Podsumowanie 25 tygodnia 2020
Poniedziałek, 22 czerwca 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Liczyłem na to, że wreszcie pogoda się ustabilizuje i będzie można normalnie jeździć w sprzyjających warunkach odpowiadających porze roku ale niestety znów pogoda dyktowała warunki i ze względów bezpieczeństwa ostatni trening na szosie zrobiłem w środę. Idąc tokiem jakim rozpoczynałem treningi w listopadzie teraz miał być najważniejszy etap sezonu, mniej treningów, więcej ważnych startów. Obciążenia wyścigowego nie da się nadrobić treningiem i dlatego ciężko będzie utrzymać formę jaką udało się wypracować, liczby wskazują na to, że nigdy tak dobrze nie było i niestety sporo rzeczy powoduje, że nie mogę cieszyć się formą tylko patrzeć jak ulatuje. Jedyne co mogę zrobić to maksymalnie spowolnić ten proces ale czy to będzie możliwe to pokażą następne tygodnie. Ostatnio ciężko znaleźć motywacje, jak nie ma czasu to jest pogoda do jazdy, gdy pojawia się czas to znów nie ma pogody. Do tego problemy ze sprzętem odcisnęły swoje piętno na samopoczuciu. Przez poprzednie miesiące gdy również nie wszystko się układało jakoś to wyglądało ale ten tydzień był najgorszy od ponad roku. Żadnego ładu i składu nie można było się doszukać w tym co robiłem, zwykle w końcówce czerwca sporo jeździłem w różnym tempie i terenie a tym razem treningu było znacznie mniej. Sporo mnie kosztowało dojście do miejsca w którym teraz się znajduje. Miałem przez ostatnie dni więcej czasu do przemyśleń i ostatecznie stwierdziłem, że taki reset się przyda. Ostatnio na drogach jest bardzo niebezpiecznie, kierowcy nie zawsze respektują rowerzystów i kolarzy a kolarze nie zawsze respektują przepisy ruchu drogowego i z tego nie wynika nic dobrego. Zazwyczaj kończy się to źle dla rowerzystów ale przyczyna nie zawsze leży po stronie kierowców. Brak wzajemnego zrozumienia i szacunku wzmacnia jedynie wzajemną niechęć i pogarsza bezpieczeństwo. Dobre ubezpieczenie to nie wszystko i nie zawsze rekompensuje utratę zdrowia które jest najważniejsze. Idąc tym tropem odpuściłem sobie jazdę w ten weekend, drogi po ostatnich deszczach są mokre i śliskie, widoczność znacznie gorsza i nietrudno o wypadek który jest ostatnią rzeczą której teraz potrzebuję. Na horyzoncie widać pogodne dni wiec będzie się można nacieszyć jazdą. Sprawiedliwości na Świecie nie ma i przez ostatnie miesiące można było tego doświadczyć np. przez znacznie gorszą pogodę, gdy u nas padało na północnym-zachodzie było sucho i pogodnie, w innych rejonach można od tygodnia przekraczać granice a na Śląsku dopiero po tygodniu zezwolono wjazd na Słowację a Czechy dalej zamknięte i aby pojechać w przyległe granicy tereny trzeba nadłożyć drogi. Ludzie mieszkający na Śląsku są tacy sami jak gdzie indziej, wobec przepisów i prawa powinniśmy być równi a tak nie jest. Pomijam już fakt tego co Państwo robi dla określonych grup społeczeństwa a reszta za to płaci bo z tym nigdy się nie pogodzę, nie mam na to wpływu i dlatego nie chce zawracać sobie tym głowy. Myślę, że lepsze czasy nadchodzą i w ciągu najbliższych tygodni potrzeba jazdy na rowerze będzie zaspokojona w dwójnasób, ostatnie dwa tygodnie były słabsze w moim wykonaniu, dużo odpoczywałem i sił mi nie brakuje.
1.Waga w ostatnim czasie:

Mała ilość jazdy w końcówce tygodnia wpłynęła na wzrost wagi.
2.Obciążenie treningowe:

Słabszy okres zaowocował spadkiem wartości ATL i CTL.
3.Najlepsze wartości mocy:

Brak bardzo intensywnych treningów i powtórzeń spowodował, że najlepsze wartości mocy odbiegają od rekordowych.
4.Intensywność treningów:

Nie skupiając się na intensywności i ćwiczeniach analiza danych pod tym kątem nie ma większego sensu. Dominowały wysiłki tlenowe z krótkimi wstawkami na większej intensywności oraz jedna próba czasowa z dobrym rezultatem
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Słaby to był tydzień również pod względem podjazdów. Jeden z nich mógł być rekordowy ale zabrakło kilku sekund. Sprawdziłem się w rywalizacji na segmencie i zgodnie z przypuszczeniami straciłem sporo do czołówki. Na innym podjeździe o równiejszym nachyleniu zapewne byłbym bliżej najlepszych.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
W dalszym ciągu nie będę trenował według schematu. Mam nadzieje, że pogoda pozwoli na więcej niż w ostatnim czasie. W ciągu tygodnia może uda się ustalić kalendarz startów w tym roku. Jak się uda to wystartuje w kilku czasówkach. Dłuższe wyścigi raczej odpuszczam w tym sezonie.
1.Waga w ostatnim czasie:

Mała ilość jazdy w końcówce tygodnia wpłynęła na wzrost wagi.
2.Obciążenie treningowe:

Słabszy okres zaowocował spadkiem wartości ATL i CTL.
3.Najlepsze wartości mocy:

Brak bardzo intensywnych treningów i powtórzeń spowodował, że najlepsze wartości mocy odbiegają od rekordowych.
4.Intensywność treningów:

Nie skupiając się na intensywności i ćwiczeniach analiza danych pod tym kątem nie ma większego sensu. Dominowały wysiłki tlenowe z krótkimi wstawkami na większej intensywności oraz jedna próba czasowa z dobrym rezultatem
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Słaby to był tydzień również pod względem podjazdów. Jeden z nich mógł być rekordowy ale zabrakło kilku sekund. Sprawdziłem się w rywalizacji na segmencie i zgodnie z przypuszczeniami straciłem sporo do czołówki. Na innym podjeździe o równiejszym nachyleniu zapewne byłbym bliżej najlepszych.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
W dalszym ciągu nie będę trenował według schematu. Mam nadzieje, że pogoda pozwoli na więcej niż w ostatnim czasie. W ciągu tygodnia może uda się ustalić kalendarz startów w tym roku. Jak się uda to wystartuje w kilku czasówkach. Dłuższe wyścigi raczej odpuszczam w tym sezonie.
Licznik Bryton Aero 60
Niedziela, 21 czerwca 2020 Kategoria Inne
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Kolejnym urządzeniem z jakiego mam okazje korzystać jest licznik Bryton Aero 60. Kupiłem go w miejsce wysłużonego już Garmina Edge 800. Mam go od niedawna ale poznałem już jego plusy i minusy.

Pierwszy argument jaki mnie przekonał do zakupu tego licznika to cena. Nie zależało mi na wersji z czujnikami i sam licznik z mocnym uchwytem, kablem do ładowania, instrukcjami i folią ochronną miałem za 600 złotych. Za Wahoo Elemnt Bolt musiałbym zapłacić 300 złotych więcej a za Garmina Edge 530 ponad 1000 złotych. Myślałem najpierw o Bryton Rider 530 lub 420. Przeciwko 530 stał fakt, że nie jest już wspierany aktualizacja oprogramowania, a 420 nie miał wszystkich funkcji na których mi zależało.
Drugi argument za tym licznikiem był taki, że nie lubię iść za modą i trendami i wybieram często niezbyt popularne rzeczy. Blisko 80 % osób korzysta z Garmina lub Wahoo a ledwie 20 % z produktów innych producentów.
Trzeci argument jaki zadecydował to fakt, że lubię eksperymentować i testować nieznane produkty. Miałem już licznik Mio Cyclo 105 który okazał się niewypałem, miałem Garmina Edge 800 który mi pasował ale często się zawieszał i wymagał przywracania ustawień fabrycznych. Mało popularny Bryton kusił mnie już przy poprzedniej zmianie licznika ale wtedy postawiłem na używanego Garmina.
Czwarty argument jest taki, że nie będzie mi go szkoda wyrzucić gdy nie będzie już nadawał się do użytku. Wydając 1000 złotych na licznik mam dużo większe obawy, że będę żałował wydanych pieniędzy za coś co w sumie nie jest tego warte a w momencie jakiejś poważniejszej awarii gorzej jest się pogodzić z tym faktem. Wydając 60 % tej ceny żal przy uszkodzeniu lub wyrzuceniu licznika będzie mniejszy.
Kolejny argument to solidny i unikatowy uchwyt który kosztuje około 150 złotych a tutaj był w zestawie. Uchwyt nie pasuje do innego licznika a jego kształt pozwala dodatkowo zabezpieczyć licznik przed wypadnięciem.
Mógłbym wymienić jeszcze kilka innych argumentów ale powyższe w zupełności mnie przekonały.
Licznik w podstawowej wersji, z uchwytem aero i instrukcją można już mieć za 550 złotych. Za wersje z czujnikami należy dopłacić ale mi nie były one potrzebne, urządzenie bez problemu działa z innymi czujnikami łączącymi się w standardzie Ant+ oraz Bluetooth.

Na pierwszy rzut oka urządzenie wygląda dosyć licho, wykonane jest z miękkiego tworzywa które łatwo jest uszkodzić i to niewątpliwie jedna z wad tego urządzenia. Bardzo ciężko znaleźć silikonowe etui które w przypadku np. Garmina dostępne jest od ręki.
Według producenta licznik wytrzymuje ponad 30 godzin. Ta wartość jest przeszacowana. Po kilku tygodniach użytkowania licznik rozładowywał się po 20-25 godzinach pracy. Z reguły nie korzystałem z podświetlenia ekranu, jeździłem wyłącznie za dnia, zazwyczaj w dobrych warunkach pogodowych. Korzystałem z dwóch czujników, miernika mocy i pomiaru tętna, kilka razy użyłem czujnika prędkości ale nie jest on niezbędny do prawidłowego pomiaru prędkości. Czasami również włączałem powiadomienia z telefonu i Bluetooth. Na trasie robiłem mało przerw i licznik ładowałem średnio co 10-12 dni. Na dłuższym czasie pracy baterii zależało mi bardzo ponieważ Garmin potrafił się rozładować na trasie po kilku godzinach jazdy z użyciem czujników. Licznik można podładować po drodze z użyciem Powerbanka co zadowoli długodystansowców.
Produkt jest w wersji guzikowej. Na początku ciężko było mi się przestawić z urządzenia dotykowego którego użytkowałem przez ostatnie 2 lata. Licznik posiada aż 7 guzików, w Garminie były trzy i to spore utrudnienie. Trochę trwało zanim załapałem który guzik za co odpowiada i wciąż zdąża mi się, że nacisnę nie ten co trzeba. Garmin po kilku godzinach w deszczu zawsze miał jakieś odchyłki, zazwyczaj nie działał poprawnie wysokościomierz. W tym liczniku na razie nie zauważyłem podobnych zjawisk.
Urządzenie posiada multum funkcji treningowych. Dane pochodzące z prędkości, tętna, mocy, kadencji i wysokości zadowolą nawet najbardziej wymagających użytkowników. Nie brakuje mu niczego poza nawigacją. Można korzystać z gotowych śladów lub wcześniej zapisanych kursów ale zaplanować trasy i celu podróży z poziomu urządzenia się nie da i to może być wada tego modelu. Garmin Edge 800 często służył mi jako nawigacja i może tej funkcji brakować. Do celów treningowych nie jest to konieczna funkcja. Dużym plusem jest również połączenie z czujnikiem od elektronicznego osprzętu dzięki czemu dostajemy informacje o aktualnie wybranym przełożeniu i stanie baterii.
W liczniku jest proste Menu, łatwo ustawić wszystko także z poziomu telefonu za pomocą Aplikacji Bryton Active. Ta właściwość jest zaczerpnięta z rozwiązań bardziej znanych producentów. Na początku pojawiły się niejasności, przeoczyłem polski podczas wyboru języka i sądziłem, że nie ma polskiego menu. Dosyć dobrze znam Angielski i nie miałem problemu z ustawieniem urządzenia. Dopiero po kilku tygodniach zauważyłem, że jest polskie menu.
Aktywności z urządzenia można pobierać na trzy sposoby. Pierwszy z nich jest najbardziej abstrakcyjny i podstawowy czyli ręczne zgranie aktywności poprzez podłączenie urządzenia do komputera. Drugi sposób to połączenie urządzenia z telefonem poprzez Bluetooh i przesłanie pliku. Trzeci jest najszybszy. Połączenie licznika poprzez WiFi i automatyczne przesłanie aktywności do platformy Bryton Active. W urządzeniu jest sporo miejsca i zapisując tylko aktywności jest miejsce na nawet 600 godzin.
Platformę Bryton Active można zsynchronizować z innymi platformami takimi jak TreaningPeaks czy Strava co znacznie ułatwia analizę treningów. W urządzeniu są zapisane gotowe treningi i testy w oparciu o moc czy tętno. Istnieje możliwość wgrania własnych treningów.
Za taką cenę nie można narzekać na to urządzenie mimo kilku wad jakie posiada.
Ustawienie menu trwa kilka minut. Dużo łatwiej jest zrobić to przy użyciu Smartfonu niż skakać po menu używając guzików. Włączenie licznik trwa kilka sekund po czym wchodzimy w Menu za pomocą guzika znajdującego się w prawym dolnym rogu. W menu mamy aż 6 punktów do wyboru. Pierwszy z góry to powrót do pierwszego pola treningowego. Drugi służy do przesyłania danych za pomocą WiFi. Trzecim wybieramy kurs. Kolejny to historia aktywności i podgląd każdej z nich. Piąty prowadzi do ustawień urządzenia a ostatni pozwala na wybór testów lub zapisanych treningów.

