Plany były trochę inne, niestety gdzieś na 60 kilometrze złapał mnie taki kryzys,że ledwo dojechałem do domu. Początkowo jechało się nawet dobrze, wiatr dzisiaj bardzo silny i wschodni, trasę zaplanowałem inną, ale później ją zmieniłem na nieco lepszą, więcej odcinków z wiatrem. Weekend ogólnie wyszedł udany, siedem godzin w siodle. Teraz tydzień regeneracyjny, w przyszły weekend już na szosie.
Miałem wyjechać rano, lecz zmieniłem plany i wyjechałem po obiedzie w pięknym słoneczku. Znowu dzisiaj wiało, ale nie zwracałem na to uwagi i starałem się trzymać równe tempo i udało się, jechało się bardzo fajnie, dawno tak się nie czułem dobrze, mam nadzieję,że to dobry prognostyk na sezon. Chciałbym w tym roku trochę powalczyć na wyścigach. Jutro trasa na wschód, bo ma wiać ze wschodu, może jakieś górki lub bardziej płaskie. Za tydzień przesiadka na szosę, która już po przeglądzie i wszystko chodzi jak należy.
Krótki wyjazd na rozruszanie nóg przed weekendem. Niestety dzisiaj kolejny raz musiałem walczyć z wiatrem i znowu poległem. Nie jechało się najgorzej, trasa krótka i dosyć łatwa. Na weekend plan jest prosty dwa razy po 4-5 godzin jazdy. Mam nadzieję, że się uda, bo jeździć trzeba.
Plan był inny, kolejne cztery godziny jazdy. Nieststy brak czasu i niestabilna pogoda sprawiły, że wyjechałem dopiero przed 16, ruch na drogach był spory, więc kręciłem się po okolicy. Wyszły cztery pętelki znane już mi z zeszłego sezonu. Fajnie się kręciło. Forma zaczyna wzrastać. Jutro też pojeżdżę, jeśli nie będzie padać.