Trening 93
Piątek, 7 sierpnia 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 59.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:06 | km/h: | 28.10 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 159159 ( 81%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 1380kcal | Podjazdy: | 760m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj znowu nie miałem czasu. Długo pracowałem nad ustawieniem przerzutki z nowiutkim wózkiem który jednak nie jest kompatybilny z kasetą 11x32 i będę musiał zmienić kółeczka na stare, najważniejsze, że wózek jest prosty i nie ma luzów. Szkoda mi było nowego łańcucha wiec założyłem rezerwowy i jakiś czas musi wytrzymać. Chciałem wszystko zrobić dokładnie i dlatego zajęło mi to dużo czasu i brakło go na test roweru. Nic nie stanęło na przeszkodzie aby zrobić to w piątek. Przy okazji przetestowałem również nowy kask który w międzyczasie dojechał, stary był pęknięty, spadł z wysokości 1 metra na beton i rozleciał się na kawałki, przeżył dwa upadki i spełnił swoje zadanie. Opóźniłem wyjazd o 30 minut, miałem jechać zaraz po finiszu TDP który w tym roku oglądałam w telewizji, nie było mi dane kibicować na trasie a stać w mieście mi się nie chciało. Dużo więcej było widać w telewizji. Liczyłem na to, że drogi będą już przejezdne. Przejazd przez Bielsko był spokojny, ledwie w kilku miejscach musiałem się zatrzymać. Już na pierwszych kilometrach zauważyłem, że jedzie się dużo lżej niż wcześniej, wózek z metalowymi kółkami robił dobrą robotę, aby zachowana była równowaga to moja noga nie była najlepsza. Nie przejmowałem się tym i jechałem cały czas trzymając się 2 strefy mocy. Podjazdy szły wyraźnie lżej, na zjazdach nie dokręcałem, kilka razy przerzutka nie chciała szybko zmienić przełożenia ale nic nie blokowało jak wcześniej. Warunki nie przeszkadzały mi bardzo, było gorąco i wiało ale niezbyt silnie z różnych kierunków. Picia w bidonach szybko ubywało podobnie jak drogi. Ani się obejrzałem i byłem już w Kobiernicach. Od tego momentu ruch na drogach był ogromny, cudem udawało się omijać większe dziury na trasie, kilka razy zostałem strąbiony a nawet skrytykowany przez kierowców, gdyby była inna droga dojazdowa do Międzybrodzia to może ruch by się podzielił a tak miałem równe prawo jechać drogą jak kierowcy. Duży ruch towarzyszył mi również na podjeździe pod Przegibek. Gdy tylko tam skręciłem to zauważyłem sporo śmieci pozostałych po peletonie TDP, ciekawe kto posprząta ten bajzel. Podjeżdżając czułem magie TDP, napisy na drodze dodawały kopa który jednak nie był mi potrzebny. Wjechałem w równym tempie z niezłym czasem. W końcówce dojechałem do jakiejś grupki rowerzystów, próbowali się ze mną ścigać ale ich sprint był słabszy niż moje 200-250 Wat które trzymałem na całej długości podjazdu. Na zjeździe postawiłem wszystko na jedną kartę, po wolnym początku rozwinąłem dużą szybkość, mimo dużego ruchu samochodów nie musiałem zbędnie hamować, zjazd znam już na pamięć, starałem się jak najlepiej technicznie pokonywać zakręty i jak najszybciej proste, nie dokręcałem na maksa a na dwóch łukach mogłem jechać szybciej. Te niedoskonałości jednak nie wpłynęły na całokształt i był to najszybszy i najlepszy zjazd w tym roku. Najwięcej rozczarowań spotkało mnie po zjeździe, w mieście straciłem kilka minut na skrzyżowaniach, jadąc bulwarami byłbym znacznie szybciej. Wracając było już chłodniej i bardzo przyjemnie. Noga pod koniec była nieco lepsza. W niedziele potrzebuję lepszej dyspozycji aby myśleć o realizacji postawionych przed sobą celów. Ważny to będzie sprawdzian i na trudnym podjeździe, moje atuty powinny mi pomóc ale bez dobrej dyspozycji nic nie dadzą. Dawno nie rywalizowałem na czasówce 30 minutowej i nigdy nie jechałem takiego podjazdu stricto na czas wiec będzie to nowe i cenne doświadczenie. Łysa Góra nie wybacza błędów a w połączeniu z upałem jest prawdziwą rzeźnią wśród podjazdów. To właśnie trudność tego wyzwania daje mi motywacje do wystartowania i utrzymania założonego pułapu mocy przez ponad 30 minut. Innego celu nie mam a ten jest bardzo trudny do realizacji.


Trening 92
Środa, 5 sierpnia 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 96.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:52 | km/h: | 33.49 |
| Pr. maks.: | 69.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 145( 74%) |
| Kalorie: | 2092kcal | Podjazdy: | 1100m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po ostatnim wyścigu wreszcie podjąłem decyzje o uczestnictwie w treningu grupowym. Zwykle wybitnie mi nie pasowały środy a także inne względy decydowały o tym, że nie przyjeżdżałem na te treningi. Nie byłem w stanie przygotować lepszego roweru wiec pojechałem na starym. Zwykle brakowało mi dobrej rozgrzewki i dlatego wyjechałem godzinę szybciej na dobrze znaną mi rundę w okolicy Rudzicy z kilkoma podjazdami. Rozgrzałem się naprawdę dobrze, zwykle na tej rundzie trenowałem wiosną, atakowałem wybrane podjazdy, w tym roku z wiadomych względów nie trenowałem na tej rundzie. Dużym zaskoczeniem była znacznie gorsza nawierzchnia w kilku miejscach. Rundę przejechałem szybko i miałem jeszcze sporo czasu. Pustki na rondzie sugerowały, że tłumów nie będzie, dla mnie to sprzyjająca okoliczność do realizacji postawionych celów. Czas oczekiwania na grupę minął na pogaduchach m.in. o trwającym wyścigu Tour de Pologne. Po przyjeździe grupy zapanował chaos, chwile trwało zanim towarzystwo było gotowe do jazdy. Pierwszy zjazd o dziwo był spokojny, dopiero w końcówce poszło tempo, dosyć dobrze się złożyłem i później bez problemu dołączyłem do peletonu. Pierwszym celem jaki postawiłem przed sobą to utrzymanie się w czołówce minimum do Ligoty, zwykle już w Bronowie odpadałem. Nie szachowałem sił i starałem się oszczędzać siły, w moim przypadku to rzecz prawie niemożliwa i dlatego cieszyłem się z każdej krótkiej chwili w której mogłem kręcić spokojniej. Pierwszy efekt już był, utrzymałem się do ronda w Ligocie chociaż moja jazda nie wyglądała najlepiej. Na dobrze mi znanym odcinku do Mazańcowic jechało mi się lepiej i zająłem nawet pozycje w szyku a później dałem zmianę. Przypadła ona w momencie gdy wiał silny wiatr w twarz, jechałem naprawdę mocno i dużą różnice robił fakt, że w grupie byłem zdecydowanie najlżejszy i brakowało Watów do tempa dyktowanego przez najmocniejszych. Swojej przewagi miałem szukać na podjeździe, na wydłużonej rundzie są aż dwa co powinno mi pomóc. Niestety już na pierwszym podjeździe odstałem, kilka osób odpadło a moja starta wynosiła kilka sekund, dobry zjazd w moim wykonaniu pozostawił spore nadzieje na dojechanie do czołowej grupy. Owocna współpraca na dojeździe do kolejnego wzniesienia pozwoliła doścignąć czołówkę, na podjeździe znów miałem kilka metrów straty, dawałem z siebie wszystko i po prostu mnie brakowało. Lepiej czuje się na dłuższych odcinkach i dlatego przy dobrym tempie na kolejnych kilometrach na drugą rundę wjechałem wśród najlepszych. Zjazd już był szybki, znalazłem jednak moment na zjedzenie banana i skupiłem się na utrzymaniu w grupie, po zjeździe miałem kilka metrów straty ale udało się ją zniwelować. Mimo tego, że nie czułem specjalnie mocy pod nogą starałem się cały czas utrzymać w grupie. Płaski odcinek wykorzystałem do m.in. szukania najlepszej pozycji w grupie. Nie lubię tej drogi i po raz drugi nie włączyłem się do współpracy. Moja zmiana przypadła w Mazańcowicach, tam dawałem z siebie bardzo dużo, jechałem mocno i długo trzymałem się na czele, dopiero na podjeździe zostałem zmieniony. Tym razem udało się utrzymać w grupie, przed zjazdem odpuściłem na moment ale tylko w celu bezpieczniejszej jazdy. Udało się szybko nadrobić kilka metrów różnicy i drugi podjazd na rundzie wjechałem tuż za najlepszymi, brakowało kilkunastu Wat pod nogą aby nie mieć strat. Tempo Cały czas było wysokie, mimo to kilka osób odskoczyło na parę metrów. Po dwóch rundach miałem jechać do domu ale cały czas byłem blisko czołówki i wjechałem na trzecią rundę. Na zjeździe już miałem problemy ale jakoś utrzymałem się w grupie. Płaski odcinek do Ligoty pokonałem lepiej, oszczędziłem dużo sił, lepiej wchodziłem w zakręty i przed rondem wyszedłem na zmianę. Nie była ona długa ale wystarczyło aby popełnić błąd, po zejściu ze zmiany wytraciłem zbyt dużo prędkości i nie złapałem koła grupy. Trzymałem się cały czas kilka metrów z tyłu ale nie byłem w stanie zniwelować różnicy. Na podjeździe grupka się podzieliła ale mi to nie pomogło, miałem zbyt duże straty, zjazd ponownie dobry technicznie i szybki ale grupa zjeżdżała co najmniej tak samo dobrze. Na ostatnim podjeździe złapałem dwie osoby i próbowaliśmy gonić czołówkę, bardzo mocne zmiany nie wystarczyły i zrobiło się kilkadziesiąt metrów różnicy. Nie bawiłem się w finisz, nie miałem sił na skuteczny sprint i nie było to moim celem. Podczas postoju przed powrotem do Bielska zrobiło się chłodno, nie miałem nic do ubrania i dopiero w Międzyrzeczu zrobiło się cieplej. Czułem duże zmęczenie, gdybym wracał sam to pewnie trwałoby to dłużej a tak byłem dosyć szybko w domu. Dawno się tak nie ujechałem ale było to potrzebne. Wciąż nie radze sobie najlepiej grupie ale zrobiłem krok w dobrą stronę. Potrzebne są kolejne aby na wyścigach radzić sobie lepiej, na razie nie mam nawet motywacji aby pojechać na wyścig ze startu wspólnego. Rywalizować chcę w czasówkach a jednocześnie poprawiać swoje słabe strony i takim tokiem rozumowania będę się kierował do końca sezonu.




Trenażer 62
Wtorek, 4 sierpnia 2020 Kategoria Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:20 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1190kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po urlopie pogoda się pogorszyła.
Jak na złość miałem czas na trening. Zdecydowałem się na skorzystanie z
trenażera. Zadanie było ułatwione ponieważ wystarczyło przełożyć koło i sprzęt
gotowy do treningu. Pora wsiąść się do roboty po kilku tygodniach bez
racjonalnych treningów. Na pierwszy rzut poszły powtórzenia na siłę, zamiast
dwóch serii krótszych powtórzeń zrobiłem jedną z 5 minutowymi powtórzeniami.
Ustawiłem trenażer przy drzwiach, w miejscu ze stałym dopływem świeżego powietrza
a zarazem z dala od deszczu który padał za oknem. Ostatnio po kilku minutach w
garażu byłem zagotowany, pod żadnym pozorem nie chciałem dopuścić do
powtórzenia tej sytuacji. Przy okazji testowałem nową aplikacje treningową
która nie przypadła mi do gustu, program cały czas gubił sygnał z czujników,
może to wina odbiornika. Aplikacja to tylko dodatek, urozmaicenie treningu, nic
nie wnoszące do jego jakości. Podczas treningu miałem problem z doborem
obciążenia i przełożenia. Na rozgrzewce zastosowałem zbyt niskie i później
ciężko było wskoczyć na właściwy pułap mocy. Już podczas pierwszego powtórzenia
czułem, że kolana nie akceptują niskiej kadencji. Zamiast 50-55 trzymałem 55-60
obr./min. Przez 5 minut. Kolejne powtórzenia wyglądały podobnie, było gorąco ale
nie wpłynęło to na dyspozycje. Wytrzymałem tempo do końca. Motywacja była duża
i nie miałem momentów zwątpienia. Dobry trening zaliczony i teraz chyba będzie
łatwiej wrócić do reżimu treningowego. Do końca sezonu coraz bliżej ale
najważniejsze sprawdziany formy dopiero nadchodzą, po dobrej wiośnie i początku
lata ciężko będzie osiągnąć porównywalny pułap ale wówczas większość testów
przypadało na dni o trudnych warunkach atmosferycznych. Wole upał niż chłód i
dlatego nawet niższe moce na segmentach dają obecnie porównywalne czasy. Po
treningu byłem strasznie zamulony a kolano dawało o sobie znać. Musze
monitorować ten problem bo kontuzja to ostatnia rzecz jakiej obecnie
potrzebuje.


Miasto 25
Poniedziałek, 3 sierpnia 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 92.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:54 | km/h: | 23.59 |
| Pr. maks.: | 51.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 2229kcal | Podjazdy: | 1210m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Podsumowanie 30 tygodnia 2020
Niedziela, 2 sierpnia 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Po bardzo intensywnym poprzednim tygodniu ten był po prostu słaby. Bardzo dużo czynników wpłynęło na ten fakt. Mało czasu poświęcałem na trening i praktycznie tylko w jedynym dniu nie miałem żadnych przygód. Dawno nie trafił mi się tak fatalny okres, różnie wcześniej bywało i dlatego wiedziałem co zrobić aby było lepiej. Przede wszystkim w całej tej sytuacji szukałem pozytywów i udało się kilka znaleźć. Wiele razy znajdowałem się nawet w gorszej sytuacji i z czasem zawsze z tego wychodziłem. Najbardziej frustrujący jest fakt, że nowy sprzęt cały czas nie działa jak należy, w końcu wziąłem się za remont uszkodzonej przerzutki która raz działała lepiej raz gorzej. Na koniec tygodnia wystartowałem w zawodach gdzie spisałem się przeciętnie. Musiałem startować na gorszym sprzęcie co jednak nie miało znaczenia w porównaniu ze słabą techniką jazdy w grupie. Mimo to było to najlepsze otwarcie sezonu a zarazem najgorszy start w Cyklu Spac podczas kilkuletniej styczności z tym pucharem. Nie brakuje mi motywacji aby dokończyć ten sezon w jak najlepszej formie i w dobrym stylu. Niestety nie wszystko zależy ode mnie i coraz ciężej jest utrzymywać reżim treningowy z czym wcześniej większych problemów nie miałem. Ostatnio brakowało czasu i być może to przyczyna wszystkich nieszczęść jakie mnie spotkały. Zostawiam to za sobą, wyrzucam z głowy i liczy się tylko to co przyniesie przyszłość.
1.Waga w ostatnich dniach:

2.Obciążenie treningowe:

Zanotowałem wyraźny spadek obciążeń treningowych. Widać to po wartościach ATL i CTL.
3.Najlepsze moce:

W ostatnim tygodniu zanotowałem najlepszą od 6 tygodni moc na 20 minut. Być może to tylko przebłysk czerwcowej formy a może oznaka wzrostu poziomu sportowego.
4.Intensywność treningów:

Jeździłem codziennie ale w moich treningach nie było większego ładu i składu. Zadowolony mogę być zaledwie z 2-3 wyjazdów.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Zaliczyłem mało podjazdów z jednym rekordowym czasem. Czas chyba trochę odpuścić góry i zająć się pracą nad techniką.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
W dalszym ciągu nie trzymam się planu treningowego. Sporo ostatnio się działo i nie miałem głowy do takich spraw. Na razie wyłapuje braki w swoim przygotowaniu i w drugiej połowie sierpnia znowu będę trzymał się planu treningowego.
1.Waga w ostatnich dniach:

2.Obciążenie treningowe:

Zanotowałem wyraźny spadek obciążeń treningowych. Widać to po wartościach ATL i CTL.
3.Najlepsze moce:

W ostatnim tygodniu zanotowałem najlepszą od 6 tygodni moc na 20 minut. Być może to tylko przebłysk czerwcowej formy a może oznaka wzrostu poziomu sportowego.
4.Intensywność treningów:

Jeździłem codziennie ale w moich treningach nie było większego ładu i składu. Zadowolony mogę być zaledwie z 2-3 wyjazdów.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Zaliczyłem mało podjazdów z jednym rekordowym czasem. Czas chyba trochę odpuścić góry i zająć się pracą nad techniką.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
W dalszym ciągu nie trzymam się planu treningowego. Sporo ostatnio się działo i nie miałem głowy do takich spraw. Na razie wyłapuje braki w swoim przygotowaniu i w drugiej połowie sierpnia znowu będę trzymał się planu treningowego.
Rozgrzewka i rozjazd
Niedziela, 2 sierpnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, avg>30km\h, 0-50
| Km: | 21.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:38 | km/h: | 33.16 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 170170 ( 87%) | HRavg | 128( 65%) |
| Kalorie: | 349kcal | Podjazdy: | 130m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
SPAC O Cenu Verge 2020
Niedziela, 2 sierpnia 2020
| Km: | 11.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:31 | km/h: | 21.29 |
| Pr. maks.: | 39.00 | Temperatura: | 24.0°C | HRmax: | 188188 ( 96%) | HRavg | 175( 89%) |
| Kalorie: | 510kcal | Podjazdy: | 600m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy start w tym roku. Od ostatniego minęło 10 miesięcy i to wystarczyło aby zrobić kilka kroków wstecz, takie niestety są fakty. Nie miałem żadnych oczekiwań wobec siebie, wiedziałem, że poziom zawodów jest bardzo wysoki, mój najlepszy rower stoi w domu i czeka na nowy wózek i hak przerzutki a w ostatnim tygodniu niewiele trenowałem a większość wyjazdów kończyła się albo poważnym defektem albo niedyspozycją organizmu. Postawiłem przed sobą dwa cele: jak najdłużej utrzymać się w czołówce i dać z siebie wszystko na ostatnich 5 kilometrach trasy. Z dobrym nastawieniem jechałem do Frenstatu gdzie znajdował się start. Byłem na miejscu dosyć późno ale wystarczyło aby załatwić formalności w biurze oraz się rozgrzać. Rozgrzewkę rozpisałem sobie wczoraj, trochę zbyt późno na nią wyjechałem i była nieco krótsza. Nie robiłem żadnych sprintów tylko tradycyjne schodki od 240 do 340 Wat. Po rozgrzewce udałem się na miejsce startu. Ustawiłem się w środku stawki, start się przeciągał. Żel który przyjąłem przed starem jeszcze nie działał. Około 4 minuty obsuwy nie zrobiły mi różnicy. Gdy nastąpił start to trochę zaspałem, ruszyłem mocno ale na kostce brukowej zacząłem tracić pozycje. Później było rondo gdzie zaryzykowałem i pojechałem lewą stroną, później musiałem zwolnić ale nie miało to już znaczenia, strata już była i musiałem gonić. Po 2 minutach średnia moc to prawie 370 Wat, zbyt mocno jak dla mnie. Aby niwelować starty musiałem generować grubo ponad 400 Wat, mimo to nie byłem w stanie się zbliżyć i widziałem jak czołówka oddala się w oczach. Demony przeszłości powróciły, znów nie radze sobie w peletonie i nawet na podjeździe tracę. Pierwszy cel nie został zrealizowany, utrzymałem się w peletonie na 200 metrach i byłem jednym z pierwszych którzy odpadli. Pierwszy „sukces” tego dnia został osiągnięty. Przez jakiś czas jeszcze walczyłem o niwelowanie start ale była to walka z wiatrakami, nie miałem żadnych szans z przeciwnym wiatrem i traciłem coraz więcej. Nie wiedziałem ile osób jest z przodu i co dzieje się w czołówce, jechałem już własny wyścig, daleko za czołówką. Co jakiś czas ktoś odpadał i na krótszą lub dłuższą chwile łapał moje koło. Stawka się mocno rozciągnęła, wiatr zrobił swoje i najmocniejsi byli w stanie oderwać się od grupy. Po ponad 12 minutach dojechałem do momentu w którym zaczyna się trudniejszy podjazd. Usłyszałem, ze tracę ponad półtorej minuty do pierwszego to jest przepaść. Od tego momentu przestałem kalkulować, złapałem swój dobry rytm i jechałem mocno licząc, że nie osłabnę. Łapałem kolejnych zawodników, niewielu było w stanie utrzymać moje tempo. Byłem pewny, że jadę na 32-33 minuty i ciężko mi było złapać motywacje. Z każdym kilometrem jechało mi się lepiej, dawałem z siebie więcej i nadrabiałem pozycje. Z tego podjazdu byłem zadowolony, potwierdził, że noga jest dobra a ostatnie dni były po prostu słabsze. Przed metą dojechałem do większej grupki, udało się wyprzedzić ale gdy inni zaczęli finiszować pokazali mi miejsce w szeregu. Nie zależało mi na wyniku, za dużo straciłem na początku i kilka miejsc w jedną czy drugą stronę to żadna różnica a sprinter ze mnie bardzo słaby. Kiedyś byłbym zły na mecie, obecnie zmieniłem podejście i znalazłem dużo pozytywów a słaby wynik nie jest powodem do frustracji bo i tak nie wypadłem tragicznie a przejmowanie się opiniami innych osób zwłaszcza tych które o takich wynikach mogą tylko pomarzyć jest ostatnią rzeczą na którą chcę sobie pozwolić. Czeka mnie dużo pracy, na czasówkach wciąż jestem bardzo mocny a wyścigi w dalszym ciągu mi nie leżą. Starych błędów nie da się wyeliminować w kilka tygodni czy miesięcy. W moim przypadku potrzebne jest znacznie więcej czasu. Dałem z siebie maksa w drugiej połowie trasy i zbliżyłem się do najlepszej mocy na 20 minut co cieszy. Na mecie nie byłem specjalnie zmęczony, musiałem zaczekać aż większość osób wjedzie na metę aby w spokoju zjechać. Zjazd nie był przyjemny, cały czas na klamkach i z dużą ostrożnością aby nie rozjechać pieszych których było pełno. Był to ważny sprawdzian, wiem na czym stoję i nad czym mam pracować w najbliższym czasie.


Rozjazd 26
Sobota, 1 sierpnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, blisko domu
| Km: | 20.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:58 | km/h: | 20.69 |
| Pr. maks.: | 51.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 425kcal | Podjazdy: | 250m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki wyjazd w celu przetestowana roweru przed niedzielnymi zawodami. Przy okazji podjechałem po korony czeskie. Rower działa jak należy ale przy karbonowym Cube się chowa. Rama jest już stara, aluminium nie posiada już tych właściwości co kilka lat temu i przy każdym zrywie czuć jakby rower pływał. Chcąc coś zmienić musiałbym wymienić m.in. suport czy korbę ale wiele to by nie dało. Po niespełna godzinnej jeździe wróciłem do domu.


Podsumowanie Lipca
Piątek, 31 lipca 2020 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Lipiec był bardzo dziwnym miesiącem. Niby trenowałem dużo ale bez większego ładu i składu. Forma wahała się dosyć znacznie i ciężko stwierdzić na jakim właściwie jestem poziomie. Wielokrotnie brakowało motywacji aby wziąć się za siebie, wiosna pod tym względem wyglądała dużo lepiej. Przyczyn dużych zmian formy i braku stabilizacji jest wiele, nie wszystkie dałoby się wyeliminować ale w dużym stopniu wszystkie decyzje jakie podjąłem mogły być inne. Przede wszystkim brakowało jakiegoś wyraźnego celu, kierunku w którym miałem iść i to mnie trochę zgubiło. Wraz ze zmianami formy pojawiły się wahania wagi a nawet słabsze dni w których nie miałem sił na nic. W poprzednich latach też się takie momenty zdarzały, było ich nawet więcej. Obecnie już wyznaczyłem sobie cele dzięki którym mój trening być może będzie bardziej spójny i jesienią poziom sportowy będzie równy i na dobrym poziomie. Moim celem jest Tatra Road Race, wiem czego mi brakuje aby być w formie umożliwiającej pokazanie swoich możliwości i do tego będę dążył. Cały czas pracuje nad zjazdami, w sierpniu duży nacisk położę na jazdę w grupie a także prace w wyższych strefach mocy. Aby złapać rytm startowy wystartuje w kilku zawodach, wyścigach pod górę lub czasówkach. Powrót do sprawdzonych metod powinien pomóc i może głowa będzie spokojniejsza. Coś trzeba zrobić aby pozostać przy sporcie, jak nie idzie to różne myśli chodzą po głowie m.in. rzucenie roweru w kąt. Ten sezon ułożył się jak się ułożył i może gdyby od wiosny była możliwość bezpośredniej konfrontacji z rywalami byłbym w innym miejscu, miałbym inne nastawienie i spojrzenie na wszystko. Może zaspokojenie głodu rywalizacji będzie kluczowym elementem układanki i wszystko znów zatrybi jak trzeba. Nie od dziś wiem, że jestem chimerycznym kolarzem i czasami jeden element decyduje o tym, że jestem w formie czy nie. Zwykle byłem zniechęcony słabymi wynikami a obecnie brakuje bodźców treningowych i wiele decyzji jakie podjąłem nie było trafnych a skutkami były m.in. kolejne poważne defekty sprzętu które w końcówce lipca znacznie wpłynęły na moją stronę psychiczną. Już w zeszłym roku wszystko szło w dobrą stronę, pech mnie opuścił, poprawiałem swoje słabe strony i wyniki były coraz lepsze, to dobry kierunek którego nie powinienem zmieniać. Przed każdym starem stawiam sobie jakieś cele, małe i staram się je realizować. W żadnym wypadku nie mogą być to cele wynikowe bo wtedy nic z tego nie ma. Wciąż czuje zapas energii i liczę, że starczy jej do końca sezonu, do tego momentu muszę utrzymywać organizm w dobrej formie fizycznej i duży nacisk kłaść na regeneracje a wtedy pewnie nie raz sam siebie zaskoczę.
1.Waga w lipcu:

Wahania wagi były spore, największe od wielu miesięcy. Na koniec lipca waga osiągnęła najniższe od kilku miesięcy wartości.
2.Obciążenie treningowe:

Początkiem miesiąca mniej trenowałem, po czerwcowych problemach odpuściłem mocne treningi i dopiero w drugiej połowie lipca zacząłem więcej trenować. Ostatni tydzień to znów spadek objętości. Mimo to najwyższe wartości ATL i CTL osiągnąłem właśnie w lipcu.
3.Najlepsze moce:

Wraz ze spadkiem wagi spadła moc. Jedyna próba z jakiej mogę być zadowolony to moc 20 minutowa będąca fragmentem dłużej próby czasowej.
4.Intensywność treningów:

Objętość i intensywność treningów zmieniała się jak w kalejdoskopie. Każdy tydzień był inny, ciężko porównywać te dane ze sobą.
5.Dane liczbowe:

Niewiele brakowało aby w lipcu przekroczyć 2000 kilometrów. Udało się za to zaliczyć ponad 3000 TSS oraz 30 kilometrów przewyższeń.
Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Pod tym względem był to dobry miesiąc. Zaliczyłem nowy podjazd oraz poprawiłem kilka rekordów na znanych podjazdach. Wiele z nich jest jeszcze do poprawienia ale są też takie gdzie czas jest już mocno wyśrubowany.
1.Waga w lipcu:

Wahania wagi były spore, największe od wielu miesięcy. Na koniec lipca waga osiągnęła najniższe od kilku miesięcy wartości.
2.Obciążenie treningowe:

Początkiem miesiąca mniej trenowałem, po czerwcowych problemach odpuściłem mocne treningi i dopiero w drugiej połowie lipca zacząłem więcej trenować. Ostatni tydzień to znów spadek objętości. Mimo to najwyższe wartości ATL i CTL osiągnąłem właśnie w lipcu.
3.Najlepsze moce:

Wraz ze spadkiem wagi spadła moc. Jedyna próba z jakiej mogę być zadowolony to moc 20 minutowa będąca fragmentem dłużej próby czasowej.
4.Intensywność treningów:

Objętość i intensywność treningów zmieniała się jak w kalejdoskopie. Każdy tydzień był inny, ciężko porównywać te dane ze sobą.
5.Dane liczbowe:

Niewiele brakowało aby w lipcu przekroczyć 2000 kilometrów. Udało się za to zaliczyć ponad 3000 TSS oraz 30 kilometrów przewyższeń.
Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Pod tym względem był to dobry miesiąc. Zaliczyłem nowy podjazd oraz poprawiłem kilka rekordów na znanych podjazdach. Wiele z nich jest jeszcze do poprawienia ale są też takie gdzie czas jest już mocno wyśrubowany.
Trening 91
Piątek, 31 lipca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 29.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:10 | km/h: | 24.86 |
| Pr. maks.: | 46.00 | Temperatura: | 24.0°C | HRmax: | 171171 ( 87%) | HRavg | 121( 62%) |
| Kalorie: | 581kcal | Podjazdy: | 390m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rower nie nadaje się na razie do jazdy. Musiałem przygotować rower treningowy, zajęło mi to trochę czasu i na sam trening miałem około 90 minut. Dawno nie trenowałem w wyższych strefach mocy i chciałem to nadrobić. Miałem duże problemy aby prawidłowo ustawić i skalibrować miernik mocy i nie działał poprawnie wiec wartości mocy musiałem brać z przymrużeniem oka. Już na rozgrzewce wiedziałem, że moc jest dosyć niska. Nie przejmowałem się tym zbytnio bo właściwy trening i sprinty miały dać odpowiedź na pytanie w jakiej właściwie jestem dyspozycji. Czułem się dosyć dobrze i dlatego liczyłem na to, że jeżeli miernik nie działa poprawnie to zaniża wartości. Po rozgrzewce byłem nastawiony pozytywnie. Nie chciałem robić sprintów na podjeździe wiec wybrałem drogę do Nałeża gdzie dopiero w drugiej części pojawia się wyższe nachylenie. Pierwszy sprint był słaby, na rozpoznanie, kolejne coraz lepsze, wszystko zależało od tego kiedy włączyłem i wyłączyłem okrążenie. Przy czwartym już wyglądało to całkiem dobrze technicznie ale brakowało mocy. Ostatni sprint zakończyłem wypchaniem roweru czego jeszcze nigdy nie robiłem. Przed drugą serią 5 sprintów zrobiłem ponad 10 minut przerwy. Musiałem ją wydłużyć i zaczekać aż będzie pusta droga. Technika sprintów drugiej serii wyglądała nieźle, dwa lub trzy razy wypchałem rower do przodu ale mocy znów brakowało, mogło to być spowodowane tym, że ponad 60 % mocy szło z prawej nogi a niecałe 40 % z lewej i tak cały czas. Różnica we wskazaniach to nawet 120 Wat i więcej. Nigdy nie byłem dobry w sprincie i dlatego zwisało mi jakie wartości wyszły, to na czym się skupiłem zrealizowałem i dlatego mogłem wrócić z czystą głową do domu. Idealny trening przed niedzielnym startem w zawodach.











