Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Samotnie

Dystans całkowity:179051.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.84%)
Czas w ruchu:6676:44
Średnia prędkość:26.44 km/h
Maksymalna prędkość:750.00 km/h
Suma podjazdów:2071211 m
Maks. tętno maksymalne:205 (179 %)
Maks. tętno średnie:198 (101 %)
Suma kalorii:3854739 kcal
Liczba aktywności:2775
Średnio na aktywność:64.52 km i 2h 26m
Więcej statystyk

Trening 40

Piątek, 8 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 94.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:42 km/h: 25.41
Pr. maks.: 61.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 144( 73%)
Kalorie: 2657kcal Podjazdy: 2040m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Miałem sporo obaw przed wyjazdem. Ostatni trening był wymagający a od tego czasu nie siedziałem na rowerze i moja dyspozycja była sporą niewiadomą. Udało się tak ustalić grafik dnia, że prawie całe popołudnie mogłem przeznaczyć na trening. Przed jazdą nie zastanawiałem się nawet przez moment i wybrałem letni strój i wiatrówkę na zjazdy. Zabrałem sporo jedzenia i tylko dwa bidony wody, spodziewałem się, że braknie i zarezerwowałem czas na kilka przerw. Po wyjeździe nie mogłem stwierdzić czy noga podaje czy nie. Początek trasy prowadził w górę ale w ogromnym ruchu samochodowym, zanim na dobre się rozkręciłem musiałem się trzy razy zatrzymać. Pierwszy podjazd poszedł lekko a nagrodą za to był długi zjazd pod wiatr. Cały czas kręciłem a niewiele posuwałem się do przodu. Po 25 minutach jazdy wziąłem się za konkretniejszą rozgrzewkę. Zaplanowane schodki nie wyszły, ciężko było wcelować w założone moce. Druga seria poszła już lepiej. Później przy spokojnej jeździe zapaliła się w głowie lampka, zapomniałem o regularnym jedzeniu i nadrobiłem zaległości. Krótki podjazd w Lipowcu pokonałem nieco mocniej, wiatr w twarz robił dobrą robotę i nie musiałem szukać optymalnego przełożenia. Czułem, że noga chociaż nieźle podawała nie jest jeszcze odpowiednio rozgrzana i skierowałem się w kierunku kolejnego podjazdu. Kiedyś go jechałem i zapomniałem, jak nierówny jest to podjazd, zaczyna się łagodnie, później nachylenie dochodzi nawet do 16 % przed zjazdem, wypłaszczeniem i odcinkiem z nachyleniem od 5 do 10 %. Tempo dostosowałem do nachylenia i po mocnym początku, luźnym środku i średniej końcówce dotarłem do końca asfaltu. Zjazd mi wybitnie nie pasował, gdy dotarłem bezpiecznie do skrzyżowania z główną przyjąłem kolejną dawkę węglowodanów i ruszyłem w kierunku Równicy. Dawno mnie tam nie było, kiedyś nie wyobrażałem sobie jeżdżenia bez zaliczania regularnie Równicy, był to mój ulubiony podjazd a w ostatnim czasie głównie z różnych względów zaglądałem tam bardzo rzadko. Aby nadrobić zaległości chciałem wjechać na szczyt aż 3 razy. Przed pierwszym na moment się zatrzymałem, ruszyłem mocno i trzymałem dobre tempo na prostej, gdy zrobiło się stromo to łańcuch stopniowo wędrował w górę kasety. O dziwo jechałem równo trzymając założoną moc, tą harmonię zaburzyło trochę wypłaszczenie przed kostką i sam odcinek brukowy. Dobry czas miałem przy zjeździe z kostki ale o rekordach nie mogłem myśleć bo najlepszy czas jest wyśrubowany i musiałbym jechać na maksa, grubo powyżej założonego pułapu mocy. Spory ruch samochodów, pieszych czy rowerzystów nie sprzyjał równej jeździe, momentami musiałem jechać dużym slalomem. Mocną jazdę miałem zakończyć po 18 minutach a na kresce byłem 40 sekund szybciej i cisnąłem aż do łuku w lewo odkąd było jeszcze 200 metrów do parkingu. Ludzi było sporo i nie zabawiłem długo na szczycie. Zjadłem coś, ubrałem kurtkę i ruszyłem w dół. Nie miałem zapędów do szybkiej jazdy a samochody skutecznie mnie blokowały wiec bardzo spokojnie zjechałem do Jaszowca. Drugi wjazd był trochę dłuższy ze względu na dużo łatwiejszy początek. Na moje szczęście w tym miejscu wiało ze wschodu wiec przez pierwsze kilkaset metrów towarzyszył mi wiatr w twarz. Na końcu kostki miałem niezły czas i trochę gorszy niż jadąc od mostu. To dawało nadzieje na to, że na kresce pojawię się już po 18 minutach podjazdu. Tak się nie stało. Musiałem jeszcze 15 sekund dołożyć. Jechało się lepiej niż za pierwszym razem, mimo słabszego początku w drugiej części jechałem równo i mocno. Drugi zjazd był również wolny i spokojny, przez moment myślałem, że wjadę na Równicę zaczynając od odcinka brukowego. Tak rzadko jeżdżę po takich odcinkach i nie radze sobie z nimi najlepiej wiec drugi raz ruszyłem asfaltem. Początek był również słabszy, nie radze sobie w tym roku na łatwych odcinkach i mam problem z utrzymaniem na nich właściwej mocy. Gdy tylko zrobiło się stromiej to już było tylko lepiej. Od kostki do szczytu wjechałem szybciej niż wcześniej ale za to musiałem dokręcić jeszcze 30 sekund na wypłaszczeniu. Nogi były już zmęczone i kolejny raz w tym tempie już bym chyba nie wjechał. Na dobicie wjechałem a raczej wtoczyłem się na Skibówk skąd mogłem podziwiać widok m.in. na Tatry. Po dłuższej przerwie ruszyłem w dół. Początek zjazdu wyglądał dobrze od strony technicznej i nie był najwolniejszy, później jednak dojechałem do samochodów i koniec jazdy. W Jaszowcu zdecydowałem się pokonać odcinek brukowy do skrzyżowania i rozpiąłem tylko kurtkę by nie ubierać jej zza kilka minut przed kolejną częścią zjazdu. Słabo wyglądała moja jazda, nogi już zmęczone, trochę było mi ciepło, na tym kilometrowym odcinku wyprzedziło mnie kilkanaście samochodów, ile było ich ogólnie przy 3 wjazdach na Równice to nie liczyłem ale dawno tylu nie spotkałem podczas jednego treningu. Po zjeździe rozebrałem kurtkę, miałem zatrzymać się przy najbliższym sklepie bo w bidonach już było pusto. Przejechałem koło trzech sklepów i kapnąłem się dopiero na podjeździe w kierunku Lipowca. Tam też miałem drobny problem z przednią przerzutką, wyskoczył jakiś błąd i łańcuch spadł. Szybko to naprawiłem i jechałem dalej. Najbliższy sklep był dopiero w Brennej. Gdy tam dojechałem to byłem już trochę odwodniony. Zorientowałem się, że nie mam przy sobie jednorazowych rękawiczek, zwykle wożę po kilka par a tym razem zapomniałem. Na szczęście uratował mnie płyn dezynfekujący przy sklepie i z czystym sumieniem mogłem wejść do sklepu. Kupiłem wodę, sporo wypiłem przed kontynuacją jazdy i napełniłem oba bidony. Po tym postoju za bardzo się rozluźniłem, na ziemie sprowadził mnie kierowca samochodu wyprzedzającego na szczycie wzniesienia zaraz za skrzyżowaniem, przed łukiem w lewo jadący prosto na mnie. Cudem uniknąłem czołowego zderzenia uciekając na pobocze, musiałem ochłonąć i zatrzymałem się na moment przy przystanku autobusowym. Na szczęście później obyło się już bez podobnym incydentów, nawet nie musiałem dokręcać do 2000 metrów przewyższenia.
Przed treningiem czułem się nieźle, po nie najgorzej. Lepszej nogi się nie spodziewałem po dniu wolnym. Do tego abym był w 100 % zadowolony jeszcze brakuje ale sezon jest długi. Najważniejsze, że treningi wchodzą w nogi i dają efekty a dodając do tego inne obciążenia jakie znosi mój organizm to na ten moment lepiej być nie może. Najważniejsza w tym momencie jest regeneracja, bez niej dyspozycja na treningach na pewno będzie niezadowalająca.

Informacje o podjazdach:

Rozjazd 14

Wtorek, 5 maja 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
Km: 34.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:34 km/h: 21.70
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 10.0°C HRmax: 133133 ( 68%) HRavg 111( 56%)
Kalorie: 435kcal Podjazdy: 560m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Lekki rozjazd po wczorajszym mocnym treningu. Pogoda w dalszym ciągu zmienna ale udało się trafić na okno pogodowe i wyjechać na sucho. W domu już trochę mnie nosiło, dużo spraw na głowie i byłem już zmęczony. Jazda na rowerze miała pomóc, odświeżyć się trochę, na trening nie miałem ochoty i sił wiec pojechałem w spokojnym tempie na Przegibek. Przed wyjazdem zapomniałem kilku rzeczy w domu, m.in. cieplejszych rękawiczek czy licznika. Nie wracałem się po nic bo pod ręką miałem Garmina z odpowiednim poziomem baterii i awaryjnie z niego skorzystałem. Wyjeżdżając czułem, że jest chłodno, ciężko było się rozgrzać. Jechało się dziwnie lekko i szybko, ale do czasu. Szybko znalazłem się na podjeździe pod Przegibek. Jechało się ciężko pod górę, spojrzałem na licznik który pokazywał 7 stopni i już znalazłem przyczynę. Dojechałem do jakiegoś kolarza który od razu siadł na moje koło, każdy kto mnie wyprzedzał jechał dużo szybciej, ja jechałem najwolniej jak potrafiłem, na tyle pozwalało przełożenie i kadencja której chciałem się trzymać. Wjeżdżałem najdłużej w tym roku a w dodatku kolarz który prawie cały podjazd wiózł się na moim kole wystrzelił jak z procy na ostatniej prostej. Było zimno wiec po dojechaniu na przełęcz zawróciłem i zacząłem zjeżdżać. Wtedy też przekonałem się dlaczego tak lekko mi się jechało wcześniej. Jechałem cały czas z silnym wiatrem w plecy a teraz musiałem z nim walczyć. Zjazd był dobry technicznie ale wolny a przejazd przez miasto z wieloma postojami na skrzyżowaniach. W pewnym momencie wjechałem w dziurę w drodze i byłem pewny, ze złapałem kapcia. Na szczęście tak nie było, do domu dojechałem w dużym ruchu. Wyjazd dobrze mi zrobił, trening pewnie byłby uciążliwy a spokojna jazda pozwoliła także przemyśleć kilka spraw. Musze wrócić do sprawdzonych rozwiązań i wtedy może moja dyspozycja na rowerze będzie lepsza bo ostatnio wiele rzeczy nie wychodzi jak powinno. Kolejne treningi powinny być już lepsze w moim wykonaniu.

Trening 39

Poniedziałek, 4 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 104.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:02 km/h: 25.79
Pr. maks.: 59.00 Temperatura: 12.0°C HRmax: 184184 ( 94%) HRavg 143( 73%)
Kalorie: 2854kcal Podjazdy: 2030m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Wczoraj nie udało się wyjechać na trening. Przerwy w opadach były krótkie, nawet drogi w tym czasie nie obeschły. Nie chciałem jeździć w deszczu a na trenażer też nie maiłem ochoty wiec zrezygnowałem z treningu. Był to duży błąd bo pociągnął za sobą kilka kolejnych. Wypocząłem po ostatnich treningach i na tym kończą się plusy. Kolejny dzień przywitał piękną pogodą więc ruszyłem z samego rana co było kolejnym błędem. W sumie mógłbym nie wyjeżdżać z domu lub odpuścić mocny trening, stając rano na wadze rwałem włosy z głowy, w tym roku nie widziałem takiej wartości na wadze, od wczoraj przybyło ponad kilogram, jeden dzień wolnego, mało ruchu i już takie rzeczy. Kilka razy sprawdzałem wagę ale nie chciała pokazać innych wartości. Zjadłem normalne śniadanie i ruszyłem na trening. Było zimno, za zimno jak dla mnie. Noga niby nie była zła ale czegoś mi brakowało. Pierwszy podjazd jakoś wjechałem, kolejny dopiero był za Bielskiem wiec miałem dużo czasu na rozkręcenie nogi. Dawno nie jechałem o tej porze prze miasto i było sporo samochodów, kilka razy przytrzymało mnie na światłach. Wyjeżdżając z Bielska ruszyłem mocniej, pierwsza część rozgrzewki poszła jako tako. Drugą chciałem zrobić na podjeździe pod Orle Gniazdo. Już wtedy czułem, że pod nogą nie ma odpowiednich pokładów mocy, liczyłem na to, że pójdzie lepiej na kolejnym podjeździe. Na zjeździe z Orlego trafiłem na mokrą nawierzchnie i pierwszy raz od dawna wybrudziłem rower. Na zjeździe zmarzłem, nie umiałem się rozkręcić, 7 stopni na termometrze dyskwalifikowało mnie z walki o dobry czas na podjeździe pod Salmopol. Mimo przeszkód nie poddałem się. Zatrzymałem się przed podjazdem, rozebrałem nogawki aby nie przeszkadzały, zbędnego balastu nie mogłem się pozbyć. Gdy nadeszła godzina próby ruszyłem mocno i tylko ze startu mogę być zadowolony, dawałem z siebie dużo na początku ale cała para szła w gwizdek. Nigdy nie radziłem sobie dobrze w niskich temperaturach a do tego musiałem walczyć z przeciwnym wiatrem. W normalnych warunkach i przy dobrej nodze po takim początku mógłbym kontynuować jazdę tym tempem ale niestety słabłem z każdą minutą. Wyjechałem się na początku pod wiatr i w momencie gdy miałem dołożyć nie było już z czego, brakowało 10-15 Wat, czas był słaby a nie było gdzie już zyskać. Ostatnie 1500 metrów miałem już iść na maksa i tak było tylko nie była to moc do której jestem przyzwyczajony i na jaką mnie stać ale ledwie 330 Wat co przy dzisiejszej wadze dawało tylko 5 W/kg. Walczyłem do końca ale na nic już nie liczyłem, jechałem na limicie i miałem niewielką przewagę nad swoim najlepszym czasem. Nie miałem już z czego zafiniszować. Poprawiłem swój czas o 10 sekund co dzisiaj było sukcesem a w normalnych warunkach porażką i kompromitacją. Stać mnie spokojnie na lepszy wjazd ale ciągle czegoś brakuje. Tyle rzeczy dzisiaj zawiodło i miałem ochotę na szczycie rzucić rowerem ale opamiętałem się w ostatniej chwili. W bardziej sprzyjających warunkach i lepszym dniu podejmę jeszcze raz próbę poprawy rekordu bo obecny nie zadowala mnie i przy tym co pokazałem ostatnio na Kubalonce wygląda bardzo słabo. Przez zjazdem zapomniałem ubrać kurtkę i musiałem się drugi raz zatrzymać. Nie udało się to co sobie zaplanowałem ale zebrałem się w sobie i ruszyłem na kolejne podjazdy. W planie była Kubalonka i Zameczek. Nie chciało mi się zjeżdżać do ronda wiec skręciłem w odkryty niedawno skrót i zaliczyłem krótki, wymagający podjazd. Na szczycie chwila przerwy na podziwianie widoków i zmiana decyzji o trasie. Zamiast na Kubalonkę ruszyłem do Wisły chcąc zaliczyć nieznane podjazdy. Pierwszy z nich okazał się fiaskiem, dojechałem do końca asfaltu i musiałem zawrócić, na przejeździe kolejowym pracowały służby porządkowe i zalecono mi zawrócić. Płyty wyglądały ciekawie ale musiałem obejść się smakiem. Drugi nieznany mi odcinek zaczynał się na rondzie w Wiśle. Skręciłem na zachód w kierunku Dziechcinki. Nawierzchnia pozostawiała do życzenia ale ruch był niewielki. Po 2500 metrach lekkiego podjazdu nachylenie gwałtownie wzrosło, droga zwęziła się i tak przez prawie kilometr. Jechałem z dużą rezerwą na bardzo niskiej kadencji. Podjazd skończył się nagle i musiałem zawrócić. Zjazd asekuracyjny, gdy zrobiło się szerzej sięgnąłem po bidon który na wertepach prawie wypadł mi z ręki, później podobna sytuacja z batonem. Z ulgą odetchnąłem gdy znalazłem się na rondzie. Zamyślony jechałem w kierunku Malinki i prawie przegapiłem skręt na ostatni nieznany mi odcinek. Podjazd trochę mnie zawiódł, skończył się szybko a nachylenie nie przekroczyło na moment 10 %. W końcówce fajne widoki ale nie zatrzymywałem się na zdjęcia. Po zjeździe doceniłem zalety chusty Buff i obowiązku zasłaniania ust i nosa. Cała Malinka była w dymie i bez chusty nie dało się oddychać. Na podjeździe pod Salmopol noga podawała nieco lepiej, były rezerwy a przy wyższej temperaturze mój organizm pracował wydajniej. W niezłym czasie i co najważniejsze po równej i efektywnej jeździe znalazłem się na szczycie. Przed zjazdem ubrałem kurtkę i ruszyłem spokojnie w dół. Po przejechaniu nierównego odcinka i wyprzedzeniu ciężarówki którą goniłem cały podjazd przyłożyłem się do jazdy i druga cześć zjazdu wyglądała dużo lepiej pod względem zarówno technicznym jak i szybkościowym. Po zjeździe zatrzymałem się w sklepie bo w bidonach już było sucho, napełniłem oba aby nie brakło wody. Do Bielska mimo, że pod wiatr dojechałem szybko i sprawnie, musiałem trochę nadłożyć drogi bo aż dwa radiowozy stały na skrzyżowaniu na którym zwykle wykonuje niedozwolony manewr aby skrócić sobie drogę do domu. Zaliczyłem dodatkowy podjazd dający 30 metrów przewyższenia. W domu miało być 2000 metrów i wyszła nadwyżka. Długi podjazd w Olszówce pokonałem w niezłym tempie. Na zjeździe odpuściłem bo był duży ruch i trening zakończyłem krótkim akcentem na stromym podjeździe. Na luzie dojechałem do domu. Zaskoczyła mnie duża ilość samochodów i turystów w górach, po weekendzie zwykle były pustki. Z dzisiejszego dnia jestem w połowie zadowolony, rano nogi nie współpracowały, później było lepiej. Zaliczyłem dobry trening, kolejny z 2000 metrów przewyższenia, mimo sporych przeszkód i niesprzyjających okoliczności poprawiłem swój czas na Salmopol. W tym roku jeszcze tam wrócę i spróbuje drugi raz bo wiem, ze stać mnie na więcej. Na to co się działo dzisiaj miało wpływ wiele czynników i nie mogę być zaskoczony, że nie zagrało jak trzeba. To, że jestem bardzo chimerycznym „kolarzem” dzisiaj znowu zostało potwierdzone. Mam nadzieje, ze podejścia do kolejnych podjazdów będą bardziej efektywne i pokażą moje możliwości. Z drugiej strony wybrałem bardzo niewdzięczny podjazd, żeby znaleźć się 10 miejsc wyżej w zestawieniu potrzeba czasu o 30 sekund lepszego. Poprawa o 10 sekund pozwoliła przesunąć mi się z 109 na 106 miejsce na segmencie. Liczyłem na top 100 do czego brakło 15 sekund. Moje niezadowolenie jest uzasadnione i wynika tylko z faktu dużych oczekiwań i presji jaką sam na siebie narzuciłem. Na kolejnych podjazdach jestem w stanie osiągnąć czasy dające miejsce w Top 10 i nad tym teraz będę pracował i się skupiał. Moc w nogach jest, trzeba tylko trafić z dyspozycją i to potwierdzić.


Trening 38

Sobota, 2 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 60.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:00 km/h: 30.00
Pr. maks.: 65.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 158158 ( 81%) HRavg 141( 72%)
Kalorie: 1390kcal Podjazdy: 870m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Myślałem, ze wyjadę rano i zaliczę trening przed innymi obowiązkami jakie miałem wypełnić w tym dniu. Gdy wstałem i zobaczyłem, że za oknem pada deszcz odpuściłem i wziąłem się za inne rzeczy. Pojawiła się szansa wyjazdu około 11 lub później. Zrobiłem co miałem do zrobienia i o 13 byłem gotowy do jazdy. Drogi wyschły, temperatura zrobiła się bardziej przyjemna, jedynie silny zachodni wiatr mógł być przeszkodą. Jego kierunek i moc pomogły określić trasę i wyruszyłem w trochę zapomniany już rejon Skoczowa czy Cieszyna. Zaryzykowałem i pojechałem w kierunku głównej drogi gdzie bez problemu przedostałem się przez zwężenie a raczej nie natrafiłem na kolejkę samochodów czekających na przejazd. Gdy znalazłem się na głównej drodze to od razu zauważyłem jak silny jest wiatr. Droga minimalnie opadająca w dół dłużyła się, kilka krótkich podjazdów w Jaworzu dało się we znaki. Starałem się jechać bardzo spokojnie ale nie udawało się to. Za Jasienicą ruszyłem mocniej, od tego momentu trzymałem się prostego schematu, gdy był podjazd to generowałem moc na poziomie 2/3 strefy, na wypłaszczeniach była to niska strefa 2 a na zjazdach strefa 1. Pilnowałem tego cały czas. Mimo usilnej walki z żywiołem w dobrym tempie pokonywałem pierwsze wzniesienia przed Skoczowem. Na najdłuższym zjeździe na tym odcinku zwykle puszczałem korby, tym razem kręciłem cały czas dzięki temu od razu złapałem dobry rytm na płaskim. Nogi dzisiaj współpracowały i mimo wiatru w twarz czerpałem przyjemność z jazdy. Nieco problemów miałem na podjeździe w Skoczowie gdzie dopiero pod koniec złapałem odpowiedni rytm. Cały czas jechałem dynamicznie wiec podjazdy wchodziły bardzo dobrze. Nawet zjazdy i długie proste dzisiaj były ciekawe, musiałem być bardzo skupiony bo czasem pojawiały się boczne podmuchy wybijające z rytmu oraz samochody których przez wiatr nie było słychać i kilka razy zostałem strąbiony przez kierowców. Na Babilonie podjąłem decyzje o zmianie trasy, miałem jechać na Pruchną, Chybie, Bronów gdzie czekało mnie sporo płaskiego ze zmiennym wiatrem. Zamiast tego skręciłem w lewo na Hażlach i do domu wróciłem trasą z niezliczoną ilością pagórków. Nie jechałem tymi drogami kilka lat, zaskoczyła mnie nowa nawierzchnia na kilku odcinkach, jazda dzięki temu była bardziej równa i komfortowa. Szybko dojechałem do drogi Skoczów-Cieszyn gdzie skręciłem w prawo by wjechać na tą trasę z drogi biegnącej wzdłuż ekspresówki z południowej strony. Kiedyś tam jechałem i ten odcinek wydawał mi się ciekawszy niż dziurawy podjazd w kierunku wiaduktu. Wjechałem na moment do Cieszyna i skręciłem w lewo. Od tego momentu jechałem już z wiatrem. Starałem się utrzymać dobre tempo ale nie zawsze się dało. Podjazdy jechałem nieco mocniej, zjazdy odpuszczałem starając się jednak dokręcać maksymalnie. W tych warunkach brakowało przełożeń ale decydując się na kompaktową korbę liczyłem się z tym faktem. W Skoczowie mnie przytrzymało na skrzyżowaniu a później sobie to odbiłem. Wiało tak mocno, że jadąc w 2 strefie leciałem prawie 40 km/h w kierunku kolejnych podjazdów. Trzy podjazdy wjechałem dynamicznie w równym i dosyć szybkim tempie. Korzystając z pomocy wiatru szybko przejechałem Jasienicę i skręciłem na Jaworze. Na podjeździe goniłem niewielką grupkę kolarzy. Zbliżałem się do nich ale ich nie dopadłem. Na zjeździe już zluzowałem. Fajny trening w dobrym tempie okazał się idealny na ten dzień. Kiedyś takie trasy i treningi to była dla mnie codzienność. W ostatnich latach rzadko tak jeździłem, albo trzymałem się płaskich dróg, robiłem treningi z ćwiczeniami lub jeździłem po górach. Trening wytrzymałościowy na pagórkowatej trasie jest możliwy, dzisiaj pojawiło się kilka błędów i niedociągnięć ale gdyby ich nie było nie miałbym czego poprawiać a to również jest jeden z elementów treningu. Na razie mimo kapryśnej pogody maj zacząłem od niezłych treningów, jutro chciałbym wyskoczyć w góry, jak pogoda nie pozwoli to przekładam ten trening na kolejny dzień.

Trening 37

Piątek, 1 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 82.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:19 km/h: 24.72
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 179179 ( 91%) HRavg 139( 71%)
Kalorie: 2242kcal Podjazdy: 2040m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Planowałem rozpocząć maj od ciekawej i wymagającej trasy. Już wczoraj po sprawdzeniu prognoz zmieniłem plany bo ta trasa była za długa a warunki pogodowe miały być nieciekawe. Miałem jeszcze przygotowany plan awaryjny na wypadek gdyby prognozy zmieniły się jeszcze na gorsze. Warto było wstać wcześnie rano i wyjechać przy pogodnym niebie i wschodzącym słońcu. Dodatkowym atutem był bardzo mały ruch na drogach. Za pierwszy cel obrałem Przegibek który był na każdej z planowanych tras. Przekonałem się, że w dalszym ciągu wczesne wyjazdy mi nie służą, jechało się ciężko a w dodatku przed końcem podjazdu na Przegibek zaczęło padać. Niebo wyglądało nieciekawie, w razie czego miałem coś przeciwdeszczowego ale nie uśmiechało mi się ubierać. Myślałem aby zawrócić ale nie padało zbyt mocno i zacząłem zjeżdżać do Międzybrodzia. Zjazd jak to ostatnio bywa był asekuracyjny, wykorzystałem go by coś zjeść i zastanowić się gdzie jechać dalej. Mogłem jechać w kierunku kolejnych podjazdów takich jak Nowy Świat, Żar, Kocierz czy Magurka ale w każdej chwili mogło zacząć mocniej padać a nie miałem najmniejszej ochoty na jazdę w deszczu. Podczas zjazdu podjąłem decyzje o alternatywnej trasie którą miałem przygotowaną na wypadek niepogody i taka sytuacja właśnie zaistniała. Zawróciłem i wjechałem drugi raz na Przegibek, w odniesieniu do pierwszego dołożyłem 15 Wat. Po spokojnym zjeździe przeznaczonym na dostarczenie węglowodanów zawróciłem i znowu ruszyłem w kierunku Przegibka dokładając kolejne kilkanaście Wat. Pogoda zrobiła się lepsza ale gdzie indziej mogło padać wiec po zjeździe do Międzybrodzia wjechałem znów na Przegibek z wyższą mocą. Plan minimum zakładał 4 podjazdy, nie padało i zdecydowałem się dołożyć kolejne dwa podjazdy. Każdy był mocniejszy od poprzedniego przynajmniej kilkanaście Wat. Szósty najmocniejszy podjazd pokonałem powyżej progu FTP z czasem zbliżonym do rekordowego. Kolejna decyzja była taka, ze jadę 7 podjazd ale już spokojniej. Obserwacja nieba pozwoliła wywnioskować, że starczy jeszcze na zaliczenie jednego podjazdu wiec zjechałem po raz czwarty do Międzybrodzia. Przy siódmym podjeździe czułem już plecy ale krótka przerwa przed ostatnim podjazdem pozwoliła wyeliminować dyskomfort. Ostatni wjazd również nie był mocny ale czułem już zmęczenie które w porównaniu z nienajlepszą dyspozycją i samopoczuciem dawało się mocno we znaki. Na zjeździe chciałem poćwiczyć technikę, za dużo było przeszkód aby szybko zjechać ale mogę być zadowolony ze zjazdu. Niebo wokół było już granatowe i liczyłem na to, że nie zmoknę. Mimo obaw wybrałem dłuższą i trudniejszą drogę do domu mając na celu przekroczenie 2000 metrów przewyższenia. Około 7 kilometrów przed domem zaczęło padać. Deszcz był na tyle lekki, że nie mokłem i udało się dojechać prawie do domu. Gdyby nie to, że dwa razy musiałem się zatrzymać to dojechałbym przed większym deszczem. Miałem z nim kontakt przez około minutę i rower nie zdążył się zbrudzić. Kilka minut po wejściu do domu lunęło konkretnie. Mimo niekorzystnych prognoz udało się zrealizować trening. Planowaną trasę pewnie jeszcze nie raz uda się przejechać w tym roku. Nie sądziłem, że uda mi się zrobić 2000 metrów przewyższenia na krótszym niż planowałem dystansie z nie najgorszą liczbą TSS. Do pełni szczęścia zabrakło lepszej nogi z którą kręciło by się lżej. Kilka lat temu podczas jednego treningu wjechałem 4 razy na Przegibek, dzisiaj udało się podwoić tą liczbę. Dodanie kilku innych górek pozwoliło przekroczyć 2000 metrów przewyższenia. Prognoza na kolejne dni również nie jest zbyt korzystna i plany ataku na Salmopol będę musiał chyba przełożyć na kolejny tydzień.
Informacje o podjazdach:


Rozjazd 13

Czwartek, 30 kwietnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, blisko domu
Km: 26.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:01 km/h: 25.57
Pr. maks.: 57.00 Temperatura: 22.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 486kcal Podjazdy: 300m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Krótki wyjazd w luźnym tempie. Celem było wyłącznie przetestowanie sprzętu po serwisie i delikatnych korektach ustawień siodła. Nie miałem za dużo czasu i wyjazd na Przegibek odpadał wiec pojechałem znaną na pamięć rundę przez Wieszczęta. To był jeden wielki błąd, przyjemności z jazdy nie było żadnej, na trasie pełno samochodów, korków i utrudnień powodujących ciągłe używanie hamulców. Noga za specjalnie nie podawała a warunki też nie były idealne. Po wczorajszym treningu dokładnie wyczyściłem rower, nasmarowałem m.in. stery, dokręciłem wszystkie śruby i każda od ostatniego serwisu około 2 tygodnie temu popuściła, jeżdżąc po dziurach i nierównych drogach wcale mnie to nie zdziwiło. Rower nie wymagał większej uwagi, wszystko działa jak należy, powoli kończy się suport, łańcuch pociągnie jeszcze z 1500 kilometrów, koła mimo trudnych warunków w jakich są użytkowane nie wymagają centrowania a łożyska kręcą się jak nowe. Przerzutki nie wymagają regulacji. Po czyszczeniu rower chodzi bez najmniejszych wad i usterek. W najbliższym czasie mam zamiar założyć koła karbonowe aby przyjemność z jazdy była jeszcze lepsza. W trakcie ostatnich jazd we znaki dawały się przeciążone ostatnio plecy, zwykle wiązało się to ze złym ustawieniem siodła. Mam zdjęcia kilku stosowanych ustawień i pierwsza zmiana wpłynęła nie tylko na komfort ale i jakość jazdy ponieważ zmieniła się także technika pedałowania na lepszą i efektywniejszą, dzięki temu więcej mocy idzie tam gdzie trzeba a straty są zminimalizowane, jeszcze czeka mnie wymiana bloków i wtedy jeszcze więcej mocy pójdzie w korby a nie będzie marnowane. Mimo wielu utrudnień pokonałem tą trasę w około godzinę, kilka minut szybciej niż zwykle. Dużo lepiej jeździ mi się na Przegibek, mimo przejazdu przez miasto jest bezpieczniej i płynniej niż przedzieranie się przez zwężenia, światła, ruch wahadłowy. Dzisiaj nie miałem na to czasu bo ten wyjazd nie był planowany. Być może w najbliższych dniach będę musiał skracać planowane trasy i mała zaliczka się przyda.

Trening 36

Środa, 29 kwietnia 2020 Kategoria blisko domu, 0-50, Szosa, Samotnie
Km: 48.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:59 km/h: 24.20
Pr. maks.: 49.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 176176 ( 90%) HRavg 134( 68%)
Kalorie: 1264kcal Podjazdy: 1030m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Solidny trening odhaczony. Wyjechałem o podobnej jak wczoraj porze w przyjemnej temperaturze pozwalającej na jazdę na krótko. Trasę zaplanowałem taką aby zaliczyć większość pagórków w Jaworzu. Od samego domu przez prawie 2 kilometry było cały czas pod górę. Jechałem bardzo spokojnym tempem. Po kilku kilometrach czekał mnie przerywnik w postaci krótkiego odcinak bez asfaltu. Jakoś bezpiecznie przejechałem, następnie pierwszy dłuższy zjazd i dojazd do Nałęża. Tam pierwsze przepalenie nogi. Sądziłem, że 3 minuty na progu FTP wystarczą aby rozgrzać nogę przed siłowymi powtórzeniami. Gdy dojechałem do najbardziej stromego podjazdu w okolicy gdzie nachylenie w końcówce dochodzi do 20 % dobrałem niewłaściwe przełożenie i pierwszy podjazd zacząłem na wysokiej kadencji. Dopiero w końcówce kadencja spadła do poziomu jakiego miałem się trzymać. Mimo jazdy na 90-95 % podjazd skończył się dokładnie w momencie gdy minęły 3 minuty siłowej jazdy. Na domiar złego nie mogłem zawrócić bo na końcu drogi stał samochód i było strasznie ciasno co połączeniu z nachyleniem terenu spowodowało, że musiałem zejść z roweru, obrócić go i dopiero ruszyć w dół. Jadąc w dół myślałem o skróceniu powtórzeń do 2 minut ale zostałem przy dłuższych ale nie na maksymalnej możliwej do wygenerowania i powtórzenia mocy w tym czasie. Przy kolejnych powtórzeniach zastosowałem już dużą tarcze, trzymałem niską kadencje od początku a w końcówce spadła ona nawet poniżej 45. Nie byłem zadowolony z mocy ale wiedziałam, że jest rezerwa i przy kolejnych trzymałem się tych samych przełożeń i kadencji i dlatego 4 ostatnie powtórzenia wyglądały bardzo podobnie. Później szybko coś zjadłem i ruszyłem na objazd kolejnych podjazdów, pierwszy z nich pojechałem spokojnie a przy kolejnych już dawałem z siebie więcej ale nie maksa. Pierwszy mocniejszy pokonałem w okolicy progu i nieco mocniej w końcówce, brakło trochę do najlepszego czasu na segmencie ale byłem przekonany, że kończy się on w momencie końca asfaltu a okazało się, ze zawiera jeszcze cały odcinek szutrowy na którym się dodatkowo zatrzymałem. Prawie 5 minut mocnej jazdy zostało w nogach a „KOM-y” na takich odcinkach mnie nie kręcą więc ruszyłem dalej na kolejny podjazd. Jedyny podjazd na którym uzyskałem niezadowalający mnie czas to Kalwaria, głównie ze względu na to, że na początku jest ścianka a później wypłaszczenie i lekkie nachylenie do końca. Trzymając stałą moc straciłem dużo na początku i niewiele zyskałem w końcówce, do rekordu brakło 30 sekund, to dużo i mało na tym 1100 metrowym odcinku. Po tym podjeździe miałem jechać przez las i zaliczyć jeszcze raz szutrowy odcinek, o tym, że jest tam segment przypomniałem sobie w momencie gdy już zjeżdżałem ulicą Zdrojową. Dwa ostatnie podjazdy pokonałem dosyć skutecznym tempem. Przed nimi jednak odpocząłem nieco na łatwiejszym odcinku. Za skrzyżowaniem w Jasienicy ruszyłem mocniej, stopniowo zwiększałem tempo, w jednym momencie musiałem zwolnić i się upewnić czy mogę wjechać na skrzyżowanie za którym na węższej już drodze jechałem w 5 strefie mocy przez kolejne 90 sekund. Cały odcinek zajął mi 5 minut, do najlepszego czasu brakło niewiele, sam podjazd wydawał mi się łatwy. Ostatni odcinek to ulica Turystyczna prowadząca do szlaku na Błatnią. Tutaj trochę się zagapiłem, ruszyłem za późno i mimo dosyć szybkiego początku i końcówki pokonanej w okolicy progu do mojego najlepszego czasu zabrakło sekundy. To niewiele patrząc na to jak jechałem. Warunki i moc w nogach pozwalały na zebranie dzisiaj kilku „KOM-ów” ale nie było to celem. Celem były powtórzenia na siłę i kilka podjazdów. Po ostatnim z nich niewiele brakowało do 1000 metrów przewyższenia wiec wróciłem trudniejszą trasą i przekroczyłem kilometr w pionie. Trening niby wymagający ale zmęczenia po nim nie czułem. Mimo wszystko trzeba odpocząć przed dwoma wyjazdami w góry i niedzielną próbą czasową na Salmopol, dopiero wtedy mam dać z siebie wszystko a pozostałe zrywy są u mnie zazwyczaj z mniejszymi lub większymi rezerwami. Podjazdy które zwykle dawały mi w kość dzisiaj okazały się łatwe i za krótkie, jakby się wypłaszczyły.

Trening 35

Wtorek, 28 kwietnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, blisko domu, 0-50
Km: 45.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:46 km/h: 25.47
Pr. maks.: 61.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 181181 ( 92%) HRavg 135( 69%)
Kalorie: 1125kcal Podjazdy: 880m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Bardzo przyjemny poranek zachęcał do wyjścia z domu. Zrobiłem co miałem do zrobienia i o 8:30 wyjechałem w tradycyjnym kierunku. Prowizorycznie zabrałem do kieszonki rękawki które się jednak nie przydały bo nawet na zjazdach było ciepło. Na początek kontrola robót przy łataniu dziur, wpadłem jak śliwka w kompot. Roboty dopiero w połowie i na ostatnich metrach napotkałem kilkanaście dziur, chcąc je minąć bezpiecznie musiałem jechać poniżej 10 km/h. Na szczęście to jedyne przeszkody przed dojazdem do Przegibka. Nie zapomniałem o solidnej rozgrzewce, najpierw tradycyjne schodki a później finisz na kreskę ale źle dobrałem przełożenie i brakło kilku ząbków aby dać z siebie wszystko. Po tej rozgrzewce czułem się już ujechany a trening w zasadzie się jeszcze nie zaczął. Jakoś dojechałem do Straconki i ruszyłem mocno pod górę. Pierwsza minuta mocnej jazdy nie poszła tak jak powinna, przy kolejnych było jednak coraz lepiej i ostatnie powtórzenie w 1 serii weszło już prawie idealnie. Zjazd względnie spokojny, na początek wsunąłem potężną dawkę węglowodanów a później skupiłem się na technice. Zjechałem do skrzyżowania od którego na Przegibek jest dokładnie 4 kilometry. Po krótkiej przerwie i chwili spokojnej jazdy ruszyłem znów mocniej. Drugi podjazd i powtórzenia wyszły całkiem nieźle, przy ostatnim miałem jeszcze rezerwy ale nie chciałem niepotrzebnie wskakiwać do 7 strefy jak wszystkie poprzednie minutówki robiłem w 6 strefie mocy. Myślałem, że będzie gorzej zwłaszcza, że mój ostatni trening w 6 strefie mocy nie wypadł najlepiej i na krótszym odcinku nie byłem w stanie utrzymać nawet 390 Wat. Przez przełęcz przejechałem bez zatrzymywania i skupiłem się na technice zjazdu. Najpierw coś zjadłem, w momencie gdy droga zaczęła bardziej opadać w dół złożyłem się do zjazdu. Co jakiś czas lekko dokręcałem tylko raz używając hamulców na jednym z łuków na którym zawsze mam problem z dobraniem najbardziej optymalnego toru jazdy. Już myślałem, że będzie to najlepszy zjazd w moim wykonaniu w tym roku gdy około 500 metrów przed końcem z parkingu wyjechał samochód do którego dojechałem około 150 metrów przed przystankiem gdzie kończy się właściwy zjazd i musiałem wytracić prędkość. Dalej jechałem już spokojnie. Na długim, ciągnącym się podjeździe w Olszówce złapałem dobry rytm i jechałem równym tempem. Chcąc minąć remonty zdecydowałem się wracać dłuższą i trudniejszą trasą. Przejazd ulicą Skarpową to porażka, sporo samochodów. wyprzedzających na centymetry po to aby kilkanaście metrów dalej się zatrzymać, sporo dziur i ubytków w nawierzchni wybijających z rytmu. Dopiero na zjeździe ścieżka rowerową było lepiej i spokojniej. Na koniec dołożyłem jeszcze jeden krótki podjazd i minąłem kolejny remontowany odcinek i ruch wahadłowy. W nagrodę miałem 1500 metrowy zjazd do samego dołu./ to pozwoliło zluzować nogę. Na jutrzejszym treningu chciałbym zaliczyć większość okolicznych krótkich podjazdów, dawno nie trenowałem w tej okolicy i miła odmiana od Przegibka się przyda.

Rozjazd 12

Poniedziałek, 27 kwietnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, blisko domu, 0-50
Km: 34.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:35 km/h: 21.47
Pr. maks.: 59.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 134134 ( 68%) HRavg 107( 54%)
Kalorie: 17kcal Podjazdy: 580m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Poniedziałek zazwyczaj jest u mnie dniem regeneracyjnym, tym razem wykorzystałem go aktywnie. Wyjeżdżając było chłodno wiec zdecydowałem się na cieplejsze ciuchy. Później trochę problemów, najpierw z przedostaniem się przez las gdzie trwały intensywne prace budowlane przy łataniu kilkunastu dziur które od były bardzo uciążliwe. Później walka z ciężarówkami blokującymi kilka dróg przed pierwszym podjazdem. Na podjeździe również drobne przeszkody i musiałem kilka razy depnąć przez co tętno skoczyło wyraźnie w górę. Na zjeździe nadrobiłem trochę czasu ale kolejne podjazdy znów szły bardzo topornie, sporo utrudnień i tak aż do Olszówki gdzie było trochę spokojniej. Gdy dostałem się już do Straconki to mogłem trochę zluzować głowę i przestać się skupiać na tym co dzieje się wokół. Na podjeździe pod Przegibek złapałem jakiś sensowny rytm i udało się go utrzymać. Na przełęczy sporo ludzi wiec szybki nawrót i spokojny ale dobry technicznie zjazd. Powrót był dużo spokojniejszy zwłaszcza dla głowy. Aby minąć wszystkie remonty na drogach których w okolicy jest kilka zdecydowałem się nadrobić ponad kilometr ale wrócić bezpieczną drogą. Idealna jazda na początek tygodnia.

Trening 34

Niedziela, 26 kwietnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, 100-200
Km: 107.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:00 km/h: 26.75
Pr. maks.: 63.00 Temperatura: 12.0°C HRmax: 181181 ( 92%) HRavg 138( 70%)
Kalorie: 2674kcal Podjazdy: 1920m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Nie tak wyobrażałem sobie ten dzień. Wczoraj bardzo obciążyłem swoje ciało, zwłaszcza plecy i ręce wieczorem miały dość. Zafundowałem sobie kilka zabiegów regeneracyjnych, m.in. kąpiel w wannie z hydromasażem, od razu było lepiej. Dużo czasu poświeciłem nogom, po raz pierwszy w tym roku wygoliłem je do zera i posmarowałem maścią regeneracyjną czego z reguły nie robię. Po ponad 8 godzinach snu czułem się nieźle. Nie wpychałem w siebie zbyt dużo jedzenia, wziąłem więcej na trasę. Zwlekałem jeszcze kilkanaście minut z wyjazdem, upewniłem się czy wszystko mam i czy i tym razem któraś bateria się po drodze nie rozładuje. Temperatura nie zachęcała do jazdy, było wyraźnie chłodniej niż np. w piątek. Ubrałem ciepłą bluzę, nogawki oraz zaryzykowałem i wziąłem nowe spodenki których jeszcze nie używałem. Po wyjeździe czułem, że noga podaje dosyć dobrze, zdanie zmieniłem po pierwszym podjeździe na którym trochę się męczyłem. Skierowałem się najkrótszą drogą w kierunku wyjazdu z Bielska na Szczyrk. Zauważyłem dosyć wzmożony ruch w tym kierunku ale tragedii nie było. Pierwszą cześć rozgrzewki zrobiłem na odcinku Bielsko-Szczyrk. Po 3 minutach mocniejszej jazdy jechało się odrobine lepiej. Przez Szczyrk przejechałem bez zatrzymywania się. Podjazd na Salmopol zacząłem dosyć spokojnie, dopiero ostatnie 1600 metrów pojechałem mocniej w celu przepalenia nogi. Na sczycie już sporo ludzi i samochodów, ubrałem kurtkę aby nie zmarznąć na zjeździe ale to się nie udało i wychłodziłem się strasznie na tym zjeździe. Ostatnie 3 kilometry do ronda to istna walka z wiatrem i walka z samym sobą czy na rondzie nie zawrócić i zrezygnować z próby czasowej. Kolejną rzeczą która wybiła mnie z rytmu to zaparowane okulary i brak chusteczek do czyszczenia. Chcąc czy nie chcąc musiałem zatrzymać się w sklepie. Kupiłem jakieś chusteczki nawilżające, jedną z nich przetarłem twarz, drugą okulary a pozostałe 8 schowałem na zapas. Przy okazji rozebrałem kurtkę i spokojnym tempem ruszyłem dalej. Nie byłem jeszcze gotowy do mocnej jazdy, na kolejnym postoju rozebrałem nogawki, wyrzuciłem opakowania z batonów które już zjadłem i ruszyłem jak na ścięcie. Spodziewałem się męczarni i walki z czasem o poprawę wyniku sprzed 2 lat. Zwykle mierze czas na odcinku 3400 metrów odpuszczając pierwszy kilometr podjazdu na Kubalonkę który jest łatwy. Dłuższy odcinek byłby dzisiaj dal mnie zabójczy i niemożliwy do przejechania w równym i mocnym tempie. Nim ruszyłem mocniej odkryłem twarz aby móc swobodnie oddychać. Ruszyłem dosyć mocno i przez pierwsze 30 sekund generowałem średnio 6 W/kg co było zdecydowanie za dużo. Założyłem, ze dobrze będzie jak utrzymam 350 Wat na całym podjeździe i takiej mocy się trzymałem, jechałem równo, mocno walcząc z czasem, zmiennym wiatrem który w większości był sprzyjający i sporą liczbą samochodów utrudniających pokonywanie podjazdu. Czułem, że dobrego czasu nie będzie i tak było aż do ostatniego łuku w prawo gdzie dojechałem w niecałe 8 minut. Miałem zapas mocy który zamierzałem wykorzystać w samej końcówce, zbierałem się długo do tego i nic nie wyszło. Około 200 metrów przed końcem odcinka wyprzedził mnie samochód który później wyraźnie zwolnił, na szczęście nie musiałem hamować ale gdybym był sekundę szybciej na szczycie to wylądowałbym na zderzaku tego samochodu, kończyłem podjazd w tempie które trzymałem przez większą cześć podjazdu. Nie było kryzysu, dałem z siebie wszystko, nie znałem czasów czołówki poza najlepszym do którego brakło ledwie kilka sekund. Nie musiałem strasznie długo dochodzić do siebie, szybko się ubrałem rezygnując z nogawek które na kolejnych podjazdach mogły tylko przeszkadzać a było kilka stopni cieplej niż w momencie wyjazdu. Zjechałem do Istebnej nie szarżując tempa i znowu musiałem się zatrzymać. Rozebrałem kurtkę i ruszyłem na Kubalonkę w wyraźnie słabszym tempie i z zakrytą twarzą. Sporo osób mnie mijało pod drodze, zdarzyły się nawet grupy wieloosobowe. Gdy wdrapałem się na Kubalonkę to zatrzymałem się na dłuższą chwile, później tego żałowałem bo noga kręciła coraz gorzej. Na zjeździ znów mijałem wiele osób w tym duet Jas-Kółkowy który mijałem już na pierwszym zjeździe z Białego Krzyża. To właśnie ten szczyt było ostatnim celem na ten dzień. Zjechałem do ronda w Wiśle gdzie znów chwila poświęcona na rozebranie kurtki. Przez 7 kilometrów jechało się nieźle, głownie z jednego powodu, sprzyjającego wiatru. Podjazd na Salmopol chciałem wjechać równym tempem z mocą 300 Wat. Na początku był to nieosiągalny pułap ale z czasem noga pozwoliła na więcej. Spodziewałem się czasu około 17 minutowego a wyszło prawie 30 sekund mniej. Jednak goła noga pozwala coś zyskać nad zarośniętą. Na szczycie tłumy jakich się nie spodziewałem, brak choćby jednego wolnego miejsca parkingowego, ludzi jak mrówek, uciekałem stamtąd jak najszybciej. Zjazd zacząłem asekuracyjnie ale później zjeżdżałem już technicznie i sporo szybciej. Przez Szczyrk przejechałem najszybciej jak mogłem, warunki nie pozwalały na zbyt wiele a nie chciałem się zbytnio forsować. W końcu zdecydowałem się na rozebranie kurtki i jechało się nieco lepiej. Dobre tempo utrzymałem do wjazdu do Bielska. Z postojem który zajął mi około minut wjeżdżałem do Bielska przed upływem 30 minut od rozpoczęcia zjazdu z Salmopolu. Dalej również jechałem dosyć mocnym tempem. Na jednym z ostatnich podjazdów pokazano mi moje miejsce w szeregu i słabe możliwości moich mięśni w odniesieniu do rowerów elektrycznych. W nagrodę za to jeden z delikwentów wylądował na asfalcie bo nie zauważył, że wjechał na rondo wprost pod koła samochodu. Nic mu się nie stało wiec jechałem dalej swoim tempem. Po ostatnim zjeździe już odpuściłem. Jeszcze musiałem się przebić przez zatłoczony Park ale nie miałem z tym problemów. Nie był to mój najlepszy dzień, dyspozycja na pewno mogłaby być lepsza, nawet w takich momentach jestem w stanie się zmobilizować na jeden mocny odcinek. Poprawiłem swój czas na podjeździe o ponad 50 sekund lądując wśród najlepszych z niedużymi szansami na wypadnięcie z najlepszej 10 co znaczy dla mnie więcej niż kilkanaście „KOM-ów” na płaskich odcinkach gdzie moc w nogach jest tylko jednym z czynników ( wcale nie najważniejsza ) o tym kto osiągnie najlepszy czas a w górach już trzeba prezentować jakiś poziom aby się liczyć na segmentach. Po pierwszym sprawdzianie wiem, że może być tylko lepiej, mam jeszcze rezerwy, także sprzętowe i chrapkę na poprawę kolejnych rekordów na podjazdach. Dzisiaj nie było idealnie a koniec końców wyszedł topowy czas.
Informacje o podjazdach:

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 15170 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 17496 km
Evo 2 10004 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum