Trening 84
Niedziela, 19 lipca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 106.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:11 | km/h: | 25.34 |
| Pr. maks.: | 66.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 187187 ( 95%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 2785kcal | Podjazdy: | 2000m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy tegoroczny trening z Bielską grupą. Złożyło się kilka rzeczy i udało się pojawić o 6 na miejscu zbiórki. Wstałem już przed 5 ale wyjechałem dopiero po 5:30. Pogoda nie bardzo zachęcała do jazdy ale później miało być lepiej. Brakowało tylko dobrej nogi, pierwsze kilometry przez opustoszałe miasto były bardzo męczące. Przy ulicy Górskiej pojawiłem się dokładnie o 6:00. Po chwili czekania ruszyliśmy w kierunku pierwszego podjazdu na trasie. Po drodze miały dołączyć kolejne osoby wiec tempo było spokojne, po kilku minutach jazdy na najgorszym możliwym odcinku jeden z zawodników złapał kapcia. W tym czasie dojechały trzy osoby, po szybkiej wymianie już bez przeszkód ruszyliśmy dalej. Pojawiła się spora mgła z której w końcu zaczął siąpić drobny deszcz, nie czyściłem wczoraj roweru i nie martwiłem się tym, że znowu będę musiał to robić. Koledzy poprowadzili mnie zupełnie nieznaną mi drogą, w tej mgle niewiele było widać, pamiętam tylko tyle gdzie trzeba skręcić i gdzie kończy się ta droga a tego co było pomiędzy nie byłem w stanie zapamiętać. Im bliżej Szczyrku tym wyższe tempo, towarzysze nieźle pracowali na czele niewielkiego peletonu i gdy przyszła kolej na moją zmianę nie chciałem być gorszy i również trzymałem mocne tempo. Jechałem na czele aż do Soliska a w zasadzie do samej przełęczy Salmopolskiej. Przy wyciągu z przyzwyczajenia ruszyłem mocniej, peletonik szybko podzielił się, na moim kole po 400 metrach podjazdu były 2-3 osoby a po 1500 metrach już zostałem sam, wtedy też podkręciłem tempo, nie jechałem na rekord, ale gdy zbliżałem się do szczytu i pojawiła się szansa wykorzystałem ją, osiągnięty w Maju czas poprawiłem o 10 sekund, niewiele to zmieniło w rankingu ale potwierdziło solidną nogę która jednak się rozkręciła po słabym początku. Na przełęczy tradycyjnie spotkałem sprzedawcę oscypków który dopingował mnie na ostatnich metrach. Końcówka podjazdu była bardzo mocna, potwierdziło to tętno które po raz pierwszy od dawna przekroczyło 185. Czekając na wszystkich zauważyłem problem ze sztycą a dokładnie śrubą mocującą która popuściła i sztyca opadła o dobry centymetr, skorygowałem ustawienie, dokręciłem ile byłem w stanie i jechałem dalej. Zjazd był mokry, zimny i prawie cały we mgle, na Salmopolu błękit nieba i piękne słońce a w drodze do Wisły „inny świat”. Na zjeździe jechałem asekuracyjnie, nie żałowałem, że wczoraj zmieniłem koła na aluminiowe bo klocki hamulcowe znowu dostały w dupę a na karbonie zużywają się znacznie szybciej niż na zwykłych obręczach. Na trasie znalazł się także odcinek do Wisły Czarne z dwoma sekcjami szutru, po ostatnich deszczach zrobiło się niezłe bagno, przejechaliśmy ten fragment bardzo ostrożnie i wolno. Było bezpiecznie i nikt nie złapał gumy. Przed kolejnym podjazdem znowu musiałem się zatrzymać, drugi raz dokręciłem sztycę ale problem się powtarzał i nasilał w dalszej części trasy. Ta przerwa zrobiła różnice i musiałem gonić grupę, to jednak mi nie zaszkodziło, dogoniłem peletonik na skrzyżowaniu gdzie skręcaliśmy w prawo na Stecówkę. Niespodzianką był nowy fragment asfaltu na podjeździe, jechałem spokojnym tempem i czołówka była daleko z przodu. Ostatecznie dojechałem d dwójki jadącej tuż za czołową trójką i w takim składzie dojechaliśmy do Szarculi. Tam kompletowanie składu i zjazd który zacząłem jako pierwszy i dopiero na ostatniej prostej przed wjazdem w teren zabudowany zostałem wyprzedzony. Dopiero przy rondzie zebraliśmy się w jedną grupę i można było jechać dalej. Jechałem z tyłu, byłem trochę zdezorientowany i za późno zorientowałem się, że jedziemy w kierunku rynku i na główną drogę. Stan prac tam niewiele się posunął do przodu, na pierwszym wahadle udało się przejechać, za drugim odbiliśmy w kierunku rynku. Jadąc boczną drogą byłoby spokojniej ale niekoniecznie szybciej. Dalsze wahadła na trasie nas już nie dotyczyły, w planie była Tokarnia. Podjazd który zawsze daje w kość, dosyć szybko zacząłem i była szansa na rekordowy czas. Poprzedni nie był wyśrubowany, jako jedyny jechałem całość ko kostce i nie korzystałem z chodnika. Nikt nie mówił, że nie wolno ale nie poszedłem na łatwiznę. Gdy zrobiło się stromo wrzuciłem możliwie lekkie przełożenie i jechałem mocno ale z rezerwą. Symbolicznie poprawiłem swój czas ale możliwości są dużo większe. Na górze nie czekałem, zacząłem powoli zjeżdżać, do czasu gdy wypadł mi bidon nic się nie działo. Druga połowa zjazdu już lepsza, nie zagrzałem obręczy ale znów musiałem podnieść siodełko. Dokręciłem ile się dało, przelałem picie z brudnego do czystszego bidonu i czekałem na towarzystwo. Ostatni podjazd na trasie to kultowa Równica. Zacząłem jako jeden z ostatnich ale po chwili wyszedłem już na czoło. Jechałem spokojnie, założenia na ten dzień już zrealizowałem i ten podjazd chciałem wjechać takim tempem aby jak najwięcej osób utrzymało mi koło do końca podjazdu. Jechałem cały czas równo, gdy zrobiło się stromiej to nieco podkręciłem tempo a około 3 kilometry przed końcem podjazdu dołożyłem kolejne 10 Wat i tak jechałem do samego końca. Na 1500 metrów przed kreską na czele były 4 osoby a ostatni kilometr przejechaliśmy w trójkę. Na samym finiszu koledzy mi nieco odjechali ale nie chciałem podkręcać tempa i nie miałem zamiaru ich gonić. Widziałem, że walczą na finiszu ale nie wiem który z nich wjechał jako pierwszy. Przy schronisku postój i znowu poprawa ustawienia sztycy, zauważyłem też słaby stan baterii w Di2, liczyłem, że ten trening uda się przejechać przekraczając 1500 kilometrów od ostatniego ładowania ale jakiś niepokój się pojawił. Niestety mocowanie sztycy trzymało coraz słabiej i już po zjeździe sztyca opadła dobre 2 centymetry. Zjazd był dobry w moim wykonaniu, znowu zjeżdżałem jako pierwszy i dopiero przy skręcie na Zawodzie dojechały kolejne osoby. Wszystkich nie było i dlatego w niezbyt szybkim tempie pokonaliśmy ulice Sanatoryjną, później krótki podjazd i zjazd ulicą Źródlaną. Po zjeździe zatrzymałem się by poprawić sztycę, nie miało to już większego sensu ale kilkaset metrów przejechałem bez zmiany pozycji siodła. Gdy tylko ruszyłem usłyszałem sygnał który oznaczał wyłączenie się przedniej przerzutki. Pozostała mi jazda na małej co w połączeniu z tym, że musiałem jechać w większości na stojąco nie było niczym przyjemnym. Podjazd w Lipowcu i zjazd do Górek Wielkich jakoś przejechałem nie tracąc kontaktu z grupą, później było różnie. Mocny zryw w Grodźcu odseparował mnie od grupy, nie wiedziałem którędy pojada i widząc jednego z uczestników treningu wyjeżdżającego z drogi na Biery przekonałem się, że grupa podzieliła się na dwie mniejsze. Szybko dojechałem do tej która jechała przez Biery do Jaworza. Brakowało mi niewiele do 2 kilometrów w pionie i grzechem byłoby nie dokręcić. W tym celu wybrałem trudniejszy wariant powrotu, ostatnio jadąc tamtędy wyszło 120 metrów przewyższenia na 6 kilometrach, brakowało mi 110 co oznaczało, że nie będzie trzeba dokręcać po bocznych drogach. Tak się niestety nie stało i na szczycie ostatniego wzniesienia brakowało 6 metrów do pełnej liczby, musiałem zaliczyć dwie boczne drogi aby tego dokonać. Przed ostatnim zjazdem przednia przerzutka obudziła się na moment i wrzuciłem dużą tarcze z przodu, nie na długo jednak i ostatnie kilkaset metrów to już jazda bez kręcenia głownie na stojąco, sztyca opadła już praktycznie do końca. Planowałem być w domu o 11, byłem wcześniej, gdyby nie problemy techniczne z rowerem może bym jeszcze zaliczył kilka podjazdów w Jaworzu. Wszystkie założenia na ten dzień wypełniłem, spory dystans w grupie, 100 kilometrów, 2000 metrów przewyższenia, ponad 200 TSS, dwa kolejne rekordy na podjazdach i niezłe generowane moce. Drobne defekty nie zmieniły niczego. Bardzo przyjemna niedziela, oby więcej takich.


