Trening 32
Czwartek, 23 kwietnia 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: | 80.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:02 | km/h: | 26.37 |
Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 176176 ( 90%) | HRavg | 138( 70%) |
Kalorie: | 2165kcal | Podjazdy: | 1610m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Ciężki trening za mną. Nogi przez ostatnią dobę dostały w
kość. Przed jazdą czułem duży ból mięśni i zastanawiałem się czy nie odpuścić
treningu i luźno pojechać w góry. Już nieraz udowodniłem, że łatwo się nie
poddaje i ruszyłem przed 13 w kierunku Szczyrku. Już po wyjeździe chodziła mi
po głowie myśl, że o czymś zapomniałem. Odrzuciłem ją szybko i skupiłem się na
jeździe. Noga wcale tak źle nie podawała. Dużo większym utrudnieniem był
przejazd przez Bielsko i wydostanie się w kierunku Szczyrku. Patrząc na liczbę
samochodów na trasie czułem się jak w szczycie sezonu turystycznego zwłaszcza,
że większość samochodów była z innych rejonów województwa czy kraju. Już prawie
zapomniałem o rozgrzewce która jest kluczowa przy treningach z powtórzeniami na
określonych mocach. Tym razem rozgrzewka była nietypowa, zamiast jednego dłuższego
odcinka mocnej jazdy wprowadziłem trzy krótsze. Pierwszy zacząłem z
opóźnieniem, najpierw zatrzymała mnie sygnalizacja świetlna a następnie
samochód który postanowił się zatrzymać. Zostało mi około 90 sekund jazdy do
szczytu wzniesienia i tyle też było mocnej jazdy. Drugi odcinek już lepszy,
mógł zostać skrócony przez sygnalizacje świetlną ale udało się przejechać na
zielonym. Trzeci odcinek za rondem w Buczkowicach. Na tym koniec mocnych
akcentów rozgrzewkowych i wciśnięcie w siebie dawki węglowodanów. Przejazd
przez Szczyrk nie różnił się od poprzednich lat, sporo ludzi i samochodów ale
nietypowo wiatr w plecy. Dosyć szybkim tempem jechałem w górę Miasta.
Przespałem moment początku tempówki i zacząłem ją około 500 metrów za późno.
Wiało w plecy wiec i początek był szybki chociaż odrobinę za mocny. Później
ustabilizowałem tempo i jechałem cały czas równo, delikatnie nad progiem FTP.
Podjazd szybko leciał, duży wpływ miał wiatr który nieskromnie mówiąc wykonywał
dużą robotę na podjeździe. Dzięki temu szybko byłem na szczycie przed
planowanym końcem tempówki i z czasem nieznacznie słabszym niż rekordowy,
gdybym się dzisiaj zagiął to mógłbym konkretnie wyśrubować ten rekord, jednak
nie taki był cel. Przed zjazdem ubrałem wiatrówkę, wziąłem coś na ząb i
ruszyłem bardzo spokojnie w dół. Zjazd był znów asekuracyjny, bo ostatnia rzecz
jakiej obecnie potrzebuje to przedobrzyć i wylądować na barierkach lub na
asfalcie. Nie zapomniałem jak się zjeżdża ale nie jest to czas na harce. Po
zjeździe krótka przerwa, rozebranie kurtki i kolejny podjazd. Tym razem już tak
różowo nie było, wiatr który pomagał na podjeździe od strony Szczyrku
skutecznie utrudniał jazdę od strony Wisły. Ubite i zmęczone nogi już też
dawały o sobie znać. Jazda była bardzo szarpana, przez wiatr wydawało mi się,
że mam jakiś wór kamieni na plecach który trzeba targać pod górę. Średnia moc
równa progowi FTP pozwoliła na niecałe 17 minut podjazdu a liczyłem, że wjadę
ten odcinek w 16 minut bo noga na to pozwala. Na szczycie znów ubieranie kurtki,
zakrywanie ust i nosa, jedzenie i kolejny spokojny zjazd w stronę Wisły. Chcąc
wrzucić dużą tarcze z przodu przerzutka ani drgnęła, stan baterii był już
niski, już wiedziałem, że miałem ją rano podłączyć do ładowania, najpierw nie
miałem czasu a później zapomniałem. Na szczęście mogłem się obyć bez dużej tarczy
i pozostała cześć trasy byłem w stanie objechać na małej z przodu. Trzeci
podjazd nie różnił się zbytnio od drugiego, w końcówce już brakowało ale dałem
z siebie wystarczająco dużo aby nie stracić tempa. Wiatr na tym podjeździe nie
był dzisiaj łaskawy i dlatego podjazd zajmował mi około 40 sekund więcej niż zakładałem,
tych sekund z kolei nie było na podjeździe od Szczyrku wiec wyszło na zero. Na
szczycie znowu rytuał w postaci ubrania kurtki, jedzenia i jako bonus cyknąłem
jedną fote. Zjazd do Szczyrku znowu wolny i asekuracyjny. Kilka lat temu
musiałbym się postarać by zjechać w takim tempie i taką techniką a dzisiaj nie
robi to na mnie znaczenia. Wiatr wiejący w twarz miał swoje plusy bo nie musiałem
się przejmować brakiem dużej tarczy z przodu i spokojnie kręciłem na małej. Szczyrk
bezpiecznie przejechałem, zrzuciłem kurtkę i przy dużo mniejszym niż dwie
godziny wcześniej ruchu dojechałem do Bielska. Po drodze nogi odmówiły już posłuszeństwa,
dostały nieźle w kość wiec nie byłem zdziwiony. Mimo to jechałem niezłym tempem
i nawet na podjazdach jakoś to wyglądało. Zbliżając się do domu znowu musiałem się
liczyć z większą ilością samochodów na trasie ale dało się przeżyć. Bateria w
rowerze wytrzymała na tyle, że do końca treningu mogłem operować tylną
przerzutką, straciłem na tym troch czasu na powrocie ale nie miało to dla mnie
żadnego znaczenia. Pierwszy raz w tym roku byłem w stanie w letnim stroju
wybrać się na podjazdy, na zjazdach mógłbym obyć się bez kurtki ale wolałem nie
ryzykować. Kolejny wyjazd będzie spokojny a w niedziele pierwszy podjazd na
czas w tym roku. Wszystko zależy od pogody, jak się nie uda to sprawdzę się w następnym
tygodniu.



Informacje o podjazdach:




Informacje o podjazdach:
