Trening 45
Niedziela, 17 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 92.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:39 | km/h: | 25.21 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 187187 ( 95%) | HRavg | 142( 72%) |
| Kalorie: | 2568kcal | Podjazdy: | 2010m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Bardzo ważny dla mnie dzień a zarazem test formy. Wczoraj prognozy zmieniły się na niekorzyść. Miałem już zaplanowany dzień i mogłem wyjechać jedynie wcześnie rano aby uniknąć deszczu na trasie. Nie było problemów ze wstawaniem i już o 5:30 byłem na nogach. Szybko przygotowałem jedzenie i picie, zamiast wody rozrobiłem napój izotoniczny i zalałem dwa bidony po 0,75 litra. Zabrałem sporo węglowodanów a całkiem solidną dawkę przyjąłem już przed jazdą. Było zimno ale pogodnie i ubrałem się tak aby móc ściągnąć zbędne warstwy później. Ostatnie dwie czasówki jechałem w tych samych spodenkach, jedna wyszła bardzo dobrze, druga słabiej i dzisiaj też wybrałem te spodenki. Wczoraj bawiłem się ze sprzętem a dokładniej kołem które udało się ustawić. Gdy byłem gotowy wyruszyłem w drogę. Pierwszy cel tego dnia to Przegibek. Znam ten podjazd na pamięć ale najpierw trzeba było tam dojechać. Po pierwszym podjeździe na którym kilka razy mocniej nacisnąłem na pedały, koło znów się przesunęło, taki urok asymetrycznej ramy. Poprawiłem to ale niedostatecznie dokręciłem zacisk i kolejna korekta przed przejazdem kolejowym w Leszczynach. Później już był spokój ale skutkiem ubocznym tych operacji był brak dostępu do największej koronki na kasecie, brakowało tego na stromych podjazdach ale dałem jakoś rade. Nie chciałem się bawić w regulacje przerzutki bo na pozostałych koronkach przerzutka działała bez zarzutu. Mimo wcześniej pory noga podawała całkiem nieźle, podjazd na Przegibek też poszedł sprawnie. Na zjeździe pokusiłem się o bardziej techniczną jazdę ale na jednym z ostatnich łuków wyskoczył samochód i musiałem zwolnić. Do końca zjazdu walczyłem ze zmiennym wiatrem. Po godzinie jazdy byłem w Porąbce. Myślałem, że uda się dojechać do końca podjazdu bez zatrzymania ale nastąpiła wyższa konieczność i zdecydowałem się na postój wcześniej. Po krótkiej przerwie rozpocząłem rozgrzewkę, poszła lepiej niż myślałem. Zdecydowałem się na dojazd do końca doliny, po drodze dojechał do mnie samochód, kierowca pytał o lokalizacje parkingu, jedyny w okolicy o którym wiedziałem znajdował się kilkaset metrów wcześniej przed skrzyżowaniem z drogą na Targanice. Na tym krótkim ale stromym odcinku miałem zrobić jeszcze tempówkę, ale sytuacja wymusiła zmianę założeń. Na początku wyprzedził mnie motocykl który zatrzymał się w połowie podjazdu by przepuścić samochody jadące z góry. Właśnie miałem ruszyć mocniej ale odpuściłem, wjechałem średnim tempem z mieszanymi uczuciami przed testem. Jak już tam dojechałem to wypadało chociaż spróbować, niezależnie od tego jak pójdzie. Po zjeździe zatrzymałem się, rozebrałem zbędne ciuchy i ruszyłem w kierunku Kocierza. Około 100 metrów przed początkiem właściwego podjazdu ruszyłem już mocniej a później dołożyłem. Start wyszedł idealnie, początek wyglądał obiecująco ale później nie było już tak dobrze. Dobrą moc utrzymałem do serpentyny, na tym odcinku zwykle traciłem sporo a teraz wyglądało to nieźle. Nie miałem już z czego dołożyć i skupiłem się na utrzymaniu stałej mocy. Nie było to łatwe, na kilku łukach pojawiły się samochody i musiałem zmieniać tor jazdy co wybijało mnie z rytmu. Zmęczenie narastało ale nie był to największy problem, przez cały podjazd hulał dosyć mocny wiatr z różnych kierunków, na około kilometr przed końcem podjazdu miałem delikatny kryzys i dlatego na ostatnim łuku pojawiłem się kilka sekund później niż zakładałem. Na finiszu nie miałem już z czego dołożyć a dodatkowo nie wrzuciłem na blat i wycisnąłem maksa z przełożenia jakie wybrałem. Przy rozwidleniu pojawiłem się dokładnie po 12 minutach podjazdu generując 355 Wat czyli więcej niż zakładałem ale warunki nie pozwoliły na lepszy czas którego i tak się nie spodziewałem. Wjechałem jeszcze pod hotel aby zaliczyć cały segment. Krótko dochodziłem do siebie po czym ruszyłem w kierunku Żywca. Po zjeździe zawróciłem i drugi raz wjechałem na Kocierz. Nogi nie doszły jeszcze do siebie ale moja jazda wyglądała nieźle biorąc pod uwagę fakt, że nie zaginałem się a czas wyszedł dobry. Nagrodą miał być zjazd który bardzo lubię, po dobrym początku musiałem spasować, dojechałem do sznurka samochodów których nie dało się wyprzedzić ze względu na duży ruch pojazdów z przeciwka. Luźniej zrobiło się dopiero na ostatniej prostej ale tam z kolei wiał mocny wiatr w twarz i nie byłem w stanie nic zyskać. Trudny podjazd w Targanicach zdecydowałem się pokonać na stojąco, to był błąd, na początku stromego odcinka poczułem ukucie w nodze, zwykle oznaczało to zbliżające się skurcze a tym razem w nagrodę pojawił się ból w dolnym odcinku pleców, kiedyś często miałem ten problem, przez kilka lat był spokój a ostanie przeciążenie organizmu spowodowało nawrót. Od tego momentu walczyłem z bólem, częste rozprostowywanie i zmiana pozycji uśmierzyły trochę ból ale nie na tyle by było komfortowo. Podjazd na Przegibek pokonałem w dobrym tempie ale na zjeździe cierpiałem i zrezygnowałem z technicznej jazdy co automatycznie przełożyło się na szybkość zjazdu. Przejazd przez Bielsko to głownie walka z plagą elektrycznych rowerów. Wiele razy blokowano mi drogę a na moje uwagi i prośby nikt nie zwracał uwagi. Pomijam już fakt, że mało kto miał zasłoniętą twarz i kask na głowie, pewnie i na zwykłym rowerze niewiele z użytkowników „rowerów” elektrycznych jeździło i na wiele rzeczy nie zwracano uwagi. W ostatnim czasie coraz więcej jest tych wynalazków na drogach, z roku na rok jest coraz mniej bezpiecznie i nie wiadomo w którą stronę to pójdzie. Do samego domu jechałem w dużym ruchu samochodowym i rowerowym. Tak się złożyło, że nie musiałem dokręcać do 2 kilometrów przewyższenia co było jednym z założeń dzisiejszego treningu. Noga jest coraz lepsza, po odpoczynku wróciła świeżość i moc. Na jednym odcinku jestem w stanie dać z siebie dużo i kolejny dobry podjazd to potwierdza. Oczywiście sporo pracy mnie jeszcze czeka ale jestem na dobrej drodze której się chciałbym trzymać a kolejne próby czasowe powinny dawać kolejne super moce i wyniki.



Informacje o podjazdach:



Informacje o podjazdach:
Trening 44
Sobota, 16 maja 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 59.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:06 | km/h: | 28.10 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 140( 71%) |
| Kalorie: | 1459kcal | Podjazdy: | 920m | Sprzęt: Cross Peleton | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj pogoda była lepsza niż przez ostatnie dni. Nie miałem czasu na dłuższą jazdę ale przepalić nogę przed niedzielą wypadało i na około 2 godziny byłem w stanie się wyrwać. Po ostatniej jeździe miałem mieszane uczucia, niby czułem świeżość ale dane z jazdy tego nie potwierdzały. Dzisiaj chciałem kilka razy przepalić nogę aby jutro było łatwiej. Przejazd przez miasto był dosyć szybki, nie licząc kilku sytuacji z nerwowymi kierowcami było całkiem znośnie. Pierwszy zryw rozpocząłem w Mikuszowicach za przejazdem, przed samym przejazdem zostałem przyblokowany przez rowerzystów i nie byłem w stanie się odpowiednio rozpędzić. Z drugiej strony musiałem mocniej rozpocząć i dzięki temu łatwiej było utrzymać wysoką moc na całym odcinku. Noga podawała całkiem nieźle, żałowałem, że nie zrzuciłem łańcucha ząbek niżej ale mogłoby to pogorszyć sprawę. Przed drugim testowym odcinkiem nie było zbyt dużej ilości czasu na odpoczynek. Podjazd tym razem był dłuższy, za skrzyżowaniem w Wilkowicach ruszyłem mocniej i przez dokładnie 210 sekund trzymałem równe i wysokie tempo. Za słabo wystartowałem, za dużo było samochodów ale później było nieźle. Przed kolejnym odcinkiem odpoczynek był dłuższy ale nie na tyle by w pełni się zregenerować. Błędem było przełożenie jakie wybrałem, musiałem cały czas trzymać kadencje około 100 aby generować założoną moc. Czułem rezerwy ale nie byłem w stanie ich wydobyć. Punktem kulminacyjnym dnia był odcinek wzdłuż jeziora. Tam zostałem strąbiony przez rozpędzony samochód, w popłochu nie byłem w stanie ominąć dziury w którą wpadłem. Z pozoru wyglądało, że nic się nie stało ale tak nie było. Od tego momentu jechało się dużo ciężej. Walka z wiatrem nie powinna mnie tak męczyć. Całą drogę czułem jakiś dziwny opór. Podjazd pod Przegibek poszedł sprawnie, na zjeździe chciałem dać z siebie wszystko ale szybko spasowałem. Środkowa cześć odcinka była szybka i dobra technicznie, początek nie wyszedł za dobrze a w końcówce główną role odgrywał wiatr. W Olszówce dojechałem do jakiegoś kolarza, cały podjazd do ronda jechałem za nim, czułem się jak na wyścigu, kolarz cały czas oglądał się do tyłu a ja nie miałem zamiaru go gonić. W końcówce straciłem go z oczu, po drodze dwa razy musiałem zwolnić ale nie miało to znaczenia. Ostatni podryw był trochę spontaniczny. Nie miałem go w planach ale jakoś tak wyszło, że po skręcie w boczną drogę depnąłem mocniej i poszło. Jazda przypominała slalom, miedzy dziurami i samochodami których było pełno. W pewnym momencie musiałem zwolnić a na skrzyżowaniu z główniejszą drogą zatrzymałem się i chwile czekałem aby włączyć się do ruchu. Końcówka również w dużym ruchu i ze sporą ilością nierównych i dziurawych dróg. Na ostatnim zjeździe już się rozluźniłem i dopiero po dojeździe do domu odkryłem usterkę w rowerze. Tylne koło zmieniło położenie i klocek tarł o obręcz. Koło kreci się prosto i nie ma potrzeby go centrować. Po kilku dniach odpoczynku pojawiła się świeżość której nie było już od dawno. Teraz można jeździć a nie zamulać zmęczonych już nóg.






Rekordy podjazdowe
Piątek, 15 maja 2020 Kategoria Inne
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Wcześniej przedstawiałem już wiele rankingów podjazdów. Tym razem postanowiłem wybrać odpowiednią ilość odcinków i uszeregować je według daty najlepszego czasu od najstarszego do najlepszego. Z moją dyspozycją różnie bywało, szczególnie przed 2015 rokiem a tak naprawdę od 2017 roku radziłem sobie znacznie lepiej niż wcześniej. Znalazłem kilka podjazdów gdzie rekordy mam dużo starsze i chciałbym je w tym roku poprawić aby wszystkie wyniki pochodziły z lat 2017-20. Wybrałem 70 podjazdów które w tym roku mam zamiar zaliczyć. Kilka z nich znajduje się w Czechach i nie wiem czy uda się w tym roku zdobyć te wzniesienia. Na niektórych mam spore szanse na nowe rekordy czasowe i będę próbował je poprawić. Wybrałem następujące podjazdy i uszeregowałem je według dat od najstarszych do najnowszych:
Siłownia 43
Piątek, 15 maja 2020
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:00 | min/km: | |
| Pr. maks.: | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 93 93 ( 47%) | HRavg | 71( 36%) | |
| Kalorie: | 96kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Ciężary | |||
Krótki trening z mieszaniną ćwiczeń z ciężarami i bez ciężarów. Liczba serii i powtórzeń oraz zastosowane obciążenie były niższe niż zwykle jak przystało na tydzień regeneracyjny. Powoli wracam na właściwe tory, ustabilizowałem wagę oraz odpocząłem po ciężkich tygodniach. Jakie będą tego skutki przekonam się już w niedzielę.
Rozjazd 16
Czwartek, 14 maja 2020 Kategoria 0-50, blisko domu
| Km: | 33.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:39 | km/h: | 20.00 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 8.0°C | HRmax: | 132132 ( 67%) | HRavg | 108( 55%) |
| Kalorie: | 615kcal | Podjazdy: | 580m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj nie bardzo miałem czas na jakikolwiek trening.
Wieczorem do tradycyjnego rolowania dołożyłem kilka ćwiczeń stabilizujących i
to musiało wystarczyć. Rozwikłałem w końcu zagadkę problemów z Di2. Okazało się,
że przewód od baterii który jest odrobinę za długi tak się ułożył, że co jakiś
czas wtyczka nie łączyła i przerzutki nie działały. Po niedzielnej jeździe zapomniałem
naładować a w poniedziałek bez problemów dojechałem do pracy i później jeszcze
na tej baterii przejechałem ponad 4 godziny i stan zatrzymał się na 40 % co
wystarczy spokojnie na tydzień jazdy. Inaczej poprowadziłem ten przewód i problemy
powinny zniknąć. Zdecydowałem się też wymienić hak na nowy bo przerzutka co
jakiś czas ma tendencje do samoczynnej zmiany i może to wina haka. Nie
czyściłem specjalnie roweru bo pogoda jest niepewna, część dróg wciąż jest
mokra po deszczach i dopiero w piątek mam w planie serwis i czyszczenie.
Zamówiłem już także szytki wiec niedługo wyjadę na kołach karbonowych.
Długo zbierałem się do wyjazdu. Pogoda nie zachęcała, gdyby w kalendarzu był 14 marca to aura byłaby adekwatna do tej daty. Niecałe 10 stopni w maju to nie jest optymalna temperatura. Byłem gotowy przed 16 i wyjechałem z myślą 2 godzinnej jazdy w strefach 1-3. Już po kilku minutach i paru akcji kierowców którzy albo zapomnieli w domu okularów albo nie pamiętają przepisów obowiązujących na drodze, odechciało mi się jazdy i zdecydowałem się na spokojny wyjazd na Przegibek. Ostatnio policzyłem wszystkie zaliczone podjazdy na tą przełęcz i wyszło dokładnie 297, 190 od Bielska i 107 od Międzybrodzia. Przejazd przez Bielsko pełny był dziwnych sytuacji i sporo razy musiałem awaryjnie hamować. Liczyłem, że na ścieżce w Straconce będzie lepiej a tam również pełno pieszych i służby porządkowe zajmujące się utrzymaniem zieleni. Dzięki temu podjazd na Przegibek zaczynałem prawie 5 minut później niż zwykle. Na podjeździe grube ciuchy bardzo przeszkadzały, jechałem najwolniej jak potrafiłem i dzięki temu zaliczyłem najwolniejszy wjazd w tym roku. Niewiele brakowało aby był to najgorszy czas od kilkunastu lat ale miałem 1 słabszy wjazd w ubiegłym roku. Na przełęczy byłem po godzinie od wyjazdu z domu, zwykle było to 53-55 minut. Na zjeździe nie dokręcałem, był spory ruch wiec zrezygnowałem również z technicznej jazdy. Powrót do domu był nieco szybszy, z mniejsza ilością niebezpiecznych sytuacji i popisów kierowców. Noga dzisiaj mocno średnia ale w takich warunkach zwykle radze sobie gorzej niż gdy jest 5 stopni cieplej.

Długo zbierałem się do wyjazdu. Pogoda nie zachęcała, gdyby w kalendarzu był 14 marca to aura byłaby adekwatna do tej daty. Niecałe 10 stopni w maju to nie jest optymalna temperatura. Byłem gotowy przed 16 i wyjechałem z myślą 2 godzinnej jazdy w strefach 1-3. Już po kilku minutach i paru akcji kierowców którzy albo zapomnieli w domu okularów albo nie pamiętają przepisów obowiązujących na drodze, odechciało mi się jazdy i zdecydowałem się na spokojny wyjazd na Przegibek. Ostatnio policzyłem wszystkie zaliczone podjazdy na tą przełęcz i wyszło dokładnie 297, 190 od Bielska i 107 od Międzybrodzia. Przejazd przez Bielsko pełny był dziwnych sytuacji i sporo razy musiałem awaryjnie hamować. Liczyłem, że na ścieżce w Straconce będzie lepiej a tam również pełno pieszych i służby porządkowe zajmujące się utrzymaniem zieleni. Dzięki temu podjazd na Przegibek zaczynałem prawie 5 minut później niż zwykle. Na podjeździe grube ciuchy bardzo przeszkadzały, jechałem najwolniej jak potrafiłem i dzięki temu zaliczyłem najwolniejszy wjazd w tym roku. Niewiele brakowało aby był to najgorszy czas od kilkunastu lat ale miałem 1 słabszy wjazd w ubiegłym roku. Na przełęczy byłem po godzinie od wyjazdu z domu, zwykle było to 53-55 minut. Na zjeździe nie dokręcałem, był spory ruch wiec zrezygnowałem również z technicznej jazdy. Powrót do domu był nieco szybszy, z mniejsza ilością niebezpiecznych sytuacji i popisów kierowców. Noga dzisiaj mocno średnia ale w takich warunkach zwykle radze sobie gorzej niż gdy jest 5 stopni cieplej.

Trening 42
Wtorek, 12 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:43 | km/h: | 31.46 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 1141kcal | Podjazdy: | 430m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ciężki dzień w którym znalazłem jednak czas na rower. Odzwyczaiłem się od wczesnego chodzenia spać i wstawania po nocy a musiałem być już na nogach przed 4 rano. Z pracy byłem w domu o 15:30, sam dojazd zajął mi ponad 3 godziny, rano przy pustych drogach było szybciej, wracając w większym ruchu nie dało się już tak szybko pokonać prawie 100 kilometrów drogi. Był to pierwszy taki wyjazd, testowy a w najbliższym czasie czeka mnie jeszcze kilka takich. Dobrze, że o 14 gdy normalnie wychodziłem z pracy już byłem w 1/3 drogi do domu a później miałem więcej czasu na inne czynności. Pogoda również była bardzo zmienna, od mokrych dróg, opadów deszczu ze śniegiem i temperatury 0 stopni do 8 stopni na termometrze, suchych dróg i zimnego wiatru. O 16:30 ruszyłem trochę się przewietrzyć. Wyciągnąłem z szafy grubsze ciuchy, sprawdziłem czy nie zeszło powietrze z koła bo na szybko zmieniałem dzień wcześniej oponę i dętkę. Wybrałem się na kontrolną trasę która w poprzednich latach przejeżdżałem wiele razy różnym tempem. Przez remont i ruch wahadłowy zdecydowałem się jechać przez Jaworze nadrabiając trochę czasu ale przynajmniej nie musiałem przedzierać się przez korek i rozkopane skrzyżowanie. Czułem zmęczenie i nie jechało mi się najlepiej. Do Skoczowa cały czas było lekko pod wiatr, dzięki temu łatwiej było utrzymać założoną moc. O dziwo bez problemów przejechałem prze Jasienicę i Skoczów. Za Skoczowem przez krótki odcinek jechałem z wiatrem, im bliżej ustronia tym wiatr bardziej boczny. Na drugich ustrońskich światłach musiałem się zatrzymać. Ciężko się było rozkręcić a po nawrocie miałem znów jechać pod wiatr. W dobrym czasie dojechałem do Polany gdzie odbiłem na Centrum. Przez miasto przejechałem sprawnie trzymając równe tempo. Noga nieco się rozkręciła, nie liczyłem na to, że również przez Skoczów przejadę bez zatrzymania. Tak się jednak stało i na podjazdach w kierunku Jasienicy noga podawała już dużo lepiej niż na początku. W dobrym tempie dociągnąłem do ronda w Jaworzu po którym już odpuściłem. Odcinek testowy długości 48 kilometrów przejechałem poniżej 90 minut. Odkąd jeździłem tą trasą to jest to najlepszy czas, mimo trudnych warunków i ponad 30 sekund czasu straconego na skrzyżowaniach. Wracając do domu zatrzymałem się przy paczkomacie. Później pomyliłem guziki w liczniku i przypadkowo wyłączyłem aktywność. Ostatnie 1500 metrów pokonałem już na całkowitym luzie a jedynym ograniczeniem były przełożenia w rowerze. Wiele wolniej jechać już się nie dało. Nogi powoli puszczają i myślę, że już w weekend moje treningi wyraźnie zyskają na jakości.
Miasto 15
Poniedziałek, 11 maja 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 65.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:57 | km/h: | 22.03 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 565.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 11kcal | Podjazdy: | 1070m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rozjazd 15
Poniedziałek, 11 maja 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 20.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:59 | km/h: | 20.34 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 344kcal | Podjazdy: | 260m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótka przejażdżka po ciężkim tygodniu i pierwszym dniu w pracy od 2 miesięcy. W planie był wyjazd na Przegibek, pogoda była niepewna i szybko się zebrałem póki było jeszcze ciepło i nie padało. Po minucie od wyjazdu z domu zaczęło kropić. W lekkim deszczu pokonałem pierwszy podjazd na trasie. Nad Bielskiem wisiała wielka ciemna chmura wiec podjąłem decyzje o zmianie trasy. Najpierw okrążyłem Lotnisko ścieżką rowerową a następnie ruszyłem dziurawą ulicą Łowiecką, do drodze spotkałem drogowców walczących z ubytkami nawierzchni. Później trzymałem się mniej głównych dróg i dojechałem do Jaworza. Dopiero wtedy przestało padać, drogi nie były jednak mokre. Postanowiłem dokręcić do godziny i wrócić do domu. Gdy już wracałem w kierunku domu czułem, że jedzie się coraz ciężej aż w końcu zauważyłem, że jadę na rafce. Zatrzymałem się i po chwili poświęconej na oglądanie opony wydłubałem średniej wielkości odłamek szkła. Opona już nie nadawała się do jazdy, dla bezpieczeństwa ją podkleiłem, założyłem zapasową dętkę, napompowałem minimalną ilości i bezpiecznie dojechałem do domu. Cała operacja zajęła mi 10 minut, szybko biorąc pod uwagę, ze musiałem dokładnie sprawdzić oponę, podkleić ją i wymienić dętkę po czym napompować powietrza małą ręczną pompką. Mimo wszystko nie żałuje, że pojechałem, gorzej by było gdyby ta guma trafiła się podczas jakiegoś ćwiczenia treningowego.
Podsumowanie 19 tygodnia 2020
Niedziela, 10 maja 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Mega wymagający tydzień będący kumulacją zmęczenia wynikającego z dużego obciążenia treningowego i nie tylko jakie sobie narzuciłem przez ostatnich kilka tygodni. Wcześniej wypadł jeden trening i zdecydowałem się do nadrobić. Niestety zbiegło się to z słabszym dniem który objawił się m.in. dużym wzrostem wagi. Jadąc podjazd na czas spisałem się po prostu słabo. Pozostałe treningi wyglądały lepiej. Dużo jeździłem po górach zaliczając aż trzy trasy z przewyższeniem przekraczającym 2000 metrów. Z każdym dniem czułem narastające zmęczenie objawiające się w różny sposób, pry takiej samej ilości snu potrafiłem wstać bardzo zmęczony, nie byłem w stanie nieraz zjeść całego odpowiednio zbilansowanego posiłku, mój organizm nie przyjmował odpowiedniej ilości wody, częściej musiałem korzystać z toalety. Mięśnie różnych partii ciała bolały a regeneracja organizmu wydłużyła się. Biorąc pod uwagę sam trening to nie powinno tak być, dokładając do tego obciążenia o których spora część kolarzy nie ma bladego pojęcia wychodzi na to, że mój organizm w ciągu ostatnich 6-8 tygodni został poddany ciężkiej próbie wytrzymałościowej po której musiał odpowiednio zareagować. Za 3-4 tygodnie wszystko powinno wrócić do normy, takich obciążeń nie będę już aplikował do organizmu i zmęczenie będzie pochodzić głównie z treningów. Ostatnio pojawiły się znowu drobne problemy ze sprzętem a dokładnie osprzętem. Kilka razy spadł mi łańcuch , przerzutka zmieniła się samoczynnie i łańcuch pod obciążeniem spadał z korby. Podczas niedzielnego treningu bateria rozładowała się nagle, przed jazdą był odpowiedni stan aby przejechać cały trening, później monitorowałem powolny spadek. Mając 800 kilometrów id ładowania przednia przerzutka przestała działać a tylna wyłączyła się 50 kilometrów później. Wychodzi na to, że coś chyba jest nie tak z osprzętem i będę musiał się temu dokładniej przyjrzeć. Na razie nie mam problemów z baterią w liczniku, Garmin wytrzymywał zaledwie 5 godzin na jednym ładowaniu i często bateria padała na trasie a Bryton starcza na 10 dni jazdy średnio po 2 godziny i bateria jeszcze nie jest w pełni rozładowana. Jeżdżąc po okolicznych drogach coraz częściej widać ludzi i rowerzystów z odsłoniętymi twarzami nawet w miastach. Już kilka razy spotkałem kilkunasto osobowe grupy rowerzystów i ponad 20 osobowe grupy pieszych. Sytuacja wraca powoli do normy ale powoli, na wszystko przyjdzie czas a przyśpieszanie tego może pogorszyć sytuacje która zwłaszcza w województwie Śląskim nie wygląda zbyt ciekawie. Pozwoleń na imprezy masowe nie ma i chyba długo nie będzie, sukcesem będzie przeprowadzenie kilku imprez sportowych przeznaczonych dla zawodowych sportowców. Na tym dużo osób traci a mniejsze imprezy które trudniej zabezpieczyć ze względów m.in. ograniczonego budżetu są zbyt dużym ryzykiem w kontekście ewentualnego rozprzestrzenienia się epidemii która wbrew pozorom szybko nie wygaśnie. W dalszym ciągu jestem zdania, że ten rok z życia towarzyskiego i sportowego będzie wycięty, nawet jak latem będzie lepiej to jesienią gdy zacznie się sezon grypowy to problem znów powróci. Tyle rzeczy się zmieniło, że wydanie pozwolenia na imprezy masowe to ostatnia rzecz którą w tej sytuacji powinien zrobić Rząd, pierwsze objawy kryzysu już są widoczne, wyraźnie spadło zapotrzebowanie na energie elektryczną a co za tym idzie zmalał popyt na paliwa potrzebne do produkcji energii, z powodu barku zimy stan wód jest tak niski, że za jakiś czas może braknąć wody pitnej, kolejny ważny problem to spadek wartości pieniądza co w połączeniu ze spadkiem zarobków jaki dotknął sporą ilość osób powoduje, że wiele osób znów zaczyna żyć od pierwszego do pierwszego. Trzeba z tym żyć, bez ograniczeń sytuacja na pewno byłaby gorsza, w innych krajach również wszystko wygląda podobnie lub nawet gorzej. Dobrze żyło się Polakowi, nagle wszystko się zmieniło i Polak ma to wszystkich wokół pretensje i zarzuca, że ktoś wymyślił Korona Wirusa, rzucanie statystykami chorób to nie jest żaden argument, nigdy w tylu krajach naraz nie było tylu chorych i w podobnym czasie nie zmarło tyle osób na tą samą przypadłość. Wszystkie dane porównawcze dotyczą całego roku a dane o korona wirusie ledwie 3 miesięcy. Ta choroba jest przede wszystkim zaraźliwa, nowotworem nie da się zarazić, głodem nie da się zarazić, grypą dużo trudniej jest się zarazić niż tym wirusem. To jest główny powód dla którego zdecydowano się na takie kroki, Polska Służba Zdrowia kuleje, we Włoszech była na znacznie wyższym poziomie do momentu w którym zaraza nie zabrała ze sobą sporej ilości lekarzy. Zamiast szukać dziur w całym należy się zastanowić z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Może niektóre decyzje nie były do końca przemyślane a cała otoczka jest trochę „nadmuchana” ale gdyby nie było żadnego zagrożenia to nikt by o tym nie mówił. Trochę przyćmiło to inne tragedie jakie w obecnym czasie na Świecie się wydarzyły ale ten problem dotyczy Całego Świata i zbiera żniwo niemal w każdym Państwie, kiedyś nie było mediów, nie było wiadomości, ludzie wiedzieli mniej, życie wyglądało inaczej, podobne wirusy były ale przez ograniczony kontakt miedzy ludźmi nie obejmowały tylu osób. Jest to próba dla wszystkich i trzeba do tego podjeść spokojnie a gdy wszystko wróci do normy czerpać jeszcze większą przyjemność z tego co dawało nam radość a w trudnym czasie dostęp do tego był ograniczony lub niemożliwy.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Po raz pierwszy od dawna pojawiły się u mnie wyraźne wahania wagi. Oczywiście miało to wpływ na dyspozycje sportowa, im wyższa waga tym gorszej jakości jazda.
2.Obciążenie treningowe:

Pod tym względem był to najtrudniejszy tydzień w tym roku. Udało się nadrobić zaległości z ubiegłego tygodnia i zakończyć 3 tygodniowy cykl z ponad 2000 TSS. Wartości ATL i CTL również osiągnęły najwyższe tegoroczne wartości analogiczne z tymi jakie były zarówno rok jak i dwa lata temu.
3.Najlepsze wartości mocy:

W tym tygodniu nie byłem w stanie generować tak dobrych mocy jak wcześniej. To był jeden ze skutków narastającego zmęczenia organizmu.
4.Intensywność treningów:

Treningi miały zróżnicowaną intensywność. Raz zdecydowałem się skorzystać z trenażera i wtedy trening był najintensywniejszy.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Informacje o podjazdach:

Ten tydzień był obfity w podjazdy. Zaliczyłem aż trzy treningi z przewyższeniem ponad 2000 metrów. Poprawiłem kilka czasów i poznałem dwa nowe odcinki. Ogólnie moja dyspozycja z powodu zmęczenia nie była tak dobra jak pozwala na to obecny poziom jaki udało się wypracować.

Drugi podjazd na czas nie poszedł tak dobrze jak pierwszy. W wolnej chwili i sprzyjających warunkach spróbuje jeszcze raz. Najbliższe dwa podjazdy są trudniejsze a na takich moje szanse na lepszy rezultat rosną.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Jedyna opcja na ten tydzień to odpoczynek, zarówno psychiczny jak i fizyczny, brak mocnych jednostek treningowych powinien pomóc w regeneracji organizmu. Powoli wracam do normalnej pracy i czasu tez może być mniej ale dla mnie to nie jest problem.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Po raz pierwszy od dawna pojawiły się u mnie wyraźne wahania wagi. Oczywiście miało to wpływ na dyspozycje sportowa, im wyższa waga tym gorszej jakości jazda.
2.Obciążenie treningowe:

Pod tym względem był to najtrudniejszy tydzień w tym roku. Udało się nadrobić zaległości z ubiegłego tygodnia i zakończyć 3 tygodniowy cykl z ponad 2000 TSS. Wartości ATL i CTL również osiągnęły najwyższe tegoroczne wartości analogiczne z tymi jakie były zarówno rok jak i dwa lata temu.
3.Najlepsze wartości mocy:

W tym tygodniu nie byłem w stanie generować tak dobrych mocy jak wcześniej. To był jeden ze skutków narastającego zmęczenia organizmu.
4.Intensywność treningów:

Treningi miały zróżnicowaną intensywność. Raz zdecydowałem się skorzystać z trenażera i wtedy trening był najintensywniejszy.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Informacje o podjazdach:

Ten tydzień był obfity w podjazdy. Zaliczyłem aż trzy treningi z przewyższeniem ponad 2000 metrów. Poprawiłem kilka czasów i poznałem dwa nowe odcinki. Ogólnie moja dyspozycja z powodu zmęczenia nie była tak dobra jak pozwala na to obecny poziom jaki udało się wypracować.

Drugi podjazd na czas nie poszedł tak dobrze jak pierwszy. W wolnej chwili i sprzyjających warunkach spróbuje jeszcze raz. Najbliższe dwa podjazdy są trudniejsze a na takich moje szanse na lepszy rezultat rosną.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Jedyna opcja na ten tydzień to odpoczynek, zarówno psychiczny jak i fizyczny, brak mocnych jednostek treningowych powinien pomóc w regeneracji organizmu. Powoli wracam do normalnej pracy i czasu tez może być mniej ale dla mnie to nie jest problem.
Trening 42
Niedziela, 10 maja 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
| Km: | 101.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:15 | km/h: | 23.76 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 134( 68%) |
| Kalorie: | 2719kcal | Podjazdy: | 2280m | Sprzęt: Cross Peleton | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Najtrudniejsza w tym roku, prawdziwie górska trasa zaliczona. Ociągałem się z wyjazdem dosyć długo i byłem gotowy w sumie już o 8 a wyjechałem prawie 40 minut później i to chyba był błąd o czym przekonałem się później. Nie ubrałem się odpowiednio co również później dało się we znaki. Oprócz tego pojawiło się kilka niedociągnięć które również miały wpływ na jakość treningu. Od początku jechało się dosyć dobrze, pierwsze podjazdy w Bielsku poszły lepiej niż zwykle. Wszystko układało się do momentu gdy zatrzymało mnie czerwone światło a następnie trzy kolejne. Dopiero przed skrętem do Straconki trafiłem na dwa zielone światła i nie musiałem się zatrzymywać. Mimo to byłem przed podjazdem na Przegibek kilka minut niż wtedy gdy jeżdżę bocznymi drogami. Po raz pierwszy nie monitorowałem danych na liczniku, ten podjazd znam na pamięć i jechałem tak jak nogi chciały. Podjazd nie należał do najszybszych ale tragedii nie było, zwłaszcza, że jechałem na oko. Na zjeździe puściłem się odważniej i przy pustej drodze mogłem sobie pozwolić na bardziej techniczną jazdę, to był ostatni taki zjazd bo na kolejnych już się nie dało. Kolejnym wyzwaniem miał być krótki ale stromy podjazd łączący Porąbkę z Targanicami. Długi odcinek dojazdowy jechałem w równym tempie obserwując przyrodę na którą zwykle nie zwracałem uwagi. Podjazd wjechałem bez napinki ale nie na całkowitym luzie. Ograniczały mnie przełożenia których po prostu brakowało. Postój zrobiłem dopiero po zjeździe. Nie był długi a zaraz po nim zaczął się podjazd który interesował mnie najbardziej. Wiele razy podjeżdżałem na przełęcz Kościerską ale nigdy nie zwracałem uwagi na profil podjazdu. Jedyne dane na liczniku które monitorowałem to długość oraz nachylenie terenu. Zaskoczyła mnie ilość odcinków z nachyleniem ponad 10 %, dotąd uważałem ten podjazd jako jeden z najrówniejszych wcale taki równy nie jest. Na zjeździe znów chciałem skupić się na technice, niestety nie mogłem tego zrobić. Na początku zjazdu nie chciało mi się dokręcać i wtedy wyprzedziło mnie kilka motocykli za którymi jechałem do końca zjazdu ciągle używając hamulców. Po zjeździe ruszyłem w kierunku kolejnego podjazdu z bardzo wymagającą końcówką. Nie spodziewałem się tego co tam zobaczę ale jeszcze nie wyglądało to tak źle jak na ostatnim, najtrudniejszym podjeździe dnia. Ruszyłem spokojnie ale nachylenie szybko osiągnęło wartość dwucyfrową i trzymało dosyć długo. Jechałem mocno ale pod progiem i z wyraźną rezerwą. Gdy zrobiło się naprawdę stromo to droga była zablokowana przez turystów, jadąc slalomem musiałem dać z siebie więcej aby szybko wydostać się z tłoku. Przy punkcie widokowym też tłumy wiec szybko zwinąłem się na dół. Na początku zjazdu zaskoczył mnie komunikat o słabej baterii, przed wyjazdem sprawdzałem i było jeszcze prawie 50 %, coś jest ewidentnie nie tak. Chcąc czy nie chcąc ruszyłem dalej, zjazd również wolny za samochodami, nie miałem dużej tarczy i nie było jak dokręcić i wyprzedzić a takich momentów nie było dużo bo ruch pojazdów w obu kierunkach był spory. Pagórkowaty odcinek do Łodygowic na małej tarczy dało się spokojnie przejechać. Ostatnim podjazdem jaki chciałem zaliczyć była Magurka. Rzadko tam bywam, ostatnim razem pokonywałem ją na dużym zmęczeniu, tym razem czułem się nieźle ale chciałem tylko wjechać na szczyt i skupić się na bezpiecznym zjeździe. Gdy tylko skręciłem w kierunku Magurki to już zauważyłem tłumy ludzi. Powodów do odpuszczenia było kilka, oprócz tłoku i słabej baterii byłem także nieodpowiednio ubrany, nie przewidywałem temperatur powyżej 20 stopni a na termometrze było 5 stopni więcej. Ruszyłem dosyć mocno i początek był w miarę dobry. Później jechałem slalomem miedzy pieszymi, wolniej jadącymi rowerzystami kilka razy przepuszczając zjeżdżające z góry samochody. Zacząłem się gotować, było mi ciepło, zacząłem się męczyć, mimo to na trudniejszych fragmentach dokładałem nawet 30 Wat więcej. Z czasem męczyłem się bardziej, coraz więcej trudu kosztowało mnie wymijanie pieszych a w nagrodę za to musiałem się zatrzymać na około kilometr do szczytu. Droga była w całości zablokowana, duża grupa licząca około 25 osób, zjeżdżający z góry samochód a za nim kilka rowerzystów. Próbowałem to minąć poboczem ale rowerzyści mieli podobny plan i cudem uniknęliśmy czołówki, ledwo się wypiąłem, tylne koło buksowało w żwirze. Cały chaos trwał kilkanaście sekund, jak tylko się dało ruszyłem dalej. Dalsza cześć podjazdu już na wjechanie, w tym stanie i warunkach wiele szybciej jechać nie mogłem. Na szczyt wjechałem mimo wszystko w dobrym stanie, zwykle prawie spadałem z roweru. Czas wyszedł najgorszy z 5 szosowych wjazdów, wszystkie pozostałe kończyłem ponad minutę szybciej i dzisiaj na taki czas przy takiej jeździe nie miałem szans. Zjazd to była jeszcze większa tragedia w moim wykonaniu, najważniejsze, że zjechałem bezpiecznie, tylu ludzi na żadnym podjeździe nigdy nie widziałem i chyba sobie odpuszczę jeżdżenie takich górek w niedzielę, chyba, że wcześnie rano bo później to nie ma nic wspólnego z przyjemnością. Po zjeździe do głównej drogi tylna przerzutka przestała reagować wiec 70 % drogi do domu pokonałem bez kręcenia, jedynie na podjazdach musiałem dawać z siebie dużo a i tak jechałem za twardo. Mimo sporych problemów jakie mi towarzyszyły udało się przejechać całą trasę bez kryzysu, organizm dzisiaj współpracował, moc była pod nogą ale poza krótkimi wyjątkami na podjazdach pod Łysinę i Magurkę nie zdecydowałem się uwolnić pokładów mocy. Jazda bez patrzenia na cyferki na podjazdach też może być fajna. Ten trening zakończył trudny cykl treningowy po którym jedyną opcją jest luźniejszy tydzień i kolejne wyzwania. 








