Pogoda niezbyt zachęcająca do jazdy, niezbyt ciepło i zimny wiatr. Ubrałem kurtkę zimową i to był błąd. Celem treningu był wjazd na Równicę, spokojnie dojechałem do podnóża i tam nie rozebrałem wszystkich ciepłych rzeczy, rozpiąłem tylko kurtkę i ruszyłem, początek szedł jak zwykle opornie ale tak wolno chyba jeszcze Równicy nie podjeżdżałem, tradycyjnie po przejechaniu bruku zaczęło się jechać trochę lepiej ale i tak ciężko. W połowie podjazdu musiałem się zatrzymać i rozebrać Buffa spod kasku bo się ugotowałem, końcówkę pojechałem równym tempem. Czas wyszedł równe 21 minut, gdyby nie ten postój to byłoby ok.20.45 co i tak nie jest dobrym dla mnie czasem. Jestem jeszcze mocno osłabiony po chorobie i to też może być przyczyną słabego wjazdu. Zjazd w sumie nie jakiś szybki ale bez zbędnego hamowania, raz musiałem bo akurat sporo samochodów jechało w przeciwną stronę, zjechałem do Jaszowca i już średnim tempem do domu.
Późno-popołudniowy trening, po sobotnim upadku trochę obolały pojechałem na okoliczne pagórki z Przegibkiem na deser. Noga w sumie dobrze podawała, nie jest to może forma pozwalająca swobodnie podjeżdżać ale źle też nie jest bo dosyć dobrze się podjeżdżało. Na zjeździe z Przegibka znowu prawie uderzyłem w samochód który ścinał zakręt po lewym pasie, mimo to dawno tak dobrze nie zjechałem z żadnej przełęczy, więc może w tym sezonie będę mniej tracił na zjazdach. Kolejny trening we wtorek i pierwszy atak na Równicę, ciekawe czy forma pozwoli podjechać poniżej 20 minut.
Pierwszy trening po chorobie. W sumie moja odporność w tym roku jest niska lub jej wcale nie ma i nic dziwnego że, po tej huśtawce pogodowej się rozchorowałem. Po kilku dniach walki z chorobą udało się wyleczyć, pozostał tylko zanikający katar. Trasa jaką obrałem to tradycyjna pętla przez Libiąż i Wygiełzów, początkowo jechało się dobrze, później walka z wiatrem i odcięcie prądu. Kulminacyjnym momentem był odcinek przez Osiek gdzie na zakręcie zostałem potrącony przez samochód, na szczęście upadek nie był groźny i poza poszarpanymi spodenkami i obtartą owijką i przerzutką w rowerze nic mi się nie stało, kierowca ani się nie zatrzymał ani nie wrócił po urwane lusterko. Na moje szczęście było kilku świadków. Po tym incydencie jakoś odechciało mi się jechać dalej. Jakoś dotarłem do domu trochę zmęczony i zdenerwowany.
Pogoda jednak się nie sprawdziła i znowu sypało, wiało i padało, wiec kręciłem na trenażerze. Był to ostatni trening przed chorobą która trzymała kilka dni, pierwszy trening po chorobie przeprowadzę w weekend, który będzie bardzo okrojony czasowo, zobaczymy jak z moją formą, czy będzie o co walczyć w pierwszych startach które się szybko zbliżają.
Krótki trening, początkowo aura sprzyjała i myślałem, że uda się chociaż zrobić 5 rund przez Jaworze, już pod koniec pierwszej rundy zaczął sypać śnieg i z każdą chwilą się nasilał, po kilku kilometrach już niewiele widziałem i byłem już mokry, dobrze że, ubrałem kilka warstw ubrań i nie wszystkie przemokły. Po dwóch rundach odpuściłem i zjechałem do domu. Noga podawała, szkoda tylko że znowu tylko godzinę pojeździłem, wieczorem znowu dokręcę na trenażerze. Najbardziej denerwuje mnie to że, w innych rejonach Polski rywale kręcą setki i więcej w dobrej pogodzie a ja jak zwykle nie mogę przejechać 50 km, a później leją mnie równo na wyścigach. Coraz bardziej zastanawiam się nad odpuszczeniem startów w tym sezonie, skoro nawet nie mogę się dobrze do nich przygotować, nawet dużo szybsze zjazdy w moim wykonaniu bez odpowiedniej mocy na podjazdach mi nie pomogą. Nie jestem zawodowcem by wszystko rzucić bo rower najważniejszy, a później mam wygrywać z ludźmi co cały rok trenują, wyjeżdżają na zgrupowania za granicę i później zgrywają cwaniaków. W sumie do pierwszego oficjalnego startu w zawodach zostało 3 tygodnie, z moją formą nie jest najgorzej ale dobrze też nie, nie będę się już przejmował innymi bo to nie ma sensu. Na jutro głoszą już bez opadów ale ja tam w to nie wierzę i pewnie i tak będzie wiało i waliło śniegiem, szosę zostawiam jeszcze w trenażerze na wszelki wypadek a ewentualny trening przeprowadzę na zimówce.
Ze względu na zmienne warunki pogodowe zdecydowałem się odkurzyć trenażer. Wczorajszy trening przepadł i wszystko wskazuje że, jutrzejszy również przepadnie. Myślałem że, uda mi się nadrobić zaległości treningowe a jak tak dalej pójdzie to startowanie w wyścigach zwłaszcza górskich nie będzie miało sensu. W tym sezonie jeszcze ani razu nie trenowałem na dluższych podjazdach i nie zanosi się aby w najbliższym czasie się to zmieniło bo znowu nawaliło śniegu.