Marszobieg 6
Niedziela, 10 listopada 2019 Kategoria Zima, Zima 2020
Km: | 16.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:58 | min/km: | 7:22 |
Pr. maks.: | Temperatura: | 6.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 144( 73%) | |
Kalorie: | 1006kcal | Podjazdy: | 620m | Aktywność: Bieganie |
Wykorzystałem okienko pogodowe
jakie trafiło się rano. Wyruszyłem w podobnym kierunku co tydzień temu chcąc
zaliczyć tym razem inny szlak w kierunku Szyndzielni. Po dobrej rozgrzewce
ruszyłem w temperaturze około 6 stopni. Pierwszy raz marsz był tak samo długi
jak bieg i trwał 4 minuty. Gdy tylko znalazłem się w terenie stwierdziłem, że będzie
ciężko bo jest dosyć mokro. Nie zniechęciło mnie to i w całkiem dobrym tempie
poruszałem się naprzód. Im bliżej gór tym ciężej, były miejsca gdzie musiałem
solidnie zwolnić aby nie władować się do błota. W pewnym momencie zagapiłem się
i szedłem o minutę za długo. Wybrałem dosyć ciężki odcinek na którym momentami
było tak stromo, że biec się nie dało. Przyczepność była dosyć dobra i nie
musiałem zbyt dużej uwagi do tego przywiązywać i mogłem skupić się na orientacji
w terenie, im wyżej tym gorsza widoczność. Kilka razy musiałem się zatrzymywać
i sprawdzać czy na pewno jestem na właściwej drodze. Kilka razy udało się trafić
na właściwą ale raz przegapiłem jedno rozwidlenie i kapnąłem się dopiero gdy
znalazłem się na końcowym odcinku do schroniska na Szyndzielni. Szybko znalazłem
właściwą drogę i w bardzo asekuracyjnym tempie ruszyłem w dół. Tempo wyznaczała
przede wszystkim jakość szlaku i były momenty, że w dół biegłem wolniej niż
szedłem pod górę. W połowie odcinka prowadzącego w dół zaczęło padać,
początkowo deszcz ze śniegiem a następnie bardzo drobny deszcz. Po zejściu w
dół nie chciałem wracać oklepanymi już ścieżkami wiec wróciłem inną z większą ilością
asfaltów drogą. Po powrocie pogoda załamała się już całkowicie i szans na
wyjście o późniejszej godzinie nie było.