Rozjazd 25
Czwartek, 30 lipca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: | 28.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:20 | km/h: | 21.00 |
Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 486kcal | Podjazdy: | 480m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po dwóch treningach dałem nogom
odpocząć. Kiedyś bym zafundował jeszcze trzeci trening pod rząd ale obecnie stawiam
na więcej odpoczynku. Długo biłem się z myślami czy jechać po raz kolejny na
Przegibek czy wybrać trasę z pagórkami i krótkimi zjazdami. Wszystkie jazdy
regeneracyjne staram się łączyć z nauką techniki zjazdu która u mnie kuleje i
zwykle wybieram Przegibek z technicznym zjazdem. Po poniedziałkowym pechowym
zjeździe liczyłem na przełamanie, wyjeżdżając z domu miałem jasną wizje zjazdu
a także chciałem na każdym odcinku w dół ćwiczyć technikę. Po pierwszym
podjeździe czułem, że jest to dobry dzień na ćwiczenie zjazdów. Już pierwszy z
nich wyglądał obiecująco i szybko, na końcu musiałem przyhamować ale niewiele
na tym straciłem. Drugi podjazd był szarpany, w połowie musiałem zjechać ze
ścieżki na jezdnie i to wybiło mnie z rytmu. Kolejne zjazdy nie były gorsze niż
ten pierwszy. Momentami brakowało szybkości i kilka razy musiałem zwalniać. Nigdy
tak szybko nie dojechałem do Straconki ale na tym kończą się pozytywy. Podjazd
na Przegibek zacząłem w dobrym tempie, później jechało się coraz ciężej. W
połowie zaczęły się problemy z napędem i w pewnym momencie łańcuch zablokował się,
pociągnął wózek który pękł ostatecznie uszkadzając hak i jazda się skończyła.
Na szczęście rama jest cała i to jedyny pozytyw. Z kołem nic się nie stało,
skróciłem łańcuch, pozbierałem wszystko oprócz resztki łańcucha i ruszyłem
dalej. Postanowiłem dojechać do końca podjazdu, zjeżdżając w dół zatrzymałem się
aby pozbierać resztki łańcucha. Po zjeździe zaczęły się dalsze problemy z napędem,
łańcuch samoczynnie wskoczył na większą zębatkę. Nie działało to najlepiej,
kilka razy zatrzymywałem się by przełożyć łańcuch. Na szczęście na trasie były
podjazdy i zjazdy wiec momentami nie musiałem kręcić. Około 3 kilometry od domu
niezbyt dobrze skuty łańcuch się urwał i postanowiłem dojść do domu pieszo niż
po raz kolejny po łepkach skuwać łańcuch. Byłem mega zły, po raz kolejny
znalazłem się na dnie, mam nadzieje, że jest ono dosyć twarde żeby szybko się z
niego odbić.

