Trening 25
Niedziela, 22 marca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Zima, Zima 2020
| Km: | 107.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:45 | km/h: | 28.53 |
| Pr. maks.: | 53.00 | Temperatura: | 0.0°C | HRmax: | 162162 ( 83%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 1382kcal | Podjazdy: | 1000m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zapowiadał się pogodny ale chłodny dzień. Miałem dosyć dużo czasu na trening i dlatego nie śpieszyłem się z wyjazdem. Mogłem na spokojnie wszystko przygotować, o 8 już byłem gotowy ale przeciągnąłem wyjazd o 20 minut gdy temperatura przekroczyła 0 stopni. Zabrałem lepszy rower ale znowu musiałem skorzystać z zimowych ciuchów w których nie jeździ mi się najlepiej. Gdy już wyjechałem to czułem, że noga nie jest najlepsza ale liczyłem na to, że się rozkręci po drodze. Przejazd przez opustoszałe ale i trochę rozkopane Bielsko nie był ta szybki i przyjemny głównie ze względu na odczuwalny lodowaty wiatr wiejący w twarz. Za rondem w Komorowicach ruszyłem mocniej i trochę przepaliłem nogę. Później czułem, że z rowerem jest coś nie tak ale nie potrafiłem zlokalizować problemu. Po kolejnym podjeździe gdy wjechałem już na łatwiejszy fragment drogi to zauważyłem, że sztyca mi wyraźnie opadła. Na końcu lekkiego podjazdu zatrzymałem się i problemem było poluzowane mocowanie, na szczęście pamiętałem na jakiej wysokości powinna znajdować się sztyca i szybko usunąłem usterkę. Krótka przerwa nie była bez wpływu na dyspozycje, musiałem na nowo się rozkręcić i pagórkowaty odcinek w kozach to była lekka męczarnia. Po przejeździe przez Kety zaczął się bardziej wymagający odcinek na którym chciałem kilka razy przepalić nogi. Już pierwszy podjazd w kierunku Witkowic pokonałem mocniejszym tempem. Później musiałem się zatrzymać na moment bo znów miałem problem z wyciągnięciem jedzenia z kieszeni. Przy okazji zdążyłem powciskać coś na liczniku, za bardzo przyzwyczaiłem się do dotykowego ekranu i duża liczba przycisków na razie stanowi dla mnie problem. Zatrzymałem przez przypadek trening i musiałem zacząć nowy. Po tym postoju noga się rozkręciła, temperatura poszła do góry i jechało się wyraźnie lepiej. Każdy podjazd na trasie pokonywałem mocniejszym tempem, wszystkie podjazdy były dosyć krótkie, najwyżej 3 - 4 minutowe i nie zdążyłem się na nich zmęczyć. Nic nie zapowiadało pogorszenia pogody jakie nadciągało. Po 50 kilometrach walki z wiatrem skręciłem na zachód i wiatr miał pomagać aż do samego domu. Wiele dróg jakimi jechałem było dla mnie nowych, niektóre miały złą nawierzchnie ale to przy niemal zerowym ruchu zupełnie mi nie przeszkadzało. Czerpałem przyjemność z jazdy, kolejne kilometry przez opustoszałe wioski szybko mijały. W pewnym momencie miałem lekki dylemat którą drogą jechać. Ostatecznie wybrałem tą którą już znam i dojechałem do Osieka. Nie chciałem wjeżdżać na drogę Kety – Oświęcim i skierowałem się na Malec a następnie Bielany. Przed Jaszowicami zatrzymałem się by sprawdzić zapasy jedzenia i gdy ruszałem dalej to z nieba zaczynały lecieć pojedyncze płatki śniegu. Z Każdą chwilą padało coraz mocniej ale prawdziwy armagedon zaczął się przed Kaniowem. Zrobiło się szaro, widoczność znacznie pogorszyła się i padało naprawdę mocno. Zdecydowałem się na krótki postój, zjadłem podwójną dawkę węglowodanów i ruszyłem mocnym tempem w kierunku domu. Skróciłem maksymalnie trasę ale za wiele to nie dało, jazda w tych warunkach była bardzo niebezpieczna, momentami drogi były śliskie. Drugą stroną medalu był fakt, że wreszcie przetestowałem ciuchy w warunkach zimowych i zdały egzamin. Mimo prawie godziny jazdy w śnieżycy ubranie nie przemokło i jedynie rękawiczki nie wytrzymały tych warunków. Dosyć dobrze zniosłem te warunki i organizm nie złapał żadnego kryzysu. Trening oczywiście skróciłem ale zaledwie o 15 minut ale znaczenia dla mnie to nie ma żadnego. Powoli mam dosyć tych ciągłych huśtawek pogody, chyba wolałbym cały czas jeździć przy 8-10 stopniach niż raz przy 18 a drugi przy 0 stopniach. Pierwszy raz od kilku lat miałem „przyjemność” jechać w takich warunkach i w dalszym ciągu nie lubię ani deszczu ani zimna a takie sytuacje pogodowe to dla mnie prawdziwy dramat i totalny brak komfortu psychicznego a także okazja do popełniania wielu błędów których w normalnych sytuacjach unikam. Zaliczyłem kolejną ciekawą trasę w dobrym tempie. Mam nadzieje, że w kolejnych tygodniach pogoda pozwoli już na swobodną jazdę po górach a sytuacja nie wymusi zawieszenia treningów na szosie.


Siłownia 35
Sobota, 21 marca 2020 Kategoria Zima, Zima 2020
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:10 | min/km: | |
| Pr. maks.: | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 117117 ( 60%) | HRavg | 82( 42%) | |
| Kalorie: | 160kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Ciężary | |||
Pogoda od rana zupełnie nie przypominała ostatnich dni. Po wczorajszym treningu na podjazdach dałem nogom odpocząć i ćwiczyłem inne partie ciała. Na początek dobra rozgrzewka a później 4 serie ćwiczeń na bicepsy, tricepsy i barki a dodatkowo kilka ćwiczeń bez ciężarów, m.in. podciągnięcia na drążku które nigdy mi nie leżały i za wiele się w tym aspekcie nie zmieniło. Wydłużyłem czas przeznaczony na rozciąganie i rolowanie mięśni.
Trening 24
Piątek, 20 marca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
| Km: | 103.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:04 | km/h: | 25.33 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 180180 ( 92%) | HRavg | 139( 71%) |
| Kalorie: | 2748kcal | Podjazdy: | 2070m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Długo czekałem na dzień w którym uda się wyskoczyć w góry. Cały tydzień ciężko było znaleźć czas na 4 godzinną jazdę i dopiero dzisiaj się udało. Przed jazdą ściągnąłem ślad na licznik aby sprawdzić czy nawigacja po śladzie działa, nie chciało m się tworzyć nowego wiec wgrałem taki który częściowo pokrywa się z trasą którą chciałem jechać. Miałem z głowie trzy trasy w dwóch różnych regionach i ostatecznie wybór padł na rundę z Równicą, Kubalonką i Salmopolem. Dosyć długo się zbierałem, musiałem ubrać cieplejsze ciuchy bo było chłodniej niż przez ostatnie dni a brak słońca dodatkowo zmniejszał temperaturę odczuwalną. Wyjechałem w sumie około 10 minut później niż zamierzałem ale nie musiałem się zbytnio spieszyć do domu. Nogi podobnie jak wczoraj były słabe, wciąż nie doszły do siebie po dużej dawce tlenowych treningów i liczyłem na to, że górska trasa z mocnymi akcentami pobudzi je do lepszej pracy. Celowo wybrałem drogę do Ustronia z dużą ilością podjazdów. Pierwsze hopki ciężko wchodziły w nogi. Dopiero podjazd wśród pól do Ustronia poszedł lepiej. Pierwszy poważniejszy sprawdzian to miał być Poniwiec ale ze względu na to, ze wszystkie restauracje, hotele są obecnie zamknięte bałem się, że droga nie będzie przejezdna i wybrałem alternatywny podjazd. Po raz ostatni jechałem go chyba dwa lata temu i dlatego niezbyt dobrze pamiętałem jak wygląda. Zacząłem spokojnie i gdy zrobiło się stromo to łańcuch szybko wylądował na największej koronce kasety. Jechałem bardzo oszczędnie i na najtrudniejszym fragmencie z nachyleniem ponad 10 % po prostu przepychałem korby. Dojechałem do końca asfaltowej drogi i nawrót, początek zjazdu po dziurawej, brudnej i nierównej nawierzchni nie był przyjemny ale druga cześć już zupełnie odmienna. Szybko zjechałem w dół gdzie skonsumowałem batona i ruszyłem w kierunku Równicy. Tego podjazdu już odpuścić nie mogłem, chciałem go wjechać równym i mocnym tempem i dlatego u podnóża zatrzymałem się na moment. Znikąd pojawił się siwy dym wiec ograniczyłem postój do minimum i gdy byłem gotowy ruszyłem w kierunku szczytu. Niezbyt się rozpędziłem i szybko zrzuciłem z blatu. Łańcuch stopniowo szedł w górę kasety, starałem się trzymać kadencji ponad 80 i do kostki brukowej nawet się to udawało. Na kostce kadencja spadła poniżej 80 ale były momenty, że była wyższa. Po 6 minutach byłem już na rozwidleniu dróg przy końcu kostki co jest dobrym jak na mnie czasem. Na dalszym fragmencie podjazdu trzymałem równe tempo, nawet na łukach nie odpuszczałem. Pilnowałem cały czas kadencji i dzięki temu drogi ubywało jakby szybciej. Na ostatnim kilometrze minimalnie podkręciłem tempo i po ponad 18 minutach walki z podjazdem byłem na szczycie. Nie jechało się dobrze i przyjemnie a nogi wciąż były zamulone, czas jak na końcówkę Marca i pierwsze zetkniecie z tej długości podjazdem jest nawet przy moich możliwościach bardzo dobry. Niestety musiałem od razu zawracać, służby porządkowe zastawiły dojazd do schroniska i wspinaczki na Skibówke. Chwile czasu straciłem na ubranie się na zjazd. Nie czułem się pewnie i dlatego zjazd był bardzo asekuracyjny i momentami słaby technicznie. Trochę zmarzłem bo nie było zbyt ciepło ale już po zjeździe zatrzymałem się by rozebrać jedną warstwę ciuchów. Kolejny podjazd jaki chciałem zaliczyć to Kubalonka. Kawałek drogi mnie jeszcze od niego dzielił wiec zdążyłem się namyślić i skręciłem wcześniej w prawo w kierunku Gahury. Jechałem znów spokojniej a gdy zrobiło się stromiej to znów próbowałem utrzymać równe tempo co udało się. Ostatnim razem szlaban był zamknięty a tym razem udało się dojechać do końca asfaltowej drogi . Zjazd znów wolny i asekuracyjny a po nim przedzieranie się przez rozkopaną Wisłę. Na szczęście za rondem już spokojniej i mogłem zacząć myśleć o podjeździe na Kubalonkę. Podjazd nie poszedł po mojej myśli, wjechałem równym tempem ale nogi pracowały jeszcze gorzej niż wcześniej, nie próbowałem nawet przyśpieszać bo raczej nic dobrego z tego by nie wynikło. Na szczycie nie zatrzymywałem się tylko skręciłem w lewo na Szarculę. Tam napotkałem na ekipy remontujące bardzo dziurawą i zanieczyszczoną nawierzchnie. Przed zjazdem zrobiłem kolejny postój na założenie dodatkowej warstwy. Zjazd z Zameczka wygląda fatalnie, dużo gorzej niż w ubiegłym roku ale to tylko namiastka tego co napotkałem kawałek dalej. Nad Wisłą jest już nowy most a za nim zwężenia, brak asfaltu i ekipy remontowe. Sporo czasu straciłem na wahadłach i wtedy wykorzystałem chwile czasu na włączenie nawigacji. Znajdowałem się poza kursem i dopiero gdy wjechałem na główną drogę w kierunku Malinki znalazło kurs. Przed właściwym podjazdem zatrzymałem się, znowu rozebrałem jedną warstwę i zdecydowałem również o pozbyciu się nogawek. To był strzał w 10 bo jechało się lżej. Podjazd zaczynałem w nienajlepszej kondycji ale później było lepiej. Złapałem dobry rytm, trzymałem stałą moc i kadencję. W drugiej połowie jeszcze podkręciłem tempo, miałem zamiar finiszować ale w ostatniej chwili rozmyśliłem