tym roku tak nie było i nawet na roztrenowaniu gdy skupiałem się tylko na ułamku ważnych rzeczy i elementów nie wróciłem do starych nawyków i błędów. To dobry znak przed kolejnym sezonem. Na razie jednak czas na zasłużony odpoczynek , domowe zabiegi i masaże oraz przygotowanie miejsca na zimowy trening. Jak nic nie stanie na przeszkodzie to 11 listopada startuje misja 2021.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 12928 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 15106 km
Evo 2 9335 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum