Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Trenażer

Czwartek, 15 października 2020 Kategoria Trenażer
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:03 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 14.0°C HRmax: 153153 ( 78%) HRavg 135( 69%)
Kalorie: 654kcal Podjazdy: m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Druga styczność ze Zwiftem. Pogoda pozwalała na trening na zewnątrz ale mając ledwie godzinę czasu musiałem zdążyć przygotować sprzęt, ubrać się, zaliczyć trasę i wyczyścić rower po jeździe. Te wszystkie czynności pomocnicze zabrałyby już minimum godzinę i jedyna opcja treningu to kolejny raz w domu. W kilka minut byłem gotowy do treningu. W porównaniu do ostatniej jazdy zmieniła się nieco trasa na dłuższą, uzyskałem już 3 poziom i w tej aplikacji oznacza to m.in. dostęp do lepszego sprzętu na grafice który chyba większego znaczenia nie ma. Trening znów nie był długi i szybko godzina przeleciała. Znowu po 1 godzinie aplikacja się zawiesiła, podczas jazdy czułem, że jedzie się coraz gorzej, musiałem pod koniec treningu dołożyć obciążenia aby trzymać się wcześniejszych założeń. Powód zlokalizowałem zaraz po skończonym treningu, w tylnym kole nie było już powietrza. Z przetartej opony zaczęła wychodzić dętka i powietrze zeszło. Nie żałowałem w żadnym stopniu, że nie wyjechałem na zewnątrz.



Miasto 35

Środa, 14 października 2020 Kategoria Miasto
Km: 32.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:15 km/h: 25.60
Pr. maks.: 43.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 630kcal Podjazdy: 480m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Test Zwifta

Wtorek, 13 października 2020 Kategoria Trenażer
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:05 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 14.0°C HRmax: 168168 ( 86%) HRavg 133( 68%)
Kalorie: 670kcal Podjazdy: m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejne załamanie pogody stało się faktem i zdecydowałem się skorzystać z trenażera. Takie dni wykorzystuje ostatnio m.in. do testu różnych aplikacji treningowych. W końcu przyszła pora na sprawdzenie Zwifta czyli najpopularniejszej aplikacji treningowej. Jak dotąd byłem bardzo sceptycznie nastwiony do Zwifta, odstraszały mnie przede wszystkim wymagania sprzętowe które spełniał tylko laptop wykorzystywany przeze mnie wyłącznie do pracy, po zmianie sprzętu mam już do dyspozycji laptopa z odpowiednimi wymaganiami. Tydzień gorszej pogody to idealny moment na testy, właśnie tyle trwa darmowy okres próbny. Zaskoczyła mnie szybkość instalacji i konfiguracji czujników. Po kilku minutach sprzęt był już gotowy, więcej czasu zajęło przygotowanie roweru. Zmiana korby i koła zajęła mi stosunkowo dużo czasu, przy okazji stwierdziłem, że rower treningowy nadaje się już do gruntownego serwisu. Po szybkiej korekcie ustawień odpaliłem Zwifta. Z automatu przeniosło mnie do jedynej dostępnej trasy i nie mogłem już nic zmienić. Może to moje niedopatrzenie, a może wada aplikacji. Gdy tylko zacząłem kręcić zaczęło się liczenie czasu w aplikacji. Nie wybrałem żadnego treningu z bazy i bazowałem na czasie z licznika i czekałem na momenty w których miałem zwiększać lub zmniejszać obciążenie. Dzięki Zwiftowi bardzo szybko leciał czas, zwykle już po kilku minutach mi się dłużyło, nawet przy korzystaniu z Rouvy. Zapomniałem o dodatkowym chłodzeniu i po kilkunastu minutach już się gotowałem. Nudną jazdę w strefie 2 urozmaiciłem sobie krótkimi zrywami w strefie 5-6 z bardzo wysoką kadencją. Po niecałej godzinie Zwift zawiesił się i ostatnie kilka minut jechałem już bez aplikacji. Po pierwszej styczności z tą aplikacją ciężko wyciągnąć jakieś konkretne wnioski. Jeszcze kilka razy skorzystam i będę mógł powiedzieć nieco więcej. Najważniejsze, że chociaż trochę udało się pokręcić, ważne jest aby odstawić rower w odpowiednim momencie, po kilku tygodniach ze spadającym obciążeniem.