się i dlatego ostatnie kilkaset metrów podjazdu pokonałem z niższą kadencją. Dla takiej nogi jak na podjeździe pod Salmopol warto było męczyć się wcześniej przez ponad 2 godziny. Na szczycie kontrola tożsamości związana z epidemią i wyłapywaniem osób które powinny przebywać na kwarantannie domowej. Mnie to na szczęście na razie nie dotyczy i spokojnie mogłem jechać dalej. Na zjeździe znowu nie poszalałem, dopiero gdy pojawiła się nowa nawierzchnia to pozwoliłem sobie na bardziej odważną jazdę. Na długim zjeździe pod wiatr do Szczyrku trochę zmarzłem. W mieście niewiele się zmieniło, sporo samochodów i pieszych, uciekałem stamtąd tak szybko jak mogłem. Na trasie do Bielska mijałem kilka radiowozów i musiałem się pilnować. W Bielsku wyłączyłem nawigację po śladzie i zafundowałem sobie jeszcze jeden mocniejszy podjazd a ostatnie kilka kilometrów pokonałem już na luzie. Gdy kończyłem jazdę to pojawiło się słońce i było kilka stopni cieplej niż rano. W sumie to mogę być zadowolony z dyspozycji, myślę, że po 2-3 takich treningach lub innych ukierunkowanych na podjazdy moja noga rozkręci się i będzie podawać przynajmniej tak jak na podjeździe pod Salmopol. Najważniejsze, że widać efekty wielomiesięcznej pracy jaką wykonałem po zakończeniu ubiegłego sezonu. Jutro odpoczynek dla nóg a w niedziele spokojniejsza jazda, jak nie będzie padać to na szosie, jak pogoda nie pozwoli to dwie godziny trenażera na zmiennej kadencji.


Informacje o zaliczonych podjazdach:



Informacje o zaliczonych podjazdach:

Trening 23
Czwartek, 19 marca 2020 Kategoria blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 46.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:00 | km/h: | 23.00 |
| Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 122( 62%) |
| Kalorie: | 1041kcal | Podjazdy: | 910m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dzień pięknej pogody ale i małej ilości czasu jaki mogłem przeznaczyć na przyjemności. Po wczorajszym teście licznika ogarnąłem aplikacje na telefon i dzięki temu na liczniku pojawiają się powiadomienia a aktywności synchronizują się automatycznie przez Wi-Fi. Przed jazdą już było na tyle ciepło, że nie miałem problemu z doborem ciuchów i szybko byłem gotowy do jazdy. Profilaktycznie wziąłem ze sobą Garmina i schowałem go do kieszeni. Zamontowałem czujnik prędkości i próbowałem skalibrować pomiar mocy. Miernik cały czas był widoczny jako dwustronny i dlatego kalibracja z jednym czujnikiem nie mogła się udać. W Garminie nie było opcji sprawdzenia np. stanu baterii czujnika w Bryton posiada taką informacje. Wszystkich funkcji jeszcze nie odkryłem i na razie nie mam żadnych zastrzeżeń odnośnie działania licznika. Licznik włączyłem pod domem, od razu wykrył czujniki i mogłem jechać. Jeszcze wczoraj miałem w głowie testy mocy ale trochę się zmieniło i testy przełożyłem na kolejny tydzień regeneracyjny. Wielkiego postępu nie zrobiłem przez 4 tygodnie i rozbieżność stref wyszłaby nieduża. Pojechałem wiec na kolejny spokojny trening. Mając 2 godziny zdecydowałem się na dwukrotne zaliczenie Przegibka. Dojazd do przełęczy teraz jest dłuższy ze względu na to, że omijam Szpital szerokim łukiem a najkrótsza droga prowadzi obok Szpitala. W dobrym tempie dojechałem do Straconki ale głównie ze względu na to, że jechałem w większości z wiatrem w plecy. Podjazd zacząłem spokojnie i starałem się utrzymać równe tempo, po drodze wyprzedził mnie jeden kolarz a dwóch zjeżdżało w dół. Na szczycie byłem po około 13 minutach podjazdu, nie zatrzymywałem się i od razu przyjąłem pozycje do zjazdu. Starałem się zjechać jak najmniejszym pokładem sił i wykorzystałem wszystkie zdolności które szlifowałem w ostatnim sezonie. Zjazd był szybki i dopiero na przedostatnim łuku w miejscu gdzie było pełno żwiru musiałem zmienić pozycje i wytraciłem sporo prędkości. Później udało się rozpędzić ale im bliżej Międzybrodzia tym było ciężej. Ostanie 2 kilometry do skrzyżowania już były pod wiatr i odpuściłem zupełnie jazdę w pozycji aero. Na skrzyżowaniu chwila przerwy i czekanie na spokojny nawrót. Podjazd zacząłem bardzo spokojnie i wraz ze wzrostem nachylenia tempo rosło. Ostatnie 3 kilometry to znowu równa jazda i niemal dokładnie taka sama moc i czas jak na podjeździe od Straconki. Drugi zjazd również poświęciłem na techniczną jazdę, początek dosyć mocny, musiałem napędzić rower przed szybszą częścią zjazdu. Wiatr hulał nieźle i mimo bardzo opływowej pozycji zjazd był wolny ale od strony technicznej niezły chociaż z drobnymi błędami. Powrót przez Bielsko spokojny, na drogach sporo samochodów a w wielu miejscach dużo pieszych w skupiskach. Nie przejmowałem się tym i nigdzie się nie zatrzymując dojechałem do domu. Po drodze mało jadłem i pod koniec zaczęło brakować pod nogą. W domu porównałem dane z obu liczników i różnice wyszły kosmetyczne. W Garminie prędkość brana była z GPS i wyszło dokładnie 200 metrów więcej oraz 20 metrów mniej przewyższenia niż według Brytona. Z mapy wynikało, że trasa na Brytonie powinna być 100 metrów krótsza ze względu na miejsce startu i końca treningu. Powoli przyzwyczajam się do większej liczby przycisków w Brytonie i obsługi guzikowej czego w Garminie nie było. Na tym skończyłem czas odpoczynku i od piątku wracam do intensywniejszych jazd. Jak pogoda pozwoli to uderzam w góry i 4-5 podjazdów powinno wpaść na konto.
Rozjazd 9
Środa, 18 marca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 26.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:02 | km/h: | 25.16 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 134134 ( 68%) | HRavg | 109( 55%) |
| Kalorie: | 409kcal | Podjazdy: | 310m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj znalazłem czas dopiero popołudniu i żal było marnować najcieplejszego w tym roku dnia. Wyjazd był typowo regeneracyjny połączony z testami. Wczoraj odebrałem nowy licznik który ma zastąpić wysłużonego i coraz gorzej działającego Garmina i zależało mi aby posiadał te funkcje jakie miał Garmin. Nie chciałem przeznaczać zbyt dużej sumy pieniędzy na nowego Garmina i szukałem tańszych produktów innych producentów. Wybrałem licznik mało znanej w Polsce firmy Bryton w wersji z dużą ilością funkcji a także obsługą wszystkich czujników łącznie z Di2, licznik bezproblemowo łączy się z telefonem i internatem poprzez Wi-Fi. Wedle tego co czytałem w opiniach i recenzjach bezproblemowo i szybko skonfigurowałem urządzenie i ustawiłem pod siebie. Wersja którą wybrałem ma inne mocowanie niż pozostałe i na razie mam tylko jeden uchwyt. W odróżnieniu od Garmina zabezpieczyłem licznik przy pomocy smyczy na wypadek gdyby coś stało się z mocowaniem i licznik wypadł. Jak za tą cenę to licznik wygląda całkiem solidnie i ciekaw byłem jak działa. Dla porównania danych wziąłem ze sobą Garmina z zamiarem obserwowania danych. Wyjechałem po 15:30 w letnim stroju i rękawkach. Noga znowu podawała całkiem nieźle i szybko wydostałem się z miasta mimo jazdy drogą na której jest zwężenie. Na pierwszy rzut oka nie widziałem większych różnic danych. Po kilku minutach Garmin zaciął się na moment a Bryton działał bez zakłóceń. Gdy zatrzymałem się na skrzyżowaniu to auto pauza w Garminie załączyła się szybciej o sekundę niż w Brytonie. Jak ruszałem to Bryton z kolei zareagował sekundę później i wyszło na to samo. Wtedy też była różnica danych w poszczególnych licznikach, Bryton pokazał wyższą moc ale po paru sekundach dane się wyrównały. Drugą różnicą były wskazania temperatury, Garmin pokazywał o około stopień więcej niż Bryton. Momentami dane różniły się o 1-2 jednostki od siebie ale to żadna różnica. W Brytonie nie ustawiłem na żadnym ekranie wskazań wysokości i nie miałem porównania tej wielkości. Nie byłem w stanie cały czas obserwować licznika i musiałem skupić się na drodze. Często jeżdżę tą trasą ale nierówne drogi i dziury nie były nigdy tak uciążliwe jak dzisiaj. Na podjazdach Bryton szybciej reagował na zmiany nachylenia i chyba dzięki temu jest dokładniejszy. Kilka razy oba liczniki jednocześnie gubiły wskazania z czujników, może były jakieś zakłócenia albo błędy. W końcówce na jednym z zakrętów cudem wybroniłem się od gleby. Musiałem gwałtownie zmienić tor jazdy wjeżdżając w kupę piachu i żwiru, czułem jak koło traci przyczepność ale jakoś opanowałem sytuacje. Po ponad godzinie spokojnej jazdy byłem spowrotem. Przy okazji testowałem „nowe” spodenki. Leżały w szafie kilka lat nieużywane i teraz sobie o nich przypomniałem, wtedy były za luźne, teraz w sam raz. Ciężko coś powiedzieć po jednej jeździe, miałem takie same, używałem kilka lat i na trasy powyżej 3 godzin ich zazwyczaj nie zabierałem, przy tej wkładce dłuższa jazda była już wysoce niekomfortowa. Trochę mam niefart, że tydzień regeneracyjny przypadł na taki czas gdy w pracy jest luźniej a pogoda sprzyja jeździe rowerem. Jest za to czas na inne rzeczy którymi nie będę musiał zawracać sobie głowy w kolejnych tygodniach. Pierwsze wrażenia z nowego licznika pozytywne i nie żałuję, ze nie zainwestowałem w coś droższego.


Trening 22
Wtorek, 17 marca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 64.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:10 | km/h: | 29.54 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 145145 ( 74%) | HRavg | 123( 63%) |
| Kalorie: | 747kcal | Podjazdy: | 350m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj odpuściłem jazdę ale dzisiaj nie mogłem sobie darować, szkoda było tej pięknej pogody. Udało się wygospodarować dwie godziny na jazdę. Dużo rzeczy miałem do zrobienia i to był jedyny moment w którym mogłem trochę pokręcić. Pierwszy raz pogoda była całkowicie wiosenna, przy wysokiej temperaturze nie było silnego wiatru wiec mogłem założyć wiosenne ciuchy. Wyjechałem przed 10 aby o 12 już być w domu. Nie chciałem znów wjeżdżać w korek wiec skierowałem się na Jaworze. Noga od początku kręciła dobrze, sprzęt też nie szwankował, przełożenia wchodziły płynnie i mogłem cieszyć się jazdą. Po zjeździe do ronda ruszyłem mocniej i starałem się jechać równo bez szarpania. Na dwóch skrzyżowaniach sterowanych sygnalizacją świetlną musiałem się zatrzymać i dopiero za Jasienicą ni było przeszkód. Zaskoczyły mnie tłumy przy zamkniętym Ośrodku Zdrowia w Jasienicy, ludzie chyba nie mają co w domu robić. Podjazdy wjechałem nawet nieźle a później musiałem przeciwstawić się podmuchom wiatru które na płaskim terenie były bardziej odczuwalne niż bliżej gór. Spodziewałem się mniejszego ruchu na drogach ale wielkiej tragedii nie było, kolejne miejsce w którym musiałem się zatrzymać to most w Strumieniu. Gdy skręciłem na wschód to jechało się dosyć ciężko, dopiero w Wiśle Wielkiej złapałem wiatr w żagle i w szybkim tempie dojechałem do Goczałkowic. Tam chciałem jechać ścieżką rowerową ale gdy zauważyłem zaparkowany na ścieżce samochód zjechałem na drogę. Myślałem, że szybko dostane się do Zabrzega i skierowałem się w stronę Zapory i dojechałem do zamkniętej bramki. Chcąc czy nie chcąc musiałem wrócić, straciłem kilka minut na tym odcinku ale nie było na skrzyżowaniu żadnej informacji o tym, że korona Zapory jest zamknięta. Nie miałem wyjścia i musiałem jechać dłuższą drogą a to oznaczało tylko tyle, że nie wyrobie się przed 12 do domu. Jechałem wcześniej założonym tempem i przed 12 byłem w Międzyrzeczu. Skręciłem w ul. Spacerową i co Bielska dojechałem inną drogą. O 12 zacząłem zjeżdżać i w luźnym tempie skierowałem się do domu. Ostatnie kilka kilometrów spędziłem z telefonem w ręku. Kilka razy doszło do niebezpiecznych sytuacji na ścieżce rowerowej. Ludziom wciąż się wydaje, że jak przez przypadek wejdą na ścieżkę rowerową to mogą nią iść a inni będą ustępować im pierwszeństwa. Wcale nie lubię jeździć tą ścieżką, nie dość, że często trzeba zwalniać, praktycznie na każdym wyjeździe z posesji to jeszcze jest tak zanieczyszczona, że trzeba dodatkowo uważać aby nie najechać na coś co może przebić dętkę. Na razie przez remonty dróg w okolicy nie ma za bardzo alternatywy i to najczęściej jedyny wariant powrotu z trasy do domu.


Miasto 12
Poniedziałek, 16 marca 2020 Kategoria 0-50, Miasto
| Km: | 21.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:03 | km/h: | 20.00 |
| Pr. maks.: | 43.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 410kcal | Podjazdy: | 300m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Regeneracja Organzimu
Poniedziałek, 16 marca 2020 Kategoria Inne
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Kolejnym ważnym zagadnieniem jest regeneracja. Jest to nic innego jak odpoczynek, odnowa, powrót do sił. Regeneracja jest równie ważna lub ważniejsza niż trening. Jej brak lub niewłaściwy przebieg zmniejsza odporność organizmu, zwiększa podatność na kontuzje, osłabia stawy, zwiększa uczucie zmęczenia. Objawia się obniżonym tętnem, wahaniami wagi i ciśnienia krwi, może powodować problemy ze snem a w efekcie prowadzić do chorób i schorzeń wynikających ze zbyt dużego obciążenia organizmu. W sporcie jest to ważny aspekt, w czasie odpoczynku poza regeneracją organizmu wzrasta poziom pod warunkiem regularnego treningu. Na przebieg procesu regeneracji wpływ ma szereg czynników m.in. ilość i jakość posiłków w ciągu dnia, stopień zmęczenia organizmu, obciążenie jakim poddawany jest organizm w czasie regeneracji, stres i inne bodźce rozpraszające organizm. Długość regeneracji również zależy od kilku czynników. Nie bez znaczenia jest wiek, 20 latek przy zastosowaniu tego samego obciążenia zazwyczaj regeneruje się szybciej niż 60 latek. Regeneracja to nie tylko odpoczynek ale również zabiegi regeneracyjne takie jak rozciąganie mięśni, rolowanie czy masaż sportowy. Dwie pierwsze bez problemu można przeprowadzić w warunkach domowych. Zaleca się aby korzystać z usług masażystów znających się na fachu. Źle zrobiony masaż może być gorszy w skutkach niż jego brak. Rozciąganie mięśni pozwala na uniknięcie kontuzji oraz wpływa na regenerację włókien mięśniowych. Wskazane jest rozciąganie mięśni po każdej aktywności fizycznej. Rolowanie to nic innego jak masaż mięśni przy pomocy rolki lub wałka. Długość rolowania zależy od partii mięśni oraz od obciążenia jakiemu był poddawany organizm. Najkorzystniejszej jest stosować ten zabieg w momencie w którym nie musimy już obciążać mięśni np. Przed snem. Długość regeneracji zależy również od długości i jakości snu. Jedne źródła mówią że sen powinien trwać minimum 8 godzin, inne znowu że czas snu powinien być wielokrotnością 90 minut. Nie zmienia to faktu że sen jest ważny nie tylko dla odpoczynku ale i dla poprawnego funkcjonowania organizmu. Ostatnią rzeczą od jakiej zależy czas regeneracji jest kondycja organizmu. Mniej wytrenowany organizm szybciej się męczy i dłużej regeneruje. Wraz ze wzrostem kondycji uczucie zmęczenia maleje a czas przeznaczony na regenerację jest krótszy. Brak przeznaczenia odpowiedniej ilości czasu na regeneracje prowadzi do przetrenowania które w skutkach jest gorsze niż niedotrenowanie.
Podsumowanie 11 tygodnia 2020
Niedziela, 15 marca 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ostatni tydzień był bardzo nerwowy głównie ze względu na sytuacje jaka obecnie występuje na Świecie. Nie wiadomo jak wszystko dalej się potoczy ale nie można wpadać w przesadną panikę ale zachować dużo spokoju i ostrożności której nigdy za wiele. Podobne sytuacje już były i będą ale powodem do niepokoju może być skala tego problemu i szybkość rozprzestrzeniania się. Zapewne skutki tego całego „zamieszania” będą odczuwalne długo ale na tym Świat się nie kończy i nie można z wszystkiego rezygnować tylko dlatego, że ktoś inny ma inne do tego podejście. Problem uderza we wszystkich: sportowców, biznesmenów, właścicieli restauracji czy zwykłych pracowników usługowych czy nawet produkcyjnych. Każdy jest tak samo zagrożony i np. Mówienie, że mnie wirus nie dotyczy bo nigdy nie choruje nie jest właściwe. Od wielu lat Świat uzależniony jest od produktów sprowadzanych z Chin gdzie wyprodukowanie tego jest dużo tańsze niż gdzie indziej i bardziej opłaca się importować z Dalekiego Wschodu niż wytwarzać we własnym kraju. Ten Wirus nie był wypuszczony celowo i chyba nawet Chińczycy nie przewidzieli ile może wyrządzić szkody na Świecie. Okazuje się , że nie trzeba Wojny aby Ludzkość popadła w strach i panikę. Może w ten sposób trochę zła zniknie z Globu ale nie jest to warte zagrożenia jakim objęta jest tak duża liczba ludzi. Jakoś specjalnie nie interesuje się tym tematem. Jak coś ma się wydarzyć to i tak się wydarzy, więcej spokoju mam gdy mniej wiem niż za dużo. Ubiegły tydzień miałem spędzić nad Adriatykiem, trochę potrenować w cieplejszych warunkach, odpocząć i naładować akumulatory przed sezonem. Nie wiedząc jak sytuacja się rozwinie całkowicie zrezygnowałem z opuszczenia Polski i patrząc na to co się dzieje był to jedyny rozsądny wybór chociaż wtedy miałem jeszcze inne opcje do wyboru. Ostatecznie poświeciłem więcej czasu niż w poprzednich tygodniach na trening. Pogoda była na tyle łaskawa, że nie musiałem ani razu korzystać z trenażera i chyba sezon trenażerowy mogę uznać za zakończony, chyba, że jakieś nieprzewidziane okoliczności wpłyną na to, że będę musiał odkurzyć trenażer. Moja dyspozycja rośnie z każdym tygodniem, coraz lepiej noga podaje, coraz mniej kryzysów ale wciąż długo dochodzę do siebie po mocnych akcentach czy jednostkach treningowych. Nad tym musze pracować, na razie nie mam problemów z dostosowaniem się do obciążeń treningowych, stopniowo będę je zwiększał aż do maja a później zobaczę jak to będzie wyglądać w praktyce. Ostatni tydzień to także problemy sprzętowe, padł szwankujący już od jakiegoś czasu czujnik mocy, kilka jazd w deszczu i dużej wilgotności powietrza spowodowało zawilgocenie czujnika którego już nie dało się dostatecznie wysuszyć, próbowałem różnych sposobów ale nic nie pomagało i baterie padały już nawet po kilkunastu godzinach pracy, drugi czujnik trzyma po 150 godzin. Do problemów z baterią doszedł problem z poprawnym wskazywaniem, pokazywało czasem 80/20 lub 10/90 i różne dziwne wartości i po kilku nieudanych próbach poprawnej kalibracji zdecydowałem się na zakup nowego czujnika. Pedały dodatkowo wyczyściłem, przesmarowałem i luzy jakie już były zniknęły całkowicie. Jazda na jednym czujniku do czasu przyjazdu nowego musi mi wystarczyć. Po prostu TSS jakie otrzymuje z danych pochodzących z jednej nogi muszę mnożyć razy 4 i w przybliżeniu wychodzi poprawny wynik. Dobrze, że problem z miernikiem wystąpił teraz a nie w ważniejszym momencie sezonu. Ostatnio miałem także kolejne problemy z Garminem, coraz częściej musiałem przywracać urządzenie do ustawień fabrycznych i 2 na 10 ostatnich aktywności nie udało się zgrać, nie zostały zapisane poprawnie. Nawigacja od dawna nie działa a aktualizacji oprogramowania już dawno nie ma a kolejne reinstalacje nie przynoszą żadnych zmian w konfiguracji licznika. Nie planowałem zakupu nowego licznika ale kilka rzeczy sprawiło, że zmieniłem zdanie. Najłatwiej byłoby zmienić licznik na nowszy model Garmina ale zdecydowałem się ograniczyć budżet i wybrałem model mniej znanego producenta ale z masą funkcji których brakowało mi w Garminie. Na tym nie koniec problemów sprzętowych, od początku miałem problemy z tylną przerzutką w rowerze. Nie potrafiłem zlokalizować przyczyny i próbowałem różnych metod, dwa razy sprawdzałem czy hak na pewno jest prosty, sprawdzałem czy łańcuch jest dostatecznie długi i czy przerzutka jest dobrze zamocowana. Wszystko to nie przyniosło skutku w postaci dostatecznej poprawy pracy napędu i dopiero wyłączenie się przerzutek w trakcie niedzielnej jazdy skłoniło mnie do dokładnego sprawdzenia połączenia wszystkich przewodów. Bateria okazała się być dobra bo po podłączeniu do ładowania po 15 minutach już była naładowana a za pierwszym razem ładowanie trwało ponad 90 minut. Przewód miedzy łącznikami nie był właściwie dociśnięty i ostatecznie wypadł z gniazda co spowodowało brak dopływu prądu do manetek i przerzutek. Tym razem zrobiłem to należycie, zabezpieczyłem wtyczki i przełożenia zmieniają się wyraźnie lepiej. Takie małe niedopatrzenia dają duży efekt. Po pierwszym tygodniu użytkowania tego roweru zauważyłem, że jeździ się znacznie lepiej, zwłaszcza pod górę a założenie kół karbonowych z szytkami jeszcze pogłębi ten efekt. Drobne korekty ustawień roweru są jeszcze potrzebne, za jakiś czas wybiorę się na Bike Fiting gdzie w należyty sposób pomogą mi ustawić rower. Planuję jeszcze zakup drobiazgów takich jak koszyki na bidon czy czujnik łączący Di2 z licznikiem. Nabyć musze jeszcze szytki ale z tym wstrzymuje się jeszcze kilka tygodni. Być może dopiero na lato przygotuje te koła do jazdy. Po kilku miesiącach przygotowań do sezonu jestem na etapie w którym mógłbym już jechać na wyścig. W zaistniałej sytuacji wyścigi są zawieszone i pierwsze z nich mogą odbyć się dopiero w czerwcu wiec mógłbym odpuścić trenowanie ale bez względu na to czy będą wyścigi czy nie trzymam się planu jaki rozpisałem przed sezonem. Mam plan B jakby żaden wyścig w tym roku miał się nie odbyć ale na razie jest za wcześnie aby o tym mówić. Na obecnym etapie jestem zadowolony ze swojej dyspozycji, obrana ścieżka była dobra. W poprzednich latach robiłem mało intensywnych jednostek zimą i wiosną długo rozkręcałem nogę mecząc się nawet na krótkich treningach tlenowych. W ostatnich miesiącach więcej było specjalistycznych treningów niż typowych tlenów i dzięki temu już pierwsze jazdy na szosie były dużo przyjemniejsze. Wyjeździłem w tym roku około 40 godzin w tlenie, mniej niż zwykle, dzięki innym treningom z mocniejszą nogą przystępowałem do pierwszych treningów tlenowych na szosie i dużo lepiej się jeździło. Po trzech tygodniach z dużą objętością noga jest już dostatecznie rozkręcona i nawet podjazdy zaczynają wychodzić i noga na nich kreci bardzo fajnie. Jestem gotowy aby wjechać w góry i zacząć sezon na całego. Nie zmieniam nic w założeniach, pierwsze wyścigi miały być przetarciem nogi i dodatkowym treningiem, dopiero w maju miałem walczyć o jakieś cele a w czerwcu o priorytety. Zrobiłem duży postęp w kilku aspektach i byłem bardzo ciekawy czy udało się zmniejszyć dystans do czołówki i na razie będę musiał cierpliwie poczekać na moment konfrontacji. Szkoda, że tak się wszystko potoczyło bo do sezonu przystępowałem z dużymi nadziejami i najlepszym przygotowaniem od czasu w którym zacząłem trenować. ]
1.Obciążenie treningowe:

Niezły tydzień zwieńczony najwyższymi w tym roku wartościami ATL i CTL. Problemy z miernikiem mocy na pewno w jakiś sposób wpłynęły na wartości tych parametrów. Dane z niedzielnego treningu wrzuciłem 4 razy aby uzyskać zbliżoną do rzeczywistej wartość TSS z tego dnia. Najlepszy dzień w tym tygodniu to 283 TSS. Kolejne tygodnie pod tym względem będą nieco gorsze.
2.Czas aktywności:

3.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Dokładnego planu na ten tydzień nie mam. Pierwsze kilka dni przeznaczam na odpoczynek a później testy mocy i aktualizacja stref a dokładnie sprawdzenie ich z tymi uzyskanymi podczas Badań Wydolnościowych. Testy chciałbym już zrobić na szosie a także pojeździć swobodnie po górach.
4.Podjazdy zaliczone w tym roku:

Zaliczyłem już 6 wjazdów na jedną przełęcz dwoma różnymi drogami. Czasy podjazdów są niezłe i nieodbiegająca zbytnio od tych jakie notowałem w poprzednim roku i wysoko znajdują się na liście wyników.
1.Obciążenie treningowe:

Niezły tydzień zwieńczony najwyższymi w tym roku wartościami ATL i CTL. Problemy z miernikiem mocy na pewno w jakiś sposób wpłynęły na wartości tych parametrów. Dane z niedzielnego treningu wrzuciłem 4 razy aby uzyskać zbliżoną do rzeczywistej wartość TSS z tego dnia. Najlepszy dzień w tym tygodniu to 283 TSS. Kolejne tygodnie pod tym względem będą nieco gorsze.
2.Czas aktywności:

3.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Dokładnego planu na ten tydzień nie mam. Pierwsze kilka dni przeznaczam na odpoczynek a później testy mocy i aktualizacja stref a dokładnie sprawdzenie ich z tymi uzyskanymi podczas Badań Wydolnościowych. Testy chciałbym już zrobić na szosie a także pojeździć swobodnie po górach.
4.Podjazdy zaliczone w tym roku:

Zaliczyłem już 6 wjazdów na jedną przełęcz dwoma różnymi drogami. Czasy podjazdów są niezłe i nieodbiegająca zbytnio od tych jakie notowałem w poprzednim roku i wysoko znajdują się na liście wyników.
Trening 21
Niedziela, 15 marca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Zima, Zima 2020
| Km: | 143.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:02 | km/h: | 28.41 |
| Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 4.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 1834kcal | Podjazdy: | 1450m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zmuszony byłem zmienić pierwotne plany i zrezygnować z pierwszej w tym roku jazdy w grupie i wyszła kolejna ciekawa samotnie przejechana trasa. Zgodnie z prognozami pogody poranek był mroźny ale już po 7 temperatura zaczęła rosnąć wiec szykowałem się do jazdy. Wczoraj próbowałem reanimować miernik mocy ale niespecjalnie się to udało, pierwsza diagnoza jest taka, że jeden z czujników jest wadliwy i powoduje zakłócenia pomiaru, kupiłem już nowy, nie jest to duży koszt a nawet jeżeli nie będzie konieczna wymiana to może być w zapasie. Skonfigurowałem pomiar z jednym czujnikiem ale nie byłem w stanie go skalibrować aby podwajał moc z jednego czujnika wiec dane dotyczą tylko prawej nogi. Rzeczywista moc w przybliżeniu jest dwa razy większa. Po weekendzie zrobię dokładny przegląd miernika, zainstaluje na nowo oprogramowanie i może wtedy uda się go przywrócić do stanu w którym pokazuje poprawne wartości. Nie zapowiadało się na wysoką temperaturę wiec nie miałem problemu z ubiorem. Zabrałem odpowiedni zapas jedzenia i picia i nie planowałem żadnych postojów w celu dokupienia prowiant np. na stacji benzynowej. O 8 byłem gotowy do jazdy i chwile później wyjechałem. Na zewnątrz nie było tak przyjemnie jak to wyglądało przez okno. Niewątpliwą zaletą tej pory był zerowy ruch na drogach. Po kilku minutach jazdy temperatura spadła poniżej 0 i zrezygnowałem z jazdy przez Przegibek i skierowałem się na Żywiec. Gdy skręciłem na południe to pojawił się lodowaty wiatr którego nie było w prognozach. Jechało się nieźle, noga podawała wiec nie przejmowałem się zbytnio tym faktem. Były jednak inne złe efekty niskiej temperatury i wiatru, marzły mi dłonie i miałem problem z podstawowymi czynnościami takimi jak wyciąganie jedzenia z kieszonek. Pierwszą porcje węglowodanów wyciągnąłem bez problemu ale przy drugiej miałem już problemy i zdecydowałem się zatrzymać. Byłem akurat na drodze z szerokim poboczem i zerowym ruchem więc był to optymalny moment. Po chwili ruszyłem dalej i na rondzie doszło do nieprzyjemnej sytuacji. Samochód włączył migacz ale nie zjechał z ronda i w ostatniej chwili się zatrzymałem aby z nim się nie zderzyć. Wina nie była po mojej stronie ale na szczęście na strachu się skończyło i mogłem jechać dalej. Za rondem zaczął się wymagający podjazd, udało się złapać dobry rytm i wjechać równym tempem na szczyt. Po zjeździe wzdłuż jeziora miałem dylemat czy jechać pagórkowatym odcinkiem z dala od miejscowości czy wybrać odcinek prowadzący cały czas w górę do Ślemienia. Miałem mało czasu do namysłu i w ostatniej chwili odbiłem w prawo na Ślemień, trudno mi było uwierzyć ale znów jechałem pod wiatr. Dobrałem odpowiednie przełożenie i jechałem równym tempem przez opustoszałe miejscowości. Przy Kościołach bardzo mało samochodów, pieszych mogłem policzyć na placach jednej ręki a na całym ponad 10 kilometrowym odcinku minął mnie tylko jeden samochód. Za Ślemieniem skręciłem w prawo i zaczął się dosyć wymagający podjazd z nachyleniem przekraczającym 10 %. Postanowiłem go wjechać bardziej siłowo z kadencją 70-80 i byłem zaskoczony jak sprawnie wjechałem na szczyt. Później miałem moment zawahania czy skręcić w prawo czy jechać prosto. Jadąc prosto dojechałem do głównej drogi. Na niewielkim skrzyżowaniu maiłem kiepską widoczność, jakiś kierowca mając do dyspozycji cały parking stanął w takim miejscu, że nie wiedziałem czy nadjeżdża jakiś samochód z lewej strony czy nie. Zaryzykowałem i wjechałem na pustą drogę, czekał mnie długi zjazd do kolejnego ważniejszego skrzyżowania na trasie. Wiatr wiejący w twarz spowodował, że zjazd nie należał do przyjemnych. Pojawiło się też kilka samochodów ale nie było to problemem na szerokiej drodze. Do skrzyżowania było bliżej niż myślałem i po kilku kilometrach jazdy główną drogą znów zjechałem na mniej ważną drogę. Podjazd też był krótki i niezbyt trudny a później kolejny, ciągnący się zjazd z wiatrem wiejącym w twarz. W końcu dojechałem do głównej drogi Wadowice – Sucha Beskidzka. Nawet na tej drodze ruch był znikomy i krótki odcinek tej drogi jaki musiałem pokonać nie był uciążliwy. Skrzyżowanie na którym miałem skręcić w lewo w ostatniej chwili zauważyłem i wykonałem gwałtowny skręt, przed kolejnym skrzyżowaniem zrobiłem pierwszy dłuższy postój. Znalazł się czas na zdjęcia i analizę mapy, chciałem sprawdzić jedną z nieznanych dróg i miałem do wyboru drogę prowadzącą wzdłuż jeziora do głównej drogi na Wadowice lub któryś z łączników z drogą 52 Wadowice – Kraków. Miałem jeszcze trochę czasu na decyzje i ruszyłem na kolejny odcinek z wiatrem w twarz. Na płaskim odcinku wzdłuż jeziora wiatr hulał dosyć mocno ale złapałem dobry rytm i dzielnie z nim walczyłem. Po kilku kilometrach droga skręciła na wschód i zaczął się łagodny ale ciągnący się podjazd. Po wypłaszczeniu skręciłem w pierwszą z nieznanych dróg i przed oczami pojawiła się ściana do nieba. Nie było tak źle jak początkowo wyglądało, nachylenie nieznacznie przekroczyło 10 % a podjazd nie był zbyt długi. Później zjazd i kolejna hopka prowadząca już do Kalwarii. Nawet w takim miejscu były pustki, mało samochodów i ludzi, można było spokojnie przejechać. Na zjeździe przyjąłem kolejną dawkę energii i nie byłem w stanie skupić się na technice. Na głównym skrzyżowaniu znowu się wahałem czy jechać bocznymi drogami czy wskoczyć na główną do Wadowic. Impuls spowodował, że skręciłem w lewo na główną drogę. Od tego momentu jechałem z wiatrem aż do Bielska. Warto było męczyć się z wiatrem tyle kilometrów aby ostatnie 60 było z wiatrem. Szybko mijały kolejne kilometry, co jakiś czas mijałem lub wyprzedzały mnie pojedyncze samochody i dobrze, że nie włóczyłem się bocznymi drogami jak mogłem szybko dostać się do Wadowic. Tam zorientowałem się, że podręczny zapas jedzenia i picia się skończył i musiałem wyjąć z plecaka zapasy. Zatrzymałem się w bocznej uliczce i ruszając zauważyłem brak reakcji na zmianę przełożeń. Czyżby bateria już nie dawała rady lub któryś z przewodów nie łączył. Udało się ustawić optymalny bieg i dzięki temu nie przepychałem podjazdów z kadencją 60 ale na zjazdach musiałem puszczać korby. Nie mogłem w pełni wykorzystać wpływu wiatru i na pewno straciłem trochę czasu ale posuwałem się do przodu. Podjazdy były pewnym utrudnieniem bo nie lubię jeździć z niską kadencją ale musiałem zacisnąć zęby i jechać swoje. Za Kętami udało się zmienić ustawienie przerzutki i dzięki temu na bardziej odpowiadającej mi kadencji pokonałem najdłuższy podjazd na trasie do Kóz. Później udało się znów zmienić przełożenie ale była to ostatnia zmiana i na jednym biegu pokonałem już ostatnie kilkanaście kilometrów. Dopiero ostatni podjazd na trasie sprawił trudności, mocy pod nogą nie brakowało ale przełożenie było zdecydowanie za twarde. Pod domem brakowało 1 minuty do 5 godzin i zdecydowałem się dokręcić. Była to pierwsza długa jazda w tym roku bez żadnego kryzysu, z dobra nogą ale kolejnym problemem ze sprzętem. Brak danych z miernika mocy również można dopisać do minusów. Po tej jeździe i całym tygodniu zasłużyłem na kilka dni odpoczynku.







