Wpisy archiwalne w miesiącu
Czerwiec, 2018
Dystans całkowity: | 1593.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 47:18 |
Średnia prędkość: | 27.97 km/h |
Maksymalna prędkość: | 85.00 km/h |
Suma podjazdów: | 16370 m |
Maks. tętno maksymalne: | 196 (100 %) |
Maks. tętno średnie: | 180 (92 %) |
Suma kalorii: | 37920 kcal |
Liczba aktywności: | 28 |
Średnio na aktywność: | 56.89 km i 1h 53m |
Więcej statystyk |
Trening 58
Wtorek, 19 czerwca 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 147.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:31 | km/h: | 26.65 |
Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 136( 69%) |
Kalorie: | 3998kcal | Podjazdy: | 2130m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Wreszcie
znalazłem trochę więcej czasu na trening. Ten trening miał na celu podjęcie
decyzji o dystansie na Pętli Beskidzkiej. Mając 6 godzin czasu, w głowie
pojawiły się dwa podjazdy, jeden to dobrze znana Lysa Hora a drugi to nieznany
Velky Polom. Planowałem jechać równym tempem i nawet się to udawało, po drodze
obrałem kierunek Cieszyn. Jechało się dobrze na tyle, że pomimo walki z wiatrem
dosyć szybko dojechałem do Cieszyna. Natrafiłem na utrudnienia, najpierw korki
i przepychanie się przez zatłoczony Cieszyn a później zamknięta droga. Dalej
jechało się już dużo lepiej, bez utrudnień. Zbyt mało piłem i powoli zaczynało
brakować sił. Przed samym podjazdem małe utrudnienia, brak asfaltu na odcinku
około 1 kilometra. Podczas podjazdu sporo przygód, na początek jakiś kolarz dał
mi pokaz jak powinno się jeździć pod górę, może byłoby to imponujące gdyby
podjazd kończył się po 200 metrach. Podjazd zacząłem swoim tempem, nie jechałem
przesadnie mocno i nie walczyłem o czas. Po krótkim zjeździe spotkałem znajomych
i chwilowy, nie planowany postój. Nic nie wskazywało na to, że mogą wystąpić
jakieś problemy, tętno szło niebezpiecznie w górę, zaczynało mnie znowu
przytykać i ostatnie kilometry podjazdu jechałem już na oparach, ograniczała
mnie tylko korba a nie chciałem przepychać. W połowie stromego odcinka
zauważyłem jakiegoś pechowca który prosił o pompkę. Drugi postój znowu nie był
planowany i strata kolejnych 15 sekund nie robiła mi różnicy, czas i tak był
mocno przeciętny. Do końca podjazdu jakoś dotrwałem i od razu zacząłem
zjeżdżać. Po drodze w dół jeden postój na odzyskanie pompki i w sumie nawet
szybko zjechałem w dół. Po zjeździe zatrzymałem się w przydrożnej restauracji
na uzupełnienie płynów. Wodopój był konieczny i dalsza jazda była już
przyjemniejsza. Dojazd do Cieszyna w mocnym tempie a dalej już spokojniej do
domu. Po tym treningu jestem tak samo daleki od podjęcia decyzji o dystansie na
Pętli Beskidzkiej jak przed jazdą. Chciałbym wystartować na dłuższym dystansie
ale nie wiem czy będę w stanie.




Dolina Opatówki 2018
Niedziela, 17 czerwca 2018 Kategoria avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Wyścig
Km: | 96.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:50 | km/h: | 33.88 |
Pr. maks.: | 25.00 | Temperatura: | 65.0°C | HRmax: | 186186 ( 95%) | HRavg | 165( 84%) |
Kalorie: | 2485kcal | Podjazdy: | 1080m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po bardzo dobrej
czasówce przyszła kolej na wyścig ze startu wspólnego, nie nastawiałem się na
wynik tylko chciałem bardzo aktywnie przejechać cały dystans, planowałem
zabierać się w odjazdy i pokazać z dobrej strony na trasie.
Przyjeżdżając po rozgrzewce na start udało mi się ustawić w pierwszej linii, nikomu nie udało się wejść do sektora od przodu, kilku zawodników przeskoczyło przez barierki i znalazło się blisko czuba. Start opóźnił się o około 2 minuty i gdy nastąpił sygnał ruszyłem od razu mocno, myślałem, że ktoś pojedzie za mną i po chwili zorientowałem się, że jadę sam przed peletonem. Kilkadziesiąt metrów przewagi przed zjazdem było bardzo komfortową sytuacją, na zjeździe nie szalałem i po skręcie na Zagrody po moim odjeździe nie był już śladu. Chciałem trzymać się blisko przodu ale blokada w głowie zrobiła swoje i przepuściłem wszystkich do przodu. Było trochę za dużo osób z przodu, cześć z nich jechała bardzo niepewnie i musiałem się bardzo pilnować. Na podjeździe zyskałem kilka pozycji, trochę mniej niż się spodziewałem ale był mały zator i kilka osób już zostało z tyłu. Odcinki szutru zostały przysypane gliną i jechało się nieco lepiej niż na czasówce. Pierwszy zjazd był niebezpieczny, jeden zawodnik zaliczył pobocze a peleton się rozciągnął. Na podjeździe przybliżyłem się do czuba i do Wilczyc dojechałem na dobrej pozycji. Na zjeździe znowu zjechałem na tył i na drugą rundę wjechałem w peletonie. Przez połowę rundy nic ciekawego się nie działo, na zjeździe przez dziwną jazdę kilku osób prawie wypadłem z drogi, oczywiście straciłem cenne sekundy i musiałem gonić peleton. Tempo nie było zbyt mocne i bez problemu dojechałem i wyszedłem na czoło. Chciałem trochę popracować ale puszczono mnie do przodu, jechałem sam około 50 metrów przed peletonem, nie miałem zamiaru atakować samotnie i niezbyt długo utrzymałem się na czele. Na ostatnim podjeździe 2 rundy zaatakował Darek wraz z Pawłem z Gatta Bike Team. Ja zostałem wchłonięty przez peleton i w momencie znalazłem się na jego końcu, udało mi się utrzymać i na 3 rundę wjechałem w peletonie. Tempo nie było przesadnie mocne i bez problemu przesunąłem się bliżej czuba peletonu. Na zjeździe znowu straciłem nadrobione pozycje i musiałem się pilnować, niewiele brakowało abym został z tyłu. Zagrody poszły w miarę dobrze po czym nastąpił zjazd na którym już miałem problemy. Niewiele brakowało aby mój udział w wyścigu się skończył, udało się utrzymać na rowerze ale miałem małą stratę. Rywale mnie już przejrzeli i wiedzą, że słabo zjeżdżam i nie była to pierwsza akcja mająca na celu wyeliminowanie mnie z rywalizacji. Goniłem cały następny podjazd i jakoś dołączyłem do peletonu. Chciałem trochę odpocząć bo straciłem sporo sił na gonitwie ale nie było na to czasu i po wjeździe na 4 rundę poszedł mocny zaciąg pod górę, nie powinienem mieć problemu by zareagować na podwyższenie tempa. Przytkało mnie, nie mogłem jechać na tyle mocno by utrzymać tempo narzucone przez czołowych zawodników i zacząłem tracić dystans. Na zjeździe zrobiła się mała różnica której już nie byłem w stanie wyeliminować. Traciłem z każdą chwilą, próbowałem gonić ale traciłem tylko siły. Wyścig się dla mnie skończył i dalej jechałem już czysto treningowo. Szybko przekalkulowałem w głowie jakim tempem mam jechać by dojechać do mety nie zaliczając przysłowiowej bomby. Jechałem cały czas równo i mniej więcej czasy kolejnych okrążeni były zbliżone. Na 6 okrążeniu złapałem zawodnika z kategorii A i dalej jechaliśmy już wspólnie. Przez ponad 90% dystansu do mety jechałem na czele, po drodze łapaliśmy kolejnych zawodników, w tym jednego z kategorii A. Na ostatnim okrążeniu myślałem, jak zaskoczyć rywala by wjechać przed nim na metę. Z moimi genialnymi umiejętnościami sprinterskimi byłem skazany na pożarcie, wtedy myślałem, że walczymy o 3 miejsce. Udało się dojechać do ostatniego zakrętu na czele i generując wysoką jak na mnie moc wjechać na metę przed rywalem. Ostatecznie zająłem 2 miejsce, z przodu był tylko jeden rywal. Starta do najlepszych spora ale biorąc pod uwagę problemy jakie mam w tym roku to każdy wynik lepszy niż ostatnie miejsce w tego typu wyścigu muszę traktować jako mały sukces. Był to jeden z najlepszych weekendów w mojej przygodzie z kolarstwem. Wiem, że stać mnie na więcej ale na razie musze się zadowolić tym co jest a może za 2, 3 lata gdy na nowo nauczę się jeździć w peletonie to wyniki z czasówek uda się przenieść także na wyścigi ze startu wspólnego.
Przyjeżdżając po rozgrzewce na start udało mi się ustawić w pierwszej linii, nikomu nie udało się wejść do sektora od przodu, kilku zawodników przeskoczyło przez barierki i znalazło się blisko czuba. Start opóźnił się o około 2 minuty i gdy nastąpił sygnał ruszyłem od razu mocno, myślałem, że ktoś pojedzie za mną i po chwili zorientowałem się, że jadę sam przed peletonem. Kilkadziesiąt metrów przewagi przed zjazdem było bardzo komfortową sytuacją, na zjeździe nie szalałem i po skręcie na Zagrody po moim odjeździe nie był już śladu. Chciałem trzymać się blisko przodu ale blokada w głowie zrobiła swoje i przepuściłem wszystkich do przodu. Było trochę za dużo osób z przodu, cześć z nich jechała bardzo niepewnie i musiałem się bardzo pilnować. Na podjeździe zyskałem kilka pozycji, trochę mniej niż się spodziewałem ale był mały zator i kilka osób już zostało z tyłu. Odcinki szutru zostały przysypane gliną i jechało się nieco lepiej niż na czasówce. Pierwszy zjazd był niebezpieczny, jeden zawodnik zaliczył pobocze a peleton się rozciągnął. Na podjeździe przybliżyłem się do czuba i do Wilczyc dojechałem na dobrej pozycji. Na zjeździe znowu zjechałem na tył i na drugą rundę wjechałem w peletonie. Przez połowę rundy nic ciekawego się nie działo, na zjeździe przez dziwną jazdę kilku osób prawie wypadłem z drogi, oczywiście straciłem cenne sekundy i musiałem gonić peleton. Tempo nie było zbyt mocne i bez problemu dojechałem i wyszedłem na czoło. Chciałem trochę popracować ale puszczono mnie do przodu, jechałem sam około 50 metrów przed peletonem, nie miałem zamiaru atakować samotnie i niezbyt długo utrzymałem się na czele. Na ostatnim podjeździe 2 rundy zaatakował Darek wraz z Pawłem z Gatta Bike Team. Ja zostałem wchłonięty przez peleton i w momencie znalazłem się na jego końcu, udało mi się utrzymać i na 3 rundę wjechałem w peletonie. Tempo nie było przesadnie mocne i bez problemu przesunąłem się bliżej czuba peletonu. Na zjeździe znowu straciłem nadrobione pozycje i musiałem się pilnować, niewiele brakowało abym został z tyłu. Zagrody poszły w miarę dobrze po czym nastąpił zjazd na którym już miałem problemy. Niewiele brakowało aby mój udział w wyścigu się skończył, udało się utrzymać na rowerze ale miałem małą stratę. Rywale mnie już przejrzeli i wiedzą, że słabo zjeżdżam i nie była to pierwsza akcja mająca na celu wyeliminowanie mnie z rywalizacji. Goniłem cały następny podjazd i jakoś dołączyłem do peletonu. Chciałem trochę odpocząć bo straciłem sporo sił na gonitwie ale nie było na to czasu i po wjeździe na 4 rundę poszedł mocny zaciąg pod górę, nie powinienem mieć problemu by zareagować na podwyższenie tempa. Przytkało mnie, nie mogłem jechać na tyle mocno by utrzymać tempo narzucone przez czołowych zawodników i zacząłem tracić dystans. Na zjeździe zrobiła się mała różnica której już nie byłem w stanie wyeliminować. Traciłem z każdą chwilą, próbowałem gonić ale traciłem tylko siły. Wyścig się dla mnie skończył i dalej jechałem już czysto treningowo. Szybko przekalkulowałem w głowie jakim tempem mam jechać by dojechać do mety nie zaliczając przysłowiowej bomby. Jechałem cały czas równo i mniej więcej czasy kolejnych okrążeni były zbliżone. Na 6 okrążeniu złapałem zawodnika z kategorii A i dalej jechaliśmy już wspólnie. Przez ponad 90% dystansu do mety jechałem na czele, po drodze łapaliśmy kolejnych zawodników, w tym jednego z kategorii A. Na ostatnim okrążeniu myślałem, jak zaskoczyć rywala by wjechać przed nim na metę. Z moimi genialnymi umiejętnościami sprinterskimi byłem skazany na pożarcie, wtedy myślałem, że walczymy o 3 miejsce. Udało się dojechać do ostatniego zakrętu na czele i generując wysoką jak na mnie moc wjechać na metę przed rywalem. Ostatecznie zająłem 2 miejsce, z przodu był tylko jeden rywal. Starta do najlepszych spora ale biorąc pod uwagę problemy jakie mam w tym roku to każdy wynik lepszy niż ostatnie miejsce w tego typu wyścigu muszę traktować jako mały sukces. Był to jeden z najlepszych weekendów w mojej przygodzie z kolarstwem. Wiem, że stać mnie na więcej ale na razie musze się zadowolić tym co jest a może za 2, 3 lata gdy na nowo nauczę się jeździć w peletonie to wyniki z czasówek uda się przenieść także na wyścigi ze startu wspólnego.
Rozgrzewki i Rozjazdy
Niedziela, 17 czerwca 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:26 | km/h: | 22.60 |
Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 1090kcal | Podjazdy: | 440m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
ITT Dolina Opatówki 2018
Sobota, 16 czerwca 2018 Kategoria avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: | 12.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:19 | km/h: | 37.89 |
Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | 188188 ( 96%) | HRavg | 179( 91%) |
Kalorie: | 375kcal | Podjazdy: | 140m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po krótkiej
przerwie w startach przyszedł czas na weekend w Wilczycach. Był to dla mnie
ważny sprawdzian, w tym sezonie nie zawsze wszystko wychodziło jak powinno i
ten weekend to miało być przełamanie tej niezbyt szczęśliwej passy.
Pierwszym etapem dwudniowych zmagań była czasówka, na krętej, pagórkowatej i niełatwej rundzie. Frekwencja nie była zbyt duża i na pierwszy rzut oka znalezienie czasowca ze ścisłej krajowej czołówki było trudne.
Przygotowany do startu byłem dobrze, czułem się nieźle i jedyny minus jaki można wskazać to brak dobrej rozgrzewki. Za bardzo nie miałem jak i gdzie się rozgrzać, nie chciałem jeździć po trasie by nie zostać zdyskwalifikowanym i nikomu nie przeszkodzić w jeździe.
Startowałem jako jeden z ostatnich, część osób już było na mecie, nie wiedziałem jaki czas trzeba wykręcić by znaleźć się w czołówce. Po starcie od razu kilka sekund w plecy, nie wpiąłem się od razu i niezbyt efektywnie ruszyłem do przodu. Pierwszy podjazd poszedł jako tako, moc niby wysoka a wydawało mi się, że jadę słabo, na zjeździe o dziwo też jechałem szybko, dalej próbowałem jechać równym tempem. Cały czas mi się wydawało, że jadę za słabo, że nie będę miał dobrego czasu. Najtrudniejszy podjazd wjechałem bardzo dobrym tempem, mocniej już jechać nie mogłem a nie wydawało mi się, że rywale pojadą tam szybciej. Po podjeździe małe utrudnienia, trzy odcinki żwiru, na dwóch pierwszych zwolniłem a trzeci przejechałem bez zbędnego zwalniania. Po krętym zjeździe nastąpiło krótkie wypłaszczenie i kolejny podjazd. Około kilometrowa droga bez zakrętów i lekko w górę. Zobaczyłem przed sobą dwóch zawodników, nie wiem czy startowali bezpośredni przede mną czy wcześniej, zmotywowało mnie to do jeszcze mocniejszej pracy. Podjazd skończył się szybko i już zaczynało lekko brakować sił, na wypłaszczeniach miałem problem jechać tak mocno jak pod górę i pewnie nieco traciłem. Ostatni podjazd wjechałem siłowo, pewnie przy wyższej kadencji mógłbym wjechać szybciej ale wybrałem taki styl jazdy. Ostatni odcinek prowadził głównie w dół, jechałem już bardzo mocno, dogoniłem jednego zawodnika i ścigałem się z nim do mety. Miałem przewagę, lecz zbyt szybko chciałem wjechać w ostatni zakręt i musiałem hamować i straciłem parę sekund. Ostatecznie na metę wjechaliśmy obok siebie. Nie byłem zadowolony ze swojej jazdy, wydawało mi się, że pojechałem słabo, że coś poszło nie tak jak powinno i zapewne będę znowu ostatni w swojej kategorii wiekowej.
Po ogłoszeniu wyników byłem w szoku, mój czas dał mi zwycięstwo w kategorii wiekowej i 2 miejsce w OPEN. Do pierwszego miejsca przepaść, ale przegrać z Mistrzem Świata w Tandemach to nie jest wstyd a nad rywalami miałem bezpieczną przewagę. Nie spodziewałem się takiego rezultatu, zawdzięczam go głównie niskiej frekwencji ale raczej to nie był przypadek. Po prostu trasa była jak dla mnie niemal idealna i forma też zrobiła swoje. Wiedziałem, że podium w sezonie będzie, przyszło w takim momencie w którym już miałem chwile zwątpienia i myślałem o dłuższej przerwie w startach. Podium cieszy tym bardziej, że jest osiągnięte w czasówce gdzie w dużym stopniu decydują umiejętności a nie taktyka, wyścig można wygrać dając jedną mocną zmianę na mecie a na czasówce trzeba jechać cały czas mocno i dlatego czasówki cenię sobie dużo bardziej niż wyścigi ze startu wspólnego.
Czasówka super zorganizowana, pomijając fakt tych małych utrudnień na trasie na które organizator nie miał wpływu.
Pierwszym etapem dwudniowych zmagań była czasówka, na krętej, pagórkowatej i niełatwej rundzie. Frekwencja nie była zbyt duża i na pierwszy rzut oka znalezienie czasowca ze ścisłej krajowej czołówki było trudne.
Przygotowany do startu byłem dobrze, czułem się nieźle i jedyny minus jaki można wskazać to brak dobrej rozgrzewki. Za bardzo nie miałem jak i gdzie się rozgrzać, nie chciałem jeździć po trasie by nie zostać zdyskwalifikowanym i nikomu nie przeszkodzić w jeździe.
Startowałem jako jeden z ostatnich, część osób już było na mecie, nie wiedziałem jaki czas trzeba wykręcić by znaleźć się w czołówce. Po starcie od razu kilka sekund w plecy, nie wpiąłem się od razu i niezbyt efektywnie ruszyłem do przodu. Pierwszy podjazd poszedł jako tako, moc niby wysoka a wydawało mi się, że jadę słabo, na zjeździe o dziwo też jechałem szybko, dalej próbowałem jechać równym tempem. Cały czas mi się wydawało, że jadę za słabo, że nie będę miał dobrego czasu. Najtrudniejszy podjazd wjechałem bardzo dobrym tempem, mocniej już jechać nie mogłem a nie wydawało mi się, że rywale pojadą tam szybciej. Po podjeździe małe utrudnienia, trzy odcinki żwiru, na dwóch pierwszych zwolniłem a trzeci przejechałem bez zbędnego zwalniania. Po krętym zjeździe nastąpiło krótkie wypłaszczenie i kolejny podjazd. Około kilometrowa droga bez zakrętów i lekko w górę. Zobaczyłem przed sobą dwóch zawodników, nie wiem czy startowali bezpośredni przede mną czy wcześniej, zmotywowało mnie to do jeszcze mocniejszej pracy. Podjazd skończył się szybko i już zaczynało lekko brakować sił, na wypłaszczeniach miałem problem jechać tak mocno jak pod górę i pewnie nieco traciłem. Ostatni podjazd wjechałem siłowo, pewnie przy wyższej kadencji mógłbym wjechać szybciej ale wybrałem taki styl jazdy. Ostatni odcinek prowadził głównie w dół, jechałem już bardzo mocno, dogoniłem jednego zawodnika i ścigałem się z nim do mety. Miałem przewagę, lecz zbyt szybko chciałem wjechać w ostatni zakręt i musiałem hamować i straciłem parę sekund. Ostatecznie na metę wjechaliśmy obok siebie. Nie byłem zadowolony ze swojej jazdy, wydawało mi się, że pojechałem słabo, że coś poszło nie tak jak powinno i zapewne będę znowu ostatni w swojej kategorii wiekowej.
Po ogłoszeniu wyników byłem w szoku, mój czas dał mi zwycięstwo w kategorii wiekowej i 2 miejsce w OPEN. Do pierwszego miejsca przepaść, ale przegrać z Mistrzem Świata w Tandemach to nie jest wstyd a nad rywalami miałem bezpieczną przewagę. Nie spodziewałem się takiego rezultatu, zawdzięczam go głównie niskiej frekwencji ale raczej to nie był przypadek. Po prostu trasa była jak dla mnie niemal idealna i forma też zrobiła swoje. Wiedziałem, że podium w sezonie będzie, przyszło w takim momencie w którym już miałem chwile zwątpienia i myślałem o dłuższej przerwie w startach. Podium cieszy tym bardziej, że jest osiągnięte w czasówce gdzie w dużym stopniu decydują umiejętności a nie taktyka, wyścig można wygrać dając jedną mocną zmianę na mecie a na czasówce trzeba jechać cały czas mocno i dlatego czasówki cenię sobie dużo bardziej niż wyścigi ze startu wspólnego.
Czasówka super zorganizowana, pomijając fakt tych małych utrudnień na trasie na które organizator nie miał wpływu.
Sprawdzenie roweru
Piątek, 15 czerwca 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: | 8.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:20 | km/h: | 24.00 |
Pr. maks.: | 45.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 150kcal | Podjazdy: | 30m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Podsumowanie obozu
Czwartek, 14 czerwca 2018
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze |
Od obozu minęło
już trochę czasu, czas na krótkie podsumowanie. Postawiłem sobie kilka celów i
udało się je zrealizować. Nie było to łatwe bo jednak łatwiej jest trenować
samemu a w grupie było trochę niepotrzebnego ścigania a także zróżnicowane możliwości
poszczególnych zawodników. Zaliczyłem sporo podjazdów w tym kilkanaście takich
których jeszcze nie jechałem. Nie walczyłem o rekordy bo nie o to w tym chodzi,
sam czas podjazdu nie jest ważny tak jak sposób podjeżdżania czy inne elementy
układanki.
Zaplanowany test FTP udało się przeprowadzić dopiero za drugim podejściem. Wybrany podjazd nie był idealny a także moment w którym robiłem test nie został wybrany najlepiej. Wynik wyszedł niezły, ale treningi które robiłem przed obozem i po obozie dały mi odpowiedź, że wynik wyszedł przekłamany. Poza tym testem chciałem zaliczyć jak najwięcej podjazdów dających przewyższenie co najmniej 10 kilometrowe. Zdecydowanie najlepszym podjazdem był Śląski Dom. Nawierzchnia pozostawiała sporo do życzenia a sam podjazd nie okazał się tak straszny jak o nim mówiono. Mój czas nie wyszedł jakiś szczególnie dobry, przy znajomości podjazdu, lepszym sprzęcie i jeździe na najlepszy wynik, czas 27-28 minut jest jak najbardziej w zasięgu.
Cały obóz oceniam bardzo dobrze, mam świadomość, że trenując samemu w podobnych warunkach mógłbym zrobić więcej i solidnej potrenować. Nawet to czyszczenie roweru po prawie każdej jeździe nie wpłynęło na ocenę i obóz przyniósł mi sporo korzyści. Oprócz tych dobrych, jak poprawa formy, odpoczynek zauważyłem też niedobre rzeczy. Od pewnego czasu a dokładniej 5 maja mam problemy z pamięcią. Pojawiają mi się dziury i zaniki pamięci o czym na obozie przekonałem się nie raz, np. gubiąc orientację. Problem jest poważny i nie wiem czy szybko uda mi się z nim uporać.
Udało się zaliczyć sporo podjazdów, na większości zanotowałem swoje najlepsze czasy, nie miałem takiego celu i to jest tylko dodatek do wykonanej pracy:

Podsumowanie liczbowe obozu:

Najlepsza moc:

Wszystkie jazdy:

Poniedziałek: Obóz Bukowina 1
Wtorek: Obóz Bukowina 2
Środa: Obóz Bukowina 3
Czwartek: Obóz Bukowina 4
Piątek: Obóz Bukowina 5
Sobota: Obóz Bukowina 6
Niedziela: Obóz Bukowina 7
Zaplanowany test FTP udało się przeprowadzić dopiero za drugim podejściem. Wybrany podjazd nie był idealny a także moment w którym robiłem test nie został wybrany najlepiej. Wynik wyszedł niezły, ale treningi które robiłem przed obozem i po obozie dały mi odpowiedź, że wynik wyszedł przekłamany. Poza tym testem chciałem zaliczyć jak najwięcej podjazdów dających przewyższenie co najmniej 10 kilometrowe. Zdecydowanie najlepszym podjazdem był Śląski Dom. Nawierzchnia pozostawiała sporo do życzenia a sam podjazd nie okazał się tak straszny jak o nim mówiono. Mój czas nie wyszedł jakiś szczególnie dobry, przy znajomości podjazdu, lepszym sprzęcie i jeździe na najlepszy wynik, czas 27-28 minut jest jak najbardziej w zasięgu.
Cały obóz oceniam bardzo dobrze, mam świadomość, że trenując samemu w podobnych warunkach mógłbym zrobić więcej i solidnej potrenować. Nawet to czyszczenie roweru po prawie każdej jeździe nie wpłynęło na ocenę i obóz przyniósł mi sporo korzyści. Oprócz tych dobrych, jak poprawa formy, odpoczynek zauważyłem też niedobre rzeczy. Od pewnego czasu a dokładniej 5 maja mam problemy z pamięcią. Pojawiają mi się dziury i zaniki pamięci o czym na obozie przekonałem się nie raz, np. gubiąc orientację. Problem jest poważny i nie wiem czy szybko uda mi się z nim uporać.
Udało się zaliczyć sporo podjazdów, na większości zanotowałem swoje najlepsze czasy, nie miałem takiego celu i to jest tylko dodatek do wykonanej pracy:

Podsumowanie liczbowe obozu:

Najlepsza moc:

Wszystkie jazdy:

Poniedziałek: Obóz Bukowina 1
Wtorek: Obóz Bukowina 2
Środa: Obóz Bukowina 3
Czwartek: Obóz Bukowina 4
Piątek: Obóz Bukowina 5
Sobota: Obóz Bukowina 6
Niedziela: Obóz Bukowina 7
Trening 57
Środa, 13 czerwca 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 44.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:46 | km/h: | 24.91 |
Pr. maks.: | 56.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 158158 ( 81%) | HRavg | 115( 58%) |
Kalorie: | 967kcal | Podjazdy: | 670m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po ostatnich przygodach z kapciami zdecydowałem się kupić nowe opony. Chciałem dzisiaj jechać spokojnym tempem, ze względu na niepewną pogodę krążyłem w najbliższej okolicy. Miałem okazję sprawdzić gumy w różnych warunkach, suchej nawierzchni, mokrej nawierzchni, żwirze, podjeździe czy zjeździe. Jak na razie nie mam do nich żadnych zastrzeżeń, zobaczymy jak się będą spisywać w dłuższym okresie czasu.
Nie chciało mi się przekładać miernika mocy z drugiego roweru i jechałem bez cyferek. Tak się zagalopowałem, że założyłem pedały do których moje bloki nie pasowały, nie chciałem tracić czasu na zmianę i pojechałem w zwykłych butach, bez spd. Jazda nie była całkiem przyjemna ale dałem radę. Prawie dwie godziny jazdy i cała masa różnych podjazdów zaliczona.


Nie chciało mi się przekładać miernika mocy z drugiego roweru i jechałem bez cyferek. Tak się zagalopowałem, że założyłem pedały do których moje bloki nie pasowały, nie chciałem tracić czasu na zmianę i pojechałem w zwykłych butach, bez spd. Jazda nie była całkiem przyjemna ale dałem radę. Prawie dwie godziny jazdy i cała masa różnych podjazdów zaliczona.


Miasto 12
Wtorek, 12 czerwca 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: | 90.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 1790kcal | Podjazdy: | 1200m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Trening 56
Wtorek, 12 czerwca 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 51.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:33 | km/h: | 32.90 |
Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 141( 72%) |
Kalorie: | 1248kcal | Podjazdy: | 350m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pierwszy trening ukierunkowany na jazdę na czas. Po zreperowaniu uszkodzonej na Lubelskiej Vuelcie lemondki i ustawieniu pozycji wyjechałem z około 2 godzinnym opóźnieniem. Pogoda nie pozwoliła na wcześniejszy trening. Nie miałem już zbyt dużo czasu i z 5 planowanych powtórzeń zrobiłem 3 i to jeszcze tylko 2 wyszły jak powinny. Na 5 minutowe tempówki wybrałem odcinek Skoczów-Pierściec z dobrą nawierzchnią i jak mi się wydawało niezbyt dużym ruchem samochodowym. Podczas dojazdu do Skoczowa udało mi się sporo czasu jechać w pozycji czasowej, na lemondce. Pierwsza tempówka miała być najsłabsza, każdą kolejną chciałem pojechać mocniej. Dobrze się złożyło, że wiało w twarz i było ciężej, trzymanie założonej mocy było łatwiejsze. Dobre tempo i moc udało się utrzymać do końca i od razu nawrót. Podczas odpoczynku nie jechałem całkiem spokojnie, na mocy o połowę mniejszej ni podczas ćwiczenia. Drugie powtórzenie było mocniejsze, tak jak zakładałem, po nawrocie trochę samochodów i kilka niepotrzebnych spowolnień. Trzecie powtórzenie zacząłem najmocniej ze wszystkich ale już po około minucie musiałem sporo zwolnić a dalej nawet się zatrzymać, straciłem na tym bardzo dużo i pomimo bardzo mocnej jazdy do końca, moc z odcinka wyszła najniższa ze wszystkich. Powrót do domu był dosyć szybki, lemondka nawet na podjazdach dawała zysk czasowy. Przed wjazdem do Bielska, drogi bardzo mokre, podobno ulewa przeszła a na mnie nie spadła ani kropla deszczu.




Trening 55
Niedziela, 10 czerwca 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 121.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:34 | km/h: | 26.50 |
Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 139( 71%) |
Kalorie: | 3200kcal | Podjazdy: | 2270m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Bardzo dobry trening, taki jak najbardziej lubię, z dużą ilością podjazdów.
Po piątkowym teście FTP jeszcze nie doszedłem do pełni sił i czułem pewien
dyskomfort podczas jazdy. Żeby było przyjemniej to pojechałem na karbonowym
rowerze. Wyjazd o dosyć wczesnej porze by uniknąć dużego ruchu samochodowego.
Od początku jechało się ciężko, po chwili zorientowałem się, że wieje w twarz.
Z wiatrem walczyłem aż do Buczkowic, przynajmniej była bardzo dobra rozgrzewka.
Później wiatr nie był już tak odczuwalny ale zbliżały się podjazdy. Miałem plan
by jechać cały czas na 80-100 % progu FTP. Czasy nie miały żadnego znaczenia i
trzymałem się tylko wartości mocy. Pierwszy podjazd na Orle Gniazdo zacząłem za
mocno, ale po chwili udało mi się osiągnąć założone tempo. Bardzo równym tempem
wjechałem na szczyt. Zjazd po mokrej drodze sobie odpuściłem i do skrzyżowania
dojechałem spokojnie. Droga w kierunku Soliska też szybko biegła i nie wiem
kiedy znalazłem się u podnóża podjazdu na Salmopol. Rozpocząłem spokojniej i trzymałem
równe tempo przez cały podjazd. Nie sprawdziłem temperatury na szczycie i
zacząłem zjeżdżać, zjazd był mokry, wolny i zimny. Nie chciało mi się zatrzymywać
i lekko zmarzłem. Po zjeździe mało samochodów i nawet jadąc do Czarnego było
pusto na drodze. Za zaporą miła niespodzianka – nowa nawierzchnia, szkoda, że
podjazd na Zameczek też nie dostał nowej bo dziur jest coraz więcej. Na Zameczek
jechało się w miarę dobrze i pojechałem nieco mocniej niż dwa poprzednie
podjazdy. Odcinek do Istebnej nie należał do przyjemnych, sporo żwiru i
samochodów przez które musiałem kilka razy się zatrzymać. Na dodatek
przestrzeliłem jeden zakręt i zjechałem inną drogą. Podjazd na Koczy Zamek miał
być ostatnim, planowałem jechać przez Milówkę i Lipową do Buczkowic. Podjazd
szedł topornie, na najstromszych fragmentach brakowało mi przełożeń, ledwo
wjechałem na szczyt. Zaczynając zjazd zapomniałem o stanie drogi do Istebnej.
Nie wiem jak udało mi się ominąć wszystkie dziury ale bez problemów zjechałem
do Istebnej i zacząłem kolejny podjazd, na Kubalonkę. Nie przepadam za tym
podjazdem, spora ilość wypłaszczeń nie pozwala na złapanie jakiegoś rytmu. Był
to mój najsłabszy w dniu dzisiejszym podjazd. Przed zjazdem nie wiedziałem
jeszcze czy pojadę przez Szczyrk czy Ustroń. Zjazd znowu nie był zbyt szybki,
sporo samochodów się pojawiło i musiałem hamować. Przed rondem skręciłem na
stację i skierowałem w stronę Szczyrku. Miałem chwilowy kryzys, co prawda
jechałem dosyć szybko ale męczyłem się bardzo, dopiero krótki postój pozwolił
odzyskać siły. Ostatni podjazd poszedł mi najlepiej, noga podawała bardzo
dobrze, pod koniec podjazdu podkręciłem nieco tempo, chciałem fajnie
zafiniszować ale pojawił się autobus i zepsuł zabawę. Brakło mi wody i w
Szczyrku zatrzymałem się w sklepie. Uzupełniłem bidony, posiliłem się i
spokojnie jechałem dalej. Po drodze jeszcze jeden krótki akcent i jeden mocniej
pojechany podjazd.
Super trening zaliczony. Forma jest bardzo dobra. Jak ją utrzymam jeszcze 3 tygodnie to będę bardzo zadowolony.


Super trening zaliczony. Forma jest bardzo dobra. Jak ją utrzymam jeszcze 3 tygodnie to będę bardzo zadowolony.