Podjazdy:



Podjazdy:

Trening 83
Sobota, 18 lipca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 76.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:42 | km/h: | 28.15 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 1673kcal | Podjazdy: | 1000m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dzień z mokrymi drogami. Wczoraj wyczyściłem cały rower i dlatego możliwie długo zwlekałem z wyjazdem. Aby jechać wyłącznie po suchych drogach musiałbym czekać do popołudnia. Przed 10 zdecydowałem się wyjechać na wcześniej umyśloną trasę, od startu nic się nie układało. Zapomniałem naładować licznik i dlatego włączyłem aplikacje w telefonie która jednak nie działała poprawnie i ciągle gubiła sygnał z czujników. Pierwsze kilometry były bardzo ciężkie, nie umiałem wskoczyć na obroty. Gdy jechałem ścieżką wzdłuż lotniska wypadła mi pompka. Nie wiedziałem gdzie dokładnie poleciała i gdy ją odnalazłem od razu schowałem do kieszonki aby sytuacja się nie powtórzyła. Trochę wybiło mnie to z rytmu a był to dopiero początek serii dziwnych zdarzeń jakie wydarzyły się podczas prawie 3 godzinnej jazdy. Pierwsze skrzyżowanie przejechałem bez zatrzymania i to jedna z niewielu takich sytuacji na trasie. Na kolejnym już musiałem zwolnić i cały zjazd pokonać na klamkach, trafił się wolno jadący samochód którego w żaden sposób nie byłem w stanie wyprzedzić. Już wtedy żałowałem, że wybrałem tą drogę, jadąc bocznymi może bym mniej tracił na skrzyżowaniach czy zjazdach, chociaż jest ich tam więcej. Drugi zjazd na trasie wyglądał lepiej ale musiałem na końcu hamować by zatrzymać się na skrzyżowaniu. Do kolejnego skrzyżowania dojechałem szybko ale sytuacja się powtórzyła. Dalej nie było lepiej, duży ruch, ciągłe zmiany prędkości i kolejne przymusowe hamowania zużywające okładziny hamulcowe. Nawet zbliżający się podjazd na Przegibek niewiele zmienił, ciągle moja jazda nie wyglądała tak efektywnie jak zazwyczaj. Na podjeździe męczyłem się strasznie, w momencie gdy wyprzedziło mnie dwóch młodych kolarzy z KS AVATAR poczułem się staro i nawet przez głowę przeszły myśli o odpuszczeniu sportowej jazdy na rzecz całkowitej turystyki rowerowej. Nie chciałem rywalizować z młodymi i w założonym tempie dojechałem do szczytu. Zjazd znów fatalny, pojawił się wolno jadący samochód który skutecznie mnie blokował, nie chciałem łamać przepisów i za wszelką cenę go wyprzedzać wiec jechałem kilkanaście metrów za nim. Odjechał mi dopiero po wjeździe do Międzybrodzia. Tam kolejna niewytłumaczalna sytuacja, jechałem przepisowo prawą stroną jezdni gdy zostałem strąbiony przez nerwowego kierowcę który nazwał mnie zawalidrogą, bezpośrednim skutkiem tej sytuacji był fakt, że odruchowo zjechałem do samej krawędzi, podbiło mi rower na nierównej drodze, upadek był bliski ale na szczęście wypadł tylko bidon. Wróciłem się po niego ale zguby nie znalazłem, czekała mnie jazda na jednym bidonie i umiejętne dawkowanie picia aby go nie brakło. Wizyty w sklepie nie planowałem i dlatego nie wziąłem niczego zakrywającego twarz. Dalsza cześć zjazdu do skrzyżowania już bez werwy. Później gdy poczułem, że wiatr jest odrobine sprzyjający motywacja wróciła. Szybko pokonałem ruchliwy odcinek wzdłuż jezior. Podjazd w Tresnej poszedł sprawnie ale czułem, że nogi nie pracują idealnie. Odcinek w kierunku Oczkowa pełny pagórków dał mi nieźle w kość. Później było raz lepiej raz gorzej, gdy czułem wiatr w plecy rozwijałem duże prędkości ale prawie na każdym skrzyżowaniu musiałem się zatrzymać. Drugi dłuższy i trudniejszy podjazd na trasie poszedł mi lepiej niż Przegibek. Duży wpływ na to miał także sprzyjający wiatr i dobra nawierzchnia. Na zjeździe chciałem poćwiczyć technikę, z rytmu wybiła mnie nierówna, miejscami dziurawa nawierzchnia a w końcówce pojawił się bardzo wolno jadący samochód, grzecznie za nim jechałem aż do skrzyżowania przy Kościele. Tam musiałem mocno zwolnić a samochód w tym czasie odjechał wyjeżdżając przed samochód dostawczy jadący od strony Ślemienia. Już wtedy nie czułem się bezpiecznie na drodze a najgorsze czekało mnie za kilkanaście minut. Droga do Żywca poszła bardzo szybko, lekko w dół i z wiatrem sprzyjającym. Koncentrowałem się na bezpieczeństwie ale nie zawsze to było możliwe, na wyprzedzanie na centymetry czy na podwójnej ciągłej, pod prąd, z telefonem w ręku to była rzeczywistość. Ruch na tej drodze był ogromny, przy wjeździe do Żywca odrobine się uspokoiło, by później zmienić się w drogowy chaos. W końcu nie wytrzymałem i wjechałem na nierówną ścieżkę rowerową. Aby tam się dostać musiałem pokonać wysoki krawężnik, ciekawe kto takie coś wykonał lub zaprojektował, w Czechach jakoś mają ścieżki na które wjeżdża się bez uskoków kilkucentymetrowych. Jadąc tą ścieżka zastanawiałem się gdzie mnie zaprowadzi, dojechałem do ronda za którym musiałem skręcić w prawo, kawałek jeszcze jechałem w kierunku centrum, przy próbie zrzucenia z blatu łańcuch spadł a dokładnie w momencie gdy się zatrzymałem i przestałem kręcić. Błąd był po mojej stronie, gdy nałożyłem łańcuch to odrobinę rozładował się ruch i bezpiecznie dojechałem do ronda i mogłem ruszyć w kierunku kolejnego na którym skręciłem w prawo. Do Łodygowic znów w dużym ruchu ze sporą ilością niewłaściwych manewrów, wyprzedzanie na centymetry, przejścia w miejscach niebezpiecznych czy wolna jazda slalomem rowerzystów to tylko niektóre sytuacje jakie występowały na drodze. Czułem się jak w dżungli gdzie również można się wszystkiego spodziewać. Bezpieczniej zrobiło się w Wilkowicach gdzie cały ruch skierował się na Bystrą. Do pełni szczęścia brakowało tylko postoju na przejeździe kolejowym. Jedyny przejazd jaki miałem po drodze do domu zatrzymał mnie, tam również ciekawa sytuacja, stojący za mną samochód postanowił zawrócić, wjechał w boczną drogę, tam nawrócił i w momencie w którym przejechał pociąg jednak zmienił zdanie i ruszył w tym kierunku co ja. Bezpośrednio za przejazdem musiałem pokonać bardzo nierówny odcinek, nie liczyło się nic poza bezpiecznym przejazdem. Później byłem w stanie rozpędzić się i osiągnąć fajne prędkości mimo bocznego wiatru. Ostatni odcinek w mieście o dziwo był bezpieczny, mały ruch i postój tylko na jednym z wielu skrzyżowań. Dojeżdżając do domu brakowało kilku metrów do 1 kilometra w pionie, zdecydowałem się dojechać do skrzyżowania i osiągnąłem dokładnie 1000 metrów przewyższenia. To już trzecia taka sytuacja w tym roku, okrągła wartość lepiej wygląda niż np. 996 metrów. Mimo wszystko był to dobry dzień i dobre rozpoczęcie urlopu. Niestety pandemia znów atakuje i w Czechach już odwołali jeden wyścig, to tam głownie miałem startować i zastanawiam się czy nie odpuścić startu w Mamut Tour, z drugiej strony pojawiła się szansa na start w Tatra Road Race i mając do wyboru te dwa wyścigi stawiam na Zakopiańskie Piekło. Jak się nie uda startować w Czechach to liczba starów spadnie do 5-6 ale to niewiele zmienia i cele jakie sobie stawiam są podobne. Na razie jednak jest jeszcze czas na to by myśleć o startach, priorytetem jest utrzymanie dobrej nogi i kolejne treningi już będą bardziej specjalistyczne.


Trening 82
Piątek, 17 lipca 2020 Kategoria blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 48.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:39 | km/h: | 29.09 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 181181 ( 92%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 1097kcal | Podjazdy: | 650m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Huśtawki pogodowej ciąg dalszy. W zasadzie miałem trenować już wczoraj ale nie trafiłem z oknem pogodowym i wpadł drugi, nieplanowany dzień przerwy, kilka tygodni temu taka sytuacja nie wpłynęła dobrze na mój organizm i teraz nie chciałem doprowadzić do powtórki. Mimo niepewnej pogody i nieciekawych prognoz wyjechałem na trening. Zamiast planowanej górskiej trasy z dwoma przepaleniami wybrałem jeden z moich ulubionych schematów czyli 3 powtórzenia w 5 strefie mocy o długości 8 minut. Poszedłem po najmniejszej linii oporu i pojechałem do Jaworza skąd w razie załamania pogody byłbym w stanie szybko wrócić do domu. Specjalnie nie czyściłem roweru przed jazdą, założyłem wreszcie nowe koła i widelec, jest trochę inny niż chciałem ale pasuje do ramy co było najważniejsze. Minimalne znaczenia ma fakt, że jest ponad 100 gram lżejszy i w całości karbonowy. Gdy wyjechałem to od razu tętno skoczyło do 2 strefy, byłem mocno wyświeżony wiec nie zwracałem uwagi na ten parametr. Noga po kilku minutach zaczęła kręcić lepiej, przy okazji wyszły jeszcze drobne niedociągnięcia w sprzęcie. Musiałem poprawić zaciski które zbyt słabo trzymały, omyłkowo nie zrobiłem tego przed jazdą. Trwało to chwile ale wystarczyło aby stracić koncentracje. Jadąc spokojnie już wiedziałem, że nie będzie łatwo, warunki wietrzne były niesprzyjające, nie lubię mocnych akcentów z wiatrem a dzisiaj nie mogłem liczyć na przeciwne podmuchy. Już w trakcie rozgrzewki gdy przystąpiłem do planowanego interwału moc była niska przy wysokiej prędkości. Do zamierzonych 3 minut brakło 20 sekund, wybrany odcinek okazał się za krótki. Celowo wydłużyłem czas odpoczynku aby przygotować się mentalnie, po kilku dniach odpoczynku i ogólnie kilku tygodniach bez trzymania reżimu treningowego bardzo ciężko się zmotywować do takiego treningu. Będąc gotowym ruszyłem efektywne, dobrałem dosyć twarde przełożenie i trzymałem założoną moc, na moje szczęście wiatr zmienił się na boczny i nie pomagał tak jak wcześniej. Jechałem równo przez 2,3, 5 minut. Dopiero na wypłaszczeniu musiałem znacznie skorygować przełożenie. Przed końcem odrobinę mnie przytkało, niewiele brakło aby podjazd skończył się szybciej niż mocna jazda. Dobrze pracujący sprzęt i noga wystarczyły aby w około 8 minut pokonać ponad 4 kilometrowy odcinek prowadzący głównie w górę. Zjazd był wolny i spokojny, nie wile trzeba było aby dłużej zjeżdżać niż podjeżdżać. Kolejne dwa podjazdy miały być nieco mocniejsze, drugi wyszedł lepiej niż pierwszy a ostatni już nie tak dobrze, w pewnym momencie wyjechał samochód i musiałem na moment odpuścić mocną jazdę, gdyby nie to moc z ostatnich minut wyszłaby najwyższa. Wystarczyło to jednak do najlepszego czasu na tym odcinku. Taki segment nie znaczy nic przy tych na których w ostatnim czasie straciłem przewodnictwo, zostało mi już bardzo niewiele wartościowych „KOMów” i powoli odchodzę w zapomnienie. Po powtórzeniach uleciało ze mnie powietrze, chciałem jeszcze przepalić nogę na kilku podjazdach ale zrezygnowałem z tego pomysłu. Zbliżając się do domu już widziałem ciemne chmury na horyzoncie, deszcz z nich spadł dopiero 2 godziny później ale jadąc zaplanowaną wcześniej trasą prawdopodobnie bym nie wrócił suchy do domu. Po kilku dniach zastoju i takim przepaleniu może być tylko lepiej. Dwa najbliższe tygodnie będą obfite w treningi a później być może czasu będzie dużo mniej niż dotychczas i konieczna będzie redukcja ilości i długości treningów.




Trening 81
Wtorek, 14 lipca 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:47 | km/h: | 30.28 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 24.0°C | HRmax: | 147147 ( 75%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 1065kcal | Podjazdy: | 540m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny wyjazd po pracy. Trasę wybrałem taką aby nie była zbyt łatwa ale nie było na niej długich podjazdów. Wyjechałem już przed 15 mimo tego, że kilka spraw zatrzymało mnie w domu i opóźniło wyjazd o kilka minut. Nim wyjechałem z domu wprowadziłem kilka poprawek do ustawień roweru i byłem ciekawy jak wpłynie to na komfort jazdy a przede wszystkim na pozycje aerodynamiczną podczas zjazdów. Pierwsza okazja miała być już kilka minut od wyjazdu z domu. Na pierwszym podjeździe jeszcze nie wiedziałem, czy mam dobry czy zły dzień. W sumie jechałem dosyć wolno z niską mocą. Gdy tylko droga zaczęła opadać w dół przyjąłem bardziej opływową pozycje. Nie zauważyłem większych zmian w pozycji, jednak te korekty chyba nie wiele dały. Jechałem dosyć szybko ale nie wiem czy była to zasługa wiatru czy pozycji. Na rondo dojechałem w trochę krótszym czasie niż zazwyczaj. Później ruszyłem mocniej, jechało się dosyć lekko i szybko. Noga podawała nieźle ale dużo zawdzięczałem sprzyjającemu wiatru. Dobre i równe tempo utrzymałem do Skoczowa, przegapiłem drogę którą mogłem minąć zakorkowane rondo i musiałem się trochę pomęczyć zanim dostałem się na drugą stronę Wisły. Skoczów przejechałem sprawnie ale kilka razy musiałem hamować i zachować ostrożność. Za Skoczowem udało się nadrobić trochę czasu, jechałem z bocznym wiatrem który nie miał wpływu na szybkość. Nawierzchnia na tym odcinku nie była równa, niektóre fragmenty pozostawiały sporo do życzenia. Kolejne oczekiwanie na przejazd przez dwupasmówkę dłużyło mi się, w końcu zapaliło się zielone światło. W tym czasie kilka razy zmienił się kierunek wiatru i już sam nie wiedziałem czy jadę z wiatrem czy pod. Przejazd do Brennej też nie był tak spokojny jakbym oczekiwał. Wydarzyło się kilka rzeczy których się nie spodziewałem. Jedna z nich to pojawienie się zwierzęcia na drodze. Przy spotkaniu z samochodem na jezdni zostałaby kupa mięsa. Najwyraźniej któryś z lokalnych gospodarzy nie upilnował swojego inwentarza. Jakoś udało mi się minąć tą niecodzienną przeszkodę i nie zastanawiałem się co się później stanie. Po dojeździe do Brennej a raczej Górek Małych trafiłem na kombajn, znowu zwolnienie ale udało się szybko wyprzedzić wolno jadący podjazd. Przystopowało mnie znów skrzyżowanie. Przynajmniej złapałem oddech przed kolejnym odcinkiem z przeciwnym wiatrem. Na szczęście ruch na drodze był niewielki i sprawnie dojechałem do Brennej. Tam zrobiłem przerwę, uzupełniłem zapasy energii pijąc pyszny koktajl owocowy, raz za czas można sobie pozwolić na mały przerywnik byle nie za często. Po kilkunastu minutach przerwy ruszyłem w kierunku Bielska. Gdy tylko wyjechałem to od razu spotkała mnie kolejna niespodzianka, znowu wiało z przeciwnego kierunku, ten wiatr zmieniał się dzisiaj cały czas i zazwyczaj wiał w twarz. Mimo trudnych warunków jechałem cały czas dobrym tempem. Dopiero gdy zaczęły się pagórki w Grodźcu to wiatr bardziej przeszkadzał. Liczyłem na to, że dojadę przed 17 do domu, nie podkręcałem tempa i dojechałem na styk ale przed 18. Dobrze zaplanowana i przejechana trasa, tempo było optymalne, siły powoli się magazynują przed cięższymi jednostkami treningowymi i startami.


Miasto 24
Poniedziałek, 13 lipca 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 68.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:42 | km/h: | 25.19 |
| Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1350kcal | Podjazdy: | 1230m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rozjazd 21
Poniedziałek, 13 lipca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu
| Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:28 | km/h: | 21.82 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 519kcal | Podjazdy: | 530m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Przyszedł czas na reset przed drugą częścią sezonu. Postanowiłem dać sobie kilka dni luzu, odpocząć i nabrać sił przed wyzwaniami jakie mnie czekają. Brak wyścigów dawał dużo luzu a teraz każdy trening będę musiał odpowiednio zaplanować, więcej czasu poświęcać na odpoczynek i muszę sobie wszystko poukładać w głowie. Pierwszy tego tygodniowy wyjazd to tradycyjna spokojna jazda na Przegibek. Po dosyć chłodnej niedzieli było kilka stopni cieplej ale nie na tyle aby zrezygnować z cieplejszych ciuchów. Niestety nie byłem w stanie wyjechać szybciej niż o 16 co wiązało się z dużym ruchem na drogach. Tak też było, pierwsze kilometry to głownie walka z pieszymi i innymi rowerzystami. Nie wszyscy zachowywali się w porządku i kilka razy cudem uniknąłem upadku lub najechania na pieszego który wtargnął na jezdnie bez upewnienia się, czy jest bezpiecznie. Jechałem na tyle wolno, że znaczenia nie miało czy korzystam z jezdni czy ścieżki. Jadąc ścieżką denerwowałem się bardziej niż zwykle widząc zaparkowany w niewłaściwym miejscu samochód czy pieszych nie reagujących na moje uwagi. Mimo to w dużej mierze miasto przejechałem właśnie ciągami rowerowymi. Względnie szybko byłem w Straconce, nie czułem po drodze pomocy wiatru ani za bardzo nie przeszkadzał wiec liczyłem na równie szybki powrót. Przed podjazdem na Przegibek dojechałem do dwóch „kolarzy”, jeden od razu odjechał na kilka metrów a drugi złapał moje koło. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że jechał na rowerze elektrycznym. Jadąc bardzo wolno pod górę czułem się jak na wyścigu. Jadący kilka metrów z przodu kolarz cały czas oglądał się do tyłu czy przypadkiem się do niego nie zbliżam. Nie miałem ochoty na niego patrzeć wiec obserwowałem przyrodę otaczającą drogę. Prawie cały podjazd sytuacja wyglądała podobnie, przed ostatnim zakrętem wiozący się na moim kole rowerzysta skorzystał już ze wspomagania i odjechał mi na kilkanaście metrów. Wjechałem swoim tempem na przełęcz i od razu zawróciłem, tylko kątem oka zauważyłem dwóch kolarzy. Jeden wyglądał jakby właśnie ukończył czasówkę a drugi z czegoś się śmiał. Na zjeździe chciałem znowu potrenować technikę ale się to nie udało. Po wolnym początku nie umiałem się dobrze ułożyć na rowerze, cały jeden łuk pokonałem idealnie technicznie i względnie szybko. Mimo to zjazd nie należał do najwolniejszych. Przejazd przez miasto to znów walka z pieszymi czy rowerzystami. Dużo korzystałem ze ścieżek ale nie miało to znaczenia, na pewno nie było bezpieczniej niż na drogach, kierowcy z reguły nie zatrzymują się przy ścieżkach tylko wjeżdżają na nie bez upewnienia się czy nie utrudnią komuś ruchu. W tej kwestii od dłuższego czasu nic się nie zmieniło, nie jestem z gatunku tych którzy unikają ścieżek rowerowych ale czasami po prostu nie da się bezpiecznie przejechać. Dużo czasu straciłem po drodze ale przy tej trasie, godzinie i warunkach jest to nieuniknione. Najważniejsze, że mogłem wyskoczyć na 90 minut, lepsze to niż nic.


Podsumowanie 28 tygodnia 2020
Niedziela, 12 lipca 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ostatni tydzień wyglądał już lepiej niż poprzedni. Wyraźnie lepiej się czułem, nie tylko na rowerze. Czasu też miałem nieco więcej ale też obowiązków przybyło i wyszło na to samo. W dalszym ciągu nie planowałem treningów i jeździłem bardziej na spontana. Większość jazd rozpoczynałem wcześnie rano i tylko dzięki temu byłem w stanie jeździć. W końcu była okazja sprawdzić się na tle innych i potwierdziło się, że w tym roku jestem mocny. Do najmocniejszych w starcie kontrolnym straciłem stosunkowo niewiele i prawie cały dystans trzymałem się blisko najmocniejszej dwójki. To duży zastrzyk motywacyjny. Kolejne starty będą już ważniejsze i tam będę chciał potwierdzić formę. Żeby nie było tak dobrze to gorzej sobie radze na zjazdach niż wcześniej, może to być kwestia zmiany ramy i potrzeba czasu aby się przyzwyczaić do pozycji która wygląda nieco inaczej niż na starej gdzie bardzo dobrze układałem się na zjazdach. Mimo tego, że już połowa sezonu minęła to ważniejsza dopiero przed nami. Podczas kilku startów zapewne będę w gronie faworytów, jak dotąd zwykle czaiłem się w drugim lub trzecim szeregu ale postęp jaki zrobiłem kwalifikuje mnie już do walki o wyższe cele. Nie chce narzucać na siebie zbyt dużej presji i dlatego nie mam żadnych oczekiwań wynikowych.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Udało mi się zejść nieco z wagą co znalazło odzwierciedlenie w rezultatach osiąganych m.in. na podjazdach.
2.Obciążenie treningowe:

Bazując na podobnych obciążeniach treningowych utrzymałem wartości ATL i CTL sprzed tygodnia.
3.Najlepsze wartości mocy:

W ostatnich dniach udało mi się wygenerować dobre wartości mocy m.in. na 1,10 czy 20 minut. Te wyniki to jednak nie próby maksymalne tylko np. cześć dłuższego intensywnego odcinka czy średnia moc ze sprintów przedzielanych odpoczynkiem.
4.Intensywność treningów:

Różnorodność treningów była jeszcze większa niż wcześniej. Wartości w tabeli nie bardzo to potwierdzają.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Pod tym względem było przeciętnie. Udało się za to wykręcić kilka dobrych czasów i rekord na jednym z kultowych podjazdów.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Pierwsze trzy dni tygodnia to czas odpoczynku po którym wracam do mocniejszych treningów. Chciałbym zaliczyć więcej podjazdów i może wreszcie jakieś czeskie górki. Od kolejnego tygodnia już treningi ukierunkowane pod wyścigi i czasówki. Główny cel to utrzymanie obecnej formy jak najdłużej, nie liczę na zbyt dużą poprawę ale też na wyraźny spadek mocy. Dołożenie kilku elementów powinno przełożyć się na dobrą dyspozycje startową. Mam już wiele rozwiązań na problemy które pojawiały się w poprzednich latach podczas wyścigów. Jeden z nich przetestowałem już w niedziele ale wypalił tylko w połowie.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Udało mi się zejść nieco z wagą co znalazło odzwierciedlenie w rezultatach osiąganych m.in. na podjazdach.
2.Obciążenie treningowe:

Bazując na podobnych obciążeniach treningowych utrzymałem wartości ATL i CTL sprzed tygodnia.
3.Najlepsze wartości mocy:

W ostatnich dniach udało mi się wygenerować dobre wartości mocy m.in. na 1,10 czy 20 minut. Te wyniki to jednak nie próby maksymalne tylko np. cześć dłuższego intensywnego odcinka czy średnia moc ze sprintów przedzielanych odpoczynkiem.
4.Intensywność treningów:

Różnorodność treningów była jeszcze większa niż wcześniej. Wartości w tabeli nie bardzo to potwierdzają.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Pod tym względem było przeciętnie. Udało się za to wykręcić kilka dobrych czasów i rekord na jednym z kultowych podjazdów.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Pierwsze trzy dni tygodnia to czas odpoczynku po którym wracam do mocniejszych treningów. Chciałbym zaliczyć więcej podjazdów i może wreszcie jakieś czeskie górki. Od kolejnego tygodnia już treningi ukierunkowane pod wyścigi i czasówki. Główny cel to utrzymanie obecnej formy jak najdłużej, nie liczę na zbyt dużą poprawę ale też na wyraźny spadek mocy. Dołożenie kilku elementów powinno przełożyć się na dobrą dyspozycje startową. Mam już wiele rozwiązań na problemy które pojawiały się w poprzednich latach podczas wyścigów. Jeden z nich przetestowałem już w niedziele ale wypalił tylko w połowie.
Trening 80
Niedziela, 12 lipca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 129.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:41 | km/h: | 27.54 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 184184 ( 94%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 3152kcal | Podjazdy: | 2190m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Myślałem, że ostatnio poranki były chłodne, zmieniłem zdanie widząc dzisiejsze 8 stopni na termometrze co pośrednio wymusiło na mnie zmianę trasy. Wstałem o odpowiedniej porze aby przejechać zaplanowany odcinek ale bałem się bardzo zbytniego wychłodzenia na zjazdach co nie jest mi potrzebne. Ciężko było się zmobilizować, najchętniej poleżałbym w łóżku dłużej, przez ostatnie kilkanaście dni wstawałem wcześnie rano i jakaś odmiana jest potrzebna ale będę musiał z tym poczekać minimum do kolejnej soboty. Wszystkie sprawy dopiąłem na ostatni guzik, zjadłem solidne śniadanie, napełniłem bidony, przygotowałem jedzenie, rower już wczoraj był gotowy wiec nie musiałem się o to martwić. Jedyny dylemat to strój, ostatecznie wybrałem cieplejsze ciuchy bo lepiej mieć co zdejmować niż marznąć. Pierwszy raz założyłem nowy strój Martombike, na pierwszy rzut oka nie poczułem, żadnej różnicy w odniesieniu do innych strojów w jakich jeżdżę. Po wyjściu na zewnątrz faktycznie było zimno ale liczyłem, że na rowerze chociaż trochę się zagrzeje. Wyjechałem kilka minut przed 7 ze sporym zapasem ale nie planowałem zbyt pokręconej trasy tylko możliwie najkrótszą przez Leszną do Czech. Na początek Jaworze i już pierwsze oznaki dobrego dnia, zwykle gdy czuje się nieźle mam wysokie tętno, taki paradoks, zazwyczaj wysokie tętno oznacza brak formy ale u mnie jest inaczej. Wysoki rytm serca współgrał z dobrze kręcącą od samego startu nogą. Jazda opustoszałymi drogami ma w sobie jakiś urok, zwykle co niedziele tego doświadczam wiec tym razem nie zrobiło to na mnie wrażenia. Kilometry szybko uciekały, jechałem cały czas ze sprzyjającym wiatrem. Miałem dobry czas przejazdu mimo spokojnej jazdy. Na trasie do granicy kilka niespodzianek, jedna z nich to spory odcinek nowej nawierzchni w Goleszowie, druga już nie tak przyjemna która wymusiła postój zaraz za granicą. Zauważyłem drobny problem z pompką a dokładnie jej uchwytem który bardzo niepewnie trzymał pompkę, miałem ze sobą więcej opasek zaciskowych i jedną musiałem użyć aby pompka pewnie trzymała się w uchwycie. Po tym postoju nastąpił zjazd na którym zmarzłem, perspektywa postoju nie bardzo mi się uśmiechała wiec pojechałem kawałek w stronę Cieszyna, po nawrocie jechałem bardzo wolno ale i tak na rondzie 5 minut musiałem odczekać zanim dojechała grupa. Pojawiło się kilkanaście osób ale spodziewałem się, że jeszcze kolejni zawodnicy dołączą przed startem. Po dojechaniu do grupy podobnie jak tydzień temu trzymałem się z tyłu, dopiero po kilku kilometrach przesunąłem się do przodu aby dać przynajmniej jedną zmianę. Współpraca w grupie układała się dobrze, momentami tempo było trochę zbyt wysokie ale poziom zawodników jest tak zróżnicowany, że takie sytuacje się zdarzają. Po zejściu ze zmiany, im bliżej Jabłonkowa i Bukowca tym gorzej to wyglądało ale sytuacja na drodze nie była też tak klarowna jak wcześniej, dużo pieszych czy skrzyżowań nie sprzyjało grupowej jeździe. W końcu jednak dojechaliśmy na miejsce startu. Sporo czasu minęło zanim nastąpił start, dojeżdżając byłem dobrze rozgrzany a później już miałem wątpliwości czy moje nogi będą pracowały właściwie. Po długim postoju w końcu ruszyliśmy w kierunku Ochodzitej. Pierwszy sprawdzian formy w bezpośredniej rywalizacji z innymi zawodnikami stał się faktem. Mi nie pozostało nic innego jak obserwacja zachowania dwóch najsilniejszych zawodników w stawce. Moja forma uprawniała mnie do walki o czołowe lokaty wiec od samego startu byłem czujny. O spokojnej jeździe mogłem zapomnieć już 300 metrów po starcie, jak tylko zaczął się trudniejszy podjazd Patryk zaatakował, byłem najbliżej niego wiec szybko się zebrałem i skoczyłem za nim. W międzyczasie to samo zrobił Amadeusz i już nastąpił podział na grupki. Patryk mocno pracował aż do wypłaszczenia, ja dopiero łapałem rytm a Amadeusz męczył się na tym podjeździe. Mimo to Patryk nie potrafił nam odskoczyć na więcej niż kilka metrów. Na wypłaszczeniu Patryk odpuścił nieco i przewodnictwo objął Amadeusz. Na zjeździe nieco odstałem od towarzyszy, szybko jednak nadrobiłem straty i dyktowałem tempo na podjeździe po wjeździe do Polski. Moja zmiana była odrobinę za długa, jednak wielkiego wpływu na dalszy przebieg rywalizacji to nie miało. Na kolejnym kilometrze z rondem pracowali towarzysze a moja zmiana przypadła na kolejnym trudniejszym odcinku. Generowałem dobre waty, mimo wyraźnie utrudniającego jazdę wiatru jechaliśmy dosyć szybko. Po zejściu ze zmiany miałem znów problem z blokiem, już wiem jaka była tego przyczyna. Ta sytuacja miała niewielki wpływ na układ sił, koledzy nieco odskoczyli ale byłem w stanie doskoczyć. Na wypłaszczeniu w Istebnej, przed wjazdem do Koniakowa znów byłem na zmianie, tempo nie było tak mocne jak na wcześniejszych ściankach, koledzy oszczędzili trochę sił i już na kolejnym trudniejszym fragmencie miałem problem z utrzymaniem tempa. Wytrzymałem jednak na kole do wypłaszczenia gdzie pojawiło się więcej samochodów, za Kościołem dałem ostatnią mocną zmianę, gdy Patryk dla swoją, jeszcze mocniejszą to już mnie brakło. Walczyłem jeszcze o zniwelowanie start ale różnica się powiększała. Na kolejnym wypłaszczeniu poszedł decydujący atak Amadeusza. Wykorzystał łatwiejszy fragment trasy i odjechał. Patryk już nie był w stanie odpowiedzieć a ja miałem za dużą stratę. Dawałem z siebie cały czas wszystko, kręciłem dobre waty, starałem się trzymać Patryka w zasięgu wzroku, udało się zmniejszyć stratę w momencie gdy Patryk musiał zwolnić przez wolno jadący samochód. Kilku sekundową różnice udało się utrzymać do mety. Amadeusz jechał dużo szybciej i odskoczył, na drugie miejsce miałbym szanse jakby podjazd był dłuższy, jechałem cały czas mocno, nie byłem w stanie nic dołożyć a taką moc utrzymałbym jeszcze jakiś czas. Nie wiedziałem co dzieje się z tyłu, byłem zadowolony z wywalczonego trzeciego miejsca, rywale byli dzisiaj silniejsi ale do ich poziomu brakuje mi już niewiele. Oczywiście mogłem coś dzisiaj dołożyć, zrobić kilka rzeczy lepiej ale i tak wyszło bardzo dobrze. Jeszcze rok temu o takim poziomie mogłem pomarzyć a teraz byłem przez 90 % trasy w grze o zwycięstwo i to z mocnymi zawodnikami. Sprawdzian wyszedł dobrze i jestem spokojny o pierwsze zawody w ogólnopolskiej a nawet międzynarodowej stawce. Po wjechaniu na metę od razu pojechałem się pokręcić aby nogi trochę odpoczęły. Później kolejny długi postój zanim zebraliśmy się wszyscy. Po takiej jeździe zasłużyłem na odrobinę relaksu. Chciałem jeszcze zaliczyć kilka podjazdów wiec nie zdecydowałem się na małe co nieco. Odrobina kofeiny i to co najlepsze na Ochodzitej czyli tradycyjna Szarlotka w zupełności zaspokoiły moje potrzeby. Postój był na tyle długi, że później znów było mi zimno. Zjazd tylko pogorszył sytuacje a podjazd na Kubalonkę zacząłem dosyć słabo. Dobry rytm złapałem dopiero w połowie ale przeciwny wiatr skutecznie utrudniał szybką jazdę. Mimo to w dobrym czasie wjechałem na przełęcz. W bidonach już była susza, po wolnym zjeździe rozpędziłem się tak bardzo, ze przejechałem sklep. Musiałem zwrócić, w sklepie sporo ludzi i przede mną trafił się klient robiący duże zakupy. Sporo czasu stałem w kolejce do kasy aby zapłacić za butelkę wody. Kolejny podjazd był krótki ale z nachyleniem dochodzącym do 20 %, tam trafiła się kolejna niespodzianka i nowiutka nawierzchnia na około 200 metrowym odcinku, dalej już stary ale dosyć równy asfalt. Spokojnie wdrapałem się na szczyt skąd miałem widok na całą Wisłę. Nie było jednak zbyt wiele czasu aby podziwiać widoki i ruszyłem dalej. Na zjeździe krótki postój a później błąd nawigacyjny i kluczenie wąskimi dróżkami, dojechałem jednak do głównej drogi. Znów miałem lekki kryzys ale szybko minął, niestety wiatr dawał się we znaki. Podjazd na Salmopol zacząłem nieźle, później trzymałem stałą moc ale w pełni usatysfakcjonowany przejazdem nie byłem. Ponad 16 minut walki z podjazdem to nie jest dobry czas, w tym roku wjeżdżałem już szybciej i może dlatego ten wjazd wydaje mi się słaby. Na zjeździe znów sobie kompletnie nie radziłem, dopiero ostatni kilometr wyglądał lepiej, przejazd przez Szczyrk to znowu huśtawka, raz szybciej, raz wolniej. Dojechałem do kilku kolarzy, jeden z nich trzymał się blisko mnie, nie czułem się zbyt bezpiecznie w dużym ruchu i skręciłem w równoległą drogę do Buczkowic. Później ruch się już rozładował i jechało się lepiej i luźniej. Przed wjazdem do Bielska miałem mały incydent z kierowcą, był bardzo nerwowy i nie podobało mu się, że jadę drogą. Nie miałem innego wyjścia, ścieżka zaczynała się kilkaset metrów dalej, oczywiście na nią wjechałem, jechałem szybciej niż wielu rowerzystów poruszających się drogą. Jak zwykle przystopowały mnie skrzyżowania z przejazdami dla rowerów. Nie miało to już tak dużego znaczenia bo wcześniej nie straciłem dużo czasu w Szczyrku czy jadąc pod wiatr i znów miałem lekki zapas. W Bielsku znowu trochę kluczyłem bocznymi trafiając na kolejne utrudnienia. Do domu wróciłem pagórkami, pierwszy podjazd do ronda dosyć spokojny a na kolejnym dołożyłem trochę do pieca. Spory ruch i dziurawa nawierzchnia zrobiły swoje ale poczułem pieczenie w nogach zwłaszcza na ostatnich metrach podjazdu. Później już zjazd, miałem po drodze jeszcze podjechać oddać głos ale spora ilość samochodów wyjeżdżających z drogi prowadzącej do lokalu wyborczego skutecznie mnie zniechęciła. Dojeżdżając do domu spadło na mnie kilka kropel. Po kąpieli, obiedzie i krótkim odpoczynku pojechałem oddać głos. Sporo czasu stałem w kolejce. Po powrocie tylko zdążyłem zamknąć za sobą drzwi i lunęło. Miałem dużo szczęścia. Kolejny fajny dzień się trafił. Poza plusami takimi jak dobra noga i walka do końca o rezultat pojawiły się też minusy takie jak kolejny brak adaptacji do temperatury, brak odpowiedniej rozgrzewki czy bardzo słabe zjazdy. Cały czas mam nad czym pracować i to mnie nakręca. Ostatnie tygodnie były ciężkie więc najbliższe kilka dni poświęcam a reset przed kolejną dawką treningu.


Podjazdy:


Podjazdy:
Trening 79
Sobota, 11 lipca 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 45.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:51 | km/h: | 24.32 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 1087kcal | Podjazdy: | 840m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj dałem nogom wolne chociaż pogoda była inna niż w poprzednich dniach i zachęcała do wyjścia na rower. Sobota już tak ładnie się nie zapowiadała. Poranek był nawet całkiem przyjemny, mimo to nie chciało mi się wstawać z łóżka. Codzienne wstawanie przed 6 rano nie jest niczym przyjemnym, zwłaszcza gdy chodzi się spać późno. Pogoda miała pogorszyć się już około 9 i by pojeździć około 2 godziny wyjechałem przed 7. Ostatnio przyzwyczaiłem się do tego i dlatego szybko byłem gotowy do jazdy. Nie miałem za bardzo ochoty na kolejną tlenową jazdę i postanowiłem urozmaicić trening kilkoma mocnymi akcentami. Nie miałem pomysłu na trasę wiec pojechałem tradycyjnie na Przegibek. Nie chciało mi się kluczyć bocznymi drogami i wybrałem się przez miasto. Ruch był bardzo niewielki, dosyć szybko dostałem się na ulice Górską skąd już rzut beretem na Przegibek. Podjazd zacząłem spokojnie i dopiero ostatnie 1500 metrów pojechałem bardzo równym i mocnym tempem. Czułem, że noga podaje bardzo dobrze i znalazło to potwierdzenie w generowanej mocy. Jakieś rezerwy w nogach jeszcze były ale chciałem je wykorzystać dopiero przy drugim akcencie. Zjazd odpuściłem, złapałem oddech, uzupełniłem zapasy energii, gdy się z tym uporałem to pojawił się silniejszy wiatr który nie zachęcał do jazdy. W Międzybrodziu dojechałem aż do samego jeziora, nigdy tam nie byłem i zaskoczył mnie fakt, że droga kończy się nagle a gdy jest wysoki poziom wody to zapewne nurt przykrywa także fragment asfaltowej szosy. Jak ktoś się bardzo rozpędzi i nie wyhamuje to ląduje wprost w jeziorze. Nie miałem czasu na dłuższy postój i musiałem wracać aby zdążyć przed deszczem. Nie miałem motywacji do mocnej jazdy, cały odcinek dojazdowy przejechałem spokojnie. Trudniejszy fragment podjazdu zacząłem mocniej ale później znów tempo siadło. Na ostatnim kilometrze dałem z siebie prawie wszystko dokładając kilka Wat do tego co generowałem na pierwszym powtórzeniu. To już był prawdziwy ogień i bardzo satysfakcjonująca moc. Po raz kolejny przekonałem się, że wszystkiego mieć nie można i o szybkim zjeździe mogłem zapomnieć. Na początku próbowałem złapać oddech i jechałem wolno a później na technicznych sekcjach musiałem lawirować miedzy samochodami. W końcówce zjazd od strony technicznej wyglądał lepiej, szybko pokonywałem łuki ale na prostych brakowało szybkości. Do domu wróciłem już znanymi ścieżkami omijającymi główne drogi, w kilku miejscach skorzystałem ze ścieżek rowerowych. Tempo było spokojne, zbliżając się do domu pogoda pogarszała się i w końcu zaczęło kropić. Zdążyłem przed deszczem, solidnie przepaliłem nogę przed kolejną niedzielną wymagającą jazdą.


Podjazdy:



Podjazdy:

Trening 78
Czwartek, 9 lipca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 56.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:54 | km/h: | 29.47 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 150150 ( 76%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 1140kcal | Podjazdy: | 700m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trzeci z rzędu wyjazd przed 7
rano, tym razem trasa pagórkowata w spokojnym tempie. Temperatura znów dosyć
niska i ten sam zestaw ciuchów co w poprzednich dniach. Trochę się guzdrałem i
zapomniałem m.in. bidonu wiec musiałem się wrócić do domu. Na szczęście nie
odjechałem daleko, nawet licznik nie zdążył zastartować. Początek bardzo
niemrawy, pierwsze kilometry były meczące a później już z górki. Szybko
przejechałem przez Jaworze a po wjeździe na główną drogę na Skoczów nie było
żadnych przeszkód. Jedynie wiatr wiejący z różnych kierunków wybijał z rytmu,
zdążyłem się już do tego przyzwyczaić i z tym radzić. Gdy zaczęły się podjazdy
noga obudziła się na dobre, wszystkie górki wchodziły lekko w równym tempie.
Zaskoczony byłem bardzo rozważną jazdą kierowców, żaden nie próbował wymuszać
pierwszeństwa, nikt nie mijał mnie na centymetry ani w żadnym niebezpiecznym
miejscu. Dojeżdżając do Skoczowa zauważyłem większą ilość samochodów, ominąłem
rondo przy targu bocznymi drogami i na utrudnienia trafiłem dopiero przed
kładką nad Wisłą. Pojawiło się więcej pieszych i rowerzystów i zrobił się mały
zator, skupiłem się na bezpiecznym przejeździe. Jadąc przez Skoczów również zachowywałem
dużą ostrożność. Na pewno zaoszczędziłem trochę czasu jadąc inną drogą niż główną
na Międzyświeć. Na trasę w kierunku Cieszyna wjechałem przed wiaduktem nad S52.
Krótki, wymagający podjazd na wiadukt dał mi w kość, później nie umiałem złapać
rytmu i dosyć szarpanym ale spokojnym tempem pokonałem odcinek z gorszą
nawierzchnią. Kolejny zaskakujący fakt był taki, że przez kilka kilometrów aż
do Goleszowa nie minął mnie żaden samochód, mogłem się skupić wyłącznie na
jeździe a nie obserwacji tego co dzieje się wokół. Kumulacja samochodów miała
miejsce na skrzyżowaniu w centrum gdzie chwile czekałem zanim skręciłem w lewo.
Nagrodą był kilkukilometrowy odcinek z wiatrem, jechało się bardzo przyjemnie
mimo tego, że na jednym ze skrzyżowań prawie doszło do kolizji. Winny był
kierowca ciężarówki który nie zatrzymał się na skrzyżowaniu i skręcając w lewo
wyjechał na przeciwny pas, przytomny kierujący samochodem osobowym zjechał na
pobocze i uniknął czołowego zderzenia. Wszystko działo się zanim dojechałem do
skrzyżowania i jednie musiałem nieco zwolnić aby zachować bezpieczny dystans.
Ta sytuacja nie miała wpływu na moje samopoczucie, dalej jechałem swoje w
dobrym tempie. Miałem tego dnia dużo szczęścia i także przez Ustroń
przejechałem szybko i bez zbędnych postojów na skrzyżowaniach. Bardzo polubiłem
odcinek z Lipowca do Brennej i nie odmówiłem sobie przejechania go po raz
kolejny, trochę mało jadłem i zapłaciłem za to niewielkim kryzysem na
podjazdach w Górkach i Grodźcu. Zanim na dobre zorientowałem się, że idzie ciężej
noga znów podawała lepiej. Kolejny dzień z rzędu żałowałem, że nie mam większej
ilości czasu i skierowałem się do domu. Na ostatnim zjeździe jadący z przeciwka
samochód zjechał na mój pas ale w porę zwolniłem i bezpiecznie przejechałem. Przed
domem zrobiło mi się gorąco, temperatura wzrosła i rękawki były już zbędne. Spokojny
trening zaliczony, powoli zaczyna mnie to znowu nudzić i trzeba będzie wprowadzić
więcej ćwiczeń aby urozmaicić treningi. Trochę nadrobiłem braki w wytrzymałości
i może to wystarczy aby w przyzwoitej formie wytrwać do końca sezonu.











