Pogoda jednak się nie sprawdziła i znowu sypało, wiało i padało, wiec kręciłem na trenażerze. Był to ostatni trening przed chorobą która trzymała kilka dni, pierwszy trening po chorobie przeprowadzę w weekend, który będzie bardzo okrojony czasowo, zobaczymy jak z moją formą, czy będzie o co walczyć w pierwszych startach które się szybko zbliżają.
Krótki trening, początkowo aura sprzyjała i myślałem, że uda się chociaż zrobić 5 rund przez Jaworze, już pod koniec pierwszej rundy zaczął sypać śnieg i z każdą chwilą się nasilał, po kilku kilometrach już niewiele widziałem i byłem już mokry, dobrze że, ubrałem kilka warstw ubrań i nie wszystkie przemokły. Po dwóch rundach odpuściłem i zjechałem do domu. Noga podawała, szkoda tylko że znowu tylko godzinę pojeździłem, wieczorem znowu dokręcę na trenażerze. Najbardziej denerwuje mnie to że, w innych rejonach Polski rywale kręcą setki i więcej w dobrej pogodzie a ja jak zwykle nie mogę przejechać 50 km, a później leją mnie równo na wyścigach. Coraz bardziej zastanawiam się nad odpuszczeniem startów w tym sezonie, skoro nawet nie mogę się dobrze do nich przygotować, nawet dużo szybsze zjazdy w moim wykonaniu bez odpowiedniej mocy na podjazdach mi nie pomogą. Nie jestem zawodowcem by wszystko rzucić bo rower najważniejszy, a później mam wygrywać z ludźmi co cały rok trenują, wyjeżdżają na zgrupowania za granicę i później zgrywają cwaniaków. W sumie do pierwszego oficjalnego startu w zawodach zostało 3 tygodnie, z moją formą nie jest najgorzej ale dobrze też nie, nie będę się już przejmował innymi bo to nie ma sensu. Na jutro głoszą już bez opadów ale ja tam w to nie wierzę i pewnie i tak będzie wiało i waliło śniegiem, szosę zostawiam jeszcze w trenażerze na wszelki wypadek a ewentualny trening przeprowadzę na zimówce.
Ze względu na zmienne warunki pogodowe zdecydowałem się odkurzyć trenażer. Wczorajszy trening przepadł i wszystko wskazuje że, jutrzejszy również przepadnie. Myślałem że, uda mi się nadrobić zaległości treningowe a jak tak dalej pójdzie to startowanie w wyścigach zwłaszcza górskich nie będzie miało sensu. W tym sezonie jeszcze ani razu nie trenowałem na dluższych podjazdach i nie zanosi się aby w najbliższym czasie się to zmieniło bo znowu nawaliło śniegu.
Dojazd na uczelnię i spowrotem w poniedziałek i wtorek. Dzisiaj rano piękna pogoda i leciutki wiatr, w ciągu dnia wiatr się nasilał i zmieniały się warunki, to świeciło słońce, później padał śnieg, później deszcz i ciągle mocno wiało, pełno drzew połamanych. Jak wracałem w tych warunkach to dodatkowo złapałem panę i musiałem zmieniać dętkę. Z powodu tego wiatru dzisiaj odpuściłem trening, na jutro zapowiadają nieco lepszą pogodę, co z tego wyniknie to zobaczymy.
Rozpoczęcie sezonu zostało przełożone na 19 kwietnia. Pogoda do jazdy była dobra, rower miałem przystosowany do jazy na czas to pojechałem sprawdzić się na trasie czasówki. Pierwszy przejazd szybki i samotny na miarę możliwości, czas wyszedł dobry, nieco ponad 17 minut co dałoby średnią prędkość około 35km/h, kolejne dwa przejazdy juz spokojniej i potem już do domu. Po drodze jeszcze zrobiłem czasówkę na odcinku Strumień-Chybie, gdyby nie postój na przejeździe kolejowym to czas byłby ok. 9 minut a tak wyszedł 11 minut. Pod Rudzicę i dalej już na spokojnie, w sumie wyszedł kolejny dobry trening, sezon coraz bliżej i a dobrej formy narazie nie widać, wytrzymałość tlenowa już na dobrym poziomie chociaż jeszcze kilka treningów mnie czeka, powoli zbliża się czas na budowę wytrzymałości siłowej kluczowej dla mnie w wyścigach. Ciężki tydzień się zapowiada, poza innymi rzeczami czeka mnie 5 treningów, w tym 1 trening czasowy, dwa treningi w górach(pierwsze w tym sezonie, już mi tego brakowało) i dwa treningi wytrzymałościowe.