Wpisy archiwalne w kategorii
Samotnie
| Dystans całkowity: | 179051.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.84%) |
| Czas w ruchu: | 6676:44 |
| Średnia prędkość: | 26.44 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2071211 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3854739 kcal |
| Liczba aktywności: | 2775 |
| Średnio na aktywność: | 64.52 km i 2h 26m |
| Więcej statystyk | |
Trening 51
Środa, 27 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 72.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:36 | km/h: | 27.69 |
| Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 154154 ( 78%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 1679kcal | Podjazdy: | 1020m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy dzień lepszej i pewniejszej pogody w tym tygodniu. Szybko wróciłem z pracy i wpadłem na pomysł aby przetestować nowe koło i szytki. Przełożenie kół, wymiana klocków i ustawienie hamulców zajęło mi około 20 minut, miałem delikatny problem z dopompowaniem powietrza ale ostatecznie znalazłem inną przejściówkę która nie puszczała powietrza i napompowałem ponad 8 bar. Nie była to strata czasu, dzisiejsze warunki i zaplanowana trasa była idealna na test kół. Ubrałem się cieplej mimo słońca i wysokiej temperatury, tempo jakim miałem jechać nie było zbyt mocne i nie było mowy o przegrzaniu a dzięki temu nie musiałem zatrzymywać się przed zjazdami. Wyjechałem przed 16 na około 2 i pół godziny, później mogło znowu padać i miałem jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Na tych kołach nie chciałem jeździć po dziurach i bezdrożach, przez miasto też nie chciałem jechać i wybrałem dłuższą drogę bez ścieżek rowerowych i złej jakości asfaltów. Już po starcie koła przeszły pierwszy test, na jednym z łuków było mokro i wjechałem tam z dosyć dużą prędkością, później kawałek nierównego asfaltu i dosyć głęboka kałuża która musiałem wjechać. Zrobiłem to z minimalną prędkością i bezpiecznie przejechałem, pierwszy podjazd pokonałem bardzo spokojnie, szło wyraźnie lżej niż na obręczach o niskim profilu i oponach. Na zjeździe musiałem cały czas hamować, nie potrafiłem wyprzedzić wolniej jadących rowerzystów. Nie wpłynęło to na mnie de motywująco i już drugi podjazd na trasie pokonałem lepszym tempem, zjazd znowu nieudany, musiałem hamować i użerać się z niepoważnymi kierowcami. Powetowałem to sobie na kolejnym odcinku prowadzącym w dół. Całkiem sprawnie dostałem się na ulicę Górską. Podjazd na Przegibek pokonałem spokojnym tempem, trzymałem się na pograniczu 2 i 3 strefy, momentami wchodziłem na kilka sekund do 4 strefy. Na podjeździe koła sprawowały się dobrze, wiele nie zyskałem ale duży wpływ dzisiaj miał silny wiatr wiejący z północnego-zachodu. Na zjeździe nie szalałem, pierwszy fragment asekuracyjnie a później już odważniej, z wiatrem w plecy szybko zjechałem do skrzyżowania. Na głównej drodze był niewielki ruch ale im bardziej na południe tym samochodów coraz więcej. Na zaporze w Tresnej zatrzymałem się na moment. Był to jedyny postój na trasie, niepotrzebny ale złapałem na moment oddech. Znowu miałem delikatny problem z dostarczeniem odpowiedniej ilości tlenu ale myślę, że to minie za jakiś czas. Prawdziwy dramat na drodze był dopiero za Oczkowem gdy jechałem w kierunku Żywca, samochód za samochodem a przed samym szczytem jeszcze Ambulans i samochód Sanepidu. Całe szczęście, że był tam kawałek nierównego pobocza i mogłem zrobić miejsce. Na zjeździe rozpędziłem się zbyt mocno i musiałem ostro hamować, zmieściłem się miedzy samochodami i bez większych problemów pokonałem pierwsze rondo. Na kolejnych dwóch musiałem przepuścić po jednym samochodzie. Już żałowałem, że wybrałem wariant trasy przez Moszczanicę i Lipową a nie przez Rychwałd i Łodygowice. Od ronda w Żywcu do skrzyżowania wyprzedziło mnie kilka samochodów a na drodze do Lipowej nie było chwili gdyby nie mijał mnie przynajmniej jeden. Byłem zmęczony już tym ruchem i zacząłem szukać alternatywnych dróg niewydłużających trasy. Wiatr utrudniał jazdę ale nie przejmowałem się tym pilnując wskazań mocy. Jedyny odcinek który wybrałem jako alternatywny to droga przez Słotwinę omijająca centrum Godziszki. Ruch tam był niewielki a w Godziszce i Buczkowicach znowu wzmożony. Mimo tego, że jechałem głownie w dół musiałem cały czas kręcić, w innym wypadku prędkość spadała o 10 km/h. Przed wjazdem do Bielska musiałem się zatrzymać kilka razy, głównie przez nieodpowiednie manewry kierowców, którzy nic na tym nie zyskali a tylko utrudnili ruch na drodze. W Bielsku nie było z tym lepiej, na jednym ze skrzyżowań była kolizja dwóch samochodów, na szczęście ruch odbywał się normalnie. Byłem już zmęczony tym ruchem i wybrałem najkrótszą drogę do domu. Po drodze musiałem jeszcze pokonać kilka przeszkód. Gdy tylko wszedłem do domu to było krótkie oberwanie chmury, może bym nie zmoknął, rower i tak do czyszczenia mimo tego, że nie jechałem w deszczu ale zaliczyłem kilka miejsc z mokrą nawierzchnią. Dzisiaj noga była dużo lepsza niż wczoraj ale nie miałem głowy do mocnej jazdy.
Trening 49
Sobota, 23 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 96.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:52 | km/h: | 24.83 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 142( 72%) |
| Kalorie: | 2744kcal | Podjazdy: | 2230m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy konkretny sobotni trening w tym roku. Zwykle w soboty nie jeździłem, szykowałem się na niedzielę i postanowiłem to zmienić. Najlepsza opcja jaka była to wyjazd rano i powrót przed zapowiadanymi opadami deszczu. Tak też zrobiłem, byłem gotowy na wyjazd o 7 i ruszyłem nawet kilka minut wcześniej. Na starcie mała niespodzianka, słaba bateria miernika mocy, liczyłem na to, że wytrzyma cały trening i nie wracałem się do domu po nowe baterie. Ruszyłem w dosyć niskiej temperaturze ale byłem odpowiednio ubrany i czułem się komfortowo. Po kilku minutach jazdy stwierdziłem, że nie jest to mój dzień, nogi jakieś słabe i ciężko było czerpać przyjemność z jazdy. Potwierdził to podjazd na Przegibek gdzie męczyłem się strasznie, na zjeździe puściłem się odważnie, nic mi nie przeszkadzało i szybko dostałem się do Międzybrodzia. W drugiej części zjazdu walczyłem z przeciwnym ale niezbyt silnym wiatrem. Po zjeździe zacząłem myśleć o rozgrzewce która była konieczna aby wskoczyć na właściwe obroty. Gdy tylko skończył się krótki zjazd nad jeziorem to ruszyłem mocniej, mocny początek nie znalazł odzwierciedlenia w końcówce, nie utrzymałem stałej mocy, odzwyczaiłem się jazdy po płaskim i nawet mocne akcenty mi nie wychodzą gdy nachylenie terenu jest niskie. Po pierwszym postoju na trasie znowu musiałem się rozkręcić. Druga tempówka była już dużo lepsza, na stałej mocy i kadencji. Przed podjazdem dnia którym dzisiaj była Łysina musiałem zrzucić zbędne warstwy ciuchów. Temperatura była niższa niż podczas ostatnich prób czasowych, ledwie 8 stopni, zwykle nie był to mój klimat i w sumie niczego po obie nie oczekiwałem. Bałem się zostawiać w krzakach bidony czy zbędne na podjeździe rzeczy wiec jechałem ze zbędnym balastem wynoszącym około 2 kilogramy. Ruch na drodze był tak duży, że nie byłem w stanie się rozpędzić i ruszałem praktycznie z miejsca. Start był efektywny i początek wyglądał obiecująco. W głowie zapaliła się lampka i po chwili zluzowałem trochę bo takiej mocy na całym podjeździe nie byłbym w stanie utrzymać. Jechałem cały czas równo i mocno do łuku w prawo, po nim niepotrzebnie zwolniłem, blisko 20 Wat mniej generowałem przed kolejnym łukiem. Straciłem tutaj kilka sekund, niby nic a miało znaczenie. Przed krótkim zjazdem na moment zrzuciłem ząbek niżej i wróciłem do mocy rzędu 360-370 Wat, wahałem się czy wrzucać blat na zjeździe i znów kilka sekund w plecy. Niezbyt płynnie zacząłem najtrudniejszy fragment podjazdu, do budynków jechałem z delikatną rezerwą którą wykorzystałem za skrzyżowaniem. Jechałem już co mam licząc, że uda się wjechać poniżej 10 minut do wypłaszczenia. Niestety brakło kilku sekund, z poprzedniego czasu urwałem dokładnie minutę, dużo i mało. Wygenerowałem życiową moc w czasie 10 minut, okazało się, że ponad połowę podjazdu jechałem z niesprzyjającym wiatrem. Do najlepszych na segmencie straciłem ponad 30 sekund co pozostawiło drobny niedosyt. Gdybym wjechał 5 sekund szybciej to niedosyt byłby mniejszy. Zabrakło mi motywacji aby dać z siebie wszystko na ostatnich 500 metrach do punktu widokowego i ten odcinek przejechałem już spokojniej. Na drodze było pełno pieszych i nawet nie dojechałem do końca asfaltu tylko w momencie gdy droga zaczęła opadać w dół zawróciłem. Przed stromym zjazdem zatrzymałem się, złapałem oddech, uzupełniłem zapasy energii i ruszyłem w dół. Zjazd wyglądał równie dobrze jak podjazd. W głowie miałem jeszcze 3 podjazdy i chciałem je pojechać mocniejszym tempem niż w ostatnią niedziele gdy po maksymalnym tempie na podjeździe nie byłem w stanie generować dobrej mocy. Miałem dużo czasu aby trochę się zregenerować, na podjazdach odpuszczałem, wypłaszczenia i zjazdy też pokonywałem z rezerwami. Sprawnie dojechałem do Czernichowa i w gratisie zaliczyłem podjazd ul. Widokową, wjechałem tak aby tylko zaliczyć podjazd i przygotować się na Żar. Założyłem sobie, że przez 18 minut będę generował średnio 300 Wat. Początek potraktowałem ulgowo a mocniej ruszyłem dopiero za pierwszym łukiem w lewo. Wykalkulowałem, że po 18 minutach będę zaczynał zjazd i tej wersji się trzymałem, nachylenie podjazdu nie jest stałe więc i moc nie była zbyt równa. Odcinek wymierzyłem co do joty i na wypłaszczeniu przed zjazdem pojawiłem się po 18 minutach generując w tym czasie ponad 300 Wat. Na szczycie nie było zbyt dużo ludzi więc zrobiłem dłuższy postój i ruszyłem w dół z myślą o kolejnym technicznym i możliwie szybkim zjeździe. Gdy tylko wdrapałem się na pagórek puściłem hamulce. Zjazd wyglądał nieźle, udało się ominąć wszystkie dziury i technicznie pokonać zakręty, momentami mogłem jechać szybciej ale to szczegół. Czas przestał być moim sprzymierzeńcem i na planowany Nowy Świat nie byłem w stanie wjechać. W zamian za to zaliczyłem inny, krótszy ale równie trudny podjazd – Groniaki. Jechałem tam kilka razy, zawsze na maksa, dzisiaj chciałem wjechać równo w 5 strefie mocy. Udało się generować dobrą moc przez 6 minut, jechałem na bardzo niskiej kadencji, dużo na stojąco, dużego pola manewru nie miałem bo nachylenie rzędu 16-18 % trzymało na prawie 1000 metrach. To już jest Sztajfa, nie lubię takich podjazdów ale zwykle sobie na nich dobrze radze z prostego powodu, chce podjeżdżać jak najkrócej aby szybko mieć podjazd za sobą. Dzisiaj czułem się nawet nieźle ale mając kilka podjazdów w nogach zapasów nie miałem zbyt dużych ale gdybym wiedział to urwałbym około 5 sekund co dałoby rekordowy czas. Na zjeździe znów puściłem się odważnie i szybko byłem na głównej drodze. Na deser pozostał tylko Przegibek. Byłem już ujechany ale w dobrym tempie wjechałem na szczyt. Znowu plecy dały o sobie znać i zrezygnowałem z szybkiego i technicznego zjazdu. Gdy tylko znalazłem się w Bielsku to zaczęło padać, w lekkim deszczu jechałem do domu, wybrałem najkrótszą trasę, nie był to zbyt dobry wybór, na głównych drogach duży ruch i kilka razy przytrzymały mnie skrzyżowania i światła. Pozostało przedostać się przez Lotnisko gdzie też tłumy i byłem w domu. Wyrobiłem się w czasie który sobie założyłem. Za dużo straciłem na postojach przez co nie wjechałem na Nowy Świat. Dobry trening za mną a nogi zaczynają wreszcie ze mną współpracować i od razu widać efekty. Nie spodziewałem się życiowej mocy na 10 minut, po raz kolejny sam siebie zaskoczyłem. Najwyższy czas zmienić koła na lżejsze i atakować kolejne podjazdy i łamać rekordy.



Informacje o podjazdach:




Informacje o podjazdach:

Trening 48
Piątek, 22 maja 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 35.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:25 | km/h: | 24.71 |
| Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 875kcal | Podjazdy: | 630m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki wyjazd dla rozruszania nóg. Ostatnio solidne przepalenie
nogi pomogło i na testowym odcinku dałem z siebie wszystko, wcześniej wyglądało
to różnie, wtedy do treningów przystępowałem wypoczęty. Wyjechałem o
nie najlepszej porze gdy na drogach było pełno samochodów i pieszych co zwykle
utrudnia mi jazdę. Pierwszy podjazd na trasie poszedł nieźle. Kolejny już
miałem pokonać mocnym tempem i zanim tam dojechałem to nie byłem odpowiednio
rozgrzany, przez dłuższą chwile nie pedałowałem i nim ruszyłem z kopyta miałem
za sobą krótki odcinek na średniej mocy. Ruszyłem trochę za późno i do końca
sztywnego podjazdu dojechałem po 50 sekundach mocnej jazdy, dokręcanie do
minuty na wypłaszczeniu nie miało sensu, więcej straciłbym na zmianie
przełożenia niż zyskał na czasie. Długo dochodziłem do siebie po tym zrywie ale
już myślałem o kolejnym. Zanim do niego przystąpiłem wjechałem jeszcze na
Przegibek. Tempo wjazdu nie miało znaczenia ale udało się wjechać nie wykraczając
zbyt często poza 2 strefę. Celem zaliczenia po raz kolejny Przegibka był zjazd.
Ruszyłem zbyt słabo i później brakowało, po pierwszej płaskiej części miałem
niezły czas ale później większy wpływ miał wiatr i o dobrym czasie mogłem
zapomnieć. Technika była poprawna, dokręcałem na prostych, szybko wchodziłem w zakręty
ale szczególnie na ostatnich kilkuset metrach brakowało prędkości. Był to
najszybszy wjazd w tym roku ale wolniejszy od najlepszych z ubiegłego roku. Po
zjeździe szybko nastał moment na drugi zryw. Ruszyłem mocno ul. Brzóski,
starałem się jechać równo ale nie było to możliwe, gdy zrobiło się stromiej trochę
mnie brakowało, nie chciałem zmieniać przełożenia aby mnie nie odcięło przed
końcem. Po przepaleniu znowu miałem trochę czasu na regeneracje, planowo miałem
jechać 1 minutę ale warunki na drodze zweryfikowały założenia. Ruszyłem później
niż zamierzałem ale dużo mocniej z myślą o 30 sekundach jazdy na maksa. Po 25
sekundach dojechałem do kolejki samochodów i musiałem spasować a zapas na 5
sekund jeszcze miałem. Ostatnie kilka kilometrów jechałem już spokojniej walcząc
z dużą liczbą pieszych. Dobre przepalenie przed weekendem, prawie jak przed
wyścigiem.






Trening 47
Środa, 20 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 77.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:33 | km/h: | 30.20 |
| Pr. maks.: | 73.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 154154 ( 78%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 1688kcal | Podjazdy: | 780m | Sprzęt: Cross Peleton | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na ten dzień miałem już gotową trasę ale wypadły sprawy które spowodowały, że musiałem skrócić trening o godzinę i zmienić trasę, skrócił się dystans ale wzrosła ilość przewyższeń ale również ilość i długość odcinków z dziurawą i nierówną nawierzchnią. Pogoda była przeciętna, niby słonecznie ale dosyć chłodno i wiatr. Ciężko było wstrzelić się w aurę z odpowiednim strojem i ostatecznie pojechałem na krótko z rękawkami i rękawiczkami w kieszeni które się nie przydały. Doszedłem już do takiego momentu w sezonie w którym już po kilku minutach jestem w stanie ocenić czy mam dobry czy zły dzień. Początek trasy prowadził pod górę, jechałem takim tempem aby nie wykraczać poza 11 strefę a na trudniejszym odcinku trzymałem się drugiej strefy. Kilka minut jazdy i jeden 300 metrowy podjazd pozwolił stwierdzić, że noga jest całkiem dobra i kreci lepiej niż we wtorek. Początek trasy prowadził głównymi drogami, dosyć szybko dojechałem do ronda w Jaworzu. Tam też ruszyłem z kopyta, ciężko było wstrzelić się w odpowiednią strefę mocy ale z czasem jechałem już głownie w strefie 2 na dosyć równej kadencji i bez skoków tętna co ostatnio było normą. Po przejechaniu przez Jasienicę skierowałem się na Skoczów ale chciałem za wszelką cenę minąć to miasto ze względu na roboty drogowe na Wiślance tworzące gigantyczne korki. Do Ustronia dojechałem bocznymi, dziurawymi, częściowo rozkopanymi drogami przez Górki Wielkie. Momentami tak trzęsło, że modliłem się aby rower się nie rozleciał. Nie było tak źle ale trochę czułem nadgarstki po kilku takich odcinkach. Praktycznie do końca trasy jechałem raz lepszą, raz gorszą drogą walcząc z zmiennym wiatrem. Sporym ułatwieniem na gorszej jakości nawierzchni ach było to, że ruch samochodów był niewielki. Mimo optymalnej temperatury nie oszczędzałem picia w bidonach i jadłem regularnie. Kilka razy musiałem mocno zwolnić, ale sytuacji w których konieczny był postój praktycznie nie było. Na koniec dołożyłem sobie podjazd i w domu pojawiłem się kilka minut przed planowanym powrotem. Po drodze dołożyłem kilka kilometrów, jechałem dobrym tempem i miałem zapas czasowy. W sumie ten trening był jednym z lepszych, równiejszych w ostatnim czasie, mimo tego, że nieźle sobie radzę w beztlenie, moja jazda podprogowa nie wyglądała zbyt dobrze ale wygląda na to, że wszystko idzie ku dobremu. Oby tak dalej i po mocnych próbach czasowych będę w stanie jeszcze przejechać w dobrym tempie kilka podjazdów z czym ostatnio był problem.


Trening 46
Wtorek, 19 maja 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 50.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:00 | km/h: | 25.00 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 186186 ( 95%) | HRavg | 142( 72%) |
| Kalorie: | 1398kcal | Podjazdy: | 1070m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Mocny trening w ciężkim dniu. Od rana samopoczucie nie było najlepsze a przed treningiem czułem się niezbyt dobrze a w dodatku zjadłem za dużo na obiad po czym szybko wybrałem się na trening. Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego ale nie chciałem rezygnować już na starcie i planowo ruszyłem w kierunku Przegibka. Rozgrzewka poszła jako tako, mogło być lepiej ale tragedii też nie było. Podobnie jak dzień wcześniej przejazd przez miasto był utrudniony przez dużą liczbę pieszych, samochodów czy rowerów. Zrezygnowałem z jazdy przez bulwar w Straconce i to był dobry wybór, bo uniknąłem tłoku chociaż na krótkim odcinku. Pierwszy podjazd zacząłem nieźle ale później zaczęły się schody, męczyłem się coraz bardziej, miałem problemy z utrzymaniem tempa, jednym słowem wjechałem na limicie. Zjazd olałem całkowicie, zjadłem sporą dawkę myśląc, że to pomoże. Po zjeździe musiałem się zatrzymać na chwile a później było nieco lepiej. Dwa kolejne podjazdy poszły całkiem nieźle ale jechałem na maksa. Rezerw już nie było, dużo mnie kosztowało utrzymanie równego tempa w tym zakresie przez 8 minut. Zjazdy odpuszczałem wydłużając przez to czas odpoczynku. Wracając przez miasto znów napotkałem sporo osób, postanowiłem wrócić inną drogą. Było chyba jeszcze gorzej, do dużego ruchu doszły jeszcze dziury w drodze które trudno było omijać. Próbowałem finiszować na koniec ale nic z tego nie wyszło. Byłem ujechany po tym treningu. Przy złym samopoczuciu ciężkie treningi skutecznie masakrują organizm. Mimo to, założenia zrealizowałem w 100 %.



Informacje o podjazdach:




Informacje o podjazdach:

Trening 45
Niedziela, 17 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 92.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:39 | km/h: | 25.21 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 187187 ( 95%) | HRavg | 142( 72%) |
| Kalorie: | 2568kcal | Podjazdy: | 2010m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Bardzo ważny dla mnie dzień a zarazem test formy. Wczoraj prognozy zmieniły się na niekorzyść. Miałem już zaplanowany dzień i mogłem wyjechać jedynie wcześnie rano aby uniknąć deszczu na trasie. Nie było problemów ze wstawaniem i już o 5:30 byłem na nogach. Szybko przygotowałem jedzenie i picie, zamiast wody rozrobiłem napój izotoniczny i zalałem dwa bidony po 0,75 litra. Zabrałem sporo węglowodanów a całkiem solidną dawkę przyjąłem już przed jazdą. Było zimno ale pogodnie i ubrałem się tak aby móc ściągnąć zbędne warstwy później. Ostatnie dwie czasówki jechałem w tych samych spodenkach, jedna wyszła bardzo dobrze, druga słabiej i dzisiaj też wybrałem te spodenki. Wczoraj bawiłem się ze sprzętem a dokładniej kołem które udało się ustawić. Gdy byłem gotowy wyruszyłem w drogę. Pierwszy cel tego dnia to Przegibek. Znam ten podjazd na pamięć ale najpierw trzeba było tam dojechać. Po pierwszym podjeździe na którym kilka razy mocniej nacisnąłem na pedały, koło znów się przesunęło, taki urok asymetrycznej ramy. Poprawiłem to ale niedostatecznie dokręciłem zacisk i kolejna korekta przed przejazdem kolejowym w Leszczynach. Później już był spokój ale skutkiem ubocznym tych operacji był brak dostępu do największej koronki na kasecie, brakowało tego na stromych podjazdach ale dałem jakoś rade. Nie chciałem się bawić w regulacje przerzutki bo na pozostałych koronkach przerzutka działała bez zarzutu. Mimo wcześniej pory noga podawała całkiem nieźle, podjazd na Przegibek też poszedł sprawnie. Na zjeździe pokusiłem się o bardziej techniczną jazdę ale na jednym z ostatnich łuków wyskoczył samochód i musiałem zwolnić. Do końca zjazdu walczyłem ze zmiennym wiatrem. Po godzinie jazdy byłem w Porąbce. Myślałem, że uda się dojechać do końca podjazdu bez zatrzymania ale nastąpiła wyższa konieczność i zdecydowałem się na postój wcześniej. Po krótkiej przerwie rozpocząłem rozgrzewkę, poszła lepiej niż myślałem. Zdecydowałem się na dojazd do końca doliny, po drodze dojechał do mnie samochód, kierowca pytał o lokalizacje parkingu, jedyny w okolicy o którym wiedziałem znajdował się kilkaset metrów wcześniej przed skrzyżowaniem z drogą na Targanice. Na tym krótkim ale stromym odcinku miałem zrobić jeszcze tempówkę, ale sytuacja wymusiła zmianę założeń. Na początku wyprzedził mnie motocykl który zatrzymał się w połowie podjazdu by przepuścić samochody jadące z góry. Właśnie miałem ruszyć mocniej ale odpuściłem, wjechałem średnim tempem z mieszanymi uczuciami przed testem. Jak już tam dojechałem to wypadało chociaż spróbować, niezależnie od tego jak pójdzie. Po zjeździe zatrzymałem się, rozebrałem zbędne ciuchy i ruszyłem w kierunku Kocierza. Około 100 metrów przed początkiem właściwego podjazdu ruszyłem już mocniej a później dołożyłem. Start wyszedł idealnie, początek wyglądał obiecująco ale później nie było już tak dobrze. Dobrą moc utrzymałem do serpentyny, na tym odcinku zwykle traciłem sporo a teraz wyglądało to nieźle. Nie miałem już z czego dołożyć i skupiłem się na utrzymaniu stałej mocy. Nie było to łatwe, na kilku łukach pojawiły się samochody i musiałem zmieniać tor jazdy co wybijało mnie z rytmu. Zmęczenie narastało ale nie był to największy problem, przez cały podjazd hulał dosyć mocny wiatr z różnych kierunków, na około kilometr przed końcem podjazdu miałem delikatny kryzys i dlatego na ostatnim łuku pojawiłem się kilka sekund później niż zakładałem. Na finiszu nie miałem już z czego dołożyć a dodatkowo nie wrzuciłem na blat i wycisnąłem maksa z przełożenia jakie wybrałem. Przy rozwidleniu pojawiłem się dokładnie po 12 minutach podjazdu generując 355 Wat czyli więcej niż zakładałem ale warunki nie pozwoliły na lepszy czas którego i tak się nie spodziewałem. Wjechałem jeszcze pod hotel aby zaliczyć cały segment. Krótko dochodziłem do siebie po czym ruszyłem w kierunku Żywca. Po zjeździe zawróciłem i drugi raz wjechałem na Kocierz. Nogi nie doszły jeszcze do siebie ale moja jazda wyglądała nieźle biorąc pod uwagę fakt, że nie zaginałem się a czas wyszedł dobry. Nagrodą miał być zjazd który bardzo lubię, po dobrym początku musiałem spasować, dojechałem do sznurka samochodów których nie dało się wyprzedzić ze względu na duży ruch pojazdów z przeciwka. Luźniej zrobiło się dopiero na ostatniej prostej ale tam z kolei wiał mocny wiatr w twarz i nie byłem w stanie nic zyskać. Trudny podjazd w Targanicach zdecydowałem się pokonać na stojąco, to był błąd, na początku stromego odcinka poczułem ukucie w nodze, zwykle oznaczało to zbliżające się skurcze a tym razem w nagrodę pojawił się ból w dolnym odcinku pleców, kiedyś często miałem ten problem, przez kilka lat był spokój a ostanie przeciążenie organizmu spowodowało nawrót. Od tego momentu walczyłem z bólem, częste rozprostowywanie i zmiana pozycji uśmierzyły trochę ból ale nie na tyle by było komfortowo. Podjazd na Przegibek pokonałem w dobrym tempie ale na zjeździe cierpiałem i zrezygnowałem z technicznej jazdy co automatycznie przełożyło się na szybkość zjazdu. Przejazd przez Bielsko to głownie walka z plagą elektrycznych rowerów. Wiele razy blokowano mi drogę a na moje uwagi i prośby nikt nie zwracał uwagi. Pomijam już fakt, że mało kto miał zasłoniętą twarz i kask na głowie, pewnie i na zwykłym rowerze niewiele z użytkowników „rowerów” elektrycznych jeździło i na wiele rzeczy nie zwracano uwagi. W ostatnim czasie coraz więcej jest tych wynalazków na drogach, z roku na rok jest coraz mniej bezpiecznie i nie wiadomo w którą stronę to pójdzie. Do samego domu jechałem w dużym ruchu samochodowym i rowerowym. Tak się złożyło, że nie musiałem dokręcać do 2 kilometrów przewyższenia co było jednym z założeń dzisiejszego treningu. Noga jest coraz lepsza, po odpoczynku wróciła świeżość i moc. Na jednym odcinku jestem w stanie dać z siebie dużo i kolejny dobry podjazd to potwierdza. Oczywiście sporo pracy mnie jeszcze czeka ale jestem na dobrej drodze której się chciałbym trzymać a kolejne próby czasowe powinny dawać kolejne super moce i wyniki.



Informacje o podjazdach:



Informacje o podjazdach:
Trening 44
Sobota, 16 maja 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 59.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:06 | km/h: | 28.10 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 140( 71%) |
| Kalorie: | 1459kcal | Podjazdy: | 920m | Sprzęt: Cross Peleton | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj pogoda była lepsza niż przez ostatnie dni. Nie miałem czasu na dłuższą jazdę ale przepalić nogę przed niedzielą wypadało i na około 2 godziny byłem w stanie się wyrwać. Po ostatniej jeździe miałem mieszane uczucia, niby czułem świeżość ale dane z jazdy tego nie potwierdzały. Dzisiaj chciałem kilka razy przepalić nogę aby jutro było łatwiej. Przejazd przez miasto był dosyć szybki, nie licząc kilku sytuacji z nerwowymi kierowcami było całkiem znośnie. Pierwszy zryw rozpocząłem w Mikuszowicach za przejazdem, przed samym przejazdem zostałem przyblokowany przez rowerzystów i nie byłem w stanie się odpowiednio rozpędzić. Z drugiej strony musiałem mocniej rozpocząć i dzięki temu łatwiej było utrzymać wysoką moc na całym odcinku. Noga podawała całkiem nieźle, żałowałem, że nie zrzuciłem łańcucha ząbek niżej ale mogłoby to pogorszyć sprawę. Przed drugim testowym odcinkiem nie było zbyt dużej ilości czasu na odpoczynek. Podjazd tym razem był dłuższy, za skrzyżowaniem w Wilkowicach ruszyłem mocniej i przez dokładnie 210 sekund trzymałem równe i wysokie tempo. Za słabo wystartowałem, za dużo było samochodów ale później było nieźle. Przed kolejnym odcinkiem odpoczynek był dłuższy ale nie na tyle by w pełni się zregenerować. Błędem było przełożenie jakie wybrałem, musiałem cały czas trzymać kadencje około 100 aby generować założoną moc. Czułem rezerwy ale nie byłem w stanie ich wydobyć. Punktem kulminacyjnym dnia był odcinek wzdłuż jeziora. Tam zostałem strąbiony przez rozpędzony samochód, w popłochu nie byłem w stanie ominąć dziury w którą wpadłem. Z pozoru wyglądało, że nic się nie stało ale tak nie było. Od tego momentu jechało się dużo ciężej. Walka z wiatrem nie powinna mnie tak męczyć. Całą drogę czułem jakiś dziwny opór. Podjazd pod Przegibek poszedł sprawnie, na zjeździe chciałem dać z siebie wszystko ale szybko spasowałem. Środkowa cześć odcinka była szybka i dobra technicznie, początek nie wyszedł za dobrze a w końcówce główną role odgrywał wiatr. W Olszówce dojechałem do jakiegoś kolarza, cały podjazd do ronda jechałem za nim, czułem się jak na wyścigu, kolarz cały czas oglądał się do tyłu a ja nie miałem zamiaru go gonić. W końcówce straciłem go z oczu, po drodze dwa razy musiałem zwolnić ale nie miało to znaczenia. Ostatni podryw był trochę spontaniczny. Nie miałem go w planach ale jakoś tak wyszło, że po skręcie w boczną drogę depnąłem mocniej i poszło. Jazda przypominała slalom, miedzy dziurami i samochodami których było pełno. W pewnym momencie musiałem zwolnić a na skrzyżowaniu z główniejszą drogą zatrzymałem się i chwile czekałem aby włączyć się do ruchu. Końcówka również w dużym ruchu i ze sporą ilością nierównych i dziurawych dróg. Na ostatnim zjeździe już się rozluźniłem i dopiero po dojeździe do domu odkryłem usterkę w rowerze. Tylne koło zmieniło położenie i klocek tarł o obręcz. Koło kreci się prosto i nie ma potrzeby go centrować. Po kilku dniach odpoczynku pojawiła się świeżość której nie było już od dawno. Teraz można jeździć a nie zamulać zmęczonych już nóg.






Trening 42
Wtorek, 12 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:43 | km/h: | 31.46 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 1141kcal | Podjazdy: | 430m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ciężki dzień w którym znalazłem jednak czas na rower. Odzwyczaiłem się od wczesnego chodzenia spać i wstawania po nocy a musiałem być już na nogach przed 4 rano. Z pracy byłem w domu o 15:30, sam dojazd zajął mi ponad 3 godziny, rano przy pustych drogach było szybciej, wracając w większym ruchu nie dało się już tak szybko pokonać prawie 100 kilometrów drogi. Był to pierwszy taki wyjazd, testowy a w najbliższym czasie czeka mnie jeszcze kilka takich. Dobrze, że o 14 gdy normalnie wychodziłem z pracy już byłem w 1/3 drogi do domu a później miałem więcej czasu na inne czynności. Pogoda również była bardzo zmienna, od mokrych dróg, opadów deszczu ze śniegiem i temperatury 0 stopni do 8 stopni na termometrze, suchych dróg i zimnego wiatru. O 16:30 ruszyłem trochę się przewietrzyć. Wyciągnąłem z szafy grubsze ciuchy, sprawdziłem czy nie zeszło powietrze z koła bo na szybko zmieniałem dzień wcześniej oponę i dętkę. Wybrałem się na kontrolną trasę która w poprzednich latach przejeżdżałem wiele razy różnym tempem. Przez remont i ruch wahadłowy zdecydowałem się jechać przez Jaworze nadrabiając trochę czasu ale przynajmniej nie musiałem przedzierać się przez korek i rozkopane skrzyżowanie. Czułem zmęczenie i nie jechało mi się najlepiej. Do Skoczowa cały czas było lekko pod wiatr, dzięki temu łatwiej było utrzymać założoną moc. O dziwo bez problemów przejechałem prze Jasienicę i Skoczów. Za Skoczowem przez krótki odcinek jechałem z wiatrem, im bliżej ustronia tym wiatr bardziej boczny. Na drugich ustrońskich światłach musiałem się zatrzymać. Ciężko się było rozkręcić a po nawrocie miałem znów jechać pod wiatr. W dobrym czasie dojechałem do Polany gdzie odbiłem na Centrum. Przez miasto przejechałem sprawnie trzymając równe tempo. Noga nieco się rozkręciła, nie liczyłem na to, że również przez Skoczów przejadę bez zatrzymania. Tak się jednak stało i na podjazdach w kierunku Jasienicy noga podawała już dużo lepiej niż na początku. W dobrym tempie dociągnąłem do ronda w Jaworzu po którym już odpuściłem. Odcinek testowy długości 48 kilometrów przejechałem poniżej 90 minut. Odkąd jeździłem tą trasą to jest to najlepszy czas, mimo trudnych warunków i ponad 30 sekund czasu straconego na skrzyżowaniach. Wracając do domu zatrzymałem się przy paczkomacie. Później pomyliłem guziki w liczniku i przypadkowo wyłączyłem aktywność. Ostatnie 1500 metrów pokonałem już na całkowitym luzie a jedynym ograniczeniem były przełożenia w rowerze. Wiele wolniej jechać już się nie dało. Nogi powoli puszczają i myślę, że już w weekend moje treningi wyraźnie zyskają na jakości.
Rozjazd 15
Poniedziałek, 11 maja 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 20.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:59 | km/h: | 20.34 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 344kcal | Podjazdy: | 260m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótka przejażdżka po ciężkim tygodniu i pierwszym dniu w pracy od 2 miesięcy. W planie był wyjazd na Przegibek, pogoda była niepewna i szybko się zebrałem póki było jeszcze ciepło i nie padało. Po minucie od wyjazdu z domu zaczęło kropić. W lekkim deszczu pokonałem pierwszy podjazd na trasie. Nad Bielskiem wisiała wielka ciemna chmura wiec podjąłem decyzje o zmianie trasy. Najpierw okrążyłem Lotnisko ścieżką rowerową a następnie ruszyłem dziurawą ulicą Łowiecką, do drodze spotkałem drogowców walczących z ubytkami nawierzchni. Później trzymałem się mniej głównych dróg i dojechałem do Jaworza. Dopiero wtedy przestało padać, drogi nie były jednak mokre. Postanowiłem dokręcić do godziny i wrócić do domu. Gdy już wracałem w kierunku domu czułem, że jedzie się coraz ciężej aż w końcu zauważyłem, że jadę na rafce. Zatrzymałem się i po chwili poświęconej na oglądanie opony wydłubałem średniej wielkości odłamek szkła. Opona już nie nadawała się do jazdy, dla bezpieczeństwa ją podkleiłem, założyłem zapasową dętkę, napompowałem minimalną ilości i bezpiecznie dojechałem do domu. Cała operacja zajęła mi 10 minut, szybko biorąc pod uwagę, ze musiałem dokładnie sprawdzić oponę, podkleić ją i wymienić dętkę po czym napompować powietrza małą ręczną pompką. Mimo wszystko nie żałuje, że pojechałem, gorzej by było gdyby ta guma trafiła się podczas jakiegoś ćwiczenia treningowego.
Trening 42
Niedziela, 10 maja 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
| Km: | 101.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:15 | km/h: | 23.76 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 134( 68%) |
| Kalorie: | 2719kcal | Podjazdy: | 2280m | Sprzęt: Cross Peleton | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Najtrudniejsza w tym roku, prawdziwie górska trasa zaliczona. Ociągałem się z wyjazdem dosyć długo i byłem gotowy w sumie już o 8 a wyjechałem prawie 40 minut później i to chyba był błąd o czym przekonałem się później. Nie ubrałem się odpowiednio co również później dało się we znaki. Oprócz tego pojawiło się kilka niedociągnięć które również miały wpływ na jakość treningu. Od początku jechało się dosyć dobrze, pierwsze podjazdy w Bielsku poszły lepiej niż zwykle. Wszystko układało się do momentu gdy zatrzymało mnie czerwone światło a następnie trzy kolejne. Dopiero przed skrętem do Straconki trafiłem na dwa zielone światła i nie musiałem się zatrzymywać. Mimo to byłem przed podjazdem na Przegibek kilka minut niż wtedy gdy jeżdżę bocznymi drogami. Po raz pierwszy nie monitorowałem danych na liczniku, ten podjazd znam na pamięć i jechałem tak jak nogi chciały. Podjazd nie należał do najszybszych ale tragedii nie było, zwłaszcza, że jechałem na oko. Na zjeździe puściłem się odważniej i przy pustej drodze mogłem sobie pozwolić na bardziej techniczną jazdę, to był ostatni taki zjazd bo na kolejnych już się nie dało. Kolejnym wyzwaniem miał być krótki ale stromy podjazd łączący Porąbkę z Targanicami. Długi odcinek dojazdowy jechałem w równym tempie obserwując przyrodę na którą zwykle nie zwracałem uwagi. Podjazd wjechałem bez napinki ale nie na całkowitym luzie. Ograniczały mnie przełożenia których po prostu brakowało. Postój zrobiłem dopiero po zjeździe. Nie był długi a zaraz po nim zaczął się podjazd który interesował mnie najbardziej. Wiele razy podjeżdżałem na przełęcz Kościerską ale nigdy nie zwracałem uwagi na profil podjazdu. Jedyne dane na liczniku które monitorowałem to długość oraz nachylenie terenu. Zaskoczyła mnie ilość odcinków z nachyleniem ponad 10 %, dotąd uważałem ten podjazd jako jeden z najrówniejszych wcale taki równy nie jest. Na zjeździe znów chciałem skupić się na technice, niestety nie mogłem tego zrobić. Na początku zjazdu nie chciało mi się dokręcać i wtedy wyprzedziło mnie kilka motocykli za którymi jechałem do końca zjazdu ciągle używając hamulców. Po zjeździe ruszyłem w kierunku kolejnego podjazdu z bardzo wymagającą końcówką. Nie spodziewałem się tego co tam zobaczę ale jeszcze nie wyglądało to tak źle jak na ostatnim, najtrudniejszym podjeździe dnia. Ruszyłem spokojnie ale nachylenie szybko osiągnęło wartość dwucyfrową i trzymało dosyć długo. Jechałem mocno ale pod progiem i z wyraźną rezerwą. Gdy zrobiło się naprawdę stromo to droga była zablokowana przez turystów, jadąc slalomem musiałem dać z siebie więcej aby szybko wydostać się z tłoku. Przy punkcie widokowym też tłumy wiec szybko zwinąłem się na dół. Na początku zjazdu zaskoczył mnie komunikat o słabej baterii, przed wyjazdem sprawdzałem i było jeszcze prawie 50 %, coś jest ewidentnie nie tak. Chcąc czy nie chcąc ruszyłem dalej, zjazd również wolny za samochodami, nie miałem dużej tarczy i nie było jak dokręcić i wyprzedzić a takich momentów nie było dużo bo ruch pojazdów w obu kierunkach był spory. Pagórkowaty odcinek do Łodygowic na małej tarczy dało się spokojnie przejechać. Ostatnim podjazdem jaki chciałem zaliczyć była Magurka. Rzadko tam bywam, ostatnim razem pokonywałem ją na dużym zmęczeniu, tym razem czułem się nieźle ale chciałem tylko wjechać na szczyt i skupić się na bezpiecznym zjeździe. Gdy tylko skręciłem w kierunku Magurki to już zauważyłem tłumy ludzi. Powodów do odpuszczenia było kilka, oprócz tłoku i słabej baterii byłem także nieodpowiednio ubrany, nie przewidywałem temperatur powyżej 20 stopni a na termometrze było 5 stopni więcej. Ruszyłem dosyć mocno i początek był w miarę dobry. Później jechałem slalomem miedzy pieszymi, wolniej jadącymi rowerzystami kilka razy przepuszczając zjeżdżające z góry samochody. Zacząłem się gotować, było mi ciepło, zacząłem się męczyć, mimo to na trudniejszych fragmentach dokładałem nawet 30 Wat więcej. Z czasem męczyłem się bardziej, coraz więcej trudu kosztowało mnie wymijanie pieszych a w nagrodę za to musiałem się zatrzymać na około kilometr do szczytu. Droga była w całości zablokowana, duża grupa licząca około 25 osób, zjeżdżający z góry samochód a za nim kilka rowerzystów. Próbowałem to minąć poboczem ale rowerzyści mieli podobny plan i cudem uniknęliśmy czołówki, ledwo się wypiąłem, tylne koło buksowało w żwirze. Cały chaos trwał kilkanaście sekund, jak tylko się dało ruszyłem dalej. Dalsza cześć podjazdu już na wjechanie, w tym stanie i warunkach wiele szybciej jechać nie mogłem. Na szczyt wjechałem mimo wszystko w dobrym stanie, zwykle prawie spadałem z roweru. Czas wyszedł najgorszy z 5 szosowych wjazdów, wszystkie pozostałe kończyłem ponad minutę szybciej i dzisiaj na taki czas przy takiej jeździe nie miałem szans. Zjazd to była jeszcze większa tragedia w moim wykonaniu, najważniejsze, że zjechałem bezpiecznie, tylu ludzi na żadnym podjeździe nigdy nie widziałem i chyba sobie odpuszczę jeżdżenie takich górek w niedzielę, chyba, że wcześnie rano bo później to nie ma nic wspólnego z przyjemnością. Po zjeździe do głównej drogi tylna przerzutka przestała reagować wiec 70 % drogi do domu pokonałem bez kręcenia, jedynie na podjazdach musiałem dawać z siebie dużo a i tak jechałem za twardo. Mimo sporych problemów jakie mi towarzyszyły udało się przejechać całą trasę bez kryzysu, organizm dzisiaj współpracował, moc była pod nogą ale poza krótkimi wyjątkami na podjazdach pod Łysinę i Magurkę nie zdecydowałem się uwolnić pokładów mocy. Jazda bez patrzenia na cyferki na podjazdach też może być fajna. Ten trening zakończył trudny cykl treningowy po którym jedyną opcją jest luźniejszy tydzień i kolejne wyzwania. 