Podsumowanie 38 tygodnia 2020

Niedziela, 11 października 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Ten tydzień był lepszy niż poprzednie. Po ostatniej czasówce znowu czułem się lepiej, słabsze momenty towarzyszyły mi tylko na początku każdego treningu a w połowie już kręciło się lepiej. Kiedyś takie zjawisko towarzyszyło mi na porządku dziennym. Nie wiem dlaczego tak się działo i na razie nie zastanawiam się nad tym. Przebieg tych 2 treningów jakie udało się zrealizować wpłynął na długość i układ rozgrzewki przed ostatnią czasówką w tym roku. Chciałem w dobrym stylu zakończyć najlepszy jak dotąd sezon. Moja walka za czasem została utrudniona przez fakt, że start czasówki został przyśpieszony tak aby jak najkrócej była zamknięta droga. Mi przyszło jechać już w otwartym ruchu, na mecie od razu słyszałem, że dobry czas wykręciłem dzięki jeździe po samochodach. Nic bardziej mylnego, nie od dziś wiadomo, że mam problem z trzymaniem koła w peletonie, nawet jeśli chciałbym skorzystać z pomocy samochodów to bym tego nie zrobił na zawodach. Samochody i piesi co najwyżej mi utrudnili jazdę a nie ułatwili. Na tą czasówkę i sezon w którym jestem w stanie walczyć o miejsca w Top 3 Open na czasówkach czekałem wiele lat. Kilka ostatnich sezonów ciężko trenowałem robiąc regularne postępy i z jednej strony nie jestem zaskoczony tym na jaki poziom udało się wskoczyć. Z drugiej jednak jestem zaskoczony bo byłem pewny, że przeciętnego poziomu nigdy nie przeskoczę. W moim organizmie wciąż drzemią rezerwy i przy odpowiednim podejściu i treningu jestem przekonany, że uda się je wydobyć. Ostatnie dobre miejsca zawdzięczam też pracy nad głową i zmianą podejścia do zawodów po niezbyt udanym Tatra Road Race. Po Pucharze Równicy skończył się dla mnie sezon startowy. Teraz czas na roztrenowanie a później przerwę od roweru. W tym czasie zajmę się analizą ostatnich miesięcy, wyciągnięcie wniosków i wprowadzenia zmian w przygotowaniach do kolejnego sezonu. Dwa ostatnie starty dały mi dużego kopa motywacyjnego i był to decydujący element o kolejnym sezonie. Byłem już nawet gotowy odpuścić starty w wyścigach i budowę formy startowej. Na razie chcę się po prostu cieszyć jazdą najlepiej w górskim terenie gdzie czuję się najlepiej.
1.Waga w ostatnim czasie:

Pod koniec tygodnia udało się uzyskać najniższą od kilku miesięcy wagę.
2.Obciążenie treningowe:

Obciążenie treningowe zaczyna powoli spadać, wpływa to na duże wahania wartości danych w tej tabeli.
3.Dane o mocy:

W ostatnim tygodniu udało się zanotować bardzo dobre moce na 10 i 15 minut. Ta ostatnia jest niemal identyczna jak życiowa a w przypadku 10 minutowej zabrakło ledwie kilka Wat ale przy niższej wadze.
4.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

5.Podjazdy:

Mała ilość podjazdów ale kolejny rekord poprawiony.
6.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Nie mam żadnych planów na najbliższy czas. Jak pogoda pozwoli to chciałbym dalej jeździć bez żadnego parcia i patrzenia na cyferki.

Trening 126

Sobota, 10 października 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 74.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:05 km/h: 24.00
Pr. maks.: 62.00 Temperatura: 15.0°C HRmax: 170170 ( 87%) HRavg 125( 64%)
Kalorie: 1723kcal Podjazdy: 1040m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Po czasówce musiałem zjechać z Równicy do Ustronia. Zjazd wyglądał podobnie jak zwykle, momentami szybko a czasami bardzo wolno jechałem. W połowie przyblokowały mnie samochody i chwila minęła zanim je wyprzedziłem. To kolejny krok naprzód, zwykle bałem się wyprzedzać i odpuszczałem. Musze walczyć ze starymi, niekoniecznie dobrymi nawykami bo właśnie w takich elementach są największe rezerwy. Najważniejszy cel zjazdu został osiągnięty, zjechałem bezpiecznie i nie wychłodziłem się co było bardzo ważne. Po posiłku regeneracyjnym i dekoracji wróciłem w spokojnym tempie do domu. Jechało się całkiem nieźle i żałowałem, że czas nie pozwala mi na dłuższą jazdę.



height='405' width='590' frameborder='0' allowtransparency='true' scrolling='no' src='https://www.strava.com/activities/4175734339/embed/31e582d8baffc7d7836537fa0c9368043d271d1e'>
height='405' width='590' frameborder='0' allowtransparency='true' scrolling='no' src='https://www.strava.com/activities/4175735031/embed/2f9c730bbd91a77048460dc2b6a3aa9b0a123f2c'>

Puchar Równicy 2020

Sobota, 10 października 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
Km: 5.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:16 km/h: 18.75
Pr. maks.: 39.00 Temperatura: 15.0°C HRmax: 188188 ( 96%) HRavg 179( 91%)
Kalorie: 273kcal Podjazdy: 380m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatnia czasówka w tym roku. Byłem bardzo zmotywowany do startu ponieważ Równica to jeden z moich ulubionych podjazdów i zwykle na tej górze jestem w stanie dać z siebie więcej niż na innych podjazdach w okolicy. Ostatnie treningi były obiecujące, wywnioskowałem, że nogi podają nieźle i wciąż tkwi w nich dużo mocy. Zdecydowałem się na dojazd do Ustronia na rowerze, kilka rzeczy już po kilku minutach jazdy mówiło, że jest to mój dzień. Zwykle gdy mam wysokie tętno przed startem później jestem w stanie dać z siebie wiele, tak tez było tym razem, nie miałem również problemu z doborem przełożenia i trzymaniem równej kadencji. Takie drobiazgi u mnie robią dużą różnice. Jedyne co działało na moją niekorzyść to pogoda a raczej temperatura, znacznie lepiej czuje się gdy jest ponad 20 stopni. Przy niższych wskazaniach często się szybko wychładzam i nie chciałem doprowadzić do takiej sytuacji. Do ustronia dojechałem w spokojnym tempie i byłem tam szybciej niż zakładałem. Chwilę przerwy wykorzystałem na odbiór pakietu startowego i rozmowy z kolegami klubowymi. Czułem się nieźle i postanowiłem wydłużyć maksymalnie rozgrzewkę, nie widziałem sensu pojawiania się na starcie szybciej niż kilka minut przed startem. Nie miałem pojęcia, że wystąpią aż takie komplikacje i starty będą przyśpieszone. Przez godzinę cały czas kręciłem, najpierw luźno a później trzeba było nieco przygrzać nogę, schemat rozgrzewki znam już na pamięć i dzisiaj szło wszystko z automatu.. Dobrane obciążenie nie było za duże bo nie miałem najmniejszych problemów z utrzymaniem mocy. Około 10 minut przed startem bylem już w zasadzie gotowy do jazdy i gdybym przyjechał już na start to po chwili bym startował. Odczekałem jednak kolejne 5 minut i przyjechałem na start w momencie gdy ruch był już otwarty. Pozwolono mi startować bo skąd miałem niby wiedzieć, że zaszły jakieś zmiany, sytuacja jest jaka jest, lepiej ograniczyć kontakty z innymi do minimum i dlatego rozgrzewałem się z dala od linii startu.
Chwila minęła zanim wystartowałem, cudem udało się dokonać tego przed kolejką samochodów. Nie ruszyłem zbyt mocno, przez chwilę zastanawiałem się czy wpiąłem blok czy nie. Nie zdążyłem się rozpędzić i już pojawiła się ścianka. Powoli redukowałem przełożenia i szybciej niż myślałem zrzuciłem z blatu. Jechałem dosyć mocno ale nie było komfortowo bo musiałem trzymać się prawej strony a samochody już zaczęły mnie wyprzedzać. Jechałem mocno, momentami powyżej 400 Wat, chciałem jak najszybciej pokonać ten nielubiany przeze mnie odcinek, zrobiło się nerwowo, słyszałem klaksony samochodów jakbym to ja był zawalidrogą. Informacja o zamkniętej drodze między 11 a 12 była podana już wcześniej, do 12 było jeszcze 20 minut, wystarczająco abym dostał się na Równicę. Byłem prawdopodobnie jedyną osobą na czasówce która jechała wśród samochodów i to bardzo przeszkadzało. Skupiłem się na równej i mocnej jeździe. Bardzo dobrze pokonałem odcinek brukowy. Za kostką miałem niezły czas a bardziej odpowiadająca mi część podjazdu dopiero się zaczęła. Jechałem bardzo równo, mocno i efektywnie, sekundy leciały ale dystansu też szybko ubywało. Przez moment miałem nieco więcej komfortu bo zjeżdżający z góry kolarze nie pozwolili kierowcom na wyprzedzanie. Na łuku w lewo nieco zwolniłem, złapałem oddech i znów przyłożyłem. Za łukiem zaczęły mnie wyprzedzać samochody, nieco wybiło mnie to z rytmu ale gdy nawierzchnia się poprawiła już to nie przeszkadzało. Ciężko było mi się zorientować jak wygląda moja jazda na tle innych, brakowało tego porównania na co bardzo liczyłem. Inne miejsce startu niż to z którego zwykle zaczynam podjazd też nie sprzyjało porównaniom. Miałem się na czym skupić i trzymałem dalej tempo, kadencję, moc. Po 3 kilometrach zrobiło się niebezpiecznie, kierowcy zaczęli mieć do mnie pretensje, że blokuję ruch. Informacja o zamknięciu drogi miedzy 11 a 12 była podana kilka dni wcześniej, dla dobra kierowców otworzono ją 20 minut szybciej i to ja byłem poszkodowany w tej sytuacji. Na szczęście nie musiałem zwalniać i mogłem jechać swoje aż do ostatniego łuku w lewo, tam już był korek i miałem dwa wyjścia, zatrzymać się lub próbować przepchać do przodu, pewnie przedostałem się do przodu, kawałek dalej strażacy kierowali ruchem. Trochę przyblokowało to samochody ale nie na długo, wystarczającą motywacją był dla mnie fakt, że jak najszybciej chciałem być na mecie aby poczuć się bezpiecznie bo nerwowość kierowców sięgała już zenitu. Zupełnie nie rozumiałem dlaczego tak się stało i nie byłem w stanie się z tym pogodzić. Gdy zbliżałem się do wypłaszczenia planowałem dołożyć nieco Watów i wrzucić blat. Niestety nie byłbym w stanie tego dokonać ale również nie jechałem wolniej i słabiej niż wcześniej. Po dojeździe do wypłaszczenia było jeszcze gorzej, do samochodów doszli piesi a także kolarze jadący w przeciwnym kierunku, jechałem możliwie mocno ale momentami dużym slalomem, raz musiałem przyhamować, najgorsi byli kolarze którzy po przejechaniu trasy nie uszanowali tego, że inni jeszcze jadą, na poprzednich kilometrach straciłem może kilka sekund, na wypłaszczeniu również ale wiem, że ze swojej strony zrobiłem wszystko na co mnie stać. Na finisz brakło mi motywacji ale na tym straciłem może sekundę ale inni mogli mieć podobnie bo pieszych zwykle na Równicy jest sporo. Po wjeździe na metę szybko doszedłem do siebie. Tydzień temu nie byłem zadowolony ze swojej jazdy, tym razem było inaczej. Moja jazda była równa, mocna i efektywna, trzymałem cały czas równą i wysoką kadencje. Nie miałem z tym problemu a to oznacza, że miałem dobry dzień i go wykorzystałem. Po tego typu drobiazgach jestem w stanie szybko ocenić swoją dyspozycje a ta tego dnia była kapitalna. Po sprawdzeniu wyników byłem bardzo zaskoczony, okazało się, że wykręciłem drugi czas dnia, słabszy jedynie od piekielnie mocnego Alexea Kmetsa zostawiając za plecami m.in. zawodnika z młodzieżowego składu Team Novo Nordisk Development Przemysława Kotulskiego czy obiecujących juniorów z KS Żory. Skupiłem się na sobie, na tym czego mam pilnować i trzymając się założeń zrobiłem swoje. Nie myślałem o wyniku przed startem ani nie przejmowałem się faktem, że jestem zaliczany do grona faworytów. Pod wieloma względami jest to moja najlepsza czasówka, nigdy nie byłem tak mocny jak w tym roku, potwierdziłem to m.in. na kilku ostatnich czasówkach gdzie za każdym razem byłem w najlepszej 6 klasyfikacji, dawno nie jechałem tak równo zarówno pod względem mocy i kadencji, nie brakowało mi sił ani nie miałem najmniejszego kryzysu. Sytuacja na starcie i trasie nie wpłynęła znacząco na przebieg mojej walki z czasem na podjeździe na Równicę. Już wiele razy mówiłem, że podjazd na Równicę należy do moich ulubionych i zwykle jestem w stanie wydobyć ze swojego organizmu wszystkie rezerwy i tym razem też tak było. Moc z podjazdu jest nieco lepsza niż tydzień temu na czasówce. Ponad 2 lata czekałem na kolejne podium Open w Road Maraton, wtedy byłem drugi w mało licznej stawce, teraz obsada była mocniejsza i wyrównałem osiągnięcie z 2018 roku gdy w interwałowej czasówce w Wilczycach byłem drugi. Na ostatniej czasówce w Wiśle brakła niecała sekund do Top3. Na takie zwieńczenie życiowego sezonu właśnie liczyłem. Jest duża motywacja przed kolejnym miejmy nadzieje obfitującym w większą ilość imprez rowerowych sezonem. Teraz pora na prawdziwe roztrenowanie i przerwę od roweru która w moim przypadku jest konieczna.