Ustawienie ekranów to już kwestia indywidualna. Możemy ustawić aż 5 stron od 4 do 10 pól danych na każdej z nich. Pola możemy dobrać według własnego uznania i potrzeby. W tej kwestii urządzenie nie odbiega od droższych modeli bardziej popularnych firm oferujących liczniki.
Dużym niedopracowaniem jest fakt, że do menu można wejść tylko wówczas gdy nie mamy włączonej aktywności. Zmienienie czegoś np. w ustawieniach ekranów można w tym czasie przeprowadzić wyłącznie z poziomu telefonu. Zmiana innych ustawień jest niemożliwa, w tym celu trzeba zakończyć aktywność i rozpocząć nowa po zmianie ustawień. Podobnie wygląda sytuacja z wyborem kursu którym chcemy podążać. To można rozwiązać w inny sposób. Włączyć kurs przed rozpoczęciem aktywności i po dojeździe do jego początku urządzenia zaczyna nawigować. Jest to spore utrudnienie a może nawet wada urządzenia ale da się do tego przyzwyczaić.
Mimo wszystko urządzenie jest warte swojej ceny. Niska popularność nie oznacza tego, że nie warto go kupić. Po kilku tygodniach testów wiem już o nim wszystko i ze swojej strony mogę polecić urządzenia tej firmy. Dla szukających kompletnego urządzenia treningowego jest to dobre rozwiązanie za niezbyt wysoką cenę.

Pierwszy argument jaki mnie przekonał do zakupu tego licznika to cena. Nie zależało mi na wersji z czujnikami i sam licznik z mocnym uchwytem, kablem do ładowania, instrukcjami i folią ochronną miałem za 600 złotych. Za Wahoo Elemnt Bolt musiałbym zapłacić 300 złotych więcej a za Garmina Edge 530 ponad 1000 złotych. Myślałem najpierw o Bryton Rider 530 lub 420. Przeciwko 530 stał fakt, że nie jest już wspierany aktualizacja oprogramowania, a 420 nie miał wszystkich funkcji na których mi zależało.
Drugi argument za tym licznikiem był taki, że nie lubię iść za modą i trendami i wybieram często niezbyt popularne rzeczy. Blisko 80 % osób korzysta z Garmina lub Wahoo a ledwie 20 % z produktów innych producentów.
Trzeci argument jaki zadecydował to fakt, że lubię eksperymentować i testować nieznane produkty. Miałem już licznik Mio Cyclo 105 który okazał się niewypałem, miałem Garmina Edge 800 który mi pasował ale często się zawieszał i wymagał przywracania ustawień fabrycznych. Mało popularny Bryton kusił mnie już przy poprzedniej zmianie licznika ale wtedy postawiłem na używanego Garmina.
Czwarty argument jest taki, że nie będzie mi go szkoda wyrzucić gdy nie będzie już nadawał się do użytku. Wydając 1000 złotych na licznik mam dużo większe obawy, że będę żałował wydanych pieniędzy za coś co w sumie nie jest tego warte a w momencie jakiejś poważniejszej awarii gorzej jest się pogodzić z tym faktem. Wydając 60 % tej ceny żal przy uszkodzeniu lub wyrzuceniu licznika będzie mniejszy.
Kolejny argument to solidny i unikatowy uchwyt który kosztuje około 150 złotych a tutaj był w zestawie. Uchwyt nie pasuje do innego licznika a jego kształt pozwala dodatkowo zabezpieczyć licznik przed wypadnięciem.
Mógłbym wymienić jeszcze kilka innych argumentów ale powyższe w zupełności mnie przekonały.
Licznik w podstawowej wersji, z uchwytem aero i instrukcją można już mieć za 550 złotych. Za wersje z czujnikami należy dopłacić ale mi nie były one potrzebne, urządzenie bez problemu działa z innymi czujnikami łączącymi się w standardzie Ant+ oraz Bluetooth.

Na pierwszy rzut oka urządzenie wygląda dosyć licho, wykonane jest z miękkiego tworzywa które łatwo jest uszkodzić i to niewątpliwie jedna z wad tego urządzenia. Bardzo ciężko znaleźć silikonowe etui które w przypadku np. Garmina dostępne jest od ręki.
Według producenta licznik wytrzymuje ponad 30 godzin. Ta wartość jest przeszacowana. Po kilku tygodniach użytkowania licznik rozładowywał się po 20-25 godzinach pracy. Z reguły nie korzystałem z podświetlenia ekranu, jeździłem wyłącznie za dnia, zazwyczaj w dobrych warunkach pogodowych. Korzystałem z dwóch czujników, miernika mocy i pomiaru tętna, kilka razy użyłem czujnika prędkości ale nie jest on niezbędny do prawidłowego pomiaru prędkości. Czasami również włączałem powiadomienia z telefonu i Bluetooth. Na trasie robiłem mało przerw i licznik ładowałem średnio co 10-12 dni. Na dłuższym czasie pracy baterii zależało mi bardzo ponieważ Garmin potrafił się rozładować na trasie po kilku godzinach jazdy z użyciem czujników. Licznik można podładować po drodze z użyciem Powerbanka co zadowoli długodystansowców.
Produkt jest w wersji guzikowej. Na początku ciężko było mi się przestawić z urządzenia dotykowego którego użytkowałem przez ostatnie 2 lata. Licznik posiada aż 7 guzików, w Garminie były trzy i to spore utrudnienie. Trochę trwało zanim załapałem który guzik za co odpowiada i wciąż zdąża mi się, że nacisnę nie ten co trzeba. Garmin po kilku godzinach w deszczu zawsze miał jakieś odchyłki, zazwyczaj nie działał poprawnie wysokościomierz. W tym liczniku na razie nie zauważyłem podobnych zjawisk.
Urządzenie posiada multum funkcji treningowych. Dane pochodzące z prędkości, tętna, mocy, kadencji i wysokości zadowolą nawet najbardziej wymagających użytkowników. Nie brakuje mu niczego poza nawigacją. Można korzystać z gotowych śladów lub wcześniej zapisanych kursów ale zaplanować trasy i celu podróży z poziomu urządzenia się nie da i to może być wada tego modelu. Garmin Edge 800 często służył mi jako nawigacja i może tej funkcji brakować. Do celów treningowych nie jest to konieczna funkcja. Dużym plusem jest również połączenie z czujnikiem od elektronicznego osprzętu dzięki czemu dostajemy informacje o aktualnie wybranym przełożeniu i stanie baterii.
W liczniku jest proste Menu, łatwo ustawić wszystko także z poziomu telefonu za pomocą Aplikacji Bryton Active. Ta właściwość jest zaczerpnięta z rozwiązań bardziej znanych producentów. Na początku pojawiły się niejasności, przeoczyłem polski podczas wyboru języka i sądziłem, że nie ma polskiego menu. Dosyć dobrze znam Angielski i nie miałem problemu z ustawieniem urządzenia. Dopiero po kilku tygodniach zauważyłem, że jest polskie menu.
Aktywności z urządzenia można pobierać na trzy sposoby. Pierwszy z nich jest najbardziej abstrakcyjny i podstawowy czyli ręczne zgranie aktywności poprzez podłączenie urządzenia do komputera. Drugi sposób to połączenie urządzenia z telefonem poprzez Bluetooh i przesłanie pliku. Trzeci jest najszybszy. Połączenie licznika poprzez WiFi i automatyczne przesłanie aktywności do platformy Bryton Active. W urządzeniu jest sporo miejsca i zapisując tylko aktywności jest miejsce na nawet 600 godzin.
Platformę Bryton Active można zsynchronizować z innymi platformami takimi jak TreaningPeaks czy Strava co znacznie ułatwia analizę treningów. W urządzeniu są zapisane gotowe treningi i testy w oparciu o moc czy tętno. Istnieje możliwość wgrania własnych treningów.
Za taką cenę nie można narzekać na to urządzenie mimo kilku wad jakie posiada.
Ustawienie menu trwa kilka minut. Dużo łatwiej jest zrobić to przy użyciu Smartfonu niż skakać po menu używając guzików. Włączenie licznik trwa kilka sekund po czym wchodzimy w Menu za pomocą guzika znajdującego się w prawym dolnym rogu. W menu mamy aż 6 punktów do wyboru. Pierwszy z góry to powrót do pierwszego pola treningowego. Drugi służy do przesyłania danych za pomocą WiFi. Trzecim wybieramy kurs. Kolejny to historia aktywności i podgląd każdej z nich. Piąty prowadzi do ustawień urządzenia a ostatni pozwala na wybór testów lub zapisanych treningów.

Ustawienie ekranów to już kwestia indywidualna. Możemy ustawić aż 5 stron od 4 do 10 pól danych na każdej z nich. Pola możemy dobrać według własnego uznania i potrzeby. W tej kwestii urządzenie nie odbiega od droższych modeli bardziej popularnych firm oferujących liczniki.
Dużym niedopracowaniem jest fakt, że do menu można wejść tylko wówczas gdy nie mamy włączonej aktywności. Zmienienie czegoś np. w ustawieniach ekranów można w tym czasie przeprowadzić wyłącznie z poziomu telefonu. Zmiana innych ustawień jest niemożliwa, w tym celu trzeba zakończyć aktywność i rozpocząć nowa po zmianie ustawień. Podobnie wygląda sytuacja z wyborem kursu którym chcemy podążać. To można rozwiązać w inny sposób. Włączyć kurs przed rozpoczęciem aktywności i po dojeździe do jego początku urządzenia zaczyna nawigować. Jest to spore utrudnienie a może nawet wada urządzenia ale da się do tego przyzwyczaić.
Mimo wszystko urządzenie jest warte swojej ceny. Niska popularność nie oznacza tego, że nie warto go kupić. Po kilku tygodniach testów wiem już o nim wszystko i ze swojej strony mogę polecić urządzenia tej firmy. Dla szukających kompletnego urządzenia treningowego jest to dobre rozwiązanie za niezbyt wysoką cenę.
Trenażer 65
Niedziela, 21 czerwca 2020 Kategoria Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:00 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1668kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj nie zdecydowałem się na trening rowerowy i wykonałem tylko kilka ćwiczeń stabilizacyjnych i poświeciłem więcej czasu na rolowanie mięśni. Od piątku dni najdłuższa przerwa w opadach trwała kilka minut, nic nie przekonało mnie do wyjścia z domu i po raz kolejny siadłem na trenażer. Podobnie jak ostatnio postawiłem go pod zadaszeniem na świeżym powietrzu i było idealnie. Sesje poniżej 100 TSS nie są dla mnie treningiem, trzymając się 2 strefy musiałbym wysiedzieć minimum 2,5 godziny co obecnie jest zbyt dużym obciążeniem dla głowy i musiałem zmodyfikować założenia tak aby w czasie 2 godzin wskoczyło 100 TSS. Długie powtórzenia też nie są idealnym rozwiązaniem ponieważ organizm oddałby dużo potu czego chciałem uniknąć. Rozwiązanie przyszło szybciej niż myślałem, wybrałem jeden gotowy trening z dostępnej bazy wielu platform treningowych. Przy budowie formy taki rozkład obciążeń nie ma większego sensu, w przypadku utrzymania już jest bardziej przydatny. Już wcześniej przygotowałem miejsce treningu, dwa miesiące temu trenowałem tak dzień w dzień wiec problemu z tym nie było. Przygotowałem 4 bidony po 500 ml i 150 gram węglowodanów, do tego ręcznik i bluza na rozgrzewkę i schłodzenie organizmu po wysiłku. Bałem się, że padający deszcz w połączeniu z wiatrem będzie mnie dodatkowo chłodził ale nie było tak źle. Sam trening szybko przeleciał, w aplikacji treningowej miałem wgrany trening i ustawioną funkcje automatycznych okrążeń. Nie było to najlepsze rozwiązanie o czym przekonałem się podczas treningu. Kilka razy zmieniałem obciążenie zbyt późno. Największy problem miałem wówczas gdy podczas powtórzenia zdecydowałem się trzymać kadencje 55-60. Nie znoszę siłowej jazdy i to samo mówiły moje kolana, dużo lepiej czułem się kręcąc z kadencją ponad 100. Zrezygnowałem z pomiaru tętna podczas treningu, miałem zbyt dużo parametrów do pilnowania i tętno było tutaj zbyteczne. Byłem trochę zaskoczony, że bez większych problemów dotrwałem do końca treningu. Nie był to tak solidny trening jaki powinienem sobie dzisiaj zaaplikować ale lepsze to niż nic. Ten rok jest pierwszym w którym nie było jak na razie miesiąca kiedy nie korzystałem z trenażera. Pogoda w tym roku jest wyjątkowo kapryśna, niewiele wskazuje na to, że może się to zmienić w najbliższym czasie.




Trenażer 64
Piątek, 19 czerwca 2020 Kategoria Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:30 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 137137 ( 70%) | HRavg | 125( 64%) |
| Kalorie: | 1230kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Myślałem, że na początku tygodnia była zła pogoda ale to co dzieje się obecnie to jest kpina. Liczyłem że w czerwcu będzie już ciepło i pogodnie ale znów się przeliczyłem. Dzisiaj wracając z pracy co prawda nie padało ale i tak wróciłem mokry od pasa w dół, wcześniej przeszła taka ulewa, że drogi zamieniły się w rzeki i nawet błotniki nie pomogły. W minimalnym stopniu humor poprawił mi kierowca który próbował zajechać mi drogę i ściągło go przez rozmoknięte pobocze do głębokiego rowu i na 90 % uszkodził zawieszenie. Od ostatniego treningu minęły już 2 dni i na taką przerwę nie chciałem sobie pozwolić i zmusiłem się do wyciągnięcia trenażera. Nie miałem motywacji do mocnej jazdy i głowa pozwoliła na 90 minut jazdy w strefach 1-2. Noga podawała całkiem fajnie ale co z tego jak przez cały czas patrzyłem jak deszcz pada, momentami przestawało ale drobne krople ciągle z nieba leciały. Ciężko szukać pozytywów wiedząc, że w czasie kiedy będzie miał czas na więcej jazdy to pogoda będzie raczej barowa. W weekend miałem w planie zaliczyć kilka nowych podjazdów w Beskidzie Żywieckim i Makowskim m.in. Makowską Górę. W tym roku albo skracałem trasy albo zupełnie rezygnowałem z jazdy w górach. Może druga połowa roku będzie lepsza i uda się zaliczyć kilka ciekawych tras i nowe podjazdy. Wciąż mam nadzieje na chociaż jedną jazdę w weekend, jak się nie uda to spróbuje znów wsiąść na trenażer.


Trening 66
Środa, 17 czerwca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 39.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:32 | km/h: | 25.43 |
| Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 133( 68%) |
| Kalorie: | 951kcal | Podjazdy: | 670m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po wczorajszym przepaleniu dzisiaj ciągnęło mnie w góry,
chciałem zrobić nietypowy trening i ćwiczyć finisze na podjazdach z czym zwykle
miałem problemy. Jak to ostatnio często bywa musiałem zadowolić się dużo
krótszą jazdą w pobliżu domu. Nie miałem czasu aby wyjechać wcześniej a pogoda
była bardzo niepewna, deszcze i burze wisiały w powietrzu i w każdej chwili mogły
zaatakować. Postanowiłem objechać prawie wszystkie pagórki w okolicy. Jest ich
kilka idealnie się nadają na sprinty 1-3 minutowe. Na rozgrzewkę pokonałem
jeden długi podjazd, ciągnie się od samego domu przez ponad 2 kilometry.
Kolejny już nie był spokojny. Na początek 1 minuta w 6 strefie mocy a dokładnie
w okolicy 400 Wat. Nie zbiegło się to dokładnie z segmentem i kiedyś wjechałem
go kilka sekund szybciej. Przed kolejnym miałem trochę czasu na odpoczynek.
Następne dwa wyglądały bardzo podobnie, również nie było w tym miejscu
segmentów a na pozostałych fragmentach podjazdów jechałem dużo wolniej i
spokojniej. Kolejna próba już miała być dłuższa. Zbyt późno się do niej
zabrałem i mało brakowało abym przestrzelił skrzyżowanie na którym skręcałem w
lewo. Wysiłek dłuższy niż minuta był już odczuwalny i czas regeneracji dłuższy.
Przed kolejnym już 3 minutowym akcentem nie miałem zbyt dużo czasu na
odpoczynek. Miałem dużo szczęścia, że na skrzyżowaniu które znajduje się przed
początkiem podjazdu nie musiałem się zatrzymywać i mogłem ruszyć z kopyta. Nie
byłem zadowolony z tego powtórzenia, na łatwym fragmencie wypiął mi się blok i
przez kilka sekund nie kręciłem tracąc na mocy i prędkości. Później jechałem
już odpowiednio mocno ale słabszego momentu nie dało się zamaskować. Pogoda
znacznie się pogorszyła, nad głową pojawiły się ciemne chmury a coraz bliżej
słychać było grzmoty. Liczyłem, że uda się zaliczyć jeszcze 2,3 podjazdy.
Pierwszy z nich był nijaki, za długi na 2 minuty a za krótki na 3 minuty mocnej
jazdy. Po dwóch minutach odpuściłem mocną jazdę, kolejny krótki podjazd również
pojechałem spokojniej. Po drodze musiałem zatrzymać się na moment, robiło się
coraz bardziej nieciekawie ale nie poddawałem się. Cały czas czułem moc w
nogach co mnie zaskoczyło bo zwykle po takich obciążeniach byłem już zmęczony.
Mimo wszystko skracając kolejny podjazd o połowę poczułem ulgę bo nie byłem
pewny czy wytrzymam 2 minuty. Zbliżając się do zjazdu zaczynało kropić, z każda
chwilą padało coraz mocniej. Chciałem już jechać w kierunku domu ale
zmotywowałem się do ostatniego mocniejszego podjazdu. To był chyba błąd, w
deszczu musiałem się zatrzymać przed skrzyżowaniem i przepuścić kilkanaście
samochodów. Ruszając z zatrzymania szybko osiągnąłem dobrą moc, trzymałem ją
przez 2 minuty gdy zaczęły się schody, zagiąłem się i utrzymałem do końca.
Słabszy moment był na skrzyżowaniu na którym trafiłem na wolniej jadącego
rowerzystę i musiałem na moment przestać kręcić. Później już ciężko było
osiągnąć dobrą moc. Wracając do domu modliłem się aby nie przyszło oberwanie
chmury które nastąpiło jednak kilkanaście minut później gdy byłem już w domu. Z
kolejnego dnia wycisnąłem co mogłem, przy kilku godzinach pracy i innych
obowiązkach bardzo trudno znaleźć czas na rower a zmieszczenie się w oknie
pogodowym to już nie lada sztuka. Miałem dużo szczęścia które zostało
zrównoważone przez sekundowe straty do najlepszych czasów na kilku podjazdach.
Noga solidnie przepalona ale patrząc na prognozy pogody to chyba na trening w
normalnych warunkach trzeba będzie poczekać do przyszłego tygodnia.






Trening 65
Wtorek, 16 czerwca 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 44.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:49 | km/h: | 24.22 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 1122kcal | Podjazdy: | 830m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dzień w którym miałem mniej czasu niż się spodziewałem.
Wyjechałem dosyć późno i nie liczyłem na nic więcej jak na kolejne 2 godziny
tlenowej jazdy. Nie czułem się na siłach aby jechać mocniej, pogoda również nie
zachęcała do jazdy, było znów chłodniej niż w ostatnich dniach, pochmurno i
wiało. Gdy wyjechałem to nic się nie składało, nie potrafiłem trzymać mocy, szarpałem
się strasznie, na mieście duży, rozpraszający całkowicie ruch pojazdów. W
Straconce nawet miałem w głowie myśli aby zawrócić i nie męczyć się z
Przegibkiem. Podjazd nie poszedł mi najlepiej, jechałem spokojnie ale czułem zmęczenie
i nie byłem zadowolony ze swojej dyspozycji. Na zjeździe wpadłem na głupi
pomysł i postanowiłem sprawdzić się na segmencie z Międzybrodzia na Przegibek w
ramach rywalizacji #BikeStoreStravaChallenge. Nie byłem rozgrzany, miałem za
dużo niepotrzebnych rzeczy, rower tez nie był przygotowany do ataku na podjazd.
Ta decyzja była całkowicie spontaniczna i dlatego nie miałem żadnych oczekiwań.
Zatrzymałem się na moment przed początkiem podjazdu. Ruszyłem mocno ze skrzyżowania
ale nie potrafiłem znaleźć odpowiedniego rytmu, ciężko było zmotywować się do
mocniejszej jazdy. Dłużyło mi się strasznie i czekałem na trudniejszy fragment
podjazdu. O dobrym czasie mogłem zapomnieć, miałem około minutę straty do najlepszych
w połowie podjazdu. Postanowiłem dać z siebie wszystko na ostatnich 3 kilometrach.
Jechałem bardzo mocno, bez żadnej kalkulacji i w końcówce mnie brakowało, dałem
z siebie absolutne maksimum i prawie poprawiłem swój rekord na tym segmencie
ale jednak kilku sekund brakowało. Nie pamiętałem czasów innych osób na odcinku
i byłem pewny, że mój czas nie daje miejsca w najlepszej 10. Nie zatrzymywałem się
przed zjazdem, na odcinku w dół odpoczywałem i spokojnie wróciłem do domu.
Wiem, że lepszego czasu nie byłbym w stanie w tym dniu, warunkach, na tym sprzęcie
i bez rozgrzewki uzyskać i mimo niedosytu byłem zadowolony. Czekam już na pierwszą
jazdę na nowej ramie, aby uzyskać lepszy czas na tym rowerze musiałbym zmienić korbę
i suport, waga byłaby trochę lepsza a starty mocy mniejsze i kilkanaście sekund
dałoby się urwać. Nie planuje kolejnych prób, zrobiłem swoje i ostatecznie na
ten moment znalazłem się w najlepszej 10 klasyfikacji. Z tego nie najlepszego
dnia udało się coś wycisnąć. Lubię takie momenty w których nie trzymię się planu treningowego bo często wychodzą wtedy fajne rzeczy.






Miasto 20
Poniedziałek, 15 czerwca 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 59.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:15 | km/h: | 26.22 |
| Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1568kcal | Podjazdy: | 780m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rozjazd 18
Poniedziałek, 15 czerwca 2020 Kategoria blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 31.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:30 | km/h: | 20.67 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 132132 ( 67%) | HRavg | 109( 55%) |
| Kalorie: | 580kcal | Podjazdy: | 520m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po kilku intensywnych dniach należał się odpoczynek. Zwykle w poniedziałki rozjeżdżam nogi po weekendzie i tym razem było tak samo. W dalszym ciągu lepszy sprzęt nie poskładany i pojechałem na aluminiowym. Z planowanego szybkiego wyjazdu po pracy nic nie wyszło i do jazdy gotowy byłem kilkadziesiąt minut później niż zamierzałem. Nie miało to dużego wpływu na nic bo ruch na drogach był tak samo duży. Standardowo wybrałem się na Przegibek. Wyjeżdżając z domu nie spodziewałem się, że poprawie kilka niechlubnych rekordów na tej trasie. Pierwszy z nich to dojazd do Straconki, nigdy nie jechałem tak długo. Gdy tam już dojechałem to zacząłem podjeżdżać na Przegibek. Również podjazd jechałem najdłużej w tym roku, gdyby nie to, że w zeszłym roku raz udało mi się wjeżdżać kilkanaście sekund dłużej to czas byłby najgorszy od wielu lat. Tempo było całkowicie regeneracyjne, od wolniejszej jazdy powstrzymywały mnie jedynie przełożenia i kadencja którą starałem się utrzymywać na poziomie minimum 70. Na zjeździe poszedłem na całość, przyjąłem bardzo aerodynamiczną pozycje, był to prawdopodobnie najlepszy technicznie zjazd w tym roku ale szybkości brakowało i ciężko mi znaleźć wytłumaczalny powód takiego stanu rzeczy. Na zupełnym luzie wróciłem do domu, dla odmiany wiatr pomagał ale dużego znaczenia to nie miało. Po raz kolejny potwierdził się fakt, że na tym rowerze jeżdżę zauważalnie wolniej niż na karbonowym, sama różnica w wadze to prawie 3 kilogramy a i części są bardziej zużyte.

Podsumowanie 24 tygodnia 2020
Niedziela, 14 czerwca 2020
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ostatni tydzień poświęciłem na odpoczynek ale także na kolejne testy mocy. Pogoda nieco się poprawiła i pozwalała na większą swobodę w planowaniu wyjazdów co wcześniej było utrudnione. Dużo czasu poświęciłem na szukanie części do roweru. Nowa rama jest inna niż stara i sporo wymiarów nie pasuje. Udało się znaleźć wszystkie ale nie dotarły przed weekendem i jeszcze musze pomęczyć się na aluminiowym rowerze. Trzy dni odpoczynku wystarczyły aby uzyskać świeżość. Niezbyt dobrze wybrałem trasę na której wykonywałem próby na 5 i 1 minutę. Pierwsza próba poszła bardzo dobrze, wygenerowałem życiową moc, tego samego spodziewałem się po kolejnej próbie. Niestety musiałem próbować dwa razy, pierwszy zryw zacząłem lepiej ale musiałem go skończyć po kilkunastu sekundach z powodu zablokowanej drogi. Druga próba to życiowa moc ale lepsza od ubiegłorocznej o symboliczne 2 Waty. Spodziewałem się lepszego wyniku ale już wiem jakie błędy popełniam przy tej próbie. Bardzo naiwny byłem sądząc, że stać mnie na dużo podczas sprintu, wyniki 15 sekundowych akcentów wyszły słabe i ciężko mi szukać wytłumaczenia dlaczego tak się stało, nie jestem sprinterem i nigdy nie miałem wysokich mocy chwilowych i takie wyniki w sumie nie powinny nikogo dziwić. Dużo ważniejszą próba był test 20 minutowy. Najbardziej optymalny odcinek na tą próbę to podjazd pod Salmopol od Wisły. W trudnych warunkach poradziłem sobie bardzo dobrze i również podczas tej próby wygenerowałem najlepszą moc od czasu w którym korzystam z miernika mocy. Nie zawsze moc przekłada się na czas i tym razem tak nie było, czas wyszedł gorszy o minutę niż rok temu, jakiś udział miał w tym gorszy sprzęt, wyższa waga i pokrzywiona korba, suport nadający się do wymiany dały jakieś straty. Po teście nie poświeciłem wystarczająco dużo czasu na regeneracje organizmu. Dopiero w niedziele w połowie treningu nogi zaczęły podawać normalnie, tak jak byłem przyzwyczajony. Po kilku ostatnich miesiącach wymagających treningów przyszła pora na odrobinę luzu i więcej spontaniczności w treningach.
1.Waga w ostatnim czasie:

Ostatnio miałem delikatne wahania wagi, zwłaszcza wtedy gdy nie trenowałem i starałem się ograniczyć ilość spożywanych kalorii.
2.Obciążenie treningowe:

Mimo luźniejszego czasu pod koniec tygodnia wartości ATL i CTL osiągnęły najwyższe wartości w tym roku.
3.Najlepsza moc:

Osiągnięte wartości na 1,5 i 20 minut są rekordowe. Spodziewałem się tego ale przed testami nie byłem niczego pewny.
4.Intensywność treningów:

Treningi były zupełnie różne mimo, że dane o intensywności są bardzo podobne.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Pod tym względem był to słabszy tydzień ale i tak wpadł jeden nowy podjazd oraz rekord.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
W ciągu najbliższych dwóch tygodni nie planuje treningów. Będę jeździł według samopoczucia i bazował na TSS. Na tej podstawie również będę dobierał obciążenia, określał czasy treningów i regeneracji.
8.Analiza wyników testów:
Ostatnie testy mocy dały życiowe rezultaty. Ciężko na to pracowałem i to swojego rodzaju nagroda w tym trudnym czasie i sezonie. Najważniejsze dale mnie są zawsze próby 5 i 20 minutowe bo w krótszych jestem po prostu słaby. Rok temu byłem pewny, że osiągniętych wyników nie będę w stanie poprawić. Miałem sporo racji bo czas i wysiłek jaki musiałem poświecić był ogromny i wspiąłem się na wyżyny możliwości mojego organizmu. Dane z miernika plasują mnie wysoko w hierarchii kolarzy ale to zaledwie jeden z elementów decydujących o właściwym poziomie sportowym a w konsekwencji wynikach sportowych które u mnie były zazwyczaj słabsze niż sugerowały to cyferki. Przede wszystkim zrezygnowałem z treningów wytrzymałościowych zimą i ich objętość była o połowę mniejsza niż zwykle. Obecnie dużo lepiej radze sobie podczas wysiłków beztlenowych z czym niejednokrotnie miałem problem i traciłem w tym elemencie. Ciągłe problemy ze sprzętem mają duży wpływ na przełożenie mocy na konkretne wyniki i nad tym musze pracować w najbliższym czasie.
Porównanie wyników z poprzednimi:

Dosyć znacznie poprawiłem wartości mocy. Na tym poziomie ciężko zrobić postęp i nawet najmniejsza różnica na plus daje dużo radości.
Porównanie wyników testów z ubiegłorocznymi:

Różnice są mniejsze ale wciąż jest to postęp , osiągnięty przy niższej wadze jest bardziej zauważalny. Utrzymanie tego poziomu bedzie trudne i spodziewam sie spadku micy w najbliższym czasie.
1.Waga w ostatnim czasie:

Ostatnio miałem delikatne wahania wagi, zwłaszcza wtedy gdy nie trenowałem i starałem się ograniczyć ilość spożywanych kalorii.
2.Obciążenie treningowe:

Mimo luźniejszego czasu pod koniec tygodnia wartości ATL i CTL osiągnęły najwyższe wartości w tym roku.
3.Najlepsza moc:

Osiągnięte wartości na 1,5 i 20 minut są rekordowe. Spodziewałem się tego ale przed testami nie byłem niczego pewny.
4.Intensywność treningów:

Treningi były zupełnie różne mimo, że dane o intensywności są bardzo podobne.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Pod tym względem był to słabszy tydzień ale i tak wpadł jeden nowy podjazd oraz rekord.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
W ciągu najbliższych dwóch tygodni nie planuje treningów. Będę jeździł według samopoczucia i bazował na TSS. Na tej podstawie również będę dobierał obciążenia, określał czasy treningów i regeneracji.
8.Analiza wyników testów:
Ostatnie testy mocy dały życiowe rezultaty. Ciężko na to pracowałem i to swojego rodzaju nagroda w tym trudnym czasie i sezonie. Najważniejsze dale mnie są zawsze próby 5 i 20 minutowe bo w krótszych jestem po prostu słaby. Rok temu byłem pewny, że osiągniętych wyników nie będę w stanie poprawić. Miałem sporo racji bo czas i wysiłek jaki musiałem poświecić był ogromny i wspiąłem się na wyżyny możliwości mojego organizmu. Dane z miernika plasują mnie wysoko w hierarchii kolarzy ale to zaledwie jeden z elementów decydujących o właściwym poziomie sportowym a w konsekwencji wynikach sportowych które u mnie były zazwyczaj słabsze niż sugerowały to cyferki. Przede wszystkim zrezygnowałem z treningów wytrzymałościowych zimą i ich objętość była o połowę mniejsza niż zwykle. Obecnie dużo lepiej radze sobie podczas wysiłków beztlenowych z czym niejednokrotnie miałem problem i traciłem w tym elemencie. Ciągłe problemy ze sprzętem mają duży wpływ na przełożenie mocy na konkretne wyniki i nad tym musze pracować w najbliższym czasie.
Porównanie wyników z poprzednimi:

Dosyć znacznie poprawiłem wartości mocy. Na tym poziomie ciężko zrobić postęp i nawet najmniejsza różnica na plus daje dużo radości.
Porównanie wyników testów z ubiegłorocznymi:

Różnice są mniejsze ale wciąż jest to postęp , osiągnięty przy niższej wadze jest bardziej zauważalny. Utrzymanie tego poziomu bedzie trudne i spodziewam sie spadku micy w najbliższym czasie.
Trening 64
Niedziela, 14 czerwca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 115.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:28 | km/h: | 25.75 |
| Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 177177 ( 90%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 2950kcal | Podjazdy: | 2240m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dobry trening w górach. Miałem kilka wariantów trasy na ten dzień ale ostatecznie zdecydowałem się na bardzo podobny jak tydzień temu. W Wiśle miałem dołączyć do Jas-Kółek wiec wyjechałem odpowiednio wcześnie. Noga na początku nie podawała, mimo jazdy z wiatrem poruszałem się wolno z niską mocą. Pierwszym podjazdem miało być Orle Gniazdo ale tylko do Sanktuarium i zjazd ulicą Wrzosową. Gdy w końcu dojechałem do Szczyrku to zamyśliłem się i prawie przejechałem skrzyżowanie na którym odbiłem w prawo. Początek podjazdu był słaby, później jechało się nieco lepiej ale do komfortu brakowało, dosyć duży ruch samochodów nie ułatwiał zadania, ciężej było omijać dziury które zawsze mnie irytują. Gdy dojechałem do Kościoła odwidziało mi się i zamiast zjechać ulicą Wrzosową odbiłem w prawo w kierunku Podmagury. Już po pierwszym zakręcie pojawiała się ostra mgła i widoczność spadła do kilku metrów, te warunki miały swój klimat. Na szczycie pojawiłem się po ponad 15 minutach podjazdu, szybciej niż tydzień temu mimo gorszego sprzętu i porównywalnej mocy. Nie chciałem tracić czasu na myślenie i zacząłem zjeżdżać, momentami było mokro i dlatego jechałem bardzo asekuracyjnie. Mgła odpadła ale słońca w dalszym ciągu brakowało. Miałem jeszcze czas na dodatkowy podjazd, do wyboru były dwa, jeden już jechałem a drugi był niewiadomą, wiedziałem tylko gdzie się zaczyna i postanowiłem go zaliczyć. Początek mnie zaskoczył, nie najlepszy asfalt i niskie nachylenie, później się to zmieniło, nachylenie skoczyło do kilkunastu % a nawierzchnia była bardziej równa. Zaskoczeniem był fakt, że asfalt skończył się nagle i trzeba było nawrócić, szybko zjechałem w dół i ruszyłem już na Salmopol. Podjazd pokonałem nieco mocniej, noga podawała lepiej ale nie na tyle aby przekraczać próg FTP. Po 4 kilometrach pokonanych równym tempem dołożyłem nieco mocy w końcówce i urwałem kilka sekund które pozwoliły na uzyskanie dobrego czasu. Przed zjazdem zatrzymałem się na moment, było dosyć chłodno, nie zabrałem nic ciepłego do ubrania i bałem się, że zmarznę na zjeździe. Początkowo jechałem spokojnie a później pozwoliłem sobie na odrobinę szybkiej i technicznej jazdy. Fragment zjazdu wyglądał bardzo obiecująco ale końcówka znów nie poszła zbyt dobrze. W dobrym tempie dojechałem do ronda w Wiśle, przez kilka kilometrów walczyłem z czołowym wiatrem. Na rondzie już czekały dwie osoby, po chwili dojechały jeszcze trzy i w skromnym składzie ruszyliśmy na Kubalonkę. Po kilku minutach już nastąpił podział na dwie grupki o różnym poziomie zaawansowania, pierwsza w której się znalazłem miała zaliczyć dwa podjazdy a druga tylko jeden. Początkowo jechaliśmy dalej a później zaczęło się dzielić, najpierw swobodnie odjechał Darek później skoczył Marek a Otfin pilnował mojego koła, ja nie miałem w planie ataku i mocnej jazdy, obserwowałem co dzieje się z przodu, towarzysze cały czas byli w zasięgu mojego wzroku. W połowie podjazdu i Otfin mi odjechał, towarzystwo tasowało się na ostatnim kilometrze i w sumie nie wiem jaka była kolejność na szczycie. Wjechałem jako czwarty, głównym celem na ten podjazd było rozgrzanie nogi przed kolejnym wyzwaniem. To się udało bo nogi puściły i czułem przypływ mocy której wcześniej nie było. Na zjeździe znowu skupiłem się na technice i wyszło nieźle. Podjazd na Olecki jechałem po raz pierwszy w tym roku, jakoś nigdy nie atakowałem go na czas, nie licząc czasówki na Road Trophy zwykle jechałem tam z rezerwami. Tym razem nie było idealnie, na wypłaszczeniach popuszczałem a gdy tylko robiło się stromiej dokładałem do pieca, wszystkie ścianki pokonałem z mocą około 400 Wat. Po takim wysiłku zasłużyłem na przerwę, po raz pierwszy w tym, roku zatrzymałem się na uzupełnienie płynów. Gdybym był sam pewnie zrezygnowałbym z tej przyjemności. Po około 30 minutach ruszyliśmy w dół, na zjeździe odstałem od reszty ale nie przejąłem się tym faktem, wracałem inną drogą i od tego momentu jechałem sam. Za rondem w Wiśle miałem lekki kryzys, zjadłem całego batona zamiast połowy i przed podjazdem czułem się już lepiej. Całe 5 kilometrów na przełęcz pokonałem w równym i dobrym tempie osiągając niezły czas. Nawet na zjeździe jechało się dobrze mimo tego, że był duży ruch i ciężko było minąć wszystkie dziury. W Szczyrku trochę utrudnień ale poradziłem sobie z nimi. Chciałem jak najszybciej być w domu, wybrałem najbardziej optymalną trasę i w domu byłem kilka minut przed 12. Wyjeżdżając później musiałbym liczyć się z większymi utrudnieniami na trasie czego staram się unikać i wcześniejsze wyjazdy dają dużo komfortu psychicznego i są bezpieczniejsze niż przedzieranie się przez zatłoczone miejscowości dwa razy, jadąc w góry i wracając.


Dane o podjazdach:



Dane o podjazdach:








