Roztrenowanie 12
Piątek, 18 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
| Km: | 34.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:19 | km/h: | 25.82 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 177177 ( 90%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 611kcal | Podjazdy: | 520m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny krótki wyjazd bez planu
na trasę. Nie chciało mi się po raz kolejny jechać na Przegibek wiec pojechałem
na objazd wiosek. Początek standardowy, jak najbliżej gór co oznaczało prawie 3
kilometry wspinaczki na start. Pozwoliło to rozgrzać dobrze nogi przed
pierwszym zjazdem. Korzystając z bardzo silnego południowego wiatru postanowiłem
jak najszybciej pokonać około 1500 metrowy odcinek. Wydłużyłem go sobie o 200
metrów służących rozwinięciu prędkości. Jechałem naprawdę mocno i udało się poprawić
najlepszy czas na tym odcinku. Nie oznaczało to wcale przypływu mocy bo z
wiatrem to nawet śmieci lecą szybko. Po tym epizodzie nie planowałem już
mocniejszych pociągnięć. W pewnym momencie zmieniłem zdanie i będąc rozpędzonym
chciałem zaatakować mocno podjazd pod kościół w Łazach. Znacznie przeliczyłem się
z siłami i w połowie podjazdu po 20 sekundach mocnej jazdy odcięło mnie i musiałem
odpuścić. To tylko potwierdziło brak formy i już nie miałem ochoty na
sprawdzanie nogi na kolejnych podjazdach. Umiarkowanym tempem pokonałem kolejne
kilometry głównie walcząc z wiatrem. W Grodźcu niepotrzebnie odbiłem w boczną,
całkowicie przykrytą liśćmi drogę i nie zauważyłem kilku dziur w które wpadłem z
impetem. Na szczęście nic się nie stało i bezpiecznie skończyłem najkrótszą w
tym tygodniu przejażdżkę.
Roztrenowanie 11
Czwartek, 17 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
| Km: | 41.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:35 | km/h: | 25.89 |
| Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 127( 65%) |
| Kalorie: | 698kcal | Podjazdy: | 540m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzień wolny nie wpłynął zbyt korzystnie na moją dyspozycję. Gdyby
nie pogoda to pewnie nie ruszałbym się z domu ale jednak pojechałem. W nogach
totalna pustka, nie byłem w stanie czerpać przyjemności z jazdy i po drodze
przyszło mi do głowy kilka głupich pomysłów. Wyjechałem dosyć późno gdy było
zaledwie kilka stopni cieplej niż rano i trochę żałowałem, że nie wyjechałem z
samego rana. Wybrałem się w rejon Wilkowic więc czekał mnie przejazd przez
miasto. Nie był on bezproblemowy, trafiłem na kilku nerwowych kierowców którzy
niezbyt dobrze radzili sobie na drodze i przez to straciłem trochę czasu.
Myślałem, że z czasem noga będzie lepsza ale przełomu nie było i mając jakiś
zapas czasowy tylko patrzyłem jak go ubywa. Już w pierwszej części trasy
straciłem za dużo czasu i nie bardzo miałem gdzie nadrobić. Na zjeździe z
Wilkowic chciałem szybciej zjechać ale cały zjazd był wolny. Gdy tylko się rozpędziłem
to wyprzedzał mnie autobus i po chwili hamował i tak kilka razy. Jedną z
przyczyn złego samopoczucia na początku był fakt, że do tego momentu walczyłem
z przeciwnym wiatrem. Druga część trasy miała być szybsza ale czekało na mnie
jeszcze kilka podjazdów. Korzystając z okazji sprawdziłem nową, jeszcze nie
otwartą drogę z Rybarzowic do Buczkowic. Być może ta droga odciąży trochę
pozostałe drogi w okolicy. Droga jest także bardzo widokowa ale nie miałem
zbytnio czasu na oglądanie i musiałem skupić się na jak najszybszym pokonaniu
tego odcinka by nikt z robotników mnie nie przegonił. Na szczęście nikt mnie nie zatrzymał i
bezpiecznie dojechałem do Buczkowic. Czując wiatr wiejący w plecy wpadłem na
głupi pomysł i zacząłem rozpędzać rower z górki. Rozwinąłem niezłą prędkość ale nie podobało
się to kierowcom którzy postanowili mnie spowolnić co im się udało. Miałem
nauczkę a wpadnięcie w kratkę ściekową mogło skończyć się tragicznie ale
skończyło się dosyć szczęśliwie. Od tego momentu jechałem już spokojnie. W
Bielsku zaliczyłem jeszcze kilka podjazdów dokładając ponad 100 metrów w
pionie. Lepiej jechało się tylko dlatego, że jechałem z wiatrem. Przerwa między
sezonowa zbliża się wielkimi krokami i ostatnie dni pogody chciałbym jak najlepiej
wykorzystać.
Roztrenowanie 10
Wtorek, 15 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
| Km: | 39.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:34 | km/h: | 24.89 |
| Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 121( 62%) |
| Kalorie: | 619kcal | Podjazdy: | 510m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dzień pogody ale także małej ilości czasu i musiałem
wyjechać dosyć wcześnie by móc zaliczyć chociaż 90 minut jazdy. Ubrałem się za
grubo i podczas jazdy byłem zmuszony zrzucić zbędne warstwy. Nie miałem znowu
planu na trasę ale na Przegibek nie chciało mi się jechać więc skierowałem się
na Jaworze. Noga nie była tak dobra jak dzień wcześniej co było odczuwalne
zwłaszcza na podjazdach. Po przejechaniu przez Jaworze pojawił się silniejszy
wiatr z południa co zapowiadało ciekawą jazdę. Trzymając się możliwie bocznych
dróg dojechałem do Górek Wielkich a następnie Brennej. Wiatr rozdawał karty i
raz jechało się szybko i lekko by za chwilę walczyć z czołowymi podmuchami. Będąc
w Ustroniu wpadłem na pomysł sprawdzenia kilku bocznych dróg. Pierwszą z nich był
ciekawie wyglądający łącznik Lipowca z Krzywańcem. Żeby trafić na właściwą
drogę pobłądziłem i aż trzy razy szukałem odpowiedniego skrętu. Gdy już trafiłem
na właściwy szlak to moim oczom ukazał się ładny widok na góry a także położone
na zboczach budynki mieszczące się w Górkach czy Brennej. Zwykle ten widok był zasłonięty
przez zabudowania czy pola kukurydzy na równoległych drogach, nie było czasu aby
podziwiać widoki i drogą lekko w dół dojechałem do znanego mi odcinka łączącego
Lipowiec z Zalesiem. Nie jechałem długo tą drogą bo po chwili odbiłem w prawo w
kolejną boczną dróżkę. Nie był to długi łącznik i szybko znalazłem się na
drodze prowadzącej do ronda w Górkach Wielkich. Miałem jeszcze jedną możliwość
urozmaicenia trasy i po kilkuset metrach znowu skręciłem w prawo w kolejną
boczną drogę. Znowu ten odcinek nie był długi i po około 2 minutach znalazłem
się już na dobrze znanej drodze którą dojechałem do ronda. Postanowiłem wrócić
do domu tą samą drogą którą przyjechałem z jednym szybkim zjazdem. Myślałam o
jak najszybszej jeździe w dół ale trochę się przeliczyłem. Najpierw pojawił się
samochód z przeciwka wymuszając hamowania później wiatr nie pozwolił na
rozwinięcie odpowiedniej prędkości przed zakrętem i dosyć długo się
rozpędzałem. Boczny wiatr nie pozwolił na wiele i udało się poprawić czas o 1
sekundę. Dalsza droga już spokojna, bez żadnych prób mocniejszej jazdy. Mimo
dosyć spokojnej jazdy czułem zmęczenie, zwłaszcza w nogach.
Miasto 28
Poniedziałek, 14 października 2019 Kategoria b'Twin 2019, blisko domu, Miasto, Samotnie, Szosa
| Km: | 81.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:35 | km/h: | 22.60 |
| Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1590kcal | Podjazdy: | 1070m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Roztrenowanie 9
Poniedziałek, 14 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
| Km: | 38.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:31 | km/h: | 25.05 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 126( 64%) |
| Kalorie: | 672kcal | Podjazdy: | 710m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pogoda w dalszym ciągu zaskakuje i aż żal siedzieć w domu
więc wyskoczyłem na kolejne 90 minut. Nie miałem pomysłu na trasę więc wybrałem
się znowu na Przegibek. Jednym z czynników jakie zdecydowały był fakt że w tym
roku byłem na tej przełęczy już 69 razy i miałem okazję poprawić ten wynik.
Noga tego dnia była całkiem niezła, najlepsza od wielu dni i w połączniu z
piękną pogodą przyjemność z jazdy była ogromna. W mieście sporo samochodów ale
udało się bezpiecznie i szybko przedostać do Straconki. Podjazd na Przegibek
poszedł gładko czego nie można powiedzieć o zjeździe. Miałem zamiar technicznie
zjechać ale już na samym początku pojawił się zawalidroga którego udało się
wyprzedzić dopiero w połowie zjazd, stąd druga część zjazdu wyraźnie lepsza
technicznie i szybsza. Po zjeździe zatrzymałem się na moment i ruszyłem w
powrotną drogę. Znowu przyjemnie się podjeżdżało, zapomniałam nawet o tym że
jestem bez formy i starałem się jechać równo co tym razem wychodziło. To co nie
udało się na pierwszym zjeździe zrobiłem na kolejnym. Co prawda ruszyłem dosyć
spokojnie i w pierwszej części zjazdu nie miałem odpowiedniej szybkości.
Później przy bardzo dobrej technice pojawiła się szybkość, ponad połowa zjazdu
była prawie idealna ale później na jednym z łuków pojawił się samochód wyprzedzający
podjeżdżającego kolarza i wytraciłem za dużo prędkości i musiałem zmienić
pozycję. Ponowne ułożenie się zajęło za dużo czasu i dopiero na samej końcówce
zjazdu zyskałem kilka sekund. Był to jeden z najlepszych moich zjazdów ale
widoczne są rezerwy i jest jeszcze co poprawiać. Najchętniej wjechałbym jeszcze
raz na szczyt w celu powtórzenia zjazdu ale nie miałem już czasu i skierowałem
się na zachód. Sprawnie przedostałem się przez miasto by na samym końcu trafić
na ciężarówkę blokującą drogę. Dobrze wykorzystałem ten dzień i nauka zebrana
na zjeździe powinna pomóc w doskonaleniu tego elementu układanki.
Podsumowanie 42 tygodnia 2019
Niedziela, 13 października 2019 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Miniony tydzień przebiegł pod znakiem roztrenowania a także zmiennej aury. Jeździłem głownie z myślą o zbliżającej się przerwie od roweru, nie planowałem już żadnych startów i decyzje o wystartowaniu w Pucharze Równicy podjąłem bardzo spontanicznie i bez żadnego przygotowania stanąłem na starcie. To, że formy już nie ma potwierdziło się już na samym początku wyścigu gdzie na początku podjazdu zaczęli mnie wyprzedzać zawodnicy walczący o TOP 10 od końca. Dałem z siebie wszystko na co było mnie stać tego dnia, na trasie było wszystko, dynamiczne podjazdy nie na moją aktualną formę, szybkie i techniczne zjazdy na których radziłem sobie bardzo dobrze, silny i zmienny wiatr pozwalający szlifować różne techniki jazdy w grupie, były chwile zwątpienia, skurcze oraz wieńczący rywalizacje podjazd na Równicę. Była to dla mnie ważna lekcja i zbieranie kolejnych doświadczeń. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony ze swojej postawy. Po 8 edycjach tego wyścigu podczas których działy się różne, najczęściej złe dla mnie rzeczy udało się odczarować ten wyścig i wpisać go na listę tych które udało się ukończyć w najlepszej 20 OPEN. Ostatni podjazd na Równice to zawsze była walka z samym sobą a tym razem udało się bez większych chwil słabości wjechać na Równice i nawet zafiniszować z samym sobą. Był to na pewno ostatni start w tym roku i najlepsze zakończenie sezonu od 4 lat kiedy byłem w formie i ostatni wyścig ją potwierdził, ostatnie 3 lata to albo brak formy, defekty lub typowa „bomba” w ostatnim wyścigu sezonu. Po wyścigu zacząłem także układać już plan pracy na najbliższe miesiące, pracuje także nad aktualizacją Rankingu Podjazdów i spisem wyścigów które mnie interesują i z których wybiorę te w jakich chciałbym wystartować w 2020 roku. Przewiduje starty zarówno w czasówkach jak i wyścigach jednodniowych, nad etapówkami pomyśle ale w pierwszej części sezonu nie przewiduje startów w wielodniowych imprezach i na siłę nie będę szukał etapówek. Dużym plusem kończącego się tygodnia była poprawa pogody pozwalająca myśleć nad zakończeniem sezonu kilkoma krótkimi przejażdżkami i jakąś dłuższą bardziej wymagającą trasą czego brakowało w poprzednim roku.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Po tym jak już po raz kolejny moja forma rozpadła się jak domek z kart a ja starałem się utrzymać wagę na zbliżonym poziomie stwierdziłem, że musze spróbować zmienić nawyki żywieniowe. Od połowy września stopniowo wycofywałem z piramidy żywieniowej niepotrzebne składniki i zastępowałem je innymi, bardziej potrzebnymi do zarówno utrzymania wagi jak i dostarczenia większej ilości energii. Z czasem pojawiły się korzyści takie jak redukcja tkanki tłuszczowej niosąca za sobą także spadek wagi poniżej wcześniej określonego minimum. Zmiany wagi spowodowały także duże wahania dyspozycji dnia ale warto poświecić jakiś czas na takie zmiany aby w przyszłym roku nie musieć się przejmować waga, ilością dostarczanej energii i robić to z automatu. Złe odżywianie miało także wpływ na zupełny brak przełożenia dyspozycji treningowej na wyścigową. Przez problemy z wagą spadek dyspozycji jest znacznie bardziej odczuwalny dla mojego organizmu.
2.Obciążenie treningowe:

W tym tygodniu obciążenie treningowe miało już być mniejsze. Początkowo tak było ale udział w wyścigu spowodował, że wartości ATL i CTL osiągnęły podobne wartości jak wcześniej. Utrzymujący się już jakiś czas dodatni TSB świadczy o tym, że mój organizm nie jest już poddawany dużym obciążeniom i każdy mocniejszy akcent jest odczuwalny.
3.Najlepsze wartości mocy:

Osiągnięte na wyścigu wartości mocy są dużo niższe niż moje maksymalne. Innym łatwym do stwierdzenia faktem jest to, że nie byłem w stanie powtórzyć wyniku w kolejnym powtórzeniu. Kolejne próby np. na 2 minuty były już słabsze o 20-30 Wat.
4.Intensywność treningów:

Nie zwracałem uwagi na intensywność poszczególnych aktywności. Podczas wyścigu byłem w stanie pojechać na 80 % FTP co jest wynikiem przeciętnym zwłaszcza, że wysiłek trwał niecałe 2 godziny a takie a nawet lepsze wyniki wcześniej miałem nawet na 4 godzinnych wyścigach.
5.Podsumowanie liczbowe:
5.1.Dane z programu Golden Cheetach:
5.1.1.Dane ogólne:

5.1.2.Czas w strefach:

5.1.3.Dane szczegółowe:

5.2.Wstępny rozpis na 43 tydzień 2019:
Ostatni tydzień roztrenowania ma być pogodny wiec chciałbym jak najwięcej razy skorzystać z aury i pojeździć. Na koniec sezonu planuje trasę z górskimi podjazdami w Czechach lub Beskidzie Małym.
5.3.Podsumowanie podjazdów:

1.Waga w ostatnim tygodniu:

Po tym jak już po raz kolejny moja forma rozpadła się jak domek z kart a ja starałem się utrzymać wagę na zbliżonym poziomie stwierdziłem, że musze spróbować zmienić nawyki żywieniowe. Od połowy września stopniowo wycofywałem z piramidy żywieniowej niepotrzebne składniki i zastępowałem je innymi, bardziej potrzebnymi do zarówno utrzymania wagi jak i dostarczenia większej ilości energii. Z czasem pojawiły się korzyści takie jak redukcja tkanki tłuszczowej niosąca za sobą także spadek wagi poniżej wcześniej określonego minimum. Zmiany wagi spowodowały także duże wahania dyspozycji dnia ale warto poświecić jakiś czas na takie zmiany aby w przyszłym roku nie musieć się przejmować waga, ilością dostarczanej energii i robić to z automatu. Złe odżywianie miało także wpływ na zupełny brak przełożenia dyspozycji treningowej na wyścigową. Przez problemy z wagą spadek dyspozycji jest znacznie bardziej odczuwalny dla mojego organizmu.
2.Obciążenie treningowe:

W tym tygodniu obciążenie treningowe miało już być mniejsze. Początkowo tak było ale udział w wyścigu spowodował, że wartości ATL i CTL osiągnęły podobne wartości jak wcześniej. Utrzymujący się już jakiś czas dodatni TSB świadczy o tym, że mój organizm nie jest już poddawany dużym obciążeniom i każdy mocniejszy akcent jest odczuwalny.
3.Najlepsze wartości mocy:

Osiągnięte na wyścigu wartości mocy są dużo niższe niż moje maksymalne. Innym łatwym do stwierdzenia faktem jest to, że nie byłem w stanie powtórzyć wyniku w kolejnym powtórzeniu. Kolejne próby np. na 2 minuty były już słabsze o 20-30 Wat.
4.Intensywność treningów:

Nie zwracałem uwagi na intensywność poszczególnych aktywności. Podczas wyścigu byłem w stanie pojechać na 80 % FTP co jest wynikiem przeciętnym zwłaszcza, że wysiłek trwał niecałe 2 godziny a takie a nawet lepsze wyniki wcześniej miałem nawet na 4 godzinnych wyścigach.
5.Podsumowanie liczbowe:
5.1.Dane z programu Golden Cheetach:
5.1.1.Dane ogólne:

5.1.2.Czas w strefach:

5.1.3.Dane szczegółowe:

5.2.Wstępny rozpis na 43 tydzień 2019:
Ostatni tydzień roztrenowania ma być pogodny wiec chciałbym jak najwięcej razy skorzystać z aury i pojeździć. Na koniec sezonu planuje trasę z górskimi podjazdami w Czechach lub Beskidzie Małym.
5.3.Podsumowanie podjazdów:

Roztrenowanie 8
Niedziela, 13 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
| Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:28 | km/h: | 21.82 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 139139 ( 71%) | HRavg | 114( 58%) |
| Kalorie: | 439kcal | Podjazdy: | 500m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Udało się znaleźć czas na rower. Do 9:00 spokojnie mogłem jeździć i długość jazdy zależała głównie od godziny wyjazdu. Około 7:30 byłem gotowy do wyjazdu co oznaczało 90 minut czasu. Nie miałem najmniejszej ochoty na mocną jazdę więc wybrałem się regeneracyjnym tempem w kierunku Przegibka. Już po paru minutach zauważyłem wysokie tętno ale nie przyjąłem się tym i jechałem dalej. Ruch na drogach był mały ale było kilka sytuacji w których musiałem się zatrzymać. W powietrzu czuć już było jesień a kolorowy krajobraz i masa liści tylko to potwierdziła. Do Straconki dojechałem w idealnym czasie i spokojnie zacząłem się wspinać na Przegibek. Nie wjeżdżało się już tak swobodnie jak kilka tygodni temu ale tragedii nie było. Na szczycie nie było potrzeby zatrzymania się i od razu ruszyłem w dół. Na zjeździe skupiłem się na technice i pozycji aerodynamicznej. Pomimo dużego wpływu wiatru i braku dokręcania na prostych zjechałem dosyć szybko i bardzo dobrze technicznie. Pozycja aero wyglądała lepiej ale moje ciało jeszcze jakiś czas odczuwało skutki jazdy w nienaturalnej pozycji. Do domu wróciłem już bez żadnych przygód niemal idealnie mieszcząc się w ramach czasowych. Dobrana trasa i tempo okazały się idealne na ten dzień.
Rozgrzewka i rozjazd
Sobota, 12 października 2019 Kategoria Szosa, Samotnie, Cube 2019
| Km: | 73.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:00 | km/h: | 24.33 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1450kcal | Podjazdy: | 660m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Puchar Równicy 2019
Sobota, 12 października 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Wyścig, Zawody 2019
| Km: | 53.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:53 | km/h: | 28.14 |
| Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 188188 ( 96%) | HRavg | 170( 87%) |
| Kalorie: | 1448kcal | Podjazdy: | 1220m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nieplanowany
wcześniej start. Pomysł na wystartowanie w tym wyścigu wpadł mi do głowy w
czwartek ale wtedy jeszcze nie byłem do końca przekonany. Głównym czynnikiem
który zdecydował to pogoda. Ze względu na to, że jestem w trakcie roztrenowania
a formy pozwalającej na skuteczną jazdę w wyścigu nie ma już od ponad miesiąca
a konkretnie od dnia w którym zdecydowałem się wykorzystać trenażer, musiałem poszukać
innych celów na ten wyścig. Jednym z nich była eliminacja błędów i poprawa tego
co jest moją pietą achillesową na wyścigach i powoduje, że dużo lepsze rezultaty
notuje na czasówkach.
Prognoza pogody się sprawdziła i od rana było ciepło, ale wietrznie, co zapowiadało bardzo ciekawy przebieg rywalizacji. Ubrałem się zachowawczo, w końcu mamy październik i nawet prawie 20 stopni na termometrze nie jest takie same jak podobna temperatura latem, w górach też mogło być inaczej odczuwalne ciepło i dlatego postanowiłem jechać w rękawkach a na zjazd z mety zabrałem jeszcze kurtkę. Od kilku tygodniu próbuje zmienić nawyki żywieniowe, na razie udało się tak dobrać produkty aby nie podjadać nic między posiłkami, w pewnym stopniu wpłynęło to na redukcje tkanki tłuszczowej oraz wagi która w ostatnich dniach osiągnęła najniższy od blisko pół roku poziom. Dzięki temu nie miałem żadnych problemów z dobraniem produktów przedstartowych. Przed wyjazdem na rozgrzewkę zjadłem dwa solidne posiłki a trzeci jeszcze miałem skonsumować godzinę przed startem. Ostatnio również pojawił się problem z nawadnianiem, przyjmuje większe ilości wody i częściej muszę korzystać z toalety, w ciągu trzech godzin byłem w toalecie aż 5 razy i nie wiedziałem jak to będzie wyglądać podczas wyścigu. Nawet przed wyjazdem nie byłem jeszcze w 100 % pewny czy wystartuje wiec przygotowałem większą ilość jedzenia, jeden bidon wody a także gotówkę w dwóch walutach jakbym jednak wybrał się pojeździć po czeskich górkach.
Wyjechałem kilka minut wcześniej niż planowałem i już szybki zjazd do głównej drogi nie wróżył przyjemnej i lekkiej jazdy w kierunku Ustronia. Gdy tylko skręciłem w lewo to poczułem siłę wiejącego wiatru. Noga niby nie była najgorsza ale jazda była strasznie mecząca. Możliwie najkrótszą drogą dojechałem do Ustronia, starałem się jechać spokojnie ale w obecnej formie wymagałoby to jazdy z prędkością około 15 km/h i mocą rzędu 1 W/kg. Mając jeszcze lekki zapas czasowy postanowiłem sprawdzić warunki na trasie i skręciłem w lewo w ul. Lipowską a następnie w prawo w ul. Spokojną. Siła wiatru była ogromna i samotne pokonanie tego odcinka było meczące. Nieco mocniej pokonałem krótki podjazd wąską drogą gdzie usytuowany był punkt kontrolny i bufet. Dalszej części rundy już nie sprawdzałem i pojechałem w kierunku rynku gdzie było usytuowane biuro zawodów. Po kilku minutach rozmyślania zdecydowałem się na start. Szybkie załatwienie formalności i ostatni większy posiłek przed startem który miał nastąpić za około godzinę. Po krótkim odpoczynku ruszyłem na drugą, ważniejszą część rozgrzewki. Aby zrobić ją w spokoju, bez problemów pojechałem w kierunku podjazdu na Równicę. Cała właściwa rozgrzewka trwała 11 minut. Udało się zrobić dwa 2 minutowe powtórzenia na dobrej mocy ale bez przekonania czy stać mnie na więcej. Podczas jazdy w kierunku centrum zatrzymałem się w sklepie w celu uzupełnienia bidonu i ruszyłem już w kierunku startu. Tam małe zamieszanie i brak możliwości ustawienia się w sektorze. Czekałem dosyć długo, w końcu wszyscy zaczęli ustawiać się przed wjazdem do sektora, zrobiłem tak samo zajmując miejsce w pierwszej linii. Zgodę do wjazdu do sektora dostaliśmy kilka minut później, przede mną zaplątał się fotograf który nie wiedział co zrobić aby nie zostać potrącony przez rzucających się do przodu kolarzy. Przez to zamieszanie straciłem kilkanaście pozycji pozwalając słabszym zawodnikom na ustawienie się z przodu sektora. Kilka osób oczywiście weszło z przodu ale byli to czołowi kolarze wiec ich miejsce było z przodu. Start opóźnił się o kilka minut i dało się zauważyć coraz większe nerwy u kilku zawodników co już dawało dużo do myślenia.
Gdy ruszyliśmy to już jakiś zator zrobił się po lewej stronie, na szczęście byłem z prawej i udało się przeskoczyć kilka miejsc do przodu. Rondo bezpiecznie przejechałem, przed przejazdem kolejowym pierwsze hamowanie i rozpędzanie roweru, ja zastosowałem inną technikę i jechałem cały czas równo, może straciłem na tym kilka pozycji ale zachowałem cenne siły. Na ul. Sportowej tradycyjnie utrudnienia, tym razem był to autobus z przeciwka który spowodował zwężenie drogi i większy ścisk przede mną. Udało się bezpiecznie przejechać ten odcinek ale przy skręcie w prawo miałem już dużego stracha. Niewiele brakło abym uderzył w krawężnik i skończył swoją jazdę. Najważniejsze, że jeszcze czołówka nie zdołała odjechać, ominiecie pierwszego wjazdu na punkt kontrolny i ul. Źródlanej miało zarówno swoje plusy i minusy. Plusem było to, że nie straciłem od razu kontaktu z najlepszymi a minusem to, że duży peleton wjechał na pierwszą rundę. Po starcie ostrym wszyscy ruszyli mocno do przodu, ja nie miałem takich rezerw mocy i powoli ale sukcesywnie się rozpędzałem. Na początek straciłem kilkanaście pozycji a później powoli nadrabiałem chociaż ni było to takie łatwe, nogi nie pozwalały na wiele a wyprzedzanie innych przypominało slalom. W pewnym momencie nie byłem w stanie przedostać się przez 3 jadących obok siebie, podobną prędkością zawodników, na moje komendy nie reagowali i zrobiła się luka. Jak już mi się udało to dociągłem do rozciągniętego już peletonu tracąc dużo sił. Na zjeździe też nie mogłem pokazać 100 % możliwości jadąc za słabiej zjeżdżającymi ode mnie osobami. Zjazd rozciągnął peleton który podzielił się na grupy na ul. Spokojnej. Już wtedy miałem starte do najlepszej grupy ale zagiąłem się po raz kolejny i dociągłem, nie zdążyłem nawet porządnie złapać oddechu i już była kolejna dziura. Jedyne co byłem w stanie zrobić to wyprzedzić wszystkich co odpadli ale zaczął się zjazd i szansa na jakąś akcje była marna. Zaprzestałem prób do wjazdu na drugą rundę. Na pierwszym punkcie pomiaru czasu zameldowałem się jako jeden z ostatnich w grupie pościgowej. Gdy tylko zrobiło się szerzej ruszyłem mocniej i na moim kole utrzymał się tylko Marcin. Dosyć długo pracowałem na czele i straciłem kolejne siły ale czołówka wciąż była w zasięgu. Udało się dojechać do Darka który został za grupą i dzięki temu szybko pokonaliśmy zjazd. Na podjeździe jednak znowu zostałem tylko z Marcinem ale z przodu też pojawiły się pojedyncze osoby tracące kontakt z grupą i postanowiłem jechać na tyle mocno aby przed zjazdem dogonić. Nie udało się to w 100 % bo brakło kilkanaście metrów które zniwelowałem na zjeździe i początku ul. Spokojnej. Wtedy też wciągnąłem pierwszego żela i byłem gotowy do współpracy w grupce. Było nas mało ale dla mnie była to komfortowa sytuacja zwłaszcza, że każdy dawał zmiany i to dawało szanse na współprace także na kolejnych rundach. Na ul. Spokojnej zmiany były krótkie ale szyk wyglądał całkiem nieźle i można było po zejściu ze zmiany na chwile osłonić się przez wiatrem. Trochę posypało się na krótkim zjeździe gdzie nie czułem się komfortowo ale nadrobiłem niewielkie starty na dojeździe do kolejnej rundy. Tym razem na krótką ściankę wjechałem jako pierwszy z 5 osobowej grupki i dopiero po wjeździe na szerszą drogę odpuściłem. Nie miałem większych problemów z utrzymaniem koła na kolejnym ciekawym odcinku. Wiatr na podjeździe ul. Szpitalną był odczuwalny i jazda lewą stroną jezdni pozwalała na zaoszczędzenie większej ilości sił. Tutaj jeden z kolegów zbyt długo zwlekał ze swoją zmianą i Marcin próbował przeskoczyć z trzeciej pozycji na czoło tracąc bardzo dużo sił. Moja zmiana miała miejsce tuż za technicznym zakrętem w lewo. Mocno jechałem aż do ul. Źródlanej, to był idealny moment na sprawdzenie sytuacji. Pierwszej grupy już nie było widać ale z tyłu również nie było nikogo wiec nie pozostało nic innego jak trzymanie się tej grupy. Po szybkim zjeździe zauważyłem, że Marcin zaczyna mieć problemy z utrzymaniem tempa, miałem dylemat, zwolnić i jechać z nim pozwalając odjechać pozostałym 3 zawodnikom czy kontynuować współprace w grupie w której dobrze mi się jechało. Nie zastanawiałem się długo i kontynuowałem wcześniejszą jazdę. Zostało nas 4, na podjeździe trochę się rozjechaliśmy ale nikt nie chciał na razie odjeżdżać wiec po zjeździe znowu jechaliśmy wspólnie. Na szczęście problem z częstym odwiedzaniem toalety nie dawał o sobie znać i mogłem się skupić na jak najlepszym osłanianiu się od wiatru. Sił już było znacznie mniej i miałem już problemy z efektywną jazdą, coraz częściej traciłem zbyt dużo po zejściu ze zmiany i więcej sił na dociąganie. Mimo to byłem w stanie w tej grupie dojechać do kolejnej rundy. Na krótkim podjeździe jechałem z tyłu ale na szerszej drodze znów dałem zmianę chociaż już zacząłem kalkulować czy lepiej nie odpuścić i nie jechać własnym tempem ale cel w jakim przyjechałem na ten wyścig dał mi jeszcze motywacje do mocniejszej pracy. Na zjeździe znalazłem się na trzecim miejscu i utrzymując kontakt z dwójką jadącą z przodu dojechałem do kolejnego podjazdu. Po wjeździe na główną drogę odjechał jeden zawodnik, jakoś nie było zainteresowania gonitwą. Równym tempem jechaliśmy w kierunku zjazdu. Na krótkim odcinku przez las dogoniliśmy jeszcze Bartka który wcześniej jechał z najlepszymi. Na zjeździe narzuciłem niezłe tempo i jako pierwszy przyjąłem na siebie wiatr na ul. Spokojnej. Po zjechaniu na tył szybko wciągnąłem kolejnego żela którego konsumpcja zajęła mi trochę za dużo czasu i zaczynałem tracić kontakt z grupą. Udało się opanować sytuacje ale na zjeździe główną drogą znowu miałem problemy z utrzymaniem tempa. Na ostatnią rundę wjechałem w grupie i jeszcze byłem w stanie dawać zmiany. Na zjazdach nie traciłem, pod górę byłem w dalszym ciągu dawać zmiany wiec nic niepokojącego się nie działo. Dopiero po przyjęciu kolejnego żela i kilku krótkich zmianach zacząłem odczuwać zbliżające się skurcze. Decyzja była jedna, odpuściłem dalszą jazdę w tej grupie. Do mety około 9 kilometrów, jechałem swoim tempem, bliskość skurczów poczułem znowu na podjeździe przed punktem kontrolnym. Cały czas widziałem trójkę kolarzy w zasięgu wzroku ale nie goniłem ich chcąc jak najlepiej wjechać na Równicę. Na odcinku dojazdowym do trudniejszego fragmentu traciłem sporo czasu, nie byłem w stanie dogonić słabszych zawodników jadących tylko 4 rundy. Gdy wjechałem na główną drogę włączyłem stoper będąc ciekawym czasu jaki zajmie mi dojazd do mety. Jechałem na tyle mocno, na ile pozwalały nogi. Na razie nie czułem skurczów ale w każdej chwili mogły one wrócić. Odcinek z kostki brukowej męczył mnie strasznie, poczułem ulgę gdy się skończył i od tego momentu zacząłem nadrabiać czas. Byłem w stanie dogonić tą trójkę z którą jechałem przez ostatnie dwie rundy. Na podjeździe nawet dawaliśmy sobie zmiany co też mnie trochę odciążyło. Wiedziałem, że na finiszu nie mam większych szans ale do tego nawet nie doszło. Towarzysze omyłkowo ruszyli na ostatnich 200 metrach przed wypłaszczeniem jakby to był finisz. Wtedy też zdołałem wyprzedzić jeszcze jednego zawodnika, dwójka odjechała a nie było szans dogonić przez bardzo dużą ilość samochodów blokujących całą szerokość jezdni. Na ostatnich 300 metrach zacząłem finiszować zapominając na moment o skurczach które zaatakowały na moment moje nogi na linii mety wiec musiałem przestać kręcić korbami. Skurcze szybko minęły, wypiłem dosyć dużą ilość wody, coś zjadłem, ubrałem się na zjazd i ruszyłem w dół. Zjazd był chyba najwolniejszy w życiu, nie dało się na dłużej puścić klamek i około 10 minut zjeżdżałem z mety do początku kostki brukowej. Po zjechaniu do Jaszowca ruszyłem w kierunku Polany w bardzo wolnym tempie. Później postój po wodę, jazda na posiłek, kręcenie się po rynku i spokojny powrót do domu.
Podsumowując był to jeden z najlepszych wyścigów w moim wykonaniu. Jedyny element jaki tym razem nie zagrał była forma a raczej jej brak. Nie byłem w stanie odpowiednio mocno przejechać pierwszego podjazdu aby być wyżej przed zjazdem, nie byłem w stanie dać z siebie więcej na pierwszej rundzie aby załapać się do najlepszej grupy, nie byłem w stanie dać z siebie więcej na trasie i ostatnim podjeździe na Równice. Brakowało w każdym przypadku przynajmniej 20 Wat. Po okresie roztrenowania i dłuższym czasie bez treningów ukierunkowanych na wyścigi lepiej być nie mogło. Dałem z siebie wszystko na trasie i jedynie finisz zepsuty przez samochody pozostawił niedosyt bo 2 miejsca wyżej w klasyfikacji OPEN mógłbym być. Jestem zadowolony z tego dnia z wielu powodów:
Prognoza pogody się sprawdziła i od rana było ciepło, ale wietrznie, co zapowiadało bardzo ciekawy przebieg rywalizacji. Ubrałem się zachowawczo, w końcu mamy październik i nawet prawie 20 stopni na termometrze nie jest takie same jak podobna temperatura latem, w górach też mogło być inaczej odczuwalne ciepło i dlatego postanowiłem jechać w rękawkach a na zjazd z mety zabrałem jeszcze kurtkę. Od kilku tygodniu próbuje zmienić nawyki żywieniowe, na razie udało się tak dobrać produkty aby nie podjadać nic między posiłkami, w pewnym stopniu wpłynęło to na redukcje tkanki tłuszczowej oraz wagi która w ostatnich dniach osiągnęła najniższy od blisko pół roku poziom. Dzięki temu nie miałem żadnych problemów z dobraniem produktów przedstartowych. Przed wyjazdem na rozgrzewkę zjadłem dwa solidne posiłki a trzeci jeszcze miałem skonsumować godzinę przed startem. Ostatnio również pojawił się problem z nawadnianiem, przyjmuje większe ilości wody i częściej muszę korzystać z toalety, w ciągu trzech godzin byłem w toalecie aż 5 razy i nie wiedziałem jak to będzie wyglądać podczas wyścigu. Nawet przed wyjazdem nie byłem jeszcze w 100 % pewny czy wystartuje wiec przygotowałem większą ilość jedzenia, jeden bidon wody a także gotówkę w dwóch walutach jakbym jednak wybrał się pojeździć po czeskich górkach.
Wyjechałem kilka minut wcześniej niż planowałem i już szybki zjazd do głównej drogi nie wróżył przyjemnej i lekkiej jazdy w kierunku Ustronia. Gdy tylko skręciłem w lewo to poczułem siłę wiejącego wiatru. Noga niby nie była najgorsza ale jazda była strasznie mecząca. Możliwie najkrótszą drogą dojechałem do Ustronia, starałem się jechać spokojnie ale w obecnej formie wymagałoby to jazdy z prędkością około 15 km/h i mocą rzędu 1 W/kg. Mając jeszcze lekki zapas czasowy postanowiłem sprawdzić warunki na trasie i skręciłem w lewo w ul. Lipowską a następnie w prawo w ul. Spokojną. Siła wiatru była ogromna i samotne pokonanie tego odcinka było meczące. Nieco mocniej pokonałem krótki podjazd wąską drogą gdzie usytuowany był punkt kontrolny i bufet. Dalszej części rundy już nie sprawdzałem i pojechałem w kierunku rynku gdzie było usytuowane biuro zawodów. Po kilku minutach rozmyślania zdecydowałem się na start. Szybkie załatwienie formalności i ostatni większy posiłek przed startem który miał nastąpić za około godzinę. Po krótkim odpoczynku ruszyłem na drugą, ważniejszą część rozgrzewki. Aby zrobić ją w spokoju, bez problemów pojechałem w kierunku podjazdu na Równicę. Cała właściwa rozgrzewka trwała 11 minut. Udało się zrobić dwa 2 minutowe powtórzenia na dobrej mocy ale bez przekonania czy stać mnie na więcej. Podczas jazdy w kierunku centrum zatrzymałem się w sklepie w celu uzupełnienia bidonu i ruszyłem już w kierunku startu. Tam małe zamieszanie i brak możliwości ustawienia się w sektorze. Czekałem dosyć długo, w końcu wszyscy zaczęli ustawiać się przed wjazdem do sektora, zrobiłem tak samo zajmując miejsce w pierwszej linii. Zgodę do wjazdu do sektora dostaliśmy kilka minut później, przede mną zaplątał się fotograf który nie wiedział co zrobić aby nie zostać potrącony przez rzucających się do przodu kolarzy. Przez to zamieszanie straciłem kilkanaście pozycji pozwalając słabszym zawodnikom na ustawienie się z przodu sektora. Kilka osób oczywiście weszło z przodu ale byli to czołowi kolarze wiec ich miejsce było z przodu. Start opóźnił się o kilka minut i dało się zauważyć coraz większe nerwy u kilku zawodników co już dawało dużo do myślenia.
Gdy ruszyliśmy to już jakiś zator zrobił się po lewej stronie, na szczęście byłem z prawej i udało się przeskoczyć kilka miejsc do przodu. Rondo bezpiecznie przejechałem, przed przejazdem kolejowym pierwsze hamowanie i rozpędzanie roweru, ja zastosowałem inną technikę i jechałem cały czas równo, może straciłem na tym kilka pozycji ale zachowałem cenne siły. Na ul. Sportowej tradycyjnie utrudnienia, tym razem był to autobus z przeciwka który spowodował zwężenie drogi i większy ścisk przede mną. Udało się bezpiecznie przejechać ten odcinek ale przy skręcie w prawo miałem już dużego stracha. Niewiele brakło abym uderzył w krawężnik i skończył swoją jazdę. Najważniejsze, że jeszcze czołówka nie zdołała odjechać, ominiecie pierwszego wjazdu na punkt kontrolny i ul. Źródlanej miało zarówno swoje plusy i minusy. Plusem było to, że nie straciłem od razu kontaktu z najlepszymi a minusem to, że duży peleton wjechał na pierwszą rundę. Po starcie ostrym wszyscy ruszyli mocno do przodu, ja nie miałem takich rezerw mocy i powoli ale sukcesywnie się rozpędzałem. Na początek straciłem kilkanaście pozycji a później powoli nadrabiałem chociaż ni było to takie łatwe, nogi nie pozwalały na wiele a wyprzedzanie innych przypominało slalom. W pewnym momencie nie byłem w stanie przedostać się przez 3 jadących obok siebie, podobną prędkością zawodników, na moje komendy nie reagowali i zrobiła się luka. Jak już mi się udało to dociągłem do rozciągniętego już peletonu tracąc dużo sił. Na zjeździe też nie mogłem pokazać 100 % możliwości jadąc za słabiej zjeżdżającymi ode mnie osobami. Zjazd rozciągnął peleton który podzielił się na grupy na ul. Spokojnej. Już wtedy miałem starte do najlepszej grupy ale zagiąłem się po raz kolejny i dociągłem, nie zdążyłem nawet porządnie złapać oddechu i już była kolejna dziura. Jedyne co byłem w stanie zrobić to wyprzedzić wszystkich co odpadli ale zaczął się zjazd i szansa na jakąś akcje była marna. Zaprzestałem prób do wjazdu na drugą rundę. Na pierwszym punkcie pomiaru czasu zameldowałem się jako jeden z ostatnich w grupie pościgowej. Gdy tylko zrobiło się szerzej ruszyłem mocniej i na moim kole utrzymał się tylko Marcin. Dosyć długo pracowałem na czele i straciłem kolejne siły ale czołówka wciąż była w zasięgu. Udało się dojechać do Darka który został za grupą i dzięki temu szybko pokonaliśmy zjazd. Na podjeździe jednak znowu zostałem tylko z Marcinem ale z przodu też pojawiły się pojedyncze osoby tracące kontakt z grupą i postanowiłem jechać na tyle mocno aby przed zjazdem dogonić. Nie udało się to w 100 % bo brakło kilkanaście metrów które zniwelowałem na zjeździe i początku ul. Spokojnej. Wtedy też wciągnąłem pierwszego żela i byłem gotowy do współpracy w grupce. Było nas mało ale dla mnie była to komfortowa sytuacja zwłaszcza, że każdy dawał zmiany i to dawało szanse na współprace także na kolejnych rundach. Na ul. Spokojnej zmiany były krótkie ale szyk wyglądał całkiem nieźle i można było po zejściu ze zmiany na chwile osłonić się przez wiatrem. Trochę posypało się na krótkim zjeździe gdzie nie czułem się komfortowo ale nadrobiłem niewielkie starty na dojeździe do kolejnej rundy. Tym razem na krótką ściankę wjechałem jako pierwszy z 5 osobowej grupki i dopiero po wjeździe na szerszą drogę odpuściłem. Nie miałem większych problemów z utrzymaniem koła na kolejnym ciekawym odcinku. Wiatr na podjeździe ul. Szpitalną był odczuwalny i jazda lewą stroną jezdni pozwalała na zaoszczędzenie większej ilości sił. Tutaj jeden z kolegów zbyt długo zwlekał ze swoją zmianą i Marcin próbował przeskoczyć z trzeciej pozycji na czoło tracąc bardzo dużo sił. Moja zmiana miała miejsce tuż za technicznym zakrętem w lewo. Mocno jechałem aż do ul. Źródlanej, to był idealny moment na sprawdzenie sytuacji. Pierwszej grupy już nie było widać ale z tyłu również nie było nikogo wiec nie pozostało nic innego jak trzymanie się tej grupy. Po szybkim zjeździe zauważyłem, że Marcin zaczyna mieć problemy z utrzymaniem tempa, miałem dylemat, zwolnić i jechać z nim pozwalając odjechać pozostałym 3 zawodnikom czy kontynuować współprace w grupie w której dobrze mi się jechało. Nie zastanawiałem się długo i kontynuowałem wcześniejszą jazdę. Zostało nas 4, na podjeździe trochę się rozjechaliśmy ale nikt nie chciał na razie odjeżdżać wiec po zjeździe znowu jechaliśmy wspólnie. Na szczęście problem z częstym odwiedzaniem toalety nie dawał o sobie znać i mogłem się skupić na jak najlepszym osłanianiu się od wiatru. Sił już było znacznie mniej i miałem już problemy z efektywną jazdą, coraz częściej traciłem zbyt dużo po zejściu ze zmiany i więcej sił na dociąganie. Mimo to byłem w stanie w tej grupie dojechać do kolejnej rundy. Na krótkim podjeździe jechałem z tyłu ale na szerszej drodze znów dałem zmianę chociaż już zacząłem kalkulować czy lepiej nie odpuścić i nie jechać własnym tempem ale cel w jakim przyjechałem na ten wyścig dał mi jeszcze motywacje do mocniejszej pracy. Na zjeździe znalazłem się na trzecim miejscu i utrzymując kontakt z dwójką jadącą z przodu dojechałem do kolejnego podjazdu. Po wjeździe na główną drogę odjechał jeden zawodnik, jakoś nie było zainteresowania gonitwą. Równym tempem jechaliśmy w kierunku zjazdu. Na krótkim odcinku przez las dogoniliśmy jeszcze Bartka który wcześniej jechał z najlepszymi. Na zjeździe narzuciłem niezłe tempo i jako pierwszy przyjąłem na siebie wiatr na ul. Spokojnej. Po zjechaniu na tył szybko wciągnąłem kolejnego żela którego konsumpcja zajęła mi trochę za dużo czasu i zaczynałem tracić kontakt z grupą. Udało się opanować sytuacje ale na zjeździe główną drogą znowu miałem problemy z utrzymaniem tempa. Na ostatnią rundę wjechałem w grupie i jeszcze byłem w stanie dawać zmiany. Na zjazdach nie traciłem, pod górę byłem w dalszym ciągu dawać zmiany wiec nic niepokojącego się nie działo. Dopiero po przyjęciu kolejnego żela i kilku krótkich zmianach zacząłem odczuwać zbliżające się skurcze. Decyzja była jedna, odpuściłem dalszą jazdę w tej grupie. Do mety około 9 kilometrów, jechałem swoim tempem, bliskość skurczów poczułem znowu na podjeździe przed punktem kontrolnym. Cały czas widziałem trójkę kolarzy w zasięgu wzroku ale nie goniłem ich chcąc jak najlepiej wjechać na Równicę. Na odcinku dojazdowym do trudniejszego fragmentu traciłem sporo czasu, nie byłem w stanie dogonić słabszych zawodników jadących tylko 4 rundy. Gdy wjechałem na główną drogę włączyłem stoper będąc ciekawym czasu jaki zajmie mi dojazd do mety. Jechałem na tyle mocno, na ile pozwalały nogi. Na razie nie czułem skurczów ale w każdej chwili mogły one wrócić. Odcinek z kostki brukowej męczył mnie strasznie, poczułem ulgę gdy się skończył i od tego momentu zacząłem nadrabiać czas. Byłem w stanie dogonić tą trójkę z którą jechałem przez ostatnie dwie rundy. Na podjeździe nawet dawaliśmy sobie zmiany co też mnie trochę odciążyło. Wiedziałem, że na finiszu nie mam większych szans ale do tego nawet nie doszło. Towarzysze omyłkowo ruszyli na ostatnich 200 metrach przed wypłaszczeniem jakby to był finisz. Wtedy też zdołałem wyprzedzić jeszcze jednego zawodnika, dwójka odjechała a nie było szans dogonić przez bardzo dużą ilość samochodów blokujących całą szerokość jezdni. Na ostatnich 300 metrach zacząłem finiszować zapominając na moment o skurczach które zaatakowały na moment moje nogi na linii mety wiec musiałem przestać kręcić korbami. Skurcze szybko minęły, wypiłem dosyć dużą ilość wody, coś zjadłem, ubrałem się na zjazd i ruszyłem w dół. Zjazd był chyba najwolniejszy w życiu, nie dało się na dłużej puścić klamek i około 10 minut zjeżdżałem z mety do początku kostki brukowej. Po zjechaniu do Jaszowca ruszyłem w kierunku Polany w bardzo wolnym tempie. Później postój po wodę, jazda na posiłek, kręcenie się po rynku i spokojny powrót do domu.
Podsumowując był to jeden z najlepszych wyścigów w moim wykonaniu. Jedyny element jaki tym razem nie zagrał była forma a raczej jej brak. Nie byłem w stanie odpowiednio mocno przejechać pierwszego podjazdu aby być wyżej przed zjazdem, nie byłem w stanie dać z siebie więcej na pierwszej rundzie aby załapać się do najlepszej grupy, nie byłem w stanie dać z siebie więcej na trasie i ostatnim podjeździe na Równice. Brakowało w każdym przypadku przynajmniej 20 Wat. Po okresie roztrenowania i dłuższym czasie bez treningów ukierunkowanych na wyścigi lepiej być nie mogło. Dałem z siebie wszystko na trasie i jedynie finisz zepsuty przez samochody pozostawił niedosyt bo 2 miejsca wyżej w klasyfikacji OPEN mógłbym być. Jestem zadowolony z tego dnia z wielu powodów:
- 1.Rozgrzewka była odpowiednia i dzięki temu mogłem dać z siebie maksymalnie dużo na pierwszym podjeździe czego często brakowało. Nad tym elementem pracowałem dosyć długo i już robię go prawie jak z automatu i jestem w stanie dobrać obciążenie odpowiednie do formy, specyfiki i długości wyścigu czy czasówki.
- 2.Siły były rozłożone idealnie, byłem w stanie jechać cały czas odpowiednio mocno, sił nie brakło na ostatni podjazd który zwykle jechałem już na oparach. Dałem z siebie wszystko, nie pozostawiając żadnych rezerw w nogach co skutkowało skurczami których by nie było gdybym inaczej podszedł do tzw. BPS.
- 3.Bardzo dobrze czułem się na zjazdach, nie tracąc nic do rywali a nawet dyktując swoje warunki. W tym elemencie są jeszcze rezerwy ale w ciągu ostatnich miesięcy zrobiłem wyraźne postępy w tym elemencie.
- 4.Coraz lepiej czuje się w grupie i peletonie. Oczywiście lepiej wyglądam wtedy jak jest mniej ludzie, w małej grupce jechało mi się dobrze, mogłem pracować nad odpowiednim ustawieniem się, wychodzeniem czy schodzeniem ze zmiany czy poczuć się swobodnie w grupie. Dużo pracy mnie czeka m tym elemencie ale cieszę się, że udało się zrobić malutki krok naprzód. W dużym peletonie wygląda to jeszcze gorzej, zwłaszcza gdy pojawiają się słabsi, mniej doświadczeni i gorzej jeżdżący zawodnicy ode mnie. Nad tym mam zamiar pracować na początku przyszłego sezonu.
- 5.Dobrze dobrałem ilość jedzenia i picia zarówno przed, w trakcie jak i po wyścigu. Nie wiem czy większa ilość picia zapobiegłaby skurczom ale byłem dosyć solidnie nawodniony przed startem wiec o odwodnieniu nie mogło być mowy.
- 6.Walczyłem od startu do mety bez większych chwil zwątpienia, zrealizowałem wszystkie cele na ten dzień i przekonałem się do tego, że w przyszłym roku warto wrócić do większej ilości startów choćby w celu poprawy techniki jazdy w której mam ogromne braki których nadrobienie da mi więcej niż tylko poprawa umiejętności.
Roztrenowanie 7
Piątek, 11 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
| Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:19 | km/h: | 24.30 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 538kcal | Podjazdy: | 500m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki wyjazd w celu sprawdzenia czy coś w nogach jeszcze zostało po sezonie i prawie dwóch tygodniach roztrenowania. Po wczorajszym słabszym dniu pozostało tylko wysokie tętno ale z tym chyba na razie nic nie zrobię i nie mogę brać tego faktu jako decydującego o aktualnej dyspozycji.
Udało się wyjechać o dosyć wcześniej porze i nie potrzebowałem przygotowanych wcześniej lampek. Wybrałem się w końcu na dosyć dawno nie odwiedzany Przegibek. Przejazd przez miasto to była tragedia, tylu samochodów na bocznych drogach nie widziałem już dawno. Gdy w końcu dojechałem do Straconki o zrobiło się trochę spokojniej ale nie na długo. Gdy ruszyłem mocniej to znowu pojawiło się więcej samochodów. O dziwo byłem w stanie generować niezłą moc, do wyników sprzed miesiąc czy dwóch brakowało ale nie był to tak niski poziom jakiego się spodziewałem. Po 3 minutach w miarę równej jazdy odpuściłem, tętno powoli szło w dół i mniej więcej strefa tętna równała się strefie mocy z czym przy równej jeździe ostatnimi czasy był problem. Prawdziwym testem był drugi odcinek 3 minutowy. Ruszyłem dosyć ociężale ale już po chwili zebrałem się i jechałem mocniej. Udało się utrzymywać podobną moc jak na pierwszym odcinku przez ponad 2 minuty, do szczytu brakowało niewiele i dlatego postanowiłem jechać do samego końca podjazdu i na odcinku o prawie 20 sekund dłuższym wygenerowałem nieco lepszą moc niż przy pierwszym podejściu. Czułem, że trzeci raz byłby już słabszy ale nie miałem go nawet w planach wiec spokojnie ruszyłem w dół. Samochodów jakby mniej ale im bliżej głównej tym gorzej. Szybko zjechałem na ścieżkę rowerową i przedostałem się na drugą stronę bardzo zatłoczonej Olszówki. W drodze powrotnej czekały na mnie jeszcze dwa sprinty po około 15 sekund. Tutaj już nie spodziewałem się cudów i wyniki poniżej 10 W/kg do nich nie należały. Mimo wszystko w nogach coś zostało chociaż forma już jest daleko z tyłu.
Udało się wyjechać o dosyć wcześniej porze i nie potrzebowałem przygotowanych wcześniej lampek. Wybrałem się w końcu na dosyć dawno nie odwiedzany Przegibek. Przejazd przez miasto to była tragedia, tylu samochodów na bocznych drogach nie widziałem już dawno. Gdy w końcu dojechałem do Straconki o zrobiło się trochę spokojniej ale nie na długo. Gdy ruszyłem mocniej to znowu pojawiło się więcej samochodów. O dziwo byłem w stanie generować niezłą moc, do wyników sprzed miesiąc czy dwóch brakowało ale nie był to tak niski poziom jakiego się spodziewałem. Po 3 minutach w miarę równej jazdy odpuściłem, tętno powoli szło w dół i mniej więcej strefa tętna równała się strefie mocy z czym przy równej jeździe ostatnimi czasy był problem. Prawdziwym testem był drugi odcinek 3 minutowy. Ruszyłem dosyć ociężale ale już po chwili zebrałem się i jechałem mocniej. Udało się utrzymywać podobną moc jak na pierwszym odcinku przez ponad 2 minuty, do szczytu brakowało niewiele i dlatego postanowiłem jechać do samego końca podjazdu i na odcinku o prawie 20 sekund dłuższym wygenerowałem nieco lepszą moc niż przy pierwszym podejściu. Czułem, że trzeci raz byłby już słabszy ale nie miałem go nawet w planach wiec spokojnie ruszyłem w dół. Samochodów jakby mniej ale im bliżej głównej tym gorzej. Szybko zjechałem na ścieżkę rowerową i przedostałem się na drugą stronę bardzo zatłoczonej Olszówki. W drodze powrotnej czekały na mnie jeszcze dwa sprinty po około 15 sekund. Tutaj już nie spodziewałem się cudów i wyniki poniżej 10 W/kg do nich nie należały. Mimo wszystko w nogach coś zostało chociaż forma już jest daleko z tyłu.