Trening 125

Czwartek, 8 października 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 60.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:18 km/h: 26.09
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 156156 ( 80%) HRavg 137( 70%)
Kalorie: 1416kcal Podjazdy: 910m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Po kolejnym dniu wolnym spowodowanym głownie brakiem czasu wyjechałem na około 2 godzinny trening po okolicznych hopkach. Zrobiło się chłodno wiec w ruch poszły cieplejsze ciuchy. Nie planowałem trasy którą miałem określać na bieżąco. Postanowiłem sprawdzić odcinki z nową nawierzchnią których pojawiło się kilka w okolicy Skoczowa. Na start jednak dobrze znana mi droga pod górami w Jaworzu i Bierach, po krótkim fragmencie prowadzącym główną drogą znów zjechałem w boczne, tym razem w Grodźcu. Jechało się ciężko ale powód był jeden, zachodni wiatr utrudniający mocno jazdę. Noga podawała całkiem nieźle i po pierwszych podjazdach na trasie czułem satysfakcje. Przed kolejnymi czekało mnie sporo zjazdu i płaskiego i wykorzystałem to do równej i szybkiej jazdy z wysoką kadencją, zwykle w takich momentach odpuszczałem. Szybko byłem w Skoczowie gdzie znowu korek do ronda, objechałem utrudnienia bocznymi drogami, sporo czasu zajęło mi przejechanie przez centrum Skoczowa. Wtedy zdecydowałem się na zaliczenie kilku zapomnianych podjazdów m.in. Wiślicy. Zanim tam dojechałem zaliczyłem dwa inne podjazdy. Jeden z nich dobrze znam a drugiego dawno nie jechałem. Pamiętałem tylko tyle, że w końcówce jest bardzo zły asfalt i nic się od tego czasu się nie zmieniło. Zaliczając te dwa podjazdy minąłem dookoła prawie cały Skoczów a przynajmniej jego najbardziej zatłoczoną cześć. Na zjeździe znów miałem pecha i trafiłem na moment z dużym ruchem i musiałem się zatrzymać przed skrętem na Wiślicę. Sam podjazd poszedł mi nieźle chociaż do najłatwiejszych nie należy. W końcówce podjazdu już pojawił się nowy asfalt który pokrył także bardzo złą nawierzchnie na zjeździe. Puściłem się odważnie w dół i przestrzeliłem jeden zakręt, cudem się wybroniłem przed upadkiem. Po zjeździe czekało mnie kilka płaskich kilometrów ale po złych nawierzchniach. Rzadko jeżdżę bocznymi drogami w okolicy Ochab i zwykle w przeciwną stronę, jadąc przez Kiczyce przegapiłem skręt w lewo i dołożyłem sobie kilka dodatkowych, nudnych, płaskich kilometrów. W Kowalach zaliczyłem kolejny podjazd po którym znowu musiałem swoje odstać na skrzyżowaniu. Doszło do niebezpiecznej sytuacji w której nie było wiadomo kto ma pierwszeństwo. Gdy się uspokoiło pojechałem alej w kierunku Łazów. Tego podjazdu nie zaliczyłem jeszcze w tym roku. Jechało się całkiem dobrze i postanowiłem dodać kilka podjazdów a chciałem już do domu wrócić najkrótszą drogą. Ostatecznie wróciłem dobrze znaną mi trasą dokładając kolejne 150 metrów przewyższenia i dwa dobre zjazdy. Noga na tym treningu podawała dużo lepiej niż przez ostatnie 2 tygodnie.

Trening 124

Wtorek, 6 października 2020 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 51.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:56 km/h: 26.38
Pr. maks.: 67.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 180180 ( 92%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 847kcal Podjazdy: 1000m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni mocny trening w tym roku oparty na powtórzeniach w 5 strefie mocy. Najlepiej wykonuje się takie akcenty na podjeździe pod Przegibek wiec po raz kolejny obrałem ten kierunek. Zmieniłem nieco rozgrzewkę i wziąłem dokładnie taki trening jaki zalecany jest przez autorów książek o treningu z pomiarem mocy. Bardzo mi się nie chciało wyjeżdżać z domu ale ostatni cel tego sezonu okazał się wystarczającą motywacją. Po dwóch dniach w których raczej odpoczywałem spodziewałem się tego, że nogi nie będą dobrze kręcić. Było jednak lepiej i już od startu złapałem dobry rytm. Pierwszy podjazd na trasie poszedł dobrze, później było szybko bo z wiatrem i dotarłem do momentu w którym miałem zaaplikować większe obciążenie. Wybrany odcinek idealnie nadawał się na 4 minuty równej, mocnej jazdy. Wiatr w twarz był umiarkowany, halny wydłużyłby podjazd i może była by szansa na 5 minut ciągłej, intensywnej jazdy. Ostatecznie po 4 minutach odpuściłem. Wygenerowana w tym czasie moc była wyznacznikiem tego co powinienem trzymać na 8 minutowych powtórzeniach, Zanim jednak dojechałem do Straconki minęło kilkanaście minut. Pierwszy Przegibek poszedł źle, nie umiałem złapać rytmu, generowałem o kilka Wat za mało, według planu często zmieniałem pozycje i rytm pedałowania. Początek zjazdu odpuściłem kompletnie, dopiero gdy przyjąłem dawkę węglowodanów skupiłem się na technice. Pod tym względem było dobrze ale szybkości brakowało, nie miałem zamiaru dokręcać i spokojnie zjechałem do pierwszej bocznej uliczki po prawej stronie. Tam krótki postój i nawrót na drugi podjazd. Tym razem było już lepiej, łatwiej było utrzymać moc przy zmiennej kadencji. Pierwotnie miałem zjeżdżać na Straconkę ale lepiej podjeżdżało się z Międzybrodzia więc po raz drugi zjechałem w tym kierunku. Zjazd wyglądał podobnie jak pierwszy, słabszy początek, lepsza końcówka. Po krótkim postoju ruszyłem po raz trzeci i dokładnie 99 w tym roku na Przegibek, jechało się lepiej niż wcześniej i wygenerowałem o 5 Wat więcej niż za drugim razem i o ponad 10 niż podczas pierwszego powtórzenia. Sam byłem zaskoczony, że moc nie spadła w odniesieniu do ostatniego takiego treningu który miał miejsce ponad miesiąc temu. Zjazdu do Bielska już nie odpuściłem, pokonałem go na luzie i z automatu wchodziłem w zakręty, bez hamowania ale i nadmiernej szybkości, jedynie przed tzw. Patelnią zwolniłem i słusznie bo z przeciwka jechał samochód ścinający łuk i zajmujący połowę mojego pasa. Dwa ostatnie łuki gdzie zwykle zwalniałem pokonałem bardzo pewnie i szybko, nie dokręcając na prostych nie miałem szans na szybki zjazd i mogę go zaliczyć do średnich. Powrót do domu już spokojniejszy, niewiele brakowało do 1000 metrów w pionie i wydłużyłem nieco trasę. Przy domu jeszcze brakowało i dopiero gdy dojechałem do kolejnego skrzyżowania licznik pokazał magiczne 1000 metrów przewyższenia. Po treningu nie byłem specjalnie ujechany co oznacza, że wciąż stać mnie na mocne akcenty i mogę być spokojny przed sobotnią czasówką, ostatnią w sezonie. Podczas jazdy korzystałem znów z rezerwowego licznika ponieważ Bryton był rozładowany do zera. Garmin wytrzymał cały trening ale bateria spadła z 100 do zaledwie 8 %.




Miasto 34

Poniedziałek, 5 października 2020 Kategoria Miasto
Km: 71.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:00 km/h: 23.67
Pr. maks.: 47.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 1410kcal Podjazdy: 1230m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Podsumowanie 37 tygodnia 2020

Niedziela, 4 października 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Bardzo trudny tydzień wreszcie się skończył. Nie pamiętam tak słabego tygodnia, nie dość, że nie było za bardzo czasu na trening czy odpoczynek to jeszcze pogoda nie pozwalała na zbyt wiele. W sumie zaliczyłem tylko jeden konkretny trening przed sobotnią czasówką. Nie miałem żadnych oczekiwań przed tym startem a raczej spodziewałem się kompletnej klapy bo przez ostatnie dwa tygodnie nie towarzyszyły mi dobre nogi a forma którą prezentowałem na początku września zaczęła ulatywać. Udało się wyjechać na jeden krótki trening który chyba okazał się decydujący, oprócz tego raczej odpoczywałem od roweru, raz skorzystałem z trenażera ale nie był to wymagający i dużo wnoszący trening. Na czasówkę nie byłem specjalnie przygotowany sprzętowo. Wybrałem zwykły rower na aluminiowych kołach, bez lemondki. Ustawienie pozycji nie jest łatwą sprawą i nie miałem na to czasu, z kół karbonowych zrezygnowałem głównie z powodu kończących się klocków hamulcowych ale także wiatru, który odgrywał główną role. Przygotowanie do startu, rozgrzewka były tym razem pozbawione błędów, na trasie dałem z siebie wszystko ale moja jazda wyglądała gorzej niż zwykle, byłem jednak na tyle skuteczny, że wykręciłem najlepszy czas. Było to moje pierwsze zwycięstwo, czy w pełni zasłużone to nie wiem ale długo na nie czekałem. Od 2014 roku regularnie startowałem w czasówkach typu uphill i stopniowo poprawiałem swoje rezultaty i zbliżałem się do najlepszych, najpierw nie byłem w stanie wskoczyć do TOP 10 Open czy na podium w kategorii, później stało się już to normą i w końcu znalazłem się w najlepszej trójce i przy mojej formie byłem spokojny i wierzyłem, że w końcu wygram z najlepszym czasem. Stało się to w tym, innym sezonie kiedy prezentuję życiową formę ale w oficjalnych zawodach startowałem mało ale wyniki w poprzednich czasówkach nie były przypadkowe. Poniżej wszystkie starty w czasówkach od 2014 roku:
Gołym okiem widać progres jaki notowałem w ostatnich latach. Raz zdarzył mi się start na rowerze MTB, bez dobrego sprzętu i przygotowania. Dwa razy na wynik wpłynął defekt sprzętu, gdyby nie to miałbym ciągłość wyników w TOP 10 Open od 2017 roku. Cały czas także tracę już mniej niż minutę na kilkunastominutowych czasówkach, to dobry, stabilny i wysoki poziom. Można powiedzieć, że wyspecjalizowałem się w górskich czasówkach i wyniki ostatnich sezonów to potwierdzają. Ostatni tegoroczny start to również czasówka, w dodatku na moją ulubioną Równicę. Na tym podjeździe zawsze jestem w stanie wydobyć z własnego organizmu wszystkie rezerwy. Niedawno poprawiłem rekord czasowy na niespełna 5 kilometrowym odcinku, do tego czasu należy dodać około minutę. Poprzednio odbyły się dwie czasówki na tym podjeździe, jednak dosyć dawno. Spisałem się na nich nieźle ale obecnie stać mnie na dużo więcej:

W tym roku rzadko jeździłem na Równice ale zaliczyłem kilka solidnych wjazdów:

Od pamiętnych czasówkę minęło kolejno 4-5 lat, osiągnięte w tym roku czasy są w większości lepsze niż na pierwszej czasówce i zbliżone do tego z drugiej czasówki. Jestem miłośnikiem statystyk i takie tabelki bardzo lubię. Mimo tego, że wiem na co mnie stać nie mam oczekiwań przed sobotą, jedyny cle to dać z siebie wszystko i w pięknym stylu zakończyć sezon. Wiele się jeszcze może wydarzyć przez tydzień ale jestem dobrej myśli.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Kolejny tydzień z bardzo małymi wahaniami wagi.
2.Obciążenie treningowe:

Ostanie dni przyniosły spadek obciążenie treningowego a zarazem wahania wartości ATL, CTL czy TSB. Czas potrzebny na regeneracje po kolejnych treningach również się zmieniał dynamicznie.
3.Najlepsze wartości mocy:

Moce w ostatnim tygodniu były słabe. Nie byłem w stanie się zbliżyć do życiowych nawet w czasie 10 czy 12 minut.
4.Dane liczbowe:

5.Podjazdy:

Dwa podjazdy i jeden rekord. Krótko, zwięźle, na temat.
6.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
W zasadzie rozpocząłem już roztrenowanie, chęć wystartowania na Równicy nijako wymusza zaaplikowanie jeszcze jednego treningu na Vo2Max. Ważne będzie także utrzymanie regularności treningów.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 12971 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 15106 km
Evo 2 9901 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum